Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Supernatural. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Supernatural. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 czerwca 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #236 [19.06.2017 - 25.06.2017]

SPOILERY


Supernatural S08E12 As Time Goes By
Kolejne szczęśliwe losowanie, bardzo mnie to cieszy. Tym bardziej, że lubię sobie od czasu do czasu obejrzeć Supernatural. Za klimat, bohaterów i proceduralną formułę od której wiem czego się spodziewać. Z ósmym (i siódmym) sezonem nie było mi jednak po drodze więc stąd moje zaległości.

Serial bardzo lubi wracać do motywu podróży w czasie i wplatać je w rodzinną historię Winchesterów. Tym razem dziadek od strony ojca dosłownie wychodzi z szafy braci w pokoju hotelowy. Ucieczka przed demonami, tajemnicze pudełko i wprowadzenie do mitologii świata Ludzi Pisma, potężnej organizacji obserwatorów i supernaturalnych naukowców. Ja to kupuję. W odcinku naturalnie było sporo humoru, rodzinnej dramy i tanich fabularnych rozwiązań. Nie mniej bardzo dobrze się to oglądało. I nie mogę się doczekać by zobaczyć skarbiec z artefaktami. Przez jakiś czas miałem słabość do książek Clive Cusslera, a to bardzo podobny motyw.

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E13 Everybody Hates Hitler
Nazistów w Supernatural chyba jeszcze nie było. Nazistowskich nekromantów tym bardziej. Tak jak golemów i tajnych żydowskich organizacji walczących podczas drugiej wojny światowej. To był trochę dziwny odcinek dopisujący sporo do mitologii świata. Nie spodziewałem się dwóch tego typu po sobie. Może serial pójdzie z prądem i w 8x14 będzie tak samo? Chciałbym wreszcie jakąś większą fabułę dla tego sezonu.

Sam odcinek nie był jakiś zachwycający. Kilka dłuższych momentów, przeciwnik który został łatwo pokonany i tajemnica która nie okazała się wcale tak znacząca. Było też o dorastaniu do swojej roli. I trochę bardzo udanego humoru (Dean myślący, że jest podrywany przez geja). Oglądało się to przyjemnie czyli niezbędne minimum zostało spełnione.

Nazistowskie Thule to ciekawy dodatek do świata Superantural, ale ja najbardziej ciesze się z bazy wypadowej, którą po tylu latach Winchesterowie wreszcie zyskali. Schludny bunkier dawnych Ludzi Pisma wypełniony wiedzą. Sam w swoim żywiole! I tylko czekać aż pojawią się tam znane i nowe twarze. Supernatural jako serial drogi był fajny, ale zmiany tego typu zawsze przyjmuje z otwartymi ramionami.

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E14 Trial and Error
Strasznie mi się podoba jak Sam i Dean przyzwyczajają się do jaskini wypadowej. Szczególnie to meblowanie pokoju przez Deana wypadło super. Po tyle latach należy im się spokojna przyszłość do której mogą wracać. Tylko trochę bez sensu, że nie zaprosili tam Kevina. Chłopak męczy się sam na łodzi Garetha i zaraz się wykończy. Chłopcy, zróbcie użytek z tego miejsca! I oby scenarzyści szybko nie zresetowali tego pomysłu.

Sam odcinek nie wypadł już tak dobrze. To jedna wielke repetycja. Polowanie na Piekielne Ogary i szukanie osoby, która dobiła targu to nic nowego. Tak jak rozmowy braci o poświęceniu się za siebie. Ile można? Przecież wiadomo, że któryś zginie by zaraz zostać wskrzeszonym.

OCENA 4/6

Supernatural S08E15 Man's Best Friend with Benefits
Po kilku całkiem niezłych odcinków przyszła kolei na nudną historię o wiedźmach gdzie bracia zachowywali się jakby to była ich jedna z pierwszych spraw. Słabo fabuła, zero powiązań z głównym wątkiem i nudne rozwiązanie. Jedynie humor ratuje całość i początkowe zainteresowanie dobrym czarownikiem i jego chowańcem. Najbardziej męczące były kłótnie braci o poświęcenie Sama. Tyle lat i Supernatural wciąż męczy tymi samymi motywami.

Inne:
- Dean jako wiccan z Detroit, kto by pomyślał.

