Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Star Wars Rebels. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Star Wars Rebels. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 listopada 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #110 [03.11.2014 - 09.11.2014]

Długie weekendy to jeden z najlepszych wynalazków współczesnej cywilizacji. Zamiast standardowych dwóch dni wolnego całe cztery. Człowiek nie wie co ze sobą zrobić i nie żal mu czasu na oglądanie serialu jak w przeciętną sobotę/niedzielę. Przez to udało mi się nadrobić kilka tytułów. Dawno w tygodniowym podsumowaniu nie było aż 11 odcinków. Szkoda, że większość okazała się być przeciętniakami. Choćby Constantine. Spore oczekiwania wobec kolejnej komiksowej adaptacji DC i ostatecznie serial bez magii. Podobno trzeci odcinek najlepszy, tak jak siódmy Gotham. Czy jednak mam ochotę osobiście to sprawdzić? 

Na szczęście z tygodnia na tydzień jest coraz mniej seriali do oglądania. Tak jakby. Stacja Lifetime skasowała Witched of East End po dwóch sezonach. W internecie nie było słychać lamentu po tym serialu. Natomiast anulowanie Selfie uszczęśliwi kilka osób. Karen Gillan powinna teraz znaleźć sobie normalną pracę przy porządnym serialu sci-fi. Słyszycie ludzie z Syfy? Takiej okazji nie można przegapić. 

Fani (i fanki, wiem, że są takie) Cullena Bohannona powoli mogą żegnać się z swoim ulubionym bohaterem. Powoli bo Hell on Wheels dostało zamówienie na finałowy sezon, którego ostatnie odcinki zostaną wyemitowane w 2016 roku. Czyli AMC kontynuuje swoją durną praktykę dzielenia ostatnich sezonów na pół. Szczęśliwsi (są tu tacy?) będą widzowie Forever bo serial mimo słabiutkiej oglądalności dostał zamówienie na całą serię. Na kolejny rok powróci Peaky Blinders, które cały czas umyka z mojego radaru.

W tym tygodniu kilka stacji wypuściło notki prasowe z datami finałów jesiennych seriali i premierami kolejnych. Najciekawsze jest info dotyczące ABC i ich Marvelowych tytułów. Bo jakżeby inaczej? Tak więc jesienny finał Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. odbędzie się 9 grudnia (czyli zostały tylko trzy odcinki), miesiąc później bo 4 stycznia zadebiutuje Marvel's Agent Carter, a Culson (jeśli wciąż będzie żył) wraz z drużyną powróci 3 marca. Skąd już tylko rzut beretem do premiery Avengers 2 i Daredevila. Jeśli ktoś bardzo nie może się doczekać pierwszej powojennej misji Peggy Carter to mam dla was prawie 3 minuty z serialu.

Dzisiaj  będzie tylko o jednym zamówionym serialu. Anthem od Showtime opowie o nowej wojnie domowej w Stanach Zjednoczonych. Dramat polityczny od kablówki? Proszę bardzo. Przypomina, że Syfy pracuje nad adaptacją DMZ, komiksu od Vertigo również o współczesnej wojnie domowej tylko z innej perspektywy (dziennikarz na Manhattanie, tytułowej strefie zdemilitaryzowanej). Polecam.

Nie lubię tego typu wiadomości bo zazwyczaj rozbudzają tylko nadzieje. Jednak napiszę o tym, a co. Pushing Daisies może powrócić! Pracę nad musicalem wciąż trwają, prowadzone są również rozmowy z Netflix o "zaginionym sezonie". Bardzo chciałbym jeszcze raz zobaczyć cukiernika, Chuck i Emersona.

Tradycyjną dawkę rzeczy do obejrzenia zaczyna króciutki teaser Orphan Black. Kwiecień tak daleko, a ja tak bardzo stęskniony za Tatianą Maslany. Drugi i ostatni trailer to zapowiedź Fortitude. Brytyjczycy umieją w kryminał.

Mało do oglądania? Nie martwcie się bo na deser czołówka Too Many Cooks. Jest to intro z nieistniejącej komedii z lat '80 parodiujące tego typu otwarcie. Przeradza się jednak w coś niespodziewanego. Coś niepokojącego i szokującego. Warto wytrzymać 10 minut. Tylko potem będzie ciężko wyrzuci z głowy too many cooks. Too many cooks... too many cooks...

SPOILERY

Arrow S03E05 The Secret Origin of Felicity Smoak 
- kolejny odcinek Arrow oglądany na raty. Zapowiadało się dobrze. Dynamiczny początkowy montaż z ćwiczącymi parami podkreślający nienormalność bohaterów. W przeciwieństwie do Felicity mającej dość normalny poranek. Zabawne sceny, krótka rozmowa z Palmerem (więcej ich!) oraz "niespodziewana" wizyta mamusi. I gdzieś w tym momencie odcinek zaczął męczyć. Główna intryga z Brother Eye była słabiutka, nie czuć było zagrożenie wiszącego nad miastem. Felicity wiele nie zrobiła by powstrzymać zagrożenie. Zamiast tego skupiono się na jej osobistych problemach i relacjach z matką, które wcale nie potrafiły mnie zainteresować. Dobrze, że nie zredukowano Felicity do damy w opałach i sama się uratowała, ale finał mocno rozczarował.
- w międzyczasie było dużo, bardzo dużo koszmarnych wątków i scen. Ollie wyrzucający Thee korzystanie z pieniędzy jej ojca. Pewnie, lepiej by siostra nie miała gdzie mieszkać. Kolejnym przykładem jest pani Smoak nie umiejąca korzystać z komórki, posiadająca smartwatch i odbierająca maila. Coś mi się tutaj nie zgadza. I ten nachalny kontrast w stosunku do córki! Koronę najdurniejszych historii dalej z dumą i tą samą miną nosi Laurel. Jaką logiką przejęła władzę w mieście nie mam pojęcia. Bo pełni funkcję p.o. prokuratora generalnego? Toż to głupie. I czemu jest p.o. skoro niecały rok temu była zawieszona?! Jej zachowanie było tłumaczone emocjami po śmierci siostry tylko to nie prawda. Ona ma taki charakter i kolejny raz jest to podkreślane. Proszę niech w końcu zginie. Chciałbym by rodzinka Lanców podzieliła los Argentów z Teen Wolf.
- jak wypadł origin Felicity? Nijako. Zakochana haktywista, superwirus, chłopak idzie do więzienia, a ona farbuje włosy i zmienia sposób ubierania się. Cóż za piękny wątek! I ta niesamowita scena gdy FBI zgarnia chłopaka w środku miasta. Bo wiecie, aresztowania w mieszkaniu są przereklamowane.
- ostatnia scena wypadła bardzo fajnie. Roy śni o zabici Sary. Czy to wspomnienia? Czyżby został przez kogoś zmanipulowany? Pachnie mi to Ligą Zabójców.

OCENA 3/6

Brooklyn Nine-Nine S02E05 The Mole
- spokojny odcinek, zabrakło salw śmiechu w moim wykonaniu. Było trochę nietrafionych motywów i zabrakło ciętych dowcipów. Przez cały odcinek dobry humor mnie nie opuszczał, ale serial przyzwyczaił mnie do wyższego poziomu. Jednak była jedna scena, która mi wynagrodziła zawiedziona oczekiwania. Monolog Holta gdzie w poetycki sposób użala się nad swoim życiem w towarzystwie Scully'ego i Hitchoocka. Z jednej strony ekranu bijąca powaga z drugiej mój śmiech i cicha prośba by ta scena trwała jak najdłużej.

OCENA 4/6 

Constantine S01E01 Non Est Asylum
- kolejny komiks DC trafił do telewizora (już 2 tygodnie temu...) i jestem zawiedziony. Czekałem na Constantine, pokładałem w nim sporo nadziei i niestety srogo się zawiodłem na pilocie. Wydawał mi się strasznie chaotyczny, jakby twórcy chcieli za dużo pokazać. Przy czym paradoksalnie niósł ze sobą niewiele informacji. Dostaliśmy strzępy informacji o bohaterach przy czym tylko Constantine budzi jakieś emocję co jest zasługą świetnego Matta Ryana. Lucy Griffith niestety została wycięta z serialu. Jej niewinność pasowała do Johna i wraz z nią można by poznawać ten świat. Zamiast tego tak po prostu odeszła.
- w pilocie podobały mi się efekty specjalnie. Widać, że serial sporo kosztował. Lepiej jednak jakby kasę włożyli w porządnych scenarzystów. I proszę nie mówicie mi, że zwiększona aktywność demonów (ziew...) wiąże się z nadchodzącą apokalipsą. Bo tak to wygląda.  
- przeszkadza mi jeszcze ledwie zarysowanie problemów Johna. A tak stracił duszę, szczegół nie rozmawiajmy o tym. Przez to wszystko mi się wydawało obojętne. Tak jak walka z demonami. Może i wyglądała efektownie, ale też była obojętna.
- po rozczarowaniu serialem chyba muszę zacząć czytać komiks.

