Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Tomorrow People. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Tomorrow People. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 stycznia 2014

Ramówka The CW 2013/2014


Nowości - The 100, The Originals, Reign, Star-Crossed, The Tomorrow People

Powrócą - Arrow - 2 sezon, Beauty and the Beast - 2 sezon, The Carrie Diaries - 2 sezon, Hart of Dixie - 3 sezon, Supernatural - 9 sezon, Nikita - 4 sezon, The Vampire Diaries - 5 sezon

Zakończone - 90210 po 5 sezonach, Cult po 1 sezonie, Emily Owens, M.D. po 1 sezonie,  Gossip Girl po 6 sezonach

Stację The CW cenie za jej wcześniejsze dokonania pomimo, że jest kierowana do nastolatek. Pierwsze sezony Supernatural, Smallville, Buffy i Angel, Veronica Mars, Reaper czy Roswell - rodowód tych produkcji wiążę się z korporacją Warner Bros. Dlatego tak wielka szkoda, że obecnie stacja tak bardzo się zmieniła i prezentuje głównie średniaki i produkcję młodzieżowe, których nie tykam. Na szczęście ostatnie dwa lata to dryfowanie w stronę sci-fi i fantasy w wydaniu young adult. Widać to po ostatnich anulowaniach, zamówieniach i zmianach w ramówce. Kierowane do młodych kobiet 90210, Emily Owens MD i Gossip Girl znikają z anteny. Dwójka weteranów od lat kojarzona z tą stacją przestała się sprzedawać. Pięć i sześć sezonów to dużo, ale włodarze kanału liczyli na więcej. Ja po żadnej z produkcji nie będę płakał bo nie jestem ich targetem. Tak samo jak medycznej produkcji z Mammie Gummer, której prorokowałem szybkie anulowanie. Krótkie życie Cultu też mnie nie obeszło. Był serial, nie ma serialu. Jedyne co w nim było ciekawe to katastrofalna oglądalność.  

Transformacja stacji jest szczególnie widoczna na przykładzie wracających seriali. Tylko w The Carrie Diaries i Hart of Dixie nie ma wątków nadnaturalnych. Przy czym ten pierwszy wbrew zdrowemu rozsądkowi został przedłużony na drugi sezon i już niedługo powinien pożegnać się z telewidzami, a HoD przetrwa tylko dzięki temu, że brakuje jednego sezonu do syndykacji. Z pozostałych wracających seriali nie miałem tylko styczności z Beauty and the Beast. Kristin Kreuk skutecznie mnie odstraszyła od premiery (nienawidziłem jej postaci w Smallville co przeniosło się na aktorkę), a i recenzję zrobiły swoje przez co prawdopodobnie już nigdy nie sprawdzę współczesnej wersji przygód nie takiej pięknej i nie takiej bestii. Z oglądaniem Supernatural i The Vampire Diaries dałem sobie spokój już parę lat temu. Do SNL ciągle chcę wrócić, ale wciąż brakuje mobilizacji. Może gdy serial doczeka się 10 sezonu? Bo w to chyba mało kto wątpi skoro pod względem oglądalności ustępuje tylko The Vampire Diaries. Do samych wampirków jakoś mnie nie ciągnie. Trzy sezony mi wystarczyły. Serial zaczął zjadać swój własny ogon, wątki były przedłużane w nieskończoność i nie był widać ewolucji postaci, a tego oczekuje głównie po serialach. Ostatecznie w tym sezonie wróciłem tylko do Arrow i Nikity. Jeszcze w wakacje nie byłem pewien czy dalej będę oglądał przygody zakapturzonego Olivera Queena, ale zapowiedzi nowego serialu zrobiły swoje. I jestem zadowolony bo jest bardziej komiksowo, a i wydarzenia mają większy rozmach. Szkoda tylko, że to co było słabe i irytowało wciąż takie jest przez co część bohaterów jest nie do zniesienia (tak Laurel mówię głównie o tobie). Na koniec o Nikicie. To obecnie mój ulubiony serial tej stacji, który twórcy Arrow powinni sobie wziąć za wzór do naśladowania dlatego tak bardzo mi żal, że w tym sezonie wyemitowano finałowe sześć odcinków. Jednak trzeba cieszyć się z tego co jest. Nikita trwale zapisała się w mojej serialowej części serducha.

The 100 - postapokalipsa jest teraz w modzie. Revolution na NBC, The Walking Dead na AMC, nadchodzące The Leftovers od HBO i teraz jeszcze młodzieżowe wydanie od The CW ze szczyptą The Hungry Games. Wygląda to naiwnie gdy na trailerze Ziemia 97 lat po wojnie nuklearnej wygląda lepiej niż kiedykolwiek, a na misję zostały wysłani nastolatkowie. Boję się, że będzie głupio i naiwnie, ale dlatego, że jest pięknie wyglądająca stacja kosmiczna sprawdzę. Może będzie to taka miła niespodzianka jak The Vampire Diaries? Oby.

The Originals - pierwsze wampiry to jeden z powodów przez które zrezygnowałem z oglądanie The Vampire Diaries. Już nie mogłem znieść Klausa i Rebeckhi więc z obojętnością przyjąłem, że powstanie spinoff, którego będą bohaterami. Tym bardziej wielkie było moje zaskoczenie, że nie dość że trailer wygląda intrygująco i efektownie to jeszcze recenzje w internetach były porządne, a i oglądalność wysoka. Z chęcią wróciłbym do wampirów, ale skoro oznacza to nadrabianie TVD i oglądanie równocześnie z Originals bo mogą być jakieś nawiązania to sobie odpuszczę. Jestem fanatykiem continuity niestety.

Reign - serial był promowany jako Gra o Tron kierowana do młodzieży tylko, że oglądając ten zwiastun mam wrażenie, że specjaliści od marketingu nie widzieli ani jednego odcinka czy nawet trailera hitu HBO. Bo nie wystarczy dać kostiumy, ustanowić akcję na przełomie renesansu i baroku oraz dodać jakąś intrygę. Wszystko wygląda tutaj sztucznie i naiwnie, z historią nie ma to pewnie nic wspólnego poza imionami, a i nie widać zbytnio odwzorowania epoki. Zapewne oglądając serial tylko bym się irytował z głupot, które próbują mi wcisnąć. Nawet aktorsko nie ma zbytnio na kogo popatrzeć. Oglądalność jest na razie średnia i by były jakieś szanse na przedłużenie musiałaby wzrosnąć. Trzymam kciuki, że do tego nie dojdzie i serial zostanie zastąpiony przez produkcję, którą choć trochę bym się zaciekawił.

Star-Crossed - to nie jest serial dla mnie. Niby ma kosmitów i problemy z tolerancją, ale w tym przesłodzonym wydaniu, które jest charakterystyczne dla The CW. Już zapowiedzi wyglądają odpychająco - kosmici lądują na Ziemi, powoli asymilują się z ludźmi i w końcu zostaje otwarta łączona szkoła dla ufoków, którzy oczywiście wyglądają tak jak my, i normalnych ludzi. Dalej jest zakazana miłość między dwiema rasami i problemy z tego wynikające. Szczyt kreatywności. Aimee Teegarden bardzo lubię za rolę w Friday Night Lights, ale wolałbym zobaczyć ją w The Selection, któremu niestety nie dano szansy. 

The Tomorrow People - koncept jest stary jak świat - ludzie z nadnaturalnymi umiejętnościami. Homo superior, mutanci, ludzie jutro. Jak zwał tak zwał. Widzieliśmy to w The 4400, Heroes, Alphas czy w brytyjskim oryginale z lat siedemdziesiątych. Niby wszystko zostało powiedziane w tym temacie, ale postanowiłem jeszcze raz dać szansę konwencji i ogromnie się zawiodłem. Aktorsko i scenariuszowo jest tragicznie. Robbie Amell jest jeszcze większym kawałkiem drewna niż jego kuzyn z Arrow. Historia nie ma ładu i składu, a logika i fizyka w tym świecie nie istnieją. Moce działają nie w sposób przyczynowo-skutkowy tylko w zależności od potrzeb scenariusza, a bohaterowie zachowują się idiotycznie. Oglądanie jest męczące, nawet nie można się pośmiać z głupot jak choćby w Sleepy Hollow. Brakuje tu lekkości. I ta burza hormonalna u nastolatka! Marzy mi się by średnia wieku bohaterów w serialach The CW podskoczyła o kilka lat. To są wrażenia po pierwszych trzech odcinkach. Na więcej nie miałem siły. Nie obchodzi mnie co się stanie dalej. Jeśli będę chciał superbohaterów to zobaczę w końcu 2 sezon Alphas albo zaczną jakiś kartonowych X-Menów. Lub brytyjski oryginał. Lub Misfits. Lub w ostateczności poczytam jakiś komiks. Wszystko by nie męczyć się z The Tomorrow People

Moja ramówka: The 100, The Tomorrow People, Arrow, Nikita 

poniedziałek, 4 listopada 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #57 [28.10.2013 - 03.11.2013]

