Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Castlevania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Castlevania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 października 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #254 [23.10.2017 - 29.10.2017]

SPOILERY

Castlevania S01E02 Necropolis
Jestem zaskoczony jak bardzo skoczyła jakoś tego serialu. Wciąż jest dużo problemów i nie kupuję budowy sezonu, tak oglądało się to z pewnym zainteresowaniem. Solidne przedstawienie postaci Trevora oraz historii jego rodziny z pozostawieniem miejsca na spekulację. Wszystko to na zasadzie show dont tell. Arogancki, pewny siebie hulaka z sercem po właściwej stronie. Można go lubić.

Z pokazywania postaci wybrnięto obronną ręką. Zabrakło tylko większej fabuły. Serial stawia raczej na klimat niż złożoną opowieść. Mam też wrażenie jakby twórcy zbytnio wzorowali się na pierwotnym medium. Przypadkowe spotkanie, walka, rozmowa pogłębiająca wiedzę o świecie i quest dla Trevora. Mocno się to rzuciło w oczy.

Trochę bałem się brutalności w serialu, że pójdzie full gore. Jest jednak z smakiem. Graficy wiedzą kiedy maznąć krwią, a animatorzy jak nie pokazując wiele zrobić odpowiednie wrażenie. Jak podczas sceny walki przy użyciu pejcza. I tylko szkoda, że animacja jest biedna i nie można zaprezentować nic bardziej dynamicznego.

OCENA 4/6

Castlevania S01E03 Labyrinth
Chyba wiem co mi przeszkadza w Castlevani. Przypomina mi ona trochę seriale z kablówek. Dziwna myśl, prawda? Chodzi mi o sposób prowadzenia narracji. Mamy tutaj długie dialogi i nieśpieszne tempo. Bohaterowie rozmawiają do znudzenia, niestety często bez sensu z zbyteczną ekspozycją. I gdyby całość trwała ~45 min i złożona byłaby z 10 odcinków tak bym to zrozumiał. Niestety przez to rozmycie ucieka sens opowieści. Czasem w sitcomach jest więcej fabuły niż w Castlevani, która prosi się o rozwinięcie wydawałoby się bogatego świata.

Co się stało w odcinku? Trevor uratował córkę Mędrców, porozmawiał z biskupem i trochę powalczył. Tyle. Jest też sugestia opowieści Draculi, ale to mało. A właśnie Dracula. Pilot skupiał się na nim by dwa kolejne odcinki zupełnie go zignorowały. Wygląda to trochę jakby w trakcie zmieniła się koncepcja całości.

Zastanawiałem się jak będą wyglądać dynamiczne sceny akcji, a okazało się, że serial wyszedł z nich obronną ręką. Efektowna walka z cyklopem czy ucieczka przed duchownymi mogły się podobać. Walka mówiła też coś o Trevorze. Mimo swojej aroganci podczas starć używa głowy i planuje swoje ruchy. Chyba go nawet polubiłem.

Inne:
- humor zupełnie do mnie nie trafia. Jest wulgarny i nieśmieszny. Już lepiej gdyby go zupełnie odpuścić. Poza komentarzami Trevora, te mogą zostać. Nawet jest udany komediowy timeing.

OCENA 4/6

Castlevania S01E04 Monument
Udało mi się nadrobić Castlevanie w nadspodziewanie krótkim czasie. Niech jednak nie zwiodą was pozory. To jest bardzo nierówna produkcja którą ostatecznie uznaje za rozczarowanie. Finał sezonu, czy może lepiej napisać prologu, był tym co najlepsze i najgorsze w serialu.

Jak zwykle długie i zbyteczne dialogi i nic nie wnoszące sceny. Rozmowa bestii z biskupem przed jego śmiercią nie chciała się skończył. Pustosłowie mające wypełnić czas. A może rozważania o naturze ludzkiej i relacji Boga z człowiekiem? Jeśli tak to z mizernym skutkiem. Z wad wymienię jeszcze kolejne mocne inspirację grami. Długie spadanie w głąb katakumb, przeskakiwanie przez rozpadliny i ucieczka przed walącymi się konstrukcjami to widoczna nawiązanie do elementów platformowych. Nie zadziałało. Głównie przez brak dialogów i niewielką efektowność.

