Pokazywanie postów oznaczonych etykietą True Blood. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą True Blood. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 września 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #101 [01.09.2014 - 07.09.2014]

Sezon się zbliża. Niby banalne stwierdzenie, wszyscy zainteresowani telewizją o tym wiedzą, ale nie zmienia to faktu, że już się nie mogę doczekać. Niemalże odliczam każdy kolejny dzień, ciesze się z każdej oderwanej kartki od kalendarza i marzy mi się by już położyć łapki na nowościach i wielce oczekiwanych powrotach. Przy całym tym entuzjazmie jestem pełen obaw. Nie o jakość bo wiadomo, że z tym będzie różnie, a o czas. Wakacje to dość spokojny okres, bez pośpiechu można oglądać seriale nie robiąc sobie zbyt dużych zaległości. To też moment na filmy, książki, gry czy komiksy. Jednak od 21 września większość wolnego czasu będą pożerały seriale. I tak do połowy grudnia i świątecznej przerwy. Przeraża mnie to tym bardziej, że wraz z wiekiem doba ma irytującą właściwość kurczenia się. Liczę, że przynajmniej 15 odcinków tygodniowo uda się obejrzeć, a gdy nie będzie się udawać skróci się czas na sen. Podobno 5h wystarczy do normalnego funkcjonowania. 

Od dłuższego czasu coraz mniej uwagi przykładam do newsów. Jasne, przeglądam Feedly, jestem na bieżąco z wydarzeniami, ale czytam głównie nagłówki. Powody są dwa. Główny to spoilery. W wakacje trzeba z nich korzystać by jakoś dociągnąć do nowe, pełnoprawnej dawki. Jednak delikatnie, jedynie jakieś wywiady i zwiastuny sezonów. Potem się odcinam od trailerów kolejnych odcinków, ewentualnie podczas dłuższej przerwy coś tam obejrzę. Bo jak tu wytrzymać gdy był jakiś ogromny cliffhanger?! Drugi powód jest bardziej prozaiczny. Powtarzalność i dezinformacja. To pierwsze ostatnio rzuciło mi się w oczy podczas kolejnych newsów o Daredevilu. W ciągu ostatniego miesiąca były oddzielne wiadomości dotyczące bardziej dojrzałego podejścia niż w innych Marvelowych produkcjach oraz o połączeniu sił bohaterów w The Defnders. I wszystko ok, gdyby nie było to wiadome od czasu pierwszych informacji o serialu. W takich momentach zadaje sobie pytanie - po co na bieżąco śledzić kolejne nowinki skoro równie dobrze można raz na miesiąc zrobić szybki przegląd. Tylko wtedy miałbym wrażenie, że coś mi umyka, a tego bym nie zniósł. Jednak miałem napisać o dezinformacji. W mijającym tygodniu spadła bomba, że piąty sezon Gry o Tron będzie bez Hodora co prowadziło do konkluzji w postaci braku wątku Brana. Parę dni później natomiast okazało się, że jednak Bran będzie i ciśnienie opadło. Zupełnie niepotrzebna afera, która miała na celu zwiększenie ilości klików na stronach co ostatnio jest smutnym standardem. Dziwne, że tak mało portale internetowe piszą o porno. W końcu nic nie ma takiej oglądalności w internecie jak niemieckie fikołki. Dobra żartowałem tzn. żartem było moje dziwienie się. Na Hataku niedawno pojawił się spis porno parodii sci-fi/fantasy i kilka artykułów z okazji 1 września. A kliki lecą. Klik, klik, klik.

Co takiego mam dla was w tym tygodniu prócz standardowego zbioru zamówień, anulowań i zwiastunów? Dwie wiadomości dużego kalibru. HBO przygotowuje The Wire w wersji HD. Tak, jeden z najlepszych seriali w historii telewizji nareszcie dostanie wersję na jaką zasługuje. Ja jednak cicho liczę, że stacja zostanie przy formacie 4:3 zamiast dostosować obraz do 16:9. Taka była intencja Davida Simona i wydaje mi się, że to najlepsze proporcje obrazu dla tego serialowego reportażu z Baltimore. Na zachętę zwiastun. Bez scen, same głosy co tylko zaostrza apetyt.  Może wyjdę na bluźniercę, ale w tym samym akapicie napiszę jeszcze o Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D.. Okazało się, że w pilocie wystąpi Hayley Atwell. Brawa dla ABC/Disney'a za teasowanie w ten sposób Agent Carter. Trochę się martwiłem, że serial dziejący się podczas zimnej wojny będzie zbytnio oderwany od uniwersum, ale jak widać głowy zarządzające uniwersum mają plan. Oby tylko w tym roku Avengers 2 nie zaszkodziło S.H.I.E.L.D. tak jak niemożność ujawnienia wielkiej tajemnicy z Winter Soldier w premierowej serii Agentów.

Skromną kolumnę z nekrologami i narodzinami otwiera Gang Related czyli kolejna ofiara FOX. Jeśli miałbym jakoś spersonifikować tą stację byłby to Rzeźnik z Diablo krzycząc "Ahhh, freash meat!". Drugą ofiarą, ale też szczęśliwcem jest Hemlock Grove. Szczęśliwcem bo mimo anulowania historia zostanie zakończona w trzeciej serii. Serialem który dostał zamówienie jest serial towarzyszący dla The Walking Dead. Czyli coś o czym wiedzieliśmy, ale musiał to powiedzieć ktoś ważny byśmy mogli się tym znowu ekscytować. Jeśli miałbym obstawiać datę premiery powiedziałbym początek 2016 roku. Chciałbym by serial był emitowany już w wakacje, ale raczej wypełni on lukę w przerwie między jedną, a drugą połową 6 sezonu serialu matki. Chciałbym akcję w dużym mieście lub Europie. Na konkrety przyjdzie jeszcze poczekać. 

Uzbierało się trochę zwiastunów więc niecierpliwych zapraszam do lektury:
- druga zapowiedź Z Nation, która trochę straciła w moich oczach, ale oczywiście sprawdzę. Opinia prawdopodobnie w następnym numerze mojej cotygodniowej gazetki.
- pierwsze promo Sons of Liberty czyli miniserialu od History o narodzinach strażników teksasu. Spodziewałem się czegoś kameralnego, a tu szykuje się niezłe widowisko. Szkoda, że w gościnnej roli nie będzie Chucka Norrisa.
- minutowy teaser America Horror Story: Freak Show. Zapowiedzi tego serialu lubię, ale oglądać jeszcze nie oglądałem. Boję się. Dosłownie.
- 30 sekund z Marvels' Agents of S.H.I.E.L.D.. To będzie dobry sezon. Musi być.
- aż 1,5 minuty z nowego Arrow. Wygląda ok, ale za duży mam uraz do tego serialu by się nim jeszcze ekscytować. Chyba bardziej czekam na pilot The Flash.
- na deser zapowiedź The Good Wife czyli jednego z najlepszych seriali ogólnodostępnych stacji. Trzy słowa - Florrick, Agos & Lockhart!

SPOILERY
 
Doctor Who S08E02 Into the Dalek
- niby odcinek się przyjemnie oglądało, szybko zleciał i był przyzwoity pod względem momentów do pośmiania się i poważnych oraz efektów specjalnych tak czegoś mi w nim brakowało i sporo rzeczy nie pasowało do siebie. Znowu była mroczna przygoda, zastanawianie się nad tym jakim człowiekiem jest Doktor podczas spotkania z jego największym wrogiem i zakończenie pokazujące inne spojrzenie na Doktora jako istotne straszniejszą od Daleków.Tylko ja wolałbym jakąś lżejszą przygodę, więcej interakcji Doktor/Clara i skupienie na tej dwójce. Zamiast tego niektóre momenty były przesadnie rozwleczone jak choćby Clara w szkole i przedstawienie Mr. Pinka. Nie tego oczekuje od tego serialu.
- nie podobał mi się też motyw z zmniejszeniem bohaterów i podróż do wnętrza Daleka. Już pal licho, że rozmiary się nie zgadzały, w porównaniu do znanej anatomii Daleków. Irytowała mnie naiwność Doktora, jego brak przewidywania i wpadnięcie na pomysł dzięki Clarze. Niepotrzebne pogłupienia postaci. Doktor ma być tym najmądrzejszym.
- dobra, o co chodzi z niebem? Jakiś alternatywny wymiar? Kieszonkowy wszechświat? Czy inne dziwadło Moffata? Czy tam trafiają osoby, które zginęły przez Doktora i jaki jest w tym cel? Ten story arc może być równie ciekawy co głupi. A propos większych historii. Czy Doktor łącząc się z Dalekem nie przekazał mu wszystkich informacji o sobie przez co wszystkie Daleki wiedzą o Doktorze?
- dziwnie się ogląda Doktora nie przejmującego się śmiercią. Dawniej rozpaczał nad każdym zgonem, nie mógł się pogodzić utratą ludzi, a teraz sobie z tego żartuje.

OCENA 4/6

Outlander S01E02 Castle Leoch 
- pierwszy odcinek mi się podobał, drugi też. Jednak dalej nie ciągnie mnie specjalnie do kontynuacji. Zaufam Moorowi i jeszcze trochę pooglądam bo może się to zmienić w całkiem niezły serialik. Trochę zaczyna mi przeszkadzać przesadne wydłużanie niektórych scen, a niektóre nawet nic nie wnoszą. Flashbacki z poprzedniego odcinka zupełnie niepotrzebne. Sorry, ale tego typu zabieg ma przypominać o ważnych wydarzeniach, a ciężko przecież zapomnieć co dzieje się przed tygodniem. Narracja z offu Clare też trochę nuży, ale to może być wina akurat tego odcinka. Mdły jest też wątek romansowy między Clare i Jamiem, a to niestety oś całego książkowego cyklu.
- podoba mi się za to warstwa wizualna. Pięknie wyglądają kostiumy, szkockie krajobrazy, wystrój zamku i... akcent. Tak, szkockiego się dobrze słucha, a prawdziwą przyjemność mam ze scen, które nie są tłumaczone bo potęguje to więź z Clare, która też jest zagubiona.
- w tle rozwija się powoli wątek szpiegowski i walki o władzę na zamku. Do tego kilka mniejszych intryg i tajemnic. Oby na tym się w przyszłości bardziej skupiono, a nie marnych romansach.
- trochę żałuje, że odcinki mają ok. godzinny. Gdyby było to standardowe 40 min byłaby to idealna propozycja do kotleta.

