Pokazywanie postów oznaczonych etykietą friday night lights. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą friday night lights. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 listopada 2013

Szybka seria #1

Pierwsze co to żal za grzechy. Żałuje, że nie pisałem na bieżąco. Oglądam - piszę. Gram - piszę. Czytam - piszę. Tak to powinno wyglądać. Jednak jestem człowiekiem leniwym i wygoda ze mną zwyciężyła. Miałem też kaca na pisanie po pracy magisterskiej. Przynajmniej tak to sobie tłumaczę. Jedyne co można było zobaczyć to kolejne serialowe podsumowania tygodnia i okazyjnie troszkę o filmach. W międzyczasie w roboczych notatkach zapisywałem kolejne uwagi do pochłoniętych tworów popkultury. Nazbierało się tego tyle i teraz trzeba przeprowadzić rachunek sumienia. Bo mimo żem jest człekiem leniwym to zarazem więźniem swoich przyzwyczajeń. Jak postanowiłem tak zrobię. Blog to mój pamiętniczek i ma się znaleźć w nim wszystko co przemieliłem choćby w postaci krótkiej wzmianki bym mógł po ponownej przygodzie z jakimś tworem wrócić i skonfrontować wrażenie ze swoim starym "ja". I tak powstaje nowy nieregularny cykl, który będzie formą popkulturowej spowiedzi. Będą tu rzeczy, o których nie chcę mi się pisać długich notek (kolejne sezony schematycznych seriali), nie jestem odpowiednią osobą, która może odpowiednio rzetelnie przeprowadzić rekonstrukcję jakiegoś dzieła (Breaking Bad) lub te o których nie chcę mi się pisać. Na przyszłość mam mocne postanowienie poprawy by zadośćuczynić wiernym czytelnikom (anyone?) lub by zdobyć nowych. Mam jeszcze do krótkiego opisania ponad 20 pozycji, a nowe wciąż dochodzą. W planach są również dłuższe notki, które teraz wam zaspoileruje - Dagome Iudex, Lazarus vol. 1 i Bit.Trip Runner. Podobało mi się i chcę o tym napisać. Bądźcie gotowi bo nie znacie dnia i godziny nowego wpisu. Tak jak i ja. 

PS. Jakieś uwagi czy propozycję? :)


SERIALE

 Castle S05
To był już piąty sezon Castle więc ciężko powiedzieć coś odkrywczego. Kto oglądał serial dobrze wie jak on wygląda. Co tydzień sprawa, a mordercą jest zwykle najmniej podejrzana osoba. Nic nowego, ale bawi ze względu na dwójkę głównych bohaterów. Oglądanie przygód Kate i Ricka dalej daje frajdę. Główna zasługa tego, że wprowadzono nową dynamikę między te dwie postacie. W końcu się zeszły. Dość szybko jak na przeciętny procedural, ale chwała za to. W końcu nie ma wiecznego napięcia między nimi, a dyskretne okazywanie uczucia gdy nikt nie patrzy. Jednak serial wcale się nie zmienił. To wciąż to samo. Twórcy zagrali dość asekuracyjnie, ale postanowili kilka razy poeksperymentować. Odcinek poświęcony Ryanowi, Esposito czy dla odmiany zgłębianie przeszłości Ricka, a nie Kate (chociaż i to się pojawia). Zdarzają się słabsze, zdarzają lepsze, ale większość odcinków jest po prostu przyjemna. Sprawa schodzi na dalszy plan nawet podczas epizodów tematycznych (np. konwent serialu sci-fi, świąteczny, wypad do Hamptoms), a na pierwszym miejscu jest humor, który wciąż bawi. Szósta seria powinna być podobna. Cliffhanger w porównaniu do zeszłych lat był spokojniejszy, ale jest zwiastunem zmian. Zmian, które nigdy nie nadejdą. Mogą być kosmetyczne korekty, ale serial się nie zmieni. I mi to wcale nie przeszkadza póki nie zabraknie humoru.

OCENA 4/6

Community S04
Czy Community bez Dana Harmona to dalej Community? Nie do końca. Było gorzej niż w poprzednich seriach, ale odcinków na prawdę słabych i mało śmiesznych była raptem kilka (tyle, że sezon był krótszy...). Niestety, ale też finał o którym bym chciał jak najszybciej zapomnieć... Bohaterowie się wiele nie zmienili i dalej zachowują się ze swoim charakterem, ale zabrakło wyczucia i serial często popadał w autoparodię zamiast składać hołd popkulturze i z niej czerpać. Szkoda bo zwykle zamysły były dobre, ale brakowało ręki mistrza i zamiast mięć wrażenie obcowania z geniuszem często było zażenowanie lub uczucie "kolejna zwykła komedyjka". Szkoda. Jednak było kilka na prawdę wybitych odcinków - kolejne podejście do paradokumentu, czy origin story bohaterów. Dwa najlepsze epizody, ale w TOP10 pewnie by się nie znalazły. Dobrze, że ilość gagów nie zawodziła i najczęściej onelinery śmieszyły. Teraz trzeba liczyć, że Harmon naprawi błędy i Community odzyska dawny blask.

OCENA 3/6

Copper S01 
Copper to pierwszy oryginalny serial BBC America. I jest to bardzo solidna produkcja. Tylko tyle. Dobrze się go ogląda, bohaterowie do polubienia, są skomplikowani i mają bogatą przeszłość, fabularnie jest przemyślanie skonstruowany, a i nie poskąpiono kasy na oddanie klimatu XIX wiecznego Nowego Jorku. Tylko, że brakuje mu magnetyzmu. Ten sam problem dostrzegam z Hell on Wheels i Boardwalk Empire. To bardzo ładne seriale, nie można im wiele zarzucić, dobrze się je ogląda, wciągają na te 40 minut, ale nie zmuszają by o nich myśleć i natychmiast do nich wracać. To jest kolejna rzemieślnicza robota jakiej teraz pełno w telewizji. Jednak fani historii powinni być zachwyceni. Może czasem serial popada zbytnio w procedural, ale przeważnie sprawy rozbite są na dwa odcinki, a główny wątek z poszukiwaniem żony głównego bohatera czy walką z szpiegami konfederacji toczy się przez cały sezon. Klimacik też jest - brutalny i bez łagodzenia. Krew, pedofilia, domy publiczne - w ogólnodostępnej telewizji nie widzi się takich rzeczy. Mocno jest też usytuowany w historii. Wystarczy trochę poczytać wikipedię i mieć rozeznanie w realiach epoki i można czerpać z niego dodatkowe korzyści. Do drugiego sezonu nie wrócę, ale i tak polecam samemu sprawdzić pierwszy. Dużo osób zachwyca się produkcją więc może to ja mam skrzywiony gust i wymagam od tego typu produkcji poziomu Rome. 

OCENA 4/6

Damages S05
Damages to przykład jak bardzo może upaść genialny serial. Pierwsze dwa sezony perfekcyjne, trzeci był lekkim ostrzeżeniem, a potem już gigantyczny spadek formy w ostatnich dwóch. Piąty jest wprawdzie trochę lepszy od czwartego, ale daleko mu do pierwszych. Nie lubię pisać takich rzeczy, ale już lepiej jakby serial skończył się wraz z finałem trzeciego sezonu. Nie dość, że poziom był wysoki przez co serial by pozostawił same pozytywne wrażenia to jeszcze miał lepsze zakończenie. Wprawdzie i tutaj ono jest, pasuje do wydźwięku serialu, ale chyba wolałem to z S03. Główną osią fabularną tego sezonu była obrona Chaninga McLarena, który był wzorowany na Julianie Assange, oraz finałowe starcie między Ellen i Patti. I wszystko byłoby piękne gdyby nie kiepsko poprowadzony scenariusz, który nie trzymał w napięciu. Flashforwardy i flashbacki, które były siłą serialu zaczęły irytować swoją powtarzalnością, a historia poruszała się do przodu w ślamazarnym tempie. Nowe postacie nudziły i ciężko było się do nich przekonać i przejmować ich losem. Były lata świetne za genialnym Frobisherem. Aktorstwo to wciąż najwyższa półka, szkoda, że pomysłu zabrakło i za mało było napięcia. Najlepsze sceny to te między dwiema głównymi bohaterkami, ale to za mało by uratować ten serial. Szkoda, że skończył w taki sposób. Kiedyś czytałem artykuł, który porównywał go do Breaking Bad i gdyby początkowy poziom został utrzymany serial z pewno by dorównywał dziełu Gilligana. Niestety, obecnie jest kilkanaście długości za nim...

