Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spartacus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spartacus. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 czerwca 2013

Spartacus: War of the Damned [S03]

Jak w notce z ogłoszeniami - krótko, chaotycznie i bez należytego researchu, nie zawarłem wszystkiego co chciałem i jak chciałem, ale to co istotne chyba jest. Tekst nie zawiera spoilerów więc można śmiało czytać i komentować. 


Wiele można mówić o tym serialu, ale najczęściej charakteryzowany jest dwoma słowami - krew i seks. Sporo w tym racji, ale kończąc tylko na tym wyrządza się największą krzywdę jaką można zrobić temu serialowi. Tutaj w centrum są postacie, bogate relację między nimi, które nieustannie się rozwijają. To serial o honorze, odwadze i walce o wolność, ideałach ważniejszych niż własne życie. Mamy tu też dwuznaczne ukazanie ludzi - dla jednych bohater, dla innych złoczyńca, zależy to od perspektywy z jakiej opowiadana jest historia. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, skupi na ulubionym motywie i będzie czerpał z niego radość. Niewyżyty samiec będzie piał z zachwytu nad scenami slow motion z majestatycznie latającą krwią i kończynami lub pięknie pokazanym seksem. Wrażliwa kobieta za to będzie kibicować swoim ulubionym parą i liczyć, że ulubieńcy dożyją do samego końca. To tak na prawdę serial dla całej rodziny, można nawet rzec, że edukacyjno rozrywkowy. Bo przecież umieszczony w znanym okresie historii i posługującymi się postaciami znanymi z podręczników. Spartakusa wszyscy znamy i lubimy, a w tej serii poznajemy również Marka Krassusa i Juliusza Cezara jeszcze przed przekroczeniem Rubikonu i rzucaniem kośćmi. Biografia to nie jest, przerabia i umiejętnie korzysta z faktów, ale też zachęca choćby do zajrzenia na wikipedię. I jak tu nie docenić tego serialu? 

Niektórych z pewnością odrzuci od niego pseudo porno estetyka. Tutaj nie ma tematów tabu, cała anatomia człowieka jest dokładnie pokazano, ale nie służy to szokowaniu widza. To by było przecież bez sensu, prawda? Wszystkie te zwolnienia podczas scen miłości mają pokazać piękno aktu kreacji życia, jest to przeciwieństwo tego co dzieje się na polu bitwy. Dawanie i odbieranie życia. Zarówno jedno i drugie zostało pokazano w oszałamiający wizualnie sposób. Cykl życia, początek i koniec. Aż głupio by było powiedzieć, że z serialu pamięta się przede wszystkim ładne cycki i zdumiewające jak na telewizyjne warunki sceny batalistyczne. 


Ktoś powie, że Spartacus to kicz. I co z tego? Serial się powinno osądzać po tym czym jest, a nie czym powinien być. Patetyczne mowy o honorze mogą razić, sceny walki są przerysowane, ale to nie jest wada, a siła tego serialu. Niepowtarzalny klimat, który jest kreowany na każdym kroku, przez muzykę, stylizację językową i rozgrywające się wydarzenia. Oglądając Spartakusa na ~50 minut jesteśmy przenoszeni do innego świata, którym rządzą tak odmienne zasady. Immersja jest niesamowita, a to jest wystarczająca rekomendacja.

Czy ten sezon był gorszy od poprzednich? Nie sądzę. Był inny, ale to dobrze jak serial co roku wynajduje się na nowe, nie pozwala to stanąć w miejscu. Nie było niezwykle skomplikowanej sieci intryg, ale była walka o przeżycie, konflikt silnych jednostek, chwilę nadziei i zwątpienia. Przez całe 10 odcinków były budowane fundamenty pod epicki finał. Cały czas liczyło się na zaskoczenie i obawiało się o koniec rebelii. Niby historia jasno mówi jak to się kończy, ale to przecież to telewizja, tu zasady są inne, a przynajmniej taką ma się nadzieje. W każdym bądź razie ostatnia godzina serialu to epickie wydarzenie, ale serial nie zapomina też o swojej esencji czyli bohaterach. Każdy z nich dostaje koniec na jaki zasłużył. Godne pożegnanie dla Bogów Areny. Lub nie godne, ale nie przypadkowe. Wszystko zostało starannie zaplanowane i nie ma się do czego przyczepić. Może tylko do długości bo finałowe starcie można oglądać i oglądać nawet ze świadomością tego, że jestesmy oszukiwani i użyto kilku sztuczek podczas montażu i kręcenia. To nie bitwa o Czarny Nurt znana z Game of Thrones, ale zaryzykowałbym stwierdzenie że to jeszcze bardziej epickie starcie. 


Chyba nie muszę pisać, że polecam serial, a trzeci sezon mi się podobał? To przecież oczywistę. Może i miał słabsze momenty, niektóre postacie irytowały, a historia jakby nie patrzeć była niezbyt skomplikowana. Jednak na nudę nie można było narzekać - zdobywanie miasta, problemy z armią i przyjaciołami, podwójna i ryzykowna gra, sojusznicy wbijający nóż w plecy i desperacka walka o przetrwanie. Nie tylko na polach bitew. To też starcie dwóch silnych osobowości. Bo skoro jest wyrazisty bohater (mówcie co chcecie, ale Ian McInthare sie wyrobił w roli) musi być i antagonista, który mu sprosta. I tak jest w tym przypadku. Mimo, że ta dwójka spotyka się przez cały sezon zaledwie kilka razy to ich osobowości i dynamika między nimi wyznacza historię. Co dziwne człowiek zaczyna pałać sympatią do tych złych i nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia. Życzyłbym sobie więcej tak dwóuznacznych seriali.

Będę tęsknił za Spartacusem. Wojna Potępionych była godnym zwieńczeniem czteroletniej sagi o niewolnikach. Wielcy wiedzą gdzie, kiedy i jak zakończyć. I dlatego Spartacus trafia do mojego małego panteonu zasłużonych seriali. Teraz tylko czekać na Incursion (zachęcam do googlowania) i liczyć, że powtórzy sukces przygód wielkiego Traka, Tego Który Sprowadził Deszcz i jego braci z Domu Batiatusa.

OCENA 5.5/6

niedziela, 14 kwietnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #28 [08.04.2013 - 14.04.2013]

Początkowo odcinkiem tygodnia miała zostać Gra o Tron. Potem zobaczyłem Vikings i zastanawiałem się między tą dwójką. Zupełnie niepotrzebnie bo nadszedł finał Spartacusa i pozamiatał. Fenomenalne widowisko! Godne pożegnanie z widzami jak i postaciami. Pozostaje tylko żałować, że to koniec rebelii i trzymać kciuki za spin-off z Krassusem oraz nowy serial Stevena S. DeKnighta. Drugi odcinek Hannibala również byłby konkurentem do tytuł najlepszego epizodu, znowu zafundowano nam soczystą przygodę. I oby poziom i oglądalność zostały utrzymane. Niestety, ale w tym tygodniu zawiodłem się na Doctor Who. Taki nijaki odcinek, a Clara nie dorównuje swoim dwóm pierwszym inkarnacją. Na szczęście jest jeszcze sporo możliwości by to naprawić. Drugi epizod Dark Shadows też był słaby. Nie oczekiwałem wiele, ale za bardzo się to ciągnie. Zacząłem dwie produkcję. Jakby mi jeszcze było mało... Orphan Black i Suburgatory. To pierwszy to będzie dobry serial. Wszystko na to wskazuje. To drugie jest przyjemną komedię. Po pierwszym odcinku dość średnią, ale potencjał widać. W przyszłym tygodniu kolejne odcinki świetnych seriali i długo oczekiwana premiera Defiance. W końcu sci-fi z kosmitami! Obyśmy jeszcze dostali statki kosmiczne i będę wniebowzięty.


 DALSZA CZĘŚĆ WPISU ZAWIERA SZCZEGÓŁY ODCINKÓW 


Castle S05E19 The Lives of Others
- 100 kolejnych zbrodni Castle! Szanse na to są niewielkie, ale nie obraziłbym się gdyby ten serial ciągnął się przez kolejne pięć lat. Jednak na razie trzeba się cieszyć z tego co było, a 100 odcinków to nie mało. I najlepsze w tym wszystkim jest to że nie było słabych sezonów. Zdarzały się gorsze odcinki, ale i tak sytuację przeważnie ratował humor i główna para. Oby tak dalej.
- sam odcinek przyjemny choć od 100 oczekiwałem czegoś więcej. Jednak to nie miejsce do narzekania. Sprawa była przemyślana i morderca zaskoczył. To najważniejsze
- najlepsze było małe śledztwo Ricka. Zaczęło się niewinnie od podglądania sąsiadów, a skończyło na zauważeniu morderstwa. No cudowne było to jak przekonywał innych do swojej racji, a potem Alexis mu pomagała. I opieprz od Gates. Niczego sobie. Rozwiązanie tej sprawy nie było może specjalnie zaskakujące, ale miłe.  Epickie jak powiedział Rick.
- masa odniesień do popkultury i zabawne sceny. Tego i w tym odcinku nie brakowało. No i najważniejsze odwołania do Okna na podwórze. Trzeba w końcu obejrzeć. 

OCENA 4/6

Dark Shadows - Beginnings Episode 2/209
- muzyka wciąż jest klimatyczna, widać że rodzinka Collinsów ma swoje mroczne tajemnice, do tego jeszcze czarno biały obraz buduje klimat tylko niestety wszystko za wolno się dzieje. Ważne informację są rzucane w trakcie rozmowy i trzeba je wyłapywać, nie poświęca się im wiele miejsca i trzeba zapamiętywać kto z kim jak jest powiązany. Może to i dobrze, oby tylko to budowanie fundamentów nie trwało zbyt dużo
- w tym odcinku przedstawiono Caroline, córkę Eliabeth. No i cóż jest nawet interesująca. Zaaranżowany chłopak przez mamuśkę i chęć wyrwania się z tej upiornej rezydencji. Do tego jej chłopak spotka się w następnym odcinku z Davlinem. Ciekawe co za intryga się szykuje
- Roger dowiedział się o pojawieniu Davlina i nieźle się przeraził lub zdenerwował. Może w następnym odcinku konfrontacja między tą dwójką, ale zbytnio na to nie liczę. Prędzej przedstawią jego syna, który pewnie będzie dziwny
- a Victoria jakoś blado wypadłą w tym odcinku. Podoba mi się jej otwarty charakter, ale na razie się słania i nic nie robi.

