Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galavant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galavant. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 stycznia 2015

Ramówka ABC 2014/2015


Wpis już nikogo nie interesuje, ma przecież 8 miesięcy opóźnienia, ale porządek na blogu musi być. Jeśli ktoś jednak nie wie co obecnie puszcza ABC może chociażby przejrzeć zwiastuny. Zawsze to jakiś pożytek z tego posta. 

Nowości - American Crime, Astronaut Wives Club, The Club (Members Only), Black-ish, Cristela, Fresh Off the Boat, Galavant, Forever, How To Get Away With Murder, Manhattan Love Story, Selfie, Marvel's Agent Carter, Secrets and Lies, The Whispers

Powrócą - Castle na 7 sezon, Grey's Anatomy na 11 sezon, Once Upon A Time na 4 sezon, The Goldbergs na 2 sezon, Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. na 2 sezon, Last Man Standing na 4 sezon, Nashville na 3 sezon, The Middle na 6 sezon, Resurrection na 2 sezon, Scandal na 4 sezon, Modern Family na 6 sezon, Revenge na 4 sezon

Zakończone - The Assets po 1 sezonie, Back in the Game po 1 sezonie, Betrayal po 1 sezonie, Killer Woman po 1 sezonie, Lucky 7 po 1 sezonie, Mind Games po 1 sezonie, Mixology po 1 sezonie, The Neighbors po 2 sezonach, Once Upon A Time in Wonderland po 1 sezonie, Suburgatory po 3 sezonach, Super Fun Night po 1 sezonie, Trophy Wife po 1 sezonie

W zeszłym sezonie na 13 nowości zaledwie trzy dostały szansę na kolejny rok. Jest to fatalny wynik ABC. Stacja od jakiegoś czasu pod względem oglądalności ma najgorsze wyniki z wielkiej czwórki zaliczając jedną wpadkę za drugą. Ja się zbytnio nie przejmuje bo poza jednym wyjątkiem nie ma tam serialu, którego skasowanie by mnie zmartwiło, a postawienie stacji pod ścianą może poskutkować desperackimi krokami w postaci pokerowych zagrywek i nieoczekiwanego hitu. Sezon 2013/2014 takiego nie przyniósł, rzekłbym, że nowe karty, które stacja postanowiła dobrać do swojej tali to głównie przedział od 2 do 6 z jedną 7, 8 i jopkiem. Te niskie wymieniono na nowe, a wyższe zostawiono z nadzieją, że uda się nimi coś ugrać. Pierw jednak o odrzutach. Będzie krótko bo nic z nich nie widziałem. Zero. Większość wyglądała fatalnie na papierze, a te którym chciałem dać szansę i zostały umiarkowanie dobrze przyjęte przez krytyków i widzów zostały pogrążone przez cyferki. Szkoda mi zwłaszcza Trophy Wife bo Malin Akerman. Szykowałem się też na Back in the Game, ale po tych kilkunastu miesiącach pamiętam jedynie ogólny zarys serialu i medialną ciszę. Z pozostałych komedii dobrze rokowało Super Fun Night (czego nie zrozumiem...), ale oglądalność i tutaj poleciała na szyję. O Mixology i Mind Games nie warto nawet pamiętać. Tak jak o anulowanych dramatach. The Assets wyleciał z ramówki po 2 odcinkach (tak to jest gdy zapomina się o marketingu). Przy czym serial miał szczęście bo po pół roku pozostałe 6 epizodów zostało wyemitowanych. Nie tak jak w przypadku Lucky 7. Dwa odcinki i finito. Przy czym 1x2 osiągnęło zawrotną liczbę 2,62 mln widzów. Takie liczby byłby znośne, ale przy powtórkowych emisjach. Anulowanie Betrayal było kolejną oczywistością, ale serial szczęśliwie dociągnął do 13 odcinków. Medal z ziemniaka dla tego kto obejrzał całość. Moim jedynymi wspomnieniami dotyczącymi tej wpadki ABC to fatalny trailer, o którym pamięć pozostała w mrocznych zakamarkach mojego hipokampa oraz twitterowy żart. Bodajże Tim Goodman z The Hollywood Reporter wyjaśnił sens powstania tego serialu. Stacja zwyczajnie chciało mieć w swojej ramówce Betrayal, Scandal i Revenge. Ten sam dziennikarz bezlitośnie pastawił się nad Killer Woman wyśmiewając fatalne dialogi i kilkukrotnie cytując perełkę w postaci "There's an excellent chance we're going to die in Mexico tonight". Tak bardzo mi było wtedy szkoda Trici Helfer. Ostatnim anulowanym tytułem jest Once Upon A Time in Wonderland. I tutaj mi trochę przykro bo kibicowałem temu spin-offowi. Czemu? Nie mam pojęcia. Może dlatego, że od chwili "przerwy" w połowie S01 planuje wrócić do serialu matki i uważnie go obserwuje? Po 2 seriach z ramówki wyleciało The Neighbors co i tak uważam za sukces i chichot losu, czy raczej śmianie się prosto w twarz serią, które niesłusznie zostały anulowane. Bodajże dwukrotnie przy pisaniu o ramówkach wspominałem, że chciałbym nadrobić Suburgatory. I udało mi się (fanfary) bo remake Evil Dead. Sami połączcie kropki. Z czego nie zbyt się cieszę. O ile pierwsze kilka odcinków rzeczywiście było przyjemną satyrą na amerykańskie przedmieścia tak z biegiem odcinków serial stawał się tym co wyśmiewał. Dlatego na wieść o końcu emisji ucieszyłem się i zacząłem kibicować Jane Levy w znalezieniu nowej pracy w telewizji. Po cichu liczę na jej angaż w telewizyjnym Evil Dead. W końcu co dwie ręce to niejedna.