SPOILERY



Arrow S02E04 Crucible
- słaby odcinek uratowany przez kilka pojedynczych scen. Dawno mnie tak nie irytował w tym serialu brak logiki i naiwność  niektórych wątków oraz fatalne napisane dialogi. Nawet reżyseria momentami kulała. Nie żeby tego brakowało, ale było podane w strawny sposób. Tutaj nie udało się tego osiągnąć. Choćby problemy alkoholowe Lauriel, które pokazano w typowy dla The CW sposób i sceny które pokazują, że bohaterka to postać, której nie da się sympatyzować.
- słabo wypadła też Black Canary. Nie czytałem spoilerów dlatego tak bardzo nie podoba mi się jej tożsamość. Sarah?! No bez przesady... Już raz był słaby wątek z jej udziałem, teraz zapowiada się kolejny. Wprowadzi też nowe dramaty do odcinka. Nie kupuje tego. nie podoba mi się też, że zmienili aktorkę. Nie ładnie.
- źle wypadł też Burmistrz. Za bardzo przerysowany, na siłę robiony na super złego i przez to karykaturalnie wypadł. I jeszcze ta fatalna strzelanina podczas zbiórki broni. Policjanci zareagowali dopiero po kilku minutach dopiero jak ten otworzył ogień. A w telewizji i tak wiadomością numer jeden było to, że anonimowy darczyńca zorganizował zbiórkę broni, przecież w normalnym świecie trąbili by tylko o masakrze
- nie kupuje też trójkąta Roy/Thee/Sin. Może się z tego zrobić kolejna telenowela z zazdrością i wyznaniami miłości. I czemu Sin dziękuje Royowi za uratowanie życie?! Przecież on nic nie zrobił... 
- narzekam na tożsamość Black Canary, ale ogólnie podobają mi się jej relację z Ollim dlatego, że ich przeszłość nie kończy się na katastrofie Gambita. Widzieli się na na wyspie (statku) i wiążę się z tym jakaś większa historia. Jest też Liga Zabójców. To jest interesujące, a nie jakieś dramaty w stylu "czy siostra i ojciec będą mnie kochać jak dowiedzą się, że żyję"
- cieszy tez powrót Layli. Znowu nie dostała wiele czasu, ale bardzo lubię jej relację z Digem. Czyżby jej ostatnie słowa sugerowały, że będzie się częściej pojawiać? Oby bo to by znaczyło większą rolę ARGUS
- kolejny plus to Rochev czyli Summer Glue. Nie odegrała jakieś większej roli w odcinku, ale dała wykład Oliverowi jak powinien zachowywać się CEO. +1 dla niej za zachowanie. I więcej jej!
- i kolejna zaleta to ciekawy wątek Blooda. Jednak nie jest takim dobrym radnym i idealnym kandydatem na burmistrza. Kolejny super złoczyńca, eksperymentujący na ludziach. Podoba mi się!
- zadowalająco wypadła również walka. Spodziewałem się trochę więcej, ale niech im już będzie. Kupił mnie motyw zamiany broni  - Arrow z kijem i Kanarek z łukiem. Kozacko wypadło też zestrzelenie pocisku granatnika łukiem. Takie rzeczy w tym serialu lubię - z dystansem do siebie i bez silenia się na powagę i dramy w śród bohaterów.

OCENA 3.5/6

Homeland S03E05 The Yoga Play
- znowu będę hejtował ten serial, ale nie dużo bo wystarczy, że irytowałem się podczas oglądania i nie chcę sobie przypominać tego bolesnego doświadczenia. Kiedyś tak bardzo lubiłem Homeland, a dzisiaj mam uczucie, że oglądam zupełnie inną produkcję niż zaczynałem. Dużo słabszą i w sumie już nawet nie wiem o czym.
- znowu epizod został zdominowany przez Danę. Dawno tak bardzo nienawidziłem tak żadnej fikcyjnej postaci. I to w gruncie rzeczy nie jest jej wina tylko scenarzystów. Bo jak można wplątać jej historię w misję Carrie?! No to jest zupełnie bez sensu. Ja rozumiem, że Jessica jest zdesperowana i martwi się o córkę, ale żeby udać się do kobiety, która miała romans z mężem i widziała ją zaledwie kilka razy? Co one teraz są najlepszymi psiapsiółkami? Nie kupuje tego. Przez co z zerowym zainteresowaniem oglądało mi się próbę ratowania Dany. Ogólnie jej postać jest dobrze rozpisana - oszukiwana przez ojca, czuję się zaszczuta i jest dalej okłamywana. Tylko co z tego skoro ze względu na ogólne rozpisanie jej historii nie da się empatyzować z bohaterką
- parę fajnych scen nie ratuje odcinka. Saul jak zwykle rządzi i mimo swoich wad jest najlepszą postacią tego serialu. Ma sprecyzowany cel i dąży do niego. Nie układa mu się, ale się nie poddaje. Wygłosił świetne gratulacje i przypomniał mi czemu kiedyś uwielbiałem ten serial - za jego dwuznaczność, a nie rozmemłanie fabuły i wymuszone twisty fabularne. Niezaprzeczalny plus to Peter Quinn. Działa w cieniu, martwi się o Carrie i dalej intryguje. Boję się tylko, że za parę odcinków zamiast rozwiać jego relację z Carrie i Saulem to wyślą go na poszukiwanie Brodyego z Daną u boku...
- marzy mi się, żeby przyszłe odcinki miały w sobie więcej politycznych intryg, walki o władzę w CIA i między agencjami wywiadowczymi niż dramatów w rodzinie Brodych i rozstrojonej psychicznie Carrie. Tylko, że mam przeczucie, że kolejny raz się rozczaruje 

OCENA 2.5/6

The Good Wife S02E01 Taking Control
- wracam do jednego z najlepszych seriali jakie oglądałem. Sam nie wiem czemu przestałem go oglądać po pierwszym sezonie. Ale to dobrze bo dużo dobrego przede mną.
- sprawa jak zwykle niezwykle interesująca. Momentami zabawne, ale też ciężka i nie jednoznaczna moralnie. Jednak okazał się mordercą, a Alicja o wszystkim wiedziała albo przynajmniej się domyślała. Jednak nie walka o uniewinnienie była najciekawsza tylko zakulisowe rozgrywki Childsa i Cary walczący z Alicją. Jak to dobrze, że to było już w pierwszym odcinku nowego sezonu
- oczywiście TGW nie byłoby sobą gdyby nie wątki obyczajowe i kolejne echa romansu. Świetnie nakręcone i bez banalnych rozwiązań i z przyszłymi reperkusjami. Podoba mi się to napięcie między Willem i Alicją, którego przyczyny obydwoje źle interpretują. Tylko czekać aż prawda wyjdzie na jaw.
- w sumie mam tylko jedno zastrzeżenie co do tego odcinka - Michael Ealy. To jeden z aktorów, których nie lubię i ciężko mi zdefiniować tego przyczyny. Wątek ma ciekawy, ale ciężko mi się na niego patrzy. Dobrze, że już odciska piętno na firmie.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S02E02 Double Jeopardy 
- bardzo podobała mi się klamra w tym odcinku - zarówno na początku jak i na końcu przedstawiono wyrok sądu w postaci uniewinnienia. Kolejny plus to pyrrusowa zwycięstwo. Mimo całej tragedii ze śmiercią żony i oskarżeniem to Simmons i tak musiał wrócić do wojska i odbyć swoją turę. Na początku odcinka nie jasne było też czy na pewno jest niewinny i prawda wychodziła w trakcie. I tutaj też piękny kontrast gdy Alicja cieszy się z wyroku uniewinnienia, a wynik pierwszego procesu przyjęła z kamienną twarzą
- sprawy obyczajowe toczą się swoim tempem. Kolejny skandal i przeciwności podczas kampanii, zapowiedź przyszłych kłopotów, wzrastające napięcie na linii Alicja/Will, powolne odsuwanie na bok Kaliny przez Blake i tajemnica związana z Bondem i Wille. Jest dobrze.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S02E03 Breaking Fast
- odcinek spokojniejszy od poprzednich, bez wciągającej sprawy, ale i tak pokazany w taki sposób, że przednio się to oglądało. Strasznie mi się podoba, że cały czas Cary odgrywa jakaś rolę w serialu i nie jest ona wcale dużo mniejsza. Bardzo chciałbym jednak by powrócił do współpracy z Alicją,  ale raczej do tego szybko nie dojdzie.
- dużo w tym odcinku wątku Petera. Kolejne problemy w kampanii były tylko pretekstem do przedstawienia brata Alicji i trochę szerszego pokazania jej rodziny. Czekam teraz na wizytę matki na ekranie i oby była równie kolorową postacią co jej dzieci. Nieźle też wypadła kolacja i Eli. Eli Gold zawsze wspaniały.
- coraz bardziej mi się podoba ta rywalizacja między Kalindą, a Blakem i te ich gierki w biurze. 

OCENA 4/6

The Good Wife S02E04 Cleaning House
- znowu doskonały odcinek. Ten serial jest świetny i tyle. Sprawa znowu dwuznaczna moralnie i przemyślanie poprowadzona. Dodatkowego kolorytu dodał powrót Nancy Crozier. Świetnie się ją ogląda w zestawieniu z Alicją i czekam na ich kolejne starcie bo przecież ta postać musi jeszcze wrócić.
- znowu ciekawie wypadło starcie Caryego i Alicji. Ta dwójka jest razem doskonała, a aktorzy odgrywają te postacie w taki sposób, że ciężko wybrać stronę, której się kibicuje. Dobrze jednak, że nie pracują razem bo stawianie ich po przeciwnej stronie dodaje dodatkowej dynamiki
- genialnie została pokazana scena gdy Kalinda rozbija bejsbolem samochód Blake'a. Oddaje to doskonale jej charakter i po raz kolejny udowadnia ile dobrego serial ma do pokazania i że każda postać ma jakąś historię.
- kampania Florricka coraz ciekawsza. Pojawiła się nowa i to zaskakująca kontrkandydatka. I to w taki sposób, że nikt się nie zorientował kto jeszcze będzie ubiegał się o stołek. Będzie ciekawie

OCENA 5/6

The Good Wife S02E05 VIP Treatment
- co za odcinek! Akcja została podjęta tam gdzie skończył się poprzedni, a całość działa się na przestrzeni zaledwie kilku godzin. Wysoka stawka i pogoń za prawdą. Takie rzezy to ja lubię! I jeszcze ta dwuznaczna moralność, pokazanie świata w szarych barwach i złożoności ludzkich jednostek. Podobały mi się te zakulisowe gierki i ciągłe dociekanie do prawdy. Nie było chwili na nudę.