OCENA 2.5/6

Doctor Who S07E07 The Rings of Akhaten
- tak jak przewidywałem przy poprzednim odcinku - liść miał znaczenie. Szkoda tylko, że jego historia była dość słaba. Myślałem, że będzie skrywał jakąś tajemnicę związaną z samą Clarą, a on był tylko symbolem miłości jej rodziców. Niby historia ładna, ale pokonanie boga średni mi się podobało. Nie wiem jakoś się zraziłem do tego odcinka. Dużo śpiewania i jeszcze wampir. To zupełnie nie dla mnie. Mało też było śmiesznych scen, brakowało mi humoru i przygody w tym odcinku. Sam Akhaten jako miejsce pierwszej wyprawy wypadło dość średnie. Miał zapierające dech w piersiach widoki, ale ogólnie lokalizacja nie warta zapamiętania.
- Clara też jakaś taka niemrawa. Owszem na towarzyszkę pasuje, ale brakowało mi dynamiki w rozmowach z Doktorem. Kilka scenek na krzyż to za mało
- sam Doktor tez nie błyszczał. Niby mówi do tego boga, ale bez planu, a jego mowa nie zrobiła wrażenia jak ta z Big Bang. Mogło być dużo lepiej

OCENA 3.5/6

Game of Thrones S03E02 Dark Wings, Dark Words
- świetny odcinek! Dużo lepszy od tego poprzedniego. Więcej moich ulubionych bohaterów, mało irytujących wątków i mało Tyriona. Coś mi się wydaje, że tak jak w książce przestałem go lubić to tutaj będzie podobnie. Oby tyko nie za szybko
- zanim napisze trochę o bohaterów to koniecznie pochwalę przejścia między scenami. Cat mówi o Jonie to pokazują zaraz Jona, Jon dowiaduje się o Nocnej Straży i pokazanie Sama. I jeszcze tak parę razy. Strasznie mi się podobał ten zabieg, szkoda że zastosowano go za każdym razem, ale o to byłoby ciężko
- dużo czasu dostał Bran i to mnie akurat cieszy. Jego wątek jest intrygujący i fantastyczny. Oczywiście trochę irytuje jego zachowanie, ale może będzie się dużo działo. Reedowie to na razie wielka tajemnica, ale Meere już lubię. Ciekawe tylko czy wszyscy dojdą na Mur. Trochę dużo się ich już zrobiło. Bardzo mi się podobało, że pokazali razem Robba, Jona i Brana, a w tle głos Seana Beana. Oby jeszcze więcej takich smaczków
- wątek Robba dalej nudny. Cały czas podróżuje i pojawiają się nic nie wnoszące rozmowy z żoną. Dobrze, że chociaż rozmowa z Karstarkem ciekawa. Mimo że wygrywają bitwy mają coraz mniejsze szanse na wygranie wojny. Mniej ludzi do walki i problemy z Freyami. Będzie trzeba to drugie naprostować.
- historia Cat o Jonie Snow świetna. Niezwykle klimatyczna, pokazująca jaką jest ona kobietą i jak nie dotrzymała słowa. Tylko bez przesady z tym że to przez to wybuchła wojna. Chyba, że skrywa on jakąś większą tajemnicę. I kto do cholery jest jego matką?! Ciekawe co pierwsze da odpowiedź - książka czy serial, a może nigdy się nie dowiemy. W następnym odcinku może pojawi się Riverrum, ciekawe jak będzie wyglądało. A tam Blackfish i brat Cat. Nie mogę się doczekać
- świetne sceny między Brannie, a Jamiem! Brakowało mi tego w premierze sezonu. Cudowna z nich para. Oni nic nie gada, a tamten papa cały czas. Można się było pośmiać. Szkoda tylko, że nie zdradził nic o sobie. Końcowe starcie wypadło bardzo ładnie. Walka ociężała, mało dynamiki i efektownych wymian. Czyli tak jak powinno być w tym serialu. Wszystko dostojnie. Szkoda tylko, że nie zaczęli walczyć z ludźmi Boltona.
- Joffrey to dupek i dzieciak. Nie zna się na życiu i potwornie irytuję. I dlatego świetnie się go ogląda. Dobrze wypadła jego scena z Margery. Ona nie jest jednak taka głupia jak się wydaję. Strasznie mi się tez podobał motyw kuszy. W poprzednim sezonie Joffrey celował z niej do Sansy, a teraz pokazuje Margery jak ją obsługiwać. To pokazuje jak się różnią te dwie dziewczyny
- właśnie Sansa. Mówcie co chcecie, narzekajcie na nią, ale ja ją lubię. To jedna z ciekawszych postaci i tyle. Jeszcze nie osiągnęła w pełni swojego potencjału, ale do tego jeszcze dojdziemy. Brakuje jej opanowania, wciąż ma głowę w chmurach, ale stawia kolejne kroki w tym mrocznym świecie. Chciałbym żeby Olena ją czegoś nauczyła. Przebiegła intrygantka, jak perfekcyjnie wysyłała szpicla po kolejne posiłki by móc porozmawiać z Sansą na osobności. Królowa Cierni mogłaby się często pokazywać, mogłaby nawet zostać mentorką Sansy, niech nauczy ją życia.
- i o Sansie jeszcze jedno - Shea się o nią rzeczywiście troszczy i mówi o tym Tyrionowi. Czyli ładnie są stawiane fundamenty pod przyszłe wydarzenia. Tylko co zrobi Petera? Oby nie działał zbyt szybko. I by za szybko ie uświadomił biednej Sansy, że wcale nie jest taki stary.
- na Północy działo się niewiele. Załamany Sam i żarty Eda. U Jona Mance opowiada, że idzie na południe i szpiegują wrony. Teraz pewnie przez cały sezon będą szli w stronę Muru i przez ten czas nic się nie wydarzy.
- Aryia się pojawiła i strasznie to cieszy. Cwaniara z niej i bardzo dobrze. Dalej bawi. Bractwo bez sztanarów wypada intrygująco. Szczególnie Thoros z Myr i Anguay. Ich historia będzie intrygująca. I jeszcze to zjawienie się Ogara, który poznał młodą Starkówne. Jak tu się nie cieszyć z tego wątku?
- biedny Theon jest torturowany. Aż boli jak się patrzy na to co się z nim dzieje. Nie wyjaśniono kto to robi, ani czemu. Czego od niego oczekują czy chcą go tylko złamać? Dobrze, że pomoc jest w drodze.
- zero cycków i seksu! Jak nie Gra o Tron, ale już ktoś pisał o tej prawidłowości, że im mniej tego to odcinki lepsze. I w tym przypadku akurat miał 100% rację.

OCENA 5/6

Hannibal S01E02 Amuse-Bouche
- po raz kolejny fenomenalny odcinek, ba było nawet lepiej niż tydzień temu. Miałem też wrażeni podczas oglądania jakby to była druga część podwójnej premiery. Kontumacja poprzednich wątków i płynne przejście do nowej sprawy. Oby tylko za tydzień nie pojawił się odcinek typu stand alone z mordercą który zostanie szybko złapany. Jednak patrząc na te dwa epizody jest duże prawdopodobieństwo że tak nie będzie 
- niesamowicie podobały mi się wizualia odcinka. Każdy kadr, wnętrze czy strój perfekcyjnie dobrane. Choćby za to należą się pochwały dla odcinka, ale plusów było dużo więcej. 
- wnikamy w psychikę Willa. Tak jak on poznaje seryjnych morderców my jego. Wyrzuty sumienie po zabójstwie Hobbsa, widzenie jego trupa oraz przesiadywanie u jego córki oraz senne majaki. Cudowne! Tak jak rozmowy z Hannibalem. Inteligentne i pozwalające lepiej poznać postać 
- sprawa odcinka była mocna. Uprawa grzybów była chora. I jeszcze jak się okazało, że to wszystko na żywych ludziach. Oby w przyszłości nie zabrakło pomysłów na podobne inscenizacje. Średnie mi się podobał morderca. Mało przekonująca była jego obsesja Willem, ale to tylko taka drobna uwaga. 
- o ile poprzedni odcinek był poświęcony głównie Willowi i Lecterowi tak teraz poznajemy lepiej inne postacie. Szczególnie dziennikarkę Freddie Lounds. Wtyka nos gdzie nie trzeba i jest arogancka. Tylko jak będzie wyglądała jej dalsza przygoda w serialu? Mam nadzieje, że nie będzie tylko uprzykrzać życia Willowi, a jej backstory będzie ciekawsze. Niby już jest agent FBI z którym coś ją łączy, ja mam nadzieje na traumę po tym jak widziała morderstwo

OCENA 5/6



Orphan Black S01E01 Natural Selection
- pierw czym się rozczarowałem - myślałem że to będzie serial bardziej utrzymany w tonie sci-fi. W końcu klonowanie i te sprawy. Miałem nadzieje, że od razu zostanie zapoczątkowana jakaś większa intryga i ze w okół niej będzie się toczył odcinek. Jednak nie. Pilot był typowym zapoznaniem się z postaciami i zarysowaniem tła. Wiadomo już jak wyglądają powiązania rodzinne i kto z kim trzyma. Tajemnice też są ale boję się że za dużo będzie obyczajówki w przyszłości. Potencjał jest, tego nie da się ukryć tylko czy zostanie on wykorzystany? Nie wiem czy dam radę oglądać nową Beth która dostosowuje się do życia i odkrywa kolejne tajemnice. Niby nie jest to złe i może być ciekawe, ale na dłuższą metę się nie sprawdzi. Martwi mnie też trochę bogata historia bohaterów - Sarah ma córkę, byłego chłopaka, opiekunkę z domu dziecka i przyjaciół. Boję się jak wpasują się w większą intrygę i czy ich wątki nie będą stanowiły roli zapychacza
- przejęcie nowej tożsamości nie obyło się bez problemów. I jest na szczęście bardzo ciekawie. Ringera dałem radę obejrzeć tylko pierwszy odcinek, ale co się wydarzy w Orphan Black już mnie interesuję. Beth jest policjantką która zabiła cywila, ma chłopaka i tajemniczego partnera. Sytuacja jest skomplikowana i bardzo dobrze.
- wątek większej konspiracji na szczęście się pojawił. Gdy już myślałem, że cały odcinek zostanie poświęcony tylko Sarah i drobne poszlaki będą rzucane pojawiła się zaskakująca końcówka. Kolejna dziewczyna, ktoś kto na nie poluje oraz rola Beth w tym wszystkim, która coś wie. Zapowiada się na prawdę intrygujący motyw główny. Oczywiście jeśli dobrze będzie się przeplatał z wątkiem obyczajowym
- cieszy mnie to że nie znam głównych aktorów, są oni dla mnie nowi i całkiem nieźle się spisują. Tatiana Maslany daje radę, szczególnie to było widoczne w scenach paniki. Ja jestem bardzo ciekaw jak sobie poradzi gdy pojawi się więcej jej klonów i czy będzie potrafiła je odpowiednio zróżnicować. Anna Torv pokazała, że to możliwe. Strona realizacyjna też się może podobać. Szczególnie muzyka, która idealnie pasuje do tempa akcji.

OCENA 3.5/6

Orphan Black S01E02 Instinct
-  teraz gdy ekspozycja postaci się skończyła serial zrobił się dużo lepszy i przede wszystkim wciąga. Nie irytują już wątki obyczajowe, a są one integralną częścią większej konspiracji. Ogromnie jestem ciekaw jak to się będzie dalej rozwiać
- co najważniejsze to pojawiają się nowe klony, a Sarah nie jest niczego świadoma. Tajemniczy dzwoniący telefon i wykonywanie kolejnych instrukcji + próba ogarnięcia tego co się w okół niej dzieje. Pozbycie się ciała, wizyta w hotelu i spotkanie z mamuśką i na końcu wizyta u niej w domu. Jest też dość szybkie tempo akcji i na nudę nie można narzekać. Oby tak dalej!
- zaczynają mi się też podobać wątki dotyczące życia Sarah. Vic coraz bardziej przeżywa jej śmierć, a pani S zna już prawda. No przynajmniej część. Ciekawe tylko jak rozwiną się relację z nią i jak bardzo niechętna będzie oddana Kiry. Ciekawi mnie też co wie o pochodzeniu Sarah.
- w życiu Beth też się sporo działo. Chłopak wyjechał, przesłuchanie poszło po myśli, ale kasy jak nie było tak nie ma. Nie zdziwiłbym się gdyby ta kasa należała do klonów, a nie była własnością Beth. No i pytanie jak Sarah wymiga się od służby. Z panią psycholog ładnie jej poszło.
- sam się sobie dziwie, że tak mnie wciągnął ten odcinek, obawiałem się raczej zwolnienia tempa, a działo się dużo więcej. Gdyby miał cały sezon i kolejne epizody utrzymywałby podobny poziom i cliffhangery za każdym razem byłby takie chamskie to pewnie obejrzałbym go ciurkiem.