Z seriali, które powróciły najbardziej ucieszyło mnie przedłużenie Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. Jednak o euforii i wypiciu piwka zwycięstwa mowy być nie mogło. Przyjąłem to jako coś oczywistego. Serial przez czas borykał się z kreatywnymi problemami, które ostatecznie udało się wyeliminować dopiero po kilku miesiącach emisji. Ostatecznie mamy do czynienia z najlepszym serialem komiksowym na antenie pięciu stacji ogólnodostępnych i godnym uzupełnieniem Marvel Cinematic Universe. Jeśli ktoś odszedł z SHIELD po pierwszych odcinkach niech da jeszcze jedną szansę. Nie jestem jedyną osobą, która tak twierdzi. Kolejnej szansy doczekał się również Castle. To będzie już 7 sezon. Oglądam go na bieżąco, ale przy proceduralach jest pewien moment gdy mówię dość. White Collar, House, Bones przez kilka sezonów dawały mi dużo frajdy z oglądania, ale ile można? To samo spotkało Ricka i Kate. Nie chodzi nawet o spadający poziom serialu. Zwyczajnie straciłem zainteresowanie. Może kiedyś wrócę. Tak jak może kiedyś obejrzę ten nieszczęsny finałowy sezon House. Z pozostałych serii widziałem trochę Nashville, trochę Once Upon a Time i sporo Revenge. I wciąż chcę wrócić do tych ostatnich i trzymam kciuki za cancel Nashville. Bo Connie Britton zasługuje na więcej. (BTW: Texas Forever!, finałowy sezon Friday Night Lights będzie oglądany w tym roku). Gdyby to był inny rok, lepszy dla stacji Resurrection pewnie nie dostałoby szansy na drugi sezon. Patrząc na oglądalność na tym powinno się skończyć. Ja nie widziałem i nie żałuję. Za cicho na twitterku by był to dobry serial. Za głośno jest za to o Modern Family. Kolejne nagrody na gali Emmy, tylko zwiększają moją irracjonalną niechęć do serialu. Jestem złym człowiekiem bo nie widziałem nawet odcinka, a pewnie gdybym oglądał go wraz z emisją pewnie bym teraz pisał komplementy. Albo to samo tylko z pozycji kompetentnego blogera. Z drugiego sezonu dla The Goldbergs trochę się dziwiłem, ale jak widać stacja miała rację bo serial ma obecnie dużo lepsze wyniki oglądalności niż przy pierwszej partii 20 odcinków. Czyli jednak ktoś chcę oglądać ABC. Grey's Anatomy, Last Man Standing i The Middle są mi jedynie obojętni więc użyję tego zdania by prześlizgnąć się do Scandal gdzie również długo nie pobędę. Dalej chcę nadrobić, wciąż nie ma specjalnie impulsu, a rozczarowanie How To Get Away With Murder (o czym później) obniżyło moje zainteresowanie dramatem Shondy Rhimes.


American Crime - kolejna próba opowiedzenie historii śledztwa (i procesu) w formie odradzających się telewizyjnych antologii. Byłem bardzo sceptyczny do tego pomysłu (wciąż trochę jestem), ale zwiastun daję radę. Jest poważnie, poruszane są wątki rasowe oraz klasowe i widać w większości przypadków świetne aktorstwo. Jasne, to amerykańska telewizja, serial prędzej okaże się kitem niż hitem, ale całość wygląda solidnie co zapewne jest zasługą twórcy - Johna Ridleya (ostatnio deszcz nagród za scenariusz 12 Years A Slave) oraz charyzmatycznych aktorów. Przed serialem ciężkie zadanie skoro ostatnimi czasy nawet Gracepoint nie poradziło sobie z przyciągnięciem odpowiedniej widowni. 

Astronaut Wives Club -serial o żonach astronautów z lat '60 oparty na książce opartej na prawdziwej historii. Ciężko coś tutaj wyrokować bo poza zdjęciami z planu nie ma żadnych materiałów promocyjnych, a premiera 10 odcinkowego sezonu prawdopodobnie dopiero w maju. Podobno warto czekać po za produkcję odpowiada Stephanie Savage i Josh Schwart, a w rolach głównych Yvonne Strachovski, Erin Cummings, Odette Annable, Joanna Garcia, Erin Cummings i Dominique McElligott. Czyli nawet jeśli serial okaże się kompletną porażką to będzie na co popatrzeć.

The Club (znany również jako Members Only) - serial miał opowiadać o prywatnym klubie conuntry w  Connecticut. Miał bo został anulowany jeszcze przed premierą. Bez pracy znaleźli się John Stamos, Betsy Brandt, Boris Kodjoe i Natalie Zea. Dobrze, teraz trzeba trzymać kciuki by trafili do kablówki i nie męczyli się w telewizji ogólnodostępnej.  

