Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alphas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alphas. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 kwietnia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #226 [10.04.2017 - 16.04.2017]

SPOILERY

24: Legacy S01E11 10:00 P.M. - 11:00 P.M.
Nawet nie chcę mi się komentować. Okropne dialogi kontratakują, jakby bohaterowie mieli wygłaszać już gdzieś zasłyszane formułki które nie wnoszą nic nowego do opowieści. Carter krzyczący "Mieliśmy plan" i nie rozumiejąc co się stało wyglądał bardzo żałośnie, kto by się spodziewał, że terroryści będą przygotowani na zasadzkę. Rozmowy z Donovanem równie ciężkie, szczególnie ta o mrocznym pasażerze i przyciąganiu do pracy w CTU. Momentami było bardzo ciężko.

Serial próbuje stawiać trudne pytania, ale średnio mu to wychodzi. Jak daleko można się posunąć by zapewnić bezpieczeństwo państwu? Czy porwanie dziewczynki jest dozwolone by złapać terrorystę? Trudne odpowiedzi? Niekonieczne bo wszystko jest wykrzyczane prosto w twarz z subtelnością rottweilera. Jednoznaczna granica między dobrymi i złymi i robienie kurtyzany z logiki przez co zamiast zastanowić się nad problemem jest agresywne rozmasowywanie much na czole. Dodatkowo serial do galerii przeciwników w sezonie dopisał Azjatów. Obok Afroamerykanów, muzułmanów, Czeczeńców i Latynosów. Jest też zły policjant, ale równoważony przez występującego w zestawie bardzo dobrego i ufnego policjanta więc się nie liczy.

Musze jednak przyznać, że po tym jak wynudziłem się 3/4 odcinka udanie rozegrano cliffhanger przed finałem. Szczególnie dla weterana marki. Na przeciwko siebie postawiono Tony'ego i Cartera, a w tle Andy próbuje pomóc i nawiązać kontakt z Almaidą. Jedyne moment gdy poczułem coś więcej niż przeciętne zainteresowanie.

OCENA 2/6

Alphas S02E01 Wake Up Call
Dziwnym trafem wyjątkowo często maszyna losująca wyrzuca mi seriale porzucone w 2012 roku. Falling Skies, The Killings, Suits i teraz Alphas. Nie powiem żebym był specjalnie podekscytowany powrotem do tego serialu. Pierwszy sezon zapamiętałem jako przeciętnego klona Heroes/X-Men z sympatyczną zgrają bohaterów mimo całkiem pochlebnych notatek z tamtego okresu. Zapamiętałem go też z powodu gościnnego występu Summer Glau. Takie rzeczy zawsze zapadają w pamięci. Jak wyglądał powrót do serialu po pięciu latach przerwy? Całkiem znośnie.

Rosen zamknięty w zakładzie psychiatryczny, świat nie został przekonany do istnienia Alf, Harken i Hicks wciąż pracują dla rządu, a Nina i Rachel wróciły do starego życia gdzie jedna jest grifterką, a druga nie wychodzi z pokoju. Jak to bywa w serialach tego typu trzęsienie ziemi tego rodzaju trwa zaledwie jeden odcinek, na końcu wszystko wraca do dobrze znanego zespołu polującego na serialową odmianę x-menów. Nie mam wiele przeciwko bo całość oglądało się znośnie. Dobrze rozpisane dialogi, wątki osobiste przemycane w krótkich scenkach i fachowo zrealizowane sceny akcji na których parę razy się uśmiechnąłem. I tylko bardzo asekuranckie podejście do całości mi przeszkadza jakby scenarzyści bali się wyjść poza dobrze znane ramy. Taki urok procedurali. Jedyna nadzieja w terrorystycznym zagrożeniu Parisha, ale to i tak zapowiada polowanie na Alfy.

Czy będę oglądał dalej? Nie sądzę. Jeśli serial zostanie wylosowany nie będę się martwił tak jak przed seansem tego odcinka. Jeśli do tego nie dojdzie też się nie obrażę. Zaoferował mi przyjemnie spędzone 40 minut, ale to samo mogę powiedzieć o zeszłotygodniowym Suits. Brakowało mi czegoś co mogłoby mnie skłonić do głębszej refleksji. Rosen opowiadający o tym, że Alfy wcale nie są gorsze od ludzi i inność jest czymś zupełnie normalnym wypowiada dobrze znane słowa Xaviera wałkowane od dziesięcioleci.

OCENA 4/6

Chicago Fire S01E07 Two Families
Solidny odcinek, zachował standard serialu, ale mam wrażenie, że było więcej niepotrzebnych scen niż zazwyczaj. Prócz świątecznego indyka i testu narkotykowego brakowało wyróżniającego motywu. Najwięcej mogło się zmienić u Severide, niestety scenarzyści z klasą pismaków telenowel przeciągają ten wątek. Na szczęście osobiste historię poszczególnych strażaków dały radę, szczególnie ostatnie minuty, które skupiły się na pracujących na remizie osobach. Jak bardzo ich życie jest pokomplikowane przez pracę i jak dużo dają inny. Podobał mi się też motyw młodego kręcącego się w okół pożarów gdy komendant zaczął go podejrzewać o skłonności pirotechniczne.