OCENA 3/6

Supernatural S08E16 Remember the Titans
Nie ma to jak w proceduralnym odcinku zabić Prometeusza i Zeusa. Dziwnie się oglądało gdy serial z taką niefrasobliwością podszedł do kultury antycznej. Nie pierwszy przecież raz bawi się panteonami dawnych religii. I nie był to wcale zły odcinek. Dobrze rozpisany na 40 min, z ciekawą tajemnicą, zmianą tonacji w jego trakcie i tragicznym, jako to u greków, zakończeniem. Nawet zrobiono użytek z kryjówki i w końcu ktoś został do niej zaproszony. Nie podoba mi się jak jest prowadzony główny wątek. Jest delikatnie nakreślony, a rozmowy braci o próbach są nudne. Chyba najwyższy czas na powrót Cassa.

OCENA 4/6

Supernatural S08E17 Goodbye Stranger
Odcinek związany z fabułą sezonu, fajnie! Na początku się na to nie zanosiło, trochę grzebania w rzeczach Ludzi Pisma i zwykła sprawa z demonami. Zwykła na standardy serialu - dziwne wykopki w mieście i poszukiwania "czegoś". Potem zjawił się Castiel, dołączyła Meg i finalnie pojawił się Crowley co doprowadziło do bardzo dobrego odcinka. Te postacie to przecież samograj. W gratisie Amanda Tapping jako Naomi. Nawet gdyby działy się rzeczy nudne to ja bym się cieszył, że mogę oglądać tych aktorów. A było dość emocjonalnie. Shipowanie Castiela i Meg było tylko dodatkiem do ponownego spotkanie Casa z Deanem. Dramatycznie i na szczęście z połowicznie happy endem. Tabliczka aniołów i szukanie kolejnej próby mnie nie interesuje, wystarczy mi gdy serial bawi się bohaterami.

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E18 Freaks and Geeks
Właśnie to lubię w serialach z dużą ilością sezonów. Kiedyś pojawił się proceduralny odcinek, a po paru latach znana twarz wraca do serialu by opowiedzieć inną historię. To wciąż jest sprawa tygodnia, ale dająca wrażenie ciągłości. Już nie mogę się doczekać gdy następnym razem zobaczę Krissy i sprawdzę na jakiego łowce wyrosła.

Sam odcinek był bardzo w duchu serialu. Tym razem polowanie było mocno w tle, na pierwszy plan wysunęła się sprawa dzieci łowców i normalności. Czy jest na nią miejsce w tym świecie? Czy można uciec od polowań gdy poznało się mroczą stronę świata? To była też opowieść o przyjaźni (niestety słabo rozwinięto postacie poboczne), niespełnionych ambicjach i zemście. Udane combo.

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E19 Taxi Driver
Paradoks Supernatural - nie mogę się doczekać odcinków mitologicznych, a gdy jest opowiadana fabuła sezonu ja się nudzę. Tym razem Sam walczył z kolejną próbą - wyprawa do piekła po duszę Bobby'ego. Brzmi fajnie, realizacja marna. Bieganie po lasach, trochę krypt, fajne spotkanie z dawno niewidzianą twarzą, mniej fajne z Bennym i Naomi i wątek Kevina. Tyle. Nic specjalnego, bez większego napięcia i twistów fabularnych. Jakby odhaczanie rzeczy które trzeba zrealizować przed finałem sezonu.

OCENA 3/6

Supernatural S08E20 Pac-Man Fever
Gościnny występ Felici Day więc odcinek o klasę lepszy niż można się było spodziewać. Uwielbiam jej relację z Deanem, niczym brat i siostra. Trochę tajemnic między nimi jest, ale potrafią sobie zaufać, pocieszyć i uratować życie. Podobała mi się też historyjka o dżinach i osobisty wątek Charlie z umierającą matką by zwiększyć dramatyzm. Nie zawiodły też geekowskie odwołania. Odcinek był nimi wypełniony po brzegi. Z najfajniejszych to aliasy Charlie (Asimov, Tolkien, Le Guin) i bardzo smutne czytanie Hobbita na końcu. Humor, Charlie, sprawna fabuła i jeden z najlepszych odcinków sezonu gwarantowany.

OCENA 5/6

Supernatural S08E21 The Great Escapist
Im dalej w sezon tym intryga jest nudniejsza. Crowleya i Naomi jak zwykle bardzo dobrze się ogląda tylko co z tego skoro nie wiadomo co te postacie knują. Brakuje rzeczywistego konfliktu i stawki o którą można by walczyć. Zamknięcie bram piekła jest strasznie nietrafionym pomysłem. Metatron również wypadł bardzo nijako. Fajny motyw z chęcią zbierania opowieści i tyle. Relację braci męczyły. Najlepszy był reżyser Crowley i pewny siebie Kevin po tym gdy odkrył, że jest porwany przez demony. Dobre sceny w morzu nijakości. Szkoda.