OCENA 3/6

Constantine S01E02 The Darkness Beneath
-Constantine wygląda jak serial sprzed ~10 lat. Nie pod względem efektów specjalnych czy sposobu reżyserii. To bym jeszcze przebolał. Chodzi o sposób prowadzenia historii. Drugi odcinek to zwykła proceduralna sprawa, która ma pasować do teorii, że zło rośnie w siłę. Duchy górników były fajnym pomysłem, ale na tym koniec. Śledztwo słabe, dużo przypadku, a konfrontacja z siłami nieczystymi to jakiś żart. Nie czuć też efektów zaklęć. W Supernatural gdy Winchesterowie zaczynali inkantować coś łaciną robiło to wrażenie. Tutaj jest to kolejna scena.
- niby można obaczyć niedoskonałości proceduralnej sprawy wprowadzenie do serialu Zed. Tylko, że jej wątek też nie jest specjalnie ciekawy. Mimo, że mieszkała w miasteczku była od niego oderwana. Brak chemii w relacjach z Johnem. Zadziwia mnie też ignorancja bohaterów, którzy praktycznie między sobą nie rozmawiają tylko przerzucają się zdaniami dotyczącymi wątku głównego. Rekcja Johna na rysunki ze swoją podobizną? Brak zaskoczenia. Serio? Dupa, a nie master of dark arts skoro nie intryguje go takie odkrycie. Jedyna fajna rzecz w tym wątku to użycie kultowych grafik z komiksu, które nawet taki amator jak ja je poznaje.
- w sumie aroganckie zachowanie Johna w większości przypadków mi się podoba. Tak jak dialogi. Tylko proszę, niech będzie ich mniej w przyszłości. Momentami już nie chcę się ich słuchać.

OCENA 2.5/6

Sleepy Hollow S02E07 Deliverance
- serial nareszcie zaczął robić większy użytek z Katriny i rodzinki Crane'a. Dalej nie kupuje romansu z Jeźdźcem, ale podobają mi się relację mąż/żona jakie z tego wynikają. Z jednej strony miłość Ichaboda do żony, z drugiej jego nieufność względem niej. Przez te trudne stosunki dochodzi ciągle między nimi do napięć. Na szczęście nie mieszają w to zazdrości o Abbie. I niech nawet nie próbują bo ten wątek może zniszczyć serial. Przyjaźń między tą dwójką bardzo dobrze wychodzi w tym serialu i dodanie głupich miłostek mogłoby dużo zepsuć.
- supernaturalna ciąża Katriny dobrze wyszła. Odliczający czas do narodzin demona i zagrożenie życia sprawiło, że był to intensywny odcinek. Pikanterii dodał demoniczny Henry, który ponownie potwierdził niemożliwość ocalenia jego duszy. Był w stanie poświęcić własną matkę by sprowadzić Molocha na ten świat. Co istotne jego plan się udał. Nie w 100% bo pewnie nie tego oczekiwał, ale jakaś forma jego pana trafiła na nasz świat. Dobrze, intryga się zagęszcza w połowie sezonu i coś mi się wydaje, że końcówka może przybrać apokaliptyczny rozmiar.
- nie podobała mi się jedna rzecz w odcinku. Brak Jenny. Żona jego przyjaciela potrzebuje pomocy, gra toczy się o najwyższą stawka, a ona nie jest nawet wspomniana. To nie ma prawa tak wyglądać.

OCENA 4.5/6

Star Wars Rebels S01E03 Fighter Flight
- to był zaskakująco przyjemny odcinek. Zupełnie niepotrzebnie bałem się infantylnego humoru. On jest, ale udaje mu się i mnie zabawić i nie patrze na serial z zażenowaniem. Jest przygoda i ja się z niej ciesze. podobały mi się ewoluujące relację między Ezrą, a Zebem i to jak pogłębia się między nimi przyjaźń. Brakuje mi takiego serialu w kosmosie tylko z żywymi aktorami. Na szczęście Rebels sprawdza się jako substytut. Najśmieszniejsze, że cała draka zaczęła się od wyprawy po owoce, a skończyła na kradzieży TIE fightera. Było dzięki temu dużo efektownej akcji i ładnie nakręconych scen. Oswajanie się Ezry z mocą też dobrze się ogląda, ale wolałbym gdyby pokazali sceny z jego treningu.

OCENA 4/6

Star Wars Rebels S01E04 Rise of the Old Masters
-nareszcie pojawił się trening Ezry. I nie poszedł zbytnio po myśli nauczyciela jak i ucznia. Było komicznie i fajnie się to oglądało. A potem było jeszcze lepiej. Wyprawa po Luminarę i wpadniecie w zasadzkę sprawiły, że ten odcinek okazał się najlepszym z dotychczas wyemitowanych. Ocenę dodatkowo podbiła walka na miecze świetle. Jak oni się ładnie bili! Inkwizytor jest potężny i bawił się z Kananem. Na szczęście choreografia jest równie udana co w The Clone Wars i jest na co popatrzeć.
- nie mogło też zabraknąć humoru. Jak choćby powracający żarcik o cudach i cytowanie Yody. Z coraz większe przyjemnością włączam kolejne odcinki.

OCENA 4.5/6

The 100 S02E03 Reapercussions 
-jaki uroczy tytuł odcinka! Wykorzystuje mitologię serialu, jest twórczy i nie banalny. Nic nie spoileruje, ale opowiada o czym w dużej części będzie odcinek. Można go też odnieść do wielu scen i wątków. Niby detal, a jak cieszy.
- jeszcze zanim przejdę do odcinka - początkowy montaż z previously on uświadomił mi jedną rzecz. Otóż dzieciaki nie są wcale bezpieczne w Mount Weather i nie zostali uratowani z altruistycznych pobudek. Ich krew ma prawdopodobnie takie samo działanie co Grounders. Nie zdziwiłbym się gdyby teraz ją badali, a potem dzieciaki by powoli znikały. Lub w nocy potajemnie by z nich była odpompowywana krew. Motyw jak z horroru, ale dobrze pasujący do serialu.
- bo pierwsza scena na pewno była horrorowa., niezwykle intensywna i trzymająca w napięciu. Przerażające odgłosy ludzi w klatkach, wiszące niczym zwierzęta zbiorniki na krew i przechadzająca się pani doktor. To było świetne. Bardziej pasowałoby do The Walking Dead niż serialu The CW. Szczególnie to co działo się później. Zsyp na ciało, podróż  wózkiem na zwłoki i próba utrzymania kruchego sojuszu Anyi z Clarke. By uciec musiały sobie zaufać, ale nie potrafiły tego zrobić. Musiały walczyć ramię w ramię, ale dalej pozostały wrogami. Co tylko potwierdza ostatnia scena i przypomnienie finału. Clarke zabiła 300 wojowników, tutaj nie będzie łatwych pojednań między tymi obozami. Zbyt dużo ich różni i nawet wspólny wróg nie jest wystarczającym bodźcem do chwilowego zawieszenia broni.
- w Camp Jaha było równie ciekawie. Napięcie między Abby, a Kanem nie zniknęło, tym razem podsycane jeszcze przez major Byrne. I tutaj mamy tradycyjny konflikt między cywilami i wojskowymi. Jeszcze jest on w początkowej fazie, ale rozwinie się. Wszystko na to wskazuje. Zwłaszcza jak Kane nie będzie teraz w obozie. Scena batożenie Abby była fenomenalnie pokazana. Trochę głupio, że tak postępują z lekarzem, ale z drugiej strony psychologicznie powinno to zadziałać na resztę ocalałych. Wiecie co było najlepsze w tej scenie? Wcale nie dosadny sposób w jaki pokazano ból Abby i jej hart ducha. Mnie bardziej ruszyło jak Kane musiał ze sobą walczyć by wykrzyczeć kolejny raz again. Nie chciał tego robić, ale musiał. Nie kupuje tylko przekazania władzy Abby. Jasne, członkini rady i szanowana przez społeczeństwo, ale zbyt łatwo do tego doszło. Sama scena i rozmowa między tą dwójka gdy dostaje przypinkę z oznakami władzy miała w sobie zbyt wiele patosu. Zabrakło tylko powiewającej flagi w tle. I to chyba jedyny problem jaki miałem w tym odcinku.
- pamiętacie jeszcze czasy gdy Finn był kompasem moralnym bohaterów? Mi też ciężko sobie je przypomnieć mimo, że nie minęło od nich zbyt dużo czasu. Przy czym nie ma się wrażenie, że postać zachowuje się out of character. To wydarzenia wojny, zaginięcie Clarke i kalectwo Raven tak na niego wpłynęły. Widział zbyt dużo i przekroczył granicę, o której mówił Bellamy. A nawet kolejną. Był w stanie dokonać egzekucji na skutym więźniu, nawet go to nie ruszyło. Jeszcze. Nie mogę się doczekać by zobaczyć konsekwencję tego czyny. Tylko gdzie zaprowadzi ich mapa sporządzona przez jeńca? Przecież oni wcale nie mają dzieciaków, którzy bezpiecznie podziwiają ocalałe dzieła sztuki w Mount Wheather.
- wątek Ocatavi dalej mnie zadziwia i podoba mi się bardziej niż powinien. Heroina pokazuje swój charakterek i wojowniczość, prosto dąży do celu i wydaje się, że rzeczywiście jest wojowniczką. Tylko bańka pryska podczas starcia z Reapers. Przeżyła, ale robiła głównie za statystkę, zaledwie ocalając życie liderce Grounders. Wiecie co mi się jeszcze podobało w tym wątku? Tubylcy mówiący własnym językiem. Świetnie wpływa to na immersję podczas oglądania i pokazuje poziom kreatywności serialu.
- serial w tym odcinku wyjawił współpraca Weatherman z Reapers i rzucił kolejną tajemnicę - tajemniczy projekt Cerberus. Zbyt mało danych by spekulować, ale z pewnością będzie to coś związanego z eksperymentami genetycznymi lub praniem mózgu.
- muszę jeszcze pochwalić reżyserię. Całość to porządna rzemieślnicza robota, było jednak kilka detali cieszących oko. Jak oglądanie Grounders przez lunety, świszczące strzały koło kamery, ujęcie z chłostania Abby czy efekt podczas wydostanie się Clarke na zewnątrz.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E07 Old Spice
- współczuje osobą, które dzięki internetowym zachwytom włączyły The Good Wife i trafiły na Old Spice. Zapewne spodziewały się dojrzałego dramatu prawniczego, a dostały... coś dziwnego. Tak chyba to najlepsze określenie tego odcinka. Zwłaszcza wątku Elsabeth i Josha Perottiego. Ich związek jest słodki i niepokojący zarazem. Biję od nich chemią, są od siebie tak bardzo różni, a przyciągają się z niesamowitą siłą. Ta para nie pozostawia obojętnym i albo się pokocha ich zachowanie lub na zawsze znienawidzi. Ja to kupuje z całym inwentarzem. Cóż z tego, że była jakaś sądowa sprawa, Cary znowu mógł trafić do więzienia, Alicja zmagała się ze swoją wiarą, a firma walczyła o nowe lokum skoro to właśnie Carrie Preston i Kyle MacLachlan ukradli ten odcinek. Nie umniejszając oczywiście pozostałym wątkom umiejętnie operującym na granicy komedii i dramatu.

