Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fringe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fringe. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 kwietnia 2013

Fringe S05


Fringe to jeden z tych nielicznych seriali, którym towarzysze od początku ich premiery, ekscytuje się kolejnymi odcinkami i chłonę fabułę jak gąbkę. A raczej towarzyszyłem, ekscytowałem się i chłonąłem bo teraz po pięciu latach i stu odcinkach nastał koniec tej epickiej przygody. To że serial odniesie sukces można się było domyślić bo jednym z jego twórców jest Midas seriali czyli JJ Abrams. Jednak nikt nie śnił o tym, że serial tak często będzie zmieniał swoje oblicze, redefiniował się co kilkadziesiąt odcinków i zachwycał widza swoją złożonością i emocjonalną wędrówką. Ja to kupiłem z miejsca mimo mało efektownego startu. I zakochałem się. Miłość była wzajemna bo im bardziej zachwycałem się serialem tym ciekawsza była opowieść. Do dzisiaj pamiętam pierwszy pokaz mocy Olivii, pierwsze pojawienie się Williama Bella i szokujący widok temu towarzyszący, odcinek poświęcony genezie Petera, kolejne przejścia na drugą stronę, wzruszające White Tulip i Jacksonvelle oraz odcinki w alternatywnej przyszłości. Kapitalnych odcinków, zadziwiających momentów i przyjemnych występów gościnnych było mnóstwo. Sama fabuła skomplikowaniem przewyższa Lost. Wytłumaczenie komuś zawiłości kolejnych resetów, równoległych wszechświatów i powiązań między bohaterami to karkołomne zadanie. Bez kawałka papieru, ołówka i zapasu wolnego czasu się nie obędzie, a i tak prawdopodobieństwo sukcesu jest niewielkie.
„I don’t want to say goodbye, but I will say, ‘I love you, son.”

Około serialowa historia jest równie trzymająca w napięciu co ta przedstawiona na ekranie. Mnóstwo kasy włożono w pilot (jeden z najdroższych w historii telewizji), a następnie wyciek trzy miesiące przed premiera co zaowocowało niższą niż się spodziewano oglądalnością. To właśnie ona była największym wrogiem serialu. Przez pierwszy rok stabilna i zadawalająca by w końcu coraz bardziej spadać i dnia następnego po emisji niecierpliwie o godzinie 18 sprawdzać jej wyniki. Paradoksalnie coraz słabsze wyniki towarzyszyły coraz wyższemu poziomowi serialu. Tradycyjnie można powiedzieć, że „ci głupi amerykanie znowu nie zrozumieli”. Wydawało się, że czara goryczy przelała się w trzecim sezonie gdy serial został przełożony na piątek. Narzekania na FOX nie było końca. I tu znowu zaskoczenie bo serial powrócił z odcinkiem „The Firefly” (tak, to jest celowe nawiązanie) i lepszym wynikiem niż w środę. Reanimacja piątku, o której była mowa w fenomenalny zwiastunie (nie pierwszym i nie ostatnim zresztą) powiodła się i serial był emitowany przez kolejne półtora roku. Nie bez problemów i napięcia bo szansa anulowania była wysoce prawdopodobna, można by powiedzieć, że miecz Damoklesa wisiał nad serialem, ale na szczęście nie opadł w niespodziewanie. FOX odkupił swoje winy i mimo fatalnej oglądalności dał finałowy sezon składający się z trzynastu odcinków. Miał on odpowiedzieć na wszystkie pytania, stanowić godne zakończenie historii, miał być darem dla fanów i pożegnaniem twórców. A czym był naprawdę i czy wycieczka do świata znanego z „Letters of Transit” się udała spróbuje odpowiedzieć poniżej. Pewnie będzie równie osobiście i rozwlekle co w tym przydługim wstępie, ale tak się pisze o ukochanych serialach.
Finał czwartego sezonu kończy się wiele mówiącym cliffhangerem w którym Wrzesień oznajmia Walterowi „They are coming”. W świetle 4x19 sprawa jest oczywista – Obserwatorzy mają zamiar najechać nasz świat, być agresorami, którzy zagrabią nasze dobra, stworzą totalitarne społeczeństwo, a ludzi będą traktować jak króliki doświadczalne. Zero poszanowania życia i zasad humanitaryzmu. Tak też się dzieje. Szkoda tylko, że większość poza kamerą. Akcja piątego sezonu zaczyna się w momencie zakończenia „Listów…” czyli Walter, Peter i Etta szukają Olivii. Wraz z upływem czasu i odcinków wychodzi coraz więcej informacji o tym dysutopijnym świecie, ale niestety potencja nie został wykorzystany. Za mało pokazano reguł rządzących nowym społeczeństwem, a nasza wiedza o Obserwatorach niewiele wzrosła. W większości domysły zostały potwierdzone, a nie na to liczyłem. Pamiętam jak Simon opowiedział Etcie i Walterowi przejmującą historią inwazji, co się stało z jego rodziną i czego dopuszczali się Obserwatorzy. S05 nie da nam takich scen. Wiemy kto jest zły, że kontrolują społeczeństwo, posługują się symbolami i strachem, ale nie czuć tego. Osobiście marzyły mi się flashbacki z chwili inwazji, ale widocznie była to budżetowa poprzeczka nie do przeskoczenia. Finansów widocznie zabrakło też na partyzancką walkę i próbę przejmowania kontroli nad naszym światem. To że wszystko kręci się wokół Wschodniego Wybrzeża i USA była do przewidzenia. Ja żałuję, że w walkę o nasz świat zostało zaangażowane tak niewielu ludzi. Nie ma efektownej partyzantki i walk. Powiedziałbym nawet, że pojedyncze sprawy z poprzednich sezonów były często na większa skalę. Tutaj większość odcinków jest w kameralnym klimacie z garstką bohaterów.

“You are my favorite thing, Peter…. My very favorite thing.”

Bo to właśnie na bohaterach, a nie na walce z agresorem skupia się ta seria. Zabursztynowanie głównych bohaterów pozwoliło im utrzymać stary wygląd, cechy charakterystyczne, ale dodano też kilka wydarzeń, które odcisnęły na nich piętno. Chodzi głównie o Ette i to co się działo po jej zniknięciu. To właśnie Etta jest główną siłą napędową tego sezonu. Pełni rolę wprowadzającą w świat, objaśnia jego reguły, ale też dzięki niej dochodzi do istotnych relacji między postaciami. Oddalają się od siebie i ponownie zbliżają. Jest to dramat rodzinny w przyszłości. Temat rodzicielstwa poruszony jest też z innej strony. Pogłębia się więź miedzy Peterem i Walterem są pokazane między nimi różnice i podobieństwa. Większy nacisk niż wcześniej położono na Waltera. Jego przeszłość jest dramatyczna i tragiczna (śmierć syna, śmierć porwanego syna z innego świata w jeziorze, wywołanie wojny między światami i w końcu odnalezienie i pojednanie) i teraz przyszedł czas na rozliczenia. W dużym stopniu ta seria to opowieść o przeznaczeniu i odkupieniu, szukaniu sensu życia i strachu przed samym sobą. Stawiane są pytania dotyczą granicy nauki i mowa jest o konsekwencjach, które trzeba ponieść.

Wątki osobiste i główny fabularny żyją w pełnej symbiozie. Odcinki przedstawiają historią, posuwają ją na przód i widać, że koniec jest coraz bliższy, ale cały czas są eksploatowane relację między postaciami. Czasem cierpi jeden z tych wątków, ale zazwyczaj poziom epizodów nie schodzi poniżej pewnego (używając skali szkolnej rzekłbym dobrego) poziomu. Jest jeden wątek fabularny i kilka pomniejszych story arców. Ogląda się to przyjemnie, ale brakuje efektów wow czy jak to mówią amerykanie epic moment of awsomness. Miesiąc po obejrzeniu tego sezonu pamiętam zaledwie kilka epizodów, trochę więcej mocnych momentów, ale z perspektywy czasu nie umieściłbym żadnego epizody z tej trzynastki w TOP 10 serialu. Nawet odcinka z naćpanym Walterem i jego narkotycznymi wizjami czy finału.

"It's not about fate, Walter, yours or mine. It's about changing fate, and protecting our children"
Jemu poświęcę oddzielny akapit bo to w końcu finałowy odcinek, pożegnanie z serialem rozliczenie z widzami i bohaterami. Zwieńczenie pięcioletniej historii pozostawiło pewien niedosyt oraz zakwestionowało istnienie tego sezonu. Część ludzi napiszę, że serial powinien się skończyć po czwartej serii. Ja się z nimi nie zgadzam bo dzięki temu dostaliśmy kolejny rok z ulubionymi bohaterami, a finałowy epizod był emocjonalny. Smutny, wzruszający, dający odpowiedzi, ale też z happy endem i pozostawiający nadzieje, z pozytywnym wydźwiękiem. Godnie wieńczył pięcioletnią przygodę z serią. Był trochę kontrowersyjny, ale daleko mu do Lost w tym aspekcie i ostatecznie lepiej wypadł. Było skakanie między wymiarami, ale na motyw czyśćca na szczęście nikt nie wpadł. No prawie bo postacie przez cały sezon głównie mówiły o przeznaczeniu, cierpiały by w końcu doznać odkupienia w finale. Może powoli staje się to znakiem firmowym seriali Abramsa? Ostatecznie zamknięcie mi się podoba, ale w ostatnich latach bardziej mnie wzruszyło to co zaprezentowano w Chuck. Też słodko – gorzko, ale bardziej osobiście.

Główną tego przyczyną może być to jak do tego finału doszło. Napisałem, że pojedyncze odcinki były przeważnie dobre (no może nie licząc głownie męczącego „The Recordist”), ale motyw przewodni został pomyślany FATALNIE. Te duże litery nie są tutaj przypadkiem. Możliwe, że wynikało to z braków budżetowych, ale to akurat nie jest usprawiedliwienie. Mianowicie cały wielki plan pokonania Obserwatorów był na manualu. Bohaterowie mieli instrukcję i pożądli za nią. Jeden tydzień = jedna odkryta kaseta, a potem wyprawa po części. By było „ciekawiej” Walter planu nie pamięta mimo, że go opracował. Jest z tego powodu zdruzgotany i nie raz ma chwile zwątpienie. Wcale mi się to nie podobało. Nasi herosi, którzy nie raz i nie dwa uratowali światy, muszą podążać za pewnym utartym schematem? I nawet nie próbują wymyślić czegoś nowego? Najgorsze jednak jest to, że ten plan nie był wcale odkrywczy, a Walter, Peter i Olivia wcale nie byli potrzebni żeby go zrealizować. Dobrze zorganizowana bojówka byłaby to w stanie osiągnąć. Parę razy zdarzyło mi się zawieść z tego powodu, a kulminacja nastąpiła koło dziesiątego odcinka gdy wyjaśniło się co takiego planował osiągnąć Walter. Takie zabawy nigdy się dobrze nie kończąc, mógłbym wypisać kilka błędów logicznych tego planu i jego rezultatów, ale już nie zamierzam się pastwić. Przynajmniej w tym aspekcie.

" I don't deserve ya. I'm just so lucky. I'm so incredibly lucky to have you."