OCENA 4/6

Into The Badlands S02E02 Force of Eagle's Claws
Może się pośpieszę, ale napiszę to już teraz - nie spodziewałem się, że serial tak bardzo będzie mi się podobał w tym sezonie. Wciąż zdarzające się dłużyzny i niepotrzebne dialogi bardzo nie przeszkadzają. Gdy jednak lepiej rozpisane postacie dostają więcej czasu lub jestem raczony scenami akcji to serial ma całą moją uwagę. Przeszkadza mi tylko poszatkowanie fabuły gdzie poszczególne wątki zbyt słabo na siebie oddziaływają.

Drugi odcinek może potraktować jako drugą część premiery sezonu skupiający się na innych bohaterach. Pokazano Quinna przygotowującego się do wojny i posługującego się religijną retoryką. Charyzmy odmówić mu nie można. Sympatyzować też nie. Zwłaszcza podczas momentów gdzie molestuje Veil i uznaje Henry'ego za swoje dziecko. Duże problemy z główką zapewne nie przeszkodzą mu realizować swoich planów i będzie realnym zagrożeniem. Oby jak najszybciej wieść o jego cudownym przeżyciu dotarła do syna i Wdowy.

Zupełnie pominięta w 2x1 Lydia również dostała sporo czasu. Tutaj też występuje "boski" wątek. O ile Quinn traktuje się za ich pomazańca tak jego żona żyję w komunie będącej ich sługami. Hipisowska sekta wygląda dziwnie, zwłaszcza gdy nie chcą się bronić przed bandytami bo "tylko bogowie mogą odbierać życie". Czyli nomadzi którzy ich napadli byli wysłannikami boga? Absurdalna filozofia życiowa, ale tak jest z każdą religią. Niemniej prowadzi to do konfliktu pokoleniowego w którego centrum jest Lydia szukająca własnego miejsca między ojcem i synem. Poza tym Lydia pokonująca dwóch bandytów wyglądała kozacko.

Poza udaną (jakby w tym serialu były nieudane) sceną akcji Sunny i Bajie dostarczyli kilku komediowych perełek. Może nie pasuje to zbytnio to ponurego i brutalnego settingu serialu tak nie mogłem się przestać uśmiechać gdy tylko Nick Frost zaczął się odzywać. Albo podczas łapania szczura. Lub otwierania zamka wytrychem podczas gdy Sunny walił w niego od kilku minut kamieniem. Dobrze się bawię licząc przy tym na większy plan dla tej postaci poza uosobieniem deus ex machiny mającej zapewnić Sunnym powrót na Pustkowia.

Najbardziej poszkodowaną w odcinku była Wdowa. Dostała małą scenkę gdzie dowiaduje się o zbliżającym konklawe czyli szczycie baronów. Kolejny motyw nasuwający mi skojarzenia Into The Badlands z komiksem Lazarus. Wyjaśniła się też jedna rzecz - Wdowa na prawdę wieży w swoją wizję równego społeczeństwa które kreuje, nie jest to środek pozwalający zyskać jej coraz większą władzę. Tylko czekać na brutalną konfrontację z rzeczywistością.

Na koniec akapit o MK. Na koniec bo dalej jest to najmniej lubiana przeze mnie postać zupełnie nie pasującą do snutej opowieści. Konfrontuje się z własnym sobą w narkotycznej wizji i przegrywa ten pojedynek. Teraz będzie próbował do skutku by pokazać jaki jest z niego bohater na którego jest kreowany. Serial mówi o tym zamiast pokazywać. Mistrzyni bierze go na ucznia, ale czemu, tego nie wiadomo.

OCENA 4/6

Prison Break S05E02 Kaniel Outis
Historia jest absurdalna, realia walki z ISIS jak z popowego teledysku, a zwroty akcji są równie absurdalne co mało zaskakujące. Mimo wszystko ogląda się to dużo lepiej niż 24: Legacy. Serial nieustannie przykuwa do ekranu, umie wykorzystywać budowanie napięcie i nawet akcja mimo swojej umowności daje frajdę.

Michael jako terrorysta w Jemeńskim więzieniu to niezwykle absurdalny pomysł. Tak jak cała afera z tym związana. Czemu to się dzieje? Nie wiadomo. Czy Michael jest wrabiana czy pomaga agencji rządowej, a może sam prowadzi jakąś grę? Nie wiem, ale im głupsze będą odpowiedzi tym dla mnie lepiej. Komiksowa opowieść pasuje do stylistyki serialu.

Bieganie po terytorium opanowanym przez ISIS troszkę mnie wymęczyło. Za dużo bezsensownych rozmów jacy to oni straszni, wszyscy to przecież wiedzą. Lepiej jakby pokazano scenę lub dwie z T-Bagem lub Sucre. Jak już ich zatrudniono i występują w czołówce to niech będą bohaterami tej historii.