Black-ish - czytając o tym serialu byłem do niego negatywnie nastawiony. Bo to kolejna komedyjka tym razem z czarną rodzinką zamiast białej, a przecież nie tak dawno NBC próbowało sprzedać Welcome to the Family z Latynosami. Obejrzałem jednak zwiastun i się śmiałem. Przyglądam się opinią i wynikom oglądalności i jestem coraz bliżej decyzji by dać szansę Black-ish. Bo w mojej głowie jest to serial wyśmiewający stereotypy, pełen ciepła i charakterystycznych postaci. Czy taka jest rzeczywistość? Całkiem możliwe bo Variety umieściło serial w TOP 10 telewizyjnych komedii 2014 roku.

Cristela - ABC stawia w tym roku na zróżnicowanie etniczne. Poza Afroamerykanami również Latynosi dostaną serial dla siebie. Tylko w przeciwieństwie do Black-ish, Cristela wygląda fatalnie. Irytujący śmiech z puszki jest najmniejszym problemem, bardziej przeszkadzają "żarty", a pierwszy zwiastun to zazwyczaj streszczenie pilota z najlepszymi kawałkami. Podobno nie jest wcale tragicznie, ale nie znaczy, że dobrze. Lepiej zrobić rewatch Community.

Fresh Off the Boat - kolejna grupa etniczna dostaje swoją komedię w tym roku. Tym razem Chińska rodzinka przeżywa swój Amerykański sen w latach '90 na przedmieściach Orlando. Wygląda to trochę lepiej niż Cristela, ale wciąż mnie nie przekonuje. Jednak jeśli po premierze (początek lutego) dowiem się, że serial umiejętnie operuje stereotypami i posiada własną tożsamość to dam szansę. Zbyt rzadko śmieje się przy telewizji i przydałoby mi się coś nowego.

Galavant - 20 minutowa komedia/musical to ryzykowny eksperyment ABC, który nie trafi do zbyt dużej grupy osób. Jest to szalenie zabawna gra na konwencji fantasy z cudownie napisanymi piosenkami i postaciami, które można z miejsca polubić. Ja się zakochałem w seriale po pierwszych 3 minutach, ale wiem, że wielu tyle nie wytrzyma. Z całego serca będę kibicował Galavantowi kolejnego sezonu i zachęcam do sprawdzenia samemu.

Forever - znacie może New Amsterdam? Kila dobrych lat temu stacja FOX wyemitowała osiem odcinków procedurala detektywistycznego gdzie nieśmiertelny mężczyzna posiada starszego od siebie syna, pomaga policji rozwiązywać zagadki kryminalne w Nowym Jorku i od czasu do czasu nawiedzają go flashbacki z bogatej przeszłości. Wystarczy zrobić ctrl+c, ctrl+v, zmienić "New Amsterdam" i Nikolaj Coster Waldau na "Forever" i Ioan Gruffudd i więcej opisu nie trzeba. Serio, te dwa seriale są do siebie bliźniaczo podobno mimo, że dzieli je zaledwie 6 lat emisji. Wprawdzie bohater serialu ABC pracuje w biurze koronera, ale w serialach tego typu bohater zawsze jest w centrum zagadki kryminalnej nawet jeśli technicznie powinien siedzieć w piwnicy i kroić ciała. Jakie opinie o serialu mimo aspekty klonowania? Podobno kobiety mogą popatrzeć na Iana, a mi podoba się logo. Zmęczeni Castle i szukający przyjemnego i niezobowiązującego procedurala mogą spróbować. I chyba tylko oni. Mała ciekawostka - w serialu gra Joel David Moore, który w Bones również zajmował się badaniem trupków.

How To Get Away With Murder - nazwisko Shondy Rhimes miało zagwarantować hit i tak też było. Opowieść o silnej profesorce prawa kryminalnego granej przez Viole Davis przyciąga przed telewizory miliony osób. Jest to zasługa umiejętnego pokazywania akcji, rzucania fałszywych tropów, angażujących flashforwardów, niejednoznacznych postaci i dramatów obyczajowych głównych bohaterów. Przynajmniej w oczach przeciętnego widza. Dla mnie jedyną zaletą było umiejętne łączenie kilku linii czasowych i zabawa z widzem w kotka i myszkę jak w pierwszych trzech sezonach Damages. Niestety całość została zapakowana w fatalny dramat prawniczy gdzie kolejne sprawy są tylko pretekstem by wypełnić czymś 40 minut odcinka. Nie udało mi się też nawiązać sympatii z bohaterami. Rozumiem czemu serial może się podobać, ale to nie moja piaskownica.

Manhattan Love Story - kolejna komedia o związkach osadzona w Nowym Jorku. Ileż można wałkować ten sam temat?! Trailer wygląda odpychająca, a werbalizacja myśli głównych bohaterów, która miała wyróżniać ten tytuł jeszcze bardziej go pogrąża. I nie są to tylko moje wrażenia bo MLS została pierwszym anulowanym serialem tego sezonu. Nikt nie będzie po nim płakał.