OCENA 5/6

The Good Wife S02E06 Poisoned Pill
- to już trochę "nudne", ale znowu znakomity odcinek The Good Wife. Tym razem gościnny występ Michaela J. Foxa, który gra prawnika wykorzystującego swoją niepełnosprawność by wygrywać sprawy. I mi się to podoba. Znowu pokazane, że nic nie jest jasne. Tak samo jak to pyrrusowe zwycięstwo. Wszyscy w firmie się cieszą, ale to tak na prawdę to wygrała firma medyczna bo zaoszczędziła niemal 60 milionów dolarów. Sama sprawa ciekawie poprowadzona, dużo mocnych przesłuchań i każde wnosiło coś nowego
- kampania Florrica dalej miło wypełnia czas odcinka. Eli w końcu znalazł coś co mógł wykorzystać przeciw Wendy i oczywiście odbiło się to czkawką. Dobrze, że Childsowi. Jednak kampania się zaostrza. I piosenka rzeczywiście była chwytliwa. 
- przeszłość Blake'a i Bonda wyjaśniona. I jest to kolejny nieźle zapowiadający się wątek. Do tego jeszcze kłopoty Kalindy i jej spotkanie z Carym. Ani chwili nudy

OCENA 5/6

The Good Wife S02E07 Bad Girls
- szykuje się trzęsienie ziemi w kancelarii. Tylko kto kogo wyroluje i co takiego szykuje Bond? Ja liczę, że jak przyjdzie co do czego to Will poprze Dianę. Sporą rolę w tym wszystkim może odegrać poboczny projekt Kalindy.
- na froncie politycznym jest równie duże zawirowanie. Florrick odrzucił dobrze płatną pracę, Gold również nie skorzystał z przeniesienia się do najbardziej prawdopodobnego zwycięzcy. I byłoby wszystko pięknie bo pastor miał poprzeć Florricka tylko, że odwołali pastora. Niby drugoplanowy wątek, a jest równie ciekawy i wciągający co inne
- sama sprawa odcinka dość średnia, ale nie tak irytująca jak być mogła. Nawet wątek Grace nie wypadł strasznie, a to duży plus. Miło się też oglądało Emily Kinney w czymś innym niż The Walking Dead

OCENA 4/6

The Good Wife S02E08 On Tap
- ten odcinek wygrała Diane. Lubie ją bardziej od Willa dlatego jej najbardziej kibicuje w tym nowym partnerstwie z Bondem tym bardziej, że chcę pokazać pazurki, a Will jest zbyt pasywny. Do tego jeszcze w tym odcinku jak nawet zamurowała Golda i wygrała sprawę. Moim zdaniem nie ustępuje w niczym Kalindzie i Alicji
- ciekawie wygląda sytuacja dzieci. Kolejny raz chwalę jak dobrze jest prowadzony tego typu wątek w tym serialu. Młodzi robią głupoty i ponoszą tego konsekwencję. I odbija się to na kampanii. Motorem napędowym jest za to Becca, kolejna inrygantka tego serialu.
- Alicja zupełnie przypadkowo dowiedziała się o drugiej wiadomości Willa. Szybko, dużo szybciej niż się spodziewałem. I dobrze bo to znowu zmieni dynamikę. Będzie tylko siedzieć cicho przez kilka odcinków, ale coś się zmieni
- sprawa bardzo ciekawa, pokazuje jak łatwo można wsiąść kogoś za terrorystę, pojawia się inwigilacja rządu oraz wątek gangów w Chicago. I zaskakujący koniec.

OCENA 5/6

The Good Wife S02E09 Nine Hours
- znowu odcinek z cyklu trzymających w napięciu od samego początku do końca co jest zasługą sztywnych ram czasowych i walki o ludzkie życie. Uwielbiam tego typu rzeczy - śledztwo i walkę z czasem. Cieszy też powrót Caryego do kancelarii. Wyrobił się przez te kilka odcinków i stał się jeszcze bardziej arogancki. I dzięki temu jeszcze bardziej go lubię.
- podobało mi się jak pokazano sytuację skazanego i akcję w więzieniu. Samotny i opuszczony przez wszystkich, niemożność spotkania się z córką oraz problem z środkiem usypiającym. I jeszcze końcówka jak Alicja wypowiada swoje zdanie o karze śmierci
- do tego było jeszcze kilka niezłych scen - Cary myślący, że ktoś robi sobie z niego jaja przez telefon, Willa mknący drogą czy przemówienie Petera oraz zapchana ubikacja. Ani chwili nudy
- podoba mi się też to co się dzieje z Gracem. Niby postać nie dostaje wiele czasu, ale i tak dobrze zaprezentowano jej charakter. Jest chłonna na nowe ideę - poparcie dla nowej kandydatki, chęć studiowania prawa czy teraz fascynacja religią. Również Zach dostał kilka minut, śmiesznie się na niego patrzyło gdy dostawał sceny z Kalindą

OCENA 4.5/6

The Good Wife S02E10 Breaking Up
- sprawa odcinka tym razem dość średnia, jakoś mnie nie wciągnęła, ale dobrze korespondowała z relacjami między Willem, a Alicją. Szkoda, że prawnika dziewczyny odegrał tak niewielką rolę i nie dostał fajniejszych scen z Willem. Dobrze, że przynajmniej Caryego było dużo
- odcinek jednak wygrała Jackie z Owenem jak zadawali sobie szczere pytania. Mistrzostwo.
- firma się rozpada, w następnym odcinku szykuje się prawdziwa wojna między Dianą i Willem. I oby na tym ucierpiał Bond.

OCENA 4/6

The Good Wife S02E11 Two Courts
- serial stracił trochę pary, ale dalej jest świetny. Sprawa przeciętna jak na standardy The Good Wife, ale ciekawie wyszło wplecienie w to stronniczości sędziego oraz specjalisty od mikroekspresji. I niespodziewany werdykt oraz proste wytłumaczenie ławnika - "był winny". Gdyby procesy były takie proste
- jednak nie doszło do rozłamu w kancelarii, a Diana i Will będą chcieli razem zniszczyć Bonda. Powodzenia! Tylko czy on ich nie przejrzy? Oby. Liczę też na powrót Caryego chociaż te jego żądania są aroganckie

OCENA 4/6

The Good Wife S02E12 Silly Season
- sprawa była taka sobie jak na ten serial, ale uratowało ją większe skupienie się na działaniach prokuratury. Dużo Caryego zawsze dobrze zwiastuje dla odcinka. Podoba mi się w jak trudnej sytuacji jest postawiony, że będzie musiał zeznawać przeciw Kalindzie akurat wtedy gdy robi karierę w prokuraturze
- wątki w firmie idą lekko do przodu. Diane i Will walczą o przetrwanie, ale nie są w zbyt dobrej sytuacji. I do tego jeszcze coraz więcej wątków gangsterskich. To się może dla nich źle skończyć. Liczę, że tutaj Kalinda sporo odmieni i wpadnie na coś dużego.
- mistrzowska scena Golda i Becki. Szkoda tylko, że kampania tak wolno się rozkręca i jakoś wątpię, że jeszcze w tym sezonie będą wybory.

OCENA 4/6

The Good Wife S02E13 Real Deal
- pojawia się Canning i od razu robi się ciekawiej. Pytanie tylko czy był szczery czy wręcz przeciwnie i wszystko to tyko gra. Bo to co powiedział o kilkudziesięciu milionowych odszkodowaniach to racja.
- w firmie jest pełno intryg. i prawnikom się to podoba. Spiskowcy dobrze się czują w tej grze i mają duże szanse wygrać z Bondem. Tylko kiedy przystąpią do ataku? Oby już w następnym odcinku.
- jakieś plusy w kampanii Petera. Głosy młodych zdobyte tylko czy tak łatwo będzie je utrzymać?

OCENA 4.5/6

The Good Wife S02E14 Net Worth
- Alicja na urlopie, a sprawa wcale na tym nie straciła. Internetowy milioner i pozew o zniesławienie i potem delikatne wyrzuty sumienia po wygranej sprawie. I jeszcze walka o klienta oraz Dar Adal z Homeland w roli jednego z adwokatów.
- Alicja dzięki rozmowie z Owenem przejrzała wiele spraw. Tylko teraz Will będzie tym wycofanym, ale nie ma co narzekać bo Tammy jest fajna. Jestem pełen podziwu jak ten serial prowadzi ten wątek miłosny. Połowa 2 sezonu i dalej nie jest nudno i dużo się zmieniło od pierwszego odcinka mimo, że bohaterowie wciąż nie są razem
- wróciła Lana, FBI lekko związane z sprawą Bonda, gangi narkotykowe oraz Kalinda powalająca Blake bo seksownej scenie i śledztwo przeciw niej. Sam nie wiem, który z wątków jest obecnie najciekawszy, tyle dobrego się dzieje

OCENA 4.5/6

The Good Wife S02E15 Silver Bullet
- Diane jest genialna. Uwielbiam jej postać, a w tym odcinku było jej wyjątkowo dużo dzięki ponownemu spotkaniu  Kurtem. Ich sceny były pełne napięcia, a pierwsze spotkanie idealnie scharakteryzowało stosunek Diane do niego. Zawsze pewne siebie, teraz zaczęła się jąkać i nie mogła dojść do słowa. Sama sprawa była tylko pretekstem do pokazania ich relacji. Trochę szkoda bo miło by się oglądało współprace Alicji i Caryego.
- wątek Golda bardzo ciekawy. Zawsze bezwzględny teraz wzięło go na wyrzuty sumienia i zatruł życie całkiem sympatycznej osobie. Czyżby teraz miał szukać odkupienia? Bardzo jetem ciekaw jego dalszych relacji z nianią

OCENA 4.5/6 

The Good Wife S02E16 Great Firewall
- to był nadzwyczaj dobry odcinek. W końcu doszło do głosowanie i Bond odszedł z firmy. I zostałem ogromnie zaskoczony jak do tego doszło. Jasne, spodziewałem się że coś jet ukrywane Diane i Will jak zwykle mają jakiś plan i podejrzewają Juliusa o spiskowanie, ale nie wpadło mi do głowy, że to oni wszystko zaplanowali. Proste rozwiązanie, a jakie skuteczne
- sprawa odcinka z przekazywaniem prywatnych danych Chińczykom ciekawa. Głównie dlatego, że wmieszano w to wszystko korporacje, politykę (spór o definicję tortur) i ogólnie pojęte problemy współczesnego świata związane z globalizację. I za te skomplikowane sprawy i dwuznaczność moralną gdzie trudno jest rozróżnić czarne od białego uwielbiam The Good Wife
- Childs wycofał się  wyścigu tylko czy to jest taka dobra wiadomość? Bo to raczej go nie powstrzyma przed atakiem na Florricków, a teraz mogą być jeszcze bardziej zajadłe
- Kalinda dająca swój adres Alicji i Caryemu - mistrzostwo. I zapowiada się, że w przyszłym odcinku odegra jeszcze większą rolę.