OCENA 4.5/6

Spartacus: War of the Damned S03E10 Victory
- epickie! Jedna z najbardziej intensywnych godzin w historii telewizji. Co za rozmach! Co za szaleństwo! Nie spodziewałem się czegoś takiego. Gigantyczna bitwa i wielki koniec cudownego serialu. Niby szkoda, ale tak właśnie kończą wielkie serię w chwalę i u szczytu popularności. Zaplanowane od początku do końca, przemyślany jak niewiele przed nim. Idealny serial który długo będę wspominał i stosował go jako pewien wyznacznik.
- ogromnie mnie cieszy, że każdy z bohaterów dostał swoiste pożegnanie o nikim nie zapomniano i nikogo nie pominięto. Bałem się trochę, że zostanie zastosowany chwyt Whedona z finału Buffy gdzie ginie jedna z postaci i raptem kila sekund jest temu poświęcone. Tutaj każdy dostaje swoje last stand. Czasem się ich żałuje czasem cieszy, ale każde pożegnanie jest godne postaci i idealnie przemyślane.
- jednak przed pożegnaniami trzeba wspomnieć o spotkaniu Krassusa i Spartakusa. Cudowna rozmowa dwóch wrogów i to że jednak jest coś w czym się zgadzają. Jednak jeszcze lepszy był ich pojedynek. NIESAMOWITY! Zgodnie z historia Krassus przeżył, ale i tak oglądało się to cudownie. Krwawy, brutalny świetnie zrealizowany i te ostatnie słowa Krassua, że żałuję że Spartakus nie urodził się rzymianinem. Cudowne. W ogóle postać Krasussa świetnie została poprowadzona. Niby łotr sezonu, ale taki któremu się sympatyzuję. Jak ja bym chciał zobaczyć jego dalsze przygody.
- śmierci bohaterów były cudownie pokazane. Spartakus cieszy się, że w końcu wróci do Sury, swojej jedynej miłości i ponownie usłyszy swoje prawdziwe imię. Neavie zginęła w bitwie i ponownie spotka się z Niezwyciężonym Galem. Lugo zginął potworną śmiercią, spalony, ale walczył do końca. Saxa umarła w ramionach Gannicusa, a przedtem pomimo kilku ran walczyła dalej. Sam Gannicus heroicznie walczył z nacierającymi rzymianami i Cezarem, ale nie miał szans. Został ukrzyżowany tak jak Kore. Tylko że on się pogodził ze swoim życiem, czuł się spełniony i zginął wyobrażając siebie na arenie z tłumem wiwatującym jego imię - cudowne!
- sama bitwa była spektakularna. Stosowano proste sztuczki, oszukiwano widza, ale co z tego, jak to wyglądało tak oszałamiająco! Po prostu niesamowity widok jak ścierały się dwie wrogie armię, Spartakus stosował swoje pułapki, a Krassus był bezlitosny. Poezja śmierci. Cudowny widok jak padali kolejni żołnierze w wyszukany sposób. Piękne i z rozmachem, a przy tym nacisk położono na ulubionych bohaterów.
- najsmutniejsze jest jednak to, że to całe poświęcenie na nic, ci co mieli ocaleć zostali rozgromieni przez Pompejusza, który przypisał sobie zwycięstwo nad Spartakusem. Jednak w tej gorzkiej pigułce jest pewne pocieszenie. Gdy skruszyły się mury Rzymu, imię Spartakusa dalej zostało zapamiętane. Piękne pożegnanie. I do tego ocalała grupka ludzi. Agron z Nasirem doczekali się szczęśliwego końca, tak jak Laeta i Sybil. I kobieta z dzieckiem.
- podczas krzyżowania jakoś mi się przypomniał Żywot Briana i "always look at the bright side of live". Szkoda, że Gannicus nie zaczął śpiewać, to by był finał :)
- Piękny koniec. Na prawdę cudowny. Przez całą godzinę siedziałem jak na szpilkach i wypatrywałem co się wydarzy i już początek zwiastował, że będzie to odcinek godny długiego zapamiętania. Piękne było jak postacie mówiły "I am Spartacus". No cudowne. Szkoda tylko, że to już koniec... Pozostaje trzymać kciuki, że nowy serial Stevena DeKnighta czyli Incursion zostanie zamówiony i dorówna legendzie Spartakusa.

OCENA 6/6

Suburagtory S01E01 Pilot
- doszedłem do wniosku, że jedna komedia to za mało, a co najgorsze Community nie bawi już jak kiedyś więc czas spróbować czegoś nowego. Padło na Suburgatory bo chcę zobaczyć Jane Levy w czymś przed Evil Dead. I stwierdzam że to był dobry wybór. Może pilot nie był powalająco śmieszny, ale no właśnie bawił. Przedmieścia jako piekło, środowisko z horroru to doskonały pomysł. Owszem pokazany w sposob strasznie przerysowany, ale w tym może tkwić urok tego serialu.
- Tessa jest urocza, już ją lubie. Sarkastyczna, wie czego chcę i nie obchodzi jej opinia innych. No i ma coś do powiedzenie. Jej ojciec też jest zabawny, ale to głównie dzięki trochę żenującym żartom. Postac Alana Tudyka i główna blachara z córką szału nie robią, ale to tylko pierwszy odcinek rozwinie się
- jestem dobrej myśli, będę oglądał dalej. Mogłaby się pojawić jakaś fabuła, ale jeśli będzie zabawnie to obędzie się i bez tego

OCENA 3.5/6

Vikings S01E06 Burial of the Dead
-  co za klimat! Wiadrami można by obdzielać inne seriale, a i tak Vikings dalej będzie zachwycało. Kocham ten serial, a on robi wszystko by tak miłość nie wygasła dając kolejny świetny odcinek. Ogromna szkoda, że jeszcze tylko trzy i roczna przerwa. Jak to dobrze, że będzie kolejna seria z gratisowym epizodem
- fabuła tutaj znowu była prosta. Tylko, że tonie ona ma kluczowe znaczenie. Nie ma wielkiej zawieruchy wojennej i sieci intryg tylko prosta historia jednego człowieka. Przynajmniej na razie. Miał być pojedynek i był Wiadomo było kto nie może zginąć i tu też nie było rewolucji. Ragnar został jarlem - też wiadome. Tylko, że na to się absolutnie nie narzeka tylko chłonie kolejne kadry, zachwyca krajobrazami, scenografią, kostiumami i odwzorowaniem obyczajów. Ten serial poraża klimatem. Tak wiem, piszę to za każdym razem gdy pojawia się temat Vikings, ale czemu by nie. Współczuje ludziom, którzy piszą o klimacie w Bates Motel, a o tym serialu nie mają najmniejszego pojęcia.
- pojedynek jarla i Ragnara świetnie wykonany. Do przewidzenia. Szczególnie jak odrzucają tarczę, a potem zmieniają miecze na topory. Tutaj nie ma osobistej nienawiści między nimi, wszystko odbywa się z szacunkiem. Każdy z nich ma oczywiste motywację, a zdarza się nawet, że żałujemy tego złego. Jego zejście zostało fenomenalnie pokazane, jak Ragnar podcina mu żyły, ale ten nie ma złości względem niego. Cieszy się tylko, że będzie w Valhalli ucztował z synami. I dalej wcale nie było gorzej!
- ludzie szybko przyzwyczajają się do nowego jarla, a Ragnar radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Widać, że miłuje ludzi i ich szanuje. Szczególnie swoich najbliższych towarzyszy, ale też zabierze na wyprawę starca. Nie mogę się doczekać kolejnego wypadu do Anglii czyli następnego odcinka. Mam tylko nadzieje, że kapłan zostanie w domu
- kapitalnie wypadł pogrzeb jarla. Znowu został pokazany szacunek do wielkiego przywódcy i każda scena z pogrzebu była niesamowita. Anioł śmierci, niewolnica oddająca swoje życie dla swego pana, festyn z cieszącymi się ludźmi oraz podpalenie łodzi. Wszystko zostało pokazane szczegółowo, bez pośpiechu. I to kocham w tym serialu!
- nie podobały mi się dwie rzeczy - Rollo żeniący się z Siggy i pragnący zostać nowym jarlem. Albo jarlem nowej mieściny. W każdym bądź razie szykuje się rozłam, ale pewnie nie za szybko. I skoro o Siggy - cudownie załatwiła tego szweda. Szkoda tylko, że nie córeczka go wybebeszyła.
- nie podoba mi się też to, że Laghreta jest w ciąży. Nie żeby było w tym coś złego z fabularnego punktu widzenia, ale szkoda że nie weźmie udziału w kolejnej wyprawie. Gorzej też jak zginie w trakcie porodu, a tego nie chciałbym
- świetnie też prezentuje się sytuacja w Anglii. Ella mści się na swoim sojuszniku wrzucając go do dołu z wężami oraz przygotowuje się do walki z wikingami. Teraz starcie nie będzie już takie jednostronne. I dobrze! Może nawet jakaś większa bitwa się trafi
- i na koniec o jednej z najlepszych scen tego serialu - opowieść o Ragnaroku. Kapitalnie pokazane! Tylko jasnowidz odważył się opowiedzieć o końcu świata, ostatecznej walce bogów. Opary dymu, niepokojące obrazy z Skandynawii i słowa opowieści. Cudowne!

OCENA 5/6

Obejrzanych odcinków - 10
Najlepszy odcinki - Spartacus 3x10
Najgorszy odcinek - Dark Shadows Ep 2

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #27 [01.04.2013 - 07.04.2013]

Pożegnania i powroty z premierami. Do widzenia mówi The Walking Dead. Oceny odcinka są skrajne, mi się podobało, piany z ust nie toczyłem po seansie. Jednak mogło być lepiej. Tyczy się to tez Arrow i Community. Zaledwie dobre odcinki. W tym pierwszym przypadku to cieszy w drugim niestety już przyzwyczaiło. Brakuje blasku sezonów dwa i trzy. Nie tylko z TWD się żegnałem. Postanowiłem zrezygnować z Bates Motel. Jestem wyjątkiem i nie wyczuwam klimatu o którym wszyscy rozpowiadają. Szkoda bo początek był obiecujący. Klimatu za to niepozbawione jest Game of Thrones i Hannibal. Długo oczekiwane premiery w pełni zaspokajają wygórowane oczekiwania. Chyba nikogo nie powinno dziwić, że GoT już dostało zamówienie na kolejny sezon. Gorzej w przypadku Hannibala bo z tą oglądalnością pewnie skończy się na pierwszym. Już od pierwszych zapowiedzi na to się zanosiło i żałowałem że to nie serial kablówkowy. W pełni usatysfakcjonowany jestem po serialach historyczny. Spartacus dalej krwawy, ale to cisza przed krwawym sztormem epickiego finału. Vikings dalej poraża klimatem. Chyba parę razy zdarzyło mi się o tym pisać. Oglądać to, a nie słabiutki rebootoprequel Psychozy. W końcu odpaliłem pierwszy odcinek Dark Shadows. Tego oryginalnego z 1966 roku. Leżał na dysku od premiery remakeu Burtona i trochę żałuje, że nie sprawdziłem tego wcześniej. Klimacik jest, a stare seriale ogląda się z zwiększoną fascynacją. Pewnie mnie znuży niedługo, ale daje szansę. Ponad 1200 odcinków to wcale nie tak dużo. 

