Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Star Wars. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Star Wars. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 stycznia 2022

Star Wars: The High Republic: The Rising Storm

Przyznaje się, nadrabianie The High Republic nie idzie mi tak szybko jakby chciał. Głównym winowajcą nie jest brak czasu, a jakość niektórych tytułów. Na The Rising Storm bardzo czekałem. Najważniejsza książka drugiej fali mająca ruszyć do przodu fabułę całej opowieść o Wielkiej Republice. Poprzednie trzy tomy zbudowały ciekawe podwaliny gdzie potężna Republika i Zakon Jedi muszą zmierzyć się z niespodziewanymi zagrożeniami. Z jednej strony kosmiczni wikingowie Nihili, a z drugiej krwiożercze dendroidalne Drengir, których lękali się nawet Sithowie w czasach swojej potęgi. Za to po jasnej stronie mocy stała grupka mniej lub bardziej interesujących postaci których losy chciało się śledzić. Jakie było moje zaskoczenie gdy The Rising Storm zamiast splatać wątki korzystając z wcześniej rozsianych nici fabularnych kompletnie minął się z celem pozostawiając niedosyt i zniechęcenie. Light of the Jedi miało swoje minusy, upadło pod ciężarem własnych ambicji, ale widać że Charles Soule się starał i miał chociażby udane pomysły. Cavan Scott w swojej książce nie ma nawet tego, poza nielicznymi wyjątkami.

Od czasu Wielkiej Katastrofy minęły miesiące. Galaktyka nie jest jednak spokojnym miejscem. Drengiry pustoszą kolejne planety, a Nihili usypiają czujność Jedi ukrywając się na odległej planecie i ograniczając swoją aktywność. W tym momencie kanclerz Lina Soh postanawia urzeczywistnić wizję kolejnej z swoich Wielkich Prac - Wielki Festiwal będący symbolem jedności Republiki. I to jest pierwszy zgrzyt. Rozumiecie, umierają ludzie, zagrożenie budzi strach i niepewność, a politycy postanawiają zorganizować wielkie święto, które ma zamydlić oczy głosząc hasła o tym jak Republika nie da się nastraszyć. To nie byłoby wcale takie złe gdy książka w jakiś sposób demaskowała tą obłudę, a autor wykreował postacie o odmiennym punkcie widzenia. Nie ma tego. Jako czytelnik nie mogłem znieść takiego prowadzenia historii bo od początku wiadomo jak to się skończy - atakiem na planetę i walką. Pierwsza połowa książki to za długie wprowadzenie, druga to za długie starcie. Nieudolne budowanie napięcia przez co traciłem zainteresowanie wraz z odliczaniem kolejnych procent na czytniku. Boli tym bardziej, że Światło Jedi skończyło się wizją nadchodzącej katastrofy. Ten wątek jest tutaj obecny, ale nie ma on dużego wpływu na wydarzenia. Potencjalnie mógł prowadzić do archetypicznego konfliktu walki z własnymi przeznaczeniem. Elzar Mann jako skonfliktowana postać widząca nadchodzące wydarzenia i nie mogący temu zaradzić. Zamiast tego na początku opowieści stwierdza, że sama jego obecność na Valo wystarczy żeby temu zapobiec. Arogancki Jedi kuszony przez ciemną stronę mocy to znowu fajny pomysł. Co z tego jeśli wątek romantyczny dostaje więcej miejsca niż apokaliptyczna wizja. Nawet w młodzieżowych tomach było mniej tego rodzaju motywów.