Koniecznie muszę napisać jeszcze trochę o bohaterach. Tym razem słowa krytyki. Olivia, która była główną bohaterką poprzednich sezonów została zepchnięta do roli popychadła. Jedź po coś, zajmij się czymś. Nie czuć było, że ratuje świat. Zachowanie bohaterów w większości irytowało. Nie byli tymi herosami z poprzednich sezonów, byli zniszczeni, posiadali pewną skazę, która była coraz bardziej pogłębiana. To trochę moje marudzenie, zdaje sobie też sprawę że dzięki temu było bardziej dramatycznie i osobiście, ale wolałbym oglądać te osoby w innym świetle. Nie poczytuje tego na minus, to tylko moje głupie wrażenia i osobisty odbiór. Czasem byłem z tego zadowolony, czasem narzekałem. Nie byłem za to zadowolony z tego jak potraktowano niektóre drugoplanowe postacie. Broyls i Nina (tutaj wyglądała jak skrzyżowanie Storm z Charlesem Xavierem) wystąpili zaledwie kilkukrotnie mimo, że wciąż byli w głównej obsadzie. Odegrali ważną rolę, ale niestety byli zaledwie tłem i ich potencjał nie został w pełni wykorzystany. Zapewne jest to kolejna konsekwencja ograniczenia budżetu. Część osób może tez uciszyć to że gościnnie pojawił się Sam Weiss i Marham. Ja bym się cieszył jakby o nich zapomniano. Zupełnie nie satysfakcjonujący koniec tych wspaniałych postaci. Szczególnie Marhama. To co zrobili z tą sympatyczną osobą woła o pomstę do nieba. Jedyny sens jego zachowanie to pokazanie jaki ten świat jest okropny i jak wpływa na ludzi, ale przecież dałoby się to pokazać w zupełnie inny sposób.

Bardziej jednak wkurzyło mnie zniszczenie mitologii świata, a raczej kompletne jej przerobienie. Rozczarowujące wyjaśnienia i dorabianie głębszej historii do znanych wydarzeń zupełnie do mnie nie trafiło. W świetle tego sezonu przeznaczenie Olivii, dziecko jej i Petera które miała odegrać istotną rolę o raz sakramentalne „boy must live” nabierają zupełnie innego znaczenie. Istotną rolę nawet zaczął odgrywać September i młody Obserwator z 1x15 „Inner Child”. Niestety i ten wątek był dość naiwny i mało przekonujący, chociaż trzeba przyznać że miejscami poruszający. Bardzo mi się za to podobały inne nawiązanie do poprzednich sezonów. Szczególnie wyciągnięcie z szuflady asystentki Waltera, która wraz z Niną odgrywała personifikacje jego osobowości. Tą dobrą i złą. Zabieg z tym związany i jazdy Waltera na kwasie (Monthy Payton!) to jedna z niewielu rzeczy godnych zapamiętania z tej serii. Jako, że to piąty sezon zdarzyło się sporo innych nawiązań. Szczególnie pod koniec serii gdy trzeba było się żegnać z widzami. W jednej efektownej scenie pokazano, że jednak warto było kojarzyć pojedyncze sprawy, które wydawały się zapychaczami. Choćby po to żeby cieszyć się z niewidzialnych motyli czy naboi wprawiających trupy w lewitację. Czemu lewitację? „Becouse its cool” jak powiedział Walter Bishop. Wyjątkowym smaczkiem będzie też schowek w laboratorium na Harvardzie i jedna z ostatnich scen gdzie wraca bardzo dobra znajoma.

"There will be a time for vengance and a time for grieving, but it is not not! Stop. Stop! They will pay for what they have done. I promise."

Jedną z rzeczy, która charakteryzowała Fringe było umiejętne żonglowanie formą. Wątki dramatyczne były okraszone specyficznym humorem, a odcinki luźne przeplatały się z tragicznymi. Niestety zabrakło teraz wyczucia i cały sezon był w bardzo ponurym nastroju. Zdarzał się humor, który go rozjaśniał, ale było go bardzo mało. Depresyjny klimat był podkreślany na każdym kroku w wizji świata (mundury, plakaty propagandowe, ogólnie setting dystopijnej rzeczywistości), w sposobie filmowania (odpowiedni filtr) czy zachowaniu bohaterów i sprawach, które często mają podłoże moralne. Co zrobić z jeńcem? Jak daleko można się posunąć w walce o przyszłość? Czy wszystkie chwyty są dozwolone? Czy tortury Obserwatorów, którzy chcą nas zniszczyć są ahumanitarne? Czy warto poświęcić własne człowieczeństwo jeśli to miałoby poprowadzić do zwycięstwa? Czy można określić człowieka jako nieistotną stratę? Przytłaczające, ale to tak naprawdę esencja science fiction. Pod płaszczykiem opowieści fantastycznej jest komentowana nasza rzeczywistość. Czasem w sposób banalny, ale przeważnie w dobitny i istotny. Te odcinki zawsze były esencją gatunku i tak jest i teraz. Mój ulubiony pochodzi z początku sezonu gdy fringe team łapie lojalistę czyli człowieka współpracującego z Obserwatorami w zamian za pewne korzyści. Dochodzi wtedy do starcia dwóch światów i pokoleń – Olivii i Etty. Gdy matka musi oglądać swoją córkę, która dopuszcza się tortur. Olivia nie ma prawa komentować jej zachowania bo nie zna tego świata, nie wyrosła w nim i nie stykała się z jego okrucieństwem.
O Obserwatorach czyli głównych wrogach tego sezonu można napisać wiele, szczególnie to, że nie są oni charyzmatycznym bohaterem, a ich plan nie dorasta do poziomu ich intelektu. Jednak trzeba im przyznać jedno są doskonałym odzwierciedleniem tego co może się stać z nami i do czego prowadzi zawierzenie technologii i zabawa w boga. Odgrywają oni rolę swoistego ostrzeżenie, ale też wytykają nam błędy przeszłości. Obserwatorzy są jak konkwistadorzy, którzy w porównaniu do rdzennej ludności mają moce porównywalne do boskich. Można się też doczytać interpretacji ekologicznej. Kiedyś nie widzieliśmy nic złego w tępieniu różnych gatunków zwierząt, czuliśmy się ważniejsi i mogliśmy (czy może dalej możemy?) przekształcać ziemię tak jak chcemy. Oni robią to samo – zatruwanie planety by była dla nich odpowiednia oraz tępienie szkodników czyli nas. Może i jeden konkretny Obserwator nie wprawia w przerażenie, ale wizja całej ich zbiorowości już tak.
 "Peter, look at me. I love you."

Ciężko jest mi, krótko podsumować ten sezon. Stylistycznie był inny od pozostałych, ale to akurat cecha tego serialu który praktycznie co roku się rebootuje. Można też narzekać na nieudane zabawy z czasem, które zamiast zmuszania do kombinowania kazały się zastanawiać nad ich sensem. Można też zakwestionować cały wielki plan Waltera. Tylko nie ma to najmniejszego sensu bo plusy przeważają tu nad minusami. Bohaterowie błyszczą, a stylistyka choć przytłaczająca urzeka. Łzy na finale nie uroniłem jednak zrobiło mi się smutno, że to już koniec tej długiej drogi, którą odbyłem z moimi ukochanymi bohaterowie. Jednak biały tulipan na zawsze pozostanie w moim sercu. Parafrazując słowa Waltera – nie chcę mówić do widzenia, więc powiem „kocham cię Fringe”.

OCENA 4/5

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia [21.01.2013 - 27.01.2013]

Arrow S01E10 Burned
Słabiutki odcinek. Kryzys Olviea poprowadzony dość sztampowo. Szczególnie rozmowa z Digglem. Dawno nie słuchałem takich banałów.... Równie słabo wypad wątek Tommego, Lauriel i jej ojca. Coraz ciężej ogląda mi się te postacie. Nie zachwycało też co działo się w domu Queenów. Było minęło, teraz wszystko wróci do normalności. Moia nieźle gra przed wszystkimi. Wątek odcinka ze strażakami też słaby i nie wart strzępienia klawiatury.

OCENA 3-/5


Arrow S01E11 Trust Byt Verify
Dużo lepiej niż zeszły odcinek, ale o to nie było akurat trudno. Działo się dużo i co najważniejsze było mało rażących scen. Chyba najsłabiej wypadły te z Tommym i Lauriel oraz niektóre z Theą. Nudny też był z początku konflikt Digla z Oliverem. Zupełnie niepotrzebne. Jednak już rozpracowanie gangu i sceny z Benem Bowderem bardzo dobre. Do tego urocza scena z Felicity, powrót ojca Merlyna i sceny na wyspie. Szczególnie ta końcówka jak się okazuje, że chińczyk był strażnikiem. Tylko po co w takim razie cała ta szopka?!

OCENA 4/5


Fringe S05E07 Five-Twenty-Ten
Nina wróciła! Chyba największy pozytyw tego odcinka. Szkoda tylko, że niczym ciekawym nie zaskoczyła. Wątek Bella mnie średnio grzeje skoro wiadomo, że jest on zabursztynowany. Wolałem tego Williama z pierwotnego timeline. Szkoda też, że nic szokującego nie zostawił w sejfie i pewnie tyle go widzieliśmy. Odzyskiwanie tych głowic za długie. Ze dwa razy zdążyłem się nudzić. Podoba mi się za to wątek Petera jako Obserwatora. Jak powoli się zmienia, staję się bezwzględny i daje ponieść chłodnej logice. Dziwi mnie tylko, że Obserwatozy nie dostrzegają przyszłości tak jak on. Może dlatego, że jej nie szukają? A może Widmark planuje coś wielkiego? Na to właśnie liczę. Ciekawi mnie tez jak skończy się przemiana Petera, mam nadzieje, że nie dojdzie do niej w finale bo to byłby pomysł jak ze słabego fan ficka.

Uwielbiam jak w tym sezonie została pokazana miłość. Żony do męża, córki do rodziców i ojca do syna. Chyba bardziej na tym się skupia serial niż na walce z Obserwatorami. Peter oszukuje Olivię i ojca, którzy pokładają w nim tyle nadziei. Ona za to tak na prawdę ma mało do roboty. Spełnia zachcianki raz jednego, a raz drugiego. Mam nadzieje, że to się w końcu zmieni. Podobało mi się też to jak Walter mówi o człowieczeństwie i to, że sama miłość nie wystarczy by być dobrym człowiekiem. Boję się, że finał będzie bardzo melodramatyczny.

OCENA 4-/5


Fringe S05E08 The Human Kind
Niestety, ale coraz bardziej mnie męczy ten sezon. Dobrze, że to jeszcze parę odcinków i koniec. Bo ile razy można mówić o miłości i wykonywać jednego questa? Wątek Olivii naiwny. Pojechała po magnez i dostała go bez niczego od kobiety, która wierzy w to że Liv ma uratować świat. Strasznie nudne to było. Do tego jeszcze dochodzi sprawa z porwaniem na drodze. Serio agentka FBI dała się tak podejść? Dobrze, że potem ładnie sobie poradziła i wykorzystała kulę Etty.

Wątek Petera też mi specjalnie nie potszedł. Oczywiście zmianę będzie się dało cofnąć i odzyskać emocję. Walka z Widmarkiem fachowo zrealizowana, tak jak podchody i przewidywanie przyszłości. Na szczęście doszło do tego. Szkoda tylko, że odbyło się to bez większych emocji. Tak jak ta ostatnia scena na dachu. Świetnie zagrana, dobrze poprowadzony dialog, ale niestety słowa jakie zostały wygłoszone to banał. Że Etta jest w ich sercach bla bla bla i to emocję są ich bronią, a nie słabością. Przecież to już wiadomo od dawna. Myślałem, że ten sezon będzie wyglądał zupełnie inaczej.