OCENA 5/6

The Good Wife S02E17 Ham Sandwich
- coś mi się wydaje, że w ostatnich odcinkach sezonu ogromną rolę odegra przeszłość Kalindy. Chyba, że jej tajemnica wypłynie dopiero w finale sezonu. To by był idealny moment na cliffhanger, którym Alicja dowiaduje się, że jej przyjaciółka sypiała z mężem. Może to wygląda jak motyw z telenoweli, ale jest poprowadzone w taki sposób, że trzyma w napięciu
- sprawa rozwodowa Bishopa była średnia, ale końcówka jak zwykle mocna. Nie dało się tego rozwiązać polubownie więc szanowna małżonka została w tajemniczy sposób zamordowana. Życie prawników z sumieniem jest ciężkie
- Cary wracaj do kancelarii i współpracuj z Alicją bo się chłopie marnujesz w prokuraturze.

OCENA 5/6

The Good Wife S02E18 Killer Song
- podoba mi się wątek Golda, który chce odpokutować swoje grzeszki z kampanii pomagając Natalie. Tylko żeby nie zwróciło się to przeciw niemu bo to akurat częsta praktyka tego serialu. Do tego ma jeszcze świetne rozmowy z córką o kapitalizmie i amerykanach.
- znowu przeciwna sprawa tygodnia. Sam motyw morderstwa wyjawionego w piosence dobry, ale brakuje mi ostrych starć na sali sądowej z udziałem Alicji.
- Kalina w poważnych kłopotach - tego się często nie widzi. Podoba mi się jak serial pokazuje jak zależy jej na dobrych relacjach z Alicją mimo, że przespała się z jej mężem.

OCENA 4/6

The Good Wife S02E19 Wrongful Termination
- powrócił Stern, ale tylko na moment. Powrócił i Canning, ale już na dłuższą chwilę. Strasznie iskrzyło w kancelariach adwokackich, podczas śledztwa i na rozprawie. Do tego Louis próbował zwerbować do siebie Alicję. I ma tutaj 100% racji. Czekać tylko aż zaoferują jej podwyżkę, a może i awans. Podczas sprawy podobało mi się, że znowu zostały poruszone problemy współczesnego świata, tym razem padło na mobbing. Sporo miejsca poświęcono też śmierć i przemijaniu. Może i banały, ale pokazane z wyczuciem.
- rozmowa telefoniczna reporterki z Alicją to mocny moment odcinka. Do końca była spokojna i to u Golda wystąpił wybuch. Strasznie mi się podoba jak zmienił się na przestrzeni tych 2 sezonów, no może nie zmienił, ale jak go przedstawiono, że zależy mu nie tylko na Peterze i zwycięstwie, ale też na Alicji

OCENA 5/6

The Good Wife S02E20 Foreign Affairs
- co za odcinek! A przecież do końca sezonu jeszcze trzy epizody. Fenomenalny początek z zalataną Alicją, odbierającą telefony i nie mogącą  znaleźć chwili wytchnienia. Ani chwili odpoczynku. I Jeszcze zbliżające się głosowanie, możliwość wywiadu i śledczy chcący chwili uwagi. Działo się, ale i zostało to świetnie nakręcona. I ta końcówka gdy dowiaduje się, że Kalinda spała z Peterem. Będzie się działo między tymi dwiema, akurat wtedy gdy traktowały się jak przyjaciółki. A może Alicji nie wybuchnie od razu i sprawdzi czy Kalinda się przed nią otworzy? I jaki będzie teraz jej stosunek do Petera?
- sprawa znowu tylko dobra, ale chyba dlatego że gigantycznego poziomu nie można długo utrzymywać. Zabawnie wypadło wprowadzenie na scenę Chaveza, sprytne, ale i odważne posunięcie. Natalie też całkiem nieźle się spisała w kancelarii. Chciałbym ją jeszcze kiedyś zobaczyć 

OCENA 5/6

The Good Wife S02E21 In Sickness
- mocny odcinek z świetną klamrą w postaci piosenki Mr. Hurricane od Beast, która zapowiada transformację Alicji. Ostry makijaż, mieszkanie dla Petera, większa niż zwykle stanowczość i zajadłość. Podoba mi się. Szkoda, że nie pokazali jak separacja wpłynie na kampanię i co z przyjaźnią z Kalindą, ale z drugiej strony nie ma co żałować bo można się było napawać fenomenalną grą Julianny Margolis. Genialna scena gdy opowiadała dzieciom co teraz się stania. I co dziwne w to wszystko zaplątał się jakoś Cary i plany Petera wobec niego. Będzie ciekawie chociaż wolałbym jakby pracował on z Alicją.
- pojawiła się dobrze znana Patti i to jak kiedyś czyli w scenerii szpitalnej. Tylko tym razem sprawa dotyczyła przeszczepu wątroby. I była bardzo interesująca bo zadawała pytania o obiektywizmie lekarzy oraz o tym kto powinien żyć, a kto przestać walczyć. Za to właśnie lubię, TGW, że nie boi się zabierać głosu w trudnych sprawach.
- trafiły się też machinacje Patti, która wyrolowała Willa i załatwiła sobie podwyżkę co nie jest taki zaskakujące. Ciekawsze było zobaczenie jej ludzkiej twarzy gdy opowiadała dziecku bajkę gdy nikt nie patrzył, a nie wykorzystywała go jak to ma w zwyczaju

OCENA 5.5/6

The Good Wife S02E22 Getting Off
- co za napięcie związane z Alicją i Kalindą! Tak zaprezentowane to postacie przez 2 sezony, że nie można jednej kibicować, a druga znienawidzić. Aktorstwo też mistrzowsko. Wybuch złości wiecznie spokojnej Kalindy i płacz Alicji czy jej desperackie odwiedziny o Davida Lee w sprawie rozwodu. Do tego jeszcze spotkania z Jackie. Zmieniła się nam Alicji w ostatnich odcinkach. Ciekawie jak teraz będą wyglądały ich relację gdy okazuje się, że jednak zostanie w kancelarii i kiedy wrócą do normalności
- powrót Crozier był zupełnie niespodziewany i jak zwykle sprawa z jej udziałem byłem niezwykle ciekawa bo grała swoją niewinnością. Rola Sarah Silverman też ciekawa szczególnie jej kłótnie z Alicją. Podobało mi się też jak dobrze korespondowała ona z głównym motywem serialu czyli zdradą

OCENA 5/6

The Good Wife S02E23 Closing Arguments
- a jednak doszło do tego. Will i Alicja razem. Zaledwie dwa sezony i doszło do początku romansu, rzadko takie rzeczy tak szybko się zdarzają. Widać, że ta nowa Alicja jest bardziej szalona i zawzięta. Nie sam romans jednak będzie najciekawszy, a jego konsekwencja. Jak wpłynie to na pracę, kampanie czy nawet stosunek mediów do niej czy nawet stosunek samej do siebie. Podobało mi się też jak nakręcono scenę w windzie i to błaganie o jedną wymarzoną godzinę. Subtelnie i ze smakiem, nie wszystkie seriale to potrafią.
- jednak to nie była jedyna znacząca zmiana jaka się szykuje w przyszłym sezonie. Eli pracujący w kancelarii wraz z Alicją, Cary dalej w prokuraturze tylko teraz pod dowództwem oraz w dalszym ciągu napięte stosunki z Alicji z Kaliną. Będzie się działo dużo dobrego
- sprawa odcina ciekawa, głównie dlatego że była walka z czasem i dużo niedomówień. No i jeszcze ta błyskotliwa mowa Willa, tak błyskotliwa że sam stracił wątek

OCENA 5/6

The Tomorrow People S01E03 Girl, Interrupted
- to było złe. Wiem, że wcześniej nie było zbytnio logiki, ale jej brak tak bardzo nie raził jak teraz. Teraz jest to wręcz denerwujące. Głupie sceny, słabe dialogi, mierne aktorstwo i brak dystansu - to tylko kilka z grzeszków odcinka. I w sumie całego serialu, ale tym razem były w ilościach hurtowych. Idiotycznie zwłaszcza wypadła infiltracja Ultra i wymiganie się Stephena. Za łatwo.
- głupio wypadł też wątek w szkole. Nigdy nie zrozumiem sensu tworzenia takich zapychaczy. TTP to serial silnie nastawiony na główny wątek, a wsadzanie w niego tygodniowych spraw nie związanych z tytułowymi ludźmi przyszłości jest nietrafiony pomysłem. Jakbym chciał sobie pooglądać o problemach nastolatków to włączyłbym sobie 90210...  a właśnie nastolatki. Za nic Robbie Amell nie wygląda na te 16 lat...
- średnio udało się backstory Cary. Brawa, że serial próbuje opowiadać jakieś bardziej złożone historie, ale to nie wychodzi. Przypadkowe morderstwo gwałciciela i niezrozumiała niechęć ojca do dziecka. Wszystko to zbyt po macoszemu przez co nie można sympatyzować z bohaterką
- wciąż nie mogę ogarnąć jak działają ich moce. Mniejsza z zatrzymywaniem czasu przez Stephena. Chodzi mi bardziej o teleporty. Bo jak to jest, że do bazy za każdym razem przemieszczają się z pociągu (zawsze ludzie wyjdą wcześniej...), raz skaczą przez pół miasta, ale już podczas walki nagle o tym zapominają i dają się łatwo złapać. Dziwne i niepojęte. Nie lubię gdy scenarzyści dostosowują to według własnych potrzeb
- całkiem możliwe, że po tym odcinku bym zrezygnował z oglądania, ale jako że w następnym ma się pojawić Jason Dohring to jeszcze sprawdzę następny

