Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CBS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CBS. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 grudnia 2013

Ramówka CBS 2013/2014


Nowości - The Crazy Ones, Friends With Better Lives, Hostages, Intelligence, The Millers, Mom, Reckless, We Are Men

Powrócą - NCIS - 11 sezon, CSI - 14 sezon, 2 Broke Girls - 3 sezon, Two and a Half Men - 11 sezon, Elementary - 2 sezon, Hawaii Five-0 - 4 sezon, Person of Interest - 3 sezon, How I Met Your Mother - 9 sezon, The Mentalist - 6 sezon, Mike & Molly - 4 sezon. NCIS: Lost Angeles - 5 sezon, The Big Bang Theory - 7 sezon, Criminal Minds - 9 sezon, Blue Bloods - 4 sezon, The Good Wife - 5 sezon

Zakończone - CSI: New York po 9 sezonach, Golden Boy po 1 sezonie, Made in Jersey po 1 sezonie, Parters po 1 sezonie, Rules of Engagement po 6 sezonach, Vegas po 1 sezonie

Stacja CBS jest znana ze stabilności w swojej ramówce i trafnych decyzji podczas jej układania. Niestety sezonu 2012/2013 nie może w pełni zapisać do udanych. Na pięć nowości w ramówce ostała się tylko jedna. Cztery z nich wyleciały z hukiem i już praktycznie (co najmniej) przy połowie wyemitowanych odcinków wiadome było co zostanie, a co pożegna się z widzami. O nietrafionych pomysłach na Golden Boy i Made in Jersey pisałem jeszcze w wakacje. I nie myliłem się. Nie zobaczyłem też żadnego odcinka, ale niczego nie żałuję. Zwiastuny Parters do mnie nie trafiały, ale w tym wypadku pomyliłem się prognozując, że serial zyska grupkę fanów bo to była kolejna poważna wpadka CBS. Serial Vegas doczekał się pełnego sezonu, ale wcale mu to nie pomogło. I zbytnio się nie dziwię. Ja dałem radę przez dwa odcinki, więcej nie spróbowałem. Serial nie był zły. Był przeciętny, a przecież na przeciętniaków nie ma czasu w obecnym krajobrazie telewizyjnym, który oferuje niesamowitą gammę doznać. Stacja postanowiła skasować dwóch swoich weteranów. Rules of Engagement, które od paru ładnych lat miało niepewne miejsce w ramówce oraz Nowojorską wersję CSI po, której mało kto będzie płakał. Serial zmarł ze starości. Nie miał fatalnych wyników oglądalności, ale marka straciła swój blask, a koszty produkcji były coraz większe.