OCENA 3+/5


Fringe S05E09 Black Blotter
Odbierz wiadomość, jedź na miejsce spotkania, podążaj za wskazówkami, rozwiąż zagadkę i zdobądź nagrodę. Irytuje mnie już schemat tego sezonu. Czy na prawdę tak ciężko napisać scenariusz walki z najeźdźcami? Dobrze, że przynajmniej chłopiec został odzyskany i może akcja ruszy do przodu już za tydzień. Bo akcja strasznie wolno się toczy, a problemów emocjonalnych bohaterów mam już na pewien czas dość. Piękny ukłon w stronę fanów, że chłopak pamięta oryginalną linie czasową, a kierowcą był Sam Weiss. Szkoda tylko, że nic z tego nie wynika.

Najciekawsze elementy odcinka to te związane z Walterem. Świetne były wizję jego asystentki i jego odlot. Szczególnie ta zielona wróżka i Monthy Pythonowska animacja. Ostatnia scena w laboratorium wspaniała. O tym jak Walter nie chcę być człowiekiem którym był kiedyś i na ścianie widzi swoje wspomnienia. Kolejny raz w serialu krytyka racjonalnego rozumu wypaczonego z emocji i zabawy w Boga. Im bliżej końca tym bardziej dramatycznie.

OCENA 4-/5


Fringe S05E10 Anomaly XB-6783746
Nina nie żyję, poświęciła się żeby chronić plan. Jakie to przewidywalne. Kolejny głupi schemat i niepotrzebne domykanie wątków. Nie wierzę też, że ta Nina Sharp dała się tak głupio podejść i nie zatarła śladów prowadzących do niej. Oczywiście jej ostatnie chwile bardzo pseudo emocjonalne, ale co z tego. Dobrze, że przynajmniej coś o Michaelu się wyjaśniło. To anomalia, Obserwatr z emocjami. Czyli jak dla mnie wielki plan Waltera i Septembera/Donalda (bez niespodzianki) polega na daniu najeźdźcą uczuć. Obym się mylił.

Najlepsza w odcinku była rozmowa Niny z Windmarkiem. O tym jak to Obserwatorzy przypominają zwierzęta i czemu przechylają głowę. O takich momentów chciałbym więcej, a nie płakania nad swoim tragicznym losem. 

OCENA 4=/5


Fringe S05E11 The Boy Must Live
Znaleźli Septembra, plan stał się jasny, a ja niestety znowu nie mogę powiedzieć "wow" mimo że tyle się działo. Michael to syn Obserwatora - nie zaszokowało, tak samo jak to że Walter musi się poświecić bo tak właśnie odkupi swoje grzechy. Jest na szczęście szansa na szczęśliwe zakończenie dla Olivii, że odzyska córkę. W sumie to nawet na to liczę, chciałbym żeby w końcu stało się coś dobrego dla bohaterów. Sam motyw z Obserwatorami w XXVII wieku fachowo wykonany, ale trochę mi się to nie podoba bo oddziera ich za bardzo z tajemnicy. I jak widać podróżowanie w czasie nie jest takie bez ograniczeń jak się na początku wydawało. Średni o mi się też podoba brak konsekwencji w przedstawianiu świata. September zaszokowany, że Walter żyję, a przecież na wielkich telebimach była puszczana jego podobizna. Bez sensu też, że tak łatwo cała grupka ucieka przed lojalistami.

Podoba mi się ukłon w stronę starych i przy tym najlepszych odcinków. Nie podoba, że to słynne 'chłopiec musi przeżyć" nie odnosi się do Petera. Już lepiej jakby zostawione ten wątek zamiast na siłę wpychać tam Michaela. Scena z białym tulipanem świetna, tutaj się nie mogę do niczego przyczepić. Uwielbiam ten odcinek i nie dziwię się że również do niego zaczerpniętą.

W końcówce Widmark pojmał Michaela. Nie zdziwię gdy szybko zostanie dotknięty przez chłopca i zacznie odczuwać emocję. Mam tylko nadzieje, że nie pójdą na łatwiznę. A Obserwatorzy są głupi bo chyba nie słyszeli o prawie Murphego.

OCENA 4/5


Fringe S05E12 Liberty
Druga strona! Jak dobrze, że odbyto jeszcze tam jeszcze jedną wyprawę. Dobrze było zobaczyć Bolivię i Lincolna i jak to się im życie układa. Ruda jak zwykle miała świetne teksty. Dziwne tylko, że tak delikatnie ją postarzeli. Myślałem że będzie wglądać dużo gorzej w wieku ok. 60 lat. Widocznie mają dobre kosmetyki po drugiej stronie. Do tego jeszcze było kilka smaczków jak Clintonówna startująca na prezydenta. Szkoda tylko, że nie było bardziej futurystycznie. Dobrze też, że nie zabrakło akcji na Liberty Island. Dobrze wyszło skakanie między światami i odbicie Michaela. Do tego majaki Olivii sprawiły, że nie można się przyczepić do wykonania.

Szkoda tylko, że serial poszedł w tą stronę. Wolałbym, żeby nasza Olivia miała umiejętności z 3x22. Ta wizja świata bardziej mi się podobała niż ta z Obserwatorami. Niestety nie czuć też, że to już zaraz koniec. Nie ma tragicznych wydarzeń tylko wypełnienie planu i poświęcenie Waltera. Mam nadzieje, że miło zostanę zaskoczony.

OCENA 4+/5


Fringe S05E13 An Enemy of Fate
Smutno i tyle. Może i finał nie sprostał moim wygórowanym oczekiwaniom, był za bardzo wzruszający i wyciskający zły. Pewnie irytuje nie to dlatego, że przez cały odcinek rozwodzono się nad poświęceniem, odkupieniem i miłości. Nie podobało mi się też w odcinku jak i całym sezonie to wykonywanie planu, po sznurku do kłębka. Na szczęście końcówka nie była już taka kameralna tylko efektowna. Odbijanie Broylsa i zdobywanie kostki efektowne. Przekrój fringe eventów z całego serialu. Ile wspomnień wróciła przez te kilka chwil. Warto było czekać na taki ukłon dla fanów. I jeszcze ten latający Obserwator bo to jest cool i Olivia robiąca pożytek ze swojej mocy i to zgniecenie Windmarka. Cudowne! Pięknie też zakończono białym tulipanem. Szkoda, że to już koniec, szkoda że ostatni sezon odstawał, zawiodłem się na Obserwatorach, nie poruszono kilku elementów z mitologii i nie dowiedzieliśmy się na czym polegał ich plan. Jednak mimo wszystko jestem zadowolony bo Te kilka lat z Fringe to była świetna zabawa. Dziękuję!

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Skoro Walter z Michaelem przenieśli się do XXII wieku i zresetowali timeline to dlaczego zmieniło się to tylko od dnia uprowadzenia Etty? Czy ten reset nie powinien wpłynąć na wszystkie wydarzenia? Peter nie powinien zostać przez nich wymazany, ba nie powinien zostać uratowany nad jeziorem, a nawet Walternate powinien go uratować bo nie było Obserwatora który mu przeszkodził w eksperymencie. Chyba, że każda rzeczywistość ma swoich Obserwatorów, ale to bez sensu bo przecież było mówione że oni zachowują się inaczej i żyją poza czasem. Nie podoba mi się to grzebanie w timelineach w celu dokonania zmian, za dużo dziur w tym wszystkim...

OCENA 5=/5


The Following S01E01 Pilot
Dawniej im więcej było szumu w okół jakiegoś seriale tym bardziej byłem rozczarowany po obejrzeniu, teraz podchodzę z większym dystansem i częściej pozytywnie się zaskakuje zamiast potem narzekać. Po obejrzeniu pilota The Following jestem raczej na tak, ale bez hurraoptmizmu. Działa przede wszystkim chemia między dwoma głównymi bohaterami, ale to było wiadome. Becon solidny jak zawsze, chociaż gra dość stereotypowego agenta FBI - wóda, zdrada, walka o odkupienie. Na przeciwnym biegunie Purefoy, były wykładowca akademicki o specjalności romantyzm, a obecnie mentor seryjnych morderców siedzący w celi śmierci. Sceny między tą dwójką są odpowiednio dynamiczne i jak na razie to one zachęcają do oglądania. Może i to będzie standardowa opowiastka o walce dobra ze złem, ale jeśli zostanie to dobrze wykonane nie mam nic przeciwko. Dodatkowo cytaty z Poe i dość brutalny klimat podbijają ocenę. 

Niestety sporo rzeczy mi się nie podobało. Poza główną dwójką, może tylko postać Ashmore'a wzbudziła jako taką sytuację, mimo że też niczym się nie wybija. Pozostała para agentów FBI niczym ciekawym się nie wyróżnia. Jest też kult seryjnego mordercy. Niby jest bo główny bohater wpada na ten pomysł, wszyscy przyjmują to na wiarę i raptem w okół tego zaczyna się toczyć fabuła serialu. Wszystko to za szybko. I tutaj pojawia się moja największa obawa - czy ten pomysł starczy na chociaż 12 odcinków? A jak tak to co dalej? Obawiam się też, że co odcinek będzie ganianie kolejnego mordercy, a od czasu do czasu zdarzą się sprawy nie powiązane z Joe Carrolem. Obym się mylił.

OCENA 4-/5


Obejrzanych odcinków – 10
Najlepszy – Banshee Fringe 5x13
Najgorszy – Arrow 1x10

niedziela, 20 stycznia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia [13.01.2013 - 20.01.2013]

Banshee S01E01 Pilot
 Jestem na tak. Lubię małomiasteczkowe klimaty, a im więcej tajemnic tym lepiej, a tutaj się na to zanosi. I co najważniejsze, akcja nie tylko będzie miała miejsce w tym miasteczku czego się obawiałem. Początek na Manhattanie efektowny jak z jakiegoś filmu, dopiero potem akcja została przeniesiona do Banshee, ale jest szansa że od czas do czas będziemy odwiedzali NY bo przeszłość będzie nawiedzała bohaterów. To co dzieje się w miasteczku powinno być równie dobre. Była dziewczyna zamężna za prokuratora, młody i ambitny burmistrz, doświadczony przez życie właściciel baru i człowiek trzymający władzę w miasteczku i były amisz w jednym, a to zapewne nie wszyscy. I przede wszystkim Lucas Hood, były skazany udający nowego szeryfa. Może i naciągane, ale dające masę możliwości. Czekam na jego wybuchy gniewu i niekonwencjonalne działanie. Obawiam się tylko że niektóre elementy mogą wypaść naiwnie, ale jeśli reszta sezonu będzie utrzymana na podobnym poziomie co pilot to będę zadowolony. 

OCENA 4+/5

Castle S05E10 Significant Others
Co za świetne komediowe sceny dotyczące Meredith! Pierw jej niespodziewane pojawienie się, potem pretensję Kate, uwagi Javiera i Ryana i w końcu jej scena z Kate. Cudowne.  Szkoda, że w to wszystko nie wmieszała się jeszcze druga ex Ricka. Niespodziewana była też gorzka końcówka i to że znowu pojawił się motyw ojca Ricka. Coś mi się wydaje, że w tym sezonie jeszcze będziemy zgłębiać jego przeszłość.

Sprawa morderstwa przybrała całkiem niespodziewany obrót i mimo że była tylko dodatkiem całkiem nieźle wkomponowała się w odcinek. Nie spodziewałem się, że tak to się wszystko skończy. Nie potrzebna była tylko ta kłótnia rozwodzącej się pay bo strasznie przeysowanie wyszło, ale za to muzyczka była całkiem fajna.   

