SERIALE
Community S04
Copper S01
Damages S05
Defiance S01
The Good Wife S02
OCENA 5/6
The Shield S02
To już oficjalne - druga seria była wypadkiem przy pracy, wpadką o której trzeba jak najszybciej zapomnieć. Trzeci sezon udowodnił nam, że Friday Night Lights uczy się na swoich błędów, nie powtarza ich i ponownie daje to co pokochałem w pierwszym roku serialu. Mianowicie rozterki i problemy bohaterów w starcia z codziennością. Codziennością która może się przytrafić każdemu z nas. No może nie każdemu, ale z pewnością mieszkańcowi teksańskiej mieściny. Nie ma już handlarzy narkotyków, ukrywania morderstw czy bezsensownych wątków religijnych. Jest normalność, idealne połączenie serialowej narracji z szarą rzeczywistością. Wszystko to okraszone przepięknym duchem sportowej rywalizacji i emocjami na stadionie. Krótko - jest perfekcyjnie w każdym calu.
Jeśli miałbym zdefiniować ten sezon to jest to pogoń za marzeniami. Część udaje się zrealizować, cześć bohaterów się zawiedzie, nie raz będą rezygnować, ale też wstaną z kolan i będą szli dalej z podniesioną głową. Niektóre cele są z pozoru nieosiągalne ale hart ducha i wola walki pozwala je zrealizować. Nie mówię tu tyko o tych sportowych marzeniach, ale o takich jak chęć zdania na wymożoną uczelnię. Mimo, że wszystko jest przeciw tobie możesz to osiągnąć. Mimo, że jesteś przykóty do wózka inwalidzkiego pokazujesz że można walczyć i zwyciężyć mimo tych chwil zwątpienie. To jest cudowne w tym seriale pokazuje on niezłomną wolę walki i wiarę w człowieka. Nie ma rzeczy niemożliwych są tylko rzeczy trudne do osiągnięcia. Nie wszystkim się udaje, ale można sie wyrwać ze swoich ograniczeń i osiągnąć coś co wszyscy ci mówili że jest niemożliwe. Trzeba też godzić się z porażką i wierzyć że to nie koniec, dopiero początek czegoś nowego.
Piękne jest też to jak oddano życie Taylorów. To jest przykładna i kochająca się rodzina. Owszem córka jest zbuntowana, ale to nastolatka w której buzują hormony. Kłócą się czasem o rzeczy błahe, czasem nie zgadzają się co zrobić z Julie, ale zawsze się godzą. Są dla siebie wsparciem mimo, że ich praca ze sobą czasem koliduje, potrafią dojść do kompromisu i podjąć trudne decyzję. Jest to rodzina jaką każdy chciałby mieć za sąsiadów. Gdy twój ojciec trafi do aresztu zaopiekują się tobą, wspomogą cię gdy będziesz popełniał ze wybory, a nawet będą cie w nich wspierać bo wiedzą że to twoja decyzja. To jest przykładowa serialowa rodzina, którą będę stawiał za wzór. Nie w głowie im romanse czy kłamstwa, mówią sobie o wszystkim, a najlepiej wypadają te sceny gdy są w sypialni i po prostu tulą się do siebie. Czasem nic nie mówią, czasem jedno prowadzi monolog, a drugie go słucha. Stanowią dla siebie oparcie i to jest w nich takie piękne.
Mimo, że Taylorowie są kręgosłupem tego serialu, w okół nich egzystują inne postacie których rola nie została wcale ograniczona czy zmarginalizowana. Wręcz przeciwnie. Każda z nich się rozwija i zmienia. Smash i Jason muszą stawić czoło konsekwencją swoich czynów z poprzedniej serii, niektóre związki kwitną inne się kończą, są rozstanie i powroty. Jak w życiu. Niektórzy są dla siebie przeznaczeni, inni nadal szukają tej/tego jedynej/jedynego. Zdają też sobie sprawę, że to ich ostatni rok, że za rok wkraczają w dorosłe życie i nic nie będzie takie same. Pojawiają się też nowe postacie, które wpływają na starych bohaterów. Dawno nie widziana matka może być zarówno podporą jak i powodem do zmartwień. Nowy członek drużyny może być sporym wzmocnieniem, ale też utrapieniem dla niektórych jej członów. Nowi ludzie to nowe możliwości i zagrożenia. Posiadają swoje zalety i wady i nigdy nie wiadomo co weźmie górę. Jak w życiu.