OCENA 4/6

Power Rangers S01E13 Peace, Love, and Woe
- to był kolejny przyjemny odcinek, odbiegający w pewnym stopniu od utartych schematów. Nie było tradycyjnej walki zakończonej powiększeniem i powtórką teledysku z megazordem. Była historia. Porwanie, misja ratunkowa i niezwykła walka jeden na jeden Billego, który był bohaterem odcinka i Woe. Więcej takich niespodzianek.
- szkoda tylko, że występ Marge był jednorazowy. Co z tego, że wątek miłosny jej i Billego wyglądał jak z niskobudżetowego. Fatalne dialogi, gra aktorska, sposób nawiązania więzi między tą dwójką i potem wzajemne zrozumienie. To się autentycznie przyjemnie ogląda jeśli weźmie się pod uwagę, że to Power Rangers. Śmiałem się bo serial zdaje sobie z tego sprawę i wszyscy dobrze się bawili to produkując.
- w odcinku podobały mi się też sceny walk i całkiem efektowne finałowe starcie. W cywilnych potyczkach z kitowcami widać jak osobowość bohaterów wpływa na ich styl walki. Tańczący Zack czy Kim używająca ćwiczeń gimnastycznych. Niektóre fragmenty wypadły całkiem nieźle, dlatego zupełnie niepotrzebne były zabawy z kamerą i irytujące kilkukrotne powtarzanie tej samej sekwencji.
- gdy skończę Mighty Morphin  (żeby pierw oszczędzić spoilerów, hehe) będę musiał poszukać filmiku-kompilacji z wszystkimi momentami gdy Mięsniak wpada w ciasto, śmieci lub cokolwiek innego. To po prostu musiało powstać.

OCENA 3.5/6

Teen Wolf S04E11 A Promise to the Death
- odrobinę przeszkadza mi sposób w jaki rozłożono napięcie w tym sezonie. Poszczególne wątki były szybko budowane, straszne nagromadzienie motywów i pełne ręce roboty dla bohaterów. Tylko, że "główna" historia z Deathpool skończyła się w poprzednim odcinku przez co teraz nie czuć było, że to przedostatni odcinek. Oglądało się fenomenalnie, ale posiadanie wiedzy ile jeszcze odcinków do końca sezonu psuło trochę radość. Trochę też za późno zaskoczyły niektóre rzeczy. Kate i Peter niemal cały czas czaili się w kanałach i teraz ciężko ich uważać za głównym przeciwników sezonu. Coś mi się wydaje, że ta dwójka dopiero rozkręci się w S05.
- jednak jak napisałem, dalej czerpałem frajdę z lektury. Z tych spokojniejszych scen przyjemna byłą konfrontacja Scotta z matką i oddanie pieniędzy Derekowi co bardzo dobrze pokazało więź między tą dwójką. Dobrze wypadły też problemy Liama, który cierpi na traumę po wcześniejszych doświadczeniach. Pewnie łatwo to zostanie rozwiązane, ale przyjemnie patrzeć jak bohaterowie cierpią nie tylko w fizyczny sposób.
- niemal cały czas narzekam na sposób realizacji walk w serialu, ale tym razem muszę pochwalić. Pierwsze starcie Deatona z wendigo było przedsmakiem przed pojedynkiem Scotta z Kate. Montaż trochę przeszkadzał, dużo irytujących cięć, ale umiejętnie używano slow-mo, czuć było siłę ciosów oraz różnorodność, a nie głupie nakładanie na chama. Ogólnie wizualny styl odcinka również zasługuje na pochwałę. Cieszą takie detale jak zbliżanie na włącznik od lampy, pokazanie koszmaru Liama czy boiska do lacrossea zasnutego mgłą.
- jak zwykle początek odcinka zasługuje na oddzielny akapit. Wendigo znęcający się nad człowiekiem i ratunek z strony Deatona już był wystarczająco dobry. A potem nadeszła wizyta w Eachon House i spotkanie z trójokim więźniem otwiera zupełnie nowe możliwości rozwoju fabuły.
- finał zapowiada się dobrze. Pewnie powróci wątek Benefactora, ale głównym motywem powinien być Scott jako berserkek polujący na swoich przyjaciół. Czyżby miał kogoś zabić? Takie coś byłoby doskonałym puntem wyjścia dla kolejnego sezonu.

OCENA 5/6

True Blood S07E04 Death is Not the End 
- walczę dalej, bo oglądaniem tego nie można nazwać. Z wielkim trudem przychodzi mi włączanie kolejnych odcinków, a to tylko dla garstki moich ulubieńców dzięki czemu jakieś 10 min na odcinek jest całkiem znośne plus niespodziewane onelinery. Z tym epizodem było to samo. Ale muszę przyznać, że całkiem fajnie się zaczął dwoma telefonami z informacją o śmierci. Dobre dialogi, gra aktorska i postawienie głównych postaci w samym centrum. Szkoda, że później było standardowo czyli nudno. Znowu powtórzę ten sam zarzut - serial na siłę stara się być poważny i udaje, że jest ambitniejszy niż w rzeczywistości. Rozprawia o śmierci, ale robi to w sposób nudny i nieinteresujący. Rozmowa Sookie z dziećmi Arlenee, jej wizja Terryego czy odwiedziny u zony Kevina (who te fuck is Kevin?) to coś zupełnie niepotrzebnego. Jednak patrząc na luźniejsze sceny wcale nie jest lepiej. Akcja w Fangtasii niesamowicie nudna, a to miała być główna  zaleta odcinka. Brakowało też relacji między postaciami i do znudzenia były powtarzane najnudniejsze wątki i trójkącik Sookie/Eric/Bill. Ile można?! Jak dobrze, że w takich momentach jest Pam. Zabrakło też scen Will/Eryk czy Violet/Jasona. Nie mówiąc już o okropnym wątku Jessicy. I jeszcze ta deus ex machina z tajnym przejściem, które zostało wspomniane w siódmym roku serialu.
- okropnie mnie rozczarowały flashbacki. Odarły z tajemniczości Eryka. Serio? On i Pam dali radę przez ok. 20 lat prowadzić wypożyczalnie wideo? I jeszcze Ginger wpadająca na pomysł baru. Wolałbym tego nie wiedzieć. Decyzja Zwierzchnictwa o powodach zrobienia z Eryka szeryfa zupełnie irracjonalna. Dziwię się, że aż tyle przetrwali.

OCENA 2/6

wtorek, 5 sierpnia 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #96 [28.07.2014 - 03.08.2014]

Cztery odcinki w tydzień. Dawno nie było tak źle, ale spodziewałem się tego. To konsekwencje Comic-Conu. Zamiast włączyć Masters of Sex czy kolejny Halt and Catch Fire ja oglądam kolejne wywiady i panele. Czy to z obsadą SHIELD, przecudowną Tatianą Maslany lub Bryanem Fullerem. I jestem daleki od końca. Część z nich przepadnie na zawsze bo wrzucę do zakładkowego folderu "Do oglądania", ale większość pewnie obejrzę do końca tygodnia. Akurat by wyrobić się z nadrabianiem seriali przed wrześniem, a we wrześniu jak to we wrześniu szykuje się kompletne szaleństwo. Nawet nie chcę liczyć ilu serialom dam szansę. Na szczęście okres gdy oglądałem niemal wszystkie piloty mam już za sobą. Teraz więcej seriali leci do kosza niż na watchlistę, którą i tak udało mi się jeszcze bardziej odchudzić. Żegnaj Castle. Żegnaj Homeland. Żegnajcie wampiry z The Strain. Skoro zmuszałem się do włączania kolejnych odcinków najwyższy czas by się ich pozbyć. Do Ricka, Kate i Carrie pewnie jeszcze wrócę. Do The Strain jeśli recenzję po finale będą pozytywne lub przeczytam zachęcający tekst, który odkrywa przede mną głębię tego serialu. Inaczej wolę przez ten czas włączyć dwa odcinki Power Rangers. A wiecie, że na 20 lecie serialu powróci Tommy jako Green Ranger, a szykowany film nie będzie wcale rebootem? Ciesze się jakby to były lata '90, a ja znów zasiadał z kumplami przed telewizorem i na żywo odtwarzał sceny walki.

Przegląd newsowy zacznę może od resztek z SDCC i przeprosin. W zalewie nowinek ominąłem filmik z wpadkami z planu Agents of S.H.I.E.L.D.. I jeśli ktoś lubi serial i też nie widział jeszcze tego filmiku polecam obejrzeć. Zresztą jak każdy inny tego rodzaju. Nie dość, że masa śmiechu to jeszcze można spojrzeć na ulubiony serial w inny sposób. Nie lada niespodzianką było wypuszczenie wideo z okazji 10 lecia Lost. I kurde, oglądając takie filmiki mam ochotę na rewatch. Mimo wad i z perspektywy czasu kaprawego zakończenia z chęcią wróciłbym do tych bohaterów. Z powracających seriali na panelu Sleepy Hollow wypuszczono trailer. Bez szału, ale to i tak jeden z najbardziej oczekiwanych powrotów. W San Diego pojawiła się jeszcze jedna nowość, która mnie interesuje - Dig czyli konspiracyjny thiller z spiskiem dziejowym sięgającym tysiącleci i współczesnym morderstwem. I tutaj trzymam kciuki by wyszło dużo lepiej niż Zero Hour. Jest kablówka więc są na to szansę. Post SDCC do sieci trafiła krótka zajawka Z Nation - zombiaków od Syfy. Wygląda to źle, ale w tym może być urok tego serialu. Niczym niskiej jakości filmów klasy C od Asylum. Z ambitniejszych produkcji ukazała się zapowiedź Kingdom. Brakuje mi jakiegoś dramatu sportowego po zakończeniu Light Out i Friday Night Lights więc liczę, że będzie nieźle. Tylko obawiam się zbyt wysoko zawieszonej poprzeczki. A jeśli jeszcze komuś mało SDCC to tutaj skrót najważniejszych wydarzeń, nie tylko serialowych.