OCENA 3.5/6

Defiance S01
Ostatnimi laty science - fiction nie po drodze z telewizją. Wystarczy choćby wspomnieć o fatalnym Revolution czy braku sci-fi w kosmosie. Smutne czasy. Promykiem nadziei miało być Defiance. I tym promykiem zostało bo wątpliwe by oświetliło drogę innym tego typu produkcją. Początkowo miałem nadzieje, że będzie inaczej - obce rasy, własna kultura, obyczaje i języki. I to wszystko na po części sterraformowanej Ziemi kilkanaście lat po wojnie z kosmitami gdzie rodzą się nowe mocarstwa. Fajne? Fajne. Tylko, że Dfiance to zwykły procedurl gdzie rozwiązywane są błahe sprawy mieszkańców z kilkoma poważniejszymi wątkami, które nie potrafią wciągnąć, a część postaci irytuje. Strasznie asekuracyjny serial, bojący się zrobić poważniejszy krok by być czymś odważniejszym i być może lepszym. Do tego jeszcze niezrozumiałe wplecenie wątków mistycznych i zbytnie komplikowanie mitologii serialu przez co wydaje się ona strasznie naciągane. Część bohaterów można polubić, część straszy swoją jedno wymiarowością. Ktoś złakniony sci-fi może próbować, innym odradza. Sam do S02 nie wrócę bo nie interesuje mnie co stanie się z Defiance, kto zostanie burmistrzem, czy młodzi wezmę ślub, jakie mistyczne moce ma jedna z bohaterek i kto będzie panował nad kopalniami bo tak wyglądają niektóre wątki tego serialu.

OCENA 3/6
Friday Night Lights S04 
Friday Night Lights to jeden z moich ulubionych seriali. Nie oglądałem go na bieżąco z emisją, ale zakochałem się podczas nadrabiania. Dlatego postanowiłem sobie go dawkować i po 3 serii zrobiłem przerwę. Po kilku miesiącach spontanicznie włączyłem 4 sezon i obejrzałem w niecałe trzy doby. Takie to dobre. Część bohaterów odeszła, pojawili się nowi, emocję zostały te same. Zarówno te podczas meczy footballu amerykańskiego jak i perypetii postaci. Każda z nich budzi jakieś uczucia, nie można pozostać obojętnym na ich los. Mimo, że wiele się zmieniło, ja ten sezon uważam za najlepszy. Najbardziej spójny w konstrukcji i opowiadający konkretną historię. I niezwykle pesymistyczny i smutny. Współczuje się tutaj każdemu, nikomu nic nie wychodzi i jest więcej dramatycznych wydarzeń niż tych szczęśliwych. Chyba dlatego tak bardzo można się zżyć z postaciami. Cały ten klimat jest podkreślony melancholijną muzyczką idealnie pasującą do nastroju. Co ważne nie ma tutaj jakiś wydumanych wątków jak te z drugiego sezonu. Samo życie, coś co może się przydarzyć każdemu. Nowe postacie godnie zastępują stare, które też się pojawiają. Fani na pewno będą zachwyceni. Jeśli ktoś nie ma pojęcia czym jest Friday Night Lights to proszę was dajcie szansę. I niech nie zrazi was sportowa otoczka bo to jest serial o bohaterach i ich perypetiach, a nie zmaganiach na boisku, chociaż i to jest tutaj istotne. 

OCENA 5/6

The Good Wife S02
Ponad rok zajęło mi się zabranie za drugi sezon The Good Wife i bardzo żałuję tej decyzji bo powinienem kontynuować oglądania od razu po skończeniu pierwszej serii bo serial jest jak najbardziej tego wart. S02 przynosi wiele zmian i wprowadza nową dynamikę w serialu. Cary przeniósł się do biura prokuratora, Peter walczy o odzyskanie swojej dawnej posady, Kalinda boryka się z nieoczekiwanymi problemami, a Alicja jest wartościowy współpracownikiem Lockhart/Gardner, które zyskało nowego partnera tytularnego - Bonda. Mimo, że wątków jest dużo to żaden z nich nie został zaniedbany na przestrzeni sezonu i praktycznie nie ma słabego ogniwa w fabularnej mozaice spisków i opowieści. Bohaterowie się rozwijają, sala sądowa to dalej elektryzujące miejsce, zwłaszcza, że nie brakuje charyzmatycznych występów gościnnych, a i sprawy częstokroć powodują konflikt moralny u bohaterów lub widzów. Nie da się narzekać na nudę. W ogóle nie ma na co narzekać bo to jeden z tych seriali, które się chłonie i zapuszcza odcinek za odcinkiem. Było lepiej niż w pierwszej serii, a to nie wszystko na co stać twórców i scenarzystów. 

OCENA 5/6 

The Shield S02
Drugi sezon The Shield uważam za lepszy od pierwszego. Poprzedni służył głównie ekspozycji postaci oraz nakreślenia klimatu opowieści, drugi natomiast skupia się już na opowiadaniu historii. Pojawiają się wątki, które trwają kilka odcinków, zmienia się status bohaterów, a czyny które podejmują niosą dalekosiężne konsekwencję. Tych mini story arców w sezonie jest kilka i nie są one wciśnięte na siłę, a ich istnienie jest logicznie uargumentowane. Szkoda tylko, że na tym ucierpiały postacie poboczne. Dany czy Julien dostają mniej czasu, a i ilość przesłuchań Dutcha została mocno ograniczona. Nie zaniedbano ich bo każde z nich również ma swoją historię, ale dostają mniej czasu antenowego. Nie zrezygnowano za to z komentarza społecznego i odwagi w poruszaniu trudnych tematów - mniejszości etniczne, Arabowie po 9/11, przemoc seksualna. Są odcinki zmuszające do myślenia na trudne tematy i to się chwali. Tym bardziej, że w większości jest to pesymistyczna wymowa. Nie zabrakło też naturalizmy zarówno w przedstawianiu świata jak i sposobie kręcenia. Humor dalej obecny szczególnie zestawiony z tragicznymi wydarzeniami. Nie obyło się jednak bez kilku oczywistych rozwiązań fabularnych, które trochę psują odbiór. Ja ten sezon oceniam wyżej od poprzedniego i liczę, że kolejny będzie lepszy.

OCENA 5.5/6

KSIĄŻKI


 "W górach szaleństwa" - Howard Phillips Lovercraft
Powoli nadrabiam klasyków literatury i tym razem padło na Lovercrafta. Nie powiem jednak, że jestem zachwycony. Może jakbym nie czytał tylu nowszych książek z tak odmienną formą narracji inaczej bym odebrał jego twórczość? A może to zupełnie nie moja broszka? Będę próbował dalej, zapoznam się z opowiadaniami i może one mnie do siebie przekonają, ale wyprawy w góry szaleństwa nie będę polecał znajomym. Jasne doceniam styl i formę książki. Język jest wyszukany i niepokojący, a narracja jest prowadzona w taki sposób, że zwiększa zaciekawienie, a opisy to mistrzostwo świata. Tylko, że tutaj praktycznie nic się nie dzieje. Rozwleczone na potęgę, w całości jest to relacja z wyprawy, która nie potoczyła się zgodnie z planem i zagłębianie się w niepotrzebne drobiazgi nudzi. Snucie odkrywanej historii Ziemi to jeden z najmocniejszych punktów książki, tylko cała reszta wypada przy tym blado. Podoba mi się, że czuć wiszącą w powietrzu tajemnice, niepokój z nią związany, ale w większości przypadków czar pryska gdy zostaje ona ujawniona. O wiele lepiej wychodzą niedopowiedzenia niż wyjaśniania. Chociaż może gdybym znał mity Cthulhu inaczej bym to odebrał? 

OCENA 3.5/6

KOMIKSY 

Smallville Season 11 Vol. 2: Detective
Z uwagi na jakość pierwszego tomu zwlekałem przed zabraniem się za drugi. Bałem się, że będzie równie fatalnie czy nawet gorzej. Zachęciło mnie jednak pojawienie się Batmana. W końcu zbliża się film, a i DC wydaje miesięcznik z tą dwójką. I muszę przyznać, że mi się podobało. Batman został dostosowany do realiów Smallville, trochę więcej żartuje i ma udziwnione gadżety, a Barbara Gordon jest Nightwinem i wyśmiewa pomysł żeby nazywać się Batgirl. Początkowo mamy doczynienia ze sprawą kryminalną, którą rozwiązują największy detektyw na świecie, wpleciona jest w to jego przeszłość i wraz z rozwojem wypadków udowodnia, że jest tym Batmanem, który jest zdolny do wszystkiego. Wybuchy szału czy równorzędne starcie z Supermanem (standard dla tego typu spotkań). Przyjemnie się to czyta i dlatego trochę żałuję, że pod koniec (3 ostatnie numery z 12) poziom historii mocno siadł i zaczęło się dziać zbyt dużo dziwnych rzeczy, które były pokazywane w chaotyczny sposób. Na pewno chciałbym żeby częściej dochodziło do spotkań duetu Superman/Batman. Mam jeszcze dwa duże zastrzeżenia. Pierwsze z nich to mało wątków pobocznych, które rozpoczęły się w poprzednim tomie (Tess i kryzys), a te nowe nie przekonują. Druga uwaga to rysownicy. Nie chcę mi się teraz liczyć (tak, leniwe ze mnie bydle), ale conajmniej 4 ich było. Strasznie to wybijało z rytmu podczas czytania. Zwłaszcza jak dwóch rysowało jeden króciutki numer i ignorowali fryzury postaci czy kolor ubrań. Dramat. Kolejny tom sprawdzę. Jeśli utrzyma poziom tego będę zadowolony. To nie jest wybitne czytadło, ale sam serial też wielki nie był. Ciesze się, że mogę kontynuować historię starych bohaterów i wyobrażać sobie jak wygląda to w ruchu. 