Rozczarowujących wątków jest więcej. Niespełnioną obietnicą są drengirowie. Potencjalnie ciekawsi antagoniści niż Nihili. Niestety pokazują się tylko okazjonalnie. Nie wiem czy to zagrożenie ma odgrywać główną rolę w komiksach czy kolejnych tomach, ale po tym jak zostali przedstawieni w Into the Dark spodziewałem się, że będą mieli większą rolę. Tym bardziej, że stanowią potencjalnie większe zagrożenie niż kosmiczni piraci z którymi bez problemu powinna sobie poradzić dobrze wyszkolona formacja militarna. I tutaj płynnie przechodzę do kolejnego wątku, który wywołuje zgrzytanie zębami i umniejsza wiarygodność świata. Polityka w Gwiezdnych wojnach zawsze odgrywała dużą rolę. Przecież Palpatine przejął władzę dzięki zakulisowym machinacją. Tutaj jest ona na poziomie kolorowanki dla dzieci. Republika się rozrasta, wchodzi w kolejne konflikty, ale całą swoją siłę militarną opiera na Zakonie Jedi, który podkreśla, że jest niezależny, ani tym bardziej nie jest armią. Logiczne wydawałoby się, że choćby dla walki z lokalnymi watażkami, a tym bardziej gdy zagrożenie stało się realne będzie potrzebny militarny argument perswazji. Ten wątek się pojawia tylko, że osoba chcąca wzmocnić siłę Wielkiej Republiki jest kreowana na antagonistę. Nikt jej nie lubi, nie odnosi się z sympatią mimo, że to jak najbardziej logiczne w obecnej sytuacji. Dla kanclerz Liny Soh ważniejsze są tradycję, wyimaginowana wizja utopijnej Republiki, a nie odpowiedź na realne potrzeby jej obywateli. Ja jako czytelnik to widzę, razi mnie to, ale w książce nikt nie zwraca na to uwagi. Wcale nie żałuję, że ta Republika upadanie. Może i był taki zamysł by pokazać jak rodziły się podwaliny pod przyszłe konflikty w Senacie i powstanie Imperium, ale bardziej mam wrażenie, że Cavan Scott w ten sposób idealizuję oderwaną od rzeczywistości wizję. Oczywiście nie pokuszono się o analogię do kolonializmu i ekspansji Republiki na Zewnętrzne Rubieże.

Burza nadciąga ma więcej problemów. Postacie są nudne i jest ich za dużo. Syn kanclerz dostał nawet wątek romantyczny. Może gdyby lepszy autor to pisał byłbym mu kibicował, w końcu to kolejny POV na katastrofę podczas kosmicznego expo, lepszy ogląd na ogarniający chaos. Tylko, że to było nudne. Tak jak cała inwazja. Cavan Scott myśli, że jak się dużo dzieje to znaczy, że będzie wciągająco. To nie prawda. Muszą być bohaterowie którym się kibicuje. Gdy tego nie ma jest jedynie pusty spektakl. Może lepiej wychodzi mu pisanie komiksów, ale z kilkusetstronicową powieścią Scott sobie nie radzi. Za często używa też deus ex machina. Wątki się zdarzają bo są potrzebne. Przypadkowe spotkania, nielogiczne zawiązywanie akcji czy dziwne zachowania bohaterów. Jest to notoryczne. Może niektóre rzeczy zostaną rozwinięte powieściach towarzyszących z drugiej fali, bez kontekstu to jednak nie działa.

Mimo wszystko znalazło się kilka plusów w książce. Marchion Ro ma jednak jakiś plan. Mimo, że Nihili dostają za dużo czasu i spokojnie można by niektóre wątki wyrzucić to jednak prowadzi to do czegoś większego. Szkoda, że dwa tomy to jedynie wstęp. Ponadto pojawiły się dwie postacie, które polubiłem. Bell Zettifar już w Świetle Jedi pozytywnie się wyróżniał. Tutaj ten młody padwan dostał wątek traumy po stracie mistrza i kilka budzących sympatię scen, a jego wątek dostał całkiem interesujące zwieńczenie. Trzymam kciuki by jego historię poprowadził ktoś mający jakieś pojęcie o psychologii i wychodzeniu z PTSD. Całkiem sympatycznym dodatkiem do kanonu jest Ty Yorrick. Najemniczka z mieczem świetlnym zawierzająca swoje decyzję ślepemu losowi. Wraz z postępem historii poznajemy jej przeszłość i budzi coraz większą sympatię. Myślę, że na swoich barkach spokojnie by udźwignęła całą książka. Dodatkowo tworzy całkiem fajny duet z Elzarem Mannem. On również miał kilka fajnych wątków jak kuszenie przez ciemną stronę, ale ostatecznie autor pogubił się w prowadzeniu tej postaci rozgrywając nudny romans i robiąc z niego rozemocjonowanego nastolatka.

Piszę to ze smutkiem, ale Star Wars: The High Republic: The Rising Storm to rozczarowanie. Kilka fajnych pomysłów zostało pogrzebanych pod zalewem nijakości. Lubię niektóre postacie, dlatego tym bardziej to boli. Może cała historia lepiej by się sprawdziła jako miniseria komiksowa, to byłaby też możliwość by pokazać cuda Republiki w bardziej atrakcyjniej formie. Albo chociaż zbiór opowiadań. Jako powieść nie działa. Cieszy mnie, że najważniejszą książkę trzeciej fali napiszę Claudia Gray, która udowodniała w Into the Dark, że potrafi w Gwiezdne wojny. A co w następnym odcinku mojego cyklu? Jeszcze się zastanawiam czy konstytuować książki czy zrobić sobie małą wycieczkę do komiksów. Tylko nazwisko Cavan Scott na okładce odstrasza...