OCENA 4+/5

Farscape S01E05 Back and Back and Back to the Future
Odcinek byłby całkiem fajny gdyby nie kilka irytujących elementów. Matala strasznie odpychająca była. Nie chodzi mi o to jak wyglądała tylko o zachowanie i grę aktorską. Już pod koniec nie mogłem na nią patrzeć. Jeszcze do tego beznadziejna walka z Aeryn. Myślałem, że będzie bardziej widowiskowa, a wyszła żenująco.

Dobrze, że inne elementy były na swoim miejscu.  Skoki w czasie i efekt dnia świstaka muszą się pojawić w każdym serialu sci-fi, a tutaj były wyjątkowo szybko. Wyszło nieźle, chociaż i tak wolę ten epizod z Stargate SG-1. Pojawiła się też zła kobieta rozsuwająca feromony. Kolejny znany motyw, ale wszstko ładnie się komponowało, a stawkę podbijała miniaturowa czarna dziura.

Szkoda tylko, że tak mało nowego o bohaterach. Niby wiadomo, że D'Argo skrywa jakąś tajemnicę, ale ciężko powiedzieć o co chodzi. Dobrze, że zarysował się wątek jakieś większej wojny w galaktyce. Chociaż wolałbym żeby pojawili się Rozjemcy. Pozostałe postacie na uboczu, ale jak Critcheon wchodził z nimi w kontakty robiło się dużo ciekawiej. Zwłaszcza z Aeryn Sun miał kilka świetnych scen, ale to już tradycja.

OCENA 4=/5


Fringe S05E06 Through the Looking Glass and What Walter Found There
Nie podoba mi się to co stało się z Peterem. Rozumiem, ale nie podoba. Mnóstwo kłamstw z których nic dobrego nie wyniknie. Stracił córkę, powinno go to zbliżyć do Olivii, ale mimo jej chęci widać że się oddalają. On staje się coraz bardziej bezwzględny, zatraca swoje człowieczeństwo i upodobnia się do najeźdźców korzystając z ich technologii. Najgorsze w tym jest to, że o niczym nie mówi swoim bliskim. Mimo wszystko trzeba przyznać, że całkiem sprawnie poprowadzono ten wątek. Wyjątkowo ciekawie wypada też końcowa rozmowa ojca z synem. Walter boję się, że staje się coraz bardziej nie ludzki i prosi syna o pomoc, a to tak na prawdę Peter może stanowić zagrożenie.

Sama sprawa odcinka dość nudna. Widać ograniczenia budżetowe, wszystko wydaje się kameralne, a wątek kieszonkowym wszechświatem taki sobie. Kolejna taśma, kolejne wskazówki i kolejny punkt planu zaliczony. Irytuje mnie to bo wydaje się, że postępowanie bohaterów jest z góry zdeterminowane, robią z góry założony plan przez co nie jest tak dobrze widziana ich indywidualność. Brakuje mi tego, że sami rozwiązują jakiś kłopot, a zamiast tego korzystają z instrukcji. Wielka szkoda.

Miłym ukłonem były glify na drzwiach. Nie zostały one wyjaśnione,tylko skwitowano je żartem. Podobało mi się. O dziwo wątek Cecila nawet pochwaliłem po ostatniej scenie odcinka. Na początku wyglądał na balast bez osobowości, ale ostatnia scena gdy Walter powiedział to co mu ciążyło na sumieniu pokazała, że nie był on zbytnim balastem.

Podobał mi się też początek odcinka z hologramem Etty. Rodzice dalej odczuwają pustkę i tęsknią za córką, ale inaczej to przeżywają. Peter się oddala i zamyka w sobie, a Olivia która zawsze tłumiła swoje uczucia uzewnętrznia się i prosi Bishopa o to by z nią rozmawiał.

OCENA 4-/5 


Obejrzanych odcinków – 4
Najlepszy – Banshee 1x1
Najgorszy – Farscape 1x5
 

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia [07.01.2013 - 13.01.2013]

Fringe S05E04 The Bullet That Saved The World
To jest jakiś żart! Jak można zabić taką ciekawą postać serialową?! Bardzo polubiłem Ette, już od pierwsze go odcinka, a w tym sezonie to właśnie relację rodzinne były najważniejsze i najlepsze w odcinkach. Niestety postanowiono się jej pozbyć. Ogromna szkoda. Przynajmniej miała godne pożegnanie. Świetna i mocna scena z jej śmiercią, pożegnanie z rodzicami i potem zemsta na Obserwatorach. Szkoda tylko, że Widmarka nie wysadziła, ale na niego przyjdzie jeszcze czas.

Może i było dużo strzelania, nawiązań do starych odcinków i tworzenie nowego fringe event, ale odcinek mimo wszystko był zaledwie dobry. Aż dziwne, że nikt nie zastanawiał się nad moralnością takiego bestialskiego morderstwa i przejęcia posterunku. Dalsze poszukiwanie kolejnych części układanki są nudne.  Liczę jednak że teraz coś się zacznie dziać po tych wydarzeniach.

Broyles się pojawił! Najwyższy czas. I jak można było się domyślać jest on sprzymierzony z Ruchem Oporu. Świetna scena jak pierwszy raz po takiej rozłące spotkał się z Olivią. Szkoda tylko, że to nie on był założycielem Ruchu co by było akurat logiczne, a został jedynie zwerbowany przez Ettę. Teraz czekać aż pojawi się Nina.

OCENA 4+/5


Fringe S05E05 An Origin Story
Jaki smutny odcinek. Tego się właśnie spodziewałem. Ból po stracie córki manifestuje się u rodziców na dwa różne sposoby. Olivia nie daje po sobie znać, że coś się zmieniło. Próbuje się zachowywać jak dawniej, tłumi wszystkie emocję, ale tak na prawdę straciła cząstkę siebie i brak jej zapału do walki. U Petera odwrotnie. Za wszelką cenę chcę coś zrobić, posuwa się do drastycznych metod i dokonuje nieodwracalnych wyborów (?). By śmierć córki coś znaczyła, jest w stanie poświęcić własne życie na patrząc na to że rani innych. Świetna ostatnia scena gdy Olivia do niego dzwoni, prosi go o powrót do domu, a on właśnie wczepił sobie implant Obserwatora co może mięć katastrofalne skutki i zmienić go na zawsze.

Poza tym nie zabrakło akcji. Efektowna była próba zamknięcia tunelu, a potem ostateczne niepowodzenie. Życie ciężko doświadcza bohaterów. Cudowne też było jak Walter do zobrazowania zamknięcia tunelu użył zabawek. Od razu mi się skojarzyło z Powrotem do przyszłości. Szkoda tylko, że zabrało Broylsa...

OCENA 5-/5

Obejrzanych odcinków – 2

Najlepszy – Fringe 5x5

Najgorszy – Fringe 5x4

niedziela, 6 stycznia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia [31.12.2012 - 06.01.2013]

Doctor Who S07E04 The Power of Three
Kolejna inwazja mająca na celu zniszczenie planety powstrzymana. I dlatego jestem trochę rozczarowany. Miałem nadzieje, że sześciany to coś innego, że końcówka kompletnie zaskoczy, ale nic z tego. Świetnym pomysłem by był jakby okazały się rzeczywiście jakąś kosmiczną akcją marketingową, albo atakiem psychologicznym, tak żeby straszyły ludzi. Okazało się jednak, że kolejny osobnik próbuje pokonać ludzkość. Szkoda. Jednak mimo wszystko fajnie było zobaczyć Doktora pracującego z UNIT. Ciekawe relację miał z szefową. Nie miałbym nic przeciwko gdyby się jeszcze pojawiła, chociaż nie była to jakaś wspaniała postać.

Najlepsze momenty w odcinku to zdecydowanie Doktor u Pondów. Jak szukał sobie czegoś do roboty, jak wpadał niespodziewania, grał na Wii czy zabierał ich na wycieczki. Strasznie mi się podoba pomysł z towarzyszami Doktora znudzonymi podróżowaniem, chcącymi własnego życia. Za to kocham Pondów bo są tacy inni od innych i dlatego kibicuje im żeby doczekali się szczęśliwego zakończenia. Na pewno będzie wzruszające, ale mam nadzieje, że też szczęśliwe.

OCENA 4+/5

Doctor Who S07E05 The Angels Takes Manhattan
Minimalny zawód bo oczekiwania były wygórowane. To miało być piękne i wzruszające pożegnanie Pondów, odcinek zmuszający do skorzystania z chusteczek i godny zapamiętania na lata.Niestety, ale to chyba było najsłabsze pożegnanie z towarzyszami. Mimo to piękne i satysfakcjonujące. Piękna scena na dachu i tworzenie paradoksu i potem ta na cmentarzu. Mimo wszystko liczę, że się jakoś jeszcze pojawią, choćby ich starsze wersję.

Dodatkowo odcinek miał świetny klimat kryminału. Czytana książka, piękne klamra spinająca epizod i rozmowy doktora o ostatniej stronie. Tutaj też tak na prawdę nie dostajemy pełnego zakończenia, zostaje 50 letnia luka w życiu Pondów, którą można sobie samemu dopowiedzieć. Na pewno byli szczęśliwi. Szkoda tylko Doctora, czekam na jego kolejną towarzyszkę.

Mimo, że odcinek był utrzymany w poważnej tonacji, a Anioły jak zwykle były przerażające to i tak było kilka zabawnych elementów. Rory umarł nie wiadomo, który już raz, były odwołania do starych epizodów, a River i Doktor to para dzięki, której iskrzy na ekranie. Cudowne było jak on poprawiał sobie fryzurę przed spotkaniem z nią, a ona mówiła do niego mężu. Uwielbiam to!

OCENA 5-/5 (zaledwie tyle, bo po takich odcinkach oczekuje się zwykle więcej)

Doctor Who S07 Christmas Special Snowman 
Genialne! Dawno nie obejrzałem tak dobrego odcinka. Niby godzina, ale chciałoby się jeszcze drugie tyle. Niesamowicie inteligentne dialogi, niepowtarzalny nastrój, niezapomniani bohaterowie oraz efekt wow, który pojawi się co kilka minut. I ta końcówka! Oswin umarła, po raz drugi. Kim jest panienka od sufletów?! Nie wiem, nie mam pojęcia, ale ja ją uwielbiam. Ta jej ciekawości i inteligencja oraz relację z Doktorem. Cudowne było jak wylądowali na sobie albo on kazał się jej rozbierać i ten pocałunek! Już nawet dorobiłem sobie pewną teorię, która pewnie zostanie szybko obalona, ale co tam. Doctor Who to serial gdzie można popuścić wodzę fantazji i ja tak robię. Więc Oswin to River po reinkarnacji, która narodziła się w różnych epokach za sprawą jakiegoś błędu. Trochę zbyt mało szalone jak na Moffata i pewnie zostanę zaskoczony za te kilka miesięcy.

Podobali mi się w odcinku jeszcze inni bohaterowie. To, że Doktor jest genialny wiadomo. Znowu wpadł w depresję po stracie towarzysza i przestał ratować świat, ale my wiemy lepiej. Lubię te jego nastroje. Lubię też jego znajomych. Wiedziałem, że Madame Vastra się pojawi, ale Strax mnie zaskoczył. I jeszcze dostał tak dużą rolę. Ciesze się ogromnie! Wybuchałem śmiechem jak chciał wszytko niszczyć. Mordercze bałwany mające za przywódcę Gandalfa to też pomysł niczego sobie.