OCENA 3/6

poniedziałek, 16 września 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #50 [09.09.2013 - 15.09.2013]

50 odsłona podsumowania tygodnia. Ładny okrągły jubileusz. Powinienem zrobić jakieś podsumowanie czy coś, ale nie mam pojęcia o czym w nim pisać. Ilość odcinków? Nie chcę mi się liczyć (wrodzone lenistwo), za dużo tego, ale szacunkowo mogę powiedzieć, że coś około 500 - 700. Nie jest tego dużo, nawet mniej niż 3 odcinki dziennie. Już nie oglądam tyle telewizji co jeszcze 3 lub 4 lata temu. Jednak dalej potrafię się wciągnąć w dobrą produkcję. Wystarczy spojrzeć na ten tydzień gdzie spontanicznie obejrzałem cały czwarty sezon Friday Night Lights. Było warto. Teraz jednak trzeba przypałuzować by za szybko się nie skończyło. Bo to jest lepsza taktyka niż obejrzeć całość ciurkiem. Niektórymi smakołykami trzeba się delektować i wydłużać przyjemność. Nie jest to łatwe bo najczęściej po finale prosi się o następny odcinek, ale przez te kilka lat udało mi się opanować tą trudną sztukę. Opanowałem też obowiązkowość, że się skromnie pochwalę. Niemal rok ukazywania się serialowego podsumowania tygodnia (co za mało pomysłowa nazwa!), ale obyło się bez opóźnień. Tylko raz notka pojawiła się w poniedziałek popołudniu, ale to wszystko wina Person of Interest, które prosiło się o skończenie sezonu więc nie było czasu na takie pierdoły jak blog. Aj, jednak nie do końca wyrobiłem sobie ten odruch dawkowania...

Muszę koniecznie napisać, że jestem zadowolony z obecnej formuły. Takie pomieszanie recenzji z wrażeniami, pisanymi na szybko po zakończeniu oglądania. Niezbyt przemyślane, ale oddające po części moje emocję i opinię. Jeśli jednak ktoś ma jakieś sugestię to zapraszam do komentowania. Na pewno je rozpatrzę, a i milej na serduchu się zrobi jak okaże się, że ktoś to czyta. A jak nie to trudno, dalej będę robił swoje.


SPOIL, SPOILER, SPOILER
Breaking Bad S05E13 To'hajiilee
- no to jakiś żart! Jak można skończyć odcinek w takim momencie?! Przecież to czysta złośliwość i psychiczne znęcanie się nad widzem. W środku strzelaniny, z uwięzionym Heisenbergem i życiem Hanka i Gommiego pod znakiem zapytania. I jeszcze tyle niesamowitych rzeczy do tego prowadziło - dynamiczna pogoń za kasą, odkrycie prawdy i aresztowanie. Tyle dobrego, a mogło być przecież więcej! Plus jest taki, że przyszły odcinek od samego początku będzie trzymał w napięciu chyba, że zafundują przeskok w czasie. Oby nie bo jestem ogromnie ciekaw co się stanie. Ktoś zginie na pewno bo najwyższy na to czas. Tylko kto? Ktoś od Todda? A może Hank lub Gomez? Na Jessego jeszcze za wcześnie.
- reszta odcinka była bardzo dobra, ale miałem wrażenie, że ciągnie się. Jasne przekręt z Hullem i cała ta mistyfikacja z zdjęciami były niezłe, ale wolno się to działo i brakowało w tym napięcia. Tak do momentu zobaczenia beczki na ekranie telefonu przez Walta byłem zdania, że to jeden z najsłabszych epizodów tego sezonu. Miał mocne sceny, ale jako całość zawodził. Póki nie gruchnęło.

OCENA 5/6

Dead Like Me S02E06 In Escrow 
- podoba mi się ten sezon, chyba bardziej od poprzedniego. Najbardziej istotna rzecz do jakiej mogę się doczepić w tym odcinku to głupi żart z pierdzeniem. Już dawno przestały mnie śmieszyć takie rzeczy, dobrze że miało to jakąś większą otoczkę i prowadziło do innego humorystycznego elementu (nie pozwę was), ale lekki niesmak i tak pozostał
- narracja George jak zwykle dość błaha, o trudach życia itp. ale dobrze się jej słucha bo ja no właśnie taka życiowe. Mówi o życiu szaraka, każdego z nas razem i z osobna. Do tego jeszcze zaakcentowano wątek odpowiedzialności, tego że nasze decyzję mają konsekwencję.
- u Lassów nic się nie zmieniło. Mogło, ale do tego nie doszło. Jednak przypadkowe wydarzenie może trochę namieszać w przyszłości.
- ciesze się, że dużą rolę w tej serii dostają inni Żniwiarze. Roxy musi się skonfrontować ze swoimi uczuciami, to tylko pokazuje, że nie jest to taka płaska postać jak można się było na początku spodziewać. I jeszcze sporo humoru podczas spowiedzi jak prosi o zdrowaśki na pokutę. Mason za to konfrontuje się ze swoim dawnym idolem. Humor i zarazem smutek biją z tych scen. Jeszcze okazuje się, że wspomnienia są piękniejsze od rzeczywistości
- sceny śmierci jak zwykle absurdalne. Szczególnie ta na lodowisku. Strzelanina też przemyślanie pokazana. Sam dźwięk przez co zamiast wypaść tragicznie była śmieszna. 

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E01 East of Dillon 
- po długiej przerwie wróciłem do Dillon i czuje się jak w domu. Wprawdzie mnóstwo zawirowań i bohaterowie w nowych sytuacjach, ale to to samo miasteczko które opuściłem. Już początek mi to uświadomił gdzie podróżujemy wzdłuż ulicy i słuchamy radia zapowiadającego nowy sezon. Sezon, który będzie inny od poprzednich - nowa szkoła, nowa drużyna, nowi ludzie i kolejne konflikty. Już nie mogę się doczekać by lepiej poznać nowych i zobaczyć jak Lwy zaczną grać football. Ciekawe też co u Panter, jak sobie radzą z nowym trenerem bo nie pokazali wyniku meczu.
- sceny z trenerem jak zwykle niesamowite. Kyle Chandler jest niezwykle charyzmatyczny jak musi się wydzierać i ustawiać swoich do pionu lub zagrzewać ich do walki. Piękny i smutny widok na końcu jak poddaje mecz, a jego drużyna ledwo co trzyma się na nogach.
- a co u starych bohaterów? Tim zachowuje się jak zwykle, brakuje mu odpowiedzialności, JD przerodził się w prawdziwego dupka, a Matt został w mieście  i marnuje się. Smutno ogląda się ich dramaty wiedząc co już przeszli

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E02 After the Fall
- bohaterką tego odcinka jest Tammi. Pierw szantażowana, nie daje się przekonać, wykłóca się z mężem o kłamstwa z przeszłości i potem rozprawia się z McCoyem. Pieknie to wyglądało jak upokorzyła go przy radzie. Szkoda, że w szkole nie najlepiej, ale z drugiej strony to dobrze bo szykują się z nią ciekawe wątki i może mieć problem z utrzymaniem się w pracy
- wschodnie Dillon jest straszne. Nie dziwie się, że ludzie nie chcą tam posyłać swoich dzieci. Gangi i obskurne wnętrza. Szkoda mi Julie, nawet nie wie w co się wpakowała
- trener musiał po raz kolejny zmierzyć się z hejtem miasteczka. Poddanie meczu została źle odebrane przez widzów jak i drużynę. Ciężko było ją poskładać, ale jest nadzieja na lepsze jutro. Riggins wiele pewnie nie pomoże bo będzie się pakował w swoje kłopoty, ale coś z tego będzie. Nie w tym sezonie, ale w następnym mistrzostwo będzie. I tylko pragnę widzieć więcej meczy bo są niesamowicie emocjonujące

OCENA 4/6

Friday Night Lights S04E03 In the Skin of a Lion
- jest pierwsze przyłożenie drużyny i pierwsze punkty! Niby kolejna klęska, ale dająca nadzieje na przyszłość, nadzieje która jest potrzebna drużynie gdzie już rysują się wewnętrzne konflikty i nawet spory na tle rasowym. To będzie dobry sezon pod tym względem
- Taylor jak zwykle poświęca się dla drużyny i płaci za stroje z własnej kieszeni. Do tego jeszcze nikt w niego nie wierzy, dyrektor grozi końcem zespołu, a sponsorów nie widać. Zupełnie inaczej niż w Panterach. Jednak tamci mają zupełnie inne problemy i Buddy zaczął o nich głośno mówić. Teraz czekać aż zmieni niebieskie barwy na czerwone
- u Matta i Julie źle się dzieje i boję się że nadejdzie dla nich koniec. Nie chcę tego bo to jedna z najbardziej uroczych serialowych par, ale zerwanie byłoby czymś normalnym. Prozą życia, a o tym jest ten serial. Smutno tez patrzy się na Rigginsa, który dalej nie może odnaleźć sensu życia i zaczęła z nim flirtować jakaś podlotka