Nie mogę wyjść z podziwu jak oddano chemie między bohaterami. O Tami i Ericu już pisałem. Da się to też odczuć na przykładzie innych par. Widać, że Tim i Billy to bracia, nieustannie się kłócą, ale też wspierają się i myślą podobnie. Layla i Tim to dwa przeciwieństwa, ale ich związek został doskonale urzeczywistniony. Tak samo Tyra i Landry. Nie są już tacy mdli jak w poprzedniej serii, teraz są konsekwencje tego związku, a może raczej relacji z pięknym zwieńczeniem pod koniec sezonu. Każda interakcja między bohaterami jest racjonalna, nie ma się wrażenia "ale czemu? przecież to nie powinno się zdarzyć! on by inaczej zareagował! "Wszystko jest przemyślane i nie ma zbędnych scen. Nawet z pozoru mało znacząca rozmowa czy zainteresowanie mogą przynieść konsekwencję w przyszłości. Moimi ulubieńcami są Matt i Jules czyli córka trenera i jego rozgrywający. Wiele przeszli od pierwszego spotkania i teraz w końcu dojrzali do siebie. Ich pojednanie zostało pokazane w cudowny sposób (przepraszam za tyle superlatyw, ale nic nie poradzę że chwalę serial jak mam taką możliwość). Nieznaczne gesty, krępujące rozmowy czy uśmiechy. Ich związek jest czymś normalnym ponieważ do siebie pasują.
Jaki jest wątek sezonu? Taki jak dwóch poprzednich - wygrać mistrzostwo stanu Teksas. I taki zapewne będzie dwóch ostatnich. Oczywiście mecze są emocjonujące, nigdy nie wie się kto wygra bo nasi nie zawsze grają idealnie, nie wiadomo kto zostanie bohaterem i jak zakończy się obecne starcie. Czasem przeszkadzają sędziowie, czasem pogoda, czasem własne słabości. Jednak sport jest tylko tłem, pretekstem żeby zgromadzić tych wszystkich pełnych człowieczeństwa bohaterów. Ktoś kiedyś napisał, że równie dobrze zamiast futbolu mógłby to być serial o drużynie badmintonowej i byłby równie wspaniały. I coś w tym jest. Najważniejsi są tutaj bohaterowie, a nie spektakularna fabuła pełna tajemnicy i zwrotów akcji.
Nie można też zapomnieć o tym niepowtarzalnym klimacie małego miasteczka w Teksasie. Najlepsze jedzenie jest w Applebee's, a lody i obsługa w Alamo Freez, dobrze się można zabawić w Trzech Senioritach, w klubie ze striptizem tańczy Mindy, od czasu do czasu pojawiają się okazyjne imprezy takie jak rodeo lub koncerty, a byk z niezwykle rozwiniętym porożem przed warsztatem to doskonały pomysł. Znalazło się też miejsce dla garażowej kapeli i częstego widoku gorącego słońca na horyzoncie. Tak czuć, że jest gorące! Wszystko to to jednak nic gdy zbliża się mecz w piątkowy wieczór, wtedy całe miasto pustoszeje i wszyscy żyją futbolem na którym każdy się zna najlepiej. To stadion (i drużyna) jest bijącym sercem miasta ważniejszym od szkoły (z czym nie wszyscy się zgadzają) czy nowego podziału administracyjnego miasteczka. To w okół niego kręci się życie tej społeczności, nawet jeśli niektórzy tego sobie nie życzą to i tak są od niego zależni.
Na koniec tradycja i dobry zwyczaj nakazuje podsumować, ale tutaj nie uważam tego za koniecznie bo ponownie bym musiał pisać jaki ten serial jest cudowny, piękny i wspaniały. Nic na to nie poradzę takie właśnie jest Friday Night Lights. Jeśli jeszcze nie widziałeś serialu to bierz się czym prędzej do nadrabiania. Jeśli jednak zniechęciłeś się po S02 daj jeszcze tej serii szansę. Nie pożałujesz 13 odcinkowej wyprawy do Dillon. Texas forever!