Na pocieszenie dla fanów oryginalne CSI powróci z 14 sezonem. Niezły wynik, ale do Law & Order od NBC jeszcze trochę brakuje. Nie oglądam tego tasiemca, ale jestem ciekaw ile jeszcze wytrzyma. Jak już bardziej ciągnie mnie do procedurali spod znaku NCIS. Ciągnie, ale nie znaczy to, że odpalę. Mam bzika na punkcie continuity, nawet jeśli ma to marginalne znaczenie. Dlatego pierw 8 sezonów JAG, a potem Gibbs i przyjaciele. Czyli tak za jakieś 5 lat, a do tego czasu powinni zakończyć Los Angeles i dorobić kolejny spin-off. Serialem, który dostał drugą szansę jest Elementary. Od stacji, nie ode mnie. Dałem spokój po 3 odcinkach, ale coraz intensywniej zastanawiam się nad powrotem do niego. Wszystko jedna zależy od CBS. Jeśli zamówi 3 sezon znaczyłoby to, że Elementary wróci na co najmniej dwa kolejne lata, a całkiem możliwe, że to by mnie przekonało do lepszego zapoznania się z Lucy Liu. Ale jak to? Trzeci sezon, a ja od dwóch latach mówię? Chodzi o syndykację czyli sprzedaż praw do serialu innym stacją. Warunkiem jest duża liczba odcinków (80-100). Dlatego jestem spokojny o przyszłość Person of Interest, które wyrasta na jeden z moich ulubionych seriali, ale ratingowo jest jedynie zadowalająco. Z tego powodu martwię się o The Good Wife i The Mentalist, które mają odpowiednio 5 i 6 sezon. Prawdopodobnie minimum jeden z nich zakończy swój żywot w tym roku. Chciałbym żeby to był serial Simona Bakera bo wątek Red Johna już się skończył, a ja go nie oglądam. The Good Wife jest za to w szczytowej formie emitując wspaniałe odcinki niemal co tydzień. Dlatego za ten serial trzymam kciuki w przyszłym sezonie. Natomiast jeśli ktoś go nie ogląda to marsz do ekranów i nadrabiać. CBS ma w swojej ofercie jeszcze 3 dramaty. Piątkowe Hawaii Five-0 i Blue Bloods oraz Criminal Minds. Czyli procedurale pełną gębą. Miałem styczność tylko z tym pierwszym przez 1 sezon, a do reszty mnie nie ciągnie. Jednak patrząc jak sobie radzą pod względem oglądalności mają większe szanse przetrwania niż te z niedzielnej oferty (TGW i TM) co mnie trochę smuci z czysto egoistycznych pobudek. O komediach jak zwykle nie napiszę wiele. HIMYM kończy w końcu swój żywot. O jakieś trzy lata za późno. Komercyjny sukces TAHM to wciąż dla mnie tajemnica, ale tutaj też koniec jest bliski. 2 Broke Girls powinno powrócić na kolejny rok, a Mike & Molly ma na to całkiem sporo szanse. Tylko, że nic mnie to nie obchodzi bo z komediami CBS mi nie po drodze. Nawet The Big Bang Thory nie oglądam. Pierwszy sezon był ok, widziałem też kilka nowszych epizodów na Comedy Central, ale dla mnie to kolejny przeciętniak, który utrzyma się w telewizji jeszcze parę lat. Bo Sheldon i jego Banzinga. Czy coś takiego.

The Crazy Ones - CBS jest znane ze swoich bloków komediowych. Bardzo solidna ramówka, która zachęca reklamodawców. Jednak powoli widać oznaki kryzysu, a nowy serial od Davida E. Kellego ma być zabezpieczeniem by on nie nadszedł. Na papierze wygląda to dobrze - agencja reklamowa, Sarah Michelle Gelar i Robin Williams. Tylko, że ja znowu nie widzę tutaj nic dla siebie. Dla mnie to kolejna komedia jakich wiele dlatego TCO nie sprawdzę. Na razie ciężko stwierdzić czy serial zostanie przedłużony. Wyniki oglądalności są na krawędzi, ale decydująca okaże się druga połowa sezonu. Jeśli miałbym obstawić to powiedziałbym, że tak, ale kosztem Moms.

Friends With Better Lives - to z kolei komedia szykowana ma mid-season czyli z góry skazana na porażkę. Nie wyróżnia się obsadą, ani pomysłem. Wygląda to na kolejną wariację z grupą przyjaciół i ich codziennymi problemami. Tylko dla zdesperowanych. Jeśli jednak serial odniesie sukces będzie to największe zaskoczenie sezonu 

Hostages - mocno promowany serial i jedna z większych wtop sezonu. CBS bierze przykład z kablówek i tworzy limitowaną serię tylko, że wszystko idzie nie tak jak powinno. Hostages powinno mieć maks 6 odcinków, a jeszcze lepiej jakby zostało filmem. Ja wytrzymałem jeden epizod więcej mi nie było trzeba. Amerykanie poznali się od razu bo serial już podczas premiery miał niską oglądalność, a potem było tylko słabiej. Bo ile można oglądać uprowadzoną rodzinę i panią lekarz mającą zabić prezydenta? Przecież podobny odcinek był choćby w Person of Interest. Ja mam tylko nadzieje, że stacja nie zrazi się tym eksperymentem i dalej będzie tworzyć limitowane seriale. Tylko żeby były one lepiej przemyślane.