Luźne przemyślenia:

  • mój zapał do The High Republic opadł gdy ogłoszone, że wydarzenia następnej fazy mają rozgrywać się kilkadziesiąt lat przed Light of the Jedi. Architekci projektu chcą powtórzyć pomysł z prequelami z filmów, ale nie jestem przekonany czy to się uda.
  • okładka jest bardzo nijaka. Troje Jedi na przeciwko nieznanego zagrożenie i wielka ciemna plama. To już czepianie się dla czepiania, ale chcę pozostać konsekwentny do samego konća.
  • zadziwiające, że nie wprowadzono jeszcze Sithów. Ciemna strona czy wspomnienia o nich przewiają się w tle, nie zdziwię się gdy z czasem tych wątków będzie więcej
  • z pierwszych materiałów promujących The High Republic pamiętam Starlight Beacon który miał być odpowiednikiem Gwiazdy śmierci tylko dającym nadzieje, a nie śmierć. Jak na razie jego obecność jest szczątkowa i The Rising Storm tego nie zmienia.
  • Vernestra Rwoh pojawiła się na moment, szkoda tylko że to moment.

środa, 27 października 2021

Star Wars The High Republic: Into the Dark

 Pierwsza fala książkowych publikacji z logiem The High Republic zawierała trzy tytuły skierowana dla odmiennych grup wiekowych. Epickie wprowadzenie w realia w Light of The Jedi, kameralna historia skierowana do młodszych czytelników A Test of Courage i niżej opisywane Into the Dark które można umieścić pomiędzy. Opowieść pisana pod nastolatków, ale starsi nie poczują zażenowania. Zaskoczyło mnie jak ważne dzieją się tu rzeczy, które powinny istotnie wpłynąć na nadchodzące opowieści z tej ery. Z początkiem lektury nic na to jednak nie wskazywało.

Historia zawarta w Into the Dark dzieje się równolegle do tych w poprzednich tomach - mniej więcej od katastrofy Legacy Run do uruchomienie Starlight Beacon. Daje to wrażenie spójności i możliwość oglądania Republiki i zmian w niej zachodzących pod wpływem mijających wydarzeń z szerokiej perspektywy. Mnie wraz z rozpoczęciem lektury najbardziej cieszyła osoba głównego bohatera - padwan który woli spędzać czas w bibliotece zamiast wymachiwać mieczem. Trochę się rozczarowałem ponieważ przechodzi klasyczną i spodziewaną drogę, ale podobały mi się momenty gdy zamiast nastawiać się na walkę myślał logicznie czy był żądny wiedzy, nawet w sytuacjach zagrażających życiu. Reath Silas, tak jak Vernestra Rwoh z A Test of Courage mają w sobie coś sympatycznego przez co chcę się czytać ich przygody. Trochę czekam aż ich ścieżki się skrzyżują.

Pozostali bohaterowie książki dobrze się dopełniają. Jest ich sporo, ale nie przytłaczają liczebnością, mają swoje osobowości i nie są zbitą papką jak u Chalers'a Soule'a w Light of the Jedi. Doświadczeni mistrzowie Jedi którzy szukają swojego miejsca w Zakonie to udany sposób by pokazać inne podejścia do Mocy i ścieżek jakimi można podążyć przy jej władaniu. Na szczęście prócz jeszcze jednego Jedi, młodego i stanowiącego przeciwieństwo Silasa, ale zarazem jego przyjaciela, pozostali władający Mocą stanowią tło. Równie ważną bohaterką co Reath jest Affie Hollow, nastoletnia pilotka statku Vessel i przyszła dziedziczka gildii handlowej z Zewnętrznych Rubieży. Zaradna, wygadana, z prawidłowo działającym kompasem moralnym, która musi stawić czoło swojej mentorce.Pozostali członkowie załogi statku nie są jedynie statystami. Zwłaszcza Geode, który jest wielką skałą. I jest. Przez większość czasu stanowi udany comic relief. Claudia Gray bardzo udanie posługuje się komedią i powtarzający się żart czy Geode to zwykła skała czy jakaś forma życia wcale się nie nudzą. Co zaskakujące nie ma żadnego droida. Jest za to jeden z przedstawicieli Nihili - młoda kobieta Nan, to ładnie pokazuje zróżnicowanie jakim są najwięksi antagoniści ery Wysokiej Republiki.