Selfie -pierwsza myśl związana z tym serialem to ekscytacja z powrotu Karen Gillan do telewizji. Potem przyszedł czas na zapoznanie się z opisem serialu i obejrzenie trailera. I jest tragicznie. Kobieta opętana rządzą internetowej sławy zostaje upokorzona, zaczyna się zmieniać i zakochuje się. Czyli kolejna historia o miłości tylko zabarwiona otoczką social media. Jest nudno, żenująco nie śmieszenie i paradoksalnie brak szkockiego akcentu Karen to najmniejszy problem tego serialu. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że Selfie zostało już anulowane. To teraz trzymamy kciuki by Gillan zagrała w serialu z gatunku fantasy/sci-fi.

Marvel's Agent Carter -najbardziej oczekiwany serial ABC i kolejny kroczek Marvela w budowanie swojego spójnego Cinematic Universe. Tym razem bez superbohaterów, supermocy, superzłoczyńców i planu zniszczenia świata/galaktyki. Przynajmniej na początku. W centrum jest Peggy Carter, silna kobieta, weteranka II Wojny Światowej, prawie dziewczyna Kapitana Ameryki i superszpieg, która po zakończeniu wojny zostaje odsunięta w cień przez mężczyzn. To serial o radzeniu sobie w nowym świecie, odnajdywaniu swojej drogi i prezentujący retro szpiegowską historię stylistycznie przypominającą Alias. Fun miesza się tu z mrokiem, poważne tematy z lekko napisanymi dialogami. Jest dobrze, polecam. Pierwszy sezon ma mieć 8 odcinków i opowiadać spójną historię. Jeśli oglądalność dopisze w przyszłym roku dostaniemy więcej Peggy Carter.

Secrets and Lies - mężczyzna podczas joggingu znajduje ciało chłopca. W wyniku policyjnego śledztwa zostaje oskarżony o morderstwo, którego nie popełni, a jego rodzina i on sam muszą zmagać się z medialną nagonką. Po zwiastunie moje jedyne uczucie to obojętność. Nie wyobrażam sobie by ten serial mógł mnie przyciągnąć do ekranu, a część twistów można już przewidzieć. Do tego wszystko rozpisane w takim typowym amerykańskim i antyklimatycznym stylu, że odechciewa się interesować tą produkcją.

The Whispers - serial o kosmitach próbujących przejąć władzę nad światem! Za pomocą dzieci... Szykuje się kolejna okropna telewizyjna historyjka. Czemu nie warto oglądać widać na zwiastunie. Jeszcze mniej zaufania budzi Soo Hugh jako producent wykonawczy, który może się pochwalić (?) pisaniem scenariuszy do Zero Hour czy Under the Dome. Nie zachęca również nazwisko Stevena Spielberga jako producenta czy raczej twarzy bo wątpię żeby przeczytał scenariusz do pilota. Premiera 3 marca jeśli nie udało mi się odstraszyć.

Moja ramówka - Galavant, Marvel's Agent Carter, Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D.
Moje anulowania - How To Get Away With Murder, Castle, Suburgatory

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #119 [05.01.2015 - 11.01.2015]

Świąteczno noworoczne lenistwo dobiegło definitywnie końca. Nie tylko z powodu powrotów i debiutów. Jest co oglądać i tak będzie do wakacji z niewielkimi przerwami na nadgonienie zaległości, które w dzisiejszych czasach są nieuniknione. Trudne być ze wszystkim na bieżąca skoro co miesiąc pojawia się nowy, godny uwagi serial. Wypada również śledzić trendy, newsy i drobnymi kroczkami nadrabiać klasykę. A newsów ostatnimi czasy dostatek, pod tym względem najbogatszy tydzień od kilku miesięcy, a być może od wakacyjnego San Diego Comic-Con. Czemu? Odpowiedz stanowią trzy literki TCA. Ponad dwutygodniowy maraton paneli i spotkań dziennikarzy z całego świata z przedstawicielami stacji telewizyjnych. Tfu platform telewizyjnych. Od Netflix, przez Discovery po HBO. Wszyscy, którzy robią seriale chcą się zaprezentować i sprawić, że się będzie o nich mówiło. I już jest o czym. Zapraszam do długiego przeglądu newsów, głównie opierającego się na wydarzeniach z Los Angeles.

Jednak na przekór zacznę od oglądalności. Wiem, że niewiele osób to ciekawi, przecież jakieś cyferki nie mają wiele wspólnego z poziomem serialu. Nie mają, ale na ich podstawie można stwierdzić czy można zacząć się już martwić o ulubiony serial lub zacząć nowy. Tym bardziej jeśli zostały wyemitowane dopiero pierwsze odcinki. Jeśli oglądacie Empire możecie spać spokojnie. Hip-hopowa soap opera niby została zjechana przez sporo serwis i większość polskich widzów tak amerykanie serial polubili. 9,9 mln widzów (rating 3.8) to najlepsza premiera FOX od kilku lat. Jeśli spadek przy następnym odcinku nie będzie gigantyczny można spodziewać się drugiej serii. Gorzej wygląda sytuacja Marvelowej Agentki Carter. Debiut przy 6,9 mln (1.9) może odrobinę martwić. Zaskakująco dobrze spisał się Galavant. 7,42 mln (2.0) można by potraktować jako dobry prognostyk gdyby nie sposób emisji serialu. Cztery tygodnie po dwa 20 minutowe odcinki. ABC będzie miała nie lada orzech do zgryzienia jeśli oglądalność utrzyma się na tym poziomie. Tym bardziej, że stacja zapewne sama jest zaskoczona z dobrego wyniku.