Intelligence - prawdopodobnie najbardziej wyczekiwany serial CBS, ale też budzący najwięcej obaw. Bo na papierze (i trailerze) wygląda to dobrze - chip wczepiony w człowieka, tajny projekt i chemia między bohaterami. Tylko czy serial się sprawdzi? Tutaj również limitowana seria i ma być mocny nacisk na fabułę mimo proceduralnej konwencji. Jestem pozytywnie nastawiony, ale nie popadam w hurraoptymizm. Josh Holloway spisał się w Lost, ale czy udźwignie własny serial? Życzę sobie tego bo takie lekkie sci-fi jest potrzebne w telewizji.

The Millers - oglądanie zapowiedzi tego serialu było bolesne. Tak bardzo chciałbym wyrzucić to z pamięci. Głównie dlatego, że tylu wspaniałych aktorów tak się marnuje. Will Arnett, Beau Bridges, Margo Martindale - co wy robicie w tym serialu?! Przecież zupełnie nie pasujecie do "komedii" gdzie są żarty o pierdzeniu. I ja głupi myślałem, że to Dads miało katastrofalną zapowiedź. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że serial zyskał popularność i jest najlepiej radzącą sobie nowością CBS. Chyba nigdy nie zrozumiem amerykańskiego poczucia humoru

Mom - po obejrzeniu tylu zwiastunów komedii powinienem się uodpornić na pseudo zabawne scenki, ale wcale nie jest mi łatwiej. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że przechodzę na ciemną stronę mocy bo ze dwa razy na zapowiedzi Mom podniosłem do góry kącik ust. Jest to zasługa Allison Janney. I w sumie tyko jej. Anna Faris irytowała, sytuację były maksymalnie przerysowane, a relację w rodzinie to chyba najstarsza klisza z sitcomów. I jeszcze ten śmiech z offu. Nienawidzę! Chuck Lorre może i jest bogiem komedii, ale jego potworki do mnie nie przemawiają.

Reckless - zwiastuna nie ma, zapowiedź dość lakoniczna więc śmiało można prorokować anulowania. Dziwi mnie kolejny serial prawniczy w ofercie stacji. Nie udało się z Made in Jersey, wtopa będzie i tutaj. Niby potencjał jest (małe miasteczko + skandal), ale prawdopodobnie zostanie zmarnowany. Już lepiej jakby pieniądze, które zostały zmarnowane na Reckless przekazać do budżetu The Good Wife

We Are Men - nareszcie koniec. Ostatnia komedia do opisania. Jak to dobrze, że The CW nie produkuje tego typu umilaczy. Chociaż chodzą plotki na dzielni, że i na to przyjdzie czas. O samym We Are Men nie ma wiele do pisania - był serial, serial został anulowany. Nikt nie będzie płakał, nikt nie będzie pamiętał. Już mało kto kojarzy. Szkoda tylko Kala Penna i Tonnyego Shalhouba. Oby jak najszybciej znaleźli zatrudnienie w jakimś dramacie

Moja ramówka: Intelligence, Hostages, Person of Interest, The Good Wife
Moje anulowania: Elementary, Vegas

środa, 27 czerwca 2012

Ramówka CBS 2012/2013

Nowości -Elementary, Friend Me, Golden Boy, Made in Jersey, Parters, Vegas


Powrócą -NCIS, CSI, CSI: NY, 2 Broke Girls, Two and Half Man, Hawaii Five-0, Person of Interest, How I Met Your Mother, The Mentalist, Mike and Molly, NCSI: Los Angeles, Rules of Engagement, The Big Bang Theory, Criminal Minds, Blue Bloods, The Good Wife