Przez zeszły tydzień obrodziło w zapowiedzi nowych seriali z gatunku sci-fi. Nie wiem ile z nich dostanie zamówienie na pełną serię, ale liczę, że chociaż jeden trafi w mój gust. Five Ghost i Night Mary to komiksowe adaptację czyli dałbym z 25% szans, że któryś z nich powstanie. Studia ostatnio wykupują licencję na wszystko co leci, tak na wszelki wypadek. Lepiej wygląda kolejna dwójka. Colony to serial o inwazji kosmitów od USA Network przypominający trochę V. Pilot już w przygotowaniu. Natomiast Absolute Zero opowie o koloni górniczej i (tadam!) kolejnej inwazji na Ziemię. Z innej beczki - AMC tworzy White City, serial o wojnie w Afganistanie. Stacja jest złakniona kolejnego hitu i powinna ostro teraz eksperymentować bo jedyne jasne punkty na horyzoncie to Better Call Saul i The Walking Dead, a to zdecydowanie za mało. 

Street Fighter Assassin's Fist z drugim sezon! I pewnie teraz sporo osób zastanawia się co to takiego. To kolejny serial internetowy, który okazał się sukcesem. Ja jednak cały czas żałuję, że nie jest to produkcja jakieś wielkiej stacji z odpowiednim budżetem, ramówką, możliwością opowiedzenia pełnej historii i 40 minutowymi odcinkami. Podobnie jak Mortal Kombat Legacy. Tutaj za to wciąż oczekuje jakiejkolwiek informacji o trzeciej serii. 

I na deser prawdziwa perełka - zwiastun Czas honoru - Powstanie. O polskich tytułach nie piszę bo mnie nie interesują. Nawet nie śledzę informacji na ich temat. Jednak z ciekawości odpaliłem tą króciutką zajawkę szumnie zapowiadanej nowości TVP. I jakie to strasznie! Nie wiem kto im to zmontował i wyreżyserował, ale najprawdopodobniej jakiś przeciętny student filmówki dostał projekt zaliczeniowy i podszedł do niego na pandę, a że naoglądał się Amerykańskich filmów wyszedł taki niestrawny pasztet. No bo jak wyjaśnić 30 sekundowe slow motion biegnących żołnierzy i wybuchy w stylu Michaela Baya w tle? Oczywiście wszyscy piękni w mundurach i pełnym wyposażeniu niszczą sobie czołg bez problemu. A podobno to było piekło. Chyba nigdy nie doczekam się filmu wojennego na jaki zasługuje nasza historia.

SPOILERY

Power Rangers S01E04 A Pressing Engagement
- ten odcinek był zły. Znowu powtarzał wyświechtaną formułkę, że w jedności drużyny siła i kluczem do wygranej jest współpraca. Rozumiem, że jest to nośny motyw, ale nie drugi odcinek z rzędu. Słabo wypadły wątki komediowe jak i walka. Przydałoby się więcej dramatyzmu z samotnym Jasonem. Starcie powiększonych wersji takie sobie. Czemu Rangersi nie mogą od razu zmienić się w megazorda zamiast pierw dostawać bęcki?
- Rangersi dostali Kryształy Mocy. Zbroją się dalej, odkrywają kolejne artefakty, ale ten akurat jest nudny. Wolałbym by zamiast tego robili częściej użytek ze swoich broni.

OCENA 2/6

Teen Wolf S04E06 Orphaned 
- świetny odcinek. Dawno nie było tak dobrej pierwszej sceny. Kate budzi się w samochodzie, tajemnicza kaseta, a potem jej przechadzka wśród trupów w apokaliptycznej scenerii. Na deser natomiast jej brak kontroli i zrzucenie bomby o tajemniczych Sierotach. Kolejne rozbudowanie mitologii świata i integrowanie kolejnych wątków - tym razem FBI z światem nadnaturalnym. Prędzej czy później papa McCall dowie się kim jest jego synek.
- odcinek miał dużo zabawnych i dramatycznych momentów. W tych pierwszych bryluje Malia na lekcji. Ona jest cudowna i strasznie się ciesze, że dopisano ją do obsady. W tych drugich to kolejne śmierci, sceny u weterynarza czy próba wydostania się Liama z studni. Głupie, ale dobrze zrealizowane. Głupie bo alfa nie powinien mieć takich problemów z znalezieniem swojego bety. Sceny walki również zawiodły, ale to standard. Chociaż nie można się było nie uśmiechnąć gdy papa Argent boksował się z Berserkerem.
-  Peter będzie szkolił Kate?! To jest prawdziwe zaskoczenie odcinka. Nie żadna śmierć Meredith czy nonamów. Podoba mi się ten twist i nie mogę się doczekać scen napięcia między nimi. Oraz żarcików z umierania. Ta dwójka może się wymienić doświadczeniem. Ciekawe też jak Kate chcę odbudować reputację Argentów skoro już prawie wszyscy nie żyją. Nekromancja?
- Derek przestaje być wilkołakiem. To jest dziwne i nie wiem czy mi się podoba. Potencjalnie fajny wątek, ale może mieć głupie następstwa jak Scott pragnący tego samego. Oby były jakieś konsekwencję. I ciekawe czemu jego nazwisko złamało kolejną listę. Allison, Aidan, Derek. Co takiego łączy tą trójkę?
- strasznie mi się podobają problemy finansowe bohaterów. Rodzinka Scotta, Lydii i Stilesa cierpią na brak pieniędzy. Wcześniej było to tylko hintowane, ale teraz robi się z tego poważny problem. Może serial nie podchodzi do tego jak Buffy, ale przynajmniej czuć, że bohaterowie żyją w realnym świecie z realnymi problemami. No tylko ta walizka z kasa nierealna. I ciekawe czy Peter się o niej dowie. Może dlatego jest taki zły na Scott na zwiastunie z Comic-Con?
- sure, termiczna garota wcale nie dziwi szeryfa i agenta FBI. Szkoda bo ja myślałem, że jest to jakiś potężny artefakt, za którym kryje się jakaś historia.

OCENA 5/6

The Strain S01E03 Gone Smooth
- przez parę minut po obejrzeniu odcinka po prostu siedziałem i zastanawiałem się dlaczego oglądam dalej. Wymyśliłem tylko wampiry z mackami, które pojawiają się na kilka minut oraz nazwisko del Toro, które teoretycznie się gwarancją jakości. Próbowałem dalej. Myślowo przyjrzałem się postacią, mitologii, dialogom i fabule. I nie znalazłem tu nic dla siebie. Historia toczy się wolniej niż w Breaking Bad, metamorfoza w wampira jest żałośnie płaska, a do logiczności świata mam więcej zastrzeżeń niż pochwał. Pacjent walczący o życie ucieka sobie ze szpitala bo oczywiście nie był podłączony do urządzeń alarmujących. Nikt też nie wpadł na pomysł żeby sprawdzić kamery tylko lepiej biegać na oślep po całej placówce. Idiotycznie wypadło tez samobójstwo. Oczywiście, że policja nie zbada ciała i nie znajdzie zgniecionej dłoni... Irytuje mnie też nierealne zachowanie postaci. Bolivarowi odpada penis, a on nawet się tym nie przejmuje. Pewnie, odrośnie. Nie wiem też jaka była intencja tej sceny? Wielkie WTF dla widza? Mnie specjalnie nie zszokowało. Mam też poważny problem z sowieckim szczurołapem, którego wątek jest zupełnie odrealniony. I znowu miałem rozdziawić usta ze zdziwienia gdy szczury uciekały z Manhattanu? Może jakby nigdy nic wcześniej nie oglądał to tak... Serial nie radzi sobie też z psychologią. Naiwnie pokazuje reakcje ludzi na tajemniczą śmierć, CDC zachowuje się idiotycznie, a rodzinka ocalałego nie przejmuje się, że kochający tatuś może zarazić czymś dzieciaki, ale już żonka martwi się o jego zdrowie...
- dlatego właśnie przestaje oglądać. Wrócę jak się sezon skończy bo dzielnie serialu na tygodniowe epizody wyraźnie mu nie służy. Widać, że to miała być książka i przez to wyszedł serial z fatalnym tempem akcji i wszystkimi nieścisłościami wychodzącymi na wierzch. Jedyna nadzieje w większym rozmachu historii.

OCENA 3/6

True Blood S07E03 Fire in the Hole
- przebijam się przez True Blood dalej. Bo trudno nazywać mi to oglądaniem. Patrze co dzieje się na ekranie, ale okienko playera jest pomniejszone, a w międzyczasie szperam po necie. Uwagę serialowi poświęcam gdy pojawiają się moi ulubieńcy, jest scena seksu lub jakaś akcja lub potencjalnie zabawna scena. Inaczej nie przetrwałbym godziny pseudoegzystencjonalnych dialogów i miałkiej osi fabularnej. Nawet flashbacki są nudne bo stawiają na głowie motywację bohaterów w poprzednich seriach. Serio? Zakochany Eryk w latach '80 i jego konflikt z Zwierzchnictwem? Przecież gdyby miało miejsce wcześniej zupełnie inaczej by się zachowywał. O innych nudnych rzeczach nie chce mi się pisać. Za dużo by tego było. Dobrze, że przynajmniej Pam dalej puszcza wiązanki miłe dla ucha, a Deborah Ann Woll i Karolina Wydra zapewniają dodatkowe atrakcje wizualne. Jest też Sarah! Dobrze ją znowu zobaczyć mimo, że sceny z jej udziałem były idiotyczne.
- matka Hoyta nie żyję. Alcide nie żyję. Potwierdzono też śmierć Tary. Czyżby wszyscy mieli zginąć? Nie mam nic przeciwko. Śmierć wilczka jakoś mnie nie ruszyła. I tak nie wnosił wiele do historii, a na rozwoju bohaterów przestało mi już dawno zależeć. Będzie więcej czasu dla moich ulubieńców.
- ulubiony idiotyzm odcinka - Alcide pytający się Sookie czy nie połknęła zarażonej krwi gdy sam rozszarpał gardło jednemu z nich.