Tyle nudnych cyferek. Więcej nie będzie. Chyba, że ktoś zastanawia się nad przyszłością jakiegoś serialu. Z chęcią pomogę. Teraz coś przyjemniejszego. Daredevil. Kolejna cegiełka w budowaniu Marvel Cinematic Universe i pierwsza w jego bardziej dojrzałej części. Matt Murdock rozpocznie swoją krucjatę już 10 kwietnia. Zgodnie z Netflixową tradycją 13 odcinków zostanie wyemitowane jednocześnie. Trailera wciąż brak, można jedynie zobaczyć pierwszy plakat. Gorsze wiadomości dla ludzi czekających na pozostałe seriale prowadzące do The Defenders. Ekipa A.K.A. Jessica Jones, który ma zadebiutować po Daredevil, jeszcze nie wyszła na plan zdjęciowy. Netflix i Marvel nie chcą się śpieszyć i przerwa między tymi dwoma serialami może wynieść rok chociaż są szanse na debiut jeszcze w 2015. Chyba nie ma co liczyć na The Defenders w 2016 skoro nie wybrano jeszcze aktora mającego wcielić się w Iron Fist.

Nie tylko Daredevil doczekał się daty premiery. Również Netflixowe Unbreakable Kimmy Schmidt i Bloodline mają wyznaczone dni debiutu. Komedia od Tiny Fey, pierwotnie mająca pojawić się na NBC zawita pod nasze strzechy 6 marca. Natomiast mroczny dramat o rodzince z Florydy gdzie gra Kyle Chandler dwa tygodnie później. Dalej nic nie wiadomo o piątej serii Arrested Development. Wszyscy chcą, ale ciężko zgrać terminy bo obsada ma inne zobowiązania. Wracając do dat. Najbardziej wyczekiwaną jest 12 kwietnia, dzień gdy nadejdzie zima. Tak, nowe Game of Thrones już za równe trzy miesiące. Tego samego dnia debiuty 2 sezonu Silicon Valley i 4 Veep. 5 kwietniu na 7 ostatnich odcinków wróci również Mad Men. Więc jeśli ktoś ogląda tylko zakończone seriale (co nie jest takie głupie) może się powoli szykować do seansu z piętnastokrotnym zdobywcą Emmy i właścicielem czterech Złotych Globów. Wielbiciele pewnego hotelu, specyficznego młodzieńca będącego miłośnikiem muzyki klasycznej i zabaw pod prysznicem oraz jego zaborczej matki będą mogli powrócić do Bates Motel 9 marca. Czekający na zastrzyk adrenaliny w Stricke Back po nową dawkę sięgną niesprecyzowanego dnia tego lata. Natomiast smakosze mózgów, miłośnicy Rose Mciver i Veronicy Mars zasiądą do seansu iZombie 17 marca. Moim skromnym zdaniem to jedna z najlepiej zapowiadających się nowości (link do zwiastuna gdzieś niżej i tutaj). Serial zostaje sparowany z The Flash więc jest nadzieja na dobrą oglądalność. Tej nadziei jest mniej przy The Messengers. Nowości w piątki to nie jest dobry pomysł. Premiera tak jak Daredevil - 10 kwietnia.

Ostatnio gdybałem trochę o Ash Vs. Evil Dead i jak na zawołanie jeden z bossów Starz wyjawił kilka informacji. Zaskakujący jest format - 30 minutowe odcinki, jak z komedii. Wierzę, że będzie działało. Serial będzie kręcony w Nowej Zelandii, ale jego akcja ma mieć miejsce na amerykańskich przedmieściach. Czyżby więc kanoniczne miało być kinowe zakończenie Army of Dakrness, w którym Ash wraca do naszych czasów? Data premiery na przełomie trzeciego i czwartego kwartału więc zostało jeszcze trochę czasu i koncepcja może ulec drobnym zmianom. Wciąż nic nie wiadomo o Jean Leavy w obsadzie.

W kolumnie z nekrologami dwie pozycję. Happyland znika po pierwszej serii. Dawno śmierć serialu nie była dla mnie tak obojętna. Bardziej przejąłem się zniknięciem Covert Affairs po 5 sezonach. Widziałem pierwszy i mi starczy. To był zwykły sensacyjnaik z sympatyczną bohaterką. Można oglądać. Na chichot historii zasługuje fakt, że serial miał więcej nominacji do Złotych Globów niż The Wire. Wystarczyła jedna dla Piper Parebo grającą główną bohaterkę. To tylko podkreśla bezsensowność tego rodzaju gali i nagród. Prawdziwą wielkość zweryfikuje czas.

Równowaga w tym tygodniu nie została zachowana i to jasna strona mocy osiągnęła przewagę. Dwa anulowania i aż 10 przedłużeń. Wszystko dzięki The CW, która nie chcę się bawić w trzymanie widza w napięciu i zamawia nowe sezony dla niemal całej swojej obecnej ramówki. I tak Supernatural z 11, The Vampire Diaries z 7 Arrow z 4, Reign z 3, The Orginals z 3, Jane the Virgin z 2, The Flash z 2 sezonem. I zasługujące na oddzielne zdanie The 100 z 3 serią. Tak! Jeden z moich ulubionych seriali doczekał się przedłużenia. To dobra okazja by otworzyć szampana lub winko. Szkoda, że nie mam takowego pod ręką... Na szósty rok z FOXem zostanie Bob's Burgers, a drugiej serii doczekało się Marco Polo co znając politykę Netflix nie jest dużym zaskoczeniem.