OCENA 2/6

The Walking Dead S04E03 Isolation
- niezwykle spokojny odcinek, oparty głównie na dialogach i klimacie. I wcale nie gorszy od poprzednich. Carol już po dwóch poprzednich odcinkach wyrastała na moją ulubienice, a teraz jej do tego coraz bliżej. Może i brakuje jej finezji Michonne czy seksowności Maggie to jej przeżycia sprawiają, że jest niesamowicie intrygująca. Zrobi wszystko dla społeczności, nawet posunie się do ostateczności. I logicznie to pasuje dlatego ostatnia scena gdzie przyznała się Rickowi, że to ona spaliła Davida i Karen zupełnie mnie nie zaskoczyła bo idealnie to do niej pasowało. Jestem ciekaw konsekwencji. Czy prawda wyjdzie na jaw czy obwiniony zostanie o to dokarmiacz szczurów. Z samego moralnego punktu widzenia potępiam jej zachowanie, jestem w stanie je zrozumieć patrząc z jej punktu widzenia, ale należy się jej kara za tą zbrodnie. Tylko czy w tym świecie jest na to miejsce? W świetle tych rewelacji scena gdzie Chris prosi Carol o opiekę nad Sashą nabiera mocniejszego wyrazu. Tak jak jej manifestacja złości na beczkach z wodą - z początku wydawało się, że złości się na to, że epidemia zabiera kolejne osoby, a tutaj chodzi raczej o to, że nie udało się jej powstrzymać mimo drastycznych działań. Reżysersko jest to fachowa robota bo takie smaczki odkrywa się często przy ponownym obejrzeniu sceny.
- podoba mi się, że Hershel bierze sprawy w swoje ręce. Osoba, która jest fizycznie bezużyteczna bierze sprawy w swoje ręce. Widać jaką silną więź czuję z innymi lub chcę pokazać, że mimo kalectwa wciąż może coś od siebie dać  i dlatego postanawia zaryzykować wyprawę poza bezpieczny teren oraz rozdawać chorym lekarstwo wbrew sprzeciwom swojej córki. Każdy musi spełniać jakieś zadanie, tylko tak można przetrwać. A może jest to spowodowane jego wyrzutami sumienia? Może to on wydał przyzwolenie Carol na morderstwo? Jest on typem osoby, która zrobiłaby wszystko by zapewnić bezpieczeństwo swoim córką.
- trochę tylko żałuję, że tak długo ociągano się z wyprawą po leki. Oby to nie był zły znak zwiasujący nudnych epizodów z farmy Hershela. Jednak nie ma się co martwić na zapas. Krótka przejażdżka samochodem wypadła przednio. Daryl, który w pierwszym sezonie był rasistą teraz na wyprawę jedzie z Michonne, Ty i Bobem. To idealnie pokazuje jak apokalipsa zmienia ludzi i nie zawsze wydobywa z nich to co najgorsze. Jatka z zombiakami była całkiem przyjemne, a widok hordy epicki, ale o wiele lepsza jest wiadomość, że gdzieś niedaleko jest ktoś jeszcze. Ciekawie też zaprezentowano Tyreese - zrezygnowany ostatnimi wydarzeniami siedzi otępiały w aucie, a potem zbiera się w sobie i wybucha w nim złość na otaczające go szwendacze po czym urządza istną rzeź. Jestem ciekaw jak dalej będzie wyglądał jego wątek i problemy z agresją. Jeśli straci córkę jego postać może się mocno zmienić

OCENA 4.5/6

niedziela, 20 października 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #55 [14.10.2013 - 20.10.2013]

SPOILERY


Arrow S02E02 Indentity
- co za cliffhanger! Jasne, zostanie szybko rozwiązany, Oliver wywinie się z sytuacji bez wyjścia, ale i tak zwiększa ochotę na kolejny odcinek. Zwłaszcza, że poprawiono sporo rzeczy, które szwankowały w pierwszym sezonie
- sam epizod bardzo dobry. Wróciła China White i przyniosła ze sobą Bronze Tiger'a aka Wolverina dla ubogich. Walki może nie były jakieś ekscytujące, ale na zadowalającym poziom.
- podoba mi się jak wygląda fabuła tego sezonu. Widoczne są reperkusję trzęsienia w Glades, zawirowania polityczne i nazwisko Olivera w mediach. Ma się przez to uczucie większej spójności pomiędzy kolejnymi odcinkami. Do tego w mieście roi się od bohaterów. Kanarka wprawdzie nie było teraz, a Roy zabawia się dalej. Jednak ostatnia rozmowa z Hoodem niespodziewana. Mam tylko nadzieje, że tak do połowy sezonu dowie się kto kryje się pod kapturem bo to sprawi, że postać Theii stanie się ciekawsza.
- Felicity jak zwykle rządzi. Narzekanie na bycie sekretarką, rozmowy o kawie i popisywanie się hakerskimi umiejętnościami. I to jak opowiadała jak to się jej podoba co robi w nocy z Olliem. Twórcy wiedzą, że ta postać jest ulubienicą fanów i umiejętnie z to wykorzystują
- sceny na wyspie jak zwykle jedne z najlepszych. Shado mówi, ze wyspa nie może zmienić człowieka, a Slade odwrotnie. Teraz Oliver sam musi zacząć kierować swoim losem. Jest też wątek japońskich żołnierzy z II wojny światowej - czego takiego tam szukali? I wyjaśniło się pochodzenie kamienia który Ollie dał Thei. Trochę creepy.
- dziwi mnie tylko, że Oliver dalej nie skreśla kolejnych nazwisk. Bo z tego co kojarzę to trochę mu zostało w tym notesiku
- na rozmowy z Lauriel i Roy/Thea spuszczę zasłonę milczenia bo po raz kolejny fatalne...
OCENA 4.5/6

Castle S06E04 Number One Fan
- ciężko mi wytłumaczyć czemu, ale podobało mi się jak został nakręcony ten epizod. Miałem wrażenie, że kamera lepiej pracowało niż zwykle, a i sprawa była dużo bardziej wciągająca niż średnia serialu. Pewnie dlatego, że dość nietypowa forma bo Rick próbował oczyścić swoją psychofankę z zarzutów morderstwa, ale tak czy inaczej przyjemniej niż zwykle mi się to oglądało. Dodatkowy atut to Kate nie pracująca dla NYPD i śmieszne sceny w domu Ricka. Oby tak dalej bo ten sezon Castle trzyma całkiem niezły poziom

OCENA 4/6

Homeland S03E03 Tower of David
- czemu oglądałem pierwszy sezon Homeland? Dla historii. Czemu oglądam teraz dla fenomenalnego aktorstwa. Wiele więcej mnie nie ciągnie do serialu. Fabularnie jest słabiutko, a twórcy kolejny raz oszukują w wywiadach. Pierwotnie zakładano, że Brody miał pokazać się dużo później, a odcinek w 3/4 poświęcony jemu chyba jasno wskazuje, że odegra on jeszcze dużą rolę w sezonie. Szkoda, że pierw producenci paplają jęzorem, a potem wymyślają historię
- sceny z rudym jak zwykle świetnie zagrane przez Lewisa, ale nie kupuje tego. Miał uciekać do Kanady, a trafił do Wenezueli. I jeszcze jakimś cudem został postrzelony i jest w rękach kogoś związanego z Carrie. Grubymi nićmi to szyte. Bandzior jak i lekarz są zbyt przerysowani żeby traktować ich poważnie przez co sceny z ich udziałem są strasznie odrealnione. I jakby tego było mało Esme zadurzyła się w Brodym i postanowiła mu pomóc, a potem czuła się odrzucona. Serio?! Tak ma wyglądać serial, który walczy o najważniejsze telewizyjne nagrody? Szykuje się jeszcze uzależnienie Brodyego od heroiny. No bo skoro Danes gra szaloną bohaterkę to i Lewis musi dostać jakiś materiał by powalczyć od statuetkę.
- u Carrie troszeczkę lepiej. Ale tutaj też za bardzo szczęście sprzyja głównym bohaterom, a inni odgrywają rolę im podrzędną. Abby ulega urokowi Carrie, zataja przed przełożonymi jej ataki oraz na boku organizuje jej spotkanie. Serio?! Kalka z wątku Brodyego. Clare gra fenomenalnie, serial można oglądać tylko dla niej, ale trochę poszanowania dla widza. Obłęd zaczyna się coraz bardziej nudzić.
- dwie rzeczy uratowały ten odcinek. Pierwsza z nich to imam nazywający Brodyego terrorystą, a potem ginący wraz wraz z żoną. Druga to tajemnicza firma zwracająca się do Carrie z ofertą pomocy. Dobrze się to zapowiada i jest nadzieje, że w końcu coś się zacznie dziać.

OCENA 3/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E04 Eye Spy
- zaskakująco dobry odcinek. Nie jakiś wspaniały, ale całkiem przyjemne bez jakiś irytujących momentów. Nawet Skye pierwszy raz miała co robić i podczas misji używała swoich hakerskich umiejętności.
- podoba mi się, że znowu zostawiono uchyloną furtkę i wciąż nie wiadomo o co chodzi. Agenci rozwiązują kolejne sprawy, ale nieśpiesznie buduje się mitologia serialu. Kto tym wszystkim sterował i jaki jest ich cel? Co to za tajemnicze równania? Co do cholery jest nie tak z Culsonem? Pewnie pierwsze odpowiedzi padną podczas november sweeps by podbić oglądalność
- strasznie śmieszny jest ten serial. Już mniejsza o duet Fitz-Simmons czy drobne utarczki słowne między innymi agentami. Śmieszne jest to, że SHIELD lepiej dogaduje się z władzami Białorusi, którzy nie mają nic przeciwko Amerykańskim agentom niż z Republiką Malty
- scena po napisach kapitalna. Fitz grający w pokera z Wardem i używający nowej technologii. Cudne! Brakuje mi właśnie podczas odcinka takich zwykłych, rodzinnych scen w Autobusie, które zacieśniałyby więzy w drużynie. No i Fitz-Simmons też mogliby przejść jakieś szkolenie do pracy w terenie, a nie tylko Skye 