OCENA 5/6

The Walking Dead S05E04 Slabtown
-cóż za nudny odcinek. Czekałem na historię Beth i pokazanie dużo miasta więc tym bardziej się rozczarowałem wydarzeniami. Historia zbyt oderwana od głównej linii fabularnej, a młoda panna Green nie jest w stanie udźwignąć na swych wątłych barkach własnego wątku. W duecie z Darylem doskonale się sprawdzała. Iskrzyło między nimi, a kontrast potęgował zaciekawienie jej wątkiem. Teraz została rzucono w mrowie nowych postaci przez co odcinek oglądało się z bez tego napięcia znanego z poprzednich epizodów sezonu. Dostaliśmy kolejną grupkę ocalałych z którymi coś jest nie tak. Porozrzucano dużo znaków zapytania, ale przez ogólną bierność Beth, której oczami poznawało się rezydentów szpitala nic nie potrafiło zaciekawić. Dramaty postaci były zbyt wydumane. Dobrze, że przynajmniej finałowa scena ucieczki dała radę. Sprawnie wyreżyserowana, prześwietlone i wyciszone zdjęcia po ucieczce na wolność oraz ciemność i przebłyski światła podczas kolejnych strzałów - mogło się podobać. Tylko kompletna głupota z zakończeniem tego wątku. Beth miała pistolet i nie udało się jej uciec, a jej kulawy towarzysz dał radę. I jak inni wychodzą z budynku? Nie mają alternatywnej drogi? Ogólnie dużo dziur w historii grupki ze szpitala.
- najlepszy w odcinku był cliffhanger. Carol!? Co się stało, jak się znalazłaś w szpitalu? Co się z tobą dzieje? Oby to nie ona była nadchodzącą ofiarą na mid-season. Twórcy zapowiedzieli, że kogoś zabiją, a to ona jest teraz najbardziej zagrożona. W następnym odcinku niestety wątek Abrahama więc znowu szykuje się przestój.

OCENA 3.5/6

Z Nation S01E06 Resurrection Z 
-  jak to, znowu zabili materiał na głównego bohatera? Dziwne pomysły ma na sobie ten serial. Za Garnettem na pewno nie będę tęsknił bo był to jeden z najnudniejszych bohaterów. Jestem jednak ciekaw jak serial będzie wyglądał bez niego i czy zajmie się w końcu przedstawianiem historii poszczególnych postaci czy dalej będzie ich traktował po macoszemu/ I oby jego śmierć zbytnio nie wpłynęła na luźną atmosferę serialu.
- jaki był sam odcinek? Nudnawy. Zbyt spokojny i mało emocjonującą walką na końcu. Jakby bohaterów też mniej było przez co oglądało się go z obojętnością. Kult zombiaków był dziwaczny, ale to nic nowego w tym serialu. Fajnie wypadł Murphy jako zombie Jezus. Głupie i śmieszne. Tak jak zabicie zombiaka mikserem. Nie wiem czy to było bardzie zabawne czy obrzydliwe.
- ucieszył mnie minimalny występ Citzen Z, który spinał klamrą cały odcinek. Średnio jego obecność pasuje do serialu i niech jego występu zostaną ograniczone do minimum.

OCENA 3/6

wtorek, 21 października 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #107 [13.10.2014 - 19.10.2014]

Kolejny tydzień minął, 7 dni bliżej przerw świątecznych. Kilka dni wolnego od seriali będzie potrzebne by nadrobić zaległości. Szczególnie Sonsów. Coś mam z tymi ostatnimi sezonami, że nie mogę się za nie zabrać. Firday Night Lights czeka, Dexter i True Blood ledwie napoczęci, a teraz Sons of Anarchy. W przypadku tego pierwszego to świadomy wybór tak na pozostałe nie mam specjalnie ochoty. Za stary się robię i powoli zaczynam uważać 5 serii za idealną liczbę dla serialu. Chociaż takie The Walking Dead mimo kolejnego roku na karku ogląda się z taką samą przyjemnością i nic nie wskazuje spadku formy. Ba premiera nowego sezonu była jednym z lepszych odcinków serialu. Natomiast słupki oglądalności wystrzeliły w kosmos. 17,3 mln z współczynnikiem 18-49 wynoszącym 8.7. Takie wyniki osiąga tylko footbal, a mówimy przecież o niszowej stacji, która przedłużyła Halt and Catch Fire - serial ledwie przekraczający pół miliona widzów.

Napisałbym, że The Good Wife osiąga szczyt formy. To nie prawda. Został on już dawno zdobyty, a serial rozsiadł się na nim i z pogardą spogląda na inne seriale. Dlatego dziwi odejście Archie Panjabi wraz z finałem szóstego sezonu. Może z tej okazji Kalinda nareszcie dostanie wspólną scenę z Alicją. Niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy, ale te dwie bohaterki już od lat nie prowadziły normalne rozmowy.

Z ciekawostek pojawiła się fajnie zmontowana animacja z Gry o Tron. Wbrew tytułowi nie jest to streszczenie czterech sezonów, a przegląd najważniejszych wydarzeń. Przy okazji wyjaśniło się czemu Chalres Danes i jego Tywin Lannister mają powrócić do serialu. Odpowiedź jest prozaiczna - flashbacki. Mam nadzieje, że niezbyt dalekie. Wolałbym by rebelia Roberta została zachowana na epicki film pełnometrażowy.

Kilka razy pisałem już o serialu Ascension. Napiszę jeszcze raz bo warto przyglądać się tej retro space operze. Wyjawiono datę premiery miniserii - 15 grudnia. Wszyscy zainteresowani proszeni są o nastawienie przypomnienie w telefonie.

Jesienne premiery jeszcze trzymają się w ramówce mimo, że de facto kila z nich (Mulaney, Red Band Society) nie ma szans na zamówienie dodatkowych odcinków. Stacje nie mają jednak jeszcze zamiaru anulować/przedłużać serialu. W przeciwieństwie do kablówek. Mocno zachwalany Manhattan od WGN wróci z drugą serię. Tak jak specyficzne Z Nation. Natomiast Kingdom, dramat sportowy w świecie MMA, dostało zamówienie na 20 kolejnych odcinków czyli dwa sezony.

Pamiętacie jak pisałem, że dam szansę Mission Control z uwagi na niecodzienną stylistykę? Jednak nie dam. NBC postanowiło nie emitować serialu z uwagi na problemy z recastingami. Widać lepiej wydawać kolejne sitcomy o grupkach przyjaciół i nieudanych związkach.

Z nowo zamówionych seriali mamy trzy recyklingi sprawdzonych pomysłów. Dark Matter od Syfy na podstawie komiksu, Iluzjonistę na kanwie filmu pod tym samym tytułem i remake kultowego Bewitched. Nic czym warto zawracać sobie głowę.