OCENA 2.5/6

niedziela, 20 lipca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #94 [14.07.2014 - 20.07.2014]

Seriale są dziwne. Gdy kończy się sezon dopada mnie uczuci smutku i wiem, że będę tęsknił za nim kilka najbliższych miesięcy. Natomiast gdy już wraca nie mogę się za niego zabrać. Działa to też w drugą stronę. Słaba seria kończy się przeciętnym finałem, a po ośmiu miesiącach można nareszcie odpocząć od bohaterów, których się nienawidzi. Tylko, że mijają dwa kolejne, a ja już obejrzałbym kontynuacje. Tak jest z Masters of Sex i Arrow. Jeden z najlepszych seriali zeszłego sezonu wrócił, a ja jeszcze nie widziałem premiery drugiej serii, a wiem, że skończy się na zachwytach. Za to nie mogę się doczekać Arrow. Nie dla głównego bohatera czy historii. Dodatkowo zapowiedzi twórców o większej roli Lauriel nie nastrajają optymistycznie. Jednak chcę zobaczyć jak będzie działało wspólne telewizyjne uniwersum DC jak szumnie można nazwać The Flash i Arrow chwilowo zapominając o nadchodzącym Gotham i Constantine. Mark Pedowitz, prezydent The CW podczas TCA powiedział  "You will see characters shifting over, villains shifting over, more and more this season.". I to nie byle co. Seriale mają przenikać się w mikro jak i makro skali. Choćby w czwartym odcinku Felicity pojawi się w The Flash, a ósme odcinki obu produkcji będą stanowić jedną, dwugodzinną (minus reklamy) historię. A co jeśli w tym lub następnym sezonie powstanie kolejny spin-off? Wtedy będzie można mówić o pewnym sukcesie DC, które nieudanie próbuje tworzyć swoje filmowe uniwersum i konkurować z Marvelem od lat. Inną ciekawostką z produkcji The Flash jest angaż przeciętnego aktora i obiecującego scenarzysty Wentwortha Millera do roli Captain Cold. Fajnym smaczkiem byłoby jego szybkie schwytanie i danie mu historii w więzieniu.

Stacja The CW zaskoczyła mnie jeszcze dwukrotnie w tym tygodniu. Głównie pozytywnymi opiniami krytyków o Jane the Virgin. Serialu nie mam zamiaru oglądać, ale jeśli Tim Goodman z The Hollywood Reporter zachwyca się serialem od tej stacji to wiec, że coś się dzieje. Dla mnie o wiele ciekawsze jest info o 16 odcinkach drugiego sezonu The 100. Najlepszy serial stacji od lat, dostaje ograniczoną liczbę odcinków (ale o 3 więcej niż przy S01) i to jest dobra wiadomość. Znaczy to mniej miejsca na zapychacze oraz bardziej przemyślaną historię. Ja już się nie mogę doczekać bo ten serial to największe zaskoczenie sezonu jak i skok jakościowy po pilocie. Młodzieżowa krzyżówka The Walking Dead, Lost i Battlestar Galactica, która nie raz potrafi pozytywnie zaskoczyć. 

W zeszłym SPT linkowałem do 20 sekundowego teasera Homeland. Dzisiaj mam dla was minutowy trailer i plakat. Obawy i nadzieje wciąż te same. Muszę jednak przyznać, że sceny w mieście i umiejscowienie akcji w Pakistanie z miejsca zwiększają moje zainteresowanie. Tylko czemu Carrie znowu zmaga się sama ze sobą? Już od dawna mam dość jej choroby, a twórcy dalej postanawiają wałkować ten temat. Teaserek dostarcza dla odmiany stacja FX. Zapowiada on powrót finałowej serii Sons of Anarchy. Premiera już 9 września 105 minutowym odcinkiem. Liczę na dramatyczne i nieszczęśliwe zakończenie SAMCRO oraz szybką zapowiedź prequela z The First 9, o którym od dłuższego czasu opowiada Kurt Sutter. 

Co słychać u seriali wciąż w fazie produkcji? Również dużo dobrego, ale to tylko preludium tego co będzie się działo od najbliższej środy i wielce oczekiwanego San Diego Comic-Con. Już mam ciary na plecach i niecierpliwie przebieram nóżkami. Zwiastun obyczajowego The Affair można potraktować jako przystawkę. Dramat o związkach i obsesji z znakomitą obsadą (Dominic West, Ruth Wilson, Maura Tierney i Joshua Jackson) może być ciekawym urozmaiceniem ramówki Showtime i udanie zapełnić w październiku dziurę po Masters of Sex. Tak przy okazji, ciekawe czy Open od HBO doczeka się w końcu zamówienia. Przenosząc się do ciekawszego dla mnie gatunku zarzucam trailerem 12 Monkeys. Niby kolejny telewizyjny remake filmowego hitu. Niby stacja Syfy, która ostatnio tylko zawodzi oczekiwania. Ale wygląda to lepiej niż powinno. Do styczniowej premiery jeszcze dużo czasu, ale wydaje mi się, że serial nie zwiedzie. Sporo tu ludzi od Nikity (aktorzy, producenci i scenarzyści), a to nastraja optymistycznie. Do tego serial z gatunku sci-fi zawsze jest mile widziany. Mile widziana jest też Deborah Ann Woll (Jessica z True Blood), która po zakończeniu pracy nad wampirzym serialem dołączyła do rodziny Marvela wcielający się w Karen Page w Daredevilu od Netflix. Kolejny powód by oczekiwać tego serialu. Zdjęcia na planie już ruszyły więc może jakiś teaserek na Comic-Con? 

SPOILERY

 24 S09E12 Day 9: 10:00 PM-11:00 AM
- nie wiem co się ze mną dzieje. Uwielbiałem osiem sezonów 24, mocno oczekiwałem tego powrotu, a gdy już się zjawił ja na przemian czuje zadowolenie i irytację. Tym większą, że sporo osób wystawia dużo wyższe oceny kolejnym odcinkom niż ja. Chciałbym czuć tą nieskrępowaną radość z oglądania, a nie potrafię. Sezon był mi bardziej obojętny niż powinien przez to ostatni odcinek nie wstrząsnął mną zbytnio. Fajnie oglądało się strzelającego Jacka i pogoń za Changem, dużo było tu porządnej akcji z niezłą oprawą dźwiękową, ale mi czegoś zabrakło. Jakiegoś mocnego zakończenie i uczucia zagrożenia. Widmo wojny to za mało. Był to naiwny wątek, który o wiele lepiej wyglądałby rozpisany na minimum 10 odcinków. Trzy ostatnie odcinki to nudna zabawa w ganianego i zbliżający się finał, który rozczarował.
- śmierć Audrey powinna mnie ruszyć. Nic z tego. Za mało miała scen z Jackem, jej postać była już nudna i nie potrafiła obchodzić. Autentycznie się jej współczuło po tym co przeszła, ale zrobienie z niej współpracownika ojca odebrało mi całe to współczucie. Bardziej ruszyła mnie scena Hellera mówiącego o swojej chorobie lub jego omdlenie gdy dowiaduje się o śmierci córki. Poradził sobie z kryzysem, jego choroba nie wpłynęła na jego wybory, ale to ta osobista tragedia go zdewastowała, a najpotężniejszy człowiek na ziemi stał się niedołężnym dziadkiem. 
- ścięcie Changa było absurdalne, ale pokazało jakim badassem jest Jack. Scena godna zapamiętania. Już pal licho przypadkowe katany na rosyjskim statku. Nielogiczności było więcej w odcinku, ale umiejętnie były przykryte. Chociaż takie szczegóły jak Chloe pracująca na swoim starym laptopie, upośledzone pojedynki hakerskie czy telefon Kate do Jacka w środku akcji trochę irytowały.
- za dziesiąty sezon trzymam kciuki. Jego prawdopodobieństwo wynosi jakieś 50%. Z tego powodu nie rozumiem trochę scenarzystów fundujących taki  cliffhanger. Jack oddaje się w ręce Rosjan by uratować Chloe i koniec. Delikatna powtórka akcji z Chińczykami. Chciałbym zobaczyć co dalej, ale trochę się obawiam dalszego ciągu. Nie podobał mi się "epilog" czyli ostatnie minuty odcinka dziejące się 12h później. Już wolałbym by całość zamknęła się w czasie rzeczywistym z czym nie byłoby zbytniego problemu zamiast naciąganie dopełniać tytułowe 24 godziny.

OCENA 4/6

Alias S02E03 Cipher
- na niedobór atrakcji nie można narzekać. Pierw Syd sabotuje chińską misję kosmiczną, a potem jedzie na wyprawę do syberyjskich jaskiń. Szkoda tylko, że jakoś nie jest na takim samym poziomie co różnorodność. Niektóre sceny niesamowicie naiwne i sztucznie wyglądające. Jak choćby "walka z czasem" na Sri Lance. Już scenarzyści daliby sobie spokój z zagrożeniem życia bohaterki skoro wiadomo, że nic się jej nie stanie. Średnio kupuje też super satelitę, kompleks jaskiń w kształcie symbolu Rambaldiego i schowaną tam magiczną pozytywkę. Zbyt to dziwaczne. Jednak dalej przyjemnie ogląda się do obiadu.
- dużo lepiej wypadają sceny z starszymi aktorami, te bardziej statyczne, nastawione na relacje między nimi. Sloan przeżywa śmierć Emily i ktoś się nad nim znęca, a Irina gra na emocjach męża i córki. Świetna muzyka w jej celi, nastrojowa i z odrobiną smutku i żalu.
- Sark wrócił! Dobrze go widzieć, złe postacie zawsze dodają kolorytu serialowi. Liczę, że przyszły odcinek zmusi Syd i jego trudnej współpracy by wydostać się z jaskini.

OCENA 4/6

Alias S02E04 Dead Drop
- niestety cliffhanger poprzedniego odcinka został rozwiązany błyskawicznie i nie niósł ze sobą żadnych konsekwencji. Oczywiście serial nie poszedł dalej tropem Rambaldiego i wrócił do wątku Iriny. Niby prosta szpiegowska opowieść, ale z małymi twistami gdzie Sydney jest przez wszystkich wykorzystywana. Ojciec wprowadza ją w pułapkę by zdyskredytować byłą żonę co idzie mu świetnie, a Sark używa jej by znaleźć rejestr. I też mu się udało tylko miał mały wypadek na końcu. Przyjemne wątki, dużo akcji zwłaszcza w Moskiwie, ale dalej, nie ma nic szokującego.
- pozostałe historie przyjemnie ciągną się w tle i służą do budowania świata i postaci. Will na odwyku to zaledwie zapychacz, ale nachodzenie Sloana przez ducha żony jest ciekawa i ogromnie jetem zainteresowany kto się nad nim tak znęca.