OCENA 4/6

Friday Night Lights S04E04 A Sort of Homecoming
- ten serial funduje mieszankę emocji - raz daje olbrzymią frajdę z oglądania, a zaraz potem przyprawia o smutek. Tak się właśnie skończył ten odcinek. Zresztą, taki był wątek Matta. Zrezygnował z edukacji na rzecz dziewczyny i teraz to go trapi. Na końcu natomiast dowiaduje się, że stracił ojca. Wiele przeszedł i cały czas ma pod górkę.
- konflikt między Lukiem i Howardem zażegnany? Dość szybko, ale pewnie niedługo się znowu zacznie. Ciekaw jestem jak będą się spisywać razem na boisku.
- tym razem w roli głównej byli dawni mistrzowie, a nie młode lwy. Jak widać nie każdy ma wesołe wspomnienia związane z footballem.
- biedna Tammi. Jak zwykle postąpiła dobrze, ale jest przez to nienawidzona. Connie Britton gra perfekcyjnie i ciesze się, że tak dużo czasu jest poświęcane jej bohaterce

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E05 The Son
- co za odcinek! Niemal w całości poświęcony żałobie i przeżyciach Matta po śmierci ojca. Smutna atmosfera emanowała z ekranu i odczuwanie współczucia było czymś naturalnym. Niesamowicie zagrał Zach Gilford w tym odcinku - momentami niezwykle stoicki, potem zdenerwowany czy zdezorientowany, wkurzony i pogrążony w rozpaczy. Wiele świetnych scen było, ale najlepsza chyba na samym końcu jak sam zasypuje trumnę.
- co dziwne w odcinku pojawiła się Layla. Nie żebym się za nią specjalnie stęsknił, ale jej powrót był czymś normalnym. I chciałbym tak zobaczyć więcej starych twarzy i sprawdzić co u nich.
- co do Lwów - w końcu jakieś sukcesy. Niby nic jeszcze nie wygrali, ale widać postęp. Howard został graczem miesiąca, ale widać, że nie radzi sobie w nowej roli. Ma też mnóstwo innych kłopotów - z matką i pieniędzmi którym brakuje. Czyżby kolejny konflikt z prawem? Uwielbiam jak są skonstruowane postacie w tym serialu. Nie jednoznaczne i obciążone swoją przeszłością

OCENA 5/6

Friday Night Lights S04E06 Stay
- niesamowicie depresyjny ten sezon. Nikomu nic ię nie udaje, co rusz jakieś pechowe wydarzenia i nikt nie jest prawdziwie szczęśliwy. Radosne chwilę występują, ale są niezwykle ulotne. Nawet drużyna jeszcze nie wygrała, a to przecież połowa sezonu. Iskierka nadziei istnieje, ale trzeba czasu by buchnęło ogniem. Nie mogę się doczekać emocji związanych z kolejnymi meczami
- Layla dostała więcej czasu i nie powiem żeby było specjalnie szczęśliwa. Tęskni za Rigginsem, a on za nią, ale nie mogą być razem. Snują marzenia, które nie mają szans się spełnić. I jeszcze Becky opowiada historię o bratni duszach, która oczywiście nie ma szczęśliwego zakończenia
- również Mattowi i Julie się nie układa. Widać, że wciąż się kochają, ale coś niedobrego się między nimi dzieje. Co by się jednak nie stało to i tak będzie jedna z moich ulubionych serialowych par i basta

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E07 In the Bag
-jakoś mnie nie zdziwiło to, że nie działo się prawie nic pozytywnego. Ten sezon jest strasznie smutny...
- Julie mocno przeżywa rozstanie, stara się trzymać, ale niezbyt jej to wychodzi. Matt za to okazał się dupkiem i tchórzem. Nie spodziewałem się tego po nim. Czekam aż się odezwie, ale boję się jak to będzie wyglądało
- Howard jednak miał broń. Trenerowi bardzo trudno uzyskać zaufanie tej drużyny. Zdziwił mnie też wątek naprawianie płotu. Obstawiałem, że drużyna się pojawi i pomoże, potem Tank się zaoferował, że ich przyślę, a okazało się że tylko on przyszedł. I jeszcze tragiczna końcówka z kontuzją Luke'a. Nikomu nic się nie układa...
- u Becky to samo. Rozczarowana ojcem i prawdą. Bill ma kłopoty z żoną i wpadnie w kolejne tylko teraz z gangami. Już mu współczuję. Nawet Landry ma pecha. U Tammi nie lepie. Niech w końcu uśmiechnie się do nich szczęście!

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E08 The Toilet Bowl
- niby jest, promyk nadziei, Lwy w końcu wygrały swój pierwszy mecz, ale nie znaczy to że układa się bohaterom. Raczej są to wstępy do poważnych dramatów
- najszczęśliwsza powinna być Julie bo jest bliska dostania się na studia, ale wiąże się to z wyjazdem z rodzinnego miasta. Również Becky nie może mówić o prawdziwym szczęściu - pocałunek z Timem przysporzy jej więcej powodów do smutku niż radości. Sam Tim i Billy znaleźli dopływ gotówki, ale pewnie przyjdzie im za to poważnie zapłacić. Strasznie smutno się to ogląda...
- pozostałe postacie też mają pecha - romans Landryego będzie miał tragiczny koniec, a Luke będzie miał problem z lekami. I ja wcale na to nie narzekam. Wszystko to jest strasznie naturalne, bez zbytniego udziwniania, a zwykle sploty wydarzeń które mogą się przydarzyć. Takie Friday Night Lights chcę oglądać tylko mogłoby się coś w końcu przydarzyć dobrego

OCENA 4/6

Friday Night Lights S04E09 The Lights of Carrol Park
-  Taylorowie to najlepsze serialowe małżeństwo i basta! Bezgranicznie sobie ufają i nie zachowują się głupio i irracjonalnie. Miłość bije od każdej sceny z ich udziałem. Najlepszym przykładem jest ten nieszczęsny Glenn. W jakimś innym serialu mąż by się wkurzył i zaczął pienić i doszłoby do kłótni. Tutaj widać tylko delikatną zazdrość i obrócenie sprawy w żart. Pięknie to wyglądało
- głównym wątkiem odcinka był mecz inny od poprzednich - w parku z amatorami. I wyszło równie dobrze co zwykle. Uwielbiam oglądać tutaj footballowe starcia. Ciekawe czy ten młody co go Taylor wyłapał pojawi się w przyszłym sezonie. Ciekawe też czy rzeczywiście się coś zmieni czy po paru tygodniach park będzie wyglądał jak dawniej.
- u Becky dramat - dziewczyna jest w ciąży z Lukem. Nie powiem żeby mi się specjalnie ten wątek podobał, ale jestem ciekaw jak sobie poradzą bo już darze sympatią te nowe postacie.
- Howard znalazł robotę u ojca Jess. Jego wątek też bardzo mi się podoba bo widać jak ta postać przez sezon się zmieniła i dąży do czegoś. Świetnie wypadła scena z Landrym jak nic mu nie powiedział co sądzi o jego związku z Jess
- nowy chłopak Julie nic, a nic mnie nie interesuje. Niech lepiej Matt wraca

OCENA 4/6

Friday Night Lights S04E10 I Can't
- odcinek o aborcji, ale poprowadzony z niesamowitym wyczuciem. Bez zbytniego moralizatorstwa tylko spojrzenie oczami osób najbardziej tym zainteresowanych. Uwielbiam Friday Night Lights, że jest to serial tak nastawiony na bohaterów, ich wybory i przeżycia. Nie musi się wiele dziać wyszukanych rzeczy, tutaj najprostsze historię są najlepsze przez co tak łatwo się sympatyzuje z bohaterami
- u Howarda też nie za dobrze. O ile na boisku jest lepiej, tak już życie go nie rozpieszcza. Ustatkował się, ale musiał podjąć drastyczną decyzję i wrócił do gangsterki. To się na nim mocno odbiję. Chyba, że znowu dokona trudnych wyborów. A może jego losy splotą się z Rigginsami? Niby chcą zrezygnować z prowadzenia dziupli, ale to nigdy nie jest takie łatwe
- Connie Britton jest cudowna, nic dziwnego że Tim wysyła Becky do Tami. Jak zwykle przejmuje się każdym z dzieciaków bo stawia ich w miejsce swojej córki i zachowuje się jak matka.