Zakończone - CSI: Miami, A Gifted Man, How to Be a Gentleman, NYC 22, Rob, Unforgettable


Zadziwiające. Niby największa stacja, przyciągająca najwięcej widzów do swoich seriali, a ja jak na złość oglądałem zaledwie dwie produkcje w ubiegłym sezonie. Na szczęście żadna nie została anulowana, ale to ja sam musiałem pożegnać się z takim How I Met Your Mother. Serial kiedyś był dobry, śmieszny, zabawny i zaskakujący teraz niestety to powielanie schematów i mało trafne pomysły. Szczególnie cliffhanger tego sezonu, który mnie skutecznie zniechęcił żeby sprawdzić co się stanie dalej. Może potrzebna mi jest przerwa? Kto wie może wrócę do serialu jak pokaże się mityczna matka. Po sezonie udało mi się nadrobić Person of Interest i w sumie jestem zadowolony. Serial nie jest jakiś wybitny, w mojej czołówce z pewnością się nie znajduje, ale to dobre kino akcji z ciekawymi postaciami i zgrabnym scenariuszem. Będę dalej oglądał i ciesze się, że serial ten zgromadza przed telewizorami całkiem sporo ludzi. Wciąż nadrabiam The Good Wife. Już w połowie S01 zostałem oczarowany tymi postaciami i gdyby nie The West Wing i Friday Night Lights pewnie to z Dobrą Żoną romansowałbym wieczorami. NCIS, CSI, The Mentalist, H50 czy Criminal Minds to dla mnie jedno i to samo. Gonimy morderce co tydzień i jakieś dłuższe wątki w tle. Dobre jak usiądę na chwilę przed telewizor, ale do oglądania z tygodnia na tydzień są inne seriale. Nie mówię, że nie wrócę na Hawaje, albo nie sprawdzę co słychać u Patricka Jane'a, ale na pewno nie teraz. Blue Bloods wciąż planuje sprawdzić i pewnie na tym się skończy. Z komedii wciąż muszę zabrać się za The Big Bang Theory. Pierwszy sezon fajny, ale nie na tyle mnie wciągnęło żeby oglądać dalej. Może dlatego, że rozumiem większość tych nerdowskich żartów.


Anulowania CBS przeszły jakoś obok mnie. Żadnego serialu nie widziałem, za żadnym nie mam zamiaru płakać. Cieszę się, że CSI: Miami się skończyło i po 10 latach zrobiło miejsce na jakiś nowoczesny procedural. Unforgettable o dziwo ma jeszcze szansę by przetrwać na innej stacji. Jednak nawet jeśli do tego dojdzie to wciąż nie wzbudzi to mojego zainteresowania.


Elementary - kolejna uwspółcześniona wersja przygód Sherlocka Holmesa. Jeszcze nie było premiery, ale już wiem że serial nawet do pięt nie będzie dorastał Sherlockowi od BBC. Nie znaczy to, że od razu skreślam tą produkcję. Sprawdzę przynajmniej dwa odcinki. Jonny Lee Miller daję radę jako legendarny detektyw, a kobieta o twarzy i ciele Lucy Liu jako Watson to dość oryginalne podejście. Widziałem kilka opinii o scenariuszu i ludzie ogólnie są zadowoleni z niego liczę, że i mi się spodoba. To jednak będzie zależało od tego czy pojawi się jakaś większa intryga, a na to jest potencjał (Moriaty). Zobaczymy we wrześniu.


Friend Me - jeszcze bez pierwszego trailera, ale ja już wiem że mnie to nie interesuje. Kolejna kumpelska komedia tym razem o dwóch przyjaciołach, którzy przeprowadzili się z Indiany do Los Angeles. Stacja chyba też nie wierzy w ten serial bo premiera w midseason, a wszyscy wiemy jak kończą te seriale.