OCENA 4/6

Person of Interst S03E04 Reasonable Doubt
- zniżka formy. Jedynie proceduralna sprawa i delikatnie poruszony wątek HR co nie musiało akurat mieć miejsca bo sprawa była jasna. Młody ma śledzić Carter. Pewnie jest tylko narzędziem i nie wie wszystkiego, ale narobi kłopotów.
- śledztwo odcinka nieźle poprowadzone. Dużo zwrotów akcji, dobrze zagrana wrobiona bohaterka i powolne odnajdywanie prawdy. W sumie z początku było wiadomo, że nic nie jest takie jak się wydaje, ale i tak odcinek parę razy zaskoczył. I ta końcówka. Reese nikogo nie ratuje i pozwala się toczyć sprawą. Bo to byli źli ludzie. I to nie pierwsze takie zagranie z jego strony
- odcinek miał dużo śmiesznych scen, ale to już standard. Gdy Misiek pojawia się na ekranie od razu weselej. Tak jak Shaw chcąca zabijać ludzi. Chociaż z tym akurat już przesadzają i boję się, że zrobi się to nudne
- ogólnie odcinek na minus mimo kilku przyjemnych scen. Równie dobrze mogłoby go nie być i historia nic by nie straciła

OCENA 3.5/6 


Sleepy Hollow S01E05 John Doe
- najsłabszy odcinek i to jeszcze przed 3 tygodniową przerwą. Nie zmienia to jednak faktu, że niecierpliwie czekam na powrót bo to najlepsza premiera jesieni. Szkoda tylko, że zabrakło mocnego cliffhangera i czegoś szokującego. Poprzedni epizod byłby lepszy by pozostawić ludzi w zawieszeniu
- tym razem historyjka była nudna. Fajnie, że znowu serial przepisuje historię Stanów, ale to chyba największy plus. Z Zaginioną Kolonią lepiej poradził sobie Supernatural z odcinkiem Croatoan. Tutaj jakoś to nie wciągnęło i brakowało intrygujących pomysłów. Niby pojawia się kolejny jeździec (zajebisty design! uwielbiam jak oni wyglądają), ale ten plan jest głupi. Tak jak jego powstrzymanie. Typowy odcinek-zapychacz. Szkoda
- ciesze się, że Katrina pojawiła się na chwilę. Siedzi w Czyśćcu (widać, że stajnia Abramsa jest odpowiedzialna za serial), ale wciąż jest tajemnicą czemu Moloch ją tam więzi.
- najlepszy w epizodzie i tak był Crane. Żarty z plastiku, smartfona czy to dziwne spojrzenie na myjkę wygrały ten odcinek.
- ciekawie wyglądało też to co działo się w tle na komisariacie. Gonzales grzebie w przeszłości Crane'a i dowiaduje się, że rzeczywiście uczy taki na uniwersytecie. Kto załatwił mu przykrywkę? A może to jego jakiś potomek? Dobrze to wygląda, kolejne tajemnica

OCENA 3.5/6

Sons of Anarchy S06E03 Poenitentia
- ten sezon na pewno nie skończy się dobrze dla SAMCRO. To dopiero trzeci odcinek, a atmosfera nie dość że się zagęszcza to jeszcze pojawiają się kolejne wątki, które mocna odbiją się na bohaterach
- najmniej groźna wydaje się Wendy. Zbliżyła się do Gemmy, opowiedziała jej historyjkę o gwałcie co musiała do niej trafić i teraz są ze sobą bardzo blisko. Tylko co ona kombinuje? Może i do niej dobrał się Toric? Bo to jej pojawienie się w klubie było grubymi nićmi. Jax ją nie tak dawno naćpał, a teraz ona idzie go prosić o pomoc? Prędzej szykuje jakąś zemstę
- sam wątek Torica jest dziwny. Serial dzięki niemu niesamowicie epatuje brutalnością. Scena z otwieraniem butelki straszna. I to jego "a jednak są odkręcane" upiorne. Trochę tylko niepotrzebne to zabójstwo prostytutki. Za dużo dziwnych rzeczy dzieje się w okół niego. I jeszcze będzie próbował wrobić Nero. Ciekawe czy ma on GPS w samochodzie co powinno zrobić sprawę jeszcze bardziej niepewną. Przez wszystko co się dzieje w okół Torica nie można z nim już sympatyzować. Zemsta za siostrę jeszcze ok, ale teraz za dużo tego.
- coraz bardziej podoba mi się postać grana przez Petera Wellera . Widać kto rządzi w porcie. I jeszcze nawet próbował jedi mind trick na persa. Cudowna scena na łodzi, jedna z lepszych odcinka. Jednak przypuszczam, że i z kontaktu z nim wyjdą kolejne konfliktu
- Clay wciąż żyję i nie zapowiada się żeby szybko zszedł z tego świata. Złego diabły nie chcą. Tylko o co chodzi? Jax trzyma go przy życiu bo umowa z IRA - to zrozumiała, ale czy i on nie kumpluje się z czarnymi braćmi? August może mieć swój własny plan i nie zdziwię się gdyby nie zabił od razu Tiga.
- co takiego Boby kombinuję? Zbiera Nomadów czy coś jeszcze? Bo nie wydaje mi się żeby tak po prostu szukał towarzystwa do jazdy. Nowy odział w starym duchu z dawnymi zasadami? Co na to Jax? Sytuacja między nimi jest już i tak napięta, a ostatnia młody Teller do najmądrzejszych nie należy.
- rola Unsera została ograniczona do robienia za niańkę. I zupełnie mi to nie przeszkadza bo to dodaje trochę humory do serialu  

OCENA 4.5/6 

The Tomorrow People S01E02 In Too Deep
- wiedziałem na co się piszę zostając przy tym serialu - debilne dialogi, drewniana gra aktorska i logika, która wzięła sobie wolne. Dalej jest głupio, ale mimo wszystko będę oglądał dalej. To jest idealne guilty pleasure, przynajmniej na jakiś czas. Dlatego nie będę się skupiał na minusach serialu bo jest ich zwyczajnie zbyt dużo. Napiszę tylko, że mam wrażenie jakoby Markowi Pellegrino nie chciało się grać w tym serialu i lepiej czuję się jako aktor występujący gościnnie w serialach. 
- największy plus to zachowanie Jedikiacha i Ultry - bezwzględni i na pewno ci źli. Zabijają mutanty, zabijają słabych, zabili by pewnie z chęcią wszystkich. Ciekaw jestem jak dalej będzie wyglądała tam praca Stephena i jego relację z wujkiem. Chciałbym też żeby rzeczywiście zaatakowali Ludzi Przyszłości i by młody miał się o co obwiniać 
- relację John/Cara/Stephen są bardzo słabe i zanosi się na głupi trójkąt. Dobrze, że przynajmniej ta pierwsza dwójka ma niektóre całkiem niezłe sceny np. podczas treningu
- albo napisze co mi się nie podoba - narracja Stephena otwierająca odcinek jest zbędna, niepotrzebny jest też jego wątek szkolny, głupie jest nazywanie go The Chosen One i to jak wpływa na grupę mimo idiotycznego zachowanie. A największy bezsens to niemożność zabijanie przez Tomorrow People. Toż to jest bez sensu. Okradanie banków i atakowanie innych ludzi ok, ale zabijanie już nie

OCENA 3/6

The Walking Dead S04E01 30 Days Without an Accident
- w końcu jest. Wrócił jeden z moich ulubionych seriali i nie zawodzi. Niektórzy narzekają na powolny start, ale ja tego nie zauważyłem. Jest klimat, jest i immersja. Ogląda się doskonale jak przed rokiem. Oby tylko nie powtórzył tej kilku odcinkowe wpadki jak sezon 3, ale nie ma co się martwić na zapas. 
- cliffhanger z poprzedniej serii dużo zmienił w serialu. Więzienie stało się nie tylko domem dla naszych ocalałych, ale też dla ludzi z Woodbury i innych, których odnaleziono i zaoferowana dach nad głową. I dobrze. Więcej ludzi, więcej potencjalnych trupów. Ale i ludzi o których można się martwić. Na razie jedynie nakreślono kilka postaci, będzie jeszcze czas by je rozbudować. Dużo miejsca poświęcono również Sashy i Tyreesowi. Widać, że odegrają większą rolę w tym sezonie. 
- podoba mi się, że więzienie nie jest domem tylko z nazwy. Widać jak się zmieniło, bogatszy wystrój pomieszczeń, bardziej ufortyfikowane, ale też ze stajnią i własnym ogródkiem. Lubię to. Szkoda tylko, że te rzeczy działy się poza ekranem. Z chęcią bym zobaczył jak robią plany, zasadzają pierwsze roślinki czy budują bramę. Albo jak rada przepycha kolejne pomysły i kłóci się o innym. Swoją drogą ciekawy pomysł z zarządem więzienia, które trzyma piecze nad nim i podejmuje kolejne decyzję. Ciekawe czy dalej będą jakieś konflikty i uwidocznią się jakieś grupki. Bo przecież taka społeczność nie może być wiecznie szczęśliwa i zawsze znajdą się jacyś wichrzyciele. 
- nową postawę Ricka interesującą się ogląda. Przestał się angażować w walkę i politykę, zajmują się ogródkiem, nawet ma wstręt wobec broni. Odnalazł trochę normalności. Tylko, że nie po drodze mu z nią. Wypadł za ogrodzenie i spotkanie ocalałej nie mógł się dobrze skończyć. Przez całą podróż do Eddiego nieustające napięcia, pytanie co takiego ten człowiek kazał robić Clarze, że wygląda tak upiornie. I na końcu okazuje się, że Eddie nie żyję, a ona go dokarmia. To jedyna rzecz jaka trzyma ją na świecie. Zdesperowana się zabija. Typowe depresyjne zagranie w The Walking Dead. Świat bez nadziei. Jednak najbardziej uderzyło mnie w tej scenie jak Rick odchodzi wraz z kanapką w ręku, którą wcześniej podarował Clarze. W tym świecie się nic nie marnuje i jakby nie były wstrząsające wydarzenia trzeba racjonalnie myśleć. 
- drugi istotny wątek w odcinku to wyprawa po zapasu. Jak zwykle coś musiało pójść nie tak. Od The Walking Dead nie wymaga co odcinek zabijania hord zombie i tryskającej posoki, ale przyjmuje to z radością. I tego nie brakowało. Wejście do supermarketu i oczekiwanie na wypadek. Odrobina humoru z udziałem Michone, trochę zapoznania się z postacią Boba i w końcu atak zombie. Z dachu! To był doskonały pomysł bo coś nowego. Nie wiadomo gdzie spadną, komu zagrożą. Wiadomo było za to że ktoś zginie. Padło na Zacha, który dostał wcześniej kilka scen. Jednak jego śmierć nie była tak szokująca jak reakcją Beth. Straciła chłopaka, ale nie uroniła nawet łzy. Śmierć to coś stałego w tym świecie. Nowi ludzie przychodzą i odchodzą. Ciężko jest się z kim na prawdę zżyć. 
- podobały mi się też sceny z Maggie i Glenem, ale to dlatego, że to moi ulubieńcu odkąd razem się pojawiają. Boję się, że któreś z nich zginie w tym sezonie. Dzisiaj zaczęło się jednak od troski Glena. Myślałem, że to standardowe "jesteś kobietą, kocham cię, nie ryzykuj na zewnątrz", ale nie. Było podejrzenie ciąży. I ta reakcja na koniec jak Glen dziękuje, że jednak nie ma w drodze dziecka. Kolejny raz podkreślono jak ten świat jest odmienny od naszego. 
- nie zabrakło też innych świetnych scen - dzieci nadające imiona szwendaczą, Daryl jako detektyw (już widzę te memy), nauka obchodzenia się z nożem, Michone i jej pragnienia dorwania Gubernatora, Bob trawiony głodem alkoholowym (lub wyrzutami sumienia), Rick zadający trzecie pytania, Beth resetując licznik dni. Tyle dobrego, a to zaledwie premiera
- mocno zapowiada się też następny odcinek - szwendacz w więzieniu. To będzie piorunujący początek. Tylko pytania co się tak na prawdę stało. Czy to tylko choroba? A może jakaś epidemia? W końcu świnka Violet też zginęła. Albo jakiś truciciel? Co jak co, ale udało się zbudować odpowiednią ilość napięcia i podkręcić oczekiwania względem następnego odcinka.  