Jednak w odcinku najlepsze były dialogi. Czasem żarty słowne (it's geting cooler!), czy te pełne absurdów rozmowy. Doktor przebrany za Sherlocka i jego dedukcja była niesamowita. Cudowna też była Oswin i to jej "większa z zewnątrz" co rzeczywiście jest nowością. Geekowskim żartem było też "winter is coming" i jeszcze ten stawik. A najlepszą rozmową ze wszystkich był wywiad Oswin prowadzony przez Vastre. Dawno czegoś tak dobrego nie widziałem. Tylko szkoda, że teraz tyle czekania...

OCENA 5/5

Fringe S05E03 The Recordists
Jakie to słabe było!  Przeczytałem kilka niekorzystnych opinii i bałem się brać za ten odcinek i niestety prawda okazała się brutalna. Chyba jeden z najsłabszych epizodów. Fringe Team jedzie do lasu, znajduje osadę ludzi nagrywających historię i zdobywa skałki potrzebne do wykonaniu planu pokonania Obserwatorów. Już sam pomysł jest słaby, a wykonanie było dramatyczne. Szczególnie postacie drugoplanowe i to wymuszone poświęcenie. Mam nadzieje, że to tylko wypadek przy pracy i reszta odcinków będzie lepsza.

Z pozytywnych rzeczy to Donald. Kim on jest, co on robił? Flashbacki też były ciekawe i dalej moim ulubionym motywem są relację rodzicielskie Bishopów z Ettą. Szczególnie ta przygnębiona Olivia mówiąca prawdę o tym co czuła. Walter też dalej potrafi rozbawić. Ostatni widok zdewastowanego miasta też niczego sobie. Właśnie takich klimatów wymagam od tego sezonu - więcej przygnębiających momentów i wrażenia, że w USA zapanowały rządy totalitarne.

OCENA 3/5


Hunted S01E06 Polyhedrus
Mam powoli dość tego serialu. Za bardzo jest on rozwleczony. Dalej można się zachwycać niektórymi, rzeczami, klimacik wciąż jest niezły, ale ja mam dość. Jeszcze przemęczę te dwa pozostałe odcinki, ale chyba potem zrezygnuje. Główny zarzut mam do tej całej intrygi. Za dużo elementów do siebie pasuje i wszystko to zostanie połączone w jeden wątkek - Turnerowie, Bizantjum, Klepsydra, dzieciństwo Sam, kret w drużynie czy nawet doktorek z pierwszej misji. Dobra intryga musi być skomplikowana, ale też musi być wiarygodna, tutaj to wszystko wydaje się coraz bardziej naciągane. Głupie też było zachowanie Fawkesa, przecież już od samego początku było wiadome że jest wrabiany. Podoba mi się jednak to, że co chwilę dowiadujemy się czegoś nowego o bohaterach np. teraz o chorobie Kaala. Szkoda tylko, że przez większość odcinak siedzę i się nudzę.

OCENA 3/5


Hunted S01E07 Khyber
To nie można było od razu zabić Turnera? Zapewne niesie to za sobą jakieś konsekwencję, ale pewnie byłoby łatwiejsze niż cały czas ganianie po jego domu. Tak samo bez sensu było zachowanie dziewczynki przy życiu. Wymordowali całą wioskę (co niezbyt mnie ruszyło), ale ją tylko oszpecili? Kompletny bezsens. Coraz bardziej nie podoba mi się to jak zaziębia przeszłość Sam z Polyhydrus. Tak bardzo chcą jej śmierć czy czegoś tam od niej, ale wolą się przyglądać co robi. W ogóle cała afera tego serialu jest tak wydumana i zakręcona, że coraz mniej obchodzi mnie jak to się wszystko skończy.

Na szczęście postacie drugoplanowe są ciekawsze. Pełne napięcie spotkanie Zoe Morgan z kobietą z Polyhydrus, tajemniczy Keel targany przez chorobę oraz Fawkes i jego desperacka walka o życie i poszukiwanie walizki. O te sceny mimo, że mają dopełniać całości najlepiej mi się oglądało. Tak jak morderczego Jacka Turnera. Świetny z niego czarny charakter co jest ogromną zasługą gry aktorskiej. To z pewnością największe zalety odcinka. 

OCENA 3+/5


Obejrzanych odcinków – 6

Najlepszy – Doctor Who S07 Christmas Special

Najgorszy – Hunted 1x6



poniedziałek, 8 października 2012

Serialowe podsumowanie tygodnia [01.10.2012 - 07.10.2012]

Castle 5x2


Bardzo dobry odcinek. Podoba mi się ta nowa dynamika między Rickem, a Kate. Ona zazdrosna, on nie wie co zrobić. Do tego to ich ukrywanie się. Przyjemnie się to ogląda, zupełnie jak nowy serial. Dobra Kate jak się martwiła jaką bluzkę założyć i potem Leni jak mówiła że tamta uprawiała seks.


Sceny między Esposito i Ryanem też fajne. Szczególnie jak wdali się w bójkę i potem Ryan zrobił sobie makijaż. To, że się pogodzą było oczywiste, ale dobrze, że nie nadeszło to od razu.


Sama sprawa o dziwo mnie zaskoczyła. Nic nie było takie jak się wydawało, a mordercy nie wytypowałem. Obstawiałem tą drugą pogodynkę. Świetna też była rozmowa między Kate i Rickem podczas przesłuchania.


OCENA 4/5


Copper 1x7


Wykrakałem! Gdzieś pisałem przy pierwszym odcinku, że chciałbym żeby poruszyli wątek szpiega Unii w Nowym Jorku i jest. Na razie to tylko wstęp, ale już jest ciekawie - niepokoje w Five Points i działanie pod przykrywką Morhausa. Teraz czekać, aż dowie się o tym Corcky i zadziała.


Kevin i kobiety - ten to ma do nich pecha. Po chwilowym szczęściu z Elisabeth dowiedział się prawdy o Annie. Biedne dziecko, co ona przeżywa, jej wątek jest przerażający i aż się boję co zrobi w finale zwłaszcza, że wie o Evie i Elisabeth. Boję się, że któraś zginie przez nią. Fajna scena była jak Corcky pokazał swoje prawdziwe oblicze i groził Elisabeth nożem, ale jakby przyszło codo czego to pewnie by jej krzywdy nie zrobił.


Z innych:
- wątek Francisa nudny, jakoś nie rozumiem tych jego związku i teraz jeszcze ma oddać się kościołowi - jasne, ciekawe tylko czemu nie powiedział Kevinowi, że Mary miała rejestr
- żona Freemana w ciąży - mało mnie to obchodzi, bardziej czekam na zamieszki na tle rasowym. Wielkie prześladowanie czarnych w finale? To by było dobre zakończenie sezonu
- Corcky nakarmił świnie ciałem, chyba oglądał ostatnio Hell on Wheels
- Andrew i jego sceny żoną to świetny element komediowy, w ogóle perypetie na posterunku całkiem niezłe - nowy rekrut i rozmowa z kapitanem, śmieszne.
- Elisabeth i Morehouse? Od dawna się na to zanosiło tylko jaka będzie reakcja Kevina. Ładnie to wszystko zapętlone.
- nie podobają mi się hashtagi, które są wyświetlane podczas niektórych scen - po co to komu?!


OCENA 4-/5


Dexter 7x1


Zaskakująco dobry odcinek. Nie spodziewałem się że po poprzednim sezonie tak bardzo mi się spodoba Dexter. Początek ciekawy i taka zabawa z widzami przez co jeszcze lepiej się to oglądało. Bo przecież jak to możliwe żeby Dexter wylatywał?! Jednak ładnie to wszystko zostało rozpisane.


Sceny z Debrą też niczego sobie. Ta otwierająca świetna! Szok i niedowierzania, a potem akceptacja. I przez ten cały odcinek powolne dochodzenie do prawdy by w ostatniej scenie doszło do kulminacji i Dexter przyznał się, że jest seryjnym mordercą. Ogromnie jestem ciekaw jak się będą układały relację między rodzeństwem i czego jeszcze się dowie Deb.


Flashbacki z młodymi przyjemne. Trochę ojca, trochę o mrocznej stronie Dexa i trochę o miłości brata do siostry.


Samo zabójstwo niczym się nie wyróżniło, rozmowa przy stole też słabiutka jednak fajnie że Dexter w końcu mógł kogoś zabić. Ciekawe tylko jak to się będzie wiązało z ukraińską mafią. I niech w końcu Yvonne się pojawi!


Śmiercią Mike się nie przejąłem. Umarł, trudno, płakał nie będę. Dochodzenie Marii i wątek z Luisem też mnie mało co obchodzą. Kolejne zapychające wątki, ale dobrze że przynajmniej tyczą się Dextera.


OCENA 4/5


Fringe 5x2


Fabuła powoli acz konsekwentnie idzie do przodu. Nie podoba mi się tylko, że teraz Bishopowie (i Astrid) będą poszukiwali kaset, które mają ich doprowadzić do sposobu pozbycia się Obserwatorów. Pomysł jak z gry RPG - zbieranie artefaktów, które mają uratować świat. Mam jednak nadzieje, że serial i tak będzie nas zaskakiwał.


Uwielbiam klimat tego sezonu - wszystko jest brudne i brutalne, pozbawione nadziei na przyszłość, a świat wygląda jakby był w agonii. Do tego jeszcze te sterylne wnętrza w siedzibie Obserwatorów. Jest też Etta - produkt tego świata. Ma inne zasady moralne niż jej matka, ucieka się do brutalniejszych metod bo właśnie ten świat ją do tego zmusił. Jednak mimo wszystko daje się przekonać Olivii bo widzi, że jest jeszcze szansa na ratunek dzięki niezłomnej postawie i hatowi ducha. Pięknie się to prezentuje.


Ogromnie mi się podobał też wątek z więźniem. Zszedł karmić gołębie, został złapany przez Fringe Team, jest torturowany przez Ette i kłamię Olivii. Strasznie emocjonująco to wyszło i autentycznie było mi go szkoda. Ciekawa była jego historia tchórzostwa, a potem poznanie prawdy o nim. Szczerze mówiąc to chciałbym żeby się jeszcze pojawił. I chciałbym też zobaczyć ten ruch oporu i nie mogę się doczekać gdy nasi bohaterowie przejmą w nim dowodzenie.


Wątek Simona zakończony. Chyba scena w laboratorium jednoznacznie pokazuje nam, że nie ma co liczyć na jego powrót. Ewentualnie dostaniemy jego głos i komputerowo generowaną twarz. Chociaż nawet takie coś bym przyjął z chęcią.


OCENA 4+/5


Hell on Wheels 2x7


Strasznie męczący odcinek. Lubię tych bohaterów, ale czasem scenarzyści nie wiedzą co z nimi zrobić i przez to powtarzane są znane motywy. Callum dalej chcę uciekać od przeszłości i jest zmęczony życiem, Szwed dalej miesza, a Ferugson chcę zdobyć pozycję. Wszystko to dzieje się w ślamazarnym tempie co w tym epizodzie szczególnie utrudniało oglądanie. Dobrze jednak, że zdarzyła się rzecz, która może sporo namieszać - Lily przespała się z Callumem. Ciekawe jak zareaguje na to Durant i co to wprowadzi nowego do serialu.