Golden Boy - znowu midseason tym razem o policjancie, który awansuje na detektywa. Nie chce być złym prorokiem, ale tegoroczne NYC 22 zawiodło i tutaj będzie z pewnością podobnie. Jedyne co mnie zachęca to Chi McBride w obsadzie, ale to za mało by poświęcić 40 minut na pilota.


Made in Jersey - po co? Jeden serial prawniczy uznany przez krytyków to za mało i trzeba dołożyć kolejny w innym klimacie? Zupełnie to do mnie nie przemawia. Już sam tytuł zniechęca, a potem jest gorzej. Mimo, że lubię Janet Montgomery i Kyle MacLachlana to nie znalazłem nic w tej zapowiedzi co by mnie przyciągnęło. Wszystko to nazbyt cukierkowe i słodkie, silące się na bajkę o kopciuszku i mało mające wspólnego z rzeczywistością. Premiera w piątek. To chyba wiele mówi o szansach tego serialu na przetrwanie.


Parters - nie mam nic do gejów, ale w serialach ich nie znoszę. Szczególnie w komediach, zawsze to wychodzi przerysowanie i naiwnie. Tutaj jest podobnie. W ogóle nie śmieszna komedia. To już chyba tradycja w tym sezonie. Niby próbuje brać to co najlepsze z Friends i HIMYM (grupa przyjaciół, flashbacki, pary), ale nieudolnie to wychodzi. Jednak mimo wszystko pewnie zdobędzie rzesze fanów dzięki temu, że jest emitowana w poniedziałki o 8.30. Ja jednym z nich na pewno nie zostanę.


Vegas - i na koniec najciekawsza zapowiedź i budząca najwięcej obaw. Dramat gangsterski osadzony w latach '60 w Las Vegas z imponującą obsadą - Dennis Quaid, Michael Chiklis i Carrie-Anne Moss. Będzie klimatycznie i brutalnie. Oczywiście na ile może sobie pozwolić stacja ogólnodostępna. Boję się tylko o to czy serial nie zostanie za szybko anulowany (jak The Playboy Club). Zapowiada się płynna historia, a takiej widzowie nie lubią. Chyba, że dostaniemy procedural, a tego ja nie lubię. Czekam. Byle do września.

niedziela, 17 czerwca 2012

Person of Interest S01 - Ghost in the machine


Jesteśmy obserwowani. Każdy nasz krok śledzą setki kamer, rząd zbiera dane o naszej aktywności w sieci, wyciągi z kart kredytowych, rozmowy telefoniczne i skrupulatnie rejestruje nasze położenie. Nawet najdrobniejszy szczegół nie umknie wszechpotężnej maszynie. Nieustannie nas szpieguje, a prywatność nie istnieje. Wszystko to w ramach walki z terroryzmem, by nie dopuścić do kolejnego zamachu i powtórki koszmaru z 11 września. Maszyna jednak widzi wszystko, najdrobniejsze sieci powiązań, potrafi przewidzieć  nie tylko akty terroru, ale również morderstwa i śmierci zwykłych obywateli. Rząd jednak uznał je za nieistotne i nie ingeruje w nie. Dlatego działają oni - mściciela Nowego Jorku.