Wprowadzenie do historii jest do bólu standardowe. Młody bohater próbujący odnaleźć swoją drogę mimo przeciwności losu, dobrze znana katastrofa i grupka rozbitków na opuszczonej starożytnej stacji kosmicznej. Dalszego ciągu można się łatwo domyślić. Początkowy raj okazuje się mieć mroczne tajemnicę, a Reath i Affie muszę zastanowić się kim tak na prawdą są i chcą być. Jest jednak mały twist fabularny. Tam gdzie opowieść normalnie by się skończyła książka ma jeszcze trochę do opowiedzenia. Wychodzą kolejne tajemnice, a historia robi się bardziej skomplikowana. Nie jest to wymyślna fabuła z woltą w wolcie, ale satysfakcjonuje. Tym bardziej, że udaje się przemycić kilka ciekawszych tematów jak np. temat niewolnictwa na Zewnętrznych Rubieżach. Nie jest to jeszcze poziom jaki można osiągnąć wykorzystując w pełni potencjał motywu ekspansji imperium i kolonizacji słabiej rozwiniętych światów, ale promyczek nadziej że inni autorzy pójdą w tym kierunku. Pierwsze zderzenie Zewnętrznych Rubieży z Republiką wręcz prosi się o wykorzystanie bardziej złożonych motywów i poruszanie się w strefie moralnej szarości.

Nie będzie wielkim spoilerem jeśli napiszę o Drengirach, w końcu byli ujawniani na materiałach promocyjnych przed startem Starej Republiki. Wyobraźcie sobie skrzyżowanie tolkienowskich entów z lovercraftowskimi horrorami. Złowrogie drzewa z potężnymi mackami. Istoty potrafiące rzucić wyzwanie Jedi i budzące strach w Sithach w czasach Starej Republiki, redukujące inne gatunki do roli mięsa, z ambicją podboju Galaktyki. Brzmi to dużo lepiej niż Nihil na których tak narzekam. Ten wątek ma olbrzymi potencjał i mam nadzieje, że nie stanowią zagrożenia jedynie w Into the Dark. Czy wizja Elzara Manna z końca Light of the Jedi dotyczy właśnie chaosu jaki będą siać Drengirowie? Wyobrażam sobie również, że w kontynuacji historii Reatha będzie badał ich przeszłość co możne stanowić furtkę do przybliżenia czasu Starej Republiki w nowym kanonie.

Nie wiem czy Disney płaci autorom od liczby znaków, ale po raz kolejny miałem wrażenie, że jest tutaj zbyt dużo dłużyzn i nawet sprawny styl Claudii Gray nie potrafi tego zamaskować. W pewnym momencie tempo trochę siada, a co dziwne pod koniec wszystko dzieje się bardzo szybko. Nie potrzebnie wciśnięto też historię z przeszłości dwójki Jedi. Za dużo czasu jak to do czego prowadzi. Mimo to jestem zadowolony z lektury Into the Dark. Powiedziałbym nawet, że to najlepsza historia z pierwszej fali tytułów o Wysokiej Republice. Umiejętnie korzysta z utworzonego świata, ale też sporo dodaje od siebie. Mimo prostej historii pozwala rozwijać się bohaterom i przywiązać do nich. Czekam na bezpośrednią kontynuacją.

Chwilę zastanawiałem się za co zabrać się następnym razem w ramach cyklu o High Republic. Do wyboru miałem komiksy lub kolejną falę książek. Na tą chwilę zdecydowałem się na The Rising Storm czyli bezpośrednią kontynuacją The Light of the Jedi. Jestem ciekaw co dalej, a czas na wypełnianie luk komiksami jeszcze nadejdzie.

środa, 7 lipca 2021

Star Wars The High Republic: A Test of Courage

 

 Próba odwagi to drugi tom wielkiego projektu jakim jest Wielka Republika. Więcej o nim jak i tomie go inaugurującym pisałem TUTAJ. Podchodząc do drugiej powieści z cyklu byłem nastawiony sceptycznie. Światło Jedi mimo solidnych podstaw ostatecznie rozczarowało. Zwłaszcza jak patrzy się na nie z szerszej perspektywy. Do drugiej historii negatywnie nastawiła mnie również grupa docelowa. A Test of Courage zostało skierowane do młodszych czytelników, przyzwyczajonych do prostszych historii. Jakie było moje zaskoczenie gdy ostatecznie tytuł Justiny Ireland oceniam lepiej niż powieść Charles'a Soula.

Światło Jedi charakteryzowało się rozmachem. Było niczym pilot serialu wprowadzający w świat, przedstawiający nowe postacie, zawiązujący akcję, budzący zainteresowanie i składający obietnicę. Działo się dużo, ale w większości były to podwaliny pod dalsze historię. Pozostając przy serialowej analogii Próbę odwagi można potraktować jako filler z środka sezonu opowiadający samodzielną historię nie mający wpływu na szerszy obraz świata. Nie znaczy to automatycznie, że jest czymś gorszym. Nie jeden raz postacie wprowadzane w taki sposób zmieniały obliczę serialu.