OCENA 4/6 

Teen Wolf S04E04 The Benefactor 
- to było zaskakujące. Człowiek bez ust nie okazał się głównym przeciwnikiem sezonu, ba człowiek bez ust został wykreślony z równania i to w całkiem efektowny sposób. Wiać po kim Malia posiada nieokrzesaną dzikość. Peter był cudowny, chociaż trochę szkoda, że nie próbowali przesłuchać człowieka z toporkiem. Ogólnie motyw sezonu dobrze się zapowiada bo jest wielka tajemnica. Wygląda na to, że nieznany Dobroczyńca ustanawia nagrody pieniężne za nadnaturalnych. Chciałoby się rzecz, że sezon na polowania zostań otwarty. Kto nim jest? Pewnie jakaś znana postać. Pierwszy na myśl przychodzi papa Chris zwłaszcza, że hasło do strony to Allison. Tylko to byłoby zbyt proste. Kate? A może szykuje się jakiś inny powrót. Na pewno wiążę się w to jakiś sposób z zemstą.
- Lydia to najfajniejsza deus ex machina. Dzięki niej w zupełnie nadnaturalny sposób rozwijane są kolejne wątki i wcale to nie przeszkadza bo twórcy serwują świetne, schizowe sceny. Jak choćby tutaj głuchy pokój, panikę po rozlaniu wina czy w końcu wychodzące głowy z ściany. Cudownie to wygląda i tego typu rzeczy nigdy mi się nie znudzą w tym serialu.
- o ile wcześniej mogłem mieć jakieś wątpliwości co do Mali/Stiles to teraz już jestem 100% za nimi. Są razem cudowni. Może scena w piwnicy nie wyszła zbytnio dramatycznie, ale już próba wiązania i przyłapania przez szeryfa to jedna z fajniejszych scen odcinka.
- tak jak się obawiałem, najsłabiej wypada wątek Liama. Scott nie nadaje się na alfę, jest mnóstwo żenujących sytuacji i tylko czasem śmieszył. Dalej nie mogę patrzeć jak alfa dostaje od bety, który nie przeżył swojej pierwszej pełni. Przecież Scott powinien być kilkukrotnie silniejsze zwłaszcza, że ma swoją watahę.

OCENA 4.5/6

The Strain S01E01 Night Zero
- wielce oczekiwana premiera. Serial, na który czekałem odkąd go zapowiedzieli, dobrych parę lat. I im bliżej premiery tym mniej miałem na niego ochotę bo telewizję atakowały kolejne średniaki i obawiałem się, że z nowym tworem Guillermo del Toro będzie podobnie. Niestety miałem rację. Tragedii nie ma. Serial dobrze się prezentuje, został sprawnie wyreżyserowany, udało mu się w pewnym momencie zbudować całkiem niezłe napięcie. Ceni się też okropne "wampiry" i mistyczną aurę tajemnicy z niepokojącą tajemnicą z przeszłości. Tylko, że entuzjazm opadł jeszcze bardziej niż na chwilę przed premierę.
- ciężko było mi się wkręcić w opowieść. Pilot był zbyt długi, rozwleczony i zbyt często nużył. Dialogi był zbyt długie i niewiele wnosiły, często też operowały banałem. Trafiały się tez dziury logiczne w scenariuszu i zbyt dużo oklepanych schematów (choćby kłótnia o zwierzchnictwo; słyszę głosy, nic nie ma, nagły atak). Brakuje tu czegoś oryginalnego, czegoś co by zmuszało do pochłaniania historii. Na razie są to opowiastki o ludziach, spina je jedna klamra, ale niektóre wątki dzieją się w zbytniej separacji od innych. Mam też problem z postaciami. nie mogę zapamiętać imion, na chama są pisane by były fajne, a ja tylko kiwam z pobłażaniem głową i nie mogę się nimi przejmować.
- od serialu oczekuje więcej napięcia w przyszłości. Zwłaszcza lepszego rozłożenia akcentów w odcinkach, a nie na jak tutaj na ostatnie kilkanaście minut gdy coś się zaczęła dziać. Marzy mi się by The Strain przerodziło się w vampire apocalypse z ludźmi żyjącymi w podziemiach i walczącymi o przeżycie. Byłaby to idealna alegoria naszego świata. W końcu w serialu wampiry reprezentowane są przez potężne korporacje, który w normalnym świecie wysysają życie z ludzi. Oby serial czymś zaskakiwał, a nie był zachowawczą historią z dreszczykiem.

OCENA 3.5/6

True Blood S07E02 I Found You 
- poprzedni odcinek pozwalał żywić nadzieje, że ten sezon nie będzie taki tragiczny. Niestety jest, nawet gorzej niż się obawiałem. Pełno nudnych dialogów, długich i nic nie wnoszących scen oraz naiwność scenariusza. Serialowi wyraźnie brakuje flow, nie potrafi niczym przykuć do ekranu zwłaszcza jak porusza ludzkie sprawy. Z psychologii tłumu powinien dostać naganę z odwzorowania klimatu vampire apocalypse jeszcze gorszą ocenę. Ja rozumiem, że Bon Temps jest na jakimś zadupiu Luizjany, ale kompletne odcięcia od świata jest zupełnie nie przekonujące. Tak jak wymarłe miasteczka. Może i fajnie to wygląda, ale za nic nie mogę w to uwierzyć. Przecież wampiry nie mogą wchodzić do obcych domów i działać za dnia! W takim wypadku przeżycie nie powinno być nawet najmniejszych problemem.
- nie mam pojęcia o czym był ten epizod. Postacie dostały trochę czasu, ale zewsząd atakował chaos. Tym większym błędem było umiejscowienie akcji w ciągu dnia. Toż to samobójstwo w serialu gdzie najciekawsze postacie to wampiry. Wolałbym więcej chorego Eryka, Jessicy próbującej się kontrolować, Will i Violet próbujących się odnaleźć i klnącej Pam. Zamiast tego mam Sookie czytającą pamiętnik martwej dziewczyny, panikujący mieszkańcy, Lattie Mea uzależnioną od V i mnóstwo pustych scen.

OCENA 2/6

niedziela, 29 czerwca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #91 [23.06.2014 - 29.06.2014]

SPOILERY


24 S09E09 Day 9: 7:00 PM-8:00 PM
- no nareszcie! Takie 24 chce oglądać - pełne akcji, pędzące na złamanie karku i wyciągające kolejne asy z rękawa. Cały odcinek posiadał niesamowite tempo, dużo było strzelania i pogoni z czasem i emocji. Chyba pierwszy odcinek sezonu, który mnie tak wciągnął. Szkoda tylko, że taki powinien być standard. Zostały cztery odcinki i liczę, że będzie tak już do samego końca.
- co najlepsze pierwszy szok był już na samym początku - Heller wcale nie zginął, Chloe uratowała mu życie jakoś zapętlając obraz. Pal licho logikę, to było dobre. Tak jak pogoń z czasem i próba odnalezienie Margot i strach przed zbliżającym się atakiem, który może zostać powstrzymany tylko przez Jacka. Może i rozwiązanie wątku Margot nie było spektakularne, a ona sama jako villan była dość przeciętna to w kategorii serial-akcja 24 wraca do tym odcinkiem to elity.
- trochę szkoda, że wątek Adriana i Al-Harazi nie był bardziej połączony, brakowało w tym większego zamysłu. Zakochanej Chloe też nie kupuje, to pójście przez scenarzystów na łatwiznę by w prosty sposób została w centrum wydarzeń. Jednak mam nadzieje, że gdy Navarro oda urządzenie stawka pójdzie w górę. Może jakieś nuklearne zagrożenie?
- Jack w dziewiątym dniu jest strasznie wkurzony i takiego Jacka z przyjemnością się ogląda. Niepatyczkowanie się z ochroniarzem w centrali CIA było fajne, tak jak stawianie się prezydentowi, ale najlepsze było wyrzucenie Margot przez okno. Po co ciągnąć ją po sądach jak wszystko można szybko załatwić.

OCENA 4.5/6

Dead Like Me S02E10 Death Defying 
- na początku mi się podobało jak George była wkurzona po swoim pierwszym razie i wszystko ją irytowała, wybuchała gniewem i w końcu musiała dać upust swojej złości. Jednak ogólnie odcinek trochę mnie wymęczył i był nudnawy. Już mnie irytuje to dreptanie w miejscu i statyczność serialu, ciągłe opowiadanie o tym samym. Ma swoje udane i zabawne momenty jak podwójną Crystal czy wiecznie nieogarnięty Mason i słodka i pyskata Daisy. Jednak kolejne sceny wiele nowego o postaciach nie mówią. Tak samo mam już dość Lassów...

OCENA 3.5/6

Halt and Catch Fire S01E04 Close to the Metal
- pierw będę narzekał. Nie podobał mi się przeskok w czasie, nawet minimalny. Żałuję, że nie pokazano co się stało z Cameron, czy zajrzała do niebieskiej książeczki, a jak nie to czemu zaczęła pisać BIOS. Nie podoba mi się też, że prace nagle ruszyły z kopyta. Może mam jakiegoś bzika na tym punkcie, ale wolałbym by każdy etap był szczegółowo omawiany, a nie nagle mają całkiem sprawnie pracujący zespół. Może gdzieś później pojawią się wyjaśnienia, wypłynie coś podczas kolejnego spotkania z IBM, ale teraz mam lekki niedosyt.
- jednak sam odcinek dalej wyśmienicie się oglądało. Joe i jego przemowy są super, jest obślizgły, mówi co inni chcą usłyszeć, doskonale manipuluje tłumem, ale nie potrafię go nie lubić. Nawet za ten numer, który wykręcił. Doprowadził do załamania Cameron, postawił całą ekipę w stan najwyższej gotowości i zagrał wszystkim na nosie. Ale dopiął swego, dziennikarz napisze o nim artykuł. Dobrze, źle, nie ważne, ważne by pisali. Pomysł na odcinek bardzo dobry, dzięki temu miał szybkie tempo, potrafił zaangażować i oglądało się go z pewnym napięciem.
- nie zaniedbano też postaci. Cameron ma wątłą psychikę, jest twarda jak i wrażliwa. Może to spotkanie w mieszkaniu Gordona z sąsiadem było niepotrzebne, ale cały odcinek dobrze oddaje jej charakter. Jednak ciekawiej było u Boswortha. Czyżby czuł, że jego pozycja jest zagrożona i postanowił podjąć drastyczne kroki i pokazać Joemu, że to on rządzi?
- małżeństwo Clarków jest dziwne i mam nadzieje, że wszystko prowadzi tutaj do katastrofy lub konfrontacji. Co rusz jakieś pojedyncze sprzeczki i kłótnie, aż dziwne że tyle ze sobą wytrzymali. A raczej Donna z Gordonem. Teraz znowu ratuje skórę męża, zapieprza w pracy, wychowuje dzieci i cały czas jest niedoceniana.