OCENA 5/5
Skończyłem Taniec ze smokami jakoś na początku tygodnia i jestem zawiedziony. Ostatecznie przez ponad tysiąc stron bohaterowie mało co ruszyli do przodu, niemal nic się nie zmieniło, nie było żadnych szokujących zwrotów akcji (no może poza jednym czy dwoma) i nie widać byśmy byli bliżej zakończenia sagi która od dłuższego czasu stoi w miejscu. Jestem rozczarowany. Dobrze, że jest serial, który wychodzi co tydzień i ma zaledwie 10 miesięczną przerwę, a nie jak książki Martina pięcioletnią. Za parę godzin natomiast długo wyczekiwany odcinek Blackwater. Nie wiem jaki będzie stosunek akcji w Królewskiej Przystani do innych części świata, ale liczę na przytłaczającą przewagę Kings Landing. O jakoś bitwy się nie martwię. Przez cały serial nie pokazali żadnego większego starcia więc pewnie kasę odkładali na to. Fani książki będą pewnie zawiedzeni bo wszystko wskazuje na to, że nie będzie łańcucha i mostu, ale należy pamiętać że to tylko serial, a nie filmowe widowisko z kilkunastomilionowym budżetem. Po tym odcinku fani będą wypatrywać kolejnego punktu zwrotnego - Deszczy Castamare. Już się nie mogę doczekać kiedy będę czytał opinię w internecie ludzi narzekających co się stało. Ścięcie sami wiecie kogo to przy tym pikuś. Tylko nie googlujcie!
Z powodu zmory wszystkich studentów czyli sesji brak czasu na wszystko. Nie jest może tragicznie, ale już sobie narobiłem zaległości w czytaniu internetowej twórczości. Dobrze, że przynajmniej czas na seriale jest. The Good Wife, The West Wing i Person of Interest z porządnymi odcinkami jak zwykle. Premiera S03 Friday Night Lights przywróciła mi wiarę w ten serial i liczę, że mieszane uczucia po poprzedniej serii odejdą w zapomnienie. Jak pisałem w wpisie o ramówce ABC, że obejrzę Revenge tak też zrobiłem. I muszę przyznać, że jest intrygująco, wszystko zostało zgrabnie wyreżyserowane, a intryga prezentuje się obiecująca. Emily jest urocza i zarazem mordercza. Tak jak Victoria. Starcie tych dwóch pań przyniesie wiele ofiar, a przynajmniej na to liczę.
W tym tygodniu wyjątkowo chciałbym polecić nową serię z Wonder Woman. Przeczytałem trzy ostatnie numery po sobie i coraz bardziej mi się podoba ta grecka mitologia prezentowana przez Braina Azzarello. Szczególnie wizja Hadesu, trochę przypominająca piekło z Dante's Inferno. Do tego wszyscy bohaterowie są ciekawi, a Diana kozacko wygląda z pistoletami. I,Vampire i Justice League Dark dalej fenomenalnie się czyta i ogląda mimo że ta druga seria zmieniła scenarzystę. Wciąż jednak wolę Swamp Thinga i Animal Man.
Fringe z piątym i zarazem finałowym sezonem! Zdecydowanie wiadomość tygodnia, dawno nic tak bardzo mnie nie ucieszyło bo od przeniesienia serialu na piątek drżałem o jego przyszłość i jak widać bez powodu bo nie dość że dostał czwartą serię to jeszcze mimo fatalnej oglądalności zasłużył na zakończenie historii i finałowe 13 odcinki. Stacja FOX tym ruchem odkupiła się w moich oczach, nie uważam jej już za największe zło i częściowo wybaczam to co zrobili z Firefly. Prawdopodobnie jednak w przyszłym roku po finale serialu będę na nich klął że to już koniec, że więcej nie zobaczymy naszych ulubionych bohaterów i że chcemy więcej bo historia dalej jest niesamowita ;) Jeśli chodzi o inne produkcje to udało mi się skończyć S02 Luther i S01 Hell on Wheels. Co do tego pierwszego to mogę się tylko zgodzić z jednym z felietonistów filmwebu - John Luther to Mroczny Rycerz Londynu, miasta zepsutego, pełnego morderców, psycholi i zwyrodnialców gdzie ciężko znaleźć kogoś z czystą duszą. Idris Elba zasłużenie dostał za tytułową rolę Złotego Globa. Hell on Wheels również mnie wciągnęło swoją powolną narracją, brudnym klimatem dzikiego zachodu i eksponowanym na każdym kroku dualizmem oraz niezwykłymi bohaterami. Jest to typowy serial od AMC więc albo się go pokocha albo szybko znienawidzi. Ja należę do tej pierwszej kategorii. Muszę też napisać, że jestem pozytywnie zaskoczony końcówką S02 Friday Night Lights - serial wrócił na dobry tor, irytujące wątki zostały ograniczone do minimum i znowu serial wciąga. Nic tyko oglądać dalej.
