Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmowe podsumowanie miesiąca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmowe podsumowanie miesiąca. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 marca 2013

Filmowe podsumowanie miesiące #2 [luty]


Argo
Akademia lubi takie filmy gdzie Ameryka jest wielka i Hollywood jest potężne. Ja też lubię takie filmy więc wszyscy jesteśmy zadowoleni. Pewnie najbardziej cieszy się Ben Affleck bo z worka nagród, ale zupełnie zasłużenie. Bo reżysersko jest bardzo schludnie. Wszystko przygotowane pieczołowicie od fenomenalnego wstępu przedstawiające podłoże historyczne przez przygotowanie do akcji aż po sam finał. Niestety było kilka irytujących momentów w filmie jak "trzymająca w napięciu" końcówka i uzyskanie portretów w ostatniej chwili. Ja wiem, że to film i ma wciągać (i to robił), ale nie lubię takich tanich chwytów bo przecież i tak wiadomo jak się to skończy. Bardzo mi się podobały dokumentalne wstawki i audycje telewizyjne. Podbijały klimat. Tak jak cała ta otoczka filmowa. Uwielbiam filmy o robieniu filmów i pewnie dlatego tak bardzo się wciągnąłem. A film gdzie w tle przewijają się centurioni z Battlestar Galactica nie mógł mi się nie podobać. Swoje robią tez aktorzy - cała plejada serialowych gwiazd. Choćby Bryan Cranston, John Goodman, Kyle Chandler, Victor Grabber, Tate Donova, Zlejko Ivanek. Gdzieś tam był jeszcze solidny występ Bena Afflecka, ale kto by sobie nim zawracał głowę.

OCENA 5=/5


Flight
Mistrzowsko zrobiony film. Nazbyt moralizatorski, ale wciągający dzięki swojej realizacji i zachwycającym dialogom i bohaterom. Wrażenie robi szczególnie początkowa sekwencja filmu czyli przedstawienie katastrofy oraz wydawałoby się nie związanej z fabułą ćpunki. Było kilka momentów dzięki którym można się zachwycić oraz wywiązała się ta nić zrozumienia między bohaterem, a widzem. I mimo że główną postacią był alkoholik i to w dodatku arogancki to przez cały film mu się kibicowała. Wpadał w coraz większe bagno, palił kolejne mosty i był przy tym niezwykle ludzki. Starał się poprawić, a nie mógł tego przyznać przez sobą. Szkoda tylko, że zdecydowano się na taką, a nie inną końcówką bo wtedy wydźwięk filmu byłby inny, ale zawodu nie czuję. Przez cały film raczony byłem kolejnymi doskonałymi dialogami o życiu i ludziach. Realizacja też niczego sobie aż dziwne, że ten film nie był nominowany za reżyserie. Perfekcyjne kadry i niezwykłe przedstawienie często banalnych sytuacji. Dzięki tym drobnostką o filmie pamięta się dłużej niż zazwyczaj.

OCENA 4+/5


Life of Pi
Podobało mi się. Na Oscara za najlepszy film nie zasłużył, za reżyserię, zdjęcia i efekty specjalne jak najbardziej bo od tej strony był mistrzowski. Przejmująca historia o nastolatku i jego walce i przyjaźni z tygrysem to tak w skrócie. Czasem nuży, częściej zaskakuje wizjonerstwem i czaruje prezencją. Podczas oglądania ma się jednak wrażenie niedosytu jakby historia, która jest snuta to za mało. I tak jest w istocie. Końcówka musiała zaskoczyć i tak zrobiła. Bardziej wstrząsająco niż bym się spodziewał co poczytuje na plus. Mocne sceny kończące filmy i ujawniające prawdę i prawdziwe znaczenie filmu. Takie rzeczy właśnie lubię oglądać - przez cały czas się zastanawiam jaki jest sens historii by na końcu dowiedzieć się, że to co myślałem było błędem. Podobała mi się też stylistyka, szczególnie na początku. Trochę surrealistyczna, lekko przypominała mi wizję Bryana Fullera ze swoich seriali. Potem wszystko zostało stonowane, by opowiedzieć tą "właściwą" historię, ale wciąż było pięknie. Pokazano też magię wyobraźni i jak można się ją posłużyć. Zauważyłem też, że podziękowanie dla boga filmu przez Anga Lee na gali Oscarów było jak najbardziej racjonalne w świetle tego filmu.