Zanim przejdę do listy trailerów chwilka na aktorów mających pojawić się w telewizji w najbliższych miesiącach. Edward James Olmos (Admiral fracking Adama!) zagości w Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. a jego pojawianie oczywiście będzie miało ogromne konsekwencję dla bohaterów. Seriale z uniwersum DC/CW również zaciągnęły na swój pokład prawdziwego badassa. Samego Spartacua. Liam McIntyre zagra w The Flash. Jako, że wcielając się w Wheather Wizard dołączy tym samym do grupy Rogues powinien w przyszłości kilkukrotnie powrócić. John Travolta po 35 latach wraca do telewizji (nie licząc drobnej, gościnnej rólki z zeszłego roku). Zagra Roberta Shapiro w American Crime Story, które opowie historię procesu O.J. Simpsona. W pozostałych rolach Cuba Gooding Jr., Sarah Paulson i David Schwimmer czyli na bogato. Natomiast do obsady 2 sezonu Fargo dołączyła trójka znakomitych aktorów - Ted Danson, Jean Smart i Patrick Wilson. Serialowy spin-off filmu braci Coen to moja największa zaległość zeszłego roku i mam nadzieje, że uda mi się nadrobić do premiery nowych odcinków, które pojawią się jesienią.

Żeby było ciekawiej trailery w losowej kolejności z króciutkim komentarzem:
- cliffhanger Arrow dalej trzyma was w niepewności? Chcecie wgląd w przyszłość? Zapraszam. Tylko czy warto? Po tym co zaprezentował serial czekanie na emisję i następnie lawirowanie między spoilerami do czasu obejrzenia odcinka jest równie przyjemne co zaspokojenie swojej wiedzy. Lub ja jestem taki dziwny, że podoba mi się niewiedza. Nowe Arrow już 22 stycznia.
- Black Sails okazale wygląda na trailerze 2 serii. Tylko co z tego skoro przy pierwszej było podobnie. Dla kilku wątków nie zamierzam wracać.
- Last Week Tonight with John Oliver to program satyryczno informacyjny, który ma lepszy resercz niż tradycyjne media. Ma też Johna Olivera i dla niego warto oglądać. Nie przekonani? To rzucicie okiem na niecodzienne promo, które też was nie przekona, ale zmusi do uśmiechu. 
- Fortitude zapowiada się na poważny dramat z gęstą atmosferą. Małe miasteczko na Alasce i morderstwo. To może się udać. 
- po 30 sekundach z Battle Creeck miałem mieszane odczucia. Po pełnym zwiastunie wiem, że tego nie sprawdzę. Niby Vince Gilligan, ale zbytnio czuć piętno ogólnodostępnej stacji.
- po kilku teaserach Better Call Saul miałem mieszane odczucia. Po pełnym zwiastunie nie mogę się doczekać. Bo Vince Gilligan w kablówce.
- 30 sekund z powrotu The Flash. Wygląda dobrze, ale równie dobrze mogło nie być tego proma.
- udana reklamówka The Walking Dead. Niby minuta materiału nakręconego specjalnie na potrzeby marketingu, a potrafi zaciekawić bardziej niż zwiastun złożony z miksu starych/nowych scen. Jest klimat, są ulubieni bohaterowie i walka o przeżycie. I Rick z brodą chcący zostać drwalem. Czyżby miało to oznaczać zbliżający się koniec serialu?
- w końcu jest! Pierwszy długi zwiastun iZombie. I przez to jeszcze bardziej czekam na ten serial. Będzie hit, czuję to. Jeśli możecie to pomóżcie wysyłać pozytywne fluidy i namawiajcie swoich amerykańskich kolegów by zasiedli do telewizora. 

Między napisaniem blognotki, a jej publikacją miała miejsce gala rozdania Złotych Globów. Tutaj można przejrzeć listę zwycięzców. Komentarza nie będzie bo nie znam się na sukienkach, ale Tina i Amy były jak zwykle urocze, a nagrody nic nie znaczą. Chociaż cieszy różnorodność i honorowanie nowych seriali. Tyle w tym temacie. 

MOŻLIWE SPOILERY

Galavant S01E01 Pilot
Na ten serial czekałem bardziej niż na Agentkę Carter. I dużo bardziej martwiłem się o jego jakość. Pierwsze zapowiedzi nie nastrajały optymistycznie. Musical w klimatach fantasy na ogólnodostępnej stacji. Wróżyłem wielką klapę. A potem przyszedł trailer i zakochałem się zaczynając przy tym trzymać kciuki by całość była utrzymana w podobnym stylu. I jest! Faceci w rajtuzach w wersji śpiewającej. Mnóstwo przesadzonych żartów, campowa stylistyka i świetnie napisane piosenki pełne humoru i udaną choreografią. Nie do wszystkich to trafi, trzeba lubić absurd i granie na konwencji. Ja to kupuje i ubolewam, że serial będzie obecny w telewizji tylko przez cztery tygodnie.