Filmów nie widziałem żadnych, ale jak pomyślę że już niedługo będę mógł obejrzeć Cabin in the Woods lub The Avengers to mnie skręca że jeszcze tyle czekania. Do tego jeszcze nowy Star Trek w produkcji, Niezniszczalni 2, Skyfall, Spider-Man i las but not least Mroczny Rycerz Powstaje, który mimo idiotycznego tytułu najlepiej zapowiada się z nich wszystkich. Jest też Hobbit, który o dziwo nie wzbudził wielkiego entuzjazmu na targach gdzie był pokazywany, a to wszystko przez nową technologię 48 klatek. Ja tam jednak się tym nie przejmuję bo film słaby na pewno nie będzie.
W tym tygodniu udało mi się też odkurzyć moje PSP co wynikło z długiej podróży pociągiem. Nie miałem ochoty na poważniejsze gry więc odpaliłem sobie Puzzle Quest i mnie znowu wciągnęło. Szkoda tylko, że dalej mam wrażenie, że komputer mnie oszukuje... Pograłem znowu w Real of Mad God i znowu się nieźle na wkurzałem - nic tak nie irytuje jak zgon przez laga po kilku godzinach pakowania postaci... Z milszych rzeczy to dzięki poprawie pogody można było pograć w piłeczkę na świeżym powietrzu. I liczę że więcej sobie w to pogram, a jeśli nie zostanie telewizja i Liga Mistrzów. Finał niestety nie zapowiada się fascynująco - Chalsea i Bayern. Na pewno nie będzie takich emocji jak w meczach półfinałowych. Natomiast w poniedziałek derby Manchesteru w których rozstrzygnie się walka o mistrzostwo Anglii. Glory glory Man United!
Jak napisałem tak zrobiłem - udało mi się poczytać Rise of the Vampires czyli crossover I, Vampire i Justie League Dark - epicka rzecz. Dawno czegoś tak dobrego nie czytałem. Zdecydowanie te dwa komiksy należą do mich ulubionych. Zaczęła się również Noc Sów w Batmanowych tytułach. Początek dobry, ale nie wzbudził we mnie takich emocji jak historia z wampirami jednak to był dopiero początek a Snyder udowodnił że jest utalentowanym scenarzystą i ja w niego na pewno nie będę wątpił.
Witam, trochę mnie tu nie było, ale wróciłem z nowymi siłami i planami. Tym razem nie będę porywał się z motyką na słońce i deklarował że coś napiszę lub pisał długaśnych wpisów których i tak większość nie przeczyta. Będę pisał to na co będę miał ochotę w danej chwili się rozpisać - a to skomentuje jakiś odcinek, a to jakiś sezon, książkę lub film... Hyde Park jednak będzie regularną (z założenia) kolumną. Takie małe podsumowanie tygodnia i opisanie co tam słychać u mnie, miejsce gdzie mogę się uzewnętrznić, co i tak mało kto przeczyta chociaż liczę że ktoś się znajdzie. Parafrazując mojego promotora - będzie dobrze jak 100 osób wejdzie na bloga, 50 zrobi to celowo, 25 rzuci okiem na ten wpis, 10 go przeczyta, a 1 zostawi komentarz. Wtedy będę spełniony.
Co słychać u mnie? Pod względem seriali jak zwykle z większością jestem do tyłu i na zaległości nie mam czasu. Jednak moje kochane serialiki obejrzałem - Fringe(4x19 miażdży) , Game of Thrones, Nikita. Tylko Community czeka bo brakowało mi napisów, ale jest wysokie prawdopodobieństwo że jeszcze dzisiaj zobaczę nowy odcinek. Z zaległości na tapecie dalej Luther, Friday Night, Lights i The West Wing czyli same hitowe produkcje. I jak będę oglądał w tym tempie co oglądam to te dwa pierwsze starczą mi jeszcze na długi czas co mnie bardzo cieszy. To zasługa systemu który wymyśliłem - tworzę ramówkę z 9 różnych seriali i potem wybieram z nich co chcę obejrzeć, gdy skończę te 9 wybieram kolejne. Proste i jakże skuteczne przedłużanie przyjemności. Teraz nie powtórzy się sytuacja że skończę jakiś wspaniały serial w mniej niż 48h (patrz Firefly). Smuci mnie, ale też nie mogę się doczekać końca Hell on Wheels i Luthera. Gdy skończę S02 tego drugiego biorę się za Outcast o którym przeczytałem bardzo pochlebny artykuł. Mam nadzieje że pilota sprawdzę już w przyszłym tygodniu. Rozpocznie się weekend majowy to i więcej czasu na nadrabianie będzie.Teoretycznie.