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E11 Injury List
- dalej jest niesamowicie smutno, nic nikomu się nie układa. Brawa dla scenarzystów za konsekwencję w kreowaniu tak spójnego sezonu
- najsmutniej wypadł chyba wątek Tami. Jak zwykle zrobiła dobrze, a teraz zupełnie niesłusznie obrywa za to po tyłku.Szykuje się skandal i sprawa w gazecie. Najbardziej szkoda w tym wszyskim Becky i Luke'a bo to się szczególnie na nich odbiję
- Matt to dupek ostatnio, ale jestem w stanie zrozumieć jego zagubienie. I tutaj znowu robi się przykro Julie bo to ona ma najciężej.
- Tim w tym sezonie wpadł między dwie kobiety. Obydwie zastawiały na niego sidła, a on powstrzymywał się. I jak skończył? Na kanapie w Riggins Rigs bo jego intencję zostały źle odczytane. Chciał dobrze, a wyszło...
- u Howarda też dramat - pojechał na akcję zginął jego kumpel. Czy to odmieni jakoś jego życie? Opuści gangi czy bardziej wsiąknie?
- jeśli chodzi o drużynę to też nie najlepiej. Przegrała. Znowu. A teraz zbliża się pojedynek z Panterami. Może na zakończenie sezonu jakiś pozytyw? Będzie ciężko bo Luke na ławce, a Howard może nie zagrać, ale ja wierzę w Lwy. 

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E12 Laboring
- ale ja głupi jestem, na prawdę myślałem że zaczyna się w końcu układać bohaterom. Poród dziecka Billego byłby idealnym wstępem do dalszego ciągu dobrych wydarzeń. Tak jak te wykałaczki na boisku, zadziałały strasznie rozluźniająco. A potem wszystko zaczęło się walić... prawie wszystko bo przynajmniej Howard się opamiętał, ale to i tak będzie miało konsekwencję w postaci końca związku Jess i Landryego
- najbardziej szkoda wszystkich Lwów i Taylorów. Mecz zostanie rozegrany na obcym boisku przy publiczności która ich nienawidzi i lekceważy. Jednak liczę na zwycięstwo. Bardzo bym tego chciał żeby coś się w końcu udało zrobić z tą drużyną. Należy się im. Eric i Tami również powinni dostać coś od życie. Ostatnio tylko pod górkę. Oby Tam ładnie rozegrała sprawę tego pozwu, ona ma talent do takich rzeczy
- Tim w więzieniu? To jest smutna wiadomość, ale zupełnie zrozumiała w kontekście całej serii.

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E13 Thanksgiving 
- mecze w Friday Night Lights niejednokrotnie dostarczają więcej sportowych emocji niż realne rozgrywki. Pewnie dlatego, że człowiek jest bardziej przywiązany do tych bohaterów niż prawdziwych sportowców, obserwuje ich codzienne życie i trzyma kciuki by wiodło się im jak najlepiej. Dlatego tak cudowny był to mecz. Dwie drużyny z Dillon stają na przeciw siebie i po niesamowitej walce wygrywają Lwy. Każdy dał z siebie wszystko. Nawet Tinker zapunktował! Radość udzieliła się i mi jak schodzili do szatni ciesząc się ze swojej gry. Euforia przyszła na końcu jak Luke przezwycięża swój ból i trenera mu postanawia zaufać, a potem Landry zdobywa zwycięskie punkty. To było coś niesamowitego. Nie zdziwiłbym się gdyby nie trafił bo przez cały sezon było wszystkim pod górkę, ale udało się wygrać. Z niczego Eryck stworzył drużynę, która ma szansę powalczyć o mistrzostwo w przyszłym roku. Cudownie by było jakby znowu zagrali z West Dillon i ponownie wygrali.
- jednak nie dla wszystkich ten sezon dobrze się skończył. Nie zabrakło emocji i wylewały się one z ekranu. Zwłaszcza mowa Billego na kolacji u Taylorów. Potem jeszcze poświęcenie się Tima, zerwanie Julie i Matta, Landry wylatujący do Chicago i wcześniej zrywający z Jess. Zwolniona Tami i zmieniająca pracę. A przecież to dopiero początek bo w premierze przyszłego sezonu pożegnają się ze szkołą kolejne osoby.

OCENA 5/6

Sons of Anarchy S06E01 Straw
- Sons of Anarchy wróciło z nowym sezonie i szczerze mówiąc jakoś niespecjalnie ciągnęło mnie do oglądania. Czekałem na nowy sezon, ale miałem opory przed jego włączeniem. To chyba wynika z zmęczenia materiałem. 5 lat śledzenia jakiegoś serialu to szmat czasu i nawet najlepsze produkcje mogą zniechęcić. Tylko, że o tym wszystkim zapomina się tuż po włączeniu odcinka bo serial jest tak dobry jak zawsze
- jak na premierę epizod był całkiem spokojny. Trochę się działo, trochę przestoi i trochę brutalnie. Spodziewałem się więcej, ale nie ma się zbytnio do czego przyczepić. A te całe kontrowersje związane z odcinkiem? Śmieszne. Serial ma określony rating wiekowy więc dzieciaki nie powinny go oglądać, a dorośli niech sobie sami wyciągną wnioski skąd się biorą takie rzeczy. Sama scena pokazana z wyczuciem, a przez cały odcinek postać chłopaka budziła zainteresowanie. Ciekawe tylko jakie będzie to miało konsekwencję dla fabuły. Koniec handlu bronią? Nagonka na klub?
- u bohaterów dzieje się. Tig impulsywnie popełnia morderstwo topiąc gościa w szczynach - jak zwykle czarny humor obecny w serialu. Chibs daje upust złości na Juiceie, a potem bratersko go zszywa. Bobby myśli nad zostaniem Nomadem. Jax rozwija działalność i poznaje ciekawą burdelmamę i jeszcze ciekawszego nowego gangstera z Stockton. Hap i Unser dalej robią za opiekunki do dziecka. Jest dobrze.
- najciekawiej wypada wątek więzienny. Tara szybko nie wyjdzie, ale już zyskuje pozycję w więziennej hierarchii. Wie, że musi pokazać że trzeba się z nią liczyć. Tylko bez sensu, że nie chcę się spotkać z Jaxem. Natomiast Clay zacznie donosić. Albo i nie bo z nim nigdy nic nie wiadomo. Pewnie będzie chciał jak najwięcej ugrać dla siebie, a zemsta będzie na drugim planie. Ten Marshall co ma go w garści jest dziwny, również ma swoje problemy. I jest sadystyczny. Tortury nad Otto trwają dalej. Śmierć byłaby dla niego wybawieniem, ale na to nie ma raczej co liczyć 

OCENA 4.5/6


Suburgatory S01E21 The Great Compromise
- słabo. Znowu. Dobrze, że tylko jeden odcinek do końca sezonu bo tylko mnie ten serial irytuje. Śmieje się może z 2 razy na odcinek i tyle. Chyba tylko Dallia i Shelia poprawiają mi humor, reszta jest strasznie wymuszona. Może i kilka ciekawych wątków fabularnych było, ale co z tego skoro historia Eden jest przeraźliwie słaba i nie śmieszna. Jedna scena z Lisą i Malikem wyszła dobrze, ale reszta nudna. Szkoda bo tak fajnie się zapowiadało. Dawniej była to parodia amerykańskich przemieści, a teraz komedia o związkach...

OCENA 2/6

The Shield S03E07 Safe
- i udało się uzyskać listę z sejfu. Szkoda, liczyłem na jakieś kłopoty z tym związane, za łatwo poszło. Szkoda, że Ronnie nie pokazał swojej magii bo lubię jak on albo Lem dostają więcej czasu antenowego. Aż szkoda, że serial skupia się w większości na Vicku bo w tle przewija się tyle fascynujących postaci
- najmocniejsza była ostatnia scena. Aceveda dzieli się swoim sekretem z kimś z rodziny (bratem), a ten mu mówi że na jego miejscu by zabił gwałcicieli. A co zrobi David? Nie zdziwiłbym się jakby tego dokonał by doznać spokoju. Widać jak go to męczy i jak puszczają mu nerwy więc jakoś trzeba rozwinąć ten wątek
- co za pomysł z narcocorridos - przestępcy nagrywający swoje dokonania. Dobrze poprowadzony wątek, przeplatające się w paru miejscach różne sprawy, pędzenie mety i smutne zakończenie. A właśnie skoro mowa o mecie - takie same nagranie było w Breaking Bad - Heisenberg Song
- Julien i Dany siedzą w magazynie - słabo, liczę że niedługo dostaną jakiś ciekawszy wątek. Trochę zabawnych scen z Dutchem to za mało
- jedna z moich ulubionych scen tego odcinka to ta z początku jak pies szuka zwłok i w pewnym momencie zaczyna brakować chorągiewek do oznaczania ciał. Niby nic wielkiego, ale udało się stworzyć w niej świetny nastrój. I jeszcze gościnnie wystąpiła Natalie Zea 