OCENA 3/6

Supernatural S08E22 Clip Show
Mocno nierówny odcinek niepotrzebnie skaczący po zbyt dużej ilości wątków przez co wprowadzono niepotrzebny chaos i tylko jeden z nich się opłacił. Ale jak! Crowley znalazł wreszcie sposób na braci - polowanie na ich ofiary. Miło było zobaczyć ocalonych przez braci co wprowadziło potrzebne emocję podczas ich śmierci. Ostatnia scena z przemową Crowleya i umierającą kobietą była mocna. Udanie położono fundamenty pod finał.

Trochę gorzej wypadła historia egzorcyzmów mających uleczyć demona, która doprowadziła do uwolnienia Abaddony w bardzo naiwny sposób. Nie kupuje też prób Castiela i zamknięcia nieba. Metatron może mieć ukryty plan.

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E23 Sacrifice
Podtrzymuje co pisałem o fabule tego sezonu - jest chaotyczna i nieudolnie prowadzona. Latanie za tabliczkami Boga, wypełniania prób w celu zamknięcia piekła by ostatecznie nic z tego nie wyszło. Zamiast tego w parę odcinków Metatron zrealizował swój plan sprowadzenia wszystkich aniołów na Ziemię. Do tego obowiązkowe męczące poświęcanie się braci i rozmowy o miłości Winchesterów. Słabo.

Mimo to odcinka nie oglądało się wcale źle. Pierw powrót Jody Mills, szybkie złapanie Crowleya i prowadzenie dwóch równoległych linii fabularnych. Było wciągającą i nie brakowało zainteresowanie. Momenty również były, a jakże! Mój ulubiony to Abaddona poniewierającą królem piekła, a potem przebudzenie człowieczeństwa u Crowleya. Gdyby ostatecznie udało się go uzdrowić można by poprowadzić całkiem ciekawą historię.

OCENA 4/6

Supernatural S09E01 I Think I'm Gonna Like It Here
Lubię ten dreszczyk niepewności podczas oglądania premier sezonu. Odkrywanie kierunku w którym zmierza serial i koniecznej ewolucji podczas wakacyjnej przerwy. Niestety premiera 9 serii to jedna wielka powtórka z rozgrywki. Sam umiera, a Dean robi wszystko by go uratować. Ostatecznie dogaduje się z aniołem, który wykorzystuje Sama jako naczynie. Oczywiście zostaje to małą tajemnicą Deana i Ezekiela. Wiecie, ukrywanie takich rzeczy zawsze dobrze się kończy. Po takich odcinkach odechciewa mi się oglądać Supernatural.

Ciekawie wypadł za to wątek Castiela jako człowieka. Ziemskie pokusy i pakowanie sięw kolejne kłopoty. Było zabawnie i co oczywiste dramatycznie. Dobrze jest też widzieć go w stałej obsadzie sezonu tzn. sensowne potraktowanie jego pokuty i chęci pomocy aniołom.

OCENA 3/6

Supernatural S09E02 Devil May Care
Kolejny nudny i chaotyczny odcinek gdzie poruszono zbyt wiele motywów, a całość okazała się papką. Abaddona walczy o piekło, bracia kombinują co dalej i kończą na kolejnym rozprawianiu się z demonami, a Crowley dalej bawi się w manipulanta. Już mnie męczy cała ta anielsko-demoniczna mitologia i wolałbym dostać jakiegoś klasycznego przeciwnika.

OCENA 3/6

Supernatural S09E03 I'm No Angel
Postanowiłem zlekceważyć wątek anielski na ile tylko mogłem i potraktować Supernatural jako przygodową komedię. I to zadziałało. Castiel odnajdujący się jako człowiek, jego społeczne nieprzystosowanie i kłopotliwe rozmowy to kopalnia śmiechu. Strasznie się ciesze z jego dużej roli w tym sezonie. Również poszukiwania braci wypadły znośnie. Tyle i aż tyle.

OCENA 4/6

Supernatural S09E04 Slumber Party
Niemal kompletnie zrezygnowano z wątku anielskiego, ponownie sprowadzono Felicie Day i w szalony sposób powiększono mitologię serialu. Prosty przepis na jeden z lepszych odcinków od dłuższego czasu. Miał kilka problemów z tempem, ale wypadł przeuroczo. Zresztą, jak wpisanie świata Oz do Supernatural mogło wypaść słabo? To jest skok przez rekina otwierający masę możliwości i zabawę z innymi światami. Do tego Charlie z Dorothy miały niesamowitą chemię i już nie mogę się doczekać by znowu zobaczyć tą dwójkę.