OCENA 5.5/6

niedziela, 13 października 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #54 [07.10.2013 - 13.10.2013]






Arrow S02E01 City of Heroes
- długo się zastanawiałem czy brać się za drugi sezon czy nie. W końcu ciekawość i wakacyjny hype zrobiły swoje i muszę przyznać, że nie żałuję decyzji. Jasne, serial ma te same wady co dawniej i niektóre sceny ciężko ścierpieć, ale przez większość odcinka ma się radochę z oglądania
- pierw minusy - Lauriel! O matko, ale to straszne było. Obwinia za wszystko drugiego łucznika? Co ona ma 13 lat? W ogóle ta śmierć Tommyego wpłynęła na serial w zupełnie inny sposób niż myślałem. Raptem Oliver zaczął się przejmować, że jest mordercą i dlatego nie może być wojownikiem o sprawiedliwość. Szkoda bo lubiłem go bez wyrzutów sumienia. Ta zmiana ksywki to wygląda jak marketingowy zabieg, ale w końcu trzeba się stać tym Green Arrowem. Na Thee i Roya też momentami nie dało się patrzeć, a sceny w więzieniu to kolejny nudny przedłużacz, ale dobrze, że przynajmniej Moirze się nie upiekło
- to teraz zalety - Felicity! Jak ja ją lubię! Wprowadza mnóstwo humoru do serialu i tylko dla niej można by go oglądać. Jak zwykle roztrzepana, ale i obrotna. Ładnie jaskinie przyrządziła Oliverowi. Szkoda tylko, że w tym samym miejscu. Wątek przejęcia firmy też nieźle się prezentuje. W końcu Summer Glau na ekranie i czekam aż zacznie mieszać. Wszystkie sceny akcji też bardzo przyjemnie nakręcone. Podoba mi się też Roy jako bojownik. Jest jeszcze Black Canary. Wprawdzie tylko na chwilę ją pokazali, ale bardzo chciałbym żeby został na dłużej. I niech tylko nie wiążą jej w jakiś głupi sposób z Lauriel żeby potem ona przywdziała kostium. Najlepiej jakby zginęła, ale chyba na to nie ma co liczyć...
- trochę się rozczarowałem, że tak szybko pozbyto się gangu zakapturzonych. To był dobry pomysł na kilka odcinków, ale niestety szybko to rozwiązano i po gangu ani śladu
- miłym smaczkiem było w tym odcinku teaser pojawienia się Flasha. Bo o to chyba chodziło jak pani w tv mówiła o akceleratorze cząsteczek
- i na wyspie szykuje się kolejny ciekawy wątek - Oliver ma problemy ze swoim gniewem, a i pojawił się tajemniczy statek, który szuka jakiś grobów. I co Shando wie na ten temat? Właśnie Shando i Slade - marzy mi się żeby pojawili się w Starling City w tym sezonie

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S01E03 The Slump
- najlepszy odcinek z trzech dotychczas wyemitowanych. Mnóstwo śmiechu z popkulturowych żartów oraz przerysowanego zachowania postaci. I ten śmiech nie był wcale wymuszony śmiechem z offu tylko te sceny były autentycznie zabawne. Bo jak się nie uśmiechnąć jak Terry Crews buduje domek dla lalek? Albo Gina podburza dzieciaki przeciw Amy i Rosie? Albo niemal wszystkie sceny z Hitchockem? Do tego mnóstwo dobrze napisanych i zagranych gagów. Tylko ten Peralta momentami denerwuje, ale w zamian pojawia się kamienna twarz Holta. Jest dobrze i liczę na utrzymanie poziomu.

OCENA 4.5/6

Brooklyn Nine-Nine S01E04 M.E. Time
- dalej jestem oczarowany tym serialem i się wyśmienicie bawię. Już mi nawet Andy Semberg jako Peralta nie przeszkadza. Ba, nawet miał kilka niezłych gagów szczególnie scenę otwierającą i jak opowiadał o seksie z panią patolog.
- bardzo bym chciał żeby ten serial dostał zamówienie na więcej odcinków bo na to zasługuje. Ma ciekawe i zróżnicowane postacie, które niesamowicie bawią. Choćby taka Rosa. Negatywnie do wszystkiego nastawiona, sarkastyczna, ale idealnie pasuje do serialu. Albo Amy. Za każdym razem jak coś chcę pierw prawi komplementy. I nie ma się przynajmniej wrażenia, że serial powtarza te same żarty, a raczej bawi zachowanie postaci, która jest przez to naturalniejsza.
- najlepszy i tak jest w całym serialu Holt. Te krótkie scenki jak próbowali go podwładni rozszyfrować cudowne. I ten obraz namalowany przez sierżanta. I płaszcząca się przed nim Amy. Wszystko idealne.

OCENA 4.5/6

Castle S06E03 Need To Know
- zaledwie trzy odcinki serial potrzebował żeby wrócić do punkty wyjścia i wymazać cliffhanger z odejściem Becket do DC. I mi to nie przeszkadza bo się tego spodziewałem. Zawsze można na 1/2 odcinki wrócić do tego wątku, może nawet w tradycyjnym dwu odcinkowcu?
- sama sprawa nie była jakaś wspaniała. Brakowało trochę szalonych teorii Ricka. W końcu było CIA i szmuglowanie broni - można było zaszaleć w tym temacie. Odwołań do seriali i ryku telewizyjnego też mogłoby być więcej. Jednak współpraca Ricka z detektywami to wynagradza. Próba przekupienia Kate czy wyzywanie od Judaszy - świetne

OCENA 4/6

Homeland S03E02 Uh... Oh... Ah...
- 15 minut czyli 1/3 odcinka zostało poświęconych wątkowi Dany. Liczone z zegarkiem w ręku! To jest jakieś nieporozumienie. Co mnie obchodzą kłopoty nastolatki, jej miłostki, próby samobójcze i depresja po tym co stało się z jej ojcem. O ile jeszcze w 1 i 2 sezonie jej wątki były jakoś uzasadnione bo był Brody i sporo działo się w okół jego rodziny tak teraz to jest zwykły zapychacz, który wcale się nie sprawdza. Bo nie dość, że nudzi to jeszcze rujnuje całe napięcie jakie jest budowane przez pozostałe wątki. Niestety, ale początek tego sezonu wypada gorzej od drugiego. Może i Dana pokazuje problem nagonki mediów, skutki nadopiekuńczości matki czy szukanie akceptacji, ale tego jest za dużo. 5 minut by starczyło, a ona pojawia się pewnie częściej niż Saul...
- to co dzieje się z Carrie jest ciekawe. Tylko czemu znowu kolejne załamanie psychiczne? Przecież to już było kilka razy. Na prawda ta postać nie ma więcej do zaoferowania? Clare Danes gra fenomenalnie bo to Clare Danes, ale już irytujące jest patrzenie jak Carrie coraz bardziej popada w obłęd i wariuję. Nie chciałbym tylko żeby okazało się, że to jest wielki plan Saula bo niestabilna Carrie lepiej działa od tej stabilnej i przez swoją nieprzewidywalność może CIA doprowadzić do wroga
- na szczęście jest dużo Quinna i wprowadzono nową postać kobiecą - Farę. On jest chyba teraz najciekawszą postacią. Twardy, bezkompromisowy i działa na granicy i poza prawem. Chciałbym zobaczyć jak współpracuje z Carrie. Fara natomiast to nowa analityczka, która bierze udział w śledztwie. Już zarysowano jej postać - arabka, świeżak w agencji,wybuchowa, ale i inteligentna i dąży do prawdy. Liczę, że dostanie w przyszłym odcinku więcej scen niż Dany bo lubię jak jest pokazane na ekranie żmudne śledztwo i marzy mi się coś w stylu Rubicon.
- chciałbym, żeby w przyszłości ten serial stał się odważniejszy. W 24 były szokujące twisty fabularne, tutaj trochę tego brakuje. Serial jest inny więc chciałbym coś realistyczniejszego, ale również zaskakującego. Idealne byłoby political fiction. W zeszłym sezonie był zaczątek tego pomysłu - nowa wojna na Bliskim Wschodzie, ale to zarzucono. Teraz jest trop Irański i chciałbym żeby odważniej z tym poszli. Przydałoby się też żeby pokazywali fragmenty wiadomości i sytuację polityczną w kraju i na świecie. Bo niby bohaterowie mówią jaki to był straszny zamach, ale szczerze mówiąc nie czuć tego. Przydałoby się uczucie, że stawka jest większa