Akcja książki umieszczona jest po katastrofie Legacy Run, zaraz przed oddaniem do użytku Starlight Beacon. Tak na prawdę nie ma to większego znaczenia. Tak jak to, że antagonistami znowu są Nihili. Równie dobrze mogliby to być anonimowi terroryści. To wcale nie przeszkadza. Justina Irealand tworzy zgrabną opowieść posługując się znanym motywem i garstką bohaterów, którzy są oderwani od głównych wydarzeń. Fabuła jest bardzo prosta. Siejąc postrach w galaktyce Nihili i toczący wojnę z Republiką przeprowadzają atak terrorystyczny na luksusowy statek Steady Wing. Z życiem uchodzą cztery osoby i droid. Ocaleni oczywiście nie zostają od razu uratowani. Trafiają na bezludną planetę i robią wszystko by przetrwać walcząc z swoimi słabościami, środowiskiem jak i wrogiem zewnętrznym

Historia jest bardzo prosta, ale to nie ona stanowi o silę Próby odwagi. Irealand zrobiła to co nie udało się Soulowi - stworzyła zapadających w pamięci bohaterów i oparła książka właśnie na nich. To nie są wybitne kreację, ale wystarczające by z nimi sympatyzować. Świeżo upieczona nastoletnia Jedi Vernestra Rwoh,która ma wiele do udowodnienia. Imri Cantaros to padawan który w katastrofie Steady Wing utracił swojego mistrza, a Moc potęguje jego zdolności empatyczne. Avon Starros jest buntowniczą córką senatorki wybitnie znającą się na technologii. Ostatni z ocalałych Honesty Weft pochodzi z planety pragnącej dołączyć do Republiki, posiada przeszkolenie wojskowe i opłakuje stratę ojca. Jest też android J-6 stanowiący element typowo humorystyczny za sprawą jego nieobliczalnego charakteru i potencjalnie budzącej się świadomości. Średnia wieku postaci nie przekracza kilkunastu lat, a mimo to taki stary koń jak ja może z nimi sympatyzować. Tym bardziej, że czuć te charaktery. Rozmawiają ze sobą, żartują, przekomarzają, zdobywają uznanie i swoją sympatię. Początkowo obcy z czasem stają się sobie odrobinę bliżsi.

Cieszy mnie, że autorka ma coś więcej do powiedzenia niż zwykłą przygodową historię i porusza kilka ambitniejszych tematów których się nie spodziewałem po książce z kategorią wiekową 8+. Przepracowywanie traumy po stracie bliskich zostało opowiedziane w bardzo osobisty sposób. Każde z bohaterów przeżywa to po swojemu i inaczej wpływa na ich zachowanie. W niektórych budzi chęć zemsty, w innych akceptacja. Zadane też zostaję pytanie o sens zemsty gdzie każdy z bohaterów ma inne moralne standardy. Kuszenie przez ciemną stronę Mocy mogło wypaść groteskowo, a zostało pokazane bardzo przekonująco i niejednoznacznie. Na pewno lepiej niż w trylogii prequeli, ale ona poprzeczki zbyt wysoko nie zawiesiła. Prócz wątków moralnych autorka robi coś co nie jest zbyt często brane na warsztat w świecie Gwiezdnych wojen. Ściera ze sobą Moc z nauką. Avon ma naukowy umysł, próbuje zrozumieć i wytłumaczyć działanie mocy. Jest wścibska co prowadzi do żartobliwych konfliktów z Vernestrą. Na ogromny plus poczytuje sobie, że mimo stosunku płci 2+2 autorka nawet nie sugeruję romansu czy uczucia.

Jeśli napiszę, że Próba odwagi to typowo młodzieżowa książka przygodowa nie minę się wiele z prawdę. W swojej klasie jest to jednak bardzo solidna opowieść, gdzie nawet starszy czytelnik znajdzie coś dla siebie. Ciekawie jest też spojrzeć na wydarzenia z Światła Jedi z innej perspektywy. Polecam, a sam będę uważniej przyglądał się gwiezdnowojennym tytułom z nazwiskiem Justiny Ireland na okładce. Cieszy mnie też, że bohaterowie wracają w innych książkach i komiksie. Na pewno kiedyś o tym opowiem. Natomiast w następnym wpisie o Wielkiej Republice będzie o Into the Dark gdzie jednym z bohaterów jest padawan - mól książkowy co ekscytuje mnie bardziej niż miecz świetlny w postaci bicza.