Dla odmiany Trevor i sceny akcji dalej dają radę. Efektowna (choć naiwna) walka na ulicach Greszitu cieszyła oko dzięki współpracy Trevora, Syphi i wieśniaków. To też pokaz zdolności bohaterów. Jego przywódczych i jej magicznych. Finałowa walka z bossem też niczego sobie. Niezła choreografia i dynamika mimo ograniczonej animacji. Fajnie było też oglądać dwa odmienne style walki. Aroganci i agresywny Trevora i opanowanie graniczące z lekceważeniem Alucarda.

Drugi sezon obejrzę, to w końcu tylko osiem nowych odcinków. Liczę jednak na poprawę w kilku aspektach. Zwłaszcza w sposobie prowadzenia narracji.Niech przypomina to serial, a nie poszatkowany film z prologiem, który nie został rozwinięty.

OCENA 3.5/6
OCENA SEZONU 3.5/6

Fargo S01E01  The Crocodile's Dilemma
Fargo nie powinno się tutaj znaleźć. Przynajmniej nie teraz. Przez czysty przypadek było na liście seriali już zaczętych. Musiałem je tam wpisać przy okazji premiery serialu gdy nie było zbytnio czasu na oglądanie. I tak zrządzeniem losu Maszyna Losująca postanowiła zaserwować mi najlepszy odcinek jaki obejrzałem w tym tygodniu. Co jest dziwne bo w tym samym czasie premierę miało Stranger Things 2.

Dawno nie wciągnęła mnie tak żadna epizodyczna historia. Charakterystyczne postacie wygłaszają zapadające w pamięci dialogi, a ich czyny świadczą o osobowości. Noah Hawley brawurowo nakreślił sylwetki swoich postaci uwypuklając ich cechy charakteru gdzie już po pierwszej scenie można zbudować z nimi jakieś relację. Niepewny siebie Lester i pewny siebie Lorne Malvo. Sprzedawca polis na życie i płatny zabójca. Połączył ich przypadek, który jak w filmie, zapoczątkowuje ciąg wydarzeń mających wpływ na całe miasteczko. Oczywiście zostali zagrani równie świetnie co napisani. Martin Freeman sprawia, że w pewien sposób można sympatyzować z Lesterem, nawet po zamordowaniu żony. Natomiast Billy Bob Thorton jest diabolicznym manipulatorem siejącym chaos ze stoickim spokojem.

Fargo to nie tylko ww. postacie napędzające akcje. To też cała otoczka, możliwość poznawania społeczności. Szeryf oczekujący dziecka, jego oficer, która jest zdolną śledczą, rodzina ofiary Malvo, gliniarz pojawiający się na jedną scenę. Chcę się ich oglądać, poznawać życie i zobaczyć jak będą reagować na zbliżającą się burzę. Mafia, płatny morderca i facet z kryzysem wieku średniego to zapewne tylko początek.

Chyba nie muszę pisać o świetnej realizacji? Piękne zdjęcia, namacalne zimno i muzyka budująca atmosferę napięcia, ale czasem i absurdu. Szykuje się kolejny piękny serial.

Inne:
- brat Lestera ma karabin którym się pochwalił, czyżby zapowiedź wybuchowego finału?

OCENA 5.5/6

Riverdale S02E03 Chapter Sixteen: The Watcher in the Woods
Po trzech odcinkach sezonu można się dopatrzyć pewnego trendu. Poprzedni w dużej mierze był o życiu w cieniu rodziców, jak wydarzenia z przeszłości wpływają na nowe pokolenia i ostatecznie prowadzą do tragicznych wydarzeń. Ten jest o wychodzeniu z tego cienia i kreowaniu własnej tożsamości. Widać tutaj zmianę, bohaterowie dojrzewają i podejmują decyzję wpływające na ich życie. Czasem błędne i głupie co jest zupełnie normalne.