OCENA 4+/5


Skyfall
Rozumiem o co było tyle kontrowersji i czemu można było poczytać tyle różnych opinii o filmie. Mi się on podobał, ogólnie jestem zadowolony, ale czuje pewien niedosyt bo tej oszałamiającej kampanii marketingowej i widowiskowych zwiastunach. Pierwsza połowa filmu rewelacyjna, a potem coś się rozjechało. Klimat robił swoje, chwila wyciszenie przed nawalanką i w końcu jej realizacja. Nie podobała mi się tylko motywacja bohaterów, a o psychopatyczny geniusz w postaci Javiera Bardema nie przekonał mnie do siebie. Dobrze, że film nie kończył się na walce z tym złym. Bardziej to była podróż bohatera o zabarwienie emocjonalnym. Załamanie człowieka, odnajdywanie samego siebie, hart ducha i robienie tego co słuszne. Jest też próba odnalezienia się w współczesnym świecie, konflikt pokoleniowy i problem szpiegów którzy nas strzegą, a my nie mamy o tym pojęcia. Strasznie mi się podobały te okołofabularne momenty, które pokazywały że jest to coś więcej niż kolejny film szpiegowski. Realizacji chwalić nie trzeba - aktorstwo, reżyseria, montaż, dźwięk, scenografia i choreografia - mistrzostwo. Szczególnie przednio wyszły sceny w Londynie, o wiele bardziej lubię umieszczenie akcji takich filmów w wielkich metropoliach niż w egzotycznych  miejscach.

OCENA 5=/5

niedziela, 3 lutego 2013

Filmowe podsumowanie miesiąca [styczeń]

Django Unchained
To nie jest najlepszy film Tarantino, Bękarty wojny były lepsze jednak i tak wyśmienicie się bawiłem na Django. W końcu nikt tak jak on nie umie bawić się konwencją, a jego najnowszy film to pastisz w najlepszym wykonaniu. Przerysowany i momentami poważny, niby poruszający ważne tematy, ale tak naprawdę stawiający na rozrywkę i bawiący widza. Czasami się dłużył, tak jak większość filmów Quentina, ale za to właśnie go uwielbiam. Żałuje tylko, że było tak mało soczystych dialogów między postaciami. Jednak to co zaprezentowali aktorzy to coś wspaniałego. Christopher Waltz, Leonardo DiCaprio i Samule L. Jackson. Cudowne rolę! Każda z nich charakterystyczna i godna zapamiętania. Wisienką na torcie były też wszystkie strzelaniny z hektolitrami krwi. Coś cudownego. Szkoda tylko, że tytułowy bohater wypadł dość niemrawo i nie miał charyzmy innych, ale to takie małe zastrzeżenie. Reżysersko perfekcja, a całości dopełnia wspaniała muzyka od muzyki klasycznej, przez westernowe kawałki Enio Morricone po czarny rap.

OCENA 5=/5

Island of Lost Souls 
Po obejrzeniu Metropolis zacząłem mieć duże wymagania od kina przedwojennego. Chyba za duże bo pierwsza ekranizacji Wyspy doktora Monroea średnio mi się podobała. Warstwa przygodowa jest przeciętna, a bohaterowie są tacy sobie. Wszyscy prócz głównego złego. Charyzmatyczny Charles Laughton sprawił, że film oglądało się głównie dla niego. Doktor bawiący się w boga, tworzący własne prawo, które i tak nagina do swoich potrzeb. Niby tworzy ludzi, tak o nich mówi, ale wcale tak ich nie traktuje. Poruszona tematyka wciąż jest aktualna - jak daleko można się posunąć ingerując w przyrodę i czy to nie przyśpieszy naszego końca. Dodatkowo ciekawy motywem było powtarzanie przez stwory "Are we not men?" co samo w sobie nie czyni ich ludźmi. Szkoda tylko, że reszta filmu odstaje, przez co momentami nudno się go ogląda. Bardzo brakuje też muzyki, która zapewne zwiększyłaby immersję.