SPOILERY

Arrow S03E02 Sara
- odcinek powinien mieć dramatyczny wydźwięk przepełniony smutkiem. W końcu zginęła jedna z ważniejszych osób dla większości bohaterów. Serial już wcześniej pokazał, że potrafi pokazać smutek i depresję po stracie bliskich jak przy zgonie Moiry i depresji Olliego. Teraz niestety było dużo gorzej. Głównie zasługa tutaj pierwszej sceny gdy Ollie i reszta ekipy widzą martwą Sarę w Arrowcave po czym Lauriel wyznaje, że ją tutaj przyniosła. Sorry, nic nie mogłem na to poradzić i wybuchnąłem śmiechem. Na plecach ją zabrała? Ciągnęła po ziemi na deskorolce? Przecież to nie ma najmniejszego sensu! I czemu ją wzięła zamiast zadzwonić po kogoś? Ciężko mi się pogodzić z tym irracjonalnym zachowaniem bohaterów nie mającym nic wspólnego z logiką i realistycznością.
- potem było trochę lepiej jak już nie myślałem o Lauriel niosącej zwłoki siostry. Bohaterowie na swój sposób przeżywają jej śmierć. Oliver twierdzi, że życie jest beznadziejna i nie ma sensu, a Felicity ostatecznie decyduje, że chcę coś więcej od życia. Niby proste, ale udanie zrealizowane. Tylko jakby aktorsko było więcej, a ten zgon wpłynął na więcej postaci...
- fabularnie odcinek niczym specjalnym się nie wyróżnił. W mieście pojawił się jeszcze jeden łucznik, który ostatecznie wale nie zabił Sary. Świetna detektywistyczna robota panowie i panie! Scena walki na przyjęciu u Palmera była sprawnie wyreżyserowana i chciałbym więcej takich rzeczy oglądać w tym serialu. Z drugiej strony jest idiotyczny pojedynek na motocyklach z strzelaniem do siebie z łuku. Źle nakręcony, pełen chaosu i zupełnie niepotrzebny.
- w odcinku jak zwykle irytowała mnie Lauriel. Znowu pokazała czemu tak mało wzbudza sympatii po raz kolejny używając argumenty "pracuje w prokuraturze, a mój tata to ktoś ważny". I jak tu ją można polubić?
- ponowny występ Tommyego w serialu jak najbardziej na plus. Szkoda, że znowu logika poszła na piknik. Przyjechał do Hong Kongu bo jakimś cudem dowiedział się, że doszło do zalogowania na konto pocztowe Olliego. Jak, ja się pytam?! Przecież to nie ma najmniejszego sensu. Tak jak wyrok wydany przez Waller, chyb, że miała to być próba co by pasowało do jej charakteru.
- a w odcinku najbardziej podobał mi się Ray Palmer. Brandom Ruth jest niezwykle charyzmatyczny w tej roli i doskonale bawi się na planie. Więcej go i dajcie mu istotniejszą rolę.
- pojawienie się Thei i Malcolma mnie rozczarowało. Czemu tak krótko? Czemu dopiero teraz? Liczę na pokazanie jej treningu albo jakieś flashbacki, a nie od razu dostaniemy Thee o umiejętnościach dorównujących tym Sarze lub Olivera.

OCENA 3.5/6

Brooklyn Nine-Nine S02E03 The Jimmy Jab Games
- igrzyska za posterunku wyszły niesamowicie śmiesznie. Za takie szalone pomysły kocham ten serial. Mogłoby tylko być więcej konkurencji. Za 2-3 sezony serial mógłby powrócić do tego pomysłu. Jeśli tyle dożyje. Bo jak tu nie śmiać się z wyścigu w saperskich kombinezonach czy Rosie przebranej za słodką blondynkę. Pomysły samograje. W tle natomiast Boylsa nawiązujący bliższe relację z Hitchoockem i jego quest w odzyskiwaniu zaginionej taśmy. Tylko Giny powinno być więcej.
- jednak tekst odcinka należy do Holta odkrywającego rym Wunch/lunch. Niestety, poza drobnymi wyjątkami sceny z nią nie są tak śmieszne jak być powinny. Brakuje chemii między nimi. Ale aluzje historyczne i zagubienie Terryego było komiczne.

OCENA 4/6 

How to Get Away With Murder S01E03 Smile, or Go to Jail
- miałem nadzieje na pojawienie się ciekawej sprawy. Przyziemne bronienie oskarżonej o lubieżne czyny. Nic z tego, po chwili pojawiło się FBI i sprawa sprzed lat dotycząca zamachu terrorystycznego. Nie przeszkadzałoby mi to gdyby dobrze to zostało poprowadzone, ale nic z tego. Żadnych wątpliwości moralnych prawników i wahania nad słusznością bronienia klientki. Rozstrzygnięcie żenujące. Ona uciekła z jej dawnym mentorem. Szczyt idiotyzmu. I co za jedno krótkie zeznanie zwolnili go w trybie natychmiastowym z więzienia? Przecież nawet w 24 ułaskawienia prezydenckie nie działały w taki sposób.
- nie podobają mi się też wątki osobiste bohaterów. Lauriel i jej potencjalny związek z przełożonym i problemy w narzeczeństwie Michaeli. Serio? Na całe Stany Zjednoczone kilkadziesiąt milionów młodych ludzi, akurat jej narzeczony musiał za młodu uprawiać seks z jej współpracownikiem? Wiele potrafię zrozumieć w serialach, ale nie takie zbiegi okoliczności.
- podobała mi się przedsiębiorczość Gibbsa, niechęć Rebeki oraz ogólny kierunek w jakim rozwija się główny wątek. Może nie jest to specjalnie nowatorskie i pasjonujące w pewnych momentach może zaciekawić. Annallise jest w ciekawy sposób okłamywana przez kochanka, a pojedyncze wątki udanie się zaziębiają. Jeszcze jakby mi zależało na bohaterach…

OCENA 3/6  
 
Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S02E03 Making Friends and Influencing People
- jest i Gemma. Mimo obecności aktorki w poprzednich odcinkach stęskniłem się za postacią. Fajnie, że ten odcinek skupiał się właśnie na niej. Dziwi trochę jej praca pod przykrywką, za łatwo wspina się po stopniach kariery w Hydrze, powinna być bardziej obserwowana (Culson w jej domu to przykład jak agent NIE powinien się zachowywać), ale podoba mi się wsadzenie najmilszej postaci z zespołu do paszczy lwa. Dobrze, że nie bawiono się w niejednoznaczności tylko od razu wyjaśniono jej rolę. A początkowo scena gdy widzimy jej poranek cudowna.
- drugą ważną postacią w odcinku była Skye. Jej nowy badassowy charakter jest super. Widać jak bardzo zdrada Warda i wydarzenia z końcówki poprzedniego sezonu na nią wpłynęły. W pierwszej serii jako pierwsza byłaby przeciwna zastrzeleniu Donnyego. Teraz to ona pociągnęła za spust. Szybko dowiedziała się o połączenie Warda z jej ojcem. To dobra informacja. A skoro wątki tak pędzą w tym sezonie to może więcej hintów odnośnie tajemniczych symboli?
- Fitz, Fitz,Fitz. Moja ulubiona postać tego sezonu. Złamany geniusz będący cieniem samego siebie konfrontuje się z swoim oprawcą. Co za wspaniała scena. I czy na pewno nie zabiłby Warda gdyby nie wyjawione przez niego informację?
- o ile sama fabuła odcinka była zaledwie dobra tak ciesze się z powrotu starego wątku. Widać, że te pojedyncze sprawy z zeszłej serii miały większy sens. Jednak o wiele ciekawsze były interakcję między bohaterami. W przeciwieństwie do Arrowa to prawdziwe postacie z charakterami i między nimi jest chemia. Choćby Mack i Fitz. Nieźle w serial i drużynę wpasował się Hunter. Przydałby się odcinek poświęcony jego historii.
- martwią mnie trochę wyniki oglądalności. Nie są jeszcze tragiczne, jakby się ustabilizowały na tym poziomie trzecia (i czwarta) seria powinna być pewna. Tylko niech do tej stabilizacji dojdzie bo serial na to zasługuje. 

OCENA 4.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S02E04 Face My Enemy
 - zawsze będą mnie śmieszyć tajne organizację obnoszące się charakterystycznym logiem. Może i fajnie wygląda symbol Hydry, od razu budzi negatywne skojarzenia, ale idiotyczne jest wstawianie go nawet na teczki z dokumentami. To tak jakby członkowie Al-Kaidy nosili na plecach wydziergane "I am terrorist".
- sam odcinek był całkiem niezły. Dużo miejsca poświęcono na dynamikę w drużynie i pogłębianie relacji między postaciami. Mimo, że ze Skye i Fitzem w samolocie zostały trzy stosunkowo świeże postacie czuć było chemię, a Mack i Hunter nieźle się wpasowali w drużynę. Pozwolono tez wykazać się Fitzowi. Jak ja lubię ten wątek! I to piwko na koniec, takie przyjemne jak bodajże w pierwszym czy drugim odcinku serialu.
- dużo było May i Culsona. Bardzo dużo. Świetnie oglądało się żartującą Melindę i te zdziwienia członków drużyny. Wszystko to bardzo naturalnie wyszło. Tak jak długa scena walki z niezłą reżyserią i fachowym finisherem na koniec.
- mimo, że odcinek poruszał wątek tajemniczych symboli fabularnie nie ruszył zbytnio do przodu. Wiadomo, że jest ktoś nowy, widzący wszechświat jak Garett i Culson oraz coraz gorzej z naszym dyrektorem. Skye za to pilnie pracuje nawet po godzinach. Przez zaledwie zaakcentowanie sezonowych wątków odcinek trochę rozczarował. Jednak patrząc na dialogi i poziom interakcji w drużynie było na ponad przeciętnym poziomie. Oby tak dalej.
- miłym smaczkiem było użycie przez Hydrę tego samego gadżetu co Czarna Wdowa w Winter Soldier. Tylko jakby efekty specjalne trochę gorsze.