To jest ciężki początek sezonu dla Archiego. Postrzelenie ojca, śmierć kochanki i atak na znajomych. To odcisnęło na nim poważną traumę. Czuję się zagubiony i nie wie co robić. Wystarczy tylko sugestia, połechtania jego wewnętrznej dumy i zagranie na lękach by zrobić to co wymarzył sobie Hiram. Zakłada straż obywatelską patrolującą Riverdale. Jest to dobry sposób na radzenie sobie z lękami. Ma nawet poparcie części dorosłych. Ta, mania prześladowcza i posiadanie broni będzie miało poważne konsekwencję. Czekam tylko na lincz i strach ogarniający miasteczko. Może o to chodzi Hiriamowi? A gdy miasto stanie się niebezpieczne ceny ziemi polecą w dół.

Niby Mama i Tata Lodgowie wciąż mają duży wpływ na córkę to Veronica obrała własną drogę. Wywiera wpływ na rodzicielów, często stawia na swoim i wie co chcę robić w przyszłości. Zająć się firmą ojca i poznać tajemnicę rodziny. Bądź robi to z irytacji. Wie, że jest odsuwana na bok i szuka sposobu by to się odmieniło. Jednak o wiele ciekawsze są relację Hirama i Hermione. Kochają się, nie ufają sobie i razem spiskują. Oglądanie relacji między tą trójką to prawdziwa przyjemność.

Jugheadowi odnalezienie własnej drogi udało się tylko połowicznie. Powoli odnajduje się w nowej szkole, nawet reaktywował gazetkę. Nie może jednak być bezstronny. Dziedzictwo ojca pozostawia na nim ślad i musi wybrać Węże choćby dlatego by przetrwać w nowym środowisku. Co trochę kłóci się z finałem S01 gdzie bardzo szybko odnalazł się w nowej szkole. Pomijać tą nieścisłość jest to bardzo ciekawy wątek. Jughead nie chcę, ale musi. Jak Archie również i on ma swoją spiralę w której będzie się stopniowo pogrążał.

Cieszy mnie więcej czasu antenowego dla Kevina. Twórcy bardzo dobrze to wykorzystali. Pokazali postać homoseksualną, która jest zagubiona i niezrozumiana. Szuka swojego miejsca na świecie. Przyjaciele mogą go wspierać, ale do końca nie rozumieją. To samo z ojcem. Kocha swojego syna, ale w pokoju jest bardzo duży słoń. Nie miałbym nic przeciwko gdyby wraz z biegiem sezonu Kevin dostawał samodzielne wątki.

I tylko Betty szkoda. W porównaniu do swoich przyjaciół nie dzieje się u niej wiele. Jest wspierającą dziewczyną Jugheada i wspierającą przyjaciółką Kevina. Ten pierwszy ją okłamuje, a tego drugiego zaufanie nadwyrężyła. W dobrej wierze, ale to nic nie znaczy. Czekać aż dostanie własną historię, która będzie równie dobra co pozostałe. Wystarczy tylko wyciągnąć jej kłopoty psychiczne, przecież to samograj. 

Muszę pochwalić odcinek za to jak umiejętnie buduje napięcie, prowadzi do punktu kulminacyjnego, żongluje kilkoma scenami i  w części z nich wygasza wątki przesuwając ciężar na inne. I jak to pokazuje. Pobicie Jugheada za drzwiami było dobrym pomysłem. Subtelnę, przez co jeszcze efektowniej działało.  

Inne:
- ciekawy trend. S06B Teen Wolf również kręci się wokół atmosfery psychozy, zastraszania i strachu miasteczka będącego mikrowersją Ameryki.

OCENA 5/6

Stranger Things S02E01 Chapter One: MADMAX
Dawno nie stęskniłem się za serialem tak jak za Stranger Things w ciągu minionego roku. Cichy hit który przerodził się w prawdziwy fenomen nie dawał o sobie zapomnieć i od czasu spotu na Superbowl w lutym umiejętnie podgrzewał atmosferę. Premiera S02 odbyła się po 15 miesiącach od pierwszej serii. Przez ten czas miałem wiele obaw o jakoś, ale zupełnie niepotrzebnie. To stare i dobre Stranger Things.