Pomagają potencjalnym ofiarą i walczą o sprawiedliwość w mieście. Jest ich tylko dwoje - Harold Finch i John Reese. Ten pierwszy jest twórcą maszyny. Ma z nią kontakt i dostaje od niej numery ubezpieczeniowe ludzi w potrzebie. Wiele więcej nie wiemy. Jest on skryty, trzyma wszystko w tajemnicy. Jak go określa drugi główny bohater - ekscentryk, ale gdyby nie był tak bogaty to zwykły dziwak. Geniusz komputerowy, znajdzie wszystkich i wszystko jeśli istnieje w formie cyfrowej. Z czasem nawet pracuje w terenie, ale nie radzi sobie tak dobrze jak za biurkiem. Postać ta da się lubić i intryguje za razem. Użycza jej twarzy Michael Emerson czyli nie zapomniany Ben z Losta. I praktycznie mamy tutaj niemal identyczną postać - tajemniczy i pewny siebie. Nie zdradza do końca swoich zamiarów. Nawet styl gry aktorskiej nie został zmieniony, ale to dobrze bo pasuje to do odgrywanej postaci. Drugi z nich to były żołnierz i agent CIA. Zszokowany wydarzeniami z 2001 roku postanawia poświecić życie państwu i nie dopuścić do powtórki. Posiada niezachwiany kompas moralny - pomaga potrzebującym, ale też jest bezwzględny wobec tych którzy dopuszczają się zbrodni. Świetnie wyszkolony, doświadczony przez życie i o wyglądzie Jezusa z Pasji, a raczej Jima Caviezela. Oszczędny w mimice, rzucający od czasu do czasu żartami po których pojawia się uśmiech, ale nigdy nie wybucha śmiechem. Wiecznie opanowany i w garniturze. Jak każdy bohater posiada historię która go przedefiniowała raz czy dwa. Stoczył się, ale też potrafił podnieść. Teraz znalazł nowy sens w życiu i pomaga innym tak jak on tego chcę, nie jest ograniczony przez rząd i robi to co potrafi najlepiej.



W stałej obsadzie jest jeszcze dwójka aktorów, ale działają oni na uboczu, raczej w tle głównych wydarzeń. Na początku nie wiedzą co się dzieje, dopiero z czasem biorą aktywny udział w śledztwach prowadzonych przez główny duet. Sytuacja zmienia się ok. 10 odcinka, ale warto na to czekać bo od tego momentu ci bohaterowie odgrywają coraz większą rolę. Pierwszą z tych postaci jest Lionel Fusco (Kevin Chapman, również parę odcinków Lost) skorumpowany glina, który jest zmuszony przez Reesa zostać jego wtyczką w policji. Raczej mało rozgarnięty, typowy detektyw widziany w wielu produkcjach. Jak się potem okazuje nie jest on wcale taki zły, ma syna o którego dba i w gruncie rzeczy gdyby nie kilka złych wyborów które podjął mógłby być zasłużonym detektywem i chlubą Nowojorskiej policji. Oczywiście dzięki kolejnym sprawą wszystko to co dobre w nim się uwypukla i odgrywa on nie małą rolę w zniszczeniu pewnej mafii. Standard. Jest również pani detektyw Joss Carter. Wzorowy glina, również posiadająca potomka i nowa partnerka Fusco. Wie co jest dobre, a co złe, nie toleruje samozwańczych stróży prawa, uważa ich za zagrożenie i dlatego ściga tajemniczego człowieka w garniturze. Nie będzie wielkim spoilerem jeśli napiszę, że z czasem zacznie mu pomagać mimo że do końca nie zaufa mu. Ciekawie też wypada sprawa z jej parterem - obaj pracują do Reesa, ale nie mają o sobie pojęcia co prowadzi do ciekawego napięcia między nimi. Carter jest odgrywana przez Tarajie Hensone. Tak jak Emerson i Chapman nie są to piękni ludzie z okładek kolorowych magazynów. Grać za to potrafią i to jest przecież najważniejsze. Hensone niedawno została nominowana do Oscara za drugoplanowa rolę w Ciekawym przypadku Benjamina Buttona, Emerson zdobył dwie statuetki Emmy, a Caviezel został doceniony za rolę w Pasji i The Prisoner przez co ugruntował swoją pozycję na aktorskim gruncie.