środa, 19 maja 2021

Star Wars The High Republic: Light of the Jedi

Wiele można pisać o obecnej sytuacji marki Star Wars. Od przejęcia Lucasfilm przez Disneya za niebagatelną kwotą 4 mld dolarów minęło ponad 8 lat. W tym czasie wypuszczono 5 filmów, 3 seriale animowane, stworzono telewizyjne miniuniwersum na Disney+, kilka gier, sporo książek i komiksów, zatrzęsienie zabawek, a toksyczny fandom wywołał niejeden shitstorm. Jednak za największą burze, wywalenie całego rozszerzonego uniwersum do kosza, odpowiedzialna jest Myszka Miki. Stary kanon dalej jest, przyjął jakże marketingową nazwę Legendy- historię które mogły być. Nowe Expanded Universe rozwija się powoli i początkowo bez wyraźnego kierunku. Zaczęto od historii osadzonych między kinowymi epizodami. Zazwyczaj wypełnianie luk nikomu niepotrzebnymi historiami. Coś się zmieniło na początku zeszłego roku. Disney po zakończeniu Skywalker Saga (ugh) musiał znaleźć nowy sposób by o marce było głośno. Tak właśnie powstała Wielka Republika.

The High Republic to multimedialny projekt który w zamierzeniu miał być nowym kołem napędowym Gwiezdnych Wojen. Zaczynamy od książek i komiksów, a potem serial i może film. Ambitnie. Czym więc jest ten jakże szumnie reklamowany projekt? Opowieść o dawno minionej erze w uniwersum. Akcja została osadzona ok. 250 lat przed bitwą o Yawin z Nowej Nadziei, są to czasy prosperity Republiki i Zakonu Jedi. Jednak nie na tyle daleko w historii by zupełnie odciąć się od znanego świata. Czuć tutaj ducha Gwiezdnych Wojen, ale mamy niemalże samych nowych bohaterów. Jest to odważny pomysł któremu jestem w stanie przyklasnąć. Szkoda, że nie mogę powiedzieć tego o realizacji.

Światło Jedi jest książką wprowadzającą w nowy/stary okres. I w moim osobistym odczuciu nie jest to dobre wprowadzenie. Nie jest też tragicznie, ale po kolei. Zaczyna się przyzwoicie. Katastrofa statku, kosmiczny kataklizm i próby powstrzymania go. Można powtórzyć klasyka i wspomnieć o trzęsieniu ziemi na początku. Czuć zagrożenie, skala stopniowo rośnie i czytając zdarza się przejąć wydarzeniami. Tylko z czasem całe moje zainteresowanie ucieka z prostego powodu - nie ma tutaj interesujących postaci. Nie potrafię nawiązać więzi emocjonalnej z opowieścią jeśli nie mogę się przejmować czyimiś losami. Bohaterowie są, jest ich zatrzęsienie. Nowi Jedi, padawani, politycy, piloci, naukowcy i ci źli. Teoretycznie każdy powinien znaleźć swojego ulubieńca. W praktyce są to wydmuszki odgrywające określone rolę bez głębi osobowości. Gdyby był to film/serial charyzmatyczni aktorzy mogliby ich uratować. Tutaj niestety się nie da. Posągowi idealiści i źli do szpiku kości kosmiczni wikingowie. Wątki osobiste, konflikty wewnętrzne czy niejednoznaczność moralna? Nie ma tego tutaj. Bohaterowie są zazwyczaj pretekstem do opisania spektakularnej akcji. Owszem, kilka postaci zapada w pamięć, ale to głównie zasługa częstotliwości ich występowania. Zawadiacki Jedi czy Mistrzyni odczuwająca moc jako muzykę. Liczę, że w przyszłych opowieściach potencjał postaci zostanie wykorzystany, Charles Soule sobie z tym nie poradził.