OCENA 5/6

Orphan Black S02E10 By Means Which Have Never Yet Been Tried 
odcinek był świetnie nakręcony. Montaż pierwszej sceny z Sarą w rękach Dyad przeplatanej z kłótnią Sary z Panią S był niesamowity, budzący zaciekawienie już na samym początku epizodu by trzymać w napięciu przez resztę, a dla lepszego efektu były dramatyczne najazdy na twarz, a koniec sekwencji to Sara na krześle otoczona przez ciemność. Potem nie było wcale gorzej, kamera podczas ujęć nie była statyczna, umiejętnie przesuwała się po scenie i zasłaniała to co trzeba lub powoli ogniskowała na jakimś szczególe by go podkreślić. Swoje zrobiła też odrobinę zaburzona narracja odcinka. Jednak popisową sceną okazał się taniec klonów. Czy może być coś lepszego niż cztery wcielenia Tatiany w jednej scenie? Chyba tylko pięć :) Niesamowicie pozytywna chwila w serialu gdy całe rodzeństwo i Kira cieszą się z wygranej bitwy i każda z Tatian inaczej tańczy co odzwierciedla ich charakter. Szczegół, że nie było między nimi interakcji bo to byłoby karkołomne dla reżysera. Jednak nie dało się nie uśmiechnąć w tej chwili.
- a fabularnie? Sporo chaosu, naciągane wątki, dużo przypadku i jak to w Orphan Black zbytnio to nie przeszkadzało. Serial ogląda się głównie dla przygód klonów i to nie zawodzi. Cosima walczy o życie i to ona ratuje Sarę, która po prostu próbuje ratować córkę. Osobiste problemy na tle wielkich korporacji - pasuje mi to. Troszkę jednak nie rozumiem tego co się stało w tym odcinku. Jak Marion pomogło klonom i czemu w zamian Siobhan wydała Helene armii? Dla mnie średnio to pasuje.
- z cliffhangerem serial się postarał. Nie wiem jak on wypadnie, ciężko będzie dorównać kroku Tatiance, ale męski klon i wplątanie w to armii otwiera wiele możliwości rozwoju. Ciekawi mnie też czy to nie ona jest ojcem dzieci Heleny. Tatuś z proletarian mógł mówić jedno, ale robić drugie. Może pokusił się o stworzenie uber klona łączącego cechy dwóch projektów?
- Kira to najbardziej niepokojące dziecko telewizji, serio. Nie wiem co miała oznaczać scena z Cosimą, ale wyszła dwuznacznie. Nie chciałbym by miała jakieś paranormalne zdolności, wystarczy tylko, że jest lepiej rozwinięta niż zwykły człowiek. Ciekawe jak szybko jej szpik się zregeneruje by pomóc cioci Cosimie.
- tylko ten brak zamówienia trzeciego sezonu jest irytujący. Niby to powinna być formalność bo oglądalność była dużo lepsza niż w poprzedniej serii, producenci opowiadają już o planach na przyszłość, a potwierdzenia dalej nie ma. 

OCENA 5.5/6

Teen Wolf S01E02 Second Chance at First Line
- zaryzykowałem, włączyłem drugi odcinek po długim okresie po obejrzeniu pilota i nie było wcale tak źle jak się obawiałem. Serial postanowiłem nadrobić z uwagi na to jak o nim głośno i z tego co czytam całkiem fajnie mu się mitologia rozwinęła więc powalczę trochę z pierwszą serię i jeśli po 12 odcinkach wciąż będę na nie to z niego zupełnie zrezygnuje. Ale na razie jestem umiarkowanie dobrej myśli. Powoli kupuje ten delikatny camp i niezbyt poważny klimat serialu, doceniam całkiem efektowną reżyserię (skupianie się na detalach, ładne ujęcia, ale też dynamiczny mecz) i śmieje z tekstów Stilesa i Lidii. Dla tej dwójki będę oglądał dalej. niestety główny bohater jak mnie irytował tak irytuje dalej. Nie podoba mi się jego wątek, nie lubię jego osobowości i ciężko mi się go ogląda. Oby z biegiem rozwoju postaci było go coraz mniej.
- scena odcinka? Rozmowa Stiles z ojcem o kłamstwie. Śmiałem się jak to oglądałem, a nawet na komediach rzadko mi się to zdarza.

OCENA 4/6

Teen Wolf S01E03 Pack Mentality
- wkręciłem się bo mam ogromną ochotę włączyć następny odcinek. Pierwsze dwa odcinki to było pokazanie Scotta, ale teraz przyszedł czas na budowanie mitologii, wyjaśniania tajemnic i wprowadzania nowych wątków. Pojawił się Alfa, Derek jest z innego stada niż Scott, a w to wszystko wpleciona rodzinna wendetta. I łowcy! Zdają sobie sprawę z tego kim jest Derek, ale nie ingerują, a tatuś Allison ma chyba jakieś podejrzenia co do jej chłopaka. No nieźle się zrobiło.
- coraz bardziej lubię też te zwykłe sceny w szkole, zaczynam się zżywać z bohaterami, a to dobrze świadczy o serialu. Najfajniej wypada Stiles, ale też Lidia, która przez większość czasu tylko gra słodką idiotkę.
- nie wiem czy to celowy zabieg czy tyko przypadek, ale zauważyłem upodobanie serialu do różnych zwierciadeł i szyb. Szczególnie fajnie wypadła przemiana Dereka, która była tak oszczędnie pokazana.

OCENA 4.5/6 

Teen Wolf S01E04 Magic Bullet
-chyba rozmowy Scotta i Stilesa w miejscach publicznych o ich problemach nigdy nie przestaną mnie śmieszyć. Oczywiście, że to nie przykuwa niczyjej uwagi.
- odcinek bardzo dobrze rozpisany. Miał dwa główne wątki, które się ze sobą przeplatały, a dodatkowy wyścig z czasem dodawał napięcia. Krepująca kolacja była śmieszna, a monolog tatusia o wściekłym psie idealnie odnosił się do Scotta. Trochę zbyt naiwnie wypadło przeszkuwanie domu i kradzież naboju, mam nadzieje, że wzbudzi to odpowiednie podejrzenia.
- trochę się rozczarowałem małą ilością scen Stiles/Derek, powinno być ich więcej bo ta para nie miała zbyt wiele czasu ekranowego, a taka sytuacja to idealny moment by Stiles zadawał wścibskie pytania. Motyw z odcinaniem ręki fajnie wyszedł. Niby wiadomo, że do tego nie dojdzie, ale pasował do odcinka.
- Kate od razu polubiłem. Miała mocne wejście, a potem tylko wzbudzała coraz większe zainteresowanie. Ciekawe jakie tajemnice ukrywa przed braciszkiem.
- Allison z łukiem. Chcę to zobaczyć!

OCENA 4.5/6

True Blood S07E01 Jesus Gonna Be Here
- podobało mi się, a przed obejrzeniem odcinka myślałem, że to ostatnia myśl jaka przyjdzie mi do głowy po lekturze pilota finałowej serii. Było trochę dłużyzn, niepotrzebnych scen czy żenująca przemowa Sookie na końcu, ale oglądało się to z zaciekawieniem, kilka razy się uśmiechnąłem, a kilka zaśmiałem na głos. Nie będę się bawił w proroka i wyrokował przyszłości tego sezonu, ale jestem dobrej myśli.
- jednego tylko nie rozumiem - Tara nie żyję?! To chyba jakaś zmyłka jest, wydaje mi się, że nawet mignęła w zapowiedzi dalszej części sezonu. No bo przecież tak się nie żegna postaci z głównej obsady w siódmej serii serialu. Poza tym jej śmierć widziała tylko matka, a Pam nie odczuła straty więc prawdopodobnie nic jej nie jest.
- tak sobie teraz myślę i stwierdzam, że jeśli nie ma Eryka to nie ma interesującej postaci męskiej. Sam i Bill od dawna mnie irytują, Alcide jest nudny, a Andy i Jason robią za komediowy przerywnik. O wiele bardziej mi się podobają w tym serialu postacie kobiece. Fajne sceny z Jessicą i Adilyn, Violet (ależ Karolina Wydra jest seksowna!) pomiatająca Jason, Pam szukająca swojego stwórcy czy błąkająca się Willa. Dla tych postaci będę oglądał dalej. I liczę, że będę się śmiał jak teraz. I niech będzie więcej głupkowatej akcji, akcja zawsze dobrze robi takim przeciętnym serialom.

OCENA 4/6 

White Collar S04E16 In the Wind
- a jak, cliffhanger musiał być szokujący, zmieniać wszystko i pozostawić z pytaniami na przerwę. Tylko, że to co się wydarzyło było głupie. James zabija Pratta zupełnie bez powodu, tylko dlatego że puściły mu nerwy, Peter nie wie jak się zachować trzymając podejrzanego na muszce, a FBI działa jak stado paralityków nie wiedząc jak obstawić wejścia do Empire State Building. Wiem, że to White Collar, ale to się nie trzyma  przysłowiowej kupy dlatego ciężko mi w to uwierzyć. I czy seriale mogą od czasu do czasu szokować pomyślnym clffhangerem, a nie szafować standardowym zagrożenie życia/pracy/przyjaźni/poznanie wielkiego złego? Troszkę lepiej wypadł szok Neala, ale po nim oczekiwałem mniej bierności.
- sam odcinek nawet przyjemny, posiadał dobre tempo, było kilka momentów by się pośmiać jak wizyta Reesa czy spotkanie z Sarą u Neala w mieszkaniu. Fajnie też wypadły oświadczyny oraz zwykła rozmowa między Nealem, a Sarą. Zaskoczyło mnie, że główny bohater był strasznie na uboczu akcji, ale podobało mi się to. Szkoda, że zabrakło jakiś fajnych zwrotów akcji, nie licząc tego nieszczęsnego cliffa.

OCENA 4/6

niedziela, 25 sierpnia 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #47 [19.08.2013 - 25.08.2013]

Odkryłem pewną rzecz - Dark Shadows to idealny serial by puścić sobie go w tle i robić jakieś średnio pożyteczne rzeczy jak buszowanie po internecie lub rozmawianie na fejsie ze znajomymi. Wiele się w trakcie odcinka nie dzieje, jest strasznie przegadany i niemiłosiernie się ślimaczy, ale też specjalnie nie potrzeba mu wiele uwagi by wiedzieć co się dzieje. Dlatego tyle go obejrzałem w ciągu ostatnich 7 dni. Jednak przy poważniejszych produkcjach taka taktyka by się nie sprawdziła. Ba, to byłby gwałt na historii. Breaking Bad bez pełnego skupienia? Miałbym ogromne wyrzuty sumienia. Ten serial się chłonie i odczuwa całym sobą. Dlatego nie tylko trzeba wygospodarować czas na obejrzenie epizodu, ale też na ochłonięcie po nim i przemyślenie pewnych spraw. 