OCENA 4=/5


Metropolis
Bałem się tego filmu. Niby jest uważany za klasykę kinematografii, ale nie sądziłem że wytrzymam 2,5h z filmem niemym. W planach było go rozłożyć na kilka części i tak obejrzeć. Jak się myliłem! Nawet mi było żal robić przerwę na wycieczkę do łazienki tak się wciągnąłem. Cudowna wizja miasta, problematyka społeczna, konflikt człowieka z maszyną, zakazana miłość, zemsta, motyw religijny, nie taka prosta fabuła i nie jednowymiarowi bohaterowie. Nie sądziłem, że film z lat dwudziestych może być tak złożony. Niemal każda scena niosła ze sobą jakiś przekaz czy przesłanie. Nic nie było na siłę, wszystko się ze sobą perfekcyjnie komponowało. Może momentami niektóre sceny były przy długie i raziła ekspresyjna gra aktorów jednak absolutnie mi to nie przeszkadzało. Ostatnia godzina to natomiast kino katastroficzne, gdyby zrobić z tego remake wyszedłby całkiem niezły blockbuster. Wszystko to zostało okraszone orkiestrową muzyką, idealnie pasującą do sytuacji. O tym filmie pewnie można by jeszcze pisać i pisać. Ja tylko powiem, że polecam mimo, że ma na karku blisko 90 lat. Warto.

OCENA 5/5


Sinister
Nie znam się na horrorach, ostatni oglądałem ponad 6 lat temu więc nie mam pojęcia czy Sinister wyróżnia się czymś w gatunku. Mi się średnio podobał. Przewidywalny, nachalne momenty straszące i irytujące efekty dźwiękowe. Do tego Ethan Hawke grał zbyt ekspresyjnie co sprawiało teatralne wrażenie i co najgorsze wszystko to już gdzieś widzieliśmy. Mimo tych zastrzeżeń muszę przyznać, choć niechętnie, że niektóre elementy wyszły całkiem nieźle. Praca kamery, montaż i samo zakończenie. Nie było też zbytniego nadmiaru krwi, a wszystko opierało się na atmosferze, która neistety siadała w tych kluczowych, teoretycznie straszących momentach. Nie było źle, ale to jednak nie mój gatunek filmowy bo najbardziej w nim razi mnie "inteligencja" postaci np. to że nigdy nie pomyślą że pierwsze co gdy dzieje się coś niepokojącego to zapalenie światła. Koneserom gatunku się podoba, a ja nie zamierzam się z nimi kłócić.

OCENA 2+/5


Taken 2
Jedynka była bardzo dobra, współczesne podejście do kina sensacyjnego z charyzmatycznym bohaterem i pędzącą na złamanie karku akcją po dość przydługim wstępie. To samo było i w drugiej części. Brakowało tylko tego mrocznego klimatu, wszechobecnego syfu i bezkompromisowego podejścia do spawy. Przez to tą część oceniam gorzej. Brakowało też świeżości, za dużo zapożyczono z poprzednika. Odwołania są fajne, ale w dalszych częściach kinowych serii, druga musi się cechować świeżym podejściem. Na szczęście oglądanie akcji dalej dawało satysfakcję i do tego cieszy że było więcej Maggie Grace na ekranie. Może przez to nie było tak kameralnie jak ostatnio, ale to nie przeszkadzało. Przeszkadzała irytująca elektroniczna muzyka oraz zawiązanie i finał historii. Mogło być dużo lepiej.

OCENA 3+/5