Zmieniłem trochę oceniaczke. Nie byłem do końca zadowolony z poprzedniej formy i myślę, że ta szkolno studencka będzie lepsza. Od oceny niedostatecznej do wzorowej przy czym tych dwóch skrajnych będę używał wyjątkowo rzadko. Do tego będą połówki, a nie +,- i = i zaokrąglanie do dołu. Za dużo było dobrych ocen bo miałem wyrzuty sumienia jak czemuś dawałem poniżej 3. Teraz jeśli coś będzie przeciętne to dostanie niską ocenę. Zero litości. Chyba, że to jeden z moich ulubionych seriali.


DALSZA CZĘŚĆ WPISU ZAWIERA SZCZEGÓŁY ODCINKÓW 


Arrow S01E19 Unfinished Business
- ale huśtawkę serwuje nam Arrow. Znowu po fatalnym odcinku nastał dobry. Żaden wątek nie irytował, a główną sprawę i to co dzieje się na wyspie oglądało się z zainteresowaniem. Z minusów wymienię tylko kłótnie Tommyego z Ollim. Jakoś nie dało się odczuć, że Oliver stracił w tym odcinku zaufanie do Merlyna. Brakowało jednej sceny w której by go podejrzewał
- powrót Hrabiego wypadł dobrze. Gdy już myślałem, że kreują go na Jokera Starling City okazało się, że to nie on pociąga za sznurki. Jest szalony, ale nie zdolny do czegoś złego. Został wykorzystany, potraktowano go jak narzędzie do osiągnięcia celu, a złym okazał się doktorek. Szkoda tylko, że nie pokazano bardziej klimatycznie zakładu dla obłąkanych. Przecież w takich miejscówkach leży ogromny potencjał!
- rodzina drama u Lenców nie irytował. Ogromny plus, tatuś zachowywał się w miarę normalnie, Lauriel nie marudziła, a Tommy poprosił ojca o pomoc. Oby więcej tak się racjonalnie zachowywali
- gdzieś tam w tle ruszył wątek Deadshota. Delikatna kłótnia Diggla z Arrowem jest nawet nie warta wspomnienia bo ja się jaram czymś zupełnie innym - ARGUS! Diggle ma znajomą, która tam działa i jeśli chociaż w części będzie tak jak w komiksach zapowiada się świetny wątek. Na razie nie wiemy o żadnych ludziach z mocami, ale nieznaczy to że ich nie ma. Chyba, że Advanced Research Group Uniting Super-Humans inaczej się nazywa w serialu, ale zajmuje się np. psychopatami i bojownikami. Nie zdziwiłbym się gdyby przez kilka odcinków Oliver by z nimi współpracował
- na wyspie też się działo. Shado jest świetna. Może i aktorka niedomaga, ale kupuje jej historię. Uczy Olliego władać łukiem, a do tego sama świetnie walczy. Chciałbym więcej jej starć z Deathstrokem. I jak najszybciej chcę zobaczyć tą dwójkę w Starling City. Może w cliffhangerze?

OCENA 4/6

Bates Motel S01E02 Nice Town You Picked, Norma
- dam temu serialowi jeszcze jedną szansę i jak mi się nie spodoba to odkładam go na bliżej nie określoną przyszłość. Czemuż to? Bo ten odcinek był słabiutki. Pozbawiony klimatu, aury tajemniczości, napięcia i wcale nie wciągał. Śledztwo przeciw Normie jest bezsensowne bo przecież nie mogą jej złapać, narażanie życia Normana równie idiotyczne. W ogóle sam pomysł tego pamiętniczka, zdolnej dziewczyna która go odszyfrowała oraz plantacji marihuany w środku lasu jest okropny...
- wątek brata Normana też mnie jakoś razi i irytuje. Wiadomo że dobrze nie skończy i pewnie będzie tylko odwlekane nieuniknione. Pytania kto go zabiję - Norma czy Norman
- słabo też wypadł ten wypadek z początku. Spalony człowiek był creepy, ale wątku nie pociągnięto dalej tylko zostawiono go na później
- z fajnych rzeczy to ukłon w stronę Psychozy z wypychaniem zwierząt. Niestety więcej ich nie zauważyłem. Szkoda, że jak Norma jechała samochodem to nie pokazali kamery od przodu, tylko zboku, aż się o to prosiło.
- dalej dziwacznie wypadają sceny matki z synem. Ona nadopiekuńcza, wypytuje Emmę, widać że jest też zazdrosna, potem jeszcze jak zupełnie bez skrępowania przebiera się przy synu. Norma nie gorszy jak wpadł w szał gdy usłyszał że Dylan nazywa matkę kurwa. Widać jaki nieobliczalny jest
- podobało mi się też jak zastępca mówi o mieszkańcach, jak to zarabiają kupę kasy na nielegalnym biznesie. Wiadomo im mniejsze miasteczko tym więcej tajemnic. Czekam by zobaczyć jakie dziwadła je zamieszkują. Oczywiście jeśli będzie mi się chciało dalej oglądać po 1x3 bo na razie nie jestem przekonany do serialu. Za bardzo się ciągnie, a tego nie zniosę

OCENA 3/6

 Bates Motel S01E03 What's Wrong With Norman
- ludzie na forach zachwycają się klimatem serialu, ale ja go przestałem dostrzegać. Jeszcze pierwszy epizod był dobry bo skupiał się na relacjach Norma/Norman i zaskakiwał brutalnością tak teraz jest nudno i śmiesznie. Żaden wątek do mnie nie trafia, a część jest zupełnie nietrafionych
- już po pierwszej scenie wiedziałem, że będzie źle. Może to wynika z uprzedzenia i potem tylko szukałem rażących mnie elementów, ale nic na to poradzę. Dylan strzelający miny przed lustrem, pokazujący jaki to badass i zastanawiający się jak najlepiej trzymać broń. Takie rzeczy to do seriali młodzieżowych lub sitcomów
- dalej nie kupuje wątku z marihuaną w lesie. Za nic mi nie pasuje do serialu o Normanie Batesie, a tym bardziej takiego który ma być niepokojący. Dla mnie to śmieszne. Tak samo jak rodziny trzymające władzę, że wszyscy o tym wiedzą itd. Serial o wiele lepiej by bez tego wyglądał. Tak jak bez innych głupich pomysłów. Najlepiej jakby się skupiał na dwóch postaciach, a nie próbował opowiedzieć całą historię miasteczka. Dla mnie to demitologizacja Normana. Siła Psychozy była w tym, że dzieje się normalnej i spokojnej okolicy, a tylko jedna postać była szalona. Tu jest tego nadmiar. I nie chodzi o to, że w porównaniu Bates Motel wypada słabo. On jako samodzielny twór też sobie średnio radzi
- nie kupuje też wątków romansowych bo miłosnymi ich raczej nie można nazwać. Bradley i Norman to standardowe klisza dla nastolatków. Nowy intrygujący chłopak w szkole i jedna z piekności. Z pozoru tak różni, ale zbliżają się do siebie. On wciąż czuje się niepewny, a ona wykonuje kolejne kroki. Na przeszkodzie stoi tylko jej chłopak i outsiderka, która też coś poczuła do nowego. Bo w sumie tak dobrze go znają, że nie pozostaje nic innego tylko zakochać się. Może i Emma wydawała się fajna z początku, ale teraz tylko męczy, a relację Normana z dziewczynami są męczące
- fatalnie wypada też wątek miłosny Normy. Zastępca szeryfa od razu musiał coś do niej poczuć, tak bardzo że chowa dowody (jak mu się udało zabezpieczyć pasek jak roiło się tam od glin to nie wiadomo). Ja rozumiem, że jest zdemoralizowany, ale bez przesady. Brak mi ciągu przyczynowo skutkowego i motywacji. Może i ma ukryte cele, ale jeśli tak to kuleje konstrukcja fabularna. 
- fatalna też była końcówka z Dylanem. Bo ktoś mu uświadomił, że jest strasznie oddalony od rodziny więc chciał naprawić swój błąd i zbliżyć się do Normana. Tutaj ta przyczyna i skutek aż za bardzo rzuca się w oczy, aż razi. 
- nie podoba mi się choroba psychiczna Normana i ta nagła zmiana. Nagle wyobraża sobie zakneblowaną nauczycielkę i ląduje w szpitalu. Wyrzuty sumienia? Takie nagłe? Wrodzona choroba? Nawet mnie to nie intryguję. Może jakbym nie oglądał Psycho to inaczej bym to odebrał, ale tak to mnie to razi i nie pasuje jako geneza seryjnego mordercy. 
- nie wszystko jednak było złe. Muzyka dalej buduje nastrój, a relację Norman/Norma to najlepszy elementy. Szkoda tylko, że nie oparta całego serialu na tym pomyślę tylko zamiast tego buduje się wielką tajemnicę w okół miasteczka. Wolałbym coś kameralnego
- trochę poplułem jadem, więcej niż zamierzałem. Powodem jest to, że oczekiwałem czegoś innego, a dostałem kolejne tajemnicze miasteczko jakich wiele. Serial do odstrzału. Może w wakacje dokończę. Może. 

OCENA 2/6


Community S04E07 Economics of Marine Biology
- bardzo dobre! I jaki morał (każdą osobę trzeba traktować z godnością), który nie jest przesadnie moralizatorski i pasuje do każdej z linii fabularnych. No może prócz tej Abeda, ale ta była i tak świetna. Jakby na uboczu utworzył bractwo Delta Cube i chronił je przed Dziekanem. Szkoda tylko, że tak mało go ostatnio.
- imprezka w Greendale przednio. Dziekan rozbrajający z tym "relase the whores!" i biedny Magnitude szukający nowego powiedzonka. Annie też była dobra jak robiła wszystko by złowić wieloryba.
- Pierce i Jeff - mało śmieszne ale pasujące do odcinka.
- Shirley i Troy na zajęciach z WWFu! Co za doskonały pomysł. I biedny Troy został ostatni wybrany. Dobre też było jak uczyli kevina i ta duma w ich oczach.
- piękna końcówka z reklamą Let'sów i Troy twierdzący że boli go głowa i niech Britta idzie sobie do domu! 