Skończyłem w tym tygodniu 6 sezon True Blood i 2 The Shield. Jak zwykle mam w planach napisanie posumowania sezonów, ale tyle mi się narobiło zaległości, że nie mam pojęcia kiedy do tego dojdzie. Na pewno nie będą to długie notki, raczej krótsze i ogólne spojrzenie na całości i wypunktowanie najważniejszych elementów. Nikogo nie interesuje? Szczegół. Przyda się jak po następnym sezonie jeśli będę chciał sprawdzić jak się miał do poprzedniego i wtedy notka się przyda. Oczywiście jeśli do tego czasu się napiszę. 

WPIS ZAWIERA SZCZEGÓŁY Z OBEJRZANYCH ODCINKÓW



 Breaking Bad S05E10 Buried
- odcinek spokojniejszy od poprzedniego. Nie ma się jednak co dziwić bo w zeszłym akcja pędziła na złamanie karku więc potrzebna była chwila wytchnienia. Nie znaczy to, że jest słabiej. Co to to nie. Breaking Bad nie ma słabych i nudnych epizodów jeśli kupi się konwencja. Ten był w większości oparty na grze aktorskiej i fascynującym dialogom z Skylar w roli głównej. Kobieta, która tyle przeszła nie wie co teraz ma zrobić. Za wszelką cenę chcę chronić rodzinę, ale przez to oddala się od siostry. Kapitalne rozmowy z Marie i Hankiem. Bez muzyki, kompletnie wyciszone. Cudo.
- u Walta trochę mniej się działo. Zatroszczył się o pieniądze. Nie ma się co dziwić, że to był jego pierwszy odruch.  Jednak coś mi się wydaje, że Sky nie dostanie tych pieniędzy. Nie pasowałoby to do serialu. Kompletny upadek bohatera nastąpi wtedy gdy nic nie osiągnie, a zapewnienie przyszłości dzieciom byłoby jego wygraną. Chyba nie muszę pisać, że kapitalna scena z grzebaniem beczek i zapamiętywaniem współrzędnych? Podobało mi się też jego załamanie, jak stwierdził, że się przyzna i co dziwne to Sky odwodziła go od tego.
- kapitalne ujęcie z Hullem leżącym na górze pieniędzy. Może i jest to poważny serial, ale bawi jak niejedna komedia.
- Lydia mnie zadziwia. Kobieta, która wymigała się śmierci kilka odcinków temu teraz sama jest jej posłańcem. Brzydzi się nią, ale zdaje sobie sprawę, że jest konieczna do osiągnięcia sukcesu. Nie chcę mięć z nią nic wspólnego, nawet spojrzeć na swoje dzieło, ale bierze udział w mordzie. Myślę, że przysporzy jeszcze sporo kłopotów Waltowi próbując chronić swój tyłek
- kapitalna scena otwierająca z dziadkiem zbierającym pieniądze i znajdującym otępiałego Jessego.  potem końcówka jak siedzi w pokoju przesłuchań maglowany przez FBI i znajduje go Hank. Co się teraz z nim stanie? Czy będzie chciał odkupić swoje winy donosząc na Walta? Teoretycznie jest to droga, która powinna ulżyć jego cierpiącej duszy tylko czy będzie chciał ją podjąć? Czy będzie miał wyrzuty sumienia wsypując swojego byłego partnera w zbrodni?
- i co się stanie z Hankiem? Widać, że mimo tego że głównym winowajcą serialu jest Walt ucierpią wszyscy z którymi miał kontakt. Ukaranie Walta może zostać okupione tylko poniżenie Hanka

OCENA 5.5/6

Dark Shadows - Beginnings Episode 22/209
- chyba na razie będzie niepotrzebne przedłużenie i oczekiwanie na tego prywatnego detektywa aż przyjedzie z NY. Jednak podoba mi się co powiedział Roger - że sprawy nabiorą tempa. Nieumyślnie sparafrazował Burta. No mam nadzieje, że tak będzie
- co takiego ukrywa Maggie? Czego tak na prawdę chcę Burt od Sama? To i wszystko inne wyjaśni się za kilkanaście odcinków, a w międzyczasie dialogi o niczym szczególnym. 
- podobały mi się za to sceny między Caroline i Rogerem. Też o niczym, ale takie sielskie i można było poczuć domową atmosferę. I na końcu to złowieszcza - winny czy nie Burt pójdzie do więzienia. Jednak powtórki z przeszłości nie powinno być.

Dark Shadows - Beginnings Episode 23/209
- z Davida rośnie mały psychopata i wyrachowany morderca. Szkoda, że nie ma co liczyć na przeniesienie się do przyszłości i obserwowania co z niego wyrośnie. Trochę za bardzo się przejmuję, zadaje za dużo upiornych pytań, ale dobrze kombinuje. Prosty trick, pozorna niewinność dziecka i już nikt nie będzie miał pytań związanych z jego odciskami na kluczu. Roger za to jest zaślepiony nienawiścią i jest pewien że to Burt. Ciekawe co takiego wyniknie podczas śledztwa i co przyniosą wieści z NY.

Dark Shadows - Beginnings Episode 24/209
- jak ja lubię tą początkową narrację w wykonaniu Victorii, która tworzy sporo mrocznego klimatu. Bez tego i dużo słabiej napisanych dialogów pewnie już dawno rzuciłbym oglądanie, a tak idealnie nadaje się żeby leciało w tle jak buszuje po internecie
- Caroline nie jest wcale taka naiwna, zaczyna podejrzewać Burta i zadawać pytania. Szeryf to samo. Intryga się zagęszcza. Gdzieś w tle jest jeszcze Joe, który już niedługo kupi łódź. Idę o zakład, że Jerry go oskubię, a całkiem możliwe, że to jest kolejna manipulacja Burta

Dark Shadows - Beginnings Episode 25/209
- akcja rzeczywiście nabrała tempa. Nie spodziewałem się, że już w tym odcinku Victoria dowie się o Davidzie. Pytanie tylko co zrobi z tą częścią? Pewnie nie pójdzie od razu do Rogera, ale to może się obrócić przeciw niej
- wciąż nie wiadomo jaka jest tajemnica pochodzenie Victorii. Roger nie miał nic wspólnego z jej sprowadzeniem, ale kłamie dla siostry. Dawno porzucone dziecko? Czy może jakieś inne powiązania rodzinne? Pojawienie się detektywa może rzucić trochę światła na tą sprawę. Pewnie jest jednak to, że rozwiązanie będzie w stylu brazylijskiej telenoweli

Dark Shadows - Beginnings Episode 26/209
- David to mały psychopata nie mogę się doczekać co dalej z nim będzie i chciałbym żeby prawda wyszła na jaw. Na razie Victoria podpadła Elisabeth, ale to się później odkręci. Chyba, że młody podrzuci tą część Dewlinowi. To by było dopiero. Scena szamotanina strasznie śmieszna, ale przynajmniej jakaś akcja. Victoria jednak powinna pasa użyć i uspokoić dzieciaka
- Roger jak zwykle chcę żeby wszystko było po jego myśli. No niestety nie ma tak łatwo, szeryf wieży w literę prawa, ale to dobrze. Może zostanie jeszcze zmanipulowany przez Burta 

Dark Shadows - Beginnings Episode 27/209
- David jak zwykle rozdaje wszystkie karty. Próbuje wrobić Victorie albo chociaż zmienić ją w jakąś paranoiczkę oraz chcę podłożyć część u Burta. Tylko ta gra na dwa fronty może być niebezpieczna. I kiedy się rodzinka przekona do czego tak na prawdę jest zdolny?
- w końcu pojawił się detektyw w Banglore. Szkoda tylko, że szeryf na niego nie trafił, ale do tego jeszcze dojdziemy. Serial w końcu przestał się ślimaczyć i coś się dzieje więc jestem dobrej myśli

Dark Shadows - Beginnings Episode 28/209
- nic się nie działo, kompletnie przegadany odcinek. David dalej kombinuje swoje, z Maggie okazuje się również niezła aktorka, a szeryf dalej szuka informacji o Burcie. Ciekawsze jest jednak to, że Burt dowiaduje się nowych rzeczy o Samie tylko kiedy z nich zrobi pożytek? Za 10 odcinków?

Dark Shadows - Beginnings Episode 29/209
- Burt i Dewlin - co za para. Nie wiadomo kto kogo bardziej wykorzystuje, ale już rodzi się między nimi nić porozumienia. Obaj są równie diaboliczni, a ich zło ukryte pod płaszczykiem niewinności - dziecko i szanowany biznesmen. Szkoda, że Burt tak szybko go przejrzał i już znalazł część. Tylko co z nią zrobi?
- Elisabeth zaślepiona miłością do bratanka mimo dowodów nie chcę uwierzyć, że zdołałby zamordować ojca. A potem Caroline mówi, że też fantazjowała jak pozbyć się swojego. Pokręcona ta rodzina

Dark Shadows - Beginnings Episode 30/209
- zadziwiające, serial próbował straszyć. Początkowa scena całkiem niezła i oby w przyszłości było więcej takich niespodzianek. Dalej nie było wcale gorzej - zacieśnianie się więzi między Burtem i Davidem wyszło przekonująco. Devlin wie jak manipulować ludźmi. Trochę zdziwiło mnie też to, że Roger tak szybko uwierzył Victorii, ale to akurat dobrze. I jeszcze te końcówka jak Burt pokazuje zaginioną część. Co takiego kombinuje? Czemu tego nie zostawił? Chcę jeszcze bardziej zbliżyć się do Davida czy oddalić go od ojca?  