OCENA 4.5/6

The Shield S03E08 Cracking Ice
- sprawa ukradzionych pieniędzy powoli się rozkręca. Ostatnio udało się zidentyfikować poszukiwane nominały, teraz zabawa w to kto podwędził 7 tysięcy. Szkoda, że taki zapychacz. I tak wszyscy wiedzą, że to Shane i trochę niepotrzebne. Przecież za swoje pieniądze nie kupiłby Marze lexusa. W końcu nawet na pierścionek mu było szkoda. Zabawne sceny z paserem i urocza z dziewczyną. Tylko mam wrażenie, że to się dobrze nie skończy. Na początku myślałem, że Mara z biegiem sezonów trafi do ekipy Vicka i będzie pomagała prać pieniądze, ale raczej nie ma co na to liczyć. Jest za bardzo roztrzęsiona i za mało konkretna na takie coś
- sprawa odcinka toczyła się w okół na wpół zdekonspirowanego Decoy Squad. I trzeba przyznać, że wyszło nieźle. Wyścig z czasem, Trish robiąca wszystko by nie wypaść z roli i Vick działający po swojemu z gangami. Nie mogę tylko uwierzyć w to przeoczenie Wyms. Zupełnie jak nie ona.
- spotkanie z chłopakiem nowej kobitki Vicka było dziwne. Chyba ma tutaj miejsce niezdrowy związek, który sporo może jeszcze namieszać.
- sporo było scen z policjantami na posterunku - smutny koniec wątku Tommyego, Danny twierdząca że wybrał tchórzowskie wyjście i Julien znowu nie radzący się ze swoją seksualnością. Chciałbym, żeby było więcej takich scen.

OCENA 4.5/6


The Shield S03E09 Slipknot
- Vick wraca do starych metod, Decoy Squad odchodzi, Aceveda zdaje sobie sprawę, że Vick nie będzie grał czysto czyli wracamy do punktu wyjścia. I mi to zupełnie nie przeszkadza.
- sprawa linczu i morderstwa księdza mocna. Wojna wisząca w powietrzu i Vick zapowiadający swój powrót. Takie rzeczy dobrze się tutaj ogląda
- pobicie Corrine zaskakujące. Aż dziwne, że Vick nie zmasakrował tego azjaty, dobrze że przynajmniej Julien go trochę poturbował. Ma za swoje
- wybuch Dutcha zaskakujący, ale powiedział prawdę. Szkoda, że nic z tego nie wyniknie. Ciekawe czy w 4 sezonie coś się zmieni i czy Wyms awansuje czy zostanie detektywem bo przez te odcinki, które zostały do końca sezonu może się jej przydarzyć wiele złego
- niestety ale było parę elementów, które mi się nie podobały - związek Corrine z Owenem został potwierdzony - fatalny wątek, strasznie sztampowy, od tego serialu oczekiwałem więcej. Nie kupuję też Mary okradające Shane. Może to ciekawie wyewoluować, ale jest strasznie nie przekonujące 

OCENA 4.5/6

White Collar S04E11 Family Business
- biorę się za nadrabianie kolejnego porzuconego serialu i muszę przyznać, że długa przerwa przy White Collar przysłużyła się serialowi. Współpraca Neala i Mozziego jak zwykle bawiła, kila niezłych scen z tą dwójką podczas fałszerstw oraz poważne rozmowy. Ten aspekt wypadł dobrze
- sprawa odcinka niczym wielkim nie zaskoczyła, łatwo poszło i baz większego napięcia. Poniżej średniej serialu bo zabrakło błyskotliwych scen, ale nie ma się zbytnio do czego przyczepić
- najgorzej jednak wypadają sceny z James. Jakie to wszystko typowe! Już kij z tym, że przewidywalne, z tym mógłbym się pogodzić, ale najgorsze jest, że wyszło bez polotu. Do tego jeszcze ta historia z jego przeszłości taka sztuczna i naiwna - serio pierwsze co robi policjant bo znalezieniu trupa to bierze do ręki znalezioną broń? Albo nie pomyśli żeby się rozejrzeć przed kradzieżą kasy? Trochę instynktu samozachowawczego!
- nie podoba mi się też w jakim kierunku idzie serial - wielka intryga na policyjnych szczeblach. O wiele bardziej wolałem jak to była lekka przygoda ze skarbami...

OCENA 3.5/6

Najlepszy odcinek - Friday Night Lights 4x5
Najgorszy odcinek -Suburgatory 1x21

wtorek, 24 lipca 2012

Friday Night Lights S03 Sięgając po marzenia

Clear Eyes, Full Hearts, Can't Lose!


To już oficjalne - druga seria była wypadkiem przy pracy, wpadką o której trzeba jak najszybciej zapomnieć. Trzeci sezon udowodnił nam, że Friday Night Lights uczy się na swoich błędów, nie powtarza ich i ponownie daje to co pokochałem w pierwszym roku serialu. Mianowicie rozterki i problemy bohaterów w starcia z codziennością. Codziennością która może się przytrafić każdemu z nas. No może nie każdemu, ale z pewnością mieszkańcowi teksańskiej mieściny. Nie ma już handlarzy narkotyków, ukrywania morderstw czy bezsensownych wątków religijnych. Jest normalność, idealne połączenie serialowej narracji z szarą rzeczywistością. Wszystko to okraszone przepięknym duchem sportowej rywalizacji i emocjami na stadionie. Krótko - jest perfekcyjnie w każdym calu.


Jeśli miałbym zdefiniować ten sezon to jest to pogoń za marzeniami. Część udaje się zrealizować, cześć bohaterów się zawiedzie, nie raz będą rezygnować, ale też wstaną z kolan i będą szli dalej z podniesioną głową. Niektóre cele są z pozoru nieosiągalne ale hart ducha i wola walki pozwala je zrealizować. Nie mówię tu tyko o tych sportowych marzeniach, ale o takich jak chęć zdania na wymożoną uczelnię. Mimo, że wszystko jest przeciw tobie możesz to osiągnąć. Mimo, że jesteś przykóty do wózka inwalidzkiego pokazujesz że można walczyć i zwyciężyć mimo tych chwil zwątpienie. To jest cudowne w tym seriale pokazuje on niezłomną wolę walki i wiarę w człowieka. Nie ma rzeczy niemożliwych są tylko rzeczy trudne do osiągnięcia. Nie wszystkim się udaje, ale można sie wyrwać ze swoich ograniczeń i osiągnąć coś co wszyscy ci mówili że jest niemożliwe. Trzeba też godzić się z porażką i wierzyć że to nie koniec, dopiero początek czegoś nowego.



Piękne jest też to jak oddano życie Taylorów. To jest przykładna i kochająca się rodzina. Owszem córka jest zbuntowana, ale to nastolatka w której buzują hormony. Kłócą się czasem o rzeczy błahe, czasem nie zgadzają się co zrobić z Julie, ale zawsze się godzą. Są dla siebie wsparciem mimo, że ich praca ze sobą czasem koliduje, potrafią dojść do kompromisu i podjąć trudne decyzję. Jest to rodzina jaką każdy chciałby mieć za sąsiadów. Gdy twój ojciec trafi do aresztu zaopiekują się tobą, wspomogą cię gdy będziesz popełniał ze wybory, a nawet będą cie w nich wspierać bo wiedzą że to twoja decyzja. To jest przykładowa serialowa rodzina, którą będę stawiał za wzór. Nie w głowie im romanse czy kłamstwa, mówią sobie o wszystkim, a najlepiej wypadają te sceny gdy są w sypialni i po prostu tulą się do siebie. Czasem nic nie mówią, czasem jedno prowadzi monolog, a drugie go słucha. Stanowią dla siebie oparcie i to jest w nich takie piękne.


Mimo, że Taylorowie są kręgosłupem tego serialu, w okół nich egzystują inne postacie których rola nie została wcale ograniczona czy zmarginalizowana. Wręcz przeciwnie. Każda z nich się rozwija i zmienia. Smash i Jason muszą stawić czoło konsekwencją swoich czynów z poprzedniej serii, niektóre związki kwitną inne się kończą, są rozstanie i powroty. Jak w życiu. Niektórzy są dla siebie przeznaczeni, inni nadal szukają tej/tego jedynej/jedynego. Zdają też sobie sprawę, że to ich ostatni rok, że za rok wkraczają w dorosłe życie i nic nie będzie takie same. Pojawiają się też nowe postacie, które wpływają na starych bohaterów. Dawno nie widziana matka może być zarówno podporą jak i powodem do zmartwień. Nowy członek drużyny może być sporym wzmocnieniem, ale też utrapieniem dla niektórych jej członów. Nowi ludzie to nowe możliwości i zagrożenia. Posiadają swoje zalety i wady i nigdy nie wiadomo co weźmie górę. Jak w życiu.