Pilotowy odcinek jest spokojnym wprowadzeniem. Nie ma tej siły co poprzednie otwarcie. Nie musiał tego mieć. Jest spokojny przypomnieniem klimatu serialu i swoich bohaterów, ich sytuacji oraz relacji. Fabularnie nie wiele się w nim wydarzyło. To jest raczej mocny set up do kolejnych wydarzeń. Zasadzeniem wątków, które z czasem będą mogły rozkwitnąć. Otwarcie w stylu WTF z Pittsburgha nie mające wpływu na fabułę, nowa dziecięca bohaterka o której nic nie wiadomo i halucynację Willa zapowiadające coś wielkiego.

Bardzo lubię oglądać w ST obyczajowe wątki, a nie tylko supernaturalną część serialu. Dlatego ciesze się z scen opowiadających o bohaterach i ich stanie. Nancy rozklejająca się na kolacji u rodziców Barb budziła współczucie. Jonathan wciąż wzbudza litość swoim wyobcowaniem. Joy zrozumienie gdy szuka pociechy u swojego chłopaka. Dustin śmiech gdy dowiaduje się, że został pokonany w Dig Dug.

W odcinku nie mogło zabraknąć Jedenastki. Muszę jednak przyznać, że nie bardzo rozumiem ten wątek. Hopper przez cały rok trzymał ją w chatce w lesie i uczył życia? Dla mnie trochę to niemoralne i niezrozumiałe. Rozumiem, że chcę ją chronić, ale przy tym robi jej krzywdę alienując ją od społeczeństwa, a to ostatnie czego jej trzeba.

Stęskniłem się nie tylko za fabułą i bohaterami, ale też za realizacją. Serial jest fenomenalnie nakręcony. Przechodzenie na drugą stronę i klimat lat '80 to ta najlepiej widoczna strona medalu. Druga to przywiązanie do detali jak wyostrzenie dźwięków otoczenia, muzyka potęgująca napięcie i montaż z długimi ujęciami. Palce lizać.

Inne:
- co za cudowna muzyka! Z Scorpionsami na czele. Obejrzę sezon i zrobię powtórkę z samego soundtracka, który oczywiście można znaleźć na Spotify.
- ja wiem, że Stranger Things jest bardziej w klimatach lat '80 niż same lata '80, ale mi ta przesada zupełnie nie przeszkadza. To raczej hołd i łechtanie nostalgii widza niż wrzucenie do blendera losowych motywów z tamtego okresu.

OCENA 4.5/6

Stranger Things S02E02 Chapter Two: Trick or Treat, Freak
Budowanie klimatu to jedno, ale zbyt długie wprowadzenie nie powinno mieć miejsce w serialu mającym trzymać w napięciu. Wizje Willa i zgniłe plony to za mało mimo, że działają na wyobraźnie. Najwyższy czas skrystalizować historię i nadać wątkom konkretny kierunek.

Mimo tej fabularnej niedogodności dalej ogląda się to świetnie. Niemalże godzina zleciała nie wiadomo kiedy. Niby znalazło się kilka zbytecznych i przydługich scen, co jednak nie rzutuje na całość. Z niemałym rozbawieniem ogląda się podchody Lucasa i Dustina do dziewczyny czy zachowanie funkcjonariuszy. Jednak Stranger Things błyszczy w warstwie dramatycznej gdy bohaterowie przeżywają wydarzenia z zeszłego sezonu. Nancy przechodzi nawrót traumy po utracie przyjaciółki. Tak samo jej brat. Mike jest sfrustrowany z powodu tęsknoty za Jedenastką. Denerwuje się na przyjaciół i tylko z Willem udaje mu się nawiązać bliższe relację, bo również on ma problemy które go dręczą.

Flashbacki z Jedenastką trochę wyjaśniają, ale jest to raczej grunt pod snucie teorii. Co jednak jest trochę bez sensu bo tylko jedno kliknięcie myszy dzieli od włączenia kolejnego odcinka. Ile czasu spędziła samotnie? Jak zaadaptował ją Hopper? Ile wiewiórek zamordowała? Niech lepiej jak najszybciej znowu trafi na chłopaków. I Max, bardzo jestem ciekaw jej relacji z inną dziewczyną.