Inne:
- nie jest łowcą ten kto nie Zmartwychwstanie, jakie to prawdziwe. Zaraz, czy Jezus był w takim razie łowcą?
- Crowley wielkim fanem Wicked Witch, można się było tego spodziewać.
- kolejna okazja i Charlie znowu nie spotkała się z Castielem. Trzeba na to znowu czekać.

OCENA 4.5/6

Supernatural S09E05 Dog Dean Afternoon
Uwielbiam typowe komediowe odcinki w Supernatural. Zazwyczaj są nieoczekiwanymi niespodziankami jak tutaj. Tym razem głównym rozweselającym motywem był Dean rozmawiający z zwierzętami. Kłótnia z psem o dyskografię Styx czy z gołębiem o ich typowe zachowanie mocno mnie rozśmieszyły. Ale głównym daniem był Dean przejawiający częściowo psie zachowanie. Drapanie, aportowanie, zachwyt na widok suczki. Timing Acklesa w tych scenach był perfekcyjny. Było tyle dobra, że jestem w stanie wybaczyć dalsze wałkowanie wątku Ezekiela wciąż pomagającego Deanowi i brak pomysłu na ciekawą fabułę.

OCENA 4.5/6 

poniedziałek, 7 marca 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #176 [01.03.2016 -07.03.2016]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S01E06 Star City 2046
Rozczarowałem się. Wizyta w przyszłości miała taki olbrzymi potencjał, a odcinek niestety przypomniał mi najgorsze chwilę z Arrow. Bezsensowna pogoń po mieście, nieciekawe dramaty i walki na których się ziewa. I ta fabuła! Syn Deathstroka niczym jego ojciec przybywa do miasta, przejmuję władzę i pozbawia Olliego ręki rządząc przez kolejne 15 lat. Tak, rząd USA nic nie ma przeciwko. Jestem w stanie wiele zaakceptować, ale nie to. Ten wątek podkreśla też jak głupi lub jak bardzo nie przejmuje się konsekwencjami swojej misji Rip Hunter. Ray i Sara mieli być zbędni dlatego ich zrekrutował co było jedną z przyczyn upadku Star City. To jednak nie tacy zbędni? W ogóle podróże w czasie to jeden wielki bałagan w tym uniwersum i chyba przestanę na nie zwracać uwagę. Rip cofa się do lat '70 i w kółko papla o tym, że nie można naruszyć strumienia czasu. Teraz będąc w 2046 opowiada, że to jedna z możliwych wersji przyszłości. Tylko czemu skoro to jest jego przeszłość, której nie powinien próbować naruszyć, a pokonanie Deathstroke'a  juniora nie jest delikatną zmianą. Już lepiej nich wyrzucą dylematy związane z podróżami w czasie i wprowadzą stały timeline z nieskończoną liczbą przyszłości gdzie nic nie można popsuć. Pasuje to do rozrywkowego charakteru serialu.

A zabawy trochę tutaj było. Zwłaszcza w wątkach nie dotyczących Green Arrow. Ubawiłem się oglądając Heat Wave'a zdobywającego gang i Snarta, któremu nie podoba się obecna rzeczywistość. Jak bardzo się nie zgadzali do przyszłości, a potem gdy Leonard wybuchnął, że chcę pokonać Vandala by zostać największym badassem w historii. Ten to ma fantazję. Podoba mi się jak postacie powoli wychodzą z swoich początkowych ról i są rozwijane ich osobowości.

W ogóle najfajniej wypadają relację między nimi. Zabawnie wypadły sceny z dwoma połówkami Firestorma i romansami młodego gdzie rywalizował z Rayem o względy Kendry. Dużo humoru potrzebnego w tym niepotrzebnie mrocznym odcinku. Udanie wychodzą też wszystkie powiązanie miedzy bohaterami. Jak np. Stain mówiący, że nie można zostawić Sary trzeba zrobić wszystko by jej pomóc nawet jeśli miałoby to naruszyć timeline. Ich wyższość moralna jest tym co odróżnia ich od Vandala. Co ładnie koresponduje z poprzednim odcinkiem gdzie Sara miała zabić Staina by nie zniszczyć przyszłości.

Był też zgorzkniały Ollie z kozią bródką i bez ręki. To wyszło nieźle póki nie zaczął walczyć jakby nic mu się nie stało.