OCENA 4.5/6

Person of Interest S04E04 Brotherhood
- dobry odcinek zajmujący się przyziemnymi sprawami. Dramatyczna historia dwójki rodzeństwa zaskakująca ciekawa z niejednoznacznym zakończeniem. Serial mógł popaść w banał, ale wystarczyła jedna dodatkowa rozmowa by pokazać, że dobro nie zawsze ostatecznie wygrywa.
- wątek Braterstwa specjalnie mnie nie interesuje. Ogląda się go bez zgrzytanie zębami, ale ten serial zbytnio przesunął nacisk na wątki sci-fi by wojna z gangiem mogła interesować. Dobrą rzeczą jaka z tego wynika jest współpraca naszych dzielnych mścicieli z Eliasem. Desperackie czasy.
- twisty z tożsamością Dominica i kreta w DEA nie były zaskakujące. Ten pierwszy bardziej niż drugi, ale wciąż, typowe zagrania. Swoją drogą szkoda, że Lennox już nie wróci. W serialu przydałoby się więcej postaci powracających niezwiązanych z głównymi wątkami.

OCENA 4/6 

Sleepy Hollow S02E04 Go Where I Send Thee...
- odcinek nawet, nawet, ale przeszkadzało mi złapanie tropu Flecisty. Abbie i Crane idą w las i zupełnie przypadkiem znajdują potężny artefakt. Za dużo tutaj przypadku, który razi. Potem było lepiej, dodano trochę dramatycznego zwrotu w drugiej połowie i wsadzono Hawleya, który dobrze wpasował się w serial. Oglądało się przyjemnie jak na pojedynczą historię, która nie ma wpływu na wojnę z Molochem. Dużo lepsze od poszukiwania dziewczynki było zachowanie Crane. Jak lekcja jazdy z początku czy zachwyt nad kawą na końcu. 
- dużo ciekawiej u Irvinga. Dość szybko zdał sobie sprawę ze sprzedania duszy Jeźdźcu Wojny. Szykuje się fajny emocjonalny konflikt - walczyć o dobro świata czy własnej rodziny? I chcę więcej flashforwardów. Jeśli to był flashforward. Na pewno potencjalna wizja przyszłości. Miasteczko ogarnięte wojną, a Irving po stronie ciemności. Oby była to zapowiedź finału sezonu, a potem wydarzenia przybiorą większą skalę. 
- Wojna nie tylko manipuluje Irvingiem, ale wykorzystuje też Hawleya. Niby najmenik budzący niechęć Crane, ale szybko zdobył moją sympatię. Taki trochę Nathan Drake, nawet projekt postaci podobny. Ostatecznie przejdzie na stronę Świadków, ale niech jak najdłużej miota się po środku. 

OCEAN 4/6

Star Wars Rebels S01E02 Droids in Distress 
- nudziłem się na tym odcinku. Najemnicza misja była nudnawa, heist okazał się słaby, a finałowe starcie z siłami Imperium słabo zrealizowane. Przeszkadzały mi tez znane droidy. Nie darzę zbytnim sentymentem C3PO i R2-D2, zbyt często mnie irytowali podczas Clone Wars. Jednak rozumiem ich obecność w tym odcinku i potrzebę połączenie serialu z znanymi postaciami na tak wczesnym etapie. Oby tylko ich kolejny występ nastąpi jak najpóźniej.
- dalej jest dużo chemii na statku, ale wciąż liczę na więcej. Ratowanie sobie na wzajem życia nie jest wystarczające. Więcej rozmów i żartów. Cieszy rozbudowanie backstory postaci. Tym razem było o Zebie. Widać, że serial nie boi się poważniejszych tematów. A podobno kolejny odcinek, pokazywany już na NYCC, jest o wiele mroczniejszy.
- o ile starcie z szturmowcami było nudnawe tak pojedynek Zeba przy użyciu dwustronnej włóczni już całkiem całkiem. Tylko troszkę za krótki i mający rozczarowujące zakończenie.

OCENA 3.5/6

The Good Wife S06E04  Oppo Research
- doskonały odcinek. Szkoda, że całość nie działa się w mieszkaniu Alicji, a zaledwie jego połowa. Tylko rozmowy między nią, Goldem i Elfmanem plus okazyjne telefoniczne konwersacje. Więcej mi nie było trzeba. Doskonały pomysł wyjściowy z Alicją przygotowującą się do kandydowania był przeplatany z trupami z jej szafy, dramatami rodzinnymi i zabawnymi scenami związanymi z próbami chóru Grace. Serial doskonale równoważy napięcie i daje mnóstwo frajdy z oglądania. Dalej buduje też swoje własne uniwersum dając przy okazji prztyczki "poważnym" serialom jak choćby talk show, które ogląda z takim zafascynowaniem Alicja od kilku lat.
- strasznie podobała mi się Alicja przyjmująca wszystko na spokojnie gdy dowiadywała się kolejnych rzeczy o sobie i swojej rodzince. Potem robiła listę i planowała wszystko z niej gładziutko odhaczyć. Zajęła się swoimi burdami tylko sobie z nimi nie poradziła. Zrezygnowanie z reprezentowania Bishopa się na niej zemściło, brat się na nią obraził, a w mediach pojawiły się plotki o jej problemach z alkoholem. Kampania robi się coraz brutalniejsza. A to dopiero początek. Marzy mi się chwila prawdy, gdzie Alicja w jakimś talk show opowie o swoich życiu, przyzna się do wszystkich grzeszków i już nigdy nie będzie Świętą Alicją.
- brakowało mi tylko jednej rzeczy - Alicji powiadamiającej swoich partnerów o kandydaturze. Trochę nie fair działa za ich plecami. Przecież jej odejście będzie miało znaczący wpływ na firmę.

OCENA 5.5/6 

The Flash S01E01 Fastest Man Alive 
- odcinek miał typową fabułę dla motywu superhero. Bohater szukający akceptacji i nie rozumiany przez najbliższych, zwątpienie w własne siłę i ponowne odnalezienie właściwej drogi. Wyszło to dość średnio głównie z uwagi na słabe dialogi. W to wszystko próbowano wplątać dwóch symbolicznych ojców Barryego. Joe, który go wychował i Wellsa, który uważa się za jego mentora. Też wyszło przeciętnie. Trochę postać Barryego mi nie pasowało, charakterologicznie odbiegał od swoich wcześniejszych występów. Albo za dużo rzeczy próbowano tu upchnąć przez co żadna nie została dobrze rozwinięta.
- monster of the week wypadł przeciętnie. Słabo go zarysowano i nie stanowił zbytniego zagrożenia dla głównego bohatera z uwagi na wybiórcze działanie mocy Flasha. Do końca nie zrozumiałem też jego motywów. Twierdzi, że nie chodziło o skradzione badania, potem opowiada o chorej żonie by następnie znowu twierdzić, że został okradziony. To co nie mógł dalej kontynuować badań lub przeprowadzić eksperymentów? To się kupy nie trzyma. Dobrze, że przynajmniej walka było w miarę dobra. Nie chodziło jej aranżacje, a skalę i pomysł. Zapachniało drugim Matrixem i tabunami agentów Smithów. Rozczarował mnie jednak koniec starcia. Gdy Flash odniósł zwycięstwo zacząłem się zastanawiać co teraz zrobią. Wybudują specjalne więzienie dla metaludzi? Taaa, chciałbym. Wybrano najprostsze rozwiązanie i zabito Człowieka Ksero.
- odcinek mimo wszystko fajnie się oglądało bo Barry jest bardzo sympatyczny. Brakuje mu tylko równie ciekawych towarzyszących postaci. Nie licząc Wellsa. Końcówka odcinka byłą szokująca. Gdy myślałem, że Stagg będzie jednym z łotrów sezonu został zaraz zamordowany przez naszego doktorka. To było niespodziewane i dobrze rokuje na przyszłość.