Inne:
- Jedenastka w koszuli i dżinsach wygląda jak mini wersja Hoppera co jest równie zabawne jak jej strój z zeszłej serii.
- co robi Max w miasteczku? Czemu brat obwinia ją za ich pobyt w Hawkins? Kolejna tajemnica do rozwiązania.

OCENA 4.5/6

Stranger Things S02E03 Chapter Three: The Pollywog
Wystarczyło dać Dustinowi zwierzaczka i Stranger Things złapało wiatr w żagle. Rozumiem jego fascynacje znalezioną kijanką. Nowy, słodki przyjaciel, którym można się opiekować. Początkowo trzyma go dla siebie by potem pochwalić się nim kolegą. I Max. Ci się boją, a najbardziej Will rozpoznając stwora z Upside Down. Całkiem słusznie. Mały mutuje na ich oczach i bardzo szybko rośnie. Czym jest? Młodym Demogorgonem? Czy to coś zostało przemycone przez Willa czy jest czymś zupełnie innym? Na pewno to intryguje. Sceny z nim zostały pokazane fantastyczne. Zwłaszcza szybki montaż czy przeszukiwanie szkoły.

Jedenastka po odcinku siedzenia w chatce przejęła bardziej aktywną rolę. Łamie wszystkie zasady, straszy dzieci i szuka Willa w szkole dręcząc widza pytaniem czy dojdzie do szczęśliwego spotkania. Nie doszło. Zazdrosna o Max postanawia zostawić Mike'a w spokoju. Działa impulsywnie jak to dzieci mają w zwyczaju.

Plan ma natomiast Nancy. Szybko przetrawiła rozstanie i teraz znowu szuka #JusticeforBarb. Nie sądzę jednak by to było takie proste jak się wydaje. Podejrzewam, że wie o podsłuchach i prowokuje rząd do działania. Oby, inne zachowanie byłoby głupie.


Muszę przyznać, że Stranger Things umie w cliffhangery. Will nasłuchał się o stawianiu czoła swoim koszmarom i teraz tego próbuje. Jak to piękne bajki mają w zwyczaju nie wiele w nich prawdy. Will postawił się swojemu koszmarowi i pochłonęła go ciemność. Dosłownie. To może być tania zagrywka, ale też punkt zwrotny serialu. Tym bardziej, że Joys dowiedziała się prawdy o wielkim potworze. 

Inne:
- Billy nie jest bratem Max? Ta dwójka jest coraz bardziej intrygująca.
- Dustin kradnący książki w bibliotece rozbawił mnie najbardziej w całym odcinku. Ta żądza wiedzy w młodym duchu!

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E14 Face-to-Faceless
Odcinek odrobinę lepszy od poprzednich. Szczególnie na początku. Próba powrotu do normalności i udawanie, że nic złego się nie stało. Taka high school drama, którą bardzo lubiłem w początkowych sezonach. Ucieczka przed prześladowcami i próba zachowania swojej sekretnej tożsamości. Całkiem niezły wątek z Liamem zmagającym się z swoją zwierzęcą naturą i próba ukarania się za niepowodzenie w ratowaniu przyjaciół.

Gorzej wypadła próba nawiązania kontaktu Scotta z Gerardem i rozmowy pokojowe. Przez głupie zachowanie wilczka całość nie ma napięcia. Jest to dokładnie ta sytuacja gdy widz jest mądrzejszy od serialu i zastanawia się co do cholery oni robią. Niezbyt udanie jest prowadzony konflikt ludzie vs. nieludzie. Już wolałbym gdyby przesunięto zainteresowanie na wątki nadprzyrodzone, które dużo lepiej wypadają w serialu.

Odcinek zakończył się chyba najsłabszym cliffhangerem w historii serialu. Pojawia się nieznajomy wilkołak i po krótkie rozmowie stadko jest zaskoczone, że również zastępczyni szeryfa została ogarnięta strachem. Ja bym się bardziej zastanawiał kim jest ta nowa nieznajoma i skąd się wzięła.