Wyszło za to tworzenie świata. Mitologia Gwiezdnych Wojen to gigantyczne rusztowanie służące do opowiadanie zróżnicowanych historii. Grupka do zadań specjalnych oddelegowana do tworzenie The High Republic poradziła sobie nieźle, a autor wprowadzającego tomu robi dobrą robotę dzieląc się tym światem z czytelnikiem. Galaktyka przypomina najbardziej tą z początków Mrocznego Widma. Jedi są potężnym zakonem, kanclerz posiada władzę kształtowania galaktyki, a wojna to małe kosmiczne starcia z piratami, a nie walka o przetrwanie z potężnymi siłami. Jest jednak kilka znaczących różnic. Republika jest tutaj w rozkwicie. Niczym potężne imperium z idealistyczną kanclerz, kolonizującą nowe światy Zewnętrznych Rubieży. Nie ma tutaj widma upadku, nie przez kolejne dziesięciolecia. Jedi, naukowiec, zwykły rolnik czy polityk, wszyscy z niezachwianą wiarą powtarzają "We are all the Republic". Zakon Jedi jest niby ten sam, ale inny. Bardziej aktywny, robiący za strażników pokoju, aktywnie biorący udział w wydarzeniach. I różnorodny. Charles Soul próbuje pokazać zróżnicowanie ras w szeregach zakonu (padawan Wookiee), ról jakie mogą przyjmować (piloci, samotne wilki, strażnicy, dowódcy), to jak interpretują moc (muzyka, wielkie drzewo życia, bezkresny ocean, koła zębate). Wszyscy fani scen akcji z trylogii prequeli również będą zadowoleni. Jedi są potężni, walczą efektownie i moc wykorzystują w spektakularny sposób.

Historia w Świetle Jedi kuleje. Zaczyna się od wielkiej katastrofy i ratowania miliardów po czym zmienia się w kameralną opowieść. To bym jeszcze przełknął, ale początkowa spójność zmienia się w poszatkowaną opowieść. Niepowiązane wątki, które dopiero splatają się w niewiarygodny sposób w finale. Elementem wspólnym są Nihil - kosmiczni wikingowie, obsesyjnie wykorzystujący symbolikę burzy. Niestety nie czuć, że stanowią poważne zagrożenie dla Republiki. Wydają się niegodnym przeciwnikiem, trudno traktować ich na poważnie po czym okazuje się, że przez sposób w jaki byli pisani mocno ich nie doceniałem. I mi to przeszkadza. Zgraja najemników przeradza się w zagrożenie. I trochę mi ciężko uwierzyć, że będę odpowiadali za początek końca Republiki.

Gwiezdne Wojny to kosmiczna baśń. Wchodząc w ten świat trzeba zaakceptować, że nie będzie on wiarygodnie przedstawiony. Mamy tutaj prosty podział na dobro i zło, a szarej strefy moralnej przynajmniej na razie brakuje. Nie jest to wada, ja niestety o tym zapominam i potem czuję się rozczarowany. Chciałbym wiedzieć jak śmierć kilku miliardów obywateli Republiki wpłynęła na popularność kanclerz Liny Soh. Nie dowiem się też jak konfiskata kilkudziesięciu tysięcy droidów nawigacyjnych czy zamknięcie szlaków handlowych w hiperprzestrzeni wpłynęło na gospodarkę. Brakuje mi też głosów i myśli szaraczków. Co myślą o ekspansji Republiki. Mam marzenie poczytać więcej o sprawach socjo-ekonomicznych w tym świecie. Niestety tego nie dostanę. Dostanę bajeczkę jak Rycerze są heroiczni, a źli bardzo źli. I to samo w sobie nie jest złe.

Trudno mi z czystym sumieniem polecić Star Wars: The High Republic: Light of Jedi. Na pewno ludzie spragnieni Gwiezdnych Wojen będą usatysfakcjonowani. Ja trochę jestem, narzekam z przyzwyczajenia i świadomości, że mogło być lepiej. Na pewno sięgnę po inne tytuły. Komiks Marvela wygląda obiecująco. Pomoże w wizualizacji tego okresu Republiki. Natomiast kolejną książką którą przeczytam i o niej opowiem jest młodzieżowe Star Wars The High Republic: A Test of Courage o grupce nastoletnich rozbitków na obcej planecie.

środa, 18 lipca 2012

San Diego Comic-Con #7

Było podsumowanie wieści Marvelowych to teraz czas na DC. Prequel Sandmana, New 52,  więcej info o komiksach z Earth One, numerach #0, kontynuacjach znanych serii, Before Watchmen, komiksowy Django Unchained, nowa fala, wieści z Vertigo, Third Army. A oto linki z dziesiątkami informacji z paneli - tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. Zaprezentowano też nowy zwiastun Injustice: Gods Among Us i trzeba przyznać że robi wrażenie. Unikalne style walki, przyzwoita grafika, interakcja z otoczeniem i o dziwo krew. Może być całkiem niezła bijatyka.


Na panelu Hobbita wyemitowano ponad 12 minutowy klip. Niestety i on nie został udostępniony w internecie więc pozostaje nam tylko przeczytać opis lub szukać nagrań z partyzanta. Według tych co widzieli jest na co czekać, to wciąż ten sam wspaniały świat a Martin Freeman jako Bilbo jest fantastyczny Cały panel można zobaczyć tutaj w znośnej jakości, a na Hataku trochę po polsku wrażeń z panelu.