Nie mogę wyjść z podziwu jak oddano chemie między bohaterami. O Tami i Ericu już pisałem. Da się to też odczuć na przykładzie innych par. Widać, że Tim i Billy to bracia, nieustannie się kłócą, ale też wspierają się i myślą podobnie. Layla i Tim to dwa przeciwieństwa, ale ich związek został doskonale urzeczywistniony. Tak samo Tyra i Landry. Nie są już tacy mdli jak w poprzedniej serii, teraz są konsekwencje tego związku, a może raczej relacji z pięknym zwieńczeniem pod koniec sezonu. Każda interakcja między bohaterami jest racjonalna, nie ma się wrażenia "ale czemu? przecież to nie powinno się zdarzyć! on by inaczej zareagował! "Wszystko jest przemyślane i nie ma zbędnych scen. Nawet z pozoru mało znacząca rozmowa czy zainteresowanie mogą przynieść konsekwencję w przyszłości. Moimi ulubieńcami są Matt i Jules czyli córka trenera i jego rozgrywający. Wiele przeszli od pierwszego spotkania i teraz w końcu dojrzali do siebie. Ich pojednanie zostało pokazane w cudowny sposób (przepraszam za tyle superlatyw, ale nic nie poradzę że chwalę serial jak mam taką możliwość). Nieznaczne gesty, krępujące rozmowy czy uśmiechy. Ich związek jest czymś normalnym ponieważ do siebie pasują.


Jaki jest wątek sezonu? Taki jak dwóch poprzednich - wygrać mistrzostwo stanu Teksas. I taki zapewne będzie dwóch ostatnich. Oczywiście mecze są emocjonujące, nigdy nie wie się kto wygra bo nasi nie zawsze grają idealnie, nie wiadomo kto zostanie bohaterem i jak zakończy się obecne starcie. Czasem przeszkadzają sędziowie, czasem pogoda, czasem własne słabości. Jednak sport jest tylko tłem, pretekstem żeby zgromadzić tych wszystkich pełnych człowieczeństwa bohaterów. Ktoś kiedyś napisał, że równie dobrze zamiast futbolu mógłby to być serial o drużynie badmintonowej i byłby równie wspaniały. I coś w tym jest. Najważniejsi są tutaj bohaterowie, a nie spektakularna fabuła pełna tajemnicy i zwrotów akcji.


Nie można też zapomnieć o tym niepowtarzalnym klimacie małego miasteczka w Teksasie. Najlepsze jedzenie jest w Applebee's, a lody i obsługa w Alamo Freez, dobrze się można zabawić w Trzech Senioritach, w klubie ze striptizem tańczy Mindy, od czasu do czasu pojawiają się okazyjne imprezy takie jak rodeo lub koncerty, a byk z niezwykle rozwiniętym porożem przed warsztatem to doskonały pomysł. Znalazło się też miejsce dla garażowej kapeli i częstego widoku gorącego słońca na horyzoncie. Tak czuć, że jest gorące! Wszystko to to jednak nic gdy zbliża się mecz w piątkowy wieczór, wtedy całe miasto pustoszeje i wszyscy żyją futbolem na którym każdy się zna najlepiej. To stadion (i drużyna) jest bijącym sercem miasta ważniejszym od szkoły (z czym nie wszyscy się zgadzają) czy nowego podziału administracyjnego miasteczka. To w okół niego kręci się życie tej społeczności, nawet jeśli niektórzy tego sobie nie życzą to i tak są od niego zależni.



Na koniec tradycja i dobry zwyczaj nakazuje podsumować, ale tutaj nie uważam tego za koniecznie bo ponownie bym musiał pisać jaki ten serial jest cudowny, piękny i wspaniały. Nic na to nie poradzę takie właśnie jest Friday Night Lights. Jeśli jeszcze nie widziałeś serialu to bierz się czym prędzej do nadrabiania. Jeśli jednak zniechęciłeś się po S02 daj jeszcze tej serii szansę. Nie pożałujesz 13 odcinkowej wyprawy do Dillon. Texas forever!


OCENA 5/5

poniedziałek, 28 maja 2012

Hyde Park #6

Skończyłem Taniec ze smokami jakoś na początku tygodnia i jestem zawiedziony. Ostatecznie przez ponad tysiąc stron bohaterowie mało co ruszyli do przodu, niemal nic się nie zmieniło, nie było żadnych szokujących zwrotów akcji (no może poza jednym czy dwoma) i nie widać byśmy byli bliżej zakończenia sagi która od dłuższego czasu stoi w miejscu. Jestem rozczarowany. Dobrze, że jest serial, który wychodzi co tydzień i ma zaledwie 10 miesięczną przerwę, a nie jak książki Martina pięcioletnią. Za parę godzin natomiast długo wyczekiwany odcinek Blackwater. Nie wiem jaki będzie stosunek akcji w Królewskiej Przystani do innych części świata, ale liczę na przytłaczającą przewagę Kings Landing. O jakoś bitwy się nie martwię. Przez cały serial nie pokazali żadnego większego starcia więc pewnie kasę odkładali na to. Fani książki będą pewnie zawiedzeni bo wszystko wskazuje na to, że nie będzie łańcucha i mostu, ale należy pamiętać że to tylko serial, a nie filmowe widowisko z kilkunastomilionowym budżetem. Po tym odcinku fani będą wypatrywać kolejnego punktu zwrotnego - Deszczy Castamare. Już się nie mogę doczekać kiedy będę czytał opinię w internecie ludzi narzekających co się stało. Ścięcie sami wiecie kogo to przy tym pikuś. Tylko nie googlujcie!


Z powodu zmory wszystkich studentów czyli sesji brak czasu na wszystko. Nie jest może tragicznie, ale już sobie narobiłem zaległości w czytaniu internetowej twórczości. Dobrze, że przynajmniej czas na seriale jest. The Good Wife, The West Wing i Person of Interest z porządnymi odcinkami jak zwykle. Premiera S03 Friday Night Lights przywróciła mi wiarę w ten serial i liczę, że mieszane uczucia po poprzedniej serii odejdą w zapomnienie. Jak pisałem w wpisie o ramówce ABC, że obejrzę Revenge tak też zrobiłem. I muszę przyznać, że jest intrygująco, wszystko zostało zgrabnie wyreżyserowane, a intryga prezentuje się obiecująca. Emily jest urocza i zarazem mordercza. Tak jak Victoria. Starcie tych dwóch pań przyniesie wiele ofiar, a przynajmniej na to liczę.


W tym tygodniu wyjątkowo chciałbym polecić nową serię z Wonder Woman. Przeczytałem trzy ostatnie numery po sobie i coraz bardziej mi się podoba ta grecka mitologia prezentowana przez Braina Azzarello. Szczególnie wizja Hadesu, trochę przypominająca piekło z Dante's Inferno. Do tego wszyscy bohaterowie są ciekawi, a Diana kozacko wygląda z pistoletami. I,Vampire i Justice League Dark dalej fenomenalnie się czyta i ogląda mimo że ta druga seria zmieniła scenarzystę. Wciąż jednak wolę Swamp Thinga i Animal Man.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Hyde Park #2

Fringe z piątym i zarazem finałowym sezonem! Zdecydowanie wiadomość tygodnia, dawno nic tak bardzo mnie nie ucieszyło bo od przeniesienia serialu na piątek drżałem o jego przyszłość i jak widać bez powodu bo nie dość że dostał czwartą serię to jeszcze mimo fatalnej oglądalności zasłużył na zakończenie historii i finałowe 13 odcinki. Stacja FOX tym ruchem odkupiła się w moich oczach, nie uważam jej już za największe zło i częściowo wybaczam to co zrobili z Firefly. Prawdopodobnie jednak w przyszłym roku po finale serialu będę na nich klął że to już koniec, że więcej nie zobaczymy naszych ulubionych bohaterów i że chcemy więcej bo historia dalej jest niesamowita ;) Jeśli chodzi o inne produkcje to udało mi się skończyć S02 Luther i S01 Hell on Wheels. Co do tego pierwszego to mogę się tylko zgodzić z jednym z felietonistów filmwebu - John Luther to Mroczny Rycerz Londynu, miasta zepsutego, pełnego morderców, psycholi i zwyrodnialców gdzie ciężko znaleźć kogoś z czystą duszą. Idris Elba zasłużenie dostał za tytułową rolę Złotego Globa. Hell on Wheels również mnie wciągnęło swoją powolną narracją, brudnym klimatem dzikiego zachodu i eksponowanym na każdym kroku dualizmem oraz niezwykłymi bohaterami. Jest to typowy serial od AMC więc albo się go pokocha albo szybko znienawidzi. Ja należę do tej pierwszej kategorii. Muszę też napisać, że jestem pozytywnie zaskoczony końcówką S02 Friday Night Lights - serial wrócił na dobry tor, irytujące wątki zostały ograniczone do minimum i znowu serial wciąga. Nic tyko oglądać dalej.