Inne:
- przez 6 sezonów zginęło w miasteczku tylko 12 osób? Należy uznać to za cud.
- Scott i Malia mają się wyraźnie ku sobie. To ta sytuacja gdy kończy się serial parując bohaterów tylko po to by nie skończyli sami.
- dalej brak Dereka i Stilesa. Bez sensu było zapowiadać ich powrót w 6x11 skoro od tego czasu nawet nie ruszono tego wątku.
- Malia i Lydia ratują dupsko Scotta, ktoś jednak zachowuje się racjonalnie w serialu.

OCENA 3.5/6

poniedziałek, 23 października 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #253 [16.10.2017 - 22.10.2017]

SPOILERY

Castlevania S01E01 Witchbottle
Stało się, oglądam anime. I to adaptację serii gier, której zbytnio nie znam od scenarzysty o którym niby czytałem dobre opinie, ale też nie znam. Więc czemu to robię? Potrzebowałem krótkiego serialu do autobusu, a że Castlevania została mi zaproponowana przez Netflixa stwierdziłem, że czemu nie.

I mogłem wybrać lepiej.  Pierwszy odcinek to bardzo długi prolog do właściwej opowieści. Tak to przynajmniej wygląda. Mocno pretekstowy, ekspozycyjny, skaczący w czasie i paradoksalnie bez protagonisty. Poznajemy młodą lekarkę odwiedzającą zamek Draculi, zaraz (po kilku latach) zostaje spalona na stosie przez kościół, Dracula poprzysięga zemstę i po kolejnym roku do niej dochodzi. Strasznie to pocięte, a przez to niepotrafiące zaciekawić. W finałowej scenie pojawia się główny bohater serialu. Bardzo dziwny pomysł, który mi się nie spodobał.

O ile animacja nie porywa, ruchy postaci są dość okrojone tak tła czy design niektórych miejsc potrafi zachwycić. Rozległe plany, monumentalne budowle czy klimatyczne lasy. Niewątpliwie największa zaleta produkcji.

Inne:
- za kilkuminutowy żart o seksie z owcami ocena idzie oczko w dół.
- znowu dostałem zakochanego wampira i bardzo stereotypowy wygląd Draculi, meh. 

OCENA 2/6

Lost Girl S01E04 Faetal Attraction
To się nazywa zbieg okoliczności, po tygodniowej przerwie ponownie wylosowałem Lost Girl. Poprzednio mnie to ucieszyło i teraz też nie miałem nic przeciwko. Przyjemny procedural do którego można bez bólu wracaj. Chociaż wolałbym dłużej niewidzianą niespodziankę.

Fabularnie odcinek był bardzo naiwny. Słabe zawiązanie akcji i równie nieudolne prowadzenie sprawy tygodnia. Momentami zbyt poważnie w wykonaniu nieudolnych aktorów drugoplanowych zamiast iść mocniej w camp. Nawet zwrot fabularny nie był jakiś szokujący, ot ofiara okazała się mordercą. Mimo to dobrze się to oglądało. Dużo miejsca poświęcono relacjom między postaciami, Kenzi dalej komiczna, a nawet Dayson dostaje coraz więcej czasu dla siebie i pokazuje jakąś osobowość. Cenię też powiązanie proceduralnej sprawy z tym co dziej się u bohaterów, tu i tam pokomplikowane związki.

OCENA 4/6

Riverdale S02E02 Chapter Fifteen: Nighthawks
Strasznie mi się podoba jak pokazywana jest psychoza Archiego. Wyniszczająca nadopiekuńczość nad ojcem, nieprzespane noce i desperackie decyzję które podejmuje by zapewnić bezpieczeństwo bliskim. To dopiero początek, a już wplątano w to broń i narkotyki. Przy tym to cały czas jest ten sam, trochę nieporadny Archie.

O ile historia Archiego jest bardzo prostolinijna i skupi się na jego postaci tak Jughead i Veronica wplątali się w skomplikowane intrygi gdzie osoby są tylko pozornie tym kim się wydają. Zaklinaczka Węży pomaga FP, ale w przyszłości oczekuje przysługi co młodego Jonesa wystawi na dylemat moralny. Czego jednak nie robi się dla rodziny. Pozornie to samo przyświeca Lodgom. Rodzina ponad wszystko. A naokoło kłamstewka większe lub mniejsze. Wykupienie Popsa i iście machiaweliczne zagrywki.