OCENA 4/6

Power Rangers Jungle Fury S16E01 Welcome To The Jungle (1)
Doskonale pamiętam moje wrażenia po pilocie Power Rangers RPM. Już pierwsze minuty mnie zachwyciły, a potem było tylko lepiej. Post apokaliptyczny klimat z ostatnim miastem ludzkości, wyraziste sylwetki bohaterów do których od razu pała się sympatią, walki z finezyjną choreografią i wciągająca fabuła. Nie sądziłem, że Power Rangers może być tak dobre. Pełen wiary w możliwości serialu, świeżo po ciężkich bojach z Mighty Morphin zacząłem Jungle Fury. I się rozczarowałem.

Bardzo chciałem by mi się spodobało, żeby od pierwszych minut przeżywać przygodę wraz z bohaterami. I faktycznie, początek był całkiem dobry. Tajemniczy quasi tybetański klasztor, szybie zapoznanie z charakterami postaci i przyjemne dla oka walki. Wybrano trzech najlepszych kandydatów z których jeden okazał się dupkiem i nie dostał zaszczytu chronienia tajemniczej szkatułki przechowującej wielkie zło. Górę wzięła zawiść, wrócił, przypadkowo uwolnił demona, a mentor bohaterów ginie wysyłając swoich podopiecznych do nowego mistrza. I o ile podoba mi się klimat, pomysł z długoletnim szkoleniem i awatarami zwierząt, które pomagają w walce tak fabułka jest strasznie pretekstowa. Wielki zły to początkowo śmieszna zjawa, a historia o tym jak 10 tysięcy lat  temu chciał oddać Ziemię w władanie zwierząt wybijając przy tym ludzkość wcale mnie nie ruszyła. To już Rita wychodząc z kosmicznego pojemnika na odpadki miała lepszy debiut. Również bohaterowie specjalnie mnie nie zainteresowali, nawet młody adept, który wykazał się honorem i zastąpił niegodnego.

Trochę ciekawiej zrobiło się gdy bohaterowie szukając nowego mistrza trafili do pizzerii. Yeah, z klasztoru na odludziu do lokalu z pizzą. Tutaj poznajemy RJ, właściciela przybytku, który zostaje nowym mentorem bohaterów. I już go uwielbiam, wiem że jeśli reszta mi nie podpasuje to dla niego będę oglądał dalej. Pewny siebie i luzacki, bawi się z wojownikami nie przyznając kim jest i oferuje im pracę, a swój lokal traktuje bardzo poważnie. Nie ma zamiaru brać udziały w walkach na ulicy bo przecież musi się opiekować swoim przybytkiem. Rzuca też niesamowicie zabawnymi tekstami. Podoba mi się taki mentor, mniej poważny od swoich wychowanków. To będzie ciekawe doświadczenie.

Co interesujące główni bohaterowie nie są Power Rangers. Przynajmniej nie do końca. Kolega kolegi kolegi RJ mając odpowiednie dojścia załatwi mu dostęp do Power Grid poprzez... okulary! Tak morferami są okulary, a bohaterowie hackuje dostęp do mocy. Oczywiście w słusznej sprawie. Duchowo to jak najbardziej Power Rangers. Gdy słyszą wybuchy na ulicy od razu idą ratować ludzi nawet jeśli wątpią w swoje umiejętności. To jest ich powołanie, do tego przygotował ich wieloletni trening. Na razie zostali nakreśleni delikatną kreską ale serial ma jeszcze 31 odcinków by nadać im wyrazistych barw.

Nie podobają mi się źli. Może później jak dostaną więcej czasu, ale na razie jest słabo. Mistyczna siła prawdopodobnie opanowała byłego adepta, który zapoczątkował cały ten ambaras. W ich siedzibie jest jeszcze tylko jego kochanka bez wyrazu i armia kitowców. Którzy poruszają się skokami. O matko! Jak mi to przeszkadzała. Może dlatego od razu zraziłem się do nich? To było śmieszne przez pierwsze 10 sekund potem tylko irytowało. Jednak wracając do big bad Jungle Fury. Liczę, że z biegiem czasu jego plan nabierze złożoności i dostanie charyzmatycznych pomagierów. Czerpanie z mocy zwierząt może też być ciekawe jeśli połączy się to z technologią.