Ogólnie ten odcinek skupiał się bardziej na psychice Bohanona i starał się odpowiedzieć na pytanie czego jest takim człowiekiem jakim jest. Rozmowa ze Szwedem bardzo fajna - zarówna ta w barze jak i wagonie. Ta konwersacja z Roth też mu dała trochę do myślenia. Teraz pytanie zmieni się on i zacznie o coś walczyć czy dalej będzie uciekał?


Z innych rzeczy:
- interesy Irlandczyków, wybuchowy charakter Mickeyego i braciszek dalej zakochany w Ruth - mało co mnie to obchodzi, tak samo jak zmiana właściciela baru
- Ferguson buduje dom? bez przesady... w ogóle nudną historię ma w tym sezonie
- zmiana jaka zaszła w Szwedzie w tej serii dalej mi się nie podoba. Owszem lubię oglądać tego szaleńca, ale to jego zachowanie jest strasznie irracjonalne
- kłopoty spowodowane niobecnością Duranta zbyt małe, oczekiwałem jakiś większych zamieszek, ale do niczego takiego nie doszło


OCENA 3=/5


Homeland 2x1


Owszem nie było jakiś fabularnych rewolucji, ale nie powiedziałbym że przez to odcinek nudny. Mnie szczególnie zainteresowała nowa sytuacja geopolityczna. Obecnie tylko się mówi o ewentualnym ataku na Iran, a w serialu będą próbowali pokazać tego konsekwencję. Zapowiada się to fascynująca, a ja jestem ciekaw czy pójdą dalej. Otwarta wojna? a może mają już jakieś dalekosiężne plany na kolejny sezon.


Aktorsko ten serial udowadnia, ze nagrody dla aktorów jak najbardziej uzasadnione. Carrie i jej nowe życie - ciekawy wątek, podobało mi się jak pokazali ją w domu, a potem w szkole. Następnie przyszła wiadomość od Saula i wszystko legło w gruzach. Świetne są sceny gdy ona nie radzi sobie jako agentka i ta panika na jej twarzy. Claire Danes dzięki tej roli stała się moją ulubioną aktorką.


Brody natomiast będzie kandydatem na wiceprezydenta. Jak ja bym chciał żeby nim został! Już teraz jego działanie na rzecz Abu Nazira może przynieść wielkie szkody, a co dopiero jak będzie znał tajemnicę państwowe. Ciekawe też co wyniknie z faktu, ze Jessica zna jego tajemnicę. Podobała mi się też jego scena z córką jak zakopywali Koran.


OCENA 4/5


Hunted 1x1


Najlepsza premiera tego sezonu! Nie spodziewałem się, że ten serial będzie taki dobry co mnie niezmiernie cieszy i sprawia, że ogląda się go jeszcze lepiej. Wciąga od początku i nie pozwala się oderwać przez bitą godzinę. Wszystko to zasługa niezwykłego montażu i gr aktorskiej Mellisy George. Ten pierwszy jest niezwykle dynamiczny i pomysłowa. Ona natomiast dźwiga na barkach odpowiedzialność za cały serial i doskonale się z tego wywiązuje. Doskonała gra aktorska.


Mamy też niezwykły świat szpiegów - kod w gazecie, śledzenie się i efekciarskie zabawki. Są też podróże po świecie i widowiskowe walki i strzelanie. Szczególnie scena w kawiarni mi się podobała - świetna realizacja. Oby więcej i jeszcze bardziej efektownie.


Sama główna intryga też ciekawa - super szpieg Sam Hunter wraca do pracy po ponadrocznej przerwie i będzie szukała osoby odpowiedzialnej za jej postrzelenie. Kto na nią poluje? Kim jest ten tajemniczy faceta? Czemu chcę jej śmierci? Oby intryga była przemyślana i równie fascynująca co pierwszy epizod.


Inni bohaterowie na razie są tłem, ale sprawiają pozytywne wrażenie. jestem ciekaw ich backstory. Mam tylko nadzieje, że Sam będzie chodziła z nimi w większe interakcję niż miało to miejsce w tym odcinku. No i poproszę mniej wątku romansowego.


OCENA 5/5


Merlin 1x5


Solidny powrót. Bardzo lubię ten serial i raduje się, że w końcu mogę popatrzeć na starych bohaterów. Jak poprzednio sezon zaczyna się od wysokiej stawki - Morgana uprowadza ludzi Artura, szuka jego zguby, mamy też wielką przepowiednie i powrót Morderda. Dzieje się całkiem sporo. Ciekawe tylko czy dostaniemy tą wielką bitwę czy Merlinowi uda się zaradzić przepowiedni. Oby nie.


Zamek Morgany świetnie wygląda. W ogóle jakby poprawili krajobrazy i scenografię w tym sezonie. Do tego jeszcze świetnie prezentuje się ta kopalnia. Ciekawe tylko co takiego znalazł tam Gwaine. Kim jest ten stwór o wyglądzie kosmity?


Ze śmiesznych elementów to kłótnie Merlina z Arturem, ale mogłoby być ich więcej. Świetne było jak Merlin żonglował jajkami i ta mina Artura. Cudowne, Fajna też scena w siatce jak Merlin dał się podejść jak dziecko.


Gwen jako królowa jest mi obojętna. Może i sobie radzi, ale nie daruje jej skazania Sefy na śmierć. Bardzo mi się podobała jej scena z Merlinem i chciałbym żeby została w serialu jak najdłużej. Niech już zabiją jej ojca mimo że bardzo lubię tego aktora.


OCENA 4/5


Person of Interest 2x2


Dużo lepiej niż podczas premiery jednak ja wciąż uważam, że ten serial stać na wiele więcej. Amy Acker jak zwykle przeraźliwie urocza jak Root i jej sceny z Haroldem w chatce to chyba najlepsze momenty odcinka. Szkoda tylko, że Finch tak mało ma do gadania. Jak ja się nie mogę doczekać ich kolejnego spotkania! I ciekawe też czego nowego dowie się o Maszynie, czy ją znajdzie i czy wprowadzi jakieś swoje udoskonalenie. Oby.


Śledztwo Carter i Johna wypadło znośnie.To, że pan Russel ma coś wspólnego z porwaniem było wiadome odkąd zobaczyliśmy, że wypożycza książkę Kinga. Jednak odkrycie, że Hanna nie żyję było zaskoczeniem, a to Sam okazała się Root. Ładnie się potem zemściła i jestem ciekaw do czego jest jeszcze zdolna.


Fusco z Miśkiem byli świetni. Oby piesek jak najdłużej został w serialu bo podoba mi się jak bohaterowie mówią po holendersku. Dobre też był motyw drinka z jajkiem albo John jak zwykle robiący rozróbę w barze i potem jak ukradł kuszę.


OCENA 4/5


Revenge 2x1


Revenge to odkrycie ubiegłego sezonu dlatego tak czekałem na powrót tego serialu. I przez cały ten hype trochę się rozczarowałem bo średnio mnie zaskoczył odcinek. Owszem oglądałem się go bardzo dobrze, nawet nie wiadomo kiedy zleciał, ale mogłoby być trochę lepie.


Trening Emily świetny, nowe gość też intrygujący, ciekawe jak będą wyglądały sceny z tą dwójką. Nie podoba mi się tylko nowy aktor, który wciela się w Takede. Lostowy Dogan o wiele bardziej pasował do tej roli, ten jest dość średni. Ciekawe tylko z jaką misją wysłał Amadnę i czy ona na pewno go posłucha.


Emily szuka matki i trafia do szpitala psychiatrycznego. Kto wsadził tam jej rodzicielkę? Jaki w tym udział miała Victoria? Co teraz z matką? Kolejne pytania i dlatego uwielbiam ten serial. Pytanie też czy aby na pewno rząd interesuje się Conradem czy to tez była ściema Vitorii. A to że ona żyła to żadne zaskoczenie.


Charlotte mnie nie denerwowała w tym docinku, ba nawet się ciesze, że żyję. Nie sądziłem, że Ems się tak do niej zbliży. No i myślałem że to ona ją wykorzystuje i z fabrykowała wyniki krwi, a to jednak Conrad. Ciekawe jak będą się rozwiały relację siostrzyczek w tej serii.


Noal na treningu bokserskim xD dość niecodzienny widok. I jeszcze opowiada, że poznał karate. Aż nie mogę się go doczekać w akcji.


Wątek Amandy i Jacka jak na razie do mnie nie przemawia. Taka zapchajdziura. Do tego jeszcze Declan, który niby jest ale nie odgrywa żadnej znaczącej roli.


Flashforward z początku zaskakujący. Myślałem, że badają wrak samolotu, którym leciała Victoria, a to łódź Jacka. Kto ją podpalił? czy to on nie żyję czy może jakaś inna ważna postać? a może to ten drugi uczeń Takedy? Równie intrygujące co początek S01.


OCENA 4-/5


Revolution 1x3


Nie mam pojęcia co myśleć o tym serialu. Z jednej strony masa głupot, a z drugiej ciekawe pomysły. Szerze mówiąc to nie sądziłem, że przeszłość Milesa jest taka mroczna. Po zaćmieniu sam zaczął wymierzać sprawiedliwość, a potem został szefem Milicji Monroe. Ciekawe jak do tego doszło i czemu zrezygnował, jak wyglądał konflikt między tą dwójką. Ciesze się też, że w końcu pokazali trochę tego brutalnego świata, niby tylko w flashbackach, ale całkiem nieźle to wyszło.


Akcja jak zwykle przyjemna, walki efektowne,  ale wszystko to strasznie naiwne. I czemu do cholery znowu nie strzelali do dowódcy na początku?! Przecież snajper powinien pierw pozbyć się oficera co by spowodowało zamieszanie. Nie pokazano też żadnego załamania morale co jest kolejnym bezsensem. Idiotyczne też było odbicie Milesa, za łatwo to wszystko wyszło. Dobrze jednak, że Jeremego nie zabili bo jest szansa, że jeszcze się pokaże.


O Chalie w tym odcinku nawet nie chcę mi się pisać bo jest ona niepotrzebna. Bez niej serial byłby o wiele lepszy. Jakbym miał wybrać jej najgorszą linię dialogową to wtedy gdy powiedziała, że to jej brata i ona podejmie decyzję co mają zrobić...


U Dannego też nudno, za łatwo sobie poradził z prześladowaniem. O wiele lepiej by było jakby go zabili... Szkoda, że Neville nie dostał więcej momentów.


Aaron i Maggie dotarli do Grace i, trochę pogadali, znowu nudne dialogi dostaliśmy, i dostali na chwilę prądu. Czemu? Nie wiadomo. Może i cliffhanger miał być szokujący, ale dla mnie był raczej wymuszony.


OCENA  3=/5


Sons of Anarchy 5x4


Oczekiwałem, że ten odcinek będzie bardziej emocjonalny, będą wspominki Ope'a i nie raz się wzruszę. Niestety, ale przez większość czasu Jax zajmował się sprawą burdelu Nero. Trochę szkoda bo wątek ten jest średnio ciekawy. Jednak na szczęście całkiem nieźle się pod koniec rozwinął jak Nero dostaje listę dziewczyn, burdelmama zostaje pobita i Emma Jane wciąż twierdzi, że to nie ona dała znać policji. Więc kto w takim razie? Czyżby mieli jakiegoś kreta? A może to sam Nero chcę wykorzystać klub? Mam nadzieje, że nie.


Dobrze, że ostatnie pożegnanie wyszło świetne. Nastrój żałoby i zegnanie się przez poszczególnych członków i na koniec schodzi Jax i wszystko to okraszone genialną muzyką. Jednak ja i tak twierdzę, że można by to było ciekawiej przedstawić.