OCENA 4/6

The Walking Dead S05E01 No Sanctuary
- Z Nation jest głupkowate, nadaje się na chwilę wytchnienia od poważnych dramatów, ale prawdziwy serial o zombie jest tylko jeden. The Walking Dead premierą piątej serii potwierdziło swoją klasę serwując jeden z najlepszych odcinków serialu. Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Myślałem, że Rick i ekipa jakoś zaatakują i uda im się uciec, może nawet ponosząc przy tym jakąś stratę. I na to się zapowiadało. Wykorzystywanie niepozornych elementów jako broni i przygotowanie do ataku, który nie nadszedł. Rick, Glenn, Bob i Daryl byli już skazani na śmierć (co za brutalna scena w rzeźni!) gdy nadszedł ratunek z niespodziewanej strony. Jednak z moich ulubionych bohaterek ratuje dzień i odwraca o 180 stopni motyw damsel in distress. Niegdyś niepozorna, zastraszana przez męża i stanowiąca balas podczas apokalipsy, teraz pewna siebie dąży do celu i w tłumie zombie prowadzi atak na Terminus. Wie co chcę osiągnąć i konsekwentnie to realizuje. To ona dostała najwięcej czasu antenowego i jak najbardziej na niego zasłużyła. Nie ma jednak cudownego spotkania podczas ucieczki i ratowania życia w ostatniej chwili jest chaotyczne przedzieranie się przez (nie) sanktuarium i próba przetrwania. Można trochę żałować, że większość obsady przesiedziała w wagonie i nie dostali zbyt wiele czasu, ale na nich też przyjdzie czas.
- strasznie podobała mi się klamra tego odcinka zapowiadająca główny motyw tego sezonu. Czy grupka Ricka zmieni się w rzeźników? Od dawna nie są bydłem, ale są na dobrej drodze by stać się rzeźnikami czy tego chcą czy nie. Ich obecna filozofia jest kształtowana przez spotkania z nieznajomymi, tak jak grupki Garetha. Każdy robi co może by przeżyć. Tylko jak daleko są się w stanie posunąć? Czy spotkają takie okropieństwa przez, które zatracą swoje człowieczeństwo? Czy przestaną dopuszczać nowych do grupy w obawie wprowadzenia nowego zagrożenia? Rick już jest gotowy do bestialskich czynów by chronić swoich ludzi. Nawet zrozumiał Carol, którą wcześniej wygnał. Ostatnie wydarzenia odcisnęły na nim piętno i teraz wie co trzeba robić by przetrwać. Ja jestem najbardziej ciekaw kolejnych spotkań z nieznajomymi. I co stanie się teraz z Terminusem? Gareth jest w stałej obsadzie serialu więc ten wątek jeszcze się nie skończył.
- Eugen kłamie jak najęty, Sasha podejrzewa go o kłamstwo bo jego historyjka jest niesamowicie nieprawdopodobna. Tylko  czy Abraham jest zupełnie ślepy czy takiego udaje? Ta rozmowa z Rositą jest zagadkowa.
- niemal przegapiłem scenę po napisach. Tak, była scena po napisach. I to jaka! Tajemnicza postać podąża torami kolejowymi, widać, po jej ekwipunku widać, że potrafi o siebie zadbać. Wzbudza też pewien niepokój. Potem następuje ukazanie twarzy i tadam wrócił Morgan! Wydaje się w miarę normalny, ale w uniwersum The Walking Dead od dawna nie ma normalnych ludzi.
- ilość newsów i zwiastunów ograniczyłem do minimum więc nie wiem zbytnio jaki twórcy mają pomysł na dalszą część serialu. Chciałbym by podróż bezdrożami trochę potrwała. Niech grupka się zintegruje. Znaczy się grupka. Przecież tam jest kilkanaście osób. Na prawdę nie mogę się doczekać następnego odcinka.

OCENA 5.5/6

poniedziałek, 13 października 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #106 [06.10.2014 - 12.10.2014]

Ostatnio pisałem, że mam mało wolnego czasu i ograniczam oglądane seriale.Pod tym względem nic się nie zmieniło co widać po skromnej ilości odcinków w notce. Cześki to jednak skomplikowane stworzenia więc postanowiłem zacząć serial, który na antenie jest od dwóch sezonów. O Utopi można poczytać niż (wbrew ostrzeżeniu bez większych spoilerów), jednak nie do końca jest różowiutko. Jestem zachwycony serialem. Mimo obejrzenia pilota wiem, że wyląduje wysoko w moim rankingu. Więc co jest nie tak? 3 dni od obejrzenia pilota anulowali mi serial. Noż kur... Miały być 3 lub 4 serii, a skończy się na dwóch. Zostaje tylko amerykański remake od Finchera i HBO. Niby fajnie, ale to już nie to samo. Muszę pozostałe 11 odcinków dobrze rozłożyć i delektować się tym co jest. Tak jak ostatnimi okienkami czekolady. 

Z mniej istotnych anulowań stacja CBS pozbyła się z ramówki Unforgettable. Nie wiecie co to jest? Żadna strata. Ja też już nie pamiętam. 

Więcej było zamówień i przedłużeń. Ba, a w tym tygodniu rozpruł się worek i niemal codziennie jakaś informacja. Najmniej emocjonujące info to zapowiedź 6 serii The Walking Dead. To musiało powstać. Było tak pewne jak wygrana Niemiec z Polską w piłkę nożną. Oh wait... Żarty na bok, ale TWD przy takiej oglądalności będzie w telewizji przynajmniej przez 5 najbliższych lat. Nie zapominajmy o spin-offie... znaczy się serialu towarzyszącym jak to producenci lubią go nazywać. 

Równie mało zaskakujący jest 5 sezon American Horror Story. Ja dalej się boję się dać szansę serialowi. Pewnie, któregoś dnia spontanicznie obejrzę pilota i zachwycę się jak Utopią... Na razie czeka. Oczywiście wciąż nieznany jest setting kolejnej serii i przez kilka miesięcy powinno to pozostać tajemnicą. 

Stacja CBS może i anulowała serial o rudej policjantce, którego tytuł wyleciał mi z głowy, ale dała szansę serialom sci-fi. Under the Dome wraca w 2015 roku z trzecią serią, a nazwisko Halle Berry zapewniło kolejny rok dla Extant. Jeśli te dwa tytuły dostały kolejną serię to The Good Wife i Person of Interest muszą zagościć w ramówce na przyszły sezon. Równowaga na tym świecie musi być. 

W tym tygodniu żaden nowy serial nie został jeszcze przebity osikowym kołkiem. Na to trzeba jeszcze poczekać. Szkoda, tęsknie za latami gdy już po 1 tygodniu emisji zaczynała się rzeź niewiniątek i słychać było płacz i zawodzenie fanów "nowego ulubionego serialu". Szczęśliwi mogą być osoby śmiejące się na Bblack-ish. Przynajmniej do maja. Inaczej sytuacja ma się z How To Get Away With a Murder. Tutaj zaledwie dwa dodatkowe odcinki z łączną ilością 15. Seriali ma wysoką oglądalność, ale kontakty Violi Davis nie pozwalają zagrać w większej ilości odcinków. Również FOX postanowił uszczęśliwić widzów Gotham. Pierwszy sezon miał mieć 16 odcinków, będą jednak 22. Niby powinienem martwić się o poziom i niepotrzebne rozwleczenie wątków. Martwiłbym się gdyby to nie miało już miejsca. Wciąż ciężko mi się zabrać za trzeci ep.  

Nie zgadniecie co się działo, poinformowano o pracach nad nowymi serialami. Dokładnie nad 14 projektami z czego jeden (jeden!) nie będzie oryginalnym pomysłem. Ja wiem, recykling jest dobry dla środowiska, ale bez przesady. Będzie krótka bo większość tytułów nie wymaga szerszego komentarza jako, że opiera się na znanych markach. Dla zainteresowanych linki. American Crime Story to antologia detektywistyczna od Ryana Murphyego. Zbieżność nazw z horrorową opowieścią nieprzypadkowa. Plotki o nowym seriali X-Men. Miały być potwierdzone na NYCC, nie były. Ruszyły pracę nad remakem Lost in Space. Czyli kolejny kosmiczny serial, który nie powstanie. Ku mojemu zdziwieniu znowu pojawił się news o adaptacji Five Ghosts. Może mój pesymizm był bezzasadny? Len Wiseman pracuje nad "Parszywą Dwunastką w kosmosie." Ja wciąż czekam na Incursion... Len planuje też telewizyjnego Underworlda. Czyli kolejne wampiry w telewizji. Chyba nie dostał notki, że ta moda już dawno minęła. Do telewizji trafi również Resident Evil (i nie chodzi o wcześniej zapowiadane Arkley), Pachnidło i Dary Anioła. Lub nie trafią. News zbiorczy. Zrebootowno serial na podstawie Metal Hurlant. I fajnie, zamiast antologii będzie normalna seria. Dla odmiany zapowiedziano serial na podstawie gry Myst. Szczegółów brak. Marvel potwierdził pracę nad animowanym serialem Guardians of the Galaxy. I wygląda to całkiem, całkiem. I na koniec The Cw - w drodze remake Mistfits i serial o nastoletnich mścicielach The Phoenix Project. Ufff, sporo tego. 

Z pozostałych informacji najciekawszą wydaje się romans Scarlett Johansson z telewizją. Szkoda, że to serial kostiumowy na podstawie książki The Custom of the Country. Szykuje się Złoty Glob za samo nazwisko. Mnie uszczęśliwiło pierwsze zdjęcie, szkice koncepcyjne i nowe informację z serialowego Daredevila. Ptaszki ćwierkają o premierze pierwszego maja czyli po premierze Avengers 2 i przed finałem pierwszego sezonu Agents of S.H.I.E.L.D.

I na koniec porcja zwiastunów: 
- teledysk zapowiadający Better Call Saul.
- zwiastun Person of Interest. Brak nowy scen, ale i tak ogląda się przyjemnie.      
- zapowiedź 2 serii Black Sails.Bigger, better, more badass. Na zwiastunie. 
- trailer The Librarians. Serial z notką "koniecznie obejrzeć".
- in memroia bohaterów The Walking Dead.
- 1 trailer 2 serii The 100. Przypominam żeby dać serialowi szanse mimo sporej ilości teen dramy.
- i najważniejszy filmik tego tygodnia - pierwszy zwiastun Powers.