OCENA 4/6

Community S04E08 Herstory of Dance
- czyżby Abed znalazł sobie dziewczynę? Poproszę! Może i potem zrobi się sztucznie, ale chciałbym jeszcze zobaczyć Rachel. Cudowne było jak mu pomagała na podwójnej randce oraz jak prosiła żeby nie spoilerować Biblii. 
- szkoda tylko, że te inne dziewczyny były słabiutkie. Jedna kompletnie świrnięta przez co wcale nie zabawna, a druga za słabo nakreślona. Jednak tekst o Mrocznym Widmie świetny
- nie podobało mi się, że nowe komputery były w Greendale... niby drobiazg, ale w poprzednik odcinku był staroć. No i Pierce mało śmieszny z ty mailem.
- fajne były gry słowne. Trochę ich za dużo przez co były zbyt powszechne, ale brittowanie dalej śmieszy
- kapitalny początek jak jest rozmowa o Inspektorze Spacetime jak Pierce spoileruje końcówkę jak to wszystko okazało się snem. Cudowna reakcja Abeda.
- następny odcinek z kukiełkami. Kolejny eksperyment. W Angel odcinek tego typu wyszedł przepysznie zobaczymy jak tutaj

OCENA 4/6

Dark Shadows - Beginnings Episode 1/209
- zabawę w archeologa czas zacząć! Padło na Dark Shadows, Star Trek TOS trochę jeszcze będzie musiał poczekać. Przynajmniej póki się nie znudzę tym, a o to może nie być ciężko. W końcu to 1200 odcinków serialu sprzed niemal 50 lat, a raczej opery mydlanej w klimatach fantasy. Może nie będzie tak źle. Pierwszy odcinek mi się podobał. Klimat jest, a to najważniejsze! Przez całe 20 minut niepokojąca mroczna muzyka, która zwiastuje jakąś tragedię i buduje nastrój. Szkoda tylko, że do niczego takiego nie dochodzi, ale wczuwka jest. Klimat do tego potęguje czarno biały obraz i zniszczona taśma. Przestraszyć się na razie nie ma czego, ale jak nagle pojawiło się kołatanie do drzwi to lekko drgnąłem na krześle
- fabuła jest, obowiązkowo wszyscy mają tajemnice. Mała mieścina na skraju cywilizacji z tajemniczą rodziną, tajemniczy mężczyzna ich szpiegujący oraz tajemnicza kobieta, która przyjechała do nich do pracy i nie wiadomo czemu dostała tą ofertę. Pewnie wiążę się to jakoś z jej przeszłością. Trzeba też przyznać, że bardzo ładna aktorka ją gra
- trochę się zawiodłem, że nie ma na razie żadnych zjawisk paranormalnych, a z ogólnikowych wiadomości wiem że to ma być serial o wampirach. Wikipedia natomiast mówi, że kultowa postać pojawi się około 200 odcinka. Będzie trzeba jakoś przemęczyć ten początek. Może w jakieś 3 lata się wyrobię.
- i na koniec jeden świetny cytat "Welcome to the beginning and the end of the world". Jak od jakiegoś czasu wkurza mnie używanie zwrotów typu its only beginning czy beginning of the end tak ten tutaj fenomenalnie pasował do sytuacji i opisywanego miejsca. Oby więcej takich perełek!

OCENA 3.5/6

 Game of Thrones S03E01 Valar Dohaeris
i co ja biedny mam teraz napisać? Że to był świetny odcinek? Przecież to wiadomo. Gra o Tron ma coś w sobie co czaruje widza, wciąga go w ten epicki świat i przez niemal godzinę trzyma w nim nie pozwalając myśleć o niczym innym. Tym bardziej jak od premiery ostatniego odcina minęło ponad dziewięć miesięcy.
- mimo wszystko można się czepiać na siłę. Chodzi o ilość postaci. tvrage.com podaje, że w głównej obsadzie jest już niemal 30 osób (a to jeszcze nie koniec, pojawią się młodzi Reedowie i całkiem możliwe że w tym sezonie usłyszymy więcej o Słonecznej Włóczni). Niestety wszyscy nie pojawili się w odcinku. Zabrakło przede wszystkim Aryi i Jamiego. czyli dwójki moich ulubieńców. Zamiast tego dużo miejsca miał Karzeł i Zrodzona z Burzy. Szkoda... ale może od początku
- zimne krajobrazy Islandii dalej urzekają. Widoki są przepiękne, a Sam to jak zawsze pierdoła. Śmieszy mnie tylko ta podróż Nocnej Straży. W sumie to tylko przeszli się na Pięść pierwszych ludzi tylko po to żeby z niej wrócić i ostrzec o Innych. Szkoda też, że nie pokazano walki z nimi, ale to już tradycja dla tego serialu
- Jon trafił do obozowiska Mance i pokazali gigantów! Nie spodziewałem się tego widoku. Rozmowa z Królem za Murem taka sobie, jak w książce więc nie zachwyciła mnie zbytnio. Uwielbiam w tym serialu wszystkie nieścisłości i liczę że będzie ich najwięcej. Szczególnie tych związanych z Targerynami. A Ciaran Hinds idealnie pasuje do roli przywódcy Dzikich. No ale jak nie może pasować skoro poradził sobie z rolą Juliusza Cezara. To teraz czekać jak będzie dalej kusił Jona na pokuszenie. Chociaż tym zajmie się głównie ognistowłosa Ygrette.
- Bronn dalej w formie, to wciąż ten sam najemnik mimo serostwa którego się dorobił. Świetna scena jak negocjuje podwyżkę. Chociaż lepiej dla niego by było jakby się trzymał z dala od Karła
- właśnie Tyrion! Obok Dany dostał najwięcej scen i były świetne, ale to już głównie zasługa uroku Petera. Rozmowa z siostrą była tylko wstępem do dania głównego - kłótni z ojcem. Zero zasług, zero wdzięczności tylko pogarda. Brutalne słowa do syna (jak zwykle kapitalny Charles Dance!) wiele nie zmienią w ich stosunków. Przynajmniej chwilowo. Plus jest taki, że Tyrion powinien odzyskać jakieś wpływy i dalej zacząć kombinować. Ja liczę, że w następnym odcinku spotka się z Varysem.
- Davos nie zginął nad Czarnym Nurtem. Co za zaskoczenie. Jednak zginąć może w lochach na Smoczej Skale. Bardzo mi się podobało jego słowne starcie z Melisandre, ale następnym razem liczę na więcej dynamizmu i lepsze dialogi. I czy muszę pisać, że uwielbiam to jak wygląda siedziba Stannisa? 
- uwaga na marginesie - strasznie mało seksu i nagości w tym odcinku. HBO co jest z wami? Nawet Rose chodzi całkowicie ubrana
- Robb dostał tylko jedną scenę, to chyba pokazuje jak mało istotna jest ta postać. Dalej król, kontynuuje swoje pasmo zwycięstw, zdobył nawet Harenhal. Tylko, że bez walki (i łasicowej zupy...). O wiele ciekawsza była rozmowa Boltona z Karstarem. Chcę zobaczyć ich więcej. Jak najszybciej. I jak najmniej Talisy bo wciąż jej nie toleruje. Tak samo jak książkowej Jane Esterling bo ta wielka miłość Robba to mało przekonujący wątek. Podoba mi się za to pomysł na serialowego Qyburna.
- Peter obiecał że uratuje Sanse. Już?! I to on? To zaskoczenie. Wygląda na to, że obejdzie się bez Santosa czyli nudny wątek mniej. I dobrze bo serialowa Sasa to o wiele ciekawsza postać. Nie osiągnęła jeszcze swojego pełnego potencjału, ale do tego jeszcze dojdziemy. Gra w statki i jej puenta o tym doskonale ją ilustrują. Chcę żyć marzeniami chociaż wie że świat jest o wiele brutalniejszym miejscem. Jestem tez ciekaw jej przyszłych relacji z Sheą(która miała świetną scenę z Rose!).
- Dayeners pojawiła się dość późno, ale dostała aż trzy scena. Pierwsza z smokami. Co za cudowne CGI! I jakże dynamiczne został okazany Dracarys. Coś pięknego, szkoda tylko że cała trójka nie wybrała się na polowanie. Rozmowa z właścicielem niewolników po starovalyryjsku równie świetna. Zastanawia mnie tylko czy Dany nie rozumie tej rozmowy i w całości zdaje się na tłumaczenie Missandi. Nieskalani wyglądają inaczej niż w książce, ale historia ta sama. Nie przeszkadza mi to. Nie przeszkadza mi też, że Barristan od razu wyjawił kim jest, a nie użył swojego pseudonimu. Liczę, że to jego spryt pozwoli uzyskać armię dla Dany. Nie pamiętam tylko czemu czarnoksiężnicy chcą ją zabić w Astroporze. Zemsta za Quarth? Czy może nowi wrogowie? Właśnie, Astropor! Złota harpia wygląda cudownie, chcą ją z bliska zobaczyć.
- Margery dostała dużo czasu antenowego. Niby zachowuje się beztrosko, ale główka pracuję i już kombinuję. Chcę zyskać sobie przychylność ludu i być opozycją dla brutalnych rządów Joffreya. Ogromnie jestem ciekaw jak w serialu zostanie poprowadzony jej wątek jako że w książce nie miała własnych rozdziałów. I w ogóle nie przeszkadza to, że gra ją Natalie Dormer. Piękna jest i tyle.
- cudownie wypadła też kolacja gdzie Tyrellowie byli tylko dodatkiem. Gra się toczyła między matką, a synem. Konflikt miedzy nimi jest już ogromny. On wypomina jej wiek, a ona jemu tchórzostwo. Namiestnik będzie musiał utemperować tą dwójkę.   
- jak widać działo się nie mało. Sporo odstępstw od książki i nowych scen. I dobrze! Liczę, że w przyszłym epizodzie kilka scen dostanie Jamie z Brianne. No i Arya. Jej nigdy za wiele. I nie wierzcie Nathanowi Fillionowi, robi sobie głupie prima aprilisowe żarty twierdząc, że zginęła.

OCENA 5/6

 Hannibal S01E01 Apertif
- od czasu do czasu pojawia się taki serial na który okropnie czekam, przed premierą wypatruje strzępków nowych informacji i jaram się każdym szczegółem. Tak było z Hannibalem i paradoksalnie znana marka i kultowy psychopata kina były zaledwie mało istotnym szczegółem. Najbardziej interesowała mnie stylistyka którą zaprezentuje Bryan Fuller i jak wypadnie Mads Mikkelsen. I muszę przyznać, że jestem zadowolony
- po pierwsze jest krwawo. I to pięknie krwawo. Posoka leje się aż miło i pokrywa powierzchnię płaskie (poziome i pionowe). Trupy są pokazane artystycznie i przerażająco (światło w scenie z naśladowcą!), a zwiastuny pokazują że będzie jeszcze lepiej. Mamy też zabawy z filtrami, cofanie czasu, specyficzne pokazanie psychoanalizy i wpływ morderstw na podświadomość. Specyficznie wypadają też wszystkie potrawy sporządzane przez doktora Lectera. Pięknie pokazana faza jedzenia. Fuller nie byłby sobą gdy nie przykuł dużej wagi do strojów, to się tyczy szczególnie Hannibala np. krzykliwa niebieska marynarka podczas sesji z pacjentem, a w terenie już skóra. To serial dość realistyczny więc tutaj będzie bez szaleństw i krzykliwych kolorów jak w Pushing Daisies, ale liczę że ten specyficzny styl zostanie zachowany
- podoba mi się rola Madsa Mikkelsena. Oczekiwałem czegoś lepszego, bardziej fascynującego i wyrachowanego, kontrolującego sytuację i pociągającego za sznurki. Niby to robi, ale nie czuć mocy, brak mu hipnotyzującej siły. Na razie. Chyba Hannibal musi zasłużyć by zostać kimś sławnym. I nie porównuje Mikkelsena do Hopkinsa, to się mija z celem. Na razie twierdze, że jeszcze nie został wykorzystany jego pełny potencjał, ale do tego dojdziemy. Już niektóre rozmowy są fascynujące, widać grację w jego postępowanie i ten specyficzny akcent intryguje. Czekam na więcej. Tylko bardziej finezyjnie
- wątek odcinka zadowalający. To będzie procedural z silnie nakreślonymi głównymi postaciami i dało się to odczuć. Sprawa dość ciekawa, jak zwykle w wypadku seryjnych morderców. Oby tylko nie zabrakło pomysłów na coś lepszego. Postacie zostały dobrze zarysowane, tak jak relację między nimi. Graham do mnie przemawia - empata wcielający się w seryjnych morderców - ogromny potencjał. Trochę gorzej z jego szefem i resztą otoczenia - nudni są. Ja czekam na pojawienie się Gillian Anderson, powinna wprowadzić trochę więcej dynamiki między postaciami
- ostatecznie jestem bardzo zadowolony. Jeśli serial nie straci tego specyficznego uroku będę wypatrywał kolejnych odcinków co tydzień. Szkoda tylko, że najpewniej na jednym sezonie się skończy...