Symboliczne było zwieńczenie wątku pomocy Popsowi. Miało to być próbą przywrócenia duszy miastu. Próbą skazaną na porażkę. Bar się udaje uratować, jednak jak Riverdale po ostatnich zgonach nie jest i nigdy nie będzie taki sam. Węże, handel narkotykami i Hiriam jako cichy właściciel. To co dzieje się u Popsa w większej skali odnosi się do miasteczka. Czuć pewien fatalizm w tym wszystkim.

Intryga sezonu zaskakuje. Podwójne morderstwo z premiery było szokujące. To jednak wciąż była zagadka morderstwa jak w pierwszej serii. Drugi odcinek nieoczekiwanie podnosi stawkę. Kolejne dwie śmierci, tym razem nastolatków. Jak to się łączy? Czy morderca myli tropy? Czy może zapowiada się w tym sezonie slasher z śmiercią tygodnia w każdym odcinku? Dość niecodzienny pomysł.

OCENA 5/6   

Star Trek: Discovery S01E05  Choose Your Pain
Mam mocno mieszane uczucia względem tego serialu. Nie jest on zły, ale kompletnie mija się z moimi oczekiwaniami dlatego ciężko mi go oceniać. W efekcie po każdym odcinku czuje niedosyt. Bliżej temu do Battlestar Galactica niż mojej wizji Star Treków. Niejednoznacznie moralne postaci, skomplikowane wątki opisujące relację ludzi z innymi rasami i próba zrozumienia obowiązku nad własnym komfortem psychicznym. Światowi bliżej do naszej codziennej rzeczywistości niż idyllicznej przyszłości. Szkoda bo chciałem zobaczyć tutaj ten promyk nadziej. Z drugiej strony można traktować to jako prequel, mroczna droga do lepszego świata. Ogląda się to dobrze, a konsekwentne rozwijanie postaci Michael może się podobać. Czekam aż coś zaskoczy i będę mógł się zachwycać całością bez zbędnego kręcenia nosem.

OCENA 4/6 

Star Trek: Discovery S01E06 Lethe
Pierwszy odcinek od czasu pilota, który porwał mnie swoją historią. Czułem ducha przygody i namiastkę Stargate. Grupka współpracujących bohaterów, wyraźnie postawiony problem do rozwiązania i nieubłaganie upływający czas. Wyraźne zaznaczone ramy opowieści wypełnione całkiem przemyślanie rozpisaną historią.

Na staroszkolnym klimacie się nie skończyło. Star Trek: Discovery to na wskroś współczesny serial. Stawia na rozwój bohaterów i ich bogatą osobowość. Michael dowiaduje się nowych rzeczy ze swojej przeszłości co wpływa na jej osobowość. Natomiast Lorca jest konsekwentnie przedstawiony jako szary moralnie kapitan, którego wybory można kwestionować, ale też i rozumieć.

Inne:
- jogging korytarzami Discovery i zaciskanie więzi między bohaterami, brakowało mi scen tego rodzaju.
- trip Michael w swojej podświadomości chyba miał przypominać wizualne zabawy Bryana Fullera, ale nie wszystko do końca wyszło.

OCENA 4.5/6 

Teen Wolf S06E13 After Images
Dalej nie zaskoczyło i ogląda się to z obojętnością. Niby odcinek jest gęsty od akcji i powinien intrygować tajemnicą z wizjami Lydii. To jednak nie działa bo brak w tym wszystkim bohaterów. Zero rozwoju czy budowania między nimi relacji nie licząc kilku krótkich scenek. Chyba najlepiej pod tym względem wypadła relacja Melissy z Argentem. Sprawnie napisane dialogi i niedopowiedzenia.