Zaskoczyłem się trochę pod względem fabularnym. Zamiast prostej opowiastki o bohaterze ratującym księżniczkę i złym królu dostaliśmy mieszankę motywów. Zły król jest pierdołowaty, ukochana Galavanta przekłada bogactwo nad miłość, główny heros ma depresję, a dama w opresji wcale nią nie jest. Dobrze bo to wszystko będzie procentowało w przyszłości ciekawymi konfrontacjami między bohaterami. Już nie mogę się doczekać muzycznego pojedynku Galavanta z ukochaną.

OCENA 5/6

Galavant S01E02 Joust Friends 
Uwielbiam bezpretensjonalność i zabawę konwencją w tym serialu. Dzięki temu dostałem najmniej epicki pojedynek rycerski ever. Jeden pijany, drugi przećwiczony, żaden nie może się ruszyć, a muszą walczyć. O kuraka i klejnot. Szkoda, że nie było do tego żadnej piosenki w wykonaniu narratora/błazna. Równie fajnie bawiono się pairingem. Zbliżenie do siebie postaci Galavanta i Isabelli oraz Richarda i Madaline wyszło komicznie. Tak jak skrócony trening dla bohatera. Jednak najlepszy w odcinku był kuchcik z zdziecinniałym Richardem. Dawno tak głośno nie śmiałem się na serialu jak scenach z tą dwójką. Humor jaki jest tutaj prezentowany jest niespodziewany i sceny zaskakują swoją absurdalnością przez co tak dobrze się to ogląda. 

OCENA 4.5/6

Marvel's Agent Carter S01E01 Now is Not the End
Marvel miał dużo do udowodnienia tym serialem, zwłaszcza osobą rozczarowanym Agents of S.H.I.E.L.D. I muszę przyznać, że udało im się wyjść z tego zadania obronną ręką. Wprawdzie po pilocie pierwszego serialu MCU pisałem to samo, ale tutaj widać większy potencjał i struktura serialu powinna sprzyjać pisaniu lepszych historii. Wszyscy wiemy jak kończy się historii Peggy, kim jest Howard Stark i SSR. Dodatkowo ekspozycja nie będzie potrzebna teraz trzeba tylko wypełnić znane motywy nowymi i zabrać widza w podróż z tymi jakże charakterystycznymi postaciami. I trzymać kciuki za oglądalność by na jednym sezonie się nie skończyło bo serial jest tego warty.

Jeśli miałbym do czegoś przyrównać Agent Carter byłoby to Alias. Obydwa seriale mają silną kobiecą bohaterkę, wątki szpiegowskie z przebierankami włącznie oraz nacisk na życie osobiste heroin. Bo ten serial to nie tylko pure action fun, ale również obyczajówka o kobiecie szukającej swojego miejsca w nowym świecie. Świecie, o który walczyła i minął się z jej oczekiwaniami. Świetnie ogląda się nadmierny protekcjonizm mężczyzn czy ich lekceważącą postawę wobec kobiet. Tym bardziej, że ta kobieta jest silna i potrafi skopać szowinistyczne tyłki. Tak, mam coś w sobie z feministki.

Odcinek ma doskonałe tempo, jest szybki, dużo się dzieje, ale akcja nie przyćmiewa bohaterów, którzy są na pierwszym planie. Świetna chemia Peggy z Garvisem (gdzie odwrócono stereotypy i to on jest ciapowatym sidekickem). Równolegle prowadzone jest kilka wątków - tajemna organizacja Lewiatan, Stark jako zdrajca, tajemnica Jarvisa oraz historie w SSR. Na nudę nie ma co narzekać i powinno zabraknąć irytujących fillerów. Osobiście jestem trochę rozczarowany postaciom Lyndsy Fonseca. Sorry, ale Alex skopałaby tyłek Peggy Carter. Cicho liczę, że okaże się ona agentką Lewiatana (naciągane) lub na jej przykładzie zostanie pokazane szkolenie na agentkę, a potem wspólne misję z Peggy.

Zwykle seriale z epoki na antenie ogólnodostępnych stacji odrzucają mnie z uwagi na niski budżet i wszechobecną sztuczność oraz traktowanie realiów historycznych jako pretekst do założenie kostiumów, a zapomina się o warstwie obyczajowej. Tutaj tak nie jest. Jest bogato od detali, czuć klimat lat '40. Tworzą go stare samochody, muzyka i dekorację. Oraz zachowanie bohaterów. Jest dobrze pod tym względem mimo, że serial czasem musi uciekać do sztuczek reżyserskich by ukryć niedostatki.. Nie jestem jednak do końca przekonany do stylistyki serialu. Mocno czuć jego komiksowe korzenie (świecąca tajna broń), ale jest on przesiąknięty brutalną rzeczywistością gdzie czyny mają swoje konsekwencję. Jestem ciekaw czy na razie jest to testowanie gruntu, próba znalezienie swojej drogi czy świadomy wybór i mieszanie konwencji by fundować emocjonalną huśtawkę u widzą.

Marvel's Agent Carter oczywiście polecam. Serial nie zawiódł oczekiwań i jest doskonałą produkcją w przerwie między kolejnymi odcinkami Agents of S.H.I.E.L.D. Liczę jednak, że stanie się czymś więcej niż kolejną przygodą w świecie Marvela i zacznie wywoływać więcej emocji poza "jak fajnie się to ogląda".