OCENA 5/6

Spartacus: War of the Damned S03E09 The Dead and the Dying
- trochę się rozczarowałem. Oczekiwałem czegoś dużo mocniejszego przed finałem, a odcinek był stosunkowo spokojny. Było kilka bitek, fabuła poszła do przodu, ale dla mnie to cisza przed burzą. Przed epickim finałem, który sprawi że zostanie on zapamiętany na długu, a przynajmniej taką mam nadzieje.
- Neavia żyję. Agron żyję! W sumie bitwa nie skończyła się tak źle. Ona nie denerwowała, a Agron został tylko na chwilę ukrzyżowany - kolejny plus. Mocna scena z przybijaniem do krzyża. Ciekawe czy w następnym odcinku będzie tego więcej czy jednak to było jedyne nawiązanie. Liczę na to pierwsze, a Rzymianie mają widocznie na to ochotę.
- Tyberiusz nie żyję! Jak mnie to ogromnie cieszy. Szkoda, że ukatrupiła go Kore w taki mało widowiskowy sposób, chociaż może to i dobrze, śmierć nie warta zapamiętania, tak jak jego postać. Szkoda mi tylko Kore bo teraz nic dobrego jej nie czeka. Krassusa nie zabije, prędzej siebie
- mało Saksy! Jak oni mogą tak marginalizować tą postać? Nawet nie załapała się w kadr jak wyszli gladiatorowie, tylko ramię i nogę było widać. Chcę usłyszeć w finale jak mówi tym swoim brudnym językiem i przy tym zabija swoimi króciutkimi sztyletami.
- mało seksu. I bez to co było bez polotu. Nie do tego przyzwyczaił nas serial. Już lepiej jakby darowali sobie tą scenę z Cezarem i dziwką
- Pompejusz się pojawił! Ciekawe kto go zagra. Chciałbym w tej roli zobaczyć Kevina Sorbo choćby na kilka sekund. To by było piękne cameo. Zadziwiło mnie też, że reżyserem tego odcinka (i kilku poprzednich) jest Jolaos z Herculesa.
- Cezar ładnie podszedł Tyberiusza. Wiedział co święci i go wymanewrował w zasadzkę. Oby tylko ojczulek się nie dowiedział. Szczerze mówiąc to chciałbym ten spin-off z Cezarem. Potencjał w postaci jest i co najważniejsze sam nie wiem czy go lubię czy nienawidzę
- sceny na arenie przednie. Ryki tłumu, krew i piach. Cudo. Pięknie wypadła walka Spartakusa z dwoma rzymianami. I te finishery - czysta poezja. Będzie mi tego brakowało w przyszłym roku o tej porze.
- ostatnia scena też piękna. Nie sądziłem, że pożegnanie Gala tak wypadnie. Spalenie główki i wymienianie imion zmarłych. Aż ciary przeszły po plecach

OCENA 4.5/6

The Walking Dead S03E16 Welcome to the Tombs
- solidny odcinek, świetnie się go oglądało, ale jak na finał za mało. Oczekiwałem czegoś mocniejszego dlatego jestem lekko zawiedziony, ale narzekać nie będę bo póki się świetnie ogląda nie ma na co. Szkoda tylko, że teraz półroczna przerwa...
- przede wszystkim zaskoczyło mnie, że będą walczyć o więzienie. Serio myślałem że przegłosowali ten pomysł i wynieśli się w cholerę albo zaatakowali Woodbury. Dlatego najazd Gubernatora wydał mi się taki śmieszny, zrobili wielki rozpierdziel który nic nie dał, ale ostatecznie oberwali nieznacznie w tunelach. Świetne i klimatyczne sceny jak się nimi przedzierali. Szkoda tylko że takie krótki i tak mało walki z szewndaczami, a tyle strzelania. Wolę bardziej te kameralne starcia
- ogromnie się cieszyłem jak Gubernator uciekł z podkulonym ogonem. Liczyłem, że nasi zrobią teraz najazd na Woodbury i zakończą sprawę, a tu niespodzianka. Guberantor wpada w szał i zabija swoich ludzi. Trochę bez sensu, że nikt do niego nie strzelał, w końcu mieli broń. Nawet Martinez i ten drugi zostali mu wierni. Jednak to w miarę normalne, ma silną osobowość i są mu kompletnie podporządkowani. Ciekawe tylko jak tera poradzą sobie sami. Woodbury raczej nie odbudują, będą musieli się szwendać, a może Rick urządzi na nich polowanie
- Glen, Daryl i Maggie przeżyli - ciesze się ogromnie. Zginęła za to Andrea i Milot. Jej walka o przeżycie była męcząca, za dużo gadania, za długo jej z tym schodziło, nie dziwne że zginęła. Jednak strzał w głowę zza zamkniętych drzwi świetnie pokazany. Płakał za nią nie będę zrobiła swoje i odeszła. Pokazano też że świat bez konfliktów to mrzonka. Teraz liczy się tylko walka o przetrwanie
- Carl znowu się zaczął dąsać i stosuje pokręconą dziecięca logikę. Gdyby był z dziesięć lat starszy sterroryzowałby resztę i zachowywał się jak drugi Gubernator. Coś mi się wydaje, że w kolejnej serii będzie się jeszcze bardziej zatracał
- cliffhangera mocnego nie było. Wiadomo, że z więzieniem jeszcze przez długi czas się nie pożegnamy, a wręcz zostanie bardziej przystosowane do mieszkania. Nowi ludzie pomogą je ufortyfikować. Pytanie tylko na czym będzie się opierała kolejna seria. Wewnętrzne konflikty z nowymi? Próba ustatkowania się? A może jakiś nowy zewnętrzny wróg? Obojętnie. Nie mogę się doczekać kolejnej serii i tyle. I by była efektowna jak pierwsza połowa tej. Mogli by też dołożyć jeszcze więcej rozmachu. AMC zgarnia niezłe kokosy dzięki The Walking Dead więc może sypną więcej grosza.

OCENA 4/6

Vikings S01E05 Raid
- co za początek odcinka! Najazd na wioskę Ragnara zakończył się powodzeniem i kompletnym zniszczeniem, ocalała tylko nasza rodzinka z kapłanem. Było kilka dramatycznych scen np. walczący Ragnar czy jego "poddanie się" ale mogło być lepiej. Szczególnie liczyłem na to, że Lagherta znowu weźmie udział w walce. Po tym jak trafili do Flokiego odcinek sporo się uspokoił, ale i tak porażał swoim klimatem.
- w wiosce jarl stracił zaufanie żony. Siggy pierw ostrzegła Rollo, a potem tego drugiego wikinga, ale tak to jest jak się wydaje córkę bez uzgodnienia tego z żoną. Ciekawe czy ten ślub będzie miał jakieś poważniejsze konsekwencję i pokażą więcej Szwedów czy już więcej córeczki nie zobaczymy
- a z Rollo śmieszna sprawa - znowu klei się do zamężnej kobiety.
- świetne w odcinku były rozmowy o bogach. Zarówno, o tym chrześciańskim jak i nordyckich. Jak kapłan powoli zaczyna się wstydzić swojego dziedzictwa i coraz bardziej interesuje się religią Ragnara. Najlepiej wypadła ta scena na końcu jak się go pytali o stworzenie świata.
 - czyżby w przyszłym odcinku już zakończyć się wątek jarla? Mam nadzieje, że nie

OCENA 4.5/6

Obejrzane odcinki - 11
Najlepszy odcinek - Game of Thrones 3x1
Najgorszy odcinek -  Bates Motel 1x3

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #26 [25.03.2013 - 31.03.2013]

To był wspaniały tydzień. Nie dość, że udało mi się obejrzeć aż 12 nowych odcinków to jeszcze większość z nich to prawdziwe perełki. Na szczególne pochwały zasługuje Spartacus i Doctor Who, które walczyły o miano najlepszego odcinka. Wygrał ten pierwszy (Mysza sugeruje chusteczki), ale tylko nieznacznie. Za nimi Vikings i Castle. W sadze Ragnara już się zakochałem i będę to pisał przy każdej okazji. Niesamowity klimat! Castle a to funduje parodię horrorów i odcinek poświęcony Ryanowi. Mimo piątego cyklu wciąż zachwyca świeżymi pomysłami. Skoro mowa o zachwytach trzeba nadmienić o Community, serial wrócił na właściwy tor i śmieszy jak dawniej. Oby jak najdłużej. Nikita za to dalej zaskakuje co już nie jest takie zaskakujące. Jak to dobrze, że do końca sezonu aż siedem odcinków. W The Walking Dead spokojny odcinek, z mocną końcówka, ale to cisza przed nawałnicą. Powtórnie zawiodłem się na Arrow, nudzę się coraz bardziej i prawdopodobnie finał sezonu będzie dla mnie ostatnim odcinkiem. Udało mi się też odpalić 2 kolejne epy Zero Hour i no cóż wielkie rozczarowanie. Akcja już tak nie pędzi, a absurdalnych pomysłów jest za mało żeby odciągnąć wzrok od fatalnej reszty. Szkoda... Trafiła mi się jedna premiera - Bates Motel i bez fajerwerków. Kilka dobrych motywów, ale nie czuć mocy. Daje jednak szanse, to kablówka tam seriale z czasem się rozkręcają.

Następny tydzień zapowiada się jeszcze lepiej. W niedzielę pojedynek zombiaków ze smokami. Ci pierwsi kończą, a drudzy zaczynają. Zima nadejdzie nie tylko na dworze, ale też przed telewizorami. Nie wiem jednak na co mocniej czekam - finał The Walking Dead czy premierę Game of Thrones. Żadne z tej dwójki nie powinno zawieść. Tak jak kolejny Vikings. Czy mówiłem już jaki ten serial jest świetny? A to tylko w niedzielę! Na tygodnie jest jeszcze Doctor Who, Castle, Community, Nikita i w końcu kolejny Spartacus. Krew się poleję. Sprawdzę też kolejny premierowy serial. Orphan Black. Ptaszki ćwierkają, że jest dobrze, będzie się trzeba samemu przekonać. Premierę będzie miał też Hannibal. Nie wiem co mnie bardziej cieszy - powrót Bryana Fullera do telewizji czy pojawienie się jednego z najlepszych popkulturowych psycholi w formie serialowej.