Główna intryga jest "taka se". To rozczarowuje ze względu na ostatni sezon. Doceniam jednak co ekipa odpowiedzialna ze serial chcę zrobić. Buduje nawiązania do obecnego świata, problemów rasizmu i prześladowań mniejszości w świecie ogarniętym nieuzasadnionym strachem. Tylko scenariusz jest zbyt pretekstowy by to wszystko zadziałało. Końcowy twist z wilkołakiem przed mieszkańcami Beacon Hills jest głupi i trudno uwierzyć by po tyle latach popełniono taki szkolny błąd, nawet na drodze naciąganej manipulacji.

OCENA 3/6

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Hyde Park #7

Sesja sesją, ale seriale oglądać trzeba. Prawda że piękna sentencja? I jakże prawdziwa. Mimo widma zbliżającego się egzaminu obejrzałem więcej odcinków niż w przeciętnym tygodniu. I zamiast urozmaicenia skupiłem się na dwóch produkcjach. Pierw błyskawicznie skończyłem S01 The West Wing. Ostatnie cztery odcinki i dwa premierowe zleciały błyskawicznie. Dawno mnie tak serial nie wciągnął, a każdy odcinek kończył się z myślą "chcę więcej!". A wszystko to dzięki niezwykle efektownym dialogom i postacią, których po prostu nie sposób nie pokochać. Może i serial jest amerykański z flagą powiewającą na wietrze, ale to jak jest zrobiony zasługuje na uwagę. Szczególnie jak działania zmierzają do jakiegoś konkretnego celu. Polecam mimo tego, że serial jest z minionego tysiąclecia. Kolejnym pożeraczem czasu jest Revenge. Serial przeszedł u mnie długą drogę - od typowej obojętności do zakochania się po uszy czego się absolutnie nie spodziewałem. Już pilot był zachęcający z potencjałem na mroczną historię. Potem przyszła chwila zwątpienie, że mamy procedural i jeden odcinek = jedna ofiara, ale nic mylnego. Po paru odcinkach nadszedł czas na reperkusję trwającej zemsty, wszystko coraz bardziej się komplikowała i teraz pierwotny plan nie jest już taki łatwy do zrealizowania. Do tego jestem zafascynowany główną bohaterką. Słodka, ale za uśmiechami skrywa swoją drapieżną naturę. Szczególnie ciekawie wypada odkrywanie jej przeszłości. Wart odnotowanie jest też koniec drugiego sezonu Game of Thrones. Ludzie mówią, że był słabszy od poprzedniego. Ja natomiast dostałem kolejną dawkę tego co chciałem z epickim Blackwater na czele. Jak na telewizję, ba nawet jak na film, wyszło to przednio. Może i brakuje w tym wszystkich szerokich plenerów, ale nie ma co narzekać bo ten serial skupia się na bohaterach i tego właśnie od niego wymagam - dalszej eksploracji postaci i jak najczęstszego odchodzenia od książki.


Już niedługo początek E3. Niby mają to być najsłabsze targi od wielu lat, ale i tak zapowiada się najgorętszy okres w roku dla branży gier obok Bożego Narodzenia. Zapowiedzi będzie mało, ale ja liczę na pokaźną dawkę zwiastunów. Po obejrzeniu zapowiedzi nowego Tomb Raidera stwierdzam, że chcę to mieć. Brudno, mrocznie, filmowo i klimatycznie. Historia zatoczyła koło i teraz to Lara czerpie inspiracje od Uncharted. Dawnguard czyli DLC do Skyrim narobiło smaka. Trochę szkoda, że znowu eksploatowany jest temat wampirów, ale takie czasy. Ja jednak poczekam na jakieś Game of the Year i zakupie sobie edycję ze wszystkimi dodatkami. TES Online mnie nie jara. Za dużo jest MMO na rynku, a ja nie mam ochoty wydawać co miesiąc pieniędzy na grę w którą pogram raptem parę godzin tygodniowo. Nie mówiąc już o tym że wolałbym poświęcić ten czas na singlowe historię. A z tych koniecznie muszę sprawdzić nową Castlevanie. Szkoda tylko, że nie wyszła edycja z dodatkami. Strasznie mnie irytuje, że muszę jeszcze dopłacać żeby dostać pełną grę. Już wolę poczekać ten rok i dostać kompletny produkt niż wybrakowany tytuł.