Inne:
- doceniam scenerię zniszczonego wojną Jemenu, miła odmiana po nudnej, zurbanizowanej Ameryce.
- Michael opisywany jako bezwzględny manipulator? A czy on nie był empatą troszczącym się o innych?

OCENA 3.5/6

Pitch S01E03 Beanball
Kolejny odcinek który dobrze się oglądało. Mimo to rezygnuję z nadrabiania, dobry serial to za mało by przy nim zostać wiedząc ile jeszcze jest dobra do odkrycia. Zwłaszcza, że po napisach końcowych nie mam przemożnej ochoty odpalenia dalszej części.

Beanball z dotychczas obejrzanych odcinków najmniej mi się podobał mimo dużej uwagi poświęconej meczowi i wpasowywaniu się Ginny do drużyny. Przeszkadzały mi pozornie niezwiązane z teraźniejszą historią flashbacki których sens został wyjawiony na końcu. Co okazało się rozczarowaniem i zapowiedzią nudnego wątku. Dużo ciekawsze rzeczy działy się w pobocznych wątkach. Zwłaszcza u Ala próbującego zachować posadę. Było też trochę niewymuszonego humoru co zawsze warto docenić.

OCENA 4/6

The Expanse S01E12 The Monster and the Rocket
Przyznaje końcówka odcinka mnie odrobinę wzruszyła. Lunatyk mógł zabrać tylko połowę z oczekujących na ratunek ludzi. Przed statkiem zaogniła się sytuacja, doszło do zamieszek i pani kapitan postanowiła odlecieć bez ryzykowania. Naomi nie mogła się na to zgodzić, wyszła, powiedziała prawdę, a ludzie w ramach współpracy przepuścili dzieci i najbardziej potrzebujących. Piękny wyraz ludzkiej solidarności. Nawet ogarnięty manią Holden odpuścił polowanie by pomóc ludziom. Takie optymistyczne akcenty bardzo są potrzebne i równoważą okrutność ludzkiej natury. Właśnie to było głównym motywem odcinek. Meng mówi, że ludzie widząc coś nowego chcą to niszczyć, a spotkanie polityków Ziemi i Marsa dotyczy technologii, która jak sami zaznaczają służy przede wszystkim wojnie. Chciałbym żeby serial częściej wychodził poza swoją formułę i zadawał pytania dotyczące dualności ludzkiej natury.

Udanie poprowadzono wątek Errinwrighta. Wygląda na zrezygnowanego, jakby pogodził się z swoim losem. Ostatecznie postanawia dalej walczyć, wszystko w imię Ziemi. Nie sądzę żeby realizacja odcinka oszukiwała dając przesłanki o jego przyszłym samobójstwie. Tutaj doszło do zmiany decyzji, do ostatniej chwili nie był zdecydowany co należy zrobić. Ostatecznie zabija ministra Marsa, niszczy ich okręt wojskowy lecący po protmolekułę i ryzykuję wojną. Stawia też warunek Mao by zabił Avarasalę. Nieźle się namieszało na koniec sezonu.

Inne:
- XXII wiek, a ludzie wciąż używają takich samych maszynek do golenia, smutna ta wizja przyszłości
- strach Avarasali przed wylotem w kosmos był zabawny ale słowa o różnicy między starymi, a młodymi opuszczającymi Ziemię takie prawdziwe. Zwłaszcza porównując je do tęsknoty Piotra za dobrami wytworzonymi na Ziemi.
- Bobbi zapychająca się kanapkami z ogórkami była słodka i ta jej mina w tle gdy słyszy przeklinającą Avarasalę.
- cliffhanger ładny - protomolekuła na pokładzie Rocinante. W sam raz na finał.

OCENA 5/6

True Detective S02E02 Night Finds You
Jestem niemal na bieżąco z obecnie oglądanymi serialami więc czas ponadrabiać zaległości. Na True Detective padło z kilku powodów. Dwa najważniejsze to ilość odcinków i zapowiedź prac nad kolejną serią. Siedem odcinków powinno szybko zlecieć jeśli poziom będzie odpowiedni. Czytaj lepszy niż teraz. To nie był specjalnie męczący powrót, ale oczekiwałem czegoś więcej. Chyba najbardziej przeszkadza mi sposób rozpisania śledztwo, to że dzięki obserwowaniu drugiej strony jako widz wiem więcej od detektywów przez co tajemnica nie chwyta tak jak powinna. Jeszcze jakby postacie to w pełni rekompensowały to bym zrozumiał. Wszyscy są w jakiś sposób zniszczeni przez życia, a dwóm na trzech śledczych nie układa się w związkach. Brakuje mi też trochę większej ilości rozmów między nimi i mam nadmiar innych dialogów. Czuć literacki styl opowieści Pizzolatto. Czasem chwyta, czasem odrzuca. Zdjęcia i muzyka wciąż daje radę, a zakręcenie zagadki jest odpowiednie.

OCENA 4/6