DALSZA CZĘŚĆ WPISU ZAWIERA SZCZEGÓŁY ODCINKÓW

 Arrow S01E18 Salvation
- wątek żywej Sarah zupełnie niepotrzebny. Zapychacz który nic nie wnosił do historii, tylko pokazał że źle się dzieje w rodzinie Lanców. Zupełnie nie wykorzystany potencjał Alex Kingston
- sprawa porywcza w miarę ciekawa, ale jego motywacja dość standardowa. Zabili mu żonę, morderca nie został skazany to on zaczął się bawić w stróża prawa. Porwanie Harpera zupełnie bez sensu, chyba jedynie na celu miało zmienić bohatera i przedstawić go Oliverowi
- no właśnie Oliver. Pojechali kolejną kliszą związaną z superbohaterami - nie mogę być z nikim bo krzywdzę tych których kocham, oddam się pracy. Ile razy można pokazywać to samo?
- dobrze, że przynajmniej na wyspie były fajne sceny. Córka Yao Feia jest świetna, jak ja chciałbym więcej oglądać jak walczy bo jest w tym świetna. I zapowiada się, że to ona będzie szkoliła Olliego i nauczy go mandaryńskiego
- Merlyn się mści, Moira żyję w strachu. Dobrze, ciekawe tylko co szykuje dla niej.
- Oliver odkrył, że Przedsięwzięcie związane jest z Glades. Coś mi się wydaje, że co to takiego wyjaśni się dopiero w finale. Mam nadzieje, że nie będą go chcieli zniszczyć albo zrobić wielkiego więzienia.

OCENA 3/5

Bates Motel S01E01 First You Dream, Then You Die
- obejrzałem, było ok i w sumie tyle. Jakoś specjalnie się nie emocjonowałem pilotem, nie siedziałem jak na szpilkach i nie wypatrywałem dalszego ciągu historii. Brakowało niesamowitych momentów, które by zaskakiwały, nie było widać że to pilot nowego serialu. Jednak nie mam zamiaru z tego powodu przekreślać Bates Motel. Vikings też przy pilocie nie rzuciło na kolana, ale po czterech odcinków jestem zakochany. Może i tutaj będzie podobnie.
-  oby tylko serial wyrobił sobie jakiś klimat, bo na razie go brakuje. Ani to nie przeraża i nie ekscytuje. Same miejscówki z Psychozy nie wystarczą żeby mnie wystarczająco zaintrygować. Podoba mi się, że większość serialu jest utrzymane w klimacie retro (wystrój motelu, domu, suknie Normy, nawet ubieranie się Normana), ale to zdecydowanie za mało. Do tego średnio pod względem klimatu wypadają sceny w szkole
- nie licząc Normy i Norma o innych bohaterach wiadomo mało i na razie są dość normalni. Laski ze szkoły, podejrzliwy szeryf, zastępca który już się pewnie ślini na myśl o Normie - nic ciekawego. Trochę lepiej wypada schorowana Norma bo może mieć ciekawą historię z Normanem w przyszłości, jego nauczycielka bo jest dla mnie podejrzana oraz Richard, ale tylko dlatego że gra go aktor który samym wyglądem mówi "jestem zły, będę zabijał". Małe miasteczka mają potencjał, liczę że jeszcze jakaś grupka świrów się pojawi
- najlepiej w serialu wypadają relację między główną dwójką. Widać, że matka jest dominująca, syn w nią zapatrzony i ogólnie ich rodzinka jest dość chora. Zaborcza matka, która wie najlepiej, gesty wobec syna i wykorzystywanie go oraz okłamywanie. Doskonale wypadły sceny gdy się kłócą albo razem zacierają miejsce zbrodni. Ogromnie jestem jak to się będzie dalej rozwiać, jaki matka (jak ja uwielbiam jak Norman za każdym razem zwraca się do niej mother z ogromnym szacunkiem) wywrze na niego wpływ i do czego to doprowadzi. Trzeba też pochwalić Vere Varmige -  za uśmieszki, pewność siebie oraz scenę gwałtu. Pokazała sporo kunsztu, ale też młody Norman jej wiele nie odstępuję. Zapowiada się to nie jedną z lepszych serialowych par. Oczywiście jeśli historia dopiszę
- scena z policjantami sprawdzającymi motel i trupem w wannie zupełnie niepotrzebna. Zero napięcia bo przecież było wiadome że nie natkną się na ciało. Tylko czekałem się aż się skończy
- końcówka intrygująca. Norman znalazł jakiś tajny notesik w pokoju motelowym gdzie są rysunki z dziewczyną nad którą się ktoś znęca, a w ostatniej scenie widzimy prawdopodobnie tą samą osobę zakutą w kajdany - kto to? Co jej robią? Dlaczego? Intrygująca. Mam nadzieje, że dalsze odcinki zmuszą nas do główkowania i będzie więcej takich zagadek. No i ciekawe jakie tajemnice skrywa Bates Motel i rezydencja.

OCENA 4-/5

Castle S05E17 Scared To Death 
- co za świetny odcinek! Niby wróciliśmy do sprawdzonej formuły po dwuodcinkowcy, ale zupełnie to nie przeszkadza bo sprawa była przednia, a raczej cała otoczka. Horrory! Nawiedzona kaseta, seryjny morderca którego ciało zaginęło, opuszczony hotel, przerażający zakład dla obłąkanych i chatka w lesie. I to wszystko podane z humorem. Cudownie wyszło!
- do tego jeszcze Rick, który bał się że umrze oraz Rick i Espo nie chcący obejrzeć kasety. Lista rzeczy do zrobienia, Espo liczący że dostanie Ferrari oraz to jak przestraszył się w hotelu. Dawno się tak nie śmiałem na tym serialu. Trochę szkoda, że Kate na końcu nie postanowiła przestraszyć Ricka, to byłby doskonały koniec odcinka.
- gościnny występ Wesa Cravena zaskakuje i cieszy. Rozmowa telefoniczna i pytania jak pozbyć się klątwy - coś pięknego.
- sprawa jak to sprawa. Mordercą okazała się pierwsza najmniej podejrzana osoba, ale zupełnie to nie przeszkadzało bo przede wszystkim liczyła się otoczka.

OCENA 5=/5

Castle S05E18 The Wild Rover
- twórcy kolejny raz eksperymentują i znowu wychodzą obronną ręką.  Był odcinek o Esposito to teraz czas na Ryana i wyszło przednio. W przeszłości pracował jako tajniak i teraz musi wrócić do swojej przykrywki. Jako Felton spisał się świetnie, zupełnie inny chłopak. Chciałbym jeszcze raz zobaczyć tą jego stronę. No i świetne było jak ogrywał wszystkich w bilarda i ta scena gdy wzywał wsparcie.
- cudowne były też relację Rick/Kate w tym odcinku jak chciała wydusić z niego sekret. On się wstydził przyznać to go maltretowała przez cały 40 minut. I w końcu to przyznanie. Świetny motyw z tym oszustwem.
- sprawa jak sprawa, morderca został złapany, niespodziewana osoba była za to odpowiedzialna, ale nie było to zbyt naciągana. Na plus.

OCENA 4/5

Community S04E06 Advanced Documentary Filmmaking
- świetny odcinek! W starym dobrym stylu, pełny zabawnych scen i tekstów. Konwencja dokumenty w Community zawsze dobrze wychodzi i tylko czekać na kolejny tego typu odcinek
- strasznie mi się podobało, że Annie znowu bawiła się w detektywa. I Troy jako jej partner, który wszystkiemu przeczył bo przecież taka jest konwencja. I jak sobie świetnie piątkę przybijali!
- Pierce jak zwykle miał obrażać, ale tym razem wyszło śmiesznie jak sobie pomalował dłonie. I komentarz Jeffa że jednak może być gorzej
- wątek demaskowania changnezji świetny. Jeff wprowadza w życie swój plan, Kevin jest ulubieńcem wszystkich ujawnienie "prawdy" podczas przemienia i zdobycie grantu oraz pogodzenie się. Do tego co jakiś czas narracja Abeda, pokazanie kamerzysty i wywiady z bohaterami. Cudowne!
- końcówka przewidywalna. Chang jednak pamięta swoją przeszłość i ma jakiegoś szefa. Genialna scena z telefonem jak go wyrzucił do kosza jak jakiś szpieg, a potem wrócił się i zastanawiał się czemu to zrobił. I ten jego śmiech!
- cudne tez były notatki na ciele, jak z Memento. Szkoda że jeszcze nie robił zdjęć i notatek.

OCENA 4+/5 

Doctor Who S07E06 The Bells of Saint John
- świetne! Jak ja kocham ten serial i cieszę się z kolejnych odcinków to ciężko wyrazić. Sezony powinny być dłuższe, przerwy krótsze, a epizody trwać około godziny.
- początek niezwykle klimatyczne, duch w wifi, demon porywający ludzi, tajemnicza sieć która wysysa duszę i umieszcza cię w internecie. I to wszystko nagrana w stylu filmiku viralowego. Trochę przerażająca wizja. Więc pamiętajcie dzieci nigdy nie łączcie się z siecią o dziwnej nazwie.
- druga scena z mnichami też niezwykle klimatyczne. I ten Doktor w habicie! Cudowny pomysł z dzwonami świętego Jana. o kto się spodziewał, że to dzwoniąca budka? I jakże ucieszyło to, że to Clara dzwoniła do Doktora. Od kogo dostała numer telefonu? Od River? To chyba najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie. Raczej nie od Pondów, ich historia jest już zamknięta. Chyba, że to ktoś zupełnie nowy. Tylko co miało na celu skierowanie Clary do Doktora? I co znaczy to że liść jest pierwszą stroną? Idę o zakład że ma to jakiś ukryty sens. Moffat nie byłby sobą gdyby od tak sobie rzucił tym. Chyba, że droczy się z widzami, jest i taka możliwość
- O Clarze nie ma się co zbytnio rozpisywać. Jest Absolutnie słodka i idealnie pasuje do Doktora. Ich utarczki słowne, przekomarzanie się i młodzieńczy wdzięk plus niespełnione marzenia. Jak tu jej nie uwielbiać? I jeszcze ta jej głęboka tajemnica. Kim były jej wcześniejsze wersje? Czy i ta powinna umrzeć tylko Doktor ją uratował? Czy powie jej o tym? Jak ja uwielbiam gdy po obejrzeniu odcinka jakiegokolwiek serialu stawia się kilkanaście pytań dotyczących jego przyszłości!
- walka z administratorami wi-fi przyjemna. Nie był to potężny wróg, ale miał swoje niezłe momenty jak np. szefowa hackująca pracowników czy scena w kawiarni.  Końcówka mocna jak wszyscy odzyskali swoje dawne wspomnienia o wiele ciekawiej się zrobiło. No i ciekawe też czy ta sztuczna inteligencja to bałwany z Christmas Special
- jak to dobrze, że kolejny odcinek już za tydzień! 