OCENA 4.5/6

Marvel's Agent Carter S01E02 Bridge and Tunnel
Trochę się oszukałem. Myślałem, że ABC emitując dwa odcinki Agent Carter po sobie kieruje się tylko kwestiami marketingowymi. Okazało się, że te dwa epizody powinny być jednym długim wprowadzeniem oglądanym łącznie i dlatego tak też zostały wyemitowane. Żałuję, że oglądałem je kilka dni po sobie bo z pewnością odbiór całości byłby pozytywniejszy. Zwłaszcza, że druga połowa jest dużo lepsza. Historia toczy się dalej, Peggy szuka agentów Lewiatana i skradzionej broni, a SSR prowadzi równoległe śledztwo. Przeplatanie się wątków było świetne, każda z postaci miała swoje miejsce w historii i nie czuć było zbędnych scen. Wszystko by budować spójną wizję świata i historii.

Lekkość i fun płynący z oglądania serialu są jeszcze bardziej widoczne. Ekscytująca scena walki na pędzącym samochodzie była wisienką. Działo się mnóstwo rzeczy, a scenarzyści mają wyczucie balansu i nie przeginają w żadną ze stron. Peggy dalej jest cudowna, zadziorna i silna, a Jarvis zabawny zwłaszcza z nią w duecie.

Pochwały wymaga też montaż i jeden wątek prowadzący do jednej doskonale skomponowanej sceny. Audycje radiowe z Kapitanem Ameryką z początku stanowiły udany comic relief oraz pokazywały jak symbol wolności i demokracji stał się kolejnym produktem kapitalizmu, który można spieniężyć (lokowanie produktu!). Jednak jeszcze lepiej wyszło pokazanie kontrastu między dwiema kobietami. Fikcyjną Betty Carver grająca damy w opałach czekające na ratunek Kapitana oraz Peggy Carter, która potrafi o siebie zadbać. Scena pojedynku z grubasem była wyśmienita dzięki przeplataniu jej z making of słuchowiska.

Głównego wątku było tutaj niewiele. Zrozumiałe bo pierw trzeba nakreślić odpowiednią sytuację by kolejne wątki obchodziły. Jest tajemniczy symbol Lewiatana, a potem zacznie się poszukiwanie tajemnej organizacji. Czy będzie ona pochodziła z alternatywnego świata? Skąd ta teoria? Samopiszące maszyny do pisania! Sceny wyjęte niczym z Fringe. I równie klimatyczne. Swoją drogą strasznie dużo podobieństw między Agent Carter, a dwoma serialami Abramsa. Jeśli w kolejnym odcinku Peggy znowu będzie się za kogoś przebierać, a skradziona broń Starka okaże się dziwacznym artefaktem nie będzie już można mówić o przypadku.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E11 Hail Mary
Nie tylko sędzia Cuesta jest miłośnikiem dramatów. Twórcy The Good Wife również przez co fundują kolejny znakomity odcinek zmieniający status quo jak również kładący podwaliny pod finał sezonu szczególnie dla wątku Kalindy. Od kilku miesięcy wiadomo o odejściu Archie Panjabi po tym sezonie i wydaje się, że twórcy przygotowali coś mocnego. Już teraz jej postać znajduje się między policją, a mafią, a przecież jeszcze drugie tyle odcinków przed nami. Osobiście liczę na szczęśliwe zakończenie (na przekór wszystkiemu!), ale znając historię Kalindy i jej zdolność do autodestrukcji ciężko być optymistą.

Wątek Cary'ego znowu był najlepszy. Serial trochę zbyt szybko odkręcił cliffhangera z fall finale, ale zrobił to w doskonałym style więc nie ma co psioczyć. Odcinki z uciekającym czasem zawsze wychodziły w tym serialu, a ten jest jednym z najlepszych. Promyk nadziei, desperackie przeszukiwanie dowodów, chaotyczne telefony i problemy z komunikacją. Działo się. Były też trudne wybory bohaterów, chwilę radości jak i zwątpienia. Świetnie oglądało się nieświadomego Cary'ego biorącego udział w kursie surivalu w więzieniu. Przyjaciele chwytają się Maryśki, a on pogodzony ze wszystkim otrzymuje kolejne wskazówki. Ciekawostka dropsa - wykładowca Cary'ego został zagrany przez Domenicka Lombardozzi, który w Brakout Kings opiekował się ekipą więźniów pomagającą rozwiązywać zagadki kryminale.

Dalej przeszkadza mi izolacja Alicji. Jej wątek jest bardzo dobry, nie mam mu nic do zarzucenia poza tym, że nie ma on wiele wspólnego z większością odcinków, a sama Alicja jest oddalona od innych bohaterów. Chcę jej więcej z Diane i Carym, nie chcę jej w prokuraturze i czekam na pierwsze przegrane wybory przez bohatera, któremu się kibicuje. To byłby zwrot akcji. Skorumpowany Peter odnosi kolejne sukcesy, a dobra żona Alicja przegrywa mimo głównie altruistycznych pobudek. Jednak jeszcze trochę na to za wcześniej. W odcinku najlepsze były debaty z oponentami oraz kłótnia Eli z Elfmanem. Oraz śmiech Alicji na końcu. I ten zaskakujący pocałunek, który może nic nie znaczyć. Świetnie pokazano jej przemianę po tym gdy nareszcie usłyszała dobre wieści. I ta muzyka, idealnie podkreśliła klimat.

OCENA 5.5/6