Filmów nie widziałem żadnych, ale jak pomyślę że już niedługo będę mógł obejrzeć Cabin in the Woods lub The Avengers to mnie skręca że jeszcze tyle czekania. Do tego jeszcze nowy Star Trek w produkcji, Niezniszczalni 2, Skyfall, Spider-Man i las but not least Mroczny Rycerz Powstaje, który mimo idiotycznego tytułu najlepiej zapowiada się z nich wszystkich. Jest też Hobbit, który o dziwo nie wzbudził wielkiego entuzjazmu na targach gdzie był pokazywany, a to wszystko przez nową technologię 48 klatek. Ja tam jednak się tym nie przejmuję bo film słaby na pewno nie będzie.


W tym tygodniu udało mi się też odkurzyć moje PSP co wynikło z długiej podróży pociągiem. Nie miałem ochoty na poważniejsze gry więc odpaliłem sobie Puzzle Quest i mnie znowu wciągnęło. Szkoda tylko, że dalej mam wrażenie, że komputer mnie oszukuje... Pograłem znowu w Real of Mad God i znowu się nieźle na wkurzałem - nic tak nie irytuje jak zgon przez laga po kilku godzinach pakowania postaci... Z milszych rzeczy to dzięki poprawie pogody można było pograć w piłeczkę na świeżym powietrzu. I liczę że więcej sobie w to pogram, a jeśli nie zostanie telewizja i Liga Mistrzów. Finał niestety nie zapowiada się fascynująco - Chalsea i Bayern. Na pewno nie będzie takich emocji jak w meczach półfinałowych. Natomiast w poniedziałek derby Manchesteru w których rozstrzygnie się walka o mistrzostwo Anglii. Glory glory Man United!


Jak napisałem tak zrobiłem - udało mi się poczytać Rise of the Vampires czyli crossover I, Vampire i Justie League Dark - epicka rzecz. Dawno czegoś tak dobrego nie czytałem. Zdecydowanie te dwa komiksy należą do mich ulubionych. Zaczęła się również Noc Sów w Batmanowych tytułach. Początek dobry, ale nie wzbudził we mnie takich emocji jak historia z wampirami jednak to był dopiero początek a Snyder udowodnił że jest utalentowanym scenarzystą i ja w niego na pewno nie będę wątpił.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Hyde Park #1

Witam, trochę mnie tu nie było, ale wróciłem z nowymi siłami i planami. Tym razem nie będę porywał się z motyką na słońce i deklarował że coś napiszę lub pisał długaśnych wpisów których i tak większość nie przeczyta. Będę pisał to na co będę miał ochotę w danej chwili się rozpisać - a to skomentuje jakiś odcinek, a to jakiś sezon, książkę lub film... Hyde Park jednak będzie regularną (z założenia) kolumną. Takie małe podsumowanie tygodnia i opisanie co tam słychać u mnie, miejsce gdzie mogę się uzewnętrznić, co i tak mało kto przeczyta chociaż liczę że ktoś się znajdzie. Parafrazując mojego promotora - będzie dobrze jak 100 osób wejdzie na bloga, 50 zrobi to celowo, 25 rzuci okiem na ten wpis, 10 go przeczyta, a 1 zostawi komentarz. Wtedy będę spełniony.


Co słychać u mnie? Pod względem seriali jak zwykle z większością jestem do tyłu i na zaległości nie mam czasu. Jednak moje kochane serialiki obejrzałem - Fringe(4x19 miażdży) , Game of Thrones, Nikita. Tylko Community czeka bo brakowało mi napisów, ale jest wysokie prawdopodobieństwo że jeszcze dzisiaj zobaczę nowy odcinek. Z zaległości na tapecie dalej Luther, Friday Night, Lights i The West Wing czyli same hitowe produkcje. I jak będę oglądał w tym tempie co oglądam to te dwa pierwsze starczą mi jeszcze na długi czas co mnie bardzo cieszy. To zasługa systemu który wymyśliłem - tworzę ramówkę z 9 różnych seriali i potem wybieram z nich co chcę obejrzeć, gdy skończę te 9 wybieram kolejne. Proste i jakże skuteczne przedłużanie przyjemności. Teraz nie powtórzy się sytuacja że skończę jakiś wspaniały serial w mniej niż 48h (patrz Firefly). Smuci mnie, ale też nie mogę się doczekać końca Hell on Wheels i Luthera. Gdy skończę S02 tego drugiego biorę się za Outcast o którym przeczytałem bardzo pochlebny artykuł. Mam nadzieje że pilota sprawdzę już w przyszłym tygodniu. Rozpocznie się weekend majowy to i więcej czasu na nadrabianie będzie.Teoretycznie.


Ostatni tydzień był też udany pod względem filmowym bo udało mi się coś obejrzeć. Dla mnie to ogromny sukces bo filmów ostatnio oglądam strasznie mało. Niestety był to Sherlock Holmes: Game of Shadow. Film dużo słabszy od swojej pierwszej części, nie traktujący literackiego pierwozoru z należytym respektem, przesadzający z bullet timem oraz nudzący scenariuszem i humorem. Jak to dobrze, że jest serialowy Sherlock na którego zawsze można liczyć. Szkoda tylko, że ma on tylko 3 odcinki w sezonie, a następne dopiero jakoś w następne wakacje. Nic to, trzeba czekać, a jak ktoś się stęskni za aktorami to obejrzeć nowego Star Treka i Hobbita. Chociaż to i tak trzeba obejrzeć tylko pierw trzeba się doczekać.


Książki żadnej nie przeczytałem. Znowu. Głównie przez to, że Filary Ziemi nie wciągnęły mnie tak jak oczekiwałem. Po raz kolejny jeden głupi wątek porządnie zniechęcił mnie do czegoś. O ile część Toma czy Philipa czyta mi się świetnie i tylko przewracam kartki tak tej Williama nie znoszę mimo że wszystko jest świetnie opisywane to tak mnie postać do siebie zniechęciła że nie mogę jej czytać. Szkoda bo chcę się dowiedzieć co z Ellen, czy Tom postawi swoją katedrę i co stanie się z hrabią Bartłomiejem i jego córą. Dobrze, że pojawiła mi się kolejna mobilizacja - do domu przyszła paczka z Rodem Atrydów i (fanfary) Tańcem ze Smokami t2. Skończy się na tym, że zamiast czytać o średniowiecznej Anglii zanurzę się ponownie w Westeros. Boje się tylko, że znowu utknę nie jakiś rozdziałach (Dany) przez które nie będę mógł się przebić.


Mimo, że miałem egzamin w środę to w zeszłym tygodniu sporo grałem w grę, a raczej gry. Ponad 30h co jak na mnie jest rekordem od sam nie wiem kiedy. Skończyłem Mass Effect z czego jestem ogólnie zadowolony. Misje poboczne były nudne i powtarzalne, ale wątek główny mnie usatysfakcjonował. Miejscami był przewidywalny, ale kilka razy mnie zaskoczył. Końcówka natomiast była epicka. Nie obyło się też bez sporej ilości wyborów moralnych po których czuć że mieliśmy jakąś rolę w tworzeniu nowego porządku w galaktyce. Szkoda tylko, że w akcji zginęła mi 1/3 drużyny. Będzie trzeba przejść jeszcze raz (kiedyś) i sprawdzić jak bardzo mogę zmienić historię. Prócz ME ogromnym pożeraczem czasu była beta Diablo 3. No może nie aż takim bo spędziłem z nią raptem 3h ale drugie tyle spędziłem na próbie dostanie się na serwery i czytaniu opinii. Czy było warto? Jak najbardziej! To stary dobry hack & slash z tysiącami zabitych potworków i zebranych przedmiotów. Aż mi się łezka w oku zakręciła gdy wszedłem do Katedry w pobliżu New Tritram lub gdy toczyłem walkę z Leoricem. Szkoda tylko, że gra kosztuje 170 zł... poczekam aż stanieje do 100 i sobie kupie :) Poza tym standardowa porcja gierek - chwilka w Real of Mad God czy World of Tanks, flashowe popierdółki, FIFA 12 z kumplem czy Gorky 17 które postanowiłem sobie odświeżyć i które teraz pewnie będę katował przez najbliższy miesiąc bo nigdy nie będzie czasu. W przyszłym tygodniu natomiast powrót do domu i mojego PS3 czyli Uncharted 2, Heavenly Sword i Battlefield 3. Nie mogę się doczekać.


Poczytałem też troszkę komiksów. Zrobiłem przerwę w Żywych trupach żeby za szybko nie skończyć i skupiłem się na DC, a dokładnie Justice League Dark. Dobra rzecz. Teraz powoli jadę z I,Vampire i już niedługo crossover z wspomnianym JLD. Dzisiaj za to zaskoczył mnie Grumik premierą tłumaczenia Hellblazer #01 i finałem Jericho S03. Będzie to trzeba sprawdzić, ale w międzyczasie mam na oku Court of Owls czyli event Batmana autorstwa Snydera. W prawdzie wolę jego Swamp Thinga (genialna rzecz!), ale Batmana też dobrze piszę. Marvel mnie za to nie interesuje z czego się bardzo ciesze.


To by było na tyle. Dwa wpisy w przeciągu 24h - coś niesamowitego. Trzymać kciuki żeby następny był szybciej niż ten :)