OCENA 3.5/6

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S01E03 The Asset
- chcę wierzyć, że te kilkanaście pierwszych odcinków to takie rozkładanie pionków, delikatne zaczynanie wielu wątków i wielkiej intrygi. Chcę wierzyć, że ten serial się w pewnym momencie zmieni i zacznę czerpać autentyczną radość z oglądania. Chcę wierzyć, że zacznie mi zależeć na wszystkich postaciach i będzie iskrzyć od chemii między nimi. Tylko, że coraz trudniej mi to przychodzi. Ja wiem, że seriale Whedona długo się rozkręcają, ale tutaj za dużo pojedynczych elementów nie pasuje do siebie. Wciąż tli się we mnie nadzieja, na pewno będę oglądał choćby dla duetu Fitz-Simmons, ale daje czas do końca sezonu. Wytrzymałem kiedyś z The Event i FlashForward dam radę i teraz.
- sam odcinek to kolejna efektowna sprawa tygodnia. Tajemnicze artefakty, źli ludzie, dużo strzelania i biegania, a nawet trafiła się dramatyczna końcówka. Tylko za mało w tym wszystkim emocji. Sceny między Skye i Wardem są strasznie naiwne, trening lekko żenujący, a sama Skye wydaje się strasznie bezużyteczna i jej przeszłość nie budzi większego zainteresowania. Rodzina zastępcza? I przez to mam jej sympatyzować? Przecież lubię ją bez tego. Czemu przy niemal wszystkich narodzinach bohatera jest jakaś tragedia rodzinna w tle? Czemu jej rodzice nie mogą mieć farmy w Kansas? Ja mam nadzieje, że względem niej jest jakiś większy plan, a nie jej historia jest rozwijana wraz z scenariuszami do kolejnych odcinków. O Wardzie nawet mi się nie chcę pisać taki on nudny jest...
- scena po napisach ciekawa. Narodziny superłotra z którym będzie się trzeba kiedyś zmierzyć. Tylko czemu nie wysłali tej mazi w stronę słońca jak poprzedni artefakt?

OCENA 3.5/6

Person of Interest S03E03 Lady Killer
- gdy tylko usłyszałem co ma się dziać w tym odcinku nie mogłem się doczekać. Shaw, Carter i Zoe w klubie nocnym polujące na domniemanego zabójcę kobiet - to musiało się udać. I tak też było. Dużo scen z tymi trzema paniami to gwarancja dużej ilości dobrego humoru. Bo jak się nie uśmiechnąć na widok Shaw w wieczorowej sukni? I jej wiecznie wkurzonej miny. Do tego jak zwykle Zoe skradła wszystkie sceny w których była. Uwielbiam jak ona i John razem biorą się za sprawę. Teraz trzeba uzbroić się w cierpliwość i czekać na jej kolejny powrót.
- sama sprawa dość przewidywalna, ale dobrze poprowadzona - raz luźniejsza, raz mroczniejsza i z połowicznym szczęśliwym zakończeniem. Nic nadzwyczajnego, dobrze zapychała czas i służyła ekspozycji głównych postaci.
- po odcinku przerwy pojawia się Root i jak zwykle była przerażająco-urocza. Gdy rozmawiała z boginią i groziła doktorkowi aż ciarki wchodziły na plecy i napięcie wzrastała. Ogromnie jestem ciekaw co dla niej szykują scenarzyści. Wychodzi na to, że jest ona prorokiem Maszyny czy może raczej jej zbrojnym ramieniem. Ciesze się, że nie zabiła Hershela. Ten to ma pecha, chyba w karzdym sezonie jest postrzelony albo jego życie wisi na krawędzi. Teraz czekać aż zda raport tajemniczej kobiecie.

OCENA 4/6

Sleepy Hollow S01E04 The Lesser Key of Solomon
-  wciąż mam serialowego kaca po Breaking Bad i większość seriali wydaje mi się słabsza niż w rzeczywistości jest jednak przy Sleepy Hollow bawię się doskonale bo to serial czysto rozrywkowy z wielką tajemnicą w tle czyli coś co uwielbiam
- koniec poprzedniego odcinka zwiastował, że ten będzie silnie mitologiczny i rozwinie postaci Abby oraz relację z jej siostrą. I tak też było. Trochę dramatów po drodze, ale poszło łatwo i panny Mills się pogodziły. Bez zbytniego przedłużania. Tak jak wszystkie rewelacje, które były rzucane nie potrzebowały długiego tłumaczenia i udowadniania tylko były raczej kwitowane żartem. Podoba mi się, że tempo tego serialu nie zwalnia. Nawet w sprawach proceduralnych. Niby w każdym odcinku jest jakieś śledztwo, ale wszystkie są umiejętnie wprowadzone w główną historię. Tym razem Hassowie jako tajny zakon w Sleepy Hollow, portal do piekła, wyjawienie tajemnic zmarłego szeryfa oraz imienia głównego złego który potem zapewne okaże się pionkiem. Moloch - budzi szacunek. Obyśmy tylko zbyt długo nie czekali na powrót Jenny, a z biegiem czasu mogłaby dołączyć do stałej obsady.
- podoba mi się jak serial zręcznie modyfikuje historię Stanów. Flashbacki stanowią integralną część odcinków, a Crane snuje swoje historię. Tym razem herbatka bostońska. I aż się boję myśleć w czym jeszcze brał on udział i kogo znał. I jeśli chodzi o Ichibalda to uwielbiam go. Sama jego postura wywołuje u mnie uśmiech na twarzy, a potem przypominam sobie w co jest ubrany, a on zaczyna mówić to się śmieje. Zresztą wystarczy spojrzeć na jego pozę podczas oddawania strzału - wyprostowany i ręka za siebie.
- tylko żałuję, że w tym odcinku pominięto wątek Katriny i nie było żadnego dziwnego snu.

OCENA 5/6

The Blacklist S01E03 Wujing
- trzy odcinki, tyle mi starczy by stwierdzić, że ten serial to nie moja broszka. Gdyby nie James Spader doszłoby pewnie do tego wcześniej. Wszystko jest zbyt naiwne, łopatologicznie poprowadzone przez co zamiast zachwycać się akcją lub jej zwrotami to tylko pytam się dlaczego oni to robią i czemu nie mogliby zrobić czegoś lepiej. Choćby w tym odcinku Liz dająca kule do balistyki. Serio?! Nikt jej nie pyta skąd to ma, wszystko załatwiła zgodnie z protokołem, a potem nie ma oficjalnego pytania. W końcu raport utajniony, takie rzeczy są oflagowane. Przynajmniej tego uczą seriale. A szefowie się dowiedzieli tylko dlatego, że ją śledzili. Dużo jeszcze było kwiatków. Irytująco wyszła scena w tym bunkrze, ale już mi się nie chcę pastwić nad tym serialem. Widocznie mam zbyt wygórowane wymagania względem serialowej logiki.
- wątku głównego jako takiego nie ma. Jest tajemnica, ale tutaj też nic specjalnego. Zachowawczo dawkowana by nie przyprawić casualowego widza o ból głowy nadmierną ilością faktów. Person of Interest, Sleepy Hollow czy nawet Arrow pokazują, że nie tak się robi procedurale.

OCENA 3/6

The Tomorrow People S01E01 Pilot
- naczytałem się w internecie jaki to zły pilot, nudne i sztampowe, ale mi się to bardzo przyjemnie oglądało. Pewnie dlatego, że ja lubię te głupkowate seriale na The CW kierowane dla amerykańskich nastolatek, ale taki już jestem. Na razie dam szansę i przynajmniej kilka następnych epizodów zobaczę. Wytrzymałem z Arrow cały sezon wytrzymam i tutaj
- trochę tylko żałuje, że jak są seriale o superbohaterach to muszą oni dostawać standardowy zestaw super mocy - telekineza, teleportacja i telepatia. A pirokineza? Profetyzm? Morfowanie? Aż dziwne, że i tego nie dorzucili w zestawie. Jednak jest szansa, że i one się pojawią bo jak widać Ludzie Przyszłości (serio?) wciąż się rozwijają. Chyba, że mają poziomy mocy. Sztampowy jest tez główny motyw - ludzie z mocami przeciw homo sapiens. X-Men, Heroes, The 4400, Alphas. Wszędzie to było. I w sumie wszędzie budziło zainteresowanie i tak jest i teraz. Jeśli serial nie będzie zbyt zachowawczy i poszaleje fabularnie to będę zadowolony.
- a właśnie fabuła - Stephen odkrywa w sobie moce, znajduje dobre mutanty, tajemnica z przeszłości, pojawiają się źli, wątki rodzinne bla bla bla kolejne ograne motywy, a potem przystąpienie do złych. I to mi się podoba. Wiem jak się to skończy, ale taki mały twist fabularny na koniec odcinka dobrze rokuje.
- nie piszę o nielogicznościach scenariusza bo nie chcę się zbytnio znęcać nad serialem, ale czemu do cholery John włamywał się do szpitala tradycyjnymi metodami zamiast od razu się teleportować?! Czemu Cara tyle czasu siedziała w głowie Stephena zamiast od razu dać mu znać, że wszystko z nim ok? Czemu mówią, że niby tylko w pokoju o kosmicznym designu ścian nie da się używać mocy, a okazuje się, że tak jest w całym budynku co nie ma kompletnie sensu? Czemu.... nie no dobra starczy. Nie ma się co wyzłośliwiać.
- dużo było głupot, ale trzeba przyznać, że efekty teleportacji był całkiem ładny, a i sceny walki przyzwoity, chociaż też bez szału to i tak lepsze niż w SHIELD. No i Stephen ma zadatki na Sitha bo dusił swojego szkolnego oprawce niczym Lord Vader. Oby problem samo kontroli pociągnięto dalej

OCENA 3.5/6