Sprawa Pope'a została szybko przegłosowana, lub się zgodził, ale Jax najwyraźniej coś planuje. Nie mogę się doczekać jego zemsty.


Kolejny raz wspomniano o kradzieżach, ale pewnie dalej będziemy musieli czekać żeby choć trochę się wyjaśniło. Oby tylko nie za długo.


OCENA 5=/5


Obejrzanych odcinków - 12


Najlepszy - Hunted 1x1


Najgorszy - Revolution 1x3

niedziela, 7 października 2012

Fringe S05E02 In Absentia


Fringe to serial niekonsekwentny. Na początku nie posiadający własnej tożsamości, rozbudowujący parę wątków, potem je porzucający, zmieniający kierunek rozwoju o 180 stopni i skupiający się na wojnie dwóch światów. Porzucono wątek Wzoru czy apokaliptycznych nawiązań. Wraz z 5 sezonem mamy kolejny zwrot, alternatywnej rzeczywistości nie ma, jest tylko szara przyszłość. I zupełnie nie przeszkadza, że serialowi brak spójnej fabuły na przestrzeni tych pięciu serii. To serial o ludziach w nadzwyczajnych sytuacjach. Jest to próba zgłębienia natury człowieka czyli tematu do którego konwencja sci-fi idealnie pasuje. I dlatego brak konsekwencji i skakanie po tematach należy twórcą wybaczyć i czerpać przyjemność z kolejnych przygód naszych bohaterów.


Odcinek drugi tak jak premiera serii zaczyna się flashbackem. Znowu dostajemy to samo wydarzenie - początek inwazji i zagubienie Etty. Nawet jest spotkanie w namiocie Olivii i Petera tylko, że tym razem dialog trwa trochę dłużej. Trochę rozczarowujące bo miałem nadzieje, że co odcinek będzie eksplorowany nowy, ważny moment walki z najeźdźcami. Jednak jest na to logiczne wyjaśnienie - tym razem śniła Olivia i to ona budzi się spocona i z krzykiem Etta na ustach. Pięknie pokazano, że trauma utraty dziecka dotknęła oboje rodziców i z chęcią się dowiem jak jej szukali w przeszłości. Ciekawe czy w następnym odcinku inwazją zostanie pokazana z perspektywy Astrid lub Waltera.


Z Ettą wiąże się kolejny ciekawy motyw odcinka i zapewne jeden z przewodnich wątków sezonu - poznawanie rodziny. Te nieznaczne gesty, spojrzenia na siebie, wymowne milczenie, często zakłopotanie, pokazują jak trudne są pojednania po tylu latach. Jednak jak to w rodzinie jest też zaufania, Olivia zdaje się na osąd córki mimo, że się z nią nie zgadza. Pozwala się jej wykazać samodzielnością mimo, że się o nią martwi. Zapewne chcę ją traktować jak małą córkę, ale zdaje sobie sprawę, że jest ona już dojrzałą kobietą z której zdaniem trzeba się liczyć. I bardzo dobrze, że serial poszedł w tym kierunku. Nie ma, przynajmniej na razie, oklepanego konfliktu pokoleń i durnych kłótni, które oczywiście skończyłby się pojednaniem. Jest za to powolne budowanie zaufania i próba odnalezienia się w nowej sytuacji.



Nie tylko rodzina odkrywa się na nowo, ale też Olivia próbuje się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Nie jest ona przyzwyczajona do tego brutalnego świata i musi na nowo zaakceptować reguły gry. Robi to jednak niechętnie i zarazem pozostaje wierna swoim zasadom. Wie, że nie może walczyć z Ettą i nakłaniać ją do tych samych zasad moralnych co sama wyznaje. Jej córka jest produktem zdegenerowanego świata, gdzie kolejny dzień jest walką o przeżycie, a mieszkańcy są pozbawieni nadziei na poprawę.. Dlatego też nie widzi problemów z torturowaniem i zabiciem lojalisty. Sam ruch oporu posługuje się równie brutalnymi metodami co siły rządowe, przystosował się do świata i uznaje, że ogień należy zwalczać ogniem. Jestem ogromnie ciekaw jak wyjdzie spotkanie resztek Fringe Division z ich przywódcami i jak się zmieni ich modus operandi. Olivia udowodniła Etcie, że wciąż jest nadzieje i że należy dostrzegać dobro w ludziach. To właśnie dobro i niezwykły hart ducha są zdolne zmienić świat.


Niezwykle ciekawie prezentowała się też historia schwytanego żołnierza lojalistów. Poznajemy go z dwóch stron - jako wiernego sługę najeźdźców i normalnego człowieka jakich wiele, nie pozbawionego skrupułów i wrażliwego. Znajduje się on w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Zszedł do laboratorium by karmić gołębie. Rzecz zupełnie abstrakcyjna w tym okrutnym świecie, a jednak ktoś nadal jest wrażliwy na przyrodę mimo, że służy tym złym. W rozmowach z Olivią i Ettą całkiem dobrze go poznajemy. Budzi tez w pewnym momencie naszą sympatię. Odkrywamy dzięki niemu czemu ludzie ulegają wrogowi, jest mowa o woli walki i poddaniu się. Szczerze mówiąc to chciałbym go jeszcze spotkać i zobaczyć jak jego życie się zmieniło. Czy nabrało sensu czy może tchórzostwo i wygoda zwyciężyło. Czy silniejsza jest chęć wiara w zwycięstwo czy uleganie instynktom.



Napisałem ponad 500 słów i jeszcze nic o fabule, ale to dlatego że jak nakreśliłem we wstępie - w tym serialu najważniejsze są postacie mimo, że sama warstwa fabularna jest niezwykle wciągająca i co odcinek każe zadawać pytania charakterystyczne dla najlepszych produkcji "co dalej?" i "czemu trzeba czekać na następny epizod tak długo?". Co się więc wydarzyło? Niewiele. Bishopowie (i Astrid) udali się do Harvardu by odnaleźć jakieś ślady zapomnianego planu Waltera. Tam znajdują kasetę, która odsyła ich do kolejnego materiału. I praktycznie tyle przez całe 40 minut. Trochę mi się to nie podoba bo przypomina to trochę grę RPG gdzie drużyna błąka się po świecie w poszukiwaniu artefaktów, które uchronią go przed zagładą. Jednak z perspektywy tych czterech serii jestem pełen wiary w twórców i pewien, że jeszcze nie raz nas zaskoczą.


Na koniec kilka spraw. Ta pierwsza to szalone zachowanie Waltera i jego nerwowe tiki. Czyli jednak Windmark poważnie uszkodził mózg Waltera i mamy powtórkę z dawnych sezonów. Szkoda bo liczyłem, że jednak teraz dostaniemy go opanowanego i metodycznego. Jednak mimo wszystko jego postać dalej potrafi rozbawić i wzruszyć. Nawiązując do niego muszę wspomnieć o Ministerstwie Nauki znanym z 4x19, które swoją siedzibę (lub przedstawicielstwo) ma w budynku Harvardu. Widzimy nieludzkie eksperymenty na ludziach i mózgach prowadzone przez Obserwatorów. Czyżby nawiązanie do prac Waltera, które on i Belly przeprowadzali w tym samym budynku?  W jednej z z sal można zaobserwować głowę Simona. To jednoznaczny sygnał, że Henry Ian Cusick nie powróci w całej okazałości. Można jednak liczyć, że jeszcze usłyszymy jego charakterystyczny głos. Liczę też, że zobaczymy Ginę. Harvard został zabursztynowany więc może i nasza ulubiona serialowa krówka przetrwała koniec znanego nam świata. Mam też marzenie żeby zobaczyć co dzieje się w innych rejonach globu, ale to chyba pozostanie marzeniem. To serial amerykański i pewnie tylko na Ameryce będzie się skupiał.



Podsumowując - kolejny solidny odcinek skupiający się na człowieczeństwie bohaterów i znowu nie wiadomo kiedy minęło to 40 kilka minut. Niestety mam ten sam zarzut co ostatnio - brak Niny i Broylsa. I oby następny epizod naprawił to uchybienie.


OCENA 4+/5

niedziela, 30 września 2012

Fringe S05E01 Transilence Thought Unifier Model-11





Jeden za nami zostało tylko (aż) dwanaście odcinków. Tylko bo premiera piątej serii przybliża nas do końca i nie pozostawia wątpliwości, że Fringe to najlepszy serial sci-fi emitowany w telewizji. Ba najlepszy serial sci-fi od paru lat stawiany przeze mnie na równi z Lost i Battlestar Galactica. Aż bo mało co, a ten rok mógłby być pierwszym bez mojego ulubionego serialu. Obecnie pozostaje się nam rozkoszować ostatnimi odcinkami serialu i chłonąć opowiadaną historię. Transilence Thought Unifier Model-11 zapowiada, że będzie warto.


Odcinek zaczyna się sielankowym widokiem - szczęśliwa para w parku wraz z bawiącą się córką. Jednak to co dobre szybko się kończy i dochodzi do zapowiadanej przez Septembra inwazji Obserwatorów. Matka zostaje ranna, córka ginie i na tym się kończy flashback. Akcja przenosi się do 2036 roku i ma miejsce dzień po wydarzeniach z 4x19. Czyli wszystko zgodnie z zapowiedziami. Uważam to za doskonały krok w celu odmienienia wizerunku serialu. Może i pomysły się nie kończyły, ale ta seria zapowiada się inaczej niż pozostałe przez co jest miłą odmianą. Najprawdopodobniej nie będzie odcinków proceduralnych, dostaniemy ciągłą historią jeszcze bardziej skupioną na bohaterach i przewodnim wątkiem zmierzającym w konkretnym kierunku - pokonaniu Obserwatorów.


Przeniesienie akcji w przyszłość pozwoliło wytworzyć nową dynamikę między postaciami i dodać sporo tajemnic z tych zaginionych lat. Jak wyglądały relację Petera i Olivii? Co działo się z Walterem? Jak Broyls został lojalistą (a może jest uśpionym agentem?)? Czy działo się coś ważnego? Bardzo emocjonalnie wypadły powtórne spotkania bohaterów - Peter martwiący się o córkę mimo, że to już dorosła kobieta, ponowne spotkanie jego z Olivią i w końcu matki z córką. Pięknie wyszły też sceny z Walterem jak opowiadał wnuczce o przeszłości. Dla mnie pomysł z wielopokoleniową rodziną walczącą o przyszłość świata to strzał w dziesiątkę. Ogromnie jestem ciekaw jak w dalszej części będą się rozwiały stosunki rodziców z odnalezioną córką i jak na skutek rodzicielstwa zmieni się podejście Petera do Waltera.



Początek tego sezonu zachwycił mnie też stylistyką. Może i Revolution było kreowane na serial post apo, ale klimat zagrożenie jest o wiele bardziej odczuwalny w Fringe. Zniszczone miasto, podziały społeczne, plakaty propagandowe, mundury przywodzące na myśl II Wojnę Światową czy handel żywym towarem. "What a miserable future" jak mówi Walter. Mamy też pewnego rodzaju manifest ekologiczny - orzechy jako forma płatności, pałki jajeczne i Central Park zamieniony na fabrykę CO2. Wszystko to tworzy spójną wizję świata, która urzeka i nie pozwala o sobie zapomnieć. Również czołówka podkreśla ten klimat z takimi słowami jak np. "Community, Joy, Individuality, Education". Końcowa scena pokazuje jednak że jest promyczek nadziei mimo tego, że wszystko wydaje się stracone


Aktorsko serial to dalej czołówka ogólnodostępnej telewizji. Główni aktorzy już dawno pokazali, że grać potrafią, ale ja po raz kolejny muszę napisać o Johnie Noble. Scena jego przesłuchania i tortury na nim to jeden z jego najlepszych występów. Było czuć jego ból i życzyło się Widmarkowi śmierci. Gdyby Fringe było emitowane przez HBO aktor ten już dawno dostałby jakąś statuetkę za tą rolę.