Person of Interest jest proceduralem. Nowoczesnym, ale proceduralem co trzeba głośno napisać. W końcu stacja CBS robi produkcje tylko tego typu. Czy to dobrze czy źle nie wiem, to zależy od odbiorcy, ale czujcie się ostrzeżeni. To nie jest serial dla każdego. Co tydzień dostajemy nowy numer, którym nasi bohaterowie muszą się zająć (nie wiedzą tylko czy jest to sprawca czy ofiara), tak jak w CSI czy NCIS - nowy odcinek to nowa sprawa. Jednak mamy XXI wiek i to już widzom nie wystarcza. Praktycznie w każdym odcinku  pojawia się któryś z powracających wątków - polowanie Carter, tajemniczy Elias przejmujący władzę w półświatku NY, praca Fusco pod przykrywką, odkrywanie tajemnicy maszyny wraz z przeszłością Fincha lub Johna, śledztwo CIA czy śledztwo FBI. Jest tego trochę. Jakby tego było mało dostajemy również flashbacki (by pokazać rok przesuwamy się po linii czasu, a nie dostajemy zwykły napis dajmy na to 2007), odkrywające przeszłość bohaterów. Są też postacie powracające - Zoe Morgan czyli jeden z poprzednich numerów, partnerka Reesa w flashbacków z pracy w CIA, tajemnicza hakerka Root czy wszelkiej maści detektywni, policjanci, agenci lub też rodzina i przyjaciele. Jest tego dużo przez co mamy wrażenie ciągłości historii. Niestety nie jest tak różowa. Większość tych wątków w S01 została tylko zaczęta i praktycznie nie ruszyła z miejsca. Również z powodu ich tak dużego nagromadzenia jest pewien chaos. Raz wraca do Johna przeszłość z CIA, ba w następnym odcinku porzucić ten wątek, dostać zapychacz, a następnie dowiedzieć się czegoś o Finchu. Za bardzo to wszystko rozwleczone, brak wrażenie ciągłości. Liczę, że zostanie to poprawione w przeszłości. Nie zrozumcie mnie źle, jestem zwolennikiem tajemnicy w serialach, porzucenia wątków by widz mógł pokombinować co dalej z tego może wyjść, ale tutaj mamy za mało informacji do tego. Zdecydowanie lepiej by wyglądały kilkuodcinkowe historie, kończone cliffhangerem i potem skakanie między nimi. Ostatnio w Nikicie czy dawniej w 24 idealnie to działało. Brakuje mi też więcej głównych bohaterów, w szczególności postaci kobiecych. Cztery osoby w stałej obsadzie to za mało. Liczę, że kolejny sezon przyniesie zmianę co wprowadzi trochę dynamiki do już utartych interakcji.



Do odcinków nie można się wiele przyczepić. Scenarzyści próbują nas zaskakiwać, a ogromnym plusem jest to że nigdy nie wiadomo czy wylosowany numer jest ofiarą czy sprawcą. Przeważnie jednak jest tak, że im bardziej wygląda na ofiarę okazuje się, że to potem jego będzie trzeba gonić. Jednak kilka razy jesteśmy pozytywnie zaskoczeni. Praktycznie co odcinek John śledzi numerek, a Finch informuje go o tym co nowego odkrył i co się dzieje. Dla tego też najciekawsze epizody to te które łamią ten schemat np. uwiezienie w budynku opanowanym przez gang, ochrona dziecka, kradzież tożsamości czy praca pod przykrywką w grupie przestępczej. Co ciekawe trafił się nam nawet polski odcinek z mafią pruszkowską. Wszystko to zostało okraszone całkiem niezłymi występami gościnnymi. Pozwolę sobie na wyliczankę - Natalie Zea (Justifed), William Sadler (m.in. Roswell), Brett Cullen (Goodwin z Lost), Ruben Santiago-Hudson (Castle), David Costabile (Gale z Braeking Bad), Michael Cerveris(Septemper z Fringe), Tim Guinee (choćby Stargate), Enrico Colantoni (Veronica Mars) czy Enver Gjokaj (Dollhouse). I to tylko z pierwszych siedmiu odcinków! Mam olbrzymią frajdę oglądając znanych mi serialowych aktorów w innych dla nich rolach. Mógłbym tak jeszcze wymieniać, ale pozwolę sobie tylko na najważniejsze z mojej perspektywy nazwiska - Dale, Margolis, Regan, Zays i moja ukochana Amy Acker.