SPOILERY

Arrow S03E01 The Calm
- ten odcinek był lepszy niż się spodziewałem. Poprzedni sezon mnie pod koniec strasznie męczył dlatego cieszyłem się z wakacyjnej przerwy i z pewną obawą odpalałem pilota trzeciej serii. Niepotrzebnie. Już pierwsza scena sprawiła mi dużo radochy. Atak na ciężarówkę i praca zespołowa drużyny. Potem było równie dobrze - przedstawianie obecnej sytuacji bohaterów, pokazanie Olliego bez firmy, tatusia Diggla i Felicity w sklepie z elektroniką. Było ciekawie i odcinek utrzymywał moje zainteresowanie. Wprowadzenie Palemra się udało. Brandona Rutha od dawna darzę sympatię i jego występ mnie kupił. Pewny siebie szarmancki cwaniaczek, który ukradł firmę Olliemu. Wątek korporacyjny zrobił się przez to ciekawszy.
- nowy Vertigo wypadł ok. Petera Storme lubię, a jego pojedynek z Arrowem był znośny. Jednak nie tego oczekuje od tego serialu. Dobrze, że są budowane nowe wątki. Flashbacki z Hong Kongu nie są bezpodstawne. Jednak szybko się o tym zapomina po finałowej scenie. Ubili mi Sarę! Najciekawszą bohaterkę w serialu, jedyną postać kobiecą do, której pałałem autentyczną sympatią. Szkoda, wielka szkoda. I nie wiem co jest gorsze. Jej brak, Lauriel która zapewne przejmie jej tożsamość Czarnego Kanarka czy nadchodzący okres żałoby Olliego i etap obwiniania się. Tylko kto ją ubił? Ktoś z Ligii? Czy może Merlyn? Tylko on jest zajęty szkoleniem Theii.
- wiecie co mi się najbardziej podobało w odcinku? Motyw z wyludnieniem miasta. Nie tak jak w komiksach mieszkańcy w Gotham czy Nowym Jorku rocznie przeżywają kolejne kataklizmy i nic się nie dzieje. Tutaj to na nich oddziałuje. Miasto też ma się zmienić - na Star City co jest akurat naturalną zmianą wynikającą z komiksów.
- najmniej w odcinku podobał mi się związek Felicity i Olliego. Serio, nie rozumiem czemu ludzie shipują Olicity. Przecież między nimi nie ma chemii, a ona jest zapatrzona tylko w górę mięśni! Smoak dużo bardziej pasuje do Barryego (o którym nawet nie wspomniała!) czy Palemera. Ruth mógłby dołączyć do stałej obsady bo byłby dobrą przeciwwagą dla Olivera.
- z jednej sprawy rozumiem czemu odcinek skupił się zaledwie na garstce postaci, ale szkoda marginalnej roli Roya i braku Theai. Obecnie jej wątek jest najciekawszy i nie mogłem się doczekać sceny z nią. I nie dostałem.
- muszę pochwalić jeszcze reżyserię. Niby typowy odcinek Arrow, ale akcja została fachowo pokazano. Dynamicznie, dobrze skomponowane cięcia i płynąca kamera lubiąca się poobracać i skupiać się na postaciach w stylu Michaela Baya. Niezmiennie cieszą mnie pierw zbliżenia na łuk Olivera, a dopiero potem pokazanie szerszego kadru i całej sylwetki bohatera. Fajnie wszyło pokazanie boksu lub zbliżenia podczas "transformacji" Vertigo.

OCENA 5/6

Brooklyn Nine-Nine S02E02 Chocolate Milk
- gdy zobaczyłem Boylesa w warkoczykach i jamajskich garniturze prawie zakrztusiłem się płatkami ze śmiechu. Muszę zapamiętać by nie jeść podczas oglądania tego serialu, za często zdarzają się niekontrolowane wybuchy śmiechu. Choćby oglądając miny Santiago i jak wygarnęła Holtowi. Więcej jej! Najlepiej z Jakem.
- odcinek był głównie o przyjaźniach. Naszprycowany Terry i Jake byli uroczy. Tak jak żarty o penisie co rzadko kiedy się zdarza. I wylądowali razem w łóżku! Relację Boyls z Diaz dalej są rozwijane, ale tutaj chciałbym by zostały wyłączenie koleżeńskie. Charles tylko z Giną i związek typu love/hate. Rozczarował mnie trochę występ Kyry Sedgwick. Najmniej zabawnie wyszła z całej obsady. Niby dzięki niej były flashbacki z Holtem, ale równie dobrze mogłoby się bez niej obejść. Chyba, że to wstęp do dłuższego wątku.

OCENA 4.5/6

Person of Interest S04E03 Wingman
- doskonały odcinek komediowy. Fusko na randkach mistrz. Świetnie rozpisane dialogi z instruktorem, dużo ciętego języka i humoru. Cieszy większa rolą detektywa, który przeważnie jest na uboczu. Udane były też jego sceny z Johnem i rozmowy i obowiązku i dumy z bycia detektywem. Sam John próbuje się wpasować w pracę w policji i coraz lepiej mu to wychodzi. Tylko znając życie niedługo powróci do swoich starych metod.
- zakładam, że w przyszłych odcinkach nowa pani kapitan będzie odgrywała coraz większą rolę. Nie zdziwiłbym się gdyby nawet została dopuszczona do tajemnicy Maszyny. Nie bez powodu do tej roli została zatrudniona Monique Gabriela Curnen.
- obok Fusco równie zabawny wątek dostał Finch, który musiał zgrywać twardziela. Widać, że brał przykład z Johna i całkiem nieźle mu to wychodzi. Aż do ostatniej sceny gdzie musiała wkroczyć Mrs. Grooves. Jak to dobrze, że Root dalej jest w serialu.  
- ogólnie odcinek bardzo dobry, przyjemnie i szybko się go oglądała, ale nic nie dodawała do mitologii. Wszyscy wiemy jak Maszyna troszczy się o Fincha i ponownie zostało to udowodnione.

OCENA 4/6

Sleepy Hollow S02E03 Root of All Evil 
- judaszowe srebrniki jako artefakty wydobywające z człowieka zło. Scenarzyści trochę się wysilili i udało im się stworzyć na prawdę intrygujący case of week. Ogląda się to z zainteresowaniem i chcę wiedzieć jak potoczy się dalsza część historii oraz co działo się podczas wojny o niepodległość. Mam nadzieje, że wkrótce pojawi się reszta monet i ten pomysł nie zostanie zapomniany. Udanie wpleciono w to wątki rodzinne Millsów, wyjaśniono co stało się z ich matką oraz jeszcze bardziej doszło do zbliżenia siostrzyczek.
- czyżby nowa postać powracająca? Jak na zwykły występ gościnny Hawley pojawiał się zbyt często na ekranie czyli można założyć jego powrót. Mi się podoba. Cwaniaczek, zawadiaka, typ poszukiwacza skarbów, który może z Cranem pogadać o historii. Przydałby się w trzeciej serii w stałej obsadzie. Tylko czy można mu zaufać? Komu można zaufać? Bo pytanie kto jest sprzymierzeńcem, a kto wrogiem coraz częściej przewija się przez serial. Abby nie ufa Katrinie. Wojna działa zgodnie z planem, ale pewne wątpliwości w jego duszy zostały zasiane. Irving zrobi wszystko by ratować rodzinę. Jakie tajemnice ukrywa jeszcze pani kapitan? Gdzie jest Andy? Na pewno nie będzie można narzekać na monotonie.