Ostatni tydzień był też udany pod względem filmowym bo udało mi się coś obejrzeć. Dla mnie to ogromny sukces bo filmów ostatnio oglądam strasznie mało. Niestety był to Sherlock Holmes: Game of Shadow. Film dużo słabszy od swojej pierwszej części, nie traktujący literackiego pierwozoru z należytym respektem, przesadzający z bullet timem oraz nudzący scenariuszem i humorem. Jak to dobrze, że jest serialowy Sherlock na którego zawsze można liczyć. Szkoda tylko, że ma on tylko 3 odcinki w sezonie, a następne dopiero jakoś w następne wakacje. Nic to, trzeba czekać, a jak ktoś się stęskni za aktorami to obejrzeć nowego Star Treka i Hobbita. Chociaż to i tak trzeba obejrzeć tylko pierw trzeba się doczekać.
Książki żadnej nie przeczytałem. Znowu. Głównie przez to, że Filary Ziemi nie wciągnęły mnie tak jak oczekiwałem. Po raz kolejny jeden głupi wątek porządnie zniechęcił mnie do czegoś. O ile część Toma czy Philipa czyta mi się świetnie i tylko przewracam kartki tak tej Williama nie znoszę mimo że wszystko jest świetnie opisywane to tak mnie postać do siebie zniechęciła że nie mogę jej czytać. Szkoda bo chcę się dowiedzieć co z Ellen, czy Tom postawi swoją katedrę i co stanie się z hrabią Bartłomiejem i jego córą. Dobrze, że pojawiła mi się kolejna mobilizacja - do domu przyszła paczka z Rodem Atrydów i (fanfary) Tańcem ze Smokami t2. Skończy się na tym, że zamiast czytać o średniowiecznej Anglii zanurzę się ponownie w Westeros. Boje się tylko, że znowu utknę nie jakiś rozdziałach (Dany) przez które nie będę mógł się przebić.
Mimo, że miałem egzamin w środę to w zeszłym tygodniu sporo grałem w grę, a raczej gry. Ponad 30h co jak na mnie jest rekordem od sam nie wiem kiedy. Skończyłem Mass Effect z czego jestem ogólnie zadowolony. Misje poboczne były nudne i powtarzalne, ale wątek główny mnie usatysfakcjonował. Miejscami był przewidywalny, ale kilka razy mnie zaskoczył. Końcówka natomiast była epicka. Nie obyło się też bez sporej ilości wyborów moralnych po których czuć że mieliśmy jakąś rolę w tworzeniu nowego porządku w galaktyce. Szkoda tylko, że w akcji zginęła mi 1/3 drużyny. Będzie trzeba przejść jeszcze raz (kiedyś) i sprawdzić jak bardzo mogę zmienić historię. Prócz ME ogromnym pożeraczem czasu była beta Diablo 3. No może nie aż takim bo spędziłem z nią raptem 3h ale drugie tyle spędziłem na próbie dostanie się na serwery i czytaniu opinii. Czy było warto? Jak najbardziej! To stary dobry hack & slash z tysiącami zabitych potworków i zebranych przedmiotów. Aż mi się łezka w oku zakręciła gdy wszedłem do Katedry w pobliżu New Tritram lub gdy toczyłem walkę z Leoricem. Szkoda tylko, że gra kosztuje 170 zł... poczekam aż stanieje do 100 i sobie kupie :) Poza tym standardowa porcja gierek - chwilka w Real of Mad God czy World of Tanks, flashowe popierdółki, FIFA 12 z kumplem czy Gorky 17 które postanowiłem sobie odświeżyć i które teraz pewnie będę katował przez najbliższy miesiąc bo nigdy nie będzie czasu. W przyszłym tygodniu natomiast powrót do domu i mojego PS3 czyli Uncharted 2, Heavenly Sword i Battlefield 3. Nie mogę się doczekać.
Poczytałem też troszkę komiksów. Zrobiłem przerwę w Żywych trupach żeby za szybko nie skończyć i skupiłem się na DC, a dokładnie Justice League Dark. Dobra rzecz. Teraz powoli jadę z I,Vampire i już niedługo crossover z wspomnianym JLD. Dzisiaj za to zaskoczył mnie Grumik premierą tłumaczenia Hellblazer #01 i finałem Jericho S03. Będzie to trzeba sprawdzić, ale w międzyczasie mam na oku Court of Owls czyli event Batmana autorstwa Snydera. W prawdzie wolę jego Swamp Thinga (genialna rzecz!), ale Batmana też dobrze piszę. Marvel mnie za to nie interesuje z czego się bardzo ciesze.
To by było na tyle. Dwa wpisy w przeciągu 24h - coś niesamowitego. Trzymać kciuki żeby następny był szybciej niż ten :)