Ogólnie odcinek ciężko mi się oglądało. Poza RJ było mało naturalnego humoru, dużo ekspozycji i szarpane tempo. Gdy zacząłem się interesować dostawałem przeskok do ekipy złych lub długie starcia, który troszkę nudzą. Ładnie zrobiono, dużo się dzieje, ale brakuje mi szaleństw. To w końcu Power Rangers, chcę jazdę po bandzie na jednej nodze z zamkniętymi oczami, a na razie tylko RJ mi to funduje. Plus nieudane morfowanie w Rangera przed walką

Inne:
-  Anne Hutchinson w roli Lily, Żółtej Wojowniczki. Kojarzyłem, że gra w PR, ale nie spodziewałem się jej akurat tutaj. Miło oglądać znaną twarz.
- CGI stoi na przeciętnym poziomie, ale na razie jest wykorzystywane z umiarem. Oby tak zostało.
- nie podoba mi się piosenka z czołówki. Muzyka jeszcze, ale ten zbyt młodzieżowy wokal działa mi na nerwy.
- mistrz w świątyni dopiero na zakończenie szkolenia wydala jednego ze swoich uczniów. Nieudolnie prowadził szkółkę skoro nie dostrzegł w niej kogoś znęcającego się nad słabszymi. Chyba, że wierzył w jego zmianę, ale tego serial akurat nie pokazuje.
- jest to pierwsza część dwuodcinkowego pilota, ale jak w przypadku Power Rangers RPM mimo emisji jednej nocy odcinki zostały wyemitowane oddzielnie więc tak też oceniam. Tym bardziej, że również kończą się cliffhangerem podczas walki.

OCENA 3.5/6

Supernatural S08E02 What's Up, Tiger Mommy?
Raz na jakiś czas nachodzi mnie ochotę by wrócić do Supernatural, najstarszego serialu jaki oglądam. Szybko mija, ale lubię obejrzeć parę odcinków braci Winchesterów. Powrót okazał się wystarczająco dobry żeby nie kończyć tylko na tym odcinku. Jasne, to nie było nic specjalnego. Sam i Dean wraz z Kevinem próbują odzyskać tabliczkę z Słowem Bożym, wplątuje się w to matka Kevina i dochodzi do demonicznej licytacji, która zgodnie z oczekiwaniami nie przebiega zgodnie z planem. Był humor (licytacja między niebem, a piekłem!, młot Thora), fajnie skonstruowany wątek potwora tygodnia oraz Crowlem. Crowley to zawsze dobry argument. Nawet flashbacki Deana z czyśćca ciekawią ponieważ ukrywają jakąś tajemnicę.

OCENA 4/6

Supernatural S08E03 Heartache
Wątek główny został porzucony co wcale mi nie przeszkadza. Przecież nie po to oglądam Supernatural. Chodzi mi o znany humor, mitologię i twisty w śledztwach. Tego pierwszego było niewiele, raptem parę zabawnych uwag Deana. Zasięgnięcie do mitologii majów okazało się bardzo stereotypowe - wyrywanie serc dających siłę. Jednak już zwroty akcji były dobrze poprowadzone. Pierw zwykłe śledztwo w sprawie wyrywania serc, potem coraz więcej ofiar, tajemnicza staruszka i wplątanie w to historii miłosnej. Zaciekawiło mnie czyli było dobrze.

Supernatural kołem się toczy. Co chwila bracia się kłócą i na zmianę chcą rezygnować z łowów. Tym rzem Sam tęskni za życiem z Amelią. Twierdzi, że podobała mu się normalność, którą zaznał pierwszy raz w życiu. Już wiem co mnie będzie męczyło w najbliższych odcinków. Nie podoba mi się też ten mini retcon. Przecież przed początkiem serialu Sam mieszkał z Jessicą, mieli nawet brać ślub. Więc jednak wie jak wygląda normalne życie.

OCENA 4/6

Supernatural S08E04 Bitten
Drugi w historii serialu odcinek z gatunku found footage. Ostatni był w trzecim sezonie więc wybaczam i pochwalę za staranie. I głównie za to. Całość miała fajny pomysł - pokazać co się dzieje z zwykłymi ludźmi wplątanymi w nadnaturalne zjawiska gdy Sam i Dean prowadzą śledztwo. Tylko wyszło okropnie sztampowo. Pierwsze 25 minut jest niesamowicie nudne, pasek postępu praktycznie stoi w miejscu. Nie ma nic ciekawego w oglądaniu trójki studentów podczas normalnego życia i potem radzenia sobie z ugryzieniem wilkołaka. Irytuje też trójkąt miłosny, który eksploduje z całą siłą pod koniec. Serial próbuje przy tym być za mądry wplątując w mało subtelny sposób odniesienia do Władcy much i wątek poszukiwania swojej tożsamości. Dobrze, że chociaż końcówka dała radę i przeżyła tylko dziewczyna, która była najnormalniejsza z całej trójki, a nawet można jej było kibicować.