Niestety, ale w odcinku można się dopatrzeć kilku minusów. Po pierwsze brak Broylsa. Ja rozumiem, że odcinek miał się skupiać na rodzince Bishopów, ale chociaż jedną scenę mógł dostać. Nie podobało mi się zrobienie z Marhama szaleńca zakochanego w Olivii. Zawsze lubiłem tego bibliotekarza więc nie rozumiem tego ruchu twórców. Może i chodziło o to żeby pokazać jak ludzie zmieniają się pod wpływem reżimu, że wyciąga z nich to co najgorsze, ale dla mnie było to zwykłe zaprzepaszczenie potencjału tej postaci.



Jednak największy zarzut mam do akcji odbicia Waltera. Poszło zbyt łatwo, agenci Widmarka nie oddali nawet jednego strzału przy czym nasz gang zdejmował ich bez problemu. Może i akcji było w tym sporo, ale wszystko to miało mało sensu. Sam sposób w jaki dostali się do budynku też zbyt naciągany. Zupełnie przypadkiem natrafili na tajną broń, która miała służyć do zabicia dziesiątek Obserwatorów. Deus ex machina.


Rzeczą umilającą oglądania było też kilka smaczków odnoszących się do całego serialu. Najprostszym nawiązaniem jest konik morski w ostatniej scenie, który ma związek z symboliką tej produkcji. W innej scenie Walter podczas rozmowy z japonką powiedział, że niemal się z jedną ożenił, a jak wiemy kochanka Walternate'a była orientalnego pochodzenia. Czyżby chodziło o tą samo kobietą? Nowego znaczenia nabiera też kula, którą Henrietta nosi na szyi. Po finale było raczej oczywiste, że to ta którą Walter postrzelił Olivii, ale jest też inne wytłumaczenie - młoda Etta została postrzelona na początku inwazji. Mam nadzieje, że uda nam się zgłębić na przestrzeni tych 12 odcinków początek Obserwatorów w naszej rzeczywistości i dowiemy co działo się na przestrzeni tych lat z młodą panną Bishop.


Mimo kilku wad nie zauważyłem kiedy mi odcinek minął. To było intensywne 40 minut, które zbyt szybko się skończył. I zapewne tak będzie co sobotę aż do końca stycznia.


 

 

 

wtorek, 17 lipca 2012

San Diego Comic-Con #6

Na Comic-Conie nie mogło zabraknąć True Blood. Kristin Bauer udzieliła specjalnego wywiadu w którym mówi o pracy na planie, większej roli w nowym sezonie, pracy z Alexem, przyszłych odcinkach i relacji Tara/Pam. Również Deborah Ann Woll udzieliła wywiadu gdzie opowiada o Comic-Conie, kostiumach, tradycyjnie nowym sezonie i relacjach z Hoytem i związku z Jasonem oraz o przyszłych relacjach z Tarą i finale ("a lot of death") oraz odejściu Alana Balla. To nie koniec wywiadów - mamy jeszcze Joe Manganiello z Kristen Bauer (o Magic Make, scenie wymiotowania Sookie na Alcida i ich związku, ojcu Alcide) i samego Alana Balla (o zakończenie zdjęć i odejściu z roli prowadzącego, finale sezonu(znowu o trupach!), związku Alcide/Sookie i trójkąciku Sookie z wampirami, ulubionej postaci, Nevlinnie, o planach po True Blood)   Pojawił się też zwiastun z scenami z drugiej połowy sezonu. Mnóstwo spoilerów więc oglądacie na własną odpowiedzialność. A co na samym panelu? Nowe romanse, więcej seksu, ostatniej scenie finału, Meloni o graniu wampira, rodzicach Sookie i odejściu Balla. Szykuje się nam jeden z najlepszych sezonów. Oby tylko nie zabrakło tych wszechobecnych absurdów i nie zwolniono za bardzo w środku sezonu.


Mimo, że zrezygnowałem z oglądania The Vampire Diaries po ostatnim sezonie z zaciekawieniem czytałem i oglądałem ostatnie wiadomości dotyczące tego serialu. Niestety obecni na panelu uważali, że było nudno mimo że pojawiło się kilka interesujących informacji - pokazano zwiastun z nowymi scenami, Elena będzie na nowa poznawała świat a my poznamy nauczycielkę Esther, Damon znowu będzie próbował się zmienić, powrócą Alaric(!) i Meredith. Inne streszczenie panelu z wywiadem z Damonem tutaj. Natomiast na serialowej spoilery po polsku. A tutaj wywiady z Niną i Ianem. Cały panel można obejrzeć m.in na showtv gdzie znajdziemy też kolejny opis po polsku.


Tak jak w zeszłym roku Ausiello przeprowadził wywiad z obsadą Spartacusa. Wprawdzie nie ten sam skład, ale obecność twórcy serialu to wynagrodziła. Oczywiście o zakończeniu serialu, Lukrecji, Andym Witheldzie, Neavia mówi o swojej postaci, trochę też o epickości finału. Jestem pewien, że ten serial nie zawiedzie nas w przyszłym roku. Szkoda tylko, że jeszcze tyle czasu do premiery.


Może Spartacus się kończy ale Starz będzie emitował nowy historyczny serial. Da Vinci's Demons. Jest już plakat i teaser. Niestety nic nowego się nie dowiedzieliśmy poza tym że historia to kłamstwo.


Nowy trailer The Last of Us! Tego się nie spodziewałem po tej imprezie dlatego jestem jeszcze bardziej zadowolony niż być mogłem. Zwiastun jest rewelacyjny, ogląda się go jakby to był jakiś film, a nie gra. Aktorzy, animatorzy i scenarzyści fenomenalnie się spisali, a grafika dalej olśniewa. Zapowiada się gra roku.


Zapowiedziano nową grę z Deadpoolem. Klimat jest jajcarski, ale jakoś nie wróże jej sukcesu.


Co w komiksach Marvela? Dalej zmiany, które mnie irytują i odstraszają. Co tydzień nowy numer jeden przez 20 tygodni, ale to wcale nie reboot uniwersum. A potem pewnie po 2 latach powrót do starej numeracji... Kolejne spin-offy do Avengers vs. X-Men i mini seria o konsekwencjach... Promocja Nicka Fury Jr. i upodobniania uniwersum do tego filmowego... Mandarin złoczyńcą w Ultimate Comics Iron-Man czyli zupełnie jak w filmie, przy okazji po raz kolejny zostaną zapewne zignorowane wcześniejsze miniserię z IM. Więcej info tutaj, tutaj, tutaj, tutaj  i tutaj.


Pojawiły się też nowe informacje o filmach i serialach Marvela. Pokazano nową zbroję Iron Mana, ale to nie była najważniejsza wiadomość. Najważniejsza była oficjalna zapowiedź Guardians of the Galaxy (premiera w 2014). I tak w 2013 i 2014 zobaczymy po dwa filmy z superbohaterami, a w zapewne w 2015 Avengers 2. Są też coraz większe szansę na Ant-Man. Trailer Iron-Man 3 został bardzo ciepło przyjęty przez widownie, ale tego należało się spodziewać. Daty premiery, podtytuły, inforomacje i loga nowych filmów na Hataku oraz Avalonie. Niestety w świecie seriali nie jest już tak różowo. Mówiono tylko o animacjach, zero o aktorskim serialu Hulk. Szkoda.


Zachary Levi urządził zbiórkę na celę charytatywne. Co w tym takiego nadzwyczajnego? Bo kto sypnął groszem dostawał od niego buziaka. Mało? To co powiecie że jednymi z darczyńców byli Adam Baldwin i Nathan Fillion? I to wszystko została uwiecznione na filmie!


Skoro mowa o Fillionie to i on udzielił wywiad tvline. Głównie o Castle (wydarzenia premiery S05 dzień po finale S04, więcej problemów na linii Kate/Rick, nowy początek, o morderstwie matki Kate i ojcu Ricka), ale znajdzie się też coś dla fanów Firefly. I jeszcze jedno - sequel Dr. Horrible jest niemal pewny!


Kolejnym serialem, którego nie mogło zabraknąć w San Diego jest Fringe. Finałowy sezon przed nami więc hype jest ogromny. Na początek wywiad przeprowadzony przez EW - o panelu, finałowym sezonie i zakończeniu serialu. Ausiello nie byłby sobą gdyby nie i on nie przeprowadził  wywiadu - dużo śmiechu, żartów, o nowych odcinkach, Olivii, starym Broylsie, Astrid, o przeklinaniu, możliwości dokończenia historii dzięki Firefly. Momentami miało się wrażenie, że Ausiello jest w ogóle nie potrzebny i aktorzy mogą tam siedzieć i tylko rozmawiać między sobą. Cudowni. Co na panelu? Potwierdzono, że S05 zaczyna się tam gdzie skończył się 4x19 (tak!), wyemitowano kolejny genialny filmowy zwiastun (nowe sceny!), który tylko potwierdził że ta ekipa montuje najlepsze zajawki w telewizji, jest już pomysł na finał serialu, ale podobno nie wyklucza on ewentualnego filmu, jest szansa że wróci Henry Ian Cusack, mówiono też o ulubionych scenach i żeńskiej wersji Obserwatora. Wspomniano też o fanfickach. Dzień przed panelem Anna udzieliła jeszcze jednego wywiadu. A tutaj kolejny wywiad, krótki nic nowego, ale warto obejrzeć by zobaczyć obsadę w fedorach. A tutaj wywiad z J.H. Wymanem po panelu ciężko coś zrozumieć z powodu hałasu w tle, ale jakieś nowe wiadomości można wyłuskać.  Cały panel można obejrzeć tutaj, a skończył się on białymi tulipanami na widowni. Może też przeczytać podsumowanie od tvguide - 8 rzeczy które wiemy o finałowym sezonie. Pozostaje nam cieszyć się ostatnimi odcinkami i trzymać kciuki żebyśmy dostali zakończenie godne tego wspaniałego serialu.


Tak jak się należało spodziewać - wyemitowano zwiastun nowego Supermana. Niestety wciąż nie można go zobaczyć. Jednak można przeczytać dość bogaty opis (lub tutaj). No dobra można obejrzeć, ale jakość jest fatalna i lepiej poczekać na oficjalną wersję lub udać się do kina na Dark Knight Rises. Tutaj trochę wrażeń po polsku. Mnie najbardziej cieszy wpływ Nolana.


Nieoczekiwanie zaprezentowano clip z Godzilli. Nie z filmu, ale testowe ujęcie, które spotkało się z bardzo pozytywnym odzewem. Czyżby wkrótce nowy rewelacyjny film katastroficzny z olbrzymim gadem? Wrażenia portalu IGN.


Mamy też klip z nowego Silent Hilla. Pielęgniarki wyglądają upiornie, Heather nosi dobrze znane ubranie, ale niestety nie wygląda to wszystko wystarczająco przekonująco.