OCENA 5/5

Nikita S03E15 Inevitability
-  jaki ja głupi znowu dałem się zaskoczyć. Myślałem, że tym razem odcinek z zwykłą misją, taki żeby napięcie trochę opadło, ale nic z tego. Znowu się dzieje i dzieje. Tym razem Sekcji groziła likwidacja, tak zupełnie z niczego. I w jakim stylu to powstrzymano! Ryan i reszta Sekcji szantażują Danfortha. Piękna scena Nikity z nim. Ciekawe tylko czy te misje na boku były z jego inicjatywy czy coś się za nimi jeszcze kryło
- Alex i Nikita dalej się kłócą, niby wyjaśniły sobie wszystko, razem nawet walczyły, ale dalej będą napięcia między nimi. Tak jak między Birkhoffem, a Sonya, Ryanaem, a Alex, Owenem, a wszystkimi. Uwielbiam ten serial za taką liczbę interesujących bohaterów i to co się między nimi wyprawia
- Alex kolejny raz mówi o tym, że Sekcja nigdy nie będzie wolna póki pracuje dla rządu, zawsze ktoś będzie chciał ich wykorzystać. Idę o zakład, że w kolejnym sezonie organizacja będzie niezależna, bez rządu nad sobą.

OCENA 4/5

Spartacus: War of the Damned S03E08 Separathe Paths
- początek i koniec odcinka FENOMENALNE! Środek bardzo dobry, ale w porównaniu do pierwszych i ostatnich scen wypada słabiutko, ze względu na swój kameralny charakter. Sceny walki w tym epizodzie były cudowne. Jedne z najlepszych w serialu. Zachwycające panoramiczne ujęcia, tradycyjne już ultrabrutalne ciosy i dekapitacja wrogów. Do tego jeszcze szybki montaż z przygodami Nieustraszonego Gala. Mnóstwo adrenaliny i niesamowitych emocji. I to wszystko zostało zwieńczone godnym końcem Crixusa w piekle epickiej bitwy. Kapitalne ujęcie ucinanej głowy pokazane w oczach Neavie. Jedna z najlepszych śmierci w tym serialu. Agron też nie dotrwał do następnego odcinka, a wielka szkoda. Neavia tylko przeżyła, przynajmniej chwilowo. Smutno się robi gdy giną ulubione postacie, ale przecież taki musiał być ich koniec.
- strasznie mi się podobały sceny rozłąki. I czemu, no czemu Crixus i Spartakus zachowywali się jak bracia w swoich ostatnich chwilach? Czemu nie częściej? Nawiązania do pierwszego sezonu radują duszę, szczególnie to ostanie przemówienie Crixusa zagrzewające do walki. Moc!
- Spartakus wie o Kore, ale niestety nic z tego nie wynikło, miałem nadzieje że pomoże ona jakoś w walce z Krassusem. W obozie toczą się dwa fajne obyzajowe wątki. Gannicus i Sybil/Saksa oraz Spartakus/Laeta. Ci drudzy musieli się ze sobą przespać i to zrobili. Gannicusowi nie wybaczę tego, że dał sobie spokój z Saksą, ale póki ona żyję i jej to nie przeszkadza ja też nie będę narzekał zbytnio. Jak ja bym chciał żeby ktoś z moich ulubionych bohaterów przetrwał następna dwa odcinki
- zupełnie zaszokowało mnie to co stało się z Cezarem. Za ten gwałt Tyberiusz zasługuje na śmierć i to jak najszybszą. Miałem nadzieje, że dojdzie do tego w tym odcinku, że Cezar korzystając z zamieszania podczas bitwy wykończy go, ale niestety nie doszło do tego. 
- za tydzień przerwa. Przerwa po takim cliffhangerze! Jak Starz może być aż tak bezczelne?!

OCENA 5/5

The Walking Dead S03E15 This Sorrowful Life
- odcinek niby schematem zbliżony do poprzedniego - ktoś goni i ktoś ucieka, ale lepszy bo o naszych postaciach. Szkoda tylko, że nie zobaczyliśmy co w Woodbury bo strasznie jestem ciekaw co z Andreą.
- Rick jednak chciał sprzedać Michonne. Dobrze, że chociaż zmądrzał. Za późno, ale naprawił swój błąd. Strasznie mi się podobał jego monolog o tym że nie chcę być jak Gubernator i oddaje decyzję w ręce grupy. Piękne nawiązania do finału S02. Teraz pytania co postanowią. Chciałbym walkę, ale całkiem możliwa jest ucieczka
- Merle nie żyję... wielka szkoda bo wprowadzał sporo zamieszania do grupy, a to właśnie lubię w tym serialu. Jednak odszedł w całkiem przyzwoitym stylu. Zemsta na Gubernatorze nie udana, ale widowiskowa. I ta końcówka jak okazuje się, że brat musi ukatrupić zombiaka. Smutna scena, ale efekt byłby mocniejszy gdyby nie pierwszy sezon bo to była powtórka z tego co zrobiła Andrea. Ogromnie jestem ciekaw jak śmierć Merla wpłynie na Daryla. Oby się szybko otrząsnął
- bardzo mi się podobało, że Hershel czytał jakiś nowy fragment z Biblii, a nie wiecznie wałkowany 23 Psalm z ciemną doliną, który też by pasował do kontekstu
- zaręczyny Glenna z Meggie - piękne. Bez zbędnych słów, same gesty i czyny do tego świetny kadr. Tylko pochodzenie tego pierścionka niezbyt. Gdyby to był serial Whedona to któreś z tej dwójki zginęłoby w przyszłym odcinku. Trzymam kciuki, że oszczędzą nam tego.

OCENA 4/5

Vikings S01E04 Trial
- ten serial jest cholernie dobry! Jedna z ostatnich nowości tego sezonu i na pewno będzie w moim TOP3. Może i pierwszy odcinek nie powalił rozmachem i fabułą dalej pod tym względem też nie bryluje, ale siła tego serialu to klimat.
- początek odcinki w Wielkiej Brytanii był niesamowity. Pierw przygotowanie się do szturmy na miasto, wyczekiwanie na niedzielną mszę, następnie plądrowanie (cudowna scena w kościele z Flokim oraz z Rollo jak daje się starcowi napić!), śmierć Knuta i następnie powrót z łupami na statek. I ta scena batalistyczna! Największa w tym serialu i jakże ekscytująca. To nie była zwykła napierdalanka gdzie każdy wojak walczy 1 na 1 tylko prawdziwa armia. Zespołowe działanie, pomaganie sobie, widać wyuczone nawyki i lata spędzone na walce. Do tego ta praca kamery pokazująca wszystko z bliska, krew chlapiąca na wikingów i w tle niesamowita muzyka. W ogóle przez cały odcinek była niezwykle klimatyczna, nie nachalna, ale idealnie budująca nastrój, a to jakieś chórki, a to prymitywne instrumenty. Chyba nie muszę też mówić o fascynujących zdjęciach? Szczególnie zakochałem się w widoku mroźnych fiordów i opadającej mgły. Choćby nie wiem ile razy to pokazywali nigdy mi się nie znudzi.
- w międzyczasie była kameralna scena z mnichem i dziećmi. Też dobra, ale nie pasowała mi do odcinka. Podoba mi się jednak jak jest pokazane zwątpienie mnicha i to jak coraz bardziej integruje się z wikingami
- świetny był powrót do Kattegat. Ragnar przywozi dary dla jarla, wszyscy cieszą się ze zwycięstwa, a kończy się sądem. Niezwykle klimatyczna scena mimo że było wiadome jak się skończy. I jeszcze to kuszenie Rollo! Pewnie sezon skończy się rozłamem wśród braci, ale na razie ich relacje strasznie mi się podobają. Gdy wydawało się, że wszystko dobrze się skończyło kolejna świetna scena napaści na Ragnara. Trup znowu ścieli się gęsto i szykuje się zemsta. Szkoda, że zginął jeden z fajniejszych wizualnie wikingów, który chciał zemsty na Elli, ale jest jeszcze jego syn, który teraz przyłączy się do walki z jarlem
- ogólnie bardzo mi się podoba fabuła, za ten jej kameralny styl. Nie ma wielkiej polityki, setek wątków i intryg. To co się dzieje dotyczy Ragnara i jego otoczenia. I bardzo chciałbym żeby tak zostało

OCENA 5-/5

Zero Hour S01E02 Face
- to nie był dobry odcinek. Brakowało tajemnicy i szalonych pomysłów z pilota przez co nudził. Za dużo było nudnych scen z Hankem martwiącym się o żonę, a za mało spisków. Szkoda bo ten wątek wypada najsłabiej. A żonka oczywiście żyję i rozpuszczenie jej było tylko tandetną zmyłką
- nowy Tomasz hinduską? Co za szalony pomysł. Tylko nie w pełni wykorzystany. Myślałem że rozmowa z nią będzie o wiele ciekawsza, a dostaliśmy taką marnotę. Vincent zdobył nowy zegarek, ale niestety nie wiadomo po co mu one.
- odwołania Biblijne w tym odcinku nędzne. Zwiastuny Apokalipsy dość naciągane, księżulek wiele nie wyjaśnił, a motyw z Aniołem Śmierci słaby. Średnio też mi się podoba wątek tego, że Hank jest czyimś sobowtórem. Nie sprawdza się to

OCENA 2+/5

Zero Hour S01E03 Pendulum
 - dalej słabo. Dialogi są na żenującym poziomie, momentami nie da się ich słuchać. Podryw na stronę o UFO i aluzja do porno? Co to miało być?! Do tego jeszcze te ckliwe scenki z przeszłości jak to Hank z Leilą się kochają i nudne zostawianie zagadek. Nie o to chodzi.
- irytuje mnie też sposób działania FBI. Nie przeszkadza ich że tropią spiskową teorię dziejów, nie mają żadnych pytań, robią to co każe im zrobić Hank. Zero zdziwienia i zwątpienia. Zupełnie bez sensu. I nawet nie wygląda to, że oni chcą złapać tego Vincenta. Fajnie natomiast, że mąż Riley był celem tego zamachu. Hmmm ciekawe o co chodzi.
- zniszczyła mnie scena gdzie księża grają przy piwku w pokera i jeden z nich pyta się czy nie wiedzą przypadkiem o tajnym stowarzyszeniu. Serio?
- wplątano w to też wątek rodziców Hanka i wielką tajemnicę którą ukrywają. Nie zdziwiłbym się gdyby okazało się, że jest adoptowany, a Vincent to jego brat
- z fajnych motywów to wplątanie w to Einsteina. Było kilka facepalmów, ale jestem ciekaw jaką jeszcze rolę odegra. No i kogo wymyślą na kolejnych apostołów. Prezydenta? Churchilla?
- pojawił się tajemniczy dzieciak i jego matka. Szefowa Vincenta. To ona jest głównym złym, ale na razie nie wygląda jakoś upiornie, a te szarańcze w akwarium były śmieszne.
- pogoń za Vincenta znowu nieudana. Nudne się to robi. Niby superterrorysta, niby agenta FBI, a strzelać nie umieją.
- na następne odcinki czekam. Poziom jest żenujący, oglądanie męczy, ale ja chcę zobaczyć co dalej i jak rozwinie się cała ta intryga choćby miała być dziurawa jak sito

OCENA 2/5

Obejrzane odcinki - 12
Najlepszy odcinek - Spartacus 3x8
Najgorszy odcinek - Zero Hour 1x3