Bryan Fuller to ostatnimi czasy bardzo zapracowany człowiek. Pracę nad Mockingbird Lane idą pełną parą. Całe obsada została już obsadzono i wiemy już jak będą wyglądali poszczególni bohaterowie, a szczęśliwcy w San Diego mogli zobaczyć cztery minuty z pilota. Fuller opisuje wygląd swojego nowego serialu jakby "Hitchcock was directing a Harry Potter film", a jego piętno jest widoczne już na pierwszy rzut oka - oryginalny humor i niezwykła stylistyka. Co mnie cieszy to “It is a darker version of Pushing Daisies”. Można też zobaczyć zdjęcie z planu. Jeśli chodzi o Hannibala przygotowywanego przez Fullera to wiadomo już o czym będą cztery pierwsze sezony - 1 to bromance między Hannibalem, a policjantem, 2 - konsekwencje zerwania, a 4 będzie zawierał w sobie fabułę z Red Dragon. Po emisji każdego epizodu w sieci będą publikowane informację jak przyrządzić Hannibalowe potrawy. Do obejrzenia również wywiad z Fullerem - m.in. o powrocie Pushing Daisies (!) i swoich nowych serialach.


Są nowe plakaty. Tym razem Revenge i Cult. Niestety ten pierwszy to przeróbka grafiki z pierwszego sezonu. Szkoda. I trochę dziwne, że serial ten nie był promowany w San Diego na pewno lepiej nadaje się na taką imprezę niż Shameless. Plakat Cult całkiem pomysłowy i pozytywnie wyróżnia się na tle innych.


Pokazano nowy zwiastun i fragment Star Wars The Clone Wars. Nie będzie to ostatni sezon jak kiedyś zapowiadano. Wygląda to wszystko efektownie, ale zostawiam sobie to na później. Niestety nadal nic nie wiadomo o aktorskim serialu.


Na panelu Doctor Who trochę nowych informacji (albo tutaj i tutaj) - pokazano kilka klipów (westernowy odcinek, dinozaury na statku kosmicznym, o najważniejszym pytaniu wszechświata, wzruszającym odejście Amy i Rorego, Karen Gillian w Inspesctor Spacetime, więcej Daleków. Cały panel można obejrzeć tutaj. Ja jednak nie chcę sobie za bardzo spoilerować, wolę przeżywać przygody na żywo z bohaterami.


Ma Comic-Conie pojawił się jeszcze jeden brytyjski serial - Merlin. Premiera S05 trzy lata po finale S04, wróci Uther, Merlin będzie miał romans,  mamy też plakat wraz z wywiadem z dwójką aktorów i zapis z panelu. Wyemitowano też wpadki z planu. Może nie jest jakoś bardzo zabawne, ale i tak warto zobaczyć. Trafił się też trailer, ale jest fatalnej jakości, kręcony z reki.


Pojawiło się też sporo info (i tutaj) o Sons of Anarchy oraz zwiastun i wywiad. Oczywiście można też obejrzeć cały panel. Napisałbym coś o tym serialu, ale tego nie zrobię. Nie chcę sobie spoilerować za bardzo. Ten serial najlepiej smakuje jak widz nie ma pojęcia czego oczekiwać. Prowadzone są też rozmowy na temat prequela ze stacją. Nie miałbym nic przeciwko gdyby miała to być mini seria.


Co na panelu(lub tutaj)Person of Interest? Wielkie plany w stosunku do postaci Amy Aker (i w sumie to dla mnie wystarczająca zachęta), więcej o przeszłości Fincha, pojawi się gościnnie Ken Leung i w sumie to tyle konkretów. Był jeszcze zwiastun, ale oczywiście zwykli śmiertelnicy nie mają jeszcze do niego dostępu.


Jeszcze kilka wiadomości o Community z panelu. Większość się powtarzała, ale wprawne oko wyłapie kilka nowości.


Jakby komuś było mało Revolution to mamy jeszcze wywiad z aktorami.


Nie mogło zabraknąć podsumowań z SDCC. Portal io9.com przygotował zestawienie największych wygranych i przegranych. Dziwne, że w tej drugiej grupie jest Revolution. Na tvline zbiór godnych uwagi wydarzeń. A na niezastąpionym spoilertv zbiór paneli od Nerd HQ. Jeśli ktoś ma dużo wolnego to polecam m.in. godzina z Jossem Whedonem.


Na zakończenie galerie - hostessy i cosplay, serialowi aktorzy, zdjęcia od tvguide, trochę zdjątek z flickera i na koniec harem w niewolniczym stroju księżniczki Lei