Dead Like Me S02E03  Ghost Story
- podobała mi si klamra która spięła ten odcinek - opowieść o rycerzu, który tonie w bagnie. Dla jednych straszna opowieść dla drugich przypowieść zawierająca prawdy życiowe. Do tego jeszcze George dowiedziała się o swoim sarkazmie, który jest jej bronią przed światem 
- świetne sceny z Daisy i Masonem. Śmieszne, ale też dramatyczne. Dużo zabawnych dialogów, ale najlepszy był ten dramatyczny wydźwięk o nieustającej śmierci, która jest symbolizowana przez żółtą karteczkę

OCENA 4/6

Suburgatory S01E18 Down Time
- i znowu niby fajny pomysł, a oglądało się to dość średnio. Wiem, że ma być przerysowane, ale czasem jest aż za bardzo. Nie mogę darować bo mógł być z tego całkiem niezły serial...
- podobała mi się Sheilla, która wszystkie wie najlepiej i panuje nad sytuacją, dyktuje innym życiem i chcę plotkować z Lisą, a Malika traktuje jak własne dziecko. Śmieszna było więc żałuje, że tak jej mało 
- u Georga i Dallas nudno, kupowanie łóżka czy w końcu depresja dość słabo potraktowane. Lepiej trochę u Dalli - kangur rządzi, ale scena z Aktimelką u psychiatry nie potrzebna 
- Tessa i Ryan mieli bardzo zabawne sceny szczególniej u niej w domu. Kto by się spodziewał, że taki głupek tyle widzi. Tylko na końcówka z prośbą o dotknięcia piersi zupełnie niepotrzebna...

OCENA 3/6

Suits S01E10The Shelf Life
-trójkąt miłosny? Serio? I jeszcze w tak nachalny i bezmyślny sposób? Bardzo się zawiodłem. Ani to ciekawe, ani nie ma komu specjalnie shipować. Rachel nudna, Jenny dopiero teraz zbudziła chociaż trochę ciekawości, ale żadnej z nich na prawdę nie lubię. Teraz czekać tylko na złość Jenny i gniew Rachel...
- główny wątek był jak zwykle przyjemny. Ambitne to nie było i oczywiście dobrze się skończyło. Bo pesymistyczny wydźwięk nie był aż tak mocny. Odbiło się to też na Mike, ale biedaczek i tak nic z tym nie zrobi.
- śmieszna scena z Luisem na łowach oraz jak dostał od kobiety, a współpracownicy to oglądali. Szkoda, że tak mało było odniesień do popkultury

OCENA 4/6

The Shield S02E10 Coyotes
- co za depresyjna sprawa morderstwa nad którym pracowała Wyms i Dutch. Dawna funkcjonariuszka policji, samotna kobieta, której córki zginęły przed nią. Kolejne śledztwo do rozwiązani, które można zapisać na swoją korzyść lub odhaczyć i poprawić statystyki.
- kto wypuścił notatki? Nie zdziwiłbym się gdyby to była Wyms. Zrobić wszystko by zaprowadzić porządek. Do tego jej wybuch o odpowiedzialności. Podobał mi się też strach jaki został rzucony na posterunek jak ludzie bali się zwolnienia i jak to w Ameryce mniejszości stały na lepszej pozycji
- sprawa ucieczki Gilroya ciekawa. Wątek został zamknięty, ale jeszcze może się odbić. Najlepsze jednak w nim było to, że za wszystkim stała Lenie, która przejrzała prawdę.
- nowy członek w Strike Team nieźle się wpasował tylko to więcej niż pewne, że będą przez niego jeszcze jakieś kłopoty
- ciekaw jestem tych wyborów i szans Acavedy. Jakbym miał teraz postawić pieniądze to powiedziałbym, że wygra. Nie dość, że nowy kapitan wprowadzi nową dynamikę na posterunku to jeszcze przedstawiona zostanie góra w policji. Coś jak w The Wire gdzie z biegiem czasu prezentowano kolejne elementy ekosystemu miasta

OCENA 4.5/6

The Shield S02E11 Inferno
- sprawa gwałtu jak zwykle nie była tak oczywista jak się wydawała na początku. Miała drugie dno i gorzki wydźwięk. Przewidywalna bo takie wyjście było najbrutalniejsze i utrzymane w konwencji serialu, ale i tak świetnie się to oglądało - kuszenie Dutcha i w końcu przyznanie się do gwałtu
- polowanie na gangstera mogło być. Nic szokującego, a jedynie dobrze się oglądało. Jednak złamanie przyrzeczenia przez Vicka będzie go drogo kosztowało. W końcu ten serial opiera się na konsekwencjach swoich czynów
- Lenie odchodzi z posterunku, Juliena nawiedza przeszłość, a Vick opracował nowy plan na skok na pociąg Ormian. Końcówka sezonu ładnie spina wszystkie wątki
- Wyms panią kapitan? To by było ciekawe

OCENA 4/6

The Shield S02E12 Breakpoint
- co za sprawa! Porwanie chłopca, pojawienie się wątku pedofilii, zboczeńców i seryjnego mordercy. Klimat był mocny, wiadomo było, że dobrze się nie skończy. Śledztwa wpadało w ślepe uliczki, ciężko było coś ruszyć, a Vick musiał uciec się do podstępu, a i to nie pomogło. Dutch jak zwykle brutalnie szczery przypominał co chwilę co mogło się stać z chłopakiem. A potem włączono w to jeszcze wątek rasistowski gdzie ofiara stała się mordercą. Brutalny światek młodocianych zwyrodnialców z gorzką końcówką i śmiercią dziecka tylko, że tym razem zasłużonym. Świetnie pokazane przejęcie Lema, a potem Vick który musiał opowiedzieć ojcu co się stało
- kapitan żegna się ze stołkiem i w sumie nie wiadomo czy wygra wybory. Czyżby jednak zaskoczenie w finale? Wysłanie listy do Times'a na pewno namiesza. Wyms przejmie jego stanowisko? Czy ona da sobie radę czy Farmington jest już nie do naprawienia? Złe rzeczy dzieją się na samym posterunku więc od tego trzeba było zacząć, a to jest zawsze ryzykowne
- Vick dalej planuje obrabować pociąg tylko, że jego plany się lekko pokomplikowały. Włamanie do własnego domu, kapitalnie nakręcone zamieszanie oraz końcówka gdy zostaje aresztowany na posterunku. Końcówka sezonu znowu się z nim twardo obchodzi.

OCENA 5/6

The Shield S02E13 Dominoes Falling
- po finale sezonu spodziewałem się więcej dramatu, ale i tak nie ma zbytnio na co narzekać. No może tylko na to że nie wrócił wątek wdowy prześladującej Danny. Po chamsku został urwany bez odpowiedniego domknięcia. I to w sumie jedyny poważny zarzut jaki mam co do tego odcinka
- pociąg z forsą zdobyty! Pięknie wyglądała ta kupka pieniędzy na stole. Może nie robiła takiego wrażenia jak ta z Breaking Bad, ale i tak był to niesamowity widok. Jednak bohaterowie niezbyt zadowoleni bo wiedzą, że nie łatwo będzie ją wyprać. Samo jej zdobywanie świetne - bez nadmiaru akcji, ale ze smakiem, czysta i brutalna akcja. Były wątpliwości i kłopoty, ale się udało. Nawet trafiła się komiczna scena po po stłuczce z Shanem w roli głównej
- zwolnienia z policji szeregowych pracowników pokazane z klasą.  Acedeva zaprasza ludzi i na tym koniec, wiadomo o co chodzi. Niestety trafiło i na Danny. Szkoda. Tylko, że prędzej czy później wróci bo nie wyobrażam sobie by tak miano z nią skończyć. Vick się przyzna? A może Wyms ją przywróci? Właśnie Wyms. Jak Claudette poradzi sobie na stanowisku kapitana? To może być dla niej ciężka lekcja bo wątpię żeby coś zmieniła mimo tego że się będzie starać
- śledztwo w sprawie morderstwa byłego męża Wyms dobre. Motyw szokujący - losowi ludzie. Odrobina pecha i umierasz. Podobało mi się też jak Dutch podszedł do spraw, nie był oziębły jak zwykle, a Cloudette robiła wszystko by chronić córkę
- Acedeva wygrał. przewidywalne zagrania - mówi prawdę w akcję desperacji, nie wieży w wygraną, a jednak do niej dochodzi. Jestem ciekaw jak spiszę się w nowej roli i czy faktycznie zostanie wybrany do rady miasta. Proszę żeby tak się stało
- Julien oberwał i to mocno. Ma na pieńku z ludźmi z komisariatu i ciekaw jestem jak będzie wyglądał jego wątek w przyszłym sezonie. Wyms będzie musiała zacząć od podstaw i zacząć od Barn by naprawić posterunek

OCENA 4.5/6

True Blood S06E10 Radioactive
- całkiem znośne to było i dobrze rokuje na przyszłość. Może początek zbyt chaotyczny i nudnawe, ale czuć było pewno lekkość i absurd. Nieźle wykonana scena walki, pozbycie się kolejnych aktorów z obsady (Warlow, Eryk (?)) i wcześniej absurdalna gra w siatkówkę i śmiesznie ubrane wampiry w stroje Jessicy. Było na co popatrzeć i z czego się pośmiać. Trochę żałuję, że wycofano się z pomysłu z wampirami w świetle dnia, ale do przełknięcia.
- druga część finału dobrze rokuje na przyszły sezon. Przeskok w czasie o pół roku i istotne zmiany w konstrukcji świata. Wampiry zarażone Hep-V atakują miasteczka, a ludzie w Bon Tompes będą się łączyły w pary z wampirami. Dobrze się to zapowiada, klimatycznie troszkę jak The Walking Dead, ale też czuć powrót do pierwszego sezonu gdzie to miasteczko będzie najważniejsze. Ciesze się też, że nowe wampirzyce przeżyły - Violet i Willa. Jak tego nie zapsują szykuje się niezły sezon. Oczywiście jeśli nie pójdą zbytnio w dramatyczne wątki
- Sookie z Alcidem?! Serio znowu do tego wracamy? Chociaż lepsze to niż z Billem czy Erykem. Ogólnie mało co mnie ona obchodzi. O wiele ciekawsze są wątki innych - problem Jasona z Violet która go zdominowała, Jessica chcąca odkupić swoje grzechy, Andy czujący nienawiść do wampirów, Arlene prowadząca bar i Sam nowym burmistrzem. Bez zbytniego przeładowania i udziwniania, tylko nowa sytuacja w mieście.
- najbardziej w odcinku nie podobało mi się jak pozbyto się Warlowa. I to niby był wampir z 6 tysiącami lat na karku? To pojawienie się Neila to swoista deus ex machina i oszukiwanie widza. Dobrze się na to patrzyło (przypomniano sobie nawet o kryjówce Eryka), ale zero w tym logiki

OCENA 4/6 


Najlepszy odcinek - Breaking Bad 5x10
Najgorszy odcinek - Suburgatory 1x18