Po wyjściu Deana z czyśćca myślałem, że będzie powtórka historii z Samem po piekle. Bardziej bezwzględny i brutalny łowca chcący tylko zabijać potwory. A jak się okazuje wcale tak nie jest. To on twierdzi, że trzeba dać szansę Kate i nie chcę jej gonić mimo, że zmieniła się w wilkołaka. I teraz chciałbym żeby za paręnaście odcinków wróciła.

OCENA 2.5/6

Supernatural S08E05 Blood Brother
Serial testuje moją cierpliwość. Oglądam go dla spraw prowadzonych przez braci, a drugi odcinek z rzędu funduje mi odskocznie opowiadając ponownie historię miłosną. Było odrobinę lepiej z powodu Bennyego. Wampira cierpiącego na ból istnienia. Powrócił by dokonać zemsty, a spotkał dawną miłość, która została przemieniona. Ich pożegnanie było pełne smutku i pogodzenia się z losem. Niczym gotycki niespełniony romans. Sam wypełniacz był nudnawy. Słaba akcja, standardowe ścinanie główek i brak emocji.

W odcinku były dwa rodzaje flashbacków. Te z czyśćca pokazywały trudną relację między człowiekiem, aniołem i wampirem i przyjaźń, która się między nimi narodziła. Na razie Benny jest fajnie prowadzony bo ucieka od stereotypu zdrajcy, udawanego przyjaciela chcącego za wszelką cenę wrócić na Ziemię. Jednak czuję, że serial mnie szybko sprowadzi na ziemię. Migawki z przeszłości Sama były nudne. Jak to sobie znalazł życie i ile łączy go z Amelią. Przez to wychodzi na jeszcze większego dupka.

OCENA 3/6

Supernatural S08E06 Southern Comfort
Gareth wrócił, fajnie jest zobaczyć znaną postać. Szkoda, że w przeciętnym odcinku. Więcej humoru poproszę, a nie wieczny angst! Bracia się kłócą, obwiniają, a na dodatek mają pretensję do Garetha, który zajął rolę Bobbyego. A ja mam pretensje do scenarzystów za ten wątek. Ani śmieszny ani dramatyczny, wyszedł bardzo przeciętnie. Rozumiem, że zajął jego rolę i udziela rady innym łowcą, ale używanie tego samego słownictwa czy noszenie charakterystycznej czapeczki to za dużo. Ponadto nie potrzebne flashbacki z Samem, które nie mówią nic nowego. A sprawa? Polowanie na ducha z twistem.

OCENA 3/6

Supernatural S08E07 A Little Slice of Kevin
Castiel, Crowley, Kevin z mamusią i od razu lepiej się ogląda. Historyjka bardzo prosta - tajemnicze zaginięcia ludzi, którzy okazują się prorokami i próba odbicia Kevina. Nic specjalnego, ale w trakcie dużo fajnych scen. Jak Dean uświadamiający sobie jak wyglądała ucieczka z czyśćca czy porwani przez demony zastanawiający się czy są na statku kosmicznym. I rozmowy mamy Kevina z wiedźmą - cudo! Cieszy też końcówka z debiutem Amandy Tapping jako anielicy Neomi. Kolejny powód by zostać z serialem na jeszcze trochę.

OCENA 4/6

Supernatural S08E08 Hunteri Heroici
Cudowne! Dawno się tak nie uśmiałem na Supernatural, ba dawno się tak nie uśmiałem. Odcinek zaczął się od wyskakującego serca. Myślę sobie, że zwykłe morderstwo z wiedźmą i delikatnym twistem. Jak lubię się mylić. Zamiast tego dostałem hołd dla kreskówek Looney Tunes. Odwołań do klasycznych animacji było na pęczki i ciężko było się nie uśmiechnąć gdy zobaczyło się gościa rozkwaszonego przez kowadło lub jak pistolet Deana wystrzelił chorągiewkę z bang. Do tego żarty i aluzję. Chciałoby się więcej takich parodystycznych odcinków.

Jednak nie tylko humor zadziałał. Był też wątek z radzeniem sobie z własną tożsamością i konfrontacji z przeszłością rozgrywany na trzech poziomach. Cass uciekający od odpowiedzialności za to co zrobił w niebie. Sam nie radzący sobie po zostawieniu Ameli. I Fred Jones uciekający do wyimaginowanego świata. Dobra robota.