Aktorzy drugoplanowi to nie wszystko co przykuwa w odcinkach. Jest też akcja. Sporo jej, dynamiczne i brutalne walki, w stylu Jasona Bourne'a z masą dźwigni, nie spektakularne i efektowne, ale skuteczne w swojej prostocie. Mamy też dużo strzelania, głównie w kończyny bo przecież bohater ma swoje zasady, i wybuchów. Nie raz samochód wyleci spektakularnie w powietrze. Czasem to trochę przerysowane i komiksowe (ba nawet jest odniesienie do tego w samych serialu), ale dające masę radochy. Co ważne John nie posługuje się cały czas jednym pistoletem czy karabinem, a często zmienia arsenał w zależności od potrzeb. Strzelba, snajperka czy granatnik. Różnorodność jest przez co nie możemy narzekać na nudę.



Muszę też pochwalić styl serialu. Nie jest to kolejna lekka produkcja z kolorowym miastem i dowcipami rzucanymi co scenę. Nowy Jork nie zachwyca nas pięknymi widokami i poetyckim przedstawieniem jak to ma miejsce np. w White Collar lub Castle. Tutaj sprawia on wrażenie miasta okrutnego, majestatyczny chłód tak bym to ładnie nazwał. Mamy brudne uliczki i podejrzane speluny. Korupcja jest wszechobecne, a my mamy wrażenie, że to nie politycy i stróże prawa rządzą miastem tylko gangsterzy. Dla podkreślenie chłodu i obojętności i tym samym uwydatnienia nieustannego wzroku maszyny mamy widoki z wszelkiej maści kamer obserwujących obywateli. Wielki Brat czuwa w wielkimi niegościnnym mieście. Miasto jest kolejnym bohaterem serialu. Poznajemy kto nim rządzi, niebezpieczne dzielnice i i bohaterów którzy próbują w nim przetrwać. Skoro mówię o stylu to wspomnę o producentach którzy odcisnęli piętno na serialu - Abrams i Nolan. Dzięki JJ mamy wrażenie wielkiej konspiracji, wszechobecnej tajemny i tej odrobinki sci-fi. Jonathan funduje nam realizm Mrocznego Rycerza zarówno w formie jak i treści. Te dwie koncepcje idealnie do siebie pasują.


Autorem ścieżko dźwiękowej jest Ramin Djawadi, który nam na swoim koncie score do Prison Break czy ostatnio odwala rzemieślniczą robotę w Game of Thrones. Tutaj jednak nie mam mu nic do zarzucenia. Muzyka idealnie oddaje nastrój, dokładnie pasuje do tego co dzieje się na ekranie. Elektroniczne dźwięki pasuję do chłodnej stylistyki serialu i motywu maszyny. Do tego jeszcze można usłyszeć kilka znanych i dobrych kawałków jak I'am Afraid of Americans Davida Bowie czy kilka numerów Massive Attack.


Serial zakończył się cliffhangerem. Niespodziewanym, ale nie zmieniającym całego serialu. Zapewne po pilotowym odcinku S02 wszystko wróci do status quo z poprzedniego sezonu. Nie zmienia to jednak faktu, że chcę zobaczyć dalszy ciąg tej historii. Liczę jedynie na poprawę. Na razie serial jest dobry. Nie mogę się przyczepić do tego co jest, większość zarzutów tyczy się tego czego nie ma. Trochę nie rozumiem tych zachwtów jakoby był to najlepszy serial tego roku. Jest dobrze, ale bez rewelacji. Revenge o wiele bardziej mnie wciągnęło. Tutaj brakuje mi ciągłości historii i większej ilości informacji dzięki którym można by pogłówkować co się wydarzy za ileś tam epizodów.


OCENA - 7/10.