OCENA 4.5/6

Star Wars Rebels S01E01 Spark of Rebellion
- niepotrzebnie bałem się wpadki Disneya. Trzeba przyznać, że ten serial im się udał. Za wcześnie by pisać lepszy/gorszy niż The Cole Wars, ale na pewno dobry. Bohaterowie są wyraźni mimo oparcia na dobrze znanych archetypach, jest dużo akcji, humoru i główny wątek wydaje się interesujący. Ja dostałem wszystko czego oczekiwałem.
- strasznie zaskoczył mnie dynamizm pilota. Szczególnie pierwszych 10 minut gdzie dostajemy niemal jedną długą scenę akcję i udane wprowadzenie postaci. Sprawna kamera, efektowna animacja i ta muzyka znane z klasycznej trylogii. Uśmiech niemal nie schodził mi z ust jak to oglądałem. Oby cały sezon był w takim przygodowym klimacie.
- jednak mimo tej charakterystycznej przygody i humoru już widać kilka poważniejszych wątków. The Clone Wars od tego nie odchodziło i teraz będzie podobnie. Usytuowanie akcji 5 lat przed A New Hope zobowiązuje. Pokazano ludzi ciemiężonych przez Imperium, niewolniczy transport Wookich, ale też tytułową iskierkę nadziei. Ja jednak bardzo chciałbym zwiedzić mroczne zakamarki Cursant lub poznać dobrych ludzi robiących złe rzeczy by chronić swoje rodziny. Lub dostać odcinek o szturmowcach. W The Clone Wars doskonale się udawały, tutaj chciałbym zajrzeć na drugą stronę bo na razie szturmowcy odgrywają rolę droidów i za często robią za comic relief. Chciałbym też jak najczęstszego, ale niezbyt nachalnego odwoływanie się do znanego uniwersum.
- wiecie co mnie jednak najbardziej cieszy? Kosmiczna załoga na statku będąca czymś więcej niż tylko załogą. Oglądanie takich rzeczy sprawia, że mocniej tęsknię za Firefly. Na razie jest zadziorny kapitan, mięśniak, pilot-matka, kobieta od demolki i ten nowy. Chciałbym dostawać odcinki tylko na statku i zobaczyć powiększającą się załogę.
- przy pierwszy zwiastunach nie przykładem zbytniej uwagi do warstwy graficznej. Po obejrzeniu pilota będę ją tylko chwalił. Jasne, CGI ma swoje ograniczenia jak choćby okropny wygląd Wookich, ale od strony artystycznej jest bardzo dobrze. Fachowe reżyseria, piękne widoki Niszczyciela, falująca trawka czy miasto w tle podczas ucieczki na autostradzie. Do tego efekty cząsteczkowe cieszą oko. Jestem ciekaw jak to będzie wyglądało za parę lat. The Clone Wars z sezonu na sezon wyglądało coraz lepiej i na to liczę tutaj.
- na razie przeszkadzało mi słabe przedstawienie załogi. Zarysowano ich, na szczegóły przyjdzie czas później. Mam jednak nadzieje, że Ezra w brutalny sposób nauczy się odpowiedzialności. Zbyt często jego ignorancja i pewność siebie wychodzi mu na dobre.
- odcinek mógł się obejść bez moralizatorskich i pretensjonalnych dialogów o odpowiedzialności i przyjaźni. Za stary jestem na takie rzeczy i wolę subtelniejsze podejście.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S06E03 Dear God
- Alicja jednak jest zainteresowana kandydaturą. Trochę zbyt szybko jak na mój gust, ale nie ma powodu by to przeciągać. Podoba mi się kierunek w jakim zmierza serial. Teraz przyjdzie czas na wyciąganie trupów z szafy, szacowanie potencjału na zwycięstwo oraz co najciekawsze reakcję współpracowników. To będzie dobry sezon. Nie podobało mi się tylko co przekonało Alicję do kandydowania - ustawione przez Elia spotkanie z feministkę. Widać, wystarczyło przemówić do ego kobiety i się udało. Mimo wszystko podoba mi się ten delikatnie feministyczny wydźwięk serialu co koresponduje z wystąpieniem Julianny Margulies podczas odbieranie Emmy.
- w odcinku pierwszy raz od dawno położono duży nacisk na sprawę sądową. I wydarzenia przybrały niecodzienny obrót. Sąd Świętego Mateusza, przerzucanie się cytatami z Biblii i pseudo sędzia grany przez Wilsona z House. Nawet przyjemnie się to oglądało, ale dalej tęsknie za tradycyjnymi rozprawami.
- jednak gwiazdą tego odcinka był Cary. Umęczony, przeżywający swoje zwolnienie warunkowe i nie mogący się odnaleźć w obecnej sytuacji mimo niezbyt długiej nieobecności. Świetnie poprowadzono wywiady z kuratorką i potem jej diagnozę. Na szczęście serial obył się bez typowego zagrania czyli odzyskania pewności siebie przez bohatera w chwili olśnienia. To będzie droga i to mi się podoba.
- serial znowu to zrobił! Reżyseria jest tutaj doskonała. Nieźle pomyślane te krótkie flashbacki z perspektywy różnych postaci. Cieszy mnie znowu zabawa z garderobą Alicji. W zależności czy to były wspomnienia Caryego czy jej inaczej była ubrana.

OCENA 5/6

The Flash S01E01 City of Heroes
- prawdziwie w pełni udana premiera tej jesieni. Zdecydowanie najlepszy pilot jaki oglądałem od stacji ogólnodostępnych. Było kilka wad (czasami gra aktorska szwankowało), ale jest bardzo dobrze. Barry w swoim serialu daje radę, budzi sympatię, a Grant Gustin jest dużo lepszym aktorem niż Amell. Jego historia i origin story pozornie nie jest tak złożony jak Olliego, ale ma olbrzymi potencjał. Przeczytałem raptem kilkanaście komiksów z Flashem, ale już teraz mogę wysunąć kilka teorii dotyczących postaci. Zapowiedź podróży w czasie i finałowy cliffhanger otwierają kolejne drogi interpretacji nie tylko przyszłych wydarzeń, ale i intencji bohaterów. Czyli serial ma to co najważniejsze - potrafi przykuć do ekranu. Liczę tylko, że proceduralny charakter kolejnych sprawach nie zacznie nudzić. Patrząc jednak na ogłoszone castingi i zapowiedź crossów z Arrow jest na to duża szansa.
- na razie nie kupuje niektórych postaci pobocznych. Wiadomo pilot, trzeba było skupić się na głównych bohaterze i reszta została zaprezentowana skrótowo. Pan detektyw to klasyczny mentor, a Sisko jest irytujący. Tragedia jest jednak przy Iris. Twórcy serialowego uniwersum DC mają wyraźny problem z pisaniem dziewczyn na głównych bohaterów. W Arrow najnudniejszą postacią jest Lauriel, a tutaj zgrzyta się zębami widząc zachowanie Iris. Proszę, niech to będzie tylko efekt pierwszego wrażenie.
- nieźle wyszły efekty specjalnie. Serial wydaje się na drogi, osadzone go w bardziej fantastycznym klimacie niż Arrow i twórcy będą musieli umiejętnie zarządzać budżetem chcąc odpowiednio przedstawić zyskane po wybuchu akcelatora moce. Najbardziej ciekawi mnie Grood, który został już zapowiedziany.
- fabularnie jest dobrze. Śmierć matki sprzed lat, która zmieniła życie dzieciaka niczym w Supernatural. Ojciec siedzi w więzieni, Barry w niego wierzy i próbuje odkryć zagadkę śmierci matki. Liczę, że serial jeszcze wróci do tych flashbacków i wyjaśni co na prawdę się tam stało. Liczę, że twist z podróżami w czasie.

OCENA 4.5/6

Utopia S01E01 Episode 1
- zwykle po obejrzeniu odcinka od razu piszę kilka zdać i dziele się wrażeniami. Z Utopią jest inaczej. Kolokwialnie mówiąc, zatkało mnie. Byłem wniebowzięty lekturą serialu nie wiedząc przy tym co napisać. I tak minął prawie tydzień, a ja dalej nie wiem jak ugryźć ten wyśmienity serial. Najprościej będzie bezpośrednio - jeśli jeszcze nie oglądaliście zróbcie to. Już, teraz, natychmiast. Nie popełnijcie tego samego błędu co ja. Wiedziałem, że to będzie świetna przygoda, widziałem materiały promocyjne, czytałem i słyszałem opinię, ale jak to ja, nie mogłem się zebrać. Wystarczył tylko jeden kamyk, polecajka z niespodziewanej strony i odpaliłem pilota by na niemal godzinie zostać wessany w świat wymyślony przez Dennisa Kellyego.
- czym właściwie jest Utopia? O czym opowiada serial? Po pierwszym odcinku ciężko stwierdzić. Główna linia fabularna jest wciąż mocno przymglona. Pilot służył nakreśleniu sylwetek bohaterów, pokazaniu klimatu serialu i wprowadzeniu tajemniczych wątków. Tytułowa Utopia to komiks, który zebrał w okół siebie grupkę ludzi zafascynowanych tajemnicami jakie można z niego odszyfrować, a ktoś bardzo chciałby by zostały one ukryte (ktoś, tajemnice czyt. dużo niedomówień). I tak kilkoro odmiennych ludzi postanawia się spotkać ponieważ został odnaleziony manuskrypt drugiej części komiksu. I tym sposobem zakładają sobie tarcze strzeleckie na plecy i wystawiają się na celownik Złych. W międzyczasie odcinek przedstawia wysoko postawionego urzędnika ministerstwa zdrowia i wprowadza wątek szczepionek przeciw rosyjskiej grypie.
- jednak to nie fabuła jest najważniejsza. Na pierwszy miejscu stoją postacie i styl wizualny serialu. Przy swoim przejaskrawieniu są wyraźnie zarysowane. Ogarnięci jedną pasją odkrywają tajemnicę komiksu, poznają się i walczą o życie. Dzieciak z nizin społecznych, pracownik korporacji ze średniej klasy, fanatyk teorii spiskowych i kobieta bez przyszłości, której ojciec zmarł na rosyjską grypę. Po drugiej stronie polujący na nich zabójcy. Bezwzględni, odrobinę przypominający duet Vandemara i Croupa z Nigdziebądź. Wydaje się, że mord sprawia im przyjemność przy czym robią to w wyrafinowany i hipnotyczny dla oka sposób. 
- a oczy mają co tutaj ogląda. Umiejscowienie komiksu w centrum fabuły nie jest bez przyczyny. Mamy tutaj doczynienia z konwegrencją filmu i komiksu. Odrobinę campowa stylistyka ty jedna. Styl wizualny to drugie. Ciepłe kolory są jaskrawe, jakby kamera (filmowy, szeroki format obrazu) chciała podkreślić mariaż dwóch form wyrazu artystycznego, a reżyser chciał się zabawić w kolorystę. Kadry są niesamowicie wysmakowane i zmuszają do skupienia na akcji. Mnie kupiła pierwsza scena podczas mordu w sklepie komiksowym, który odbył się na drugim czy nawet trzecim planie co było piorunująco efektowne. Reżyser często eksperymentuje choćby pokazując tortury z oczu postaci. Trzesząca kamera included. Serial przy tym jest brutalny, a w swoim przerysowaniu dość naturalistyczny. Jak choćby podczas scenie "seksu". Przez co mimo pewnego odrealnienia cały czas ma się wrażenie z obcowania z prawdziwymi ludźmi pełnymi wad.  
- i zdani dla tych, którzy przypadkiem trafili od razu do ostatniego akapitu - oglądać. Nie czytać, oglądać. Nie pożałujecie, gwarantuje. 

OCENA 5.5/6