OCENA 5/6

Supernatural S08E09 Citizen Fang
Podoba mi się jak prowadzony jest Benny. Początkowo nie pokazywano co stało się w czyśćcu, potem kazano kwestionować jego intencję. Serial bardzo niejednoznacznie go prowadzi przez co można się zastanawiać jaki on jest - dobry czy zły. Tak było przez cały odcinek. Chociaż tutaj pokazywano to już w zbyt ordynarny sposób i jasnym było, że jest wrabiany. Na szczęście końcówka też stawia jego intencję pod znakiem zapytania. Nie wiadomo jak zginął Marty. Równie dobrze to Elisabeth mogło go zadźgać ratując dziadka.

Ogólnie cały odcinek oglądało się bardzo dobrze mimo, że opowiadał starą jak świat historię niezgody między braćmi. Po roku przerwy nie ufają sobie, ale Sam stara się robić wszystko by naprawić ich sytuację, nawet daje czas Deanowi by ten mógł pomóc swojemu wampirzemu kumplowi. A co robi potem Dean? Wykorzystuję Amelię by go usunąć z drogi. Nie lubię jej wątki, coraz bardziej mnie irytuje, ale może wreszcie doczeka się zakończenia.

OCENA 4/6

Supernatural S08E10 Torn and Frayed
Jakie te anioły są głupie. Alfie kilka tygodni po porwaniu nadaje wiadomość w anielskim radiu, że ma go Crowley. Przecież to powinna być pierwsza rzecz jaką zrobił. I nikt jeszcze nie pomyślał, że zniknął akurat podczas feralnej licytacji. No banda półgłówków. Jednak ignorując to nawet zaczyna mi się podobać do czego prowadzi anielski wątek. Crowley zna treść tabliczki i okazuje się, że nie tylko Castiel jest kontrolowany przez Neomi. Fajnie to wygląda. Ona niczym szefowa wielkiej korpo jest panią ciał i umysłów wszystkich swoich podwładnych.

Strasznie nie podoba mi się co zrobiono z Bennym i Amelią. Nagle okazuje się, że coś nie tak z Castielem i Sam z Deanem zrywają kontakty z nowymi BFF. Nie rozumiem tych wątków. Zwłaszcza Sama. Zajmował mnóstwo czasu i do niczego konkretnego nie doprowadził.

Odcinek jako całość przeciętny. W pewnym momencie zaczął nużyć, polowanie na demony standardowe, a żarty były... no cóż nie pamiętam żartów więc było przeciętnie. Poza Crowleyem, on zawsze jest wybitny.

OCENA 3/6

Supernatural S08E11 LARP and the Real Girl
Drugi komediowy odcinek w krótkim czasie udowadnia gdzie leży siła tego serialu w ostatnich sezonach. Nie dramatach braci czy horrorowych odcinkach opartych na folklorze i mitach miejskich, a humorze często parodystycznym składającym przy tym hołd materiałowi źródłowemu. Tym razem padło na LARP z gościnnym udziałem powracającej do roli Charlie Felici Day. Już samo to stanowi atut odcinka. Było też dziwaczne morderstwo (rozczłonkowanie przez niewidzialne konie w sypialni), Dean czerpiący radość z zabawy, cosplay za giermka i zdemaskowanie fałszywych odznak FBI. Nawet fabularnie trochę zaciekawiło z niespodziewanymi twistami i wprowadzeniem leśnych wróżek do mitologii serialu.

OCENA 4.5/6

Quantico S01E03 Cover
Z powodu zamówienia drugiego sezonu i angażu  Priayanki Chopra do filmowego Słonecznego patrolu postanowiłem dać jeszcze jedną szansę Quantico. I podtrzymuje swoje zdanie. To bardzo przyjemny głupi serial. Ogląda się go szybko, czasem narzeka na absurdy, a czasem wciąga to co dzieje się na ekranie. Szczególnie flashforward do zamachu. Samotna Alex próbuje rozwikłać sprawę i ucieka przed FBI. Rzucane są kolejne rewelacje, które każą kwestionować wszystko co się wiedziało. Jak tym razem. Spotkała Simona, które jej pomagał, kazał wątpić w szczere intencję, potem znowu pomaga i ostatecznie okazuje się, że pracuje dla FBI. I wciąż nie wiadomo czy FBI próbującego rozwikłać spisek czy wrabiają Alex. Motyw niepewności i zapowiedź tajemniczych wydarzeń jest bardzo fajnie prowadzony. Gorzej z scenami w akademii. Zbyt wiele tutaj liceum, a za mało szkoły dla agentów FBI. Zbyt popowo to wygląda. Tak czy inaczej jeszcze odcinek lub dwa obejrzę.

OCENA 3.5/6

The 100 S03E07 Thirteen
Bardzo długo zbierałem się