Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriali. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriali. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 marca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #127 [02.03.2015 - 08.03.2015]

Kolejny tydzień z dwucyfrową liczbą odcinków na koncie. Całkiem nieźle, ale tak to jest gdy nie ma się z kim wyjść na piwo w sobotni wieczór. Ale czasem jest to dobra opcja. Seriale do trzeciej w nocy i człowiek czuje się jak jeszcze kilka lat temu. Tylko następnego dnia ma kaca moralnego, że mógł zrobić coś pożyteczniejszego. Coś za coś. Kac szybko przechodzi, a seriale dalej obejrzane.

Co działo się w serialowych światku? Dużo dobrego u moich ulubionych seriali. Pojawił się trailer szóstej serii Community zmontowany w stylu Avengers: Age of Ultron. I czuć aurę starego ducha i geniusz Dana Harmona. To będzie dobry sezon. A potem poproszę film. Bo #sixseasonsandmovie.

Dla fanów  Hannibala mam dwie informację. Jeśli jednak nie należysz do nich to i tak przeczytaj bo prędzej czy później zakochasz się w serialu. Po pierwsze - Zachary Quinto w gościnnej roli! Jako pacjent Badelii! Kto jak kto, ale on umie grać psychopatów. Po drugie - ucztowanie rozpocznie się już 4 czerwca. Ja już ostrze sztućce. 

CBS intensywnie pracuje nad serialem o Supergirl. Wciąż pojawiają się kolejne informację (a to szukają kogoś do roli Supermana, czy angażują Caliste Flochart do roli Cat Grant), które mniej czy bardziej podnoszą zainteresowanie serialem. Tym razem wypuszczono pierwsze zdjęcia Mellisy Benoist w kostiumie Kary Zor-El. Dziewczynie do twarzy w kostiumie, całość jest schludna, klasyczna i utrzymana w stylistyce kolorystycznej znanej z Man of Steel. Czyli zbyt dużo ciemnych barw. Tylko oglądać zdjęcia, a aktorkę w ruchu to dwie różne rzeczy.  

Nie małym zaskoczeniem było ogłoszenie prac nad nową limitowaną serią (lub miniserialem, kto co woli) FOXa. Mają to być telewizyjni Niezniszczalni! Jeszcze nie wiadomo czy ma to być spin-off kinowych filmów czy osobne uniwersum, ale szykuje się nie lada gratka z przebrzmiałymi gwiazdami telewizji. Mimo, że szczegółów brak warto czekać. 

I na koniec jeszcze dwa materiały filmowe. Pełna zapowiedź Happyish, która jest dużo lepsza od wcześniej wypuszczonego sneak peeka. I gdybym miał trochę więcej czasu pewnie dałbym serialowi szansę. Drugim filmikiem jest polska interpretacja czołówki Dextera w stylistyce głębokiego PRLu. Polecam obejrzeć i pochwalić ludzi odpowiedzialnych za tą przeróbkę. Świetna robota!

PS. Cud, podsumowanie w niedzielę! Jednak się da. Do zobaczenia za tydzień, nie daję głowy, że tego samego dnia.

SPOILERY

Banshee S03E08 All the Wisdom I Got Left 
Co za piękna wyprawa po malowniczej Luizjanie. Miasteczko Banshee czy nawet wielkie metropolie w serialu się trochę znudziły i wycieczka na południe Stanów była powiem świeżości. Świetny klimat podkreślany nie tylko przez jazzową muzykę, ale również charakterystyczne dla tego regionu widoki - Aligator, zarośnięte rzeki, typowe budownictwo. Było na czym oko zawiesić. Fabularnie trochę gorzej. Ciąg dalszy pogoni za Cheyttonem i spięcia na linii Brock/Lucas. Tyle. Na szczęście doszło do finałowego starcia z indiańcem i zakończenia tego wątku. Godnego zakończenie. Walki były krwawe, brutalne i satysfakcjonujące. Standard dla serialu. I przemiły widok na koniec przypominający finał Gusa Fringa z Breaking Bad. Dobrze, że postanowiono zakończyć ten wątek bo przeciąganie go do finału byłoby już przesadą.

W Banshee nudnawo. Sugar zajmuje się prywatną sprawą, a Hiob wtyka w to swój ciekawski nos. Przyjemne sceny między tą dwójką, ale nic więcej. To samo u Kaia, Rebecki i Burtona. Zbyt statycznie, jedynie ostatnia scena otwiera nowe wątki i może prowadzić do ciekawych wydarzeń. Poza tym Stowe składa do kupy co wydarzyło się podczas napadu i zaczyna podejrzewać Carrie. Oczywiście, że wszystko nie mogło się tak łatwo skończyć.

OCENA 4/6

Brooklyn Nine-Nine S02E17 Boyle-Linetti Wedding
Ślub! Szalony ślub rodziców Boylsa i Ginny! To nie mogła być wymarzona ceremonia i nie była. Może bez udziwnień i błyskotliwych pomysłów, które zapiszą się w historii telewizji, ale sympatycznie, ciepło i zabawnie gdzie dano dużo miejsca postacią z głównej obsady. I były to przeważnie ważne sceny. Jak ta gdzie dociera do Rosy, że jest tchórzem bo nie zaprosiła Marcusa. Albo pokazano Jacka wciąż uganiającego się za tą samą kobietą i Amy ścigającą tego samego przestępce. Jakby chciano przekazać, żeby nie bać się postawić kolejnego kroku w swoim życiu. Jak ojciec Charlsa. Może i ryzykuje, ale co może zyskać! Poza tym przyjemnie było oglądać Amy i Jake razem na misji w galowych ciuchach z aluzjami do Bonda. Cudowna para.

Śmieszył duet Terry/Holt i nie tylko za sprawą starych i sprawdzonych chwytów. Pokazano ich bardziej emocjonalnie niż zwykle. Zwłaszcza przemowa Holta o małżeństwie czy flashback Terryego. Wszystko to idealnie wpasowało się w klimat opowieści o idealnym ślubie.

OCENA 5/6 

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. S02E11 Aftershocks
Powrót Agentów nie odbiega jakościowo od poprzedniej części sezonu czyli jest bardzo dobrze. Nie ma już spraw tygodnia tylko ciągła fabuła z nastawieniem na bohaterów na których mi zależy. Każda z postaci dostała jakąś historię, inaczej przeżywała ostatnie wydarzenia i oglądało się z nieskrywaną ciekawością. I pomyśleć, że są ludzie uważający ten serial za gorszy od Arrow.

Skye zyskała moce, ale to nie jest dobra wiadomość. Nie potrafi ich kontrolować, nawet do końca nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia. Szykuje się długi story arc. Nie tylko jej trening, ale też akceptacja nowej siebie oraz przez otoczenie. Jak zmieni się stosunek Jemmy do niej? I jak długo zostanie to tajemnicę? Scenarzystą udało się stworzyć wciągający wątek. Równolegle będzie rozwijana koncepcja Inhumans, coraz więcej będziemy się dowiadywać o ludziach z mocami. Na razie wiemy, że są jakoś zorganizowani i chronią swoich. Ilu ich jest i jaki mają cel - nie wiadomo.

Mimo, że serial powoli przesuwa środek ciężkości i marginalizuje rolę Hydry tak wciąż są oni obecni. Ale coraz mniej. Zaskakujący plan Culsona się powiódł, kolejny głowy zostały odcięte. Zadziwia mnie tylko brutalność w jaki do tego doszło. Egzekucja i ostra amunicja - to nie są familijni Agenci znani z zeszłego sezonu.

Tripp został udanie pożegnany. Może w serialu nie odgrywał dużej roli, ale postacie były z nim mocne związane i jego strata okazała się odczuwalna. Był wspominany przez cały odcinek, Culson w dramatycznej scenie odwiedził jego matkę, a gang urządził sobie imprezę wspominkową, która pokazała jakie silne więzi są między nimi. Tylko nie do końca. Może wydają się bliskimi przyjaciółmi, ale tajemnicę powoli będą ich od siebie odsuwały. Bobbi z Mackem coś kombinują, Fitz wie o Skye, a Culson jak zwykle coś ukrywa. Tylko czekać na wybuch.

OCENA 5/6

Mighty Morphin Power Rangers S01E28 Island of Illusion (1)
Jak na odcinek zatytułowany "Wyspa iluzji" trochę mało było tej wyspy. Jednak wybaczam bo to dwuczęściowiec, a kilkuodcinkowe story arc'i zazwyczaj wychodzą całkiem nieźle. Niemniej wstęp mógłby być trochę krótszy. Krótsze walki i szybszy transport na wyspę by się przysłużył temu odcinkowi bo gdy do tego doszło na prawdę się zaciekawiłem. Nowa i niebezpieczna sytuacja w jakiej znaleźli się Rangersi, powrót dawnych wrogów, znikający Zack, tajemniczy karzeł i manifestacja lęków bohatera - to jest dobra mieszanka, która zaprocentuje w przyszłości. Szkoda tylko, że wstęp do tego opierał się na dobrze znanym schemacie.

OCENA 3/6

Person of Interest S04E16 Blunt
Walka z Samarytaninem dalej w tle, kolejny numer do uratowania. Pierwsze minuty były nudne. Zwykłe śledztwo, śledzenie jakieś studentki, nikogo nie obchodząca akcja z narkotykami i domysły typu sprawca/ofiara. A potem przyszedł twist! Numerek okazał się grifterką, która wplątała się w wojnę gangów brudząc w interesach Dominica. I odcinek zaskoczył. Stawki poszły do góry, a ja coraz bardziej przekonywałem się do Harper. Do tego stopnia, że nie miałbym nic przeciwko gdyby jeszcze kiedyś się pojawiła. W duecie z Zoe? To byłoby coś.

Cieszy powrót Root, smuci znikoma część czasu antenowego, która jest jej poświęcana. Więcej jej, chciałoby się wykrzyknąć. Tym bardziej, że prowadzi wojnę z Decimą i sugeruje zbieranie armii co kłóci się z trochę absurdalną polityką duetu Finch/Reese. Ciekawe co takiego kombinuję ze swoją apką. Na pewno będzie to miało wpływ na końcówkę sezonu. Tym bardziej, że wrócił Caleb, jeden z starych numerów, który rządzi wielką firmą. Czyżby teraz te wszystkie technologiczne wątki miały procentować by nastąpił wysyp powrotów ludzi nadających się do wojny?

OCENA 4.5/6

Supernatural S07E11 Adventures in Babysitting
Znowu dobrze mi się oglądało przez co mam jeszcze większe wyrzuty sumienia, że porzuciłem ten serial. Co mi się podobało to początkowo dwa oddzielne wątki wynikające z tego jak bracia radzą sobie ze stratą Bobbyego. Dean za wszelką cenę szuka zemsty i to go napędza, a Sam jest tym który pogodził się z stratą i chcę wrócić do polowania. Niby prosty zabieg, a pozwala podkreślić charaktery Winchesterów i zdynamizować odcinek. Trochę cierpi na tym samo tropienie wampirzyc, ale przecież nie chodzi o cotygodniowe polowanie w tym serialu.

Nie tylko przechodzenie przez żałobę było motywem odcinka. Poprzez relację z Krissy (która jeszcze powróci, yeah!), córką łowcy, pokazano jego stosunek do ojca i własnego dzieciństwa. Sceny z nią były zabawne, czuć było chemię między nimi, ale też tęsknotę Deana za normalnym życiem, którego nigdy nie miał. Przygnębiająca była też końcówka. Gdy bracia jadą Impalą, a Dean próbuje się uśmiechać, udawać, że jest zadowolony z życia, ale już tego nie potrafi.

Trochę szkoda, że Meghan Ory dostała taką króciutką rolę. No nic, nie można mieć wszystkiego.

OCENA 4.5/6

Supernatural S07E12 Time After Time 
Zadziwiające. Pomysłowy odcinek z wciągającą sprawą tygodnia. Kolejny raz z rzędu. I pomyśleć, że przez powtarzalność porzuciłem serial, a teraz wcale tego nie czuję. Długie przerwy czasem są bardzo dobre.  Tym razem dostajemy kolejnego bożka, którego bracia muszą ubić. Tylko jest twist - to Chronos, podróżnik w czasie, który przenosi Deana do lat '40 przez co dochodzi do współpracy z Eliotem Nessem. Tym Nessem! Ekscytacja Deana wcale nie dziwi. Tak jak aluzję do Nietykalnych i Powrotu do przyszłości. Pod tym względem odcinek bardzo się wyróżnia. Swoją drogą bracia to mają klawo. Jak nie alternatywne rzeczywistości to przyszłość lub przeszłość. Ci to lubą podróżować, nie tylko po Stanach. Ja po cichu liczę jeszcze na powrót na dziki zachód.

Miło było zobaczyć znowu Jodi co wywołało kolejne wspomnienie o Bobbym. Szkoda, że nie miała zbytnio co robić w odcinku i służyła jedynie zawiązaniu akcji i by Sam miał z kim pogadać. Trochę zmarnowano też Jasona Dohringa. Więcej go! Jego przepowiednia na koniec powinna być bardziej znacząca. Jak już dajemy podróże w czasie niech stawka będzie dużo większa.

OCENA 4.5/6

Supernatural S07E13 The Slice Girls
Mam ostatnio szczęście do występów gościnnych, same znajome twarze. Tym razem padło na Sarę Caning z The Vampire Diaries i jedną z drugoplanowych postaci z The 100. Obydwie panie odegrały większą rolę w odcinku, ale nie ma się zbytnio z czego cieszyć bo całość była dość średnio. Dialogi nie porywały, śledztwo takie sobie, a przesadne udramatyzowanie nie pomogło. W pewnym momencie zacząłem się mocno nudzić, a starcie Deana z córeczką wywołało tylko ziew. Niby Sam zastrzelił Emmę, ale raczej nie powinno mieć to większego wpływu na relację braci. Fajnie, że została wspomniana Amy i pokazano jak bardzo bracia są do siebie podobni. Słabo, że historia tak na prawdę nie została zamknięta. Czas takie rozwiązanie jest dobre, ale tutaj było niepotrzebnym uchyleniem furtki na powrót amazonek. nie powiem żebym na to czekał.

OCENA 3.5/6

The 100 S02E15 Blood Must Have Blood Pt. 1
Co za epicki odcinek! Rzadko się zdarza, że seriale oferują takie starcia, jeszcze rzadziej dzieje się to w stacjach z niewielkim budżetem i serialach walczących o utrzymanie. The 100 jednak potrafi pokazać odpowiednią skalę wydarzeń przy ograniczonych środkach. I robi to z klasą! Nie zapominając przy tym o postaciach. Więcej, to postacie są najważniejsze, ich decyzję kształtują wydarzenia, a nie walki na śmierć i życie. Jest dramat, zdrady i emocję! Tylko czemu jeszcze jeden odcinek i długa przerwa?! 

Odcinek zaczyna się długim wstępem w Mount Weather. Bellamy tworzy armię, a pozostali z The 48 walczą o przeżycie. Przy okazji Cage wykonuje swój ruch. Wytacza jedno z najcięższych dział wojny - propagandę. Próbuje nastawić buntowników przeciw dzieciakom. I niezbyt mu się to udaje. Było kilka fajnych scen, ale najmocniejsza była gdy jego ludzie zabijają parę ukrywającą Mayę i Jaspera. Było to mocno inspirowane drugą wojną światową i sytuacją żydów. Tak jak zresztą cały ten wątek. 

Z jednej strony podobała mi się scena gdy Clarke wygłasza plan ataku na Górę. Jest on wbrew pozorom skomplikowany i ma dużo ruchomym części. Gdy ona o nim opowiadało był już wprowadzany w ruch i pokazywano co robią inni bohaterowie. I trochę szkoda. Równie dobrze można by temu jeszcze poświęcić ze dwa odcinki. Nie spodziewałem się tego, że kiedyś będę żałować, że serial ma tylko 16 odcinków. Bo tutaj nie było wypełniaczy i słabszych epizodów. Spójna i ekscytująca historia. Ale wracając do sceny z przemówienia Clarke. Po niej Lexa wygłosiła kilka swoich zdań do parafian, krótko i treściwie. Krew za krew. Co za moment gdy wszyscy, w swoim języku zaczęli recytować tą formułkę. Nawet Clarke! Dreszcze normalnie. I oczekiwanie rzeźni, nieokiełznanych Grounders mordujących nie tylko żołnierzy, ale też niewinnych. Jakże to było zwodnicze. I jeszcze jedno -niesamowicie  podobają mi się kostiumy Clarke i Lexy! Tak jak armii Grounders.

Oblężenie Góry wyszło dramatycznie. Oczekiwania na bitwę, starcia w środku i kolejną katastrofę. Znak zapytania wisiał nad odcinkiem, było dużo możliwości, a twórcy i tak zaskoczyli. Gdy udało się otworzyć wrota, miało dojść do starć, a  nadszedł plot twist. Lexa zdradziła Clarke! Po tym jak się do siebie zbliżyły, zostały czymś więcej niż przyjaciółkami i łączyło ich braterstwo krwi, Komandor postanawia porzucić Clarke. Bo dogadała się z Cagem i odzyskała swoich ludzi. Tylko swoich. To było nieoczekiwane i wszystko zmienia. Wywraca do Góry nogami relację Skye People/Grounders i otwiera kolejne wątki. Chociaż myślę, że wrócimy jeszcze do tego sojuszu. Z powodu Echo, która została uratowana przez Bellamyego. Poza tym w dłuższej perspektywie bardziej opłaca się zaatakować Górali niż pozwolić im jeszcze urosnąć w siłę. 

Zdrada Lexy przedefiniowała też relację Olivii z Inarą. Ostatnio świetnie się dogadywały, ich relacje były idealne. Jednak nic co piękne nie może wiecznie trwać. Olivia, która żyję na krawędzi dwóch światów ostatecznie nie należy do żadnego. Pozbawiona sojuszników sama wkracza w paszczę bestii. Czekam na jej reunion z bratem. I heroiczną walkę. Tutaj na pewno popłynie krew. 

Cieszy mnie duża rola Raven w odcinku. Szkoda, że sceny z turbinami były takie sobie. Jasne, zawsze się ją dobrze ogląda, ale to był raczej wypełniacz  by każdy bohater dostał chociaż trochę czasu antenowego. Fajnie, że zaczęła bardziej ufać ludziom i znowu bawi się w wysadzanie rzeczy. W tym jest akurat dobra. Zapewne odegra większą rolę w finale. Inaczej by nie została schwytana.

Mimo szaleńczego tempa odcinka były chwilę na spokojniejsze rozmowy. Jak ta z Lexą i Clarke, jeszcze przed umową z diabłem. Gdy rozmawiają o Polis, stolicy Grounders, która ma zaskoczyć Skye People. I kurde, tego nie wziąłem pod uwagę przy zeszłotygodniowym teoretyzowaniu o trzeciej serii. Czyżby miasto miało nas zachwycić rozmachem prawdziwej metropolii? Liczę na to.

Ostatnie ujęcie wyszło genialnie! Clarke, sama, opuszczona przez wszystkich stojąca przed wrotami do Mount Weather. Bezsilna, ale i zdesperowana. Coś mi się wydaje, że w tej blond główce powoli układa się następny plan. Bardziej bezwzględny od poprzedniego i okupiony ofiarami. Boję się, ale już nie mogę się doczekać by go obejrzeć. 

OCENA 5/6

The Last Man on Earth S01E01E02 Alive in Tuscon | The Elephant in the Room
Na nowy sitcom od FOX czekałem od pierwszych zapowiedzi, a po emisji teaserowego filmiku był jedną z najbardziej wyczekiwanych produkcji tego roku. Bo to nie była kolejna zwykła komedyjka o rodzinie, przyjaciołach, związkach lub środowisku pracy. Twórcy The Last Man on Earth postanowili popłynąć na fali popularności postapokalipsy i zafundowali wymarły świat z jednym ocalałym. I to był doskonały pomysł. Jest to świeże, ale i zabawne. Nie wiem na ile starczy pomysłów, ale jestem dobrej myśli bo scenariusz w pierwszym podwójnym odcinku jest solidną podstawą by być dobrej myśli.

Pierwsza część odcinka przedstawiła Phila, ostatniego człowieka na ziemi, przemierzającego świat (znaczy się Stany)w poszukiwaniu innych ocalałych. Szybki montaż, zabawne nakreślenie sytuacji, ale potem jeszcze więcej humoru związanego z "normalnym" życiem. Bo co byście robili gdyby nikt wam nie patrzył na ręce? Porzucili wszystkie reguły i konwenanse? Phil taki jest. Gra w kręgle samochodami (yeap!), toaleta w basenie, niezdrowe żarcie, basen z tequili i brak przestrzegania zasad higieny. Obserwowanie go jest niczym naruszanie jego prywatności. Ale przy tym niezwykle zabawne dzięki kreatywności twórców! Jednak mimo wszechobecnego humoru od serialu bije melancholia, tęsknota za utraconym życiem i stopniowe popadaniem w obłęd. I cudowne nawiązanie do Cast Away. Balls, balls everywhere!

Druga połowa odcinka utrzymana jest już w innym stylu. Pojawia się niezbyt zaskakujący plot twist - Phil nie jest sam, na świecie jest jeszcze co najmniej jedna kobieta - Carol. I nie jest taka jak sobie wyobrażał. Działa tutaj prosta zasada przeciwieństw. Ona za wszelką cenę przestrzega reguł i stara się go naprostować. On szaleje bo nie może jej znieść. I to, że Carol to grammar nazi to najmniejszy problem. Oczywiście zbliżają się do siebie, kłócą, by znowu zbliżyć i pokłócić.

Jest na prawdę dobrze! Will Forte i Kristen Schaal udanie wywiązuje się ze swoich ról, a oglądanie tych dwóch ostatnich ludzi na Ziemi (w Stanach) jest fascynująco zabawne. Co więcej, mimo żartów o masturbacji nie jest to głupia komedyjka, a stara się mówić coś o ludziach.

OCENA 5/6