Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Good Wife. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Good Wife. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #215 [16.01.2017 - 22.01.2017]

SPOILERY

Scream S01E04 Aftermath
Moja maszyna losująca upodobała sobie seryjnych morderców. Nie zdziwię się jeśli po Dexterze i Krzyku padnie na Hannibala. Nie miałbym nic przeciwko, na pewno wyszedłbym na tym dużo lepiej i zatrzymał tendencję spadkową. Tak, Scream okazał się jeszcze gorszy od Dexa. Znowu całkiem dobrze kojarzyłem ostatnie wydarzenia tylko, ale tutaj nie budziły one żadnego zainteresowanie. Serial okazał się taki jak zapamiętałem. Bez napięcia, interesujących bohaterów i stawiający na warstwę obyczajową zamiast straszenia lub slashowanie niewinnych dziatek. Było kilka fajnych momentów, ale szybko je zarżnięto. Jak appka z głosowaniem kto ma teraz zemrzeć. Bardzo fajny motyw. Zamiast to rozwinąć więcej czasu poświęcono na wybór koloru lakieru do paznokci na pogrzeb. Jakby serial chciał mnie zmusić bym przestał darzyć te postacie jakąkolwiek sympatię. Było nudno. Tworzono napięcie w scenach, które były przewidywalne, a bohaterowie zachowywali się zwyczajnie idiotycznie. I na domiar złego nie było zabójstwa. Martwa świnia i odcięta głowa to trochę za mało. Jedyne co się udało to żart z rozdzielaniem się w opuszczonym szpitalu.

OCENA 2.5/6

Teen Wolf S06E07 Heartless
Nie spodziewałem się, że jeszcze w ten sposób będę zachwycał się tym serialem. Już po pierwszej scenie wiedziałem, że będzie dobrze. Wrócono do sposobu otwieranie odcinków z pierwszych sezonów serwując horrorową ucztę. Sen w śnie, powtarzająca się śmierć Theo z rąk swojej siostry. Pokazanie czyśćca do którego trafił, jak cierpiał za swoje grzechy. Potem nie było wcale gorzej. Scena między Lydia i szeryfem to emocjonalna bomba. Bohaterowie radzą sobie z stratą na własny sposób inni walczą, a drudzy tworzą iluzję rzeczywistości co jest ich mechanizmem obronnym. Dobrze wyszły też sceny Malia/Peter. Trudne rodzicielstwo, arogancja ojca i ostatecznie uleganie własnym instynktom. Malia za wszelką cenę chcę uratować Stilesa, a Peter córką mimo, że temu zaprzecza. Aż szkoda, że to ostatni sezon. Najsłabiej wypadło łapanie Jeźdźcy. Trochę głupkowate, ale był humor więc nie będę zbytnio narzekał. I ta końcówka. Teen Wolf umie w cliffhangery. Uber wilkołak pokonujący Jeźdźca. Do końca jeszcze trochę odcinków i czuje, że będzie to prawdziwa przyjemność.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E18 Loser Edit
Jeśli Alicia myśli, że może bezpiecznie pogrywać z mediami i jest kryta niech lepiej sama zrezygnuje z stanowiska. Przez tyle lat serialu nagromadziło się na nią tyle brudów, że wyciek maili to najniższy wymiar kary. Dzielnie z Elim walczyła o kontrolowanie kryzysu, niemalże się udało. Kilka dobrze wygłoszonych kłamstewek i voila. Tylko, że wyskoczyło coś zupełnie innego. Źle liczone głosy. Już raz ten problem był poruszony w serialu, teraz spojrzy się na niego z innej strony. Już ostrze sobie gałki oczne by zobaczyć w jakie, poważniejsze kłopoty wpadnie.

Danie Diane wątku z republikanami było doskonałym pomysłem. Demokratka wiecznie broniąca swoich przekonań tym razem musiała bronić pary gejów w testowym procesie. Oliver Plat był równie wspaniały co ona, ogień gdy oboje pojawiają się na ekranie. I ta ich ostatnia rozmowa, wierze w własne przekonania i wiecznym połączeniu prawa z wątkiem ludzkim.

Gdzieś tam w tle odgrywa się upadek Kalindy. Popełnione błędy zaczynają się na niej mścić, a co najgorsze może pogrążyć przy tym kancelarię. Jeśli jednak to prowadzi do wypisania jej z serialu to jestem trochę rozczarowany. 

Inne:
- ten moment gdy Eli przyznaje rację córce, bezcenne.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E19 Winning Ugly
Przesiąknięty cynizmem cholerny majstersztyk. Może się wydawać, że The Good Wife jest laurką dla demokratów, ale to nie prawda. To bardzo gorzki serial gdzie dobrzy ludzie popełniają błędy, a jeszcze gorsi ludzi udają dobrych. Alicia przez sezon walczyła o wygraną w wyborach, udało się jej, nawet w pewnym stopniu udobruchała opinie publiczną i mogła przezwyciężyć kolejny problem. Mogła, ale została udupiona przez własną partię. Wiara w większe dobro w imię którego można zlekceważy zasady demokracji. Obłuda demokratów uwypuklona przez podśmiewanie się z republikanów. Byłem zachwycony oglądając ostatnie minuty gdy Alicia została wystawiona przez człowieka podziwianego przez całe życia. I ta muzyka tworząca nastrój smutnego upadku. Podziwiam.

Niby w odcinku toczyła się bardzo ciekawa sprawa dotycząca przyszłości Diane i sfałszowanych metadanych. Była dobra, kolejna zbliżająca się katastrofa, której mimo starań nie można powstrzymać. Jednak nie powiem żeby mnie interesowała równie mocno co historia Alici. I sam się sobie dziwię bo to przecież Diane lepiej mi się ostatnio oglądało. Co tylko świadczy o klasie tego serialu.  

OCENA 5.5/6

The Good Wife S06E20 The Deconstruction
Nie chcę się powtarzać, ale to trzeba napisać - pierwsza scena to mistrzostwo. Remake otwarcia serialu z odwróceniem ról. Wielki skandal tylko tym razem skupiony na Alici z wspierającym Peterem. Dobrze znane ujęcia, nawet Alicia była ubrana w to samo. Użycie takiego odwołania nadawałoby się na ostatni odcinek. Jak widać twórcy mają jeszcze kilka pomysłów. Upadek Alici jeszcze się nie skończył. Porzucona przez własną partię nieskutecznie próbowała wrócić do własnej firmy. Momentami była to zabawna komedia omyłek która miała gorzkie zakończenie.

W tle była również sprawa babci skazanej za dystrybucję narkotyków. Sam w sobie wątek był dobry tylko słabo korespondował z głównymi wydarzeniami. Było to też pożegnanie Kalindy. Jak Alicia wpadła w sieć która ciągnęła ją w stronę nieuchronnej katastrofy.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E21 Don't Fail
Serial kolejny raz odwołuje się do przeszłości by podkreślić teraźniejszość. Rozpatrywanie starego procesu wywoływało w Alici stare wspomnienie, można było znowu zobaczyć jej rywalizacje z Carym, pryncypialne podejście do prawa i walkę o sprawiedliwość. Podkreślono też cynizm bohaterki. Skłamała w sądzie by wybronić klienta i mówi teraz o otworzeniu własnej firmy gdzie będzie brała sprawy tylko takie w jakie wierzy. Prawo prawem, ale to jej przekonania są najważniejsze. Ogólnie bardzo dobrze oglądało się sprawę. Powrót do sądowych batalii był doskonałym pomysłem, tak jak realizacja flashbacków wywoływana przez materiały z dawnej sprawy.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E22 Wanna Partner?
Z ostatnich kilku odcinków The Good Wife jakie obejrzałem to właśnie finał szóstego sezonu był najsłabszy. Brakowało mi stawki o którą można było walczyć, kulminacji wątków i szokujących wydarzeń. Nawet pod względem realizatorskim było zaledwie poprawnie. Jednak w wypadku tego serialu przeciętność oznacza kolejny bardzo dobry odcinek. Sprawa Alici była w miarę ciekawa, a współpraca z Finnem owocna. I pewnie to tyle. Ciekawsze były wątki osobiste. Książka mająca wybielić Aicię, Peter kandydujący na prezydenta i żona Canninga pracująca dla Lockhar, Agos & Lee. Każdy z tych wątków albo ma potencjał na coś więcej i długą historię lub już do czegoś doprowadził. Cliffhanger zaskakując - Canning szukający w Alici wspólniczki. To nie może się udać.

Pożegnanie Kalindy wypadło znośnie. Zwłaszcza ostatni moment gdy Lester przeklina silne kobiety i proponuje jej współpraca. A ona odchodzi pewnym krokiem w stronę kamery. Nowa droga, nowe historię. Chciałbym ją jeszcze kiedyś zobaczyć. Archie Panjabi nieźle wpisałaby się w The Good Fight.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S07E01 Bond
Pięknie zaczyna się nowy sezon. Jest tempo, stawki, sprawy sądowe, można kibicować Alici, konflikty między bohaterami zaogniają sytuację, a wątek polityczny jak zwykle przykuwa równie mocno co prawniczy. Chaos był tutaj kontrolowany, skakano od jednej sprawy do drugiej, działo się dużo, ale z sensem, by podkreślić jak wygląda teraz życie Alici. Może to i powtórka z rozgrywki, znowu walka z Diane i Carym, ale takie jest życie, powtarzalne. Pasuje mi to bo ogląda się znakomicie. Wprowadzono nową bohaterkę do głównej obsady. Lucca jest sarkastyczna i inteligenta, może sprawić niezły duet z Alicią. Dużo dobrego wniesie też konflikt miedzy Elim, a Peterem. Zwłaszcza, że genialna Margo Maltitade weszła między tą dwójkę. Fajnie zapowiada się też wątek Cary'ego. Utkwił między dwoma światami, młodych i starych w czym próbuje się bezskutecznie odnaleźć. Jeszcze trochę i zacznie współpracować z Alicią. Lub pójdzie na swoje.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E02 Innocents
Już ubóstwiam ten sezon za skupienie się na wątku prawniczym, to właśnie tam Alicia czuje się najlepiej. Ostatnio znudziła mnie walką o fotel prokuratora okręgowego. Teraz zachwycam się kolejnym epizodem bo może się wykazać w sądzie. Trochę humoru na sali sądowej, sprawa dotycząca wolności słowa i pornografii, a po drugiej stronie Nancy Crozier. Zwroty akcji i uczucie tajemnicy. Nie tylko związanej z sprawą. Pojawiają się nowi bohaterowie którzy są dzikimi kartami. Lucca na razie współpracuje z Alicią, ale jak długo? Jest też detektyw grany przez Jeffa Deana Morgana, który wyraźnie czuję coś do Alicii. Akurat wtedy gdy Peter walczy o prezydenturę. Wciągający był też konflikt Cary'ego z Laymanem.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E03 Cooked
Jestem zachwycony, że serial pozostaje przy formacie procedurala prawniczego. Kolejna sprawa i znowu kapitalnie poprowadzona. Niby kolejne przesłuchanie, niby próba wybronienie dilera narkotykowego a okazuje się, że była to prowokacja FBI. Zwroty akcji i zaskakujący koniec. Alicia prawdopodobnie narobiła sobie wrogów w FBI, a Elii gra w bardzo niebezpieczną grę. Pogrąża Petera, walczy z demokratami i Ruth. Może się na tym ostro przejechać. Przeszkadza mi tylko jedna rzecz - delikatne ogłupianie Alicii by pokazać Luccę w lepszym świetle.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E04 Taxed
Trzy ciekawe wątki i niestety każdy z nich trochę rozczarował. Sprawa Alici gdzie broniła klientki nie przyznającej się do kradzieży było dobrze skonstruowana i pokazała coś o postaciach. Miała też gorzkie zakończenie. Eli knujący przeciw Peterowi zaczyna powoli denerwować. Za dużo w tym tajemniczości. Jednak kłótnie Jackie z Grace wypadły całkiem nieźle. Tak jak Ruth łagodząca sytuację. Najlepszy był wątek Diane gdy musiała pracować niezgodnie z swoimi przekonaniami. Brakowało mi tylko zakończenie, wyraźnej kropki po procesie w sprawie samobójstw z udziałem lekarzy. Z drugiej strony to była zrozumiała decyzji, jakby serial nie chciał zajmować wyraźnego stanowiska w tym względzie.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S07E05 Payback
Coraz ciężej zaczyna mi się oglądać tą zawiść u Eli'a. Rozumiem, że ten serial jest o ambitnych jednostkach dążących do swoich celów. Jednak wcześniej można było ich zrozumieć. Niestety takie zachowanie do niego nie pasuje. Zemsta dla czystej satysfakcji i wmawianie, ze wie się lepiej? To zupełnie nie jak on.

Pierwsza sprawa Alici i Luci w własnej kancelarii okazała się sukcesem. Były kłopoty, zwroty akcji w niespodziewanym kierunki i łut szczęścia, który pozwolił wygrać. Pierwszy krok na drodze do wielkiej kariery. Mam tylko wrażenie, że serial się powtarza. W dobrym stylu, ale to dalej to samo co już kiedyś się oglądało. Jeszcze tylko brukuje większego konflikty z firmą Cary'ego i Diane. Chociaż tam mają dużo poważniejszy problem, który sprowadził się do komicznej sesji uwrażliwiającej.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E11 The World's Columbian Exposition
Zgodnie z oczekiwaniami cliffhanger z zeszłego roku został bardzo szybko rozwiązany. Wcale mi to nie przeszkadza, w końcu to serial proceduralny stawiający na fun z oglądanie. I tego było sporo mimo cięższego klimatu. Flynn szykował morderstwo Edisona, Forda i Morgana przy pomocy Lucy gdy Rufus i Wyatt walczyli o przeżycie. I to było fajne. Bawiono się tropem damy w opałach, która ostatecznie ratuje swoich niedoszłych wybawicieli, gościnny występ Houdiniego dał radę a wprowadzenie pierwszej studentki MIT dało lekki wydźwięk feministyczny.  Ogólnie całość została bardzo sprawnie skonstruowana i odpowiednio rozłożono napięcie - pierw skupiano się na Lucy i Flynnie by środek ciężkości przeniósł się na morderczy hotel. Odcinek był też o walce ze strachem i fobiami czemu pomógł właśnie Houdini dając lekcję Lucy, a na końcu Rufus postawił się Rittenhousowi. I tylko fabuła mogłaby wreszcie rozwinąć skrzydła. Może teraz, gdy Wyatt zna nazwisko mordercy swojej żony wydarzy się coś nieoczekiwanego.

OCENA 4.5/6

Vikings S04E17 The Great Army
Serial przygotowuje grunt pod wielką inwazję. Mozolne budowanie napięcie i podkręcanie go wraz z mijającym czasem skutecznie na mnie działa. Intryga pogania intrygę. Synowie Ragnara chcą się mścić, Laghera też i przy okazji utrzymać władzę i poszanować potomków męża co się wyklucza. Jest też Bjron, przywiązany do matki i braci, marzący o swoim wielkim przeznaczeniu. Saga rodzinna zaczyna rozkwitać gdy zabrakło ojca. Śmierć Ragnara daje spektakularny efekt domina który wpłynie na losy świata. Armia się zbiera, a dzieci stają się mężczyznami.   A ja zaczyna coraz bardziej interesować ich losami. Chcę zobaczyć co zrobi Ivar, jak bardzo dwulicowy jest Ubbe i czy Bjorn dorówna ojcu. Bałem się nowego kierunku serialu, ale chyba niepotrzebnie.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #214 [09.01.2017 - 15.01.2017]

SPOILERY
 
Dexter S08E02 Every Silver Lining...
Maszyna losująca wskazała na Dextera. Cieszę się z tego powodu. Nie wpływa na to jakość odcinka. Gdyby nie to zrządzenie losu inaczej bym nie wrócił do serialu chociaż zapowiadałem to dwa lata temu. Wbrew pozorom nie oglądało się tego tragicznie. Dobrze też nie było, ale niektóre sceny przykuwały do ekranu. Jak Dexter rozmawiający z swoją twórczynią. Niektóre wątki z jego historii były ciekawe. Tylko potem zaczęło mnie drażnić jak pani psycholog zaczęła wmawiać, że psychopaci stoją wyżej na drabinie ewolucyjnej. Mogę oglądac morderce i krew na ekranie, ale taki bullshit ciężko mi znieść. Tak jak sceny z Debrą, która się stacza i jest to poakzane bardzo po macoszemu. Wątek mordercy sezonu ma potencjał. Killer psychopatów, ale czuję w kościach, że zostanie to fatalnie pociągnięte. Za kilka lat pewnie się przekonam.

OCENA 3.5/6

The Good Wife S06E16 Red Meat
Powrót do serialu przypomniał mi jedną rzecz - ostatnimi czasy mniej tutaj spraw sądowych. Tutaj nawet nie weszli na sale sądową. Mimo wszystko świetnie mi się oglądało ponowne spotkanie z tymi bohaterami. To był odcinek głównie o wyborach. Koniec kampanii i wreszcie głosowanie. Nie mogło zabraknąć ostro wbijanych szpil i złośliwości z strony Petera. Mnie jednak rozłożyło to jak Alicia radzi sobie z presją grą w Halo. Wyszło kilka zabawnych scen. I trochę mnie rozczarowało, że to ona wygrała wybory i zostanie prokuratorem generalnym. Podejrzewam jednak jakieś bardziej cyniczne rozwiązanie tego wątku.

Gdzieś tam na drugim końcu kraju Diane odwiedziła konwent republikanów. Prowadziło to do kilku świetnych, kapitalnie rozpisanych dialogów i rozterek. Oczywiście, poglądy twórców były tutaj mocno eksponowane, ale mi to zupełnie nie przeszkadza.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S06E17 Undisclosed Recipients
Chwilowo wygrana w wyborach przyniosła Alici same kłopoty. Wianuszek ludzi z prośbami już ustawia się do jej biura i nie są to błahe sprawy. Ten odcinek to była lekcja jak sobie z nimi radzić. Nie odmawiać, rozważać i odsuwać problem w nieskończoność. Mówić ludziom to co chcą słyszeć. I nie wiem jak długo tak wytrzyma. Alicia zawsze musi postawić na swoim i prędzej czy później to się na niej zemści. Jej upadek na końcu serialu byłby piękną klamrą.

Ogromnie mnie cieszy sprawa tygodnia jaka się pojawiła. Walka z serwisem p2p, The Good Wife jak zwykle umie w nowe technologię. Pazerny reżyser gniotu vs. wolność przepływu informacji. Lub artysta kontra złodzieje. Kwestia interpretacji, jak zwykle bez moralizatorstwa. I to byłaby fajna sprawa, ale jeden myk zrobił z niej jeszcze ciekawszy wątek - wykradzenie maili z kancelarii. Ile to dynamizmu nadało, jak świetnie było oglądać relację ludzi którzy poznali swoje tajemnicę. Zaogniło się na korytarzach kancelarii i odpowiednio podbudowało to dynamikę odcinka.

OCENA 5/6

The Last Ship S03E10 Scuttle
Z serialu robi się coraz lepszy dramat polityczny. Intryga w stolicy ma doprowadzić do podziału Stanów na kilka państewek. Prezydent nic nie może zrobić bo jest szantażowany przez Allison, które jest na smyczy u gubernatorów. Nieźle się porobiło. I tylko Kara może uratować przyszłość kraju. Chociaż chciałbym żeby źli wygrali na koniec sezonu. To byłby ładny cliffhanger. A potem wraca Chandller, ratuje kraj i zostaje prezydentem. Albo nie bo znaczyłoby to mnie scen na okręcie, a te tutaj były świetne. Aresztowanie kapitana, sąd polowy i plan mający przywrócić mu władzę z szeregowymi marynarzami odgrywającymi dużą rolę.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E11 Legacy
Uwielbiam oglądać sceny akcji w tym serialu. Szczególnie za skrupulatność w jaki zostały przedstawione, z planowaniem i powolnym wykonywaniem kolejnych etapów. Tutaj jednak działo się zbyt dużo i zbyt szybko. W pierwszym sezonie abordaż na statek zająłbym większość odcinka. Tutaj była to jedna z wielu scen. I trochę mnie to boli. Mimo wszystko odcinek oglądało się wyśmienicie, udało mu się wywołać u mnie masę emocji. Oglądanie niszczonego dziedzictwa kulturowego Japonii bolało dlatego śmierć Penga sprawiła tyle satysfakcji. I to z rąk Takayashiego. Może i bez fajerwerków, ale z bardzo osobistym wydźwiękiem. Był też smutny epilog dla Kaito. Śmierć na gruzach swojego kraju.

Bardzo dużo działo się w Ameryce. Tex wrócił! I ratuje dzień, jak zwykle. Uwielbiam jego żarty i badassowość. Cieszy, że w genach przekazał to córce. Dawać ją do głównej obsady na przyszły sezon. Spektakularnie wyszły ostatnie minuty gdzie Allison rozmontowała demokrację w USA. Montaż z jej przemówieniem, śmiercią generałów i reakcją Chandlera to jedna z najlepszych scen sezonu. Teraz Tom musi uratować kraj i nie będzie to proste. Kolejny raz to nie jest walka dobrzy przeciw złym. To też starcie z propagandą, walka o zaufanie ludzi.

OCENA 5/6 

The Last Ship S03E12 Resistance
Przedostatni odcinek, a historia tylko odrobinę zbliżyła się do zakończenia. Nie widzę końca historii w finale co mi wcale nie przeszkadza. Rozbicie dzielnicowe Ameryki ma swój urok, a teraz jeszcze pokazano zwykłych mieszkańców. Panujący głód, utrata wiary i poczucia własnej godności. Zgoda na 16h godzin pracy za jedzenie. I to o tych ludzi toczy się walka. O dobro i dobrobyt. O ponowne przekonanie w wiarę w humanitarne  wartości. Wszystko to w hollywoodzkim stylu, ale świetnie wykonanym. Czterdzieści minut perfekcyjnie rozłożonego napięcia, wzruszające spotkania dawno nie widzianych znajomych i patriotyzm emanujący z ekranu. Poziom ekscytacji przed finałem over 9000.

OCENA 5/6

The Last Ship S03E13 Don't Look Back
Niestety nadrobiłem The Last Ship. Niestety ponieważ nowe odcinki dopiero latem, a ja z chęcią oglądałbym je już teraz. Najlepiej cały sezon od razu. Na szczęście czeka mnie jeszcze długa przygoda z serialem, co najmniej 20 odcinków. Jeśli poziom zostanie utrzymany będę zachwycony.

Zupełnie niepotrzebnie obawiałem się czy uda się zakończyć opowiadaną historię w jednym odcinku. Zupełnie niepotrzebnie. Mimo szalonego tempa całość była spójna i konsekwentnie przedstawiona. Bohaterowie nie odgrywali tak ważnej roli jak kiedyś, postawiono głównie na Toma i akcja. Widowiskową i zachwycającą. Strzelanina w Białym Domu była kapitalnie zrealizowana. Sasha, Kara i Burke prący do przodu by uratować Nathana Jamesa przed ostrzałem. Dynamiczny montaż, szybkie cięcia, a od czasu do czasu dłuższe ujęcia z płynącą kamerą. Palce lizać.

Nie samą akcją żyje serial. Tutaj chodzi również o bohaterów i Amerykę. Tom zawsze był nieskazitelnym bohaterem, moralnym kompasem w czasach kryzysu, robiący to co właściwe i słuszne. Jednak każdy człowiek ma swoje granicę, każdego można złamać. W tym przypadku Tom to Ameryka. Upadek moralny może się przydarzyć każdemu. Takie ostrzeżenie i komentarze do obecnej sytuacji politycznej... Tom zabił Allison, przytłoczyła go strata przyjaciela i ojca. Tak samo amerykanie poddali się i utracili swoje poczucie własnej godności. Tom postanowił odejść ze służby. Wie że zbłądził i potrzebuje nowej drogi. Czy amerykanie dojdą do tego samego wniosku?

Nie wiem jak dalej serial się będzie rozwiał. Tytuł już dawno stracił swoje znaczenie, a przyszły sezon jeszcze bardziej skupi się na lądzie. I mi to wcale nie przeszkadza. O ile nie będą zabijali moich ulubionych bohaterów. Tym razem padło na Texa. Zabolało. Wiem jednak, że uda się wykreować równie charyzmatyczne postacie.

OCENA 5/6 

wtorek, 22 września 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #154 [14.09.2015 - 20.09.2015]

SPOIELRY

 The Good Wife S06E14 Mind's Eye
Sezon się rozpoczął więc wypadałoby nadrobić niektóre seriale. Na pierwszy rzut idzie The Good Wife i jestem zachwycony tym odcinek. To już dawno przestał być procedural prawniczy, a im więcej latek na karku tym więcej eksperymentów. Tym razem początek to coś na kształt bottle episode. Alicja w domu rozmyśla nad dwoma problemami - walką z Canningem o biuro oraz zbliżającym się wywiadem przed komisją. Alicja wizualizuje sobie kolejne rozmowy i zachowanie bohaterów co często ma komiczny przebieg. Zwłaszcza gdy coraz bardziej pochłaniające ją problemy zaczynają się przenikać by wreszcie do głosu doszły swobodnie galopujące myśli. Dla mnie jest to fajny zabieg pokazujący co siedzi w głowie bohaterki. Było już wcześniej z Elsbeth Tascioni  więc ciekawe na kogo teraz padnie. Przy okazji w odcinku trochę o moralności i czy można kłamać w imię wyższych celów, wszystko bez zadęcia i z wypośrodkowanym podejściem.

OCENA 5/6  

The Good Wife S06E15 Open Source
Lubię gdy serial porusza aktualne tematy, a The Good Wife ma do tego dryg. Przy tym nie boi się eksperymentować i nowatorsko podchodzić do spraw nie orzekając jednoznacznie co jest dobre, a co złe. Tym razem mamy postrzał z broni z drukarki 3D i oskarżenie osoby opracowującej projekt. Tęskniłem za tego typu odcinkami. Długie sceny na sali sądowej, ekscentryczni sędziowie i nieoczekiwane wypowiedzi. Iskrzyło aż miło. Tym bardziej, że wróciła Nancy Crozier i Kurt McVeigh. Tylko Cary'ego i Alicji na sali  zabrakło. 

U Alicji za to nie pokazano wywiadu przed komisją o czym tyle się mówiło w poprzednim odcinku. Jedynie krótki reportaż z telewizji i jej profesjonalne kłamstwo. Przez odcinek męczyła się głównie z obietnicą złożoną Canningowi by w finale stwierdzić, że jednak Lee i Canning z nią pogrywają. Wiele się nauczyła lub jest już tak wyrachowanym politykiem, że wszystkim podejrzewa. W samym finale przespała się z kierownikiem kampanii. Teraz tylko czekać aż zda sobie sprawę, że powolutku staje się Peterem. 

OCENA 5/6
 

wtorek, 14 kwietnia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #132 [06.04.2015 - 12.04.2015]



Ascension S01E02 Part Two
Cztery dni. Tyle zajęło mi obejrzenie tego podwójnego odcinka. Mógłbym całą winę zwalić na święta i brak czasu co nie do końca byłoby prawdą. Długość odcinka również nie jest czynnikiem determinującym. Chodzi o jakość. Gdyby mi się podobało zarwałbym nockę i skończył oglądanie tego samego dnia, a następnego załączył zombie mode. Jednak nie dałem rady mimo tego, że chciałem by mi się podobało. Całość jest sztuczna, nieprzekonująca i nudna. Dwa pierwsze był jeszcze przebolał, trzeci jest grzechem niewybaczalnym. Może to wina środkowej części trylogii, która zazwyczaj służy ekspozycji, bez mocnego otwarcia i konkluzji? Raczej nie, ja obarczam pomysł na serial i nieudolne wykonanie.

Najgorsze, że nie mam pojęcia o czym tak na prawdę jest Ascension. Niby jest sprawa morderstwa, ale nie położono na nią byt dużego nacisku. Większość bohaterów miota się po ekranie i nie robi nic konkretnego. Są tylko pretekstem do przedstawienia świata. I niby mają swoje historię, ale wszystko jest zbyt odrębne od siebie, brakuje mi jakiegoś spoiwa. Bo tak - mamy jeszcze walka o fotel kapitana, konflikty u prostytutek, nastoletni wątek romansowy oraz dziewczynkę z supermocami. Dochodzi jeszcze zbliżanie się statku do Rubiconu co nie ma większego wpływu na przedstawione wydarzenia. Ostatecznie dostajemy obyczajówkę, którą ogląda się średnio z powodu postaci, które nie potrafią zaoferować widzowi angażujących historii.

Jednak mi najbardziej przeszkadzają wątki poza statkiem. Wyprawa Ascension okazała się wielką mistyfikacją, a całość jest... w sumie nie wiadomo czym. Mówi się o eksperymencie socjologicznym, badaniu przystosowania ludzi do kilkudziesięcioletniej podróży kosmicznej i wylęgarnią odkryć technologicznych. I z każdym z tych możliwych wytłumaczeń mam problem. Zwłaszcza z ostatnim, który twierdzi, że jedne z największych ostatnich odkryć naukowych są rezultatem tego eksperymentu ponieważ ludzkość doszła do takiego momentu, że nie jest w stanie opracować nic nowego. Tylko naukowa utopia, odcięcie od problemów współczesnego świata może zaowocować nowymi odkryciami.

Moja prywatna poprzeczka zawieszenia niewiary znajduje się bardzo wysoko, jestem w stanie wiele zaakceptować jednak sztuczny statek kosmiczny to już za dużo Co rusz widzę jakieś problemy od strony technologicznej, moralnej i prawnej. Są one bardzo silne bo serial próbuje być bardzo poważny przez co tak trzeba go odbierać. I to nie działa. Podstawowy problem - nadzór nad projektem jest w rękach jednej osoby, niezbyt zrównoważonej psychicznie, a rząd nic z tym nie może zrobić. Paranoja. Najbardziej jednak przeszkadza mi cywilny nadzór nad projektem. Można by pomyśleć, że jeśli na coś podczas zimnej wojny wydano miliardy dolarów pieczę nad tym będzie sprawowało wojsko. Nic z tego.

Niestety nie skreśliłem serialu po pierwszym odcinku, ale gdy został tylko jeden nie wypada go porzucać. Już boję się jak będzie wyglądało męczenie kolejnych 80 minut serialu, który mnie nie interesuje. 

OCENA 2.5/6

Communtiy S06E04 Queer Studies & Advanced Waxing 
Zabawny odcinek z dużą ilością śmiechu, ale od Community oczekuje kapkę więcej. Dziekan dwukrotnie wychodzący z szafy był niesamowity. Nie chciał przestać mówić i ciężko było się połapać w jego toku rozumowaniu oraz metaforach. Jim Rash jak zwykle świetny. I jeszcze muzyczka i montaż z okładkami magazynów! Cudna była również scena gdy Jeff i Dziekan zastanawiają się czy Frankie jest lesbijką i wymieniają komiczne miny.

Wątek z Changem, Anie i adaptacją Karate Kid miał swoje momenty. Liczyłem na troszkę więcej komentarzy Abeda, aż się o to prosiło. Najbardziej mnie jednak zastanawia czy despotyczny reżyser, z którym się ciężko pracuje to wątek meta odnoszący się do Dana Harmona i zakulisowych przepychanek. Jakby chciano pokazać, że ciężka praca i wizja twórcza prowadzi do czegoś wielkiego. Przez pot i łzy do ekstazy publiczności. Tylko biednej Annie szkoda.

OCENA 4.5/6

Daredevil S01E01 Into the Ring
Jestem zachwycony. Dostałem dokładnie to czego oczekiwałem czyli dojrzałą opowieść w świecie Marvel Cinematic Universe. Jest klimat, wiarygodne nakreślenie postaci i czuć możliwość obcowanie z większą historią. Już trzy pierwsze sceny wystarczyły by przedstawić styl serialu i sprawić, że się w nim zakochałem. Kalectwo Matta i to jak jego wypadek zostało pokazany bez zbędnego dramatyzmu, a w centrum były relację ojciec/syn które konsekwentnie powinny być rozwijane przez cały sezon. Rozmowa Matta z księdzem to wskazówka skąd przyszłe imię bohatera oraz pokazanie konfliktu wewnętrznego miotającego Murdockem. Dobry chrześcijanin z mroczniejszym obliczem. I w końcu starcie w dokach pokazujące, że mamy doczynienia z już częściowo ukształtowanym bohaterem i dające pokazać możliwości ekipy produkcyjnej. Świetne walki, nakręcone i wyreżyserowane z odpowiednim polotem. Styl walki Daredevila jest unikalny łączący bokserską siłę z akrobatyką co przyciąga oko.

Po tych scenach dostajemy już "normalną" część odcinka czyli przedstawienie postaci, zawiązanie akcji i rozwinięcie. Start kancelarii adwokackiej i pierwsza sprawa Matta i Foggiego czyli próba uniewinnienia Karen Page. I to było wciągające. Dzięki dobrym dialogiem, powolnemu odkrywaniu prawdy i oczekiwaniu na fajerwerki. Napięcie było niesamowite! Już nie mogę się doczekać jak przez najbliższe 12h będą kształtowały się relację między trójką tych bohaterów i jak rozwinie się kancelaria adwokacka. Chęć oglądania wątków obyczajowych w serialu o superbohaterze dobrze wróży na przyszłość.

W tle rozwija się wątek mafijny, pokazywane są nowe rządy jeszcze nie wymienionego z imienia Fiska. Ten serial nie będzie tylko o narodzinach bohatera, ale i złoczyńcy oraz odbudowaniu dzielnicy Hell's Kitchen po inwazji kosmitów. I będzie to brutalna walka, która nie będzie się toczyła tylko na ulicach, a Matt wydaje się z góry skazany na porażkę. On sam przeciw imperium, mafii która obraca dziesiątkami milionów dolarów, porywa dzieci i zalewa ulicę narkotykami. I jak tu nie kibicować ślepemu prawnikowi, który w nocy przeciwstawia się złu, a jego jedyną "supermocą" jest wyostrzony zmysł słuchu?

Ogromnie podoba mi się stylistyka serialu. Nie chodzi mi tylko o wszechobecne "dark and gritty", które miało być głównym elementem odróżniającym serial od cukierkowych Agentów TARCZY. Chodzi mi o powolne tempo, wyraźne nakreślenie sytuacji i nigdzie nie śpieszące się sceny. Rozmowy między postaciami są długie, tak jak walki. Realistyczność przede wszystkim. Wszystko to podkreślone odpowiednim filtrem ekranu, wszechobecnym mrokiem, cieniem i odbijającym się światłem od powierzchni. To wszystko sprawia, że nie można oderwać wzroku od Daredevila. 

Nigdy nie byłem fanem Daredevila, ale coś mi się wydaje, że po zakończeniu serialu będę chciał się wziąć za nadrabianie historii z tą postacią. 

OCENA 5/6

Daredevil S01E02 Cut Man
Po roku od niesamowitej sceny na jednym ujęciu w True Detective dostaliśmy kolejną tego typu. Gdyby nie polityka Netflixa wypuszczania na raz całych sezonów pewnie dużo głośniej by się o niej mówiło. Jednak nie zmniejsza to moich zachwytów. Korytarz, dziecko do odbicia i 5,5 minutowe ujęcia. Pierw wprowadzenie, pokazanie celu, kamera płynie w jedną, a potem w drugą stronę. Obrót, ukazanie bohatera, kamera dalej płynnie podąża za postacią. Daredevil walczy, wchodzi do sąsiadujących pomieszczeń, kamera zostaje w korytarzu, walka trwa, kamera się kręci, pokazuje dokładnie walkę, delikatnie zmienia się scenografia, walczący się meczą, ledwie słaniają na nogach, kolejne ciosy równie brutalne, Matt wchodzi do miejsca przeznaczenia, znika z kadru, kamera znowu zostaje w korytarzu i znowu podróż przez korytarz. Niesamowite! Pokłony dla reżysera, ta scena jest wielka. Jej kręcenie zajęło cały dzień, potrzebowano 12 powtórzeń by uzyskać jeden doskonały efekt, przy czym Charlie Cox zmieniał się z kaskaderem gdy walka toczyła się w sąsiednich pomieszczeniach. Na długo to zapamiętam. Przy okazji zastosowano świetną paralele w związku z tą scenę. Matt toczy swoją walkę w korytarzy, a my wcześniej oglądamy jego ojca, który idzie przez korytarz do swojej walki. Podobne ujęcia, podobna wymowa.

Jedna scena i tyle zachwytów, ale reszta tego dusznego odcinka również była świetna. Początek toznalezienie poobijanego Matta w śmietniku i pomocy od nieznajomej kobiety. Podobało mi się powolne budowanie zaufania między tą dwójką, czuć było dystans między nimi oraz obecne zagrożenie. Wyjawiono trochę z działalności Daredevila i tego ile robi dla miasta, jaką reputację sobie powoli zdobywa, ale też pokazano jego brutalność. Wbijanie noża w nerw na łuku brwiowym - ała. Mam nadzieje, że dalej zostanie pociągnięty wątek tragizmu bohatera. Ludzie będą krzywdzeni póki Daredevil nie zostanie złapany.

Obecność flashbacków była fabularnie uzasadniona. Pokazano ojca Matta, skorumpowanego boksera kochającego syna, który ma go za wzór. Ojciec przekazał mu rodzinną prawdę - Murdockowie się nie poddają, zawsze wstają i tak działa Matt. Nieważne jak poobijany osiągnie swój cel, bez względu na konsekwencje. Jack traci życie bo zdradził niewłaściwych ludzi, ale osiągnął swój cel. Młody Murdock może stracić życie bo zadziera z niewłaściwymi ludźmi. Tragicznie i niesamowicie udanie wyszła scena gdy młody Matt słyszy strzał i potem identyfikuje swojego ojca dotykając jego twarzy.

Na poboczu dostaliśmy Foggiego i Karen. Pijacka podróż przez miasta, trochę śmiechu i jeszcze więcej dramatu oraz dwa spojrzenia na świat. Karen widząca wszędzie zło i mroczne zakątki miasta i optymistyczny Nelson widzący w ludziach dobra. I jego przemowa o mieście. Jakbym czytał komiks i narrację jakiegoś mrocznego mściciela!

Dalej jestem pod wrażeniem stylu serialu. Praca kamery - wiadomo. Ale i kadrowanie, nasycenie kolorów i źródła światła. Poza jedną sceną całość dzieje się w nocy, obskurnych budynkach i zapuszczonych uliczkach.

I jeszcze jedna scena, która mnie zachwyciła - młody Matt słuchający walki ojca. Pokazano go jak się cieszy, ekscytuje z zwycięstwa. Niepotrzebna była wizualizacja starcia, wystarczyło tylko pokazać jak Jack wychodzi z szatni i reakcje syna. Proste, ale jakże dobrze działające środki.

OCENA 5.5/6

Daredevil S01E03 Rabbit in a Snow Storm
Odcinek odrobinę inny od poprzednich bo skupiający się na firmie adwokackiej Matta i Foggy'ego. Po znajomości z The Good Wife byłem ciekaw jak tutaj zostanie pokazana rozprawa i muszę przyznać, że mi się podobało. Kameralnie, oszczędnie, ale z niesamowitymi mowami. Zwłaszcza ta Murdocka o tym co jest dobre i złe. Fenomenalnie to się oglądało. Sam pretekst do wzięcia sprawy ciekawy - wina jest oczywista, teoretycznie moralność bohaterów nie powinna pozwolić bronić podejrzanego, ale Matt zgadza się go reprezentować by zbliżyć się do jego szefa. Mniejsze zło.

Sceny walki jak zwykle świetne. Nie spodziewałem się tylko takiego poziomu brutalności. Pokazano otwarte złamanie oraz katowanie człowieka kulą od kręgli. Bolało. I ta końcówka. Złoczyńca wolał popełnić śmierć niż narazić się Fiskowi. Wreszcie też pokazano Wilsona. Trzeba było czekać prawie trzy odcinki, wcześniej tylko słyszało się o jego dokonaniach. Rola D'Onofrio robi wrażenia mimo tak krótkiej obecności na ekranie. Do konfrontacji szybko nie dojdzie, ale to dobrze.

Serial doczekał się kolejnego wątku - miejskiej gazety. Dzięki dziennikarskiemu śledztwu Bena Uricha pokazano jak zmienia się świat, jak wyglądają nowi gangsterzy i czym różnią się od starych. Nie ma miejsca na dawne ideały, nawet gazety upadają, przestają zajmować się poważnymi tematami tylko tym co się sprzedaje. Straszna desperacja biję od serialu. To nie jest radosny świat Avengers gdzie dobrzy odnoszą na końcu zwycięstwo i po wszystkim idą na pizzę. Tutaj przeważa mrok.

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S02E16 Afterlife
Odcinek służący głównie ekspozycji i przedstawieniu trochę akcji. Najwięcej czasu dostała Skye. Tytuł odcinka zobowiązuje. Trafiła na tajemniczą chińską wyspę Zaświaty, które pewnie sąsiaduje z Arrow'owym Czyśćcem. Powoli zaczyna panować nad swoimi mocami i wraz z nią dowiadujemy się jak działają inhuman. Jak widać są mocno zorganizowani z niezależnymi grupkami Nie wiadomo ilu ich jest, ani jak wygląda rada nadzorcza, ale jest ich więcej niż można by podejrzewać. Cieszy mnie powrót mamusi Skye - więcej Dichen Lachman to zawsze dobra nowina. Jej relację z Calem i nastawienie do córki sugeruje jakby skrywała trochę tajemnic. Czekać tylko na ich ujawnienie. BTW - ciekawe jak Scarlet Witch i Quicksilver zdobyli swoje moce. Więzieni są przez Hydrę więc pewnie przez Wróżbitę tylko czemu w takim razie Gordon ich nie uwolnił? O Skye dowiedział się natychmiast po przemianie o tamtej dwójce powinien równie szybko.

Culson i Hunter dostali mnóstwo zabawnych scen. Świetnie zostali sparowani. Biedny Lance, tyle go ominęło. Fajnie też wypadł plan Culsona, który do końca nie wypalił. I powrót Deathlocka. Jej, lubię takie niespodzianki. I czyżby odniesienie do nadchodzącego Avengers? Mike polował na Lista będącego w Europie i zainteresowanego inhuman. Jak ładnie wszystko się wiążę.

W siedzibie SHIELD zostaje testowana lojalność kolejnych postaci. Dobrze wychodzi ich wodzenie na pokuszenie. Zwłaszcza relację starych bohaterów z Mackem i Bobbi, którzy okazali się zdrajcami dla większej sprawy. Najfajniej wypadł wątek Fitz/Simmons. Spodziewany rezultat, ale miło ogląda się tą dwójkę połączoną wspólnym celem i robiącą w konia całe SHIELD. To teraz szybki reunion Fitza z Culsonem. I czy tylko mi się wydaje, że zawartość kostki jest mało istotna? Nie czuje jakby było w niej coś ważnego.

OCENA 4.5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E34 The Green Candle (1) 
Dwuodcinkowa historia o Tommym. To powinno być dobre - myślę sobie, a potem przypominają mi się poprzednie odcinki i nadchodzi brutalna konfrontacja z rzeczywistością. Może źle nie było, ale oczekiwałem dużo więcej zwłaszcza po wysokim poziomie historii Green With Evil gdzie już pierwsza część sprawiła, że czułem się jak kilkanaście lat temu. Tutaj był potencjał i mam nadzieje, że stawianie fundamentów pod mocną drugą część. Jest na co czekać - Zielony Wojownik zostaje porwany przez Goldara i traci swoją moc z czego zdaje sobie sprawę na końcu odcinka. To może doprowadzić do fajnych rozterek Tommy'ego. Jasne, plan Rity jak zwykle głupi, ale pomysł z wypalającą się mistyczną świecą bardzo mi się podoba.

Cały odcinek był zgrabnie napisany. Jak na poziom MMPR. Pierw scenki rodzajowe Zielonego z Zackem i Kim. Może i ograny motyw z nieśmiałością z zaproszeniem dziewczyny na bal, ale coś przynajmniej się dzieje między postaciami. Walk było dużo i sprawnie je nakręcono. Podobała mi się stylistyka zniszczonego miasta co jest miłą odmienną od zwykle nudnych teł. 

OCENA 3/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E35 The Green Candle (2) 
Byłem świadomy utraty mocy przez Zielonego Wojownika na długo przed rozpoczęciem oglądania tego odcinku. Mimo wszystko bardzo ciekawiło mnie jak zostanie to poprowadzone i muszę przyznać, że jestem usatysfakcjonowany. Była heroiczna walka (Tommy w kokpicie Dragonzorda i widok FPP!), ale nie ona mi się najbardziej podobało. Najlepiej wypadła akceptacja utraty mocy. Walka, którą trzeba było stoczyć, szybko pogodzenie się z nową sytuacją i brak opłakiwania straty. Jakby serial chciał pokazać, że nie trzeba mieć mocy by być kimś i zdobyć dziewczynę. Tak, podobała mi się romantyczna scena z Tommym i Kimberly, mimo stylistyki rodem z tanich romansideł dla nastolatek. Mam miękkie serduszko i nawet mi nie wstyd.

Chyba pierwszy raz uważam obecność Mięśniaka i Czachy za zbędą, odciek bez nich całkiem nieźle sobie radził. Po prócz utraty mocy przez Tommy'ego było również o przyjaźni jako wartości nadrzędnej. Jason musiał wrócić do wymiaru gdzie był więziony by stanąć w nierównej walce z Goldarem i swoim lękiem. Był też niewielki dylemat moralny - walczyć o moc Zielonego czy jego życie. Wybrał to drugie, a serialowi nawet przez myśl nie przyszło by ktoś kogoś obwiniał. Ba, Czerwony dostał power upa i zbroję Ziolnego. Więcej takich odcinków!

OCENA 4/6 

Power Rangers RPM S017E01 The Road to Corinth 
Złamałem się i jestem rozdarty wewnętrznie. I to mocno. Miałem oglądać Power Rangers po kolei jak bóstwa przykazują, ale nie dałem rady. Za namową Misiaela obejrzałem pilot siedemnastej serii i nie wiem co robić. Miał być tylko jeden odcinek by sprawdzić jak serial wyewoluował, kuksaniec popędzający do nadrabiania Mighty Morphin. I nie udało się. Czemu? Ponieważ chcę dalej oglądać RPM. Jestem zachwycony. Przez całe dwadzieścia minut siedziałem z szeroko otwartymi oczami, bananem na twarz, suszącymi się zębami i stygnącą herbatą. Przecież mógłbym się rozproszyć, uronić odrobinkę serialu gdybym się poruszył, a tego bym sobie nie wybaczył. Ech, muszę przemyśleć co z tym fantem zrobić, co oglądać, jak oglądać, kiedy oglądać. Jedno jednak jest pewne - chcę oglądać Power Rangers i współczuje ludziom, którzy dalej uważają to za bajeczkę dla dzieci i relikt lat '90. 

Jakie jest RPM? Najprościej powiedzieć - zajebiste. Zwykły kolokwializm, ale chyba najlepiej opisuje moje odczucia względem odcinka. Już wprowadzenie mnie zachwyciło. Krótkie nakreślenie tła fabularnego - SI przejmuje władzę nad światem, a Corinth pozostaje ostatnim bastionem ludzkości. Potem mamy efektowne walki resztek ludzkości z przeważającymi siłami maszyn i wprowadzenie pierwszych rangerów. Już te kilka minut zachwyca złożonością świata i bijącym klimatem zagłady. Mimo tej dość pesymistycznej przeszłości dostajemy pozytywnych bohaterów, których od razu można zidentyfikować jako przyszłych Wojowników. Mimo krótkiego wprowadzenia postaci od razu można poczuć do nich sympatie. Bo są zdolni do poświęceń i dobrzy w tym co robią. Na razie ich sylwetki są delikatnie zarysowane bo na więcej nie było czasu, ale już można spodziewać się choćby przedstawienie trudnych relacji ojca z synem czy poruszenia strady towarzysza na polu bitwy.

Drugi akt odcinka dzieje się rok po wydarzeniach z wprowadzenia. To było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Spodziewałem się typowego formowania pięcioosobowego składu, jakiegoś szkolenia i lepszego poznawania postaci. Nic z tego. Dalej jest przedstawienie kolejnych dwóch bohaterów. Jest czas na spokojniejsze sceny, troszkę akcji i jeszcze lepsze zarysowanie świata i postaci. Corinth to dalej ziemia obiecana, ale otoczona kordonem przez maszyny. Poza miastem m.in. coś na kształt nuklearnej pustyni z Mad Maxa lub Fallouta. Klimat upadku cywilizacji potęguje strój oraz pojazd samotnego bohatera. Zachwyciłem się tym widokiem, tak jak sposobem w jaki przedstawiono Dilliona. Romantyk i badass w jednym. Tutaj też była piękna scena walki, której nie pokazano co mi absolutnie nie przeszkadzało. Epicki kadr z samotnym herosem rzucającym się na robotycznych kitowców i skupienie kamery na jedynym kwiatku na pustyni po czym widok na pobojowisko. Świetny pomysł! Potem dochodzi do przedstawienia Ziggiego - comic relief, którego można od razu polubić, ale przeczuwam, że jego postać może mieć głębszą historię powiązaną z miastem. Lub nad interpretuje dialogi. W każdym bądź razie nie zdziwię się jeśli skrywa jakąś tajemnicę. 

Później dochodzi już do scen akcji. Jednak nie są to zwykłe nawalanki znane z Mighty Morphin. Oj nie! Pierw jest szalony pościg i walka z maszynami, która daje masę zabawy z oglądania. Jednak prawdziwy orgazm ekscytacji następuje po zjawieniu się rangersów. Transformacja mnie nie zachwyciła, troszkę za długa, ale już akcja jak najbardziej. Żałujcie jeśli tego nie widzieliście. Efektownie to mało powiedziane. Ale konkrety. Kostium Power Rangers został zmodyfikowany o jeden bajer - akceleratory na kończynach dające superszybkość lub  zwiększoną siłę (piszę na podstawie tego co widziałem) co diametralnie zwiększa dynamikę starć oraz je urozmaica. Tym bardziej, że postacie prezentują odmienny styl walki. Niebieski wojownik opiera się na silę, a żółta wojowniczka na akrobatyce i zwinności. Przy czym gdy to konieczne używają swojego arsenału. Walka była długa, umiejętnie przerysowana i co chwilę zaskakiwała choreografią i sprawnością realizacji. Na youtube widziałem kilka filmików z innych starć i zwyczajnie nie mogę się doczekać tego co mnie czeka.

Na razie mogę się przyczepić tylko do jednej rzeczy - złych. Wiem jednak, że czepianie nie ma sensu bo w 20 minutowym odcinku nie dało się wszystkiego pokazać i pewnie i oni dostaną swoje kilkadziesiąt minut. Jednak już ma się wrażenie, że nie jest to zgraja bezpłciowych przydupasów i jednego złego groteskowego głównego adwersarza. W końcu SI chcące wykończyć ludność niesie ze sobą ogromny potencjał.

Jestem zachwycony tym co zobaczyłem i muszę przyznać, że mimo obejrzenia dzień wcześniej kilku pierwszych odcinków Daredevila to chyba pilot RPM był najlepszą rzeczą widzianą w tym tygodniu. Najchętniej schrupałbym teraz całość, ale to głupie postanowienia oglądania po kolei...

Fun fact - obecnie na antenie The Cw leci Reign i iZombie. W obydwu w główne postacie kobiece wcielają się aktorki z stałej obsady Power Rangers RPM - Adelaide Kane i Rose McIver.

OCENA 5.5/6

Person of Interest S04E19 Search and Destroy 
Cztery odcinki do końca sezonu więc wraca wątek Samarytanina. Na razie delikatnie daje do zrozumienia, że zbliża się coś wielkiego, ale najlepsze dalej ukrywa. Jeden bóg tropi drugiego, a gdy się odnajdą powinno dojść do wielkiego starcia. Tymczasem dostaliśmy historyjkę o prezesie wielkiej firmy prześladowanym przez Samarytanina. Dobrze mi się to oglądało, szybka akcja, dużo zwrotów akcji i wątki informatyczne jednak mam delikatne problem z działaniem Samarytanina, którego plan wydaje się dość nielogiczny. Przejmuje serwery wielkiej firmy i wrabia jej szef tylko by móc przejąć program antywirusowy. Wydaje mi się, że wszechobecna AI powinna rozwiązać to w trochę inny sposób.

Mini wątek Root polegał na przejęciu walizki i jej otworzeniu. Nie było to łatwe, wpakowała się przez to w masę kłopotów, ale udało się jej zdobyć kod. I co? Nic. Nie chodziło o to co jest w środku tylko o opakowanie. Lubię być oszukiwany w taki sposób.

OCENA 4.5/6
 
Supernatural S07E17 The Born-Again Identity
Ileż się działo! Po pierwsze mamy wizytę w zakładzie dla obłąkanych. Niemalże obowiązkowy punkt przy długich proceduralach fantastycznych. Sam trafia tam bo widzi Lucka i nie może spać mimo kołysanek Gwiazdy Zarannej. Jego wizyta jest tylko pretekstem by Mark Pellegrino kolejny raz dał aktorski popis. Niesamowicie zabawne sceny z znęcaniem się nad Samem. Szkoda trochę, że zabrakło odrobiny kreatywności i dawki makabry. Jednak by nie było zbyt nudno wplątano w to wątek dziewczyny prześladowanej przez ducha. Wiadomo, większość zła tego świata no nadnaturalne moce.

Jednak najważniejszym punktem odcinek był powrót Cassa. Nareszcie, można by zakrzyknąć! Stęskniłem się za nim i jego prochowcem. I mniejsza, że dostaliśmy amnezją jak z telenoweli bo szybko ją cofnięto. Dobrze go było znowu widzieć w wspólnych scenach z Deanem, gdy musiał przyjąć na siebie całą winę i ostatecznie poświęcić się by uratować Sama. Teraz czekać na jego powrót. Za to wizyta Meg zupełnie mi nie pasowała. Nie lubię tej aktorki, działa mi na nerwy, a sceny które można było poświęcić na związek Castiel/Dean dostawała ona.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S06E13 Dark Money
Dylan Baker wrócił i jak zwykle jest wspaniały w roli Colina jak i przerysowanego aktora, który odgrywa jego postać w fikcyjnym serialu. Cieszy zorientowanie odcinka na sprawę sądową, która miała kilka interesujących zwrotów akcji i efektowne mowy świadków i adwokatów. Tylko żal Alicji, która działa bardziej za kulisami niż na sali rozpraw. Strasznie podobało mi się jej finalne załamanie gdy zastanawia się czy wciąż jest dobrym człowiekiem. Nie chodzi tylko o obronę Sweeneya, ale również o branie pieniędzy od homofoba. Jak daleko jest się w stanie posunąć by wygrać i kiedy poczuje konsekwencję swoich małych wykroczeń, których jest coraz więcej. Bo wszystko czego dokonuje musi mieć swoją cenę.

Wątek Kalindy ogólnie rozczarowujący, ale i tak pokłony jak odcinek ładnie grał z widzem i budował napięcie, zagęszczał atmosferę po czym delikatnie spuścił powietrze. 

Czemu The Good Wife jest wspaniałe? Sztab Alicji posługuje się twitterowy kontem TobyZiegler44. Odwołanie do The West Wing zawsze jest plusem.

OCENA 4.5/6 

The Walking Dead S05E16 Conquer
Krótko bo minęło już trochę czasu od seansu. Podobało mi się mimo wydłużonego czasu odcinka i chwilowej nudy. Po seansie udało mi się tez zaakceptować czemu nie uśmiercono żadnej z postaci. Nie chodzi tylko jakoby zabicie kogoś byłoby zbyt łatwym wyjściem. Glenn i Sasha nie pozbyli się Gabriela i Nicholasa bo zaakceptowali zmianę jaką przeszli. Nowe miejsce pobytu i powrót do cywilizacji. To było głównym motywem tych kilku ostatnich odcinków. Zostać rodziną, którą udało się stworzyć, ale również dostosować się do Alexandrii. Jednak serial jak i świat w swojej wymowie są przewrotni. Gdy większość przybyłych zaakceptowała zmianę tak miasteczko zaczęło się upodobniać do nich. Jakby chciano pokazać jak dwa światy mogą niespodziewanie na siebie oddziaływać, a chęci i tak są weryfikowane  przez życie czy decyzję podejmowane na podstawie chwili. Taki był wyrok na Pete'a. Jednak egzekucja miała też drugie dno - Morgan (badass Morgan!), który uważał Ricka z przykład cnót, człowieka, który może odbudować cywilizację, wprowadza prawo siły w miejscu, które nową kolebką cywilizacji mogło być. Pod tym względem odcinek był wyśmienicie skonstruowany. I to zachwycające zbliżenie po egzekucji gdy postać jest na samym ciemnym tle podkreślającym jej stan emocjonalny i moralny.

Z pozostałych scen najciekawsza była pierwsza scena Morgana oraz wyprawa Daryla i spotkanie z Wilkami. Rodzi się całkiem zmyślny przeciwnik na nowy sezon i oby wytrwał dłużej niż kanibale z Terminusa. Przy okazji serial kolejny raz potwierdza, że największym zagrożeniem dla człowieka jest drugi człowiek. 

OCENA 4.5/6

wtorek, 20 stycznia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #120 [12.01.2015 - 18.01.2015]

Czy możemy przez chwilę poudawać, że wciąż jest niedziela? Pożyć w iluzji obowiązkowości, wzorowego planowania i organizacji czasu. Nie? Szkoda... Może następnym razem tygodniowe podsumowanie będzie o czasie. Jest jednak pewien plus. To już wtorek. Wtorek oznacza szybszy czwartek. Czwartek dla większość z was przyniesie nowy epizod Arrow. Ja się będę cieszył z kolejnego The 100. I narzekał na Arrow. Z przyzwyczajenie. Ostatecznie wytykanie głupot tego serialu bawi mnie bardziej niż jego fabuła. 

Mijający tydzień był zaskakujący. W moim niedzielnym (siła autosugestii!) podsumowaniu niby zaledwie siedem odcinków, ale aż dwa z nich zgarnęły maksymalną ocenę co nie jest u mnie zbyt często. Były to odcinki wspaniałe, zaskakujące i na długo zostające po obejrzeniu. I wszystkie należały do seriali CBS. The Good Wife i Person of Interest bez wstydu można postawić koło seriali z kablówki. Z ogólnodostępnych stacji ten zaszczyt przysługuje również Hannibalowi...

... który wróci dopiero w lato. Czyli jakieś sześć miesięcy później niż bym tego chciał. Teoretycznie turpistyczno-oniryczne dzieło Bryana Fullera zasługuje na więcej. Teoretycznie bo wakacyjna emisja może mu przysłużyć. Gdy stacje telewizyjne będą miały mniejsze wymagania względem oglądalności Hannibal powinien gromadzić swoją stałą widownie niezależnie od dnia emisji. Na powierzchnię internetu wypłynęło kilka faktów o fabule nowej serii. W okolicach 8 odcinkach szykuje się mocny przeskok w czasie co poskutkuje nowymi postaciami (oczywista oczywistość). Jednak ciekawsza jest castingowa informacja. Richard Armitage, znany ostatnio jako krasnolud Thorin Dębowa Tarcza, zagra Francisa Dolarhyde'a czyli Zębową wróżkę! Robię się głodny na samą myśl o powrocie serialu. Bon appetit! 

Hannibal nie jest jedynym powrotem od NBC, którego wyczekuje. Prawie rok od zapowiedz Heroes Reborn do głównej roli został zaangażowany Zachary Levi lepiej znany jako Chuck z Chuck. Jedna drobna informacja i autentycznie zacząłem się interesować wskrzeszeniem tej podupadłej marki. Może te 13 wakacyjnych odcinków nie będzie takie złe. Quasi powrotem NBC jest Community, którego 6 sezon zadebiutuje 17 marca w platformie streamingowej Yahoo. Dwa odcinki dnia pierwszego, a kolejne co tydzień. I dzięki niech będą bożkowi telewizji, który nie dopuścił do zamieszczenia całego sezonu jednego dnia. Będzie można się podelektować. Kto wie, na jednym sezonie może się nie skończyć. Dan Harmon z pewnością nie myśli o finale. Tutaj obsada zapowiada powrót.

Jak wiadomo telewizja kołem się toczy i Heroes Reborn nie są jedynymi wskrzeszeńcami, o których była mowa na TCA.Showtime oznajmiło powrót Kyle'a MacLachlana do miasteczka Twin Peaks w 2016 roku, Laura Palmer również ma zaliczyć wielki comeback. FOX natomiast coraz poważniej myśli o miniserialu kontynuującym The X Files. Wspomina też coś o Prison Break, ale to potraktowałbym raczej jako próżne gadanie. Wrócił też temat 24 bez Jacka Baura. Tutaj też dałbym sobie spokój. Lepiej zostawić trupa niż stworzyć potwora.

O tego tygodniowych przedłużeniach będzie krótko. Powiem tylko, że cieszy mnie 3 sezon Brooklyn Nine-Nine bo dalej dobrze się bawię. Reszta jest mi obojętna, a są to 2 sezony Scorpion, Madam Secretary, NCSI: New Orleans, Gotham, Empire, The Royals, 3 dla The Fosters i Broad City i 6 dla Shameless. Duże szanse są na 11 serię Bones (i mniejsza na 3 Sleepy Hollow) i 16 sezon CSI. Mniej szczęścia miało Benched i In the Flash, które znikną po pierwszej i drugiej serii.

Jakie nowości? Showtime w końcu zamówiło Happyish, które zadebiutuje już 26 kwietnia. Syfy szykuje 51st State sci-fi o koloni karnej na Grenlandii oraz miniserial Spin o apokalipsie. David E. Kelley odpowie za produkcję Kingowego Mr. Mercedes. Natomiast Woody Allen wyprodukuje coś dla Amazon Prime. Coś, bo wiadomo tylko tyle. Wystarczyło jedno nazwisko by wywołać sensacja. To ja już bym wolał nowy, autorski serial Jossa Whedona.

I na szybko zestaw newsów mnie lub bardziej interesujących:
- szansę na Supergirl w wspólnym uniwersum z Arrow i The Flashcoraz mniejsze. Ponadto serial ma być... proceduralem kryminalnym! Poziom mojego zainteresowania spadł do minimalnego poziomu. Tylko wybór ciekawej aktorki może to zmienić. 
- jednak uniwersum DC/CW się powiększy. O animowany serial o superbohaterce Vixen. Osobiście nie wierzę, że uda się tym twórcą stworzyć charyzmatyczną postać kobiecą. Większe szansę na dobrą opowieść mają w oddzielnym serialu Rayu Palmerze - Atom. Na razie to tylko dalekie plany. Chciałbym by to był projekt na 8-10 odcinków w stylu Agent Carter
- American Crime Story: The People vs. O.J. Simpson zadebiutuje dopiero w 2016 roku.  
- pierwsze promo, okropnie wyglądającego CSI: Cyber.
- nowa zapowiedź The Messanger, które poziomem może zrównać się z The Tomorrow People.
- trailer S02 Penny Dreadful. Premiera 26 kwietnia.
- pierwszy trailer The Dovekeepers.
- kolejne promo powrotu Arrow.
- pierwsze spojrzenie na amerykańskie The Returned.
- trailer 3 sezonu House of Cards...
- ... i pierwszej serii Bosch.

Na koniec pyszna truskawka (bo lepsze od przysłowiowych wisienek) - zapowiedź The Expanse. Ambitny serial w kosmosie od Syfy na podstawie serii książek. Niby nie powinienem się zbytnio podniecać, ale nie potrafię zachować obiektywizmu. Kosmos! Battlestar Galactica style! Epicka historia! Seks w zero-g! Future noir! Koniecznie muszę zabrać się za książkę. Dotychczas wyszły cztery tomy, ma być dziewięć więc szykuje się serial na lata. Oby!

SPOILERY

Banshee S03E01 The Fire Trials
Brakowało mi tego serialu. Szalone akcję, pięknie zrealizowana przemoc i seks. Niewiele seriali umie odpowiednio wymieszać proporcję i stworzyć coś dobrego. Banshee się udaje przez co angażuje od pierwszych minut. I nie przeszkadza nagromadzenie wątków oraz niespodziewane sytuację. To dlatego chcę się oglądać serial. Im dziwniej i gęściej tym lepiej. Już początek tego odcinka zapowiada, że będzie się działo. Policjanci mszczą się za śmierć Emetta i będą musieli z tym żyć. Potem rozwijane są wątki Proctora, Indian z rezerwatu (czekam na team-up Leytona z Nolą!) oraz prywatny Carrie. Powoli wprowadzany jest główny wątek sezonu - wielki przekręt na miliony dolarów. Wystarczy okraść wojsko. Heist jako wątek przewodni powinien wypaść zacnie.

Podoba mi, że ta seria to nowy start dla Banshee. Nie ma Rabbita, większość wątków pozamykanych i można snuć nowe historię lepiej rozwijając bohaterów. Bardziej też serial powinien skupić się na tytułowym miasteczku chociaż liczę na kilka wypadów do Nowego Jorku.

Banshee wróciło, a ja znowu zachwycam się sposobem w jakim kręcą odcinki. Niby te same triki techniczne, a dalej cieszą. Na czele z gubieniem klatek w krytycznych momentach co chyba zawsze będzie mi się przyjemnie oglądało. Tak jak symetryczne historię, które przeplatają się podczas jednej sceny. Tutaj było włamanie Carrie i Hood dający lekcję córce jak to robić poprawnie. Miód dla oczu.

OCENA 5/6

Brooklyn Nine-Nine S02E12 Beach House
Gang udaje się na zasłużony weekend gdzie ma wyczilować przy alkoholu i ploteczkach. Niespodziewanie Jake zaprasza Holta. I to nie był dobry pomysł. Dla bohaterów jak i widzów. Nie rozłożyło to zupełnie odcinka, dalej było się z czego śmiać, ale Holt najlepiej działo jako ten zdystansowany od reszty, stojący za wielkim murem tajemnicy. Dlatego poznawanie go było nudne. O wiele lepiej oglądało się interakcję pozostałych detektywów z 9-9, ba na tym mógłby się opierać cały odcinek. Gina wyczekująca na pijaną Amy czy Boylesa pomagający Rosie w randkowaniu. To było śmieszne, a nie oglądanie kapitana zirytowanego przez bąbelki w jakuzzi.

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S02E13 Payback
Bardzo lubię Brooklyn Nine-Nine, ale to już drugi epizod z rzędu, który im nie wyszedł. Amy z Holtem stanowili irytujący duet, Jake ukrywający ciąże Terryego i chcący zostać ojcem chrzestnym nudził, a reszta detektywów w tle. Zaśmiałem się parę razy (zawał Scully'ego, śmiech Holta), ale to za mało by pozytywnie ocenić ten odcinek.

OCENA 3/6

Marvel's Agent Carter S01E03 Time and Tide
Peggy jakaś ty biedna. Chcesz dobrze, a nie wychodzi. Poświęcasz się pracy przez co oddalasz od Angie. Znajdujesz broń Starka po czym ginie współpracownika z SSR. Ratujesz tyłek Jarvisowi narażając swoją reputację w pracy. Biedaczko nic ci nie wychodzi przez co tak dobrze ogląda się twoje przygody. Nie jesteś kolejnym superbohaterem odhaczającym kolejne punkty z listy "Co zrobić by uratować świat". Zamiast tego grzęźniesz w swoim bagienku. Zmagasz się z trudami dnia codziennego w szowinistycznym i pruderyjnym świecie próbując uratować człowieka, w którego niewinność całkowicie nie ufasz. Niby udaje ci się zdobyć przyjaciela, czuć chemię między wami, nawet się sobie zwierzacie, ale wciąż leży miedzy wami ocean tajemnic. Jestem na prawdę skomplikowaną bohaterką i za to cię uwielbiam. I za to, że potrafisz porządnie skopać tyłek mężczyźnie dwa razy cięższemu od siebie. Trzymaj tak dalej, pokaż facetom z Biura, że jesteś jedną z nich. Że jesteś lepsza! Trzymam kciuki. I by twoja przygoda trwała jak najdłużej.

Tak, dalej mi się podoba. Serial jest znakomicie prowadzony, na nudę nie można narzekać i umiejętnie operuje humorem sytuacyjnym nie popadając w banał i przesadę znaną z początków S.H.I.E.L.D. Główna tajemnica rozwija się powoli, ale to nie istotne, ciekawsze jest to co dzieje się wokół Peggy, jej pracy i znajomych. Jak wszystko na siebie oddziałuje i zaziębia. Szkoda, że odcinek ma kilka irytujących błędów logicznych. Mocna scena z morderstwem Krzeminskiego została spartolona przez wysoko zawieszoną poprzeczkę niewiary. Kluczowy świadek i agent sami jadą do centrali bez żadnego ubezpieczenia? Toż to głupie. Tak jak łódź z bronią Starka widoczna z tunelu służącego do jej kradzieży. Trochę za dużo uproszczeń w warstwie fabularnej. Boli bo ta obyczajowa jest odpowiednio skomplikowana.

W odcinku zadebiutowała Bridget Regan i znowu mam dylemat. Z jednej strony się ciesze bo ją lubię, a z drugiej tak jak Lyndsy Fonseca gra zwyczajną kobietę. A przecież te dwie aktorki wiedzą jak grać w scenach akcji. Oby scenarzyści mieli na nie większy plan, który z biegiem lat będzie się krystalizował.

OCENA 4.5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E24 The Spit Flower
To było okropne. Zazwyczaj camp i absurd bawią mnie w tym serialu, ale ten odcinek tylko mnie wymęczył. Oglądałem bo oglądałem, ale przez całe 20 minut nie znalazłem tutaj nic interesującego. Nawet Mięśniak i Czacha nie byli śmieszni. Za to walka z kitowcami była okropna. OKROPNA. Zbliżenie przez, które nic nie widać, kamera gubiąca akcję i żenujące zachowanie Kimberly. Nawet z potwora tygodnie nie mogłem się pośmiać. Przerośnięta roślina doniczkowa spawnująca kwiaty z zębami wyglądające jak uzębione skarpetki. Tommy jako support denerwujący. Niby jest, ale wkracza tylko wtedy gdy trzeba uratować tyłki Rangerą.

OCENA 2/6

Person of Interest S04E11 If-Then-Else 
Tydzień. Tyle serial Person of Interest potrzebował by wyemitować odcinek będący mocnym kandydatek do topki najlepszych epizodów roku. Może odrobinkę przesadzam, ale tylko troszkę. Bo środkowa część szumnie zapowiadanej trylogii była zwyczajnie w świecie zajebista. Ważny problem do rozwiązania, akcja, zaskakujące zwroty akcji, humor, miłość, dramat, wątki meta. Czegoż tu nie było? A wszystko zaczęło się w miarę normalnie. Kryzys na Wall Street i ratowanie światowej gospodarki. Niby ważne wydarzenia, ale istotą odcinka były postacie i wątki dotyczące człowieczeństwa, które ze sobą idealnie współgrały. W serialu near-fi od stacji CBS. Gdyby ktoś mi powiedział 3 lata temu, że tak się będę zachwycał tym serial wyśmiałbym go.

Odcinek miał być dramatyczny. W jego zapowiedzi była nawet pokazana śmierć Fincha. I była. Tylko tak nie do końca. Bo serial pobawił się w dzień świstaka, a Maszyna zapuszczała kolejne symulację próbując ratować swoich agentów. Początkowo było to zaskakujące, potem z uśmiechem oglądało się kolejne próby rozwiązania tego problemu. Tak jak uproszczoną symulację gdzie bohaterowie nie wypowiadali swoich kwestii, a jedynie zdania je opisujące, co było doskonałym pomysłem. Jednak najfajniejsze nie były symulacje, a ostatnia dramatyczna akcja z udziałem bohaterów, która pokazuje, że Maszyna może wiele przewidzieć, jest niemal doskonała, ale wciąż nie potrafi wykrywać drobnych zmian w ludzkiej naturze, a świat nie jest grą. I tutaj dochodzimy do flashbacków gdzie Finch uczył Maszynę gry w szachy. Kapitalnie rozpisane dialogi i uczenie Maszyny moralności i istotny ludzkiego życia.

"But if you remember nothing else, remember this. Chess is just a game. Real people aren't pieces. And you can't assign more value to some of them than to others. Not to me. Not to anyone. People are not a thing that you can sacrifice. The lesson is that anyone who looks on the world as if it was a game of chess deserves to lose." Harold Finch

Jednak największym szokiem była śmierć Shaw. Czy może "śmierć"? Scena rozpisana była świetnie bo pokazywała jaką kobietą jest Samatha, jak się zmieniła i znalazła rodzinę, ale nie straciła swoje badassowości. Będzie mi jej brakowało jeśli rzeczywiście nie żyję. Jej i jej flirtowanie z Root. Shipperzy mieli uciechę oglądając pocałunek na dowiedzenia między tymi dwiema. Osobiście liczę, że to jeszcze nie jest jej koniec. Scenarzyści musieli ją wypisać z serialu bo aktorka zaszła w ciąży, ale zrobili to zostawiając uchyloną furtkę na jej powrót, a złota zasada telewizji mówi, że jeśli nie widziało się trupa to postać może wrócić.

OCENA 6/6

Person of Interest S04E12 Control-Alt-Delete
Serial dalej bawi się formą. Po szokującym cliffhangerze zeszłego odcinka mamy zmianę perspektywy w pokazywaniu historii. Jak przy pierwszym odcinku z Shaw, tylko tutaj w centrum jest Kontrola oraz jej Dział Badań i Rozwoju. I niby chciałbym oglądać ulubionych bohaterów to ciesze się z tego eksperymentu. Oglądanie drugiej strony było ciekawe bo cały czas coś nie grało. Niby kolejni terroryści do zlikwidowania, a z biegiem czasu okazuje się, że to Samarytanin rządzi, a nie dzielni Amerykanie broniący swojego kraju przez co w odcinku kibicuje się dawnym wrogą i historia wciąga. Na szczęście pokazują się znane twarze - Grice i Brooks. Jestem ogromnie ciekaw czy któreś z nich zastąpi Semeen. I czy Brooks jest agentką Samarytanina. Dużo miejsca na domysły czyli tak jak lubię. 

Nasi bohaterowie przewijają się cały czas w tle, w doniesieniach medialnych. Jednak ich fizyczna obecność ma miejsce dopiero po 20 minutach gdy porywają Kontrolę. I co za scenę dostajemy! Odwrócenie sytuacji z porwania Root, zły i zły glina, tortury i grożenie śmiercią. Wszystko by odzyskać przyjaciółkę. Kapitalnie rozpisane dialogi, a potem fachowo wyreżyserowana akcja. Miodzio! 

Oglądanie przejmowania władzy nad światem przez Samarytanina robi się coraz bardziej fascynujące. Wciąż uważam, że kilkuletni chłopiec będący jego avaterem jest trochę przesadzonym pomysłem to i tak niesamowicie mi się go ogląda bo w swojej niewinności jest przerażający. Przerażająca jest też wizja AI, które próbuje skontaktować się z prezydentem. Co dalej w takim razie? Jak daleko Samarytanin jest się w stanie posunąć i nad czym pracują jego programiście? Na chwilę obecną szansę wygrania wojny są iluzoryczne. Ciekawe jak daleko odważą się pójść scenarzyści w kreowaniu rzeczywistości serialu. Już kilkukrotnie udowodnili, że nie boją się ambitnych zagrań i przy perspektywie kolejnych lat serialu uważam, że mają w zanadrzu kilka szokujących pomysłów, a współpraca Kontroli i naszych bohaterów w walce z wspólnym wrogiem będzie raczej naturalną konsekwencją wydarzeń. 

OCENA 5.5/6

The Good Wife S06E12 The Debate
Chyba żaden inny serial (z obecnie emitowanych) nie komentuję w ten sposób rzeczywistości co The Good Wife, które na bieżąco w swój sposób przedstawia problemy dręczące amerykanów. Niby Newsroom próbowało tego samego, ale nie wyszło to dobrze. W TGW jest inaczej. Każdy odcinek mający coś z reala zmusza do myślenia i krótkiej refleksji. Tym razem padło na Ferguson i zamieszki na tle rasowym. To było tylko tło dla głównych wydarzeń, ramy nadające bohaterom pole popisu. Nasze postacie nie miały wpływu na wydarzenia, jedynie Peter przejmował aktywną rolę, reszta musiała reagować na wydarzenia i zająć odpowiednie stanowisko. I to było dobre, pokazanie, że świat nie kręci się tylko wokół naszych postaci. Wszystkie dialogi jakie rozpisano nie miały na celu edukowania i przekazania jednej prawdy. Bo nie ma jednego rozwiązania. Dobrzy ludzie mogę mieć skrajne pomysły na ten sam problem. Trochę zabrakło mi większego udziału mniejszość, ale to wina struktury rasowej w serialu. Jasne była asystentka Elia czy obsługa hotelu, ale to za mało. Chociaż to trochę czepianie się na siłę świetnie poprowadzonego wątku.

Jednak prawdziwą wisienką odcinka było starcie Alicji i Pradyego. Gdyby nie wybory pewnie zostaliby przyjaciółmi co widać w ich wspólnych scenach, gdy są sami i mogą być szczerzy. Dlatego też te wybory są tak ciekawe - niby kibicuje się Alicji, ale nie ma prawdziwych argumentów czemu to Frank nie powinien wygrać. Wracając do tytułowej debaty. Co za moc! Kapitalnie rozpisana, pełna emocji i satysfakcji z oglądania. Pierw trochę humoru, walki i niepewności, a potem Alicja pokazująca pazur i miażdżąca dziennikarza. Co za pokaz! Jak z klasą przyjęła oskarżenia męża o zdradę. Chyba nie trzeba przypominać jak wyglądała 6 lat temu i jak bardzo się zmieniła od tego czasu.

Prawdziwą wielkość scenarzyści pokazują w ogólnym kreowaniu postaci Alicji. Kibicujesz jej, ale pojawiają się momenty gdy wkurza, ale tak pozytywnie. Bo nie pochwalasz tego co mówi, ale rozumiesz ją jako kobietę. Bo tyle przeżyła, w taki sposób musiała dojść do tego co ma teraz i każdy atak na swój dorobek odbiera personalnie. Ona też chcę walczyć. przyzwyczaiła się do wygrywania i jest już odrobinę arogancka przez to. W całym tym zamieszaniu jest tez rozdarta. Firma czy kariera polityczna? Zależy jej na obydwu. Dlatego tak ją dotknęły działania Cary'ego i Diane, które odebrała jako atak na jej osobę mimo, że w tym sezonie mocno zdystansowała się od swoich prawniczych obowiązków. Pokłony dla państwa Kingów za takie prowadzenie postaci.

Wiecie co było najgorsze w tym odcinku? Koniec. Bo następny dopiero 1 marca czyli za niemal półtora miesiąca. To będzie długie czekanie na jeden z najlepszych obecnie dostępnych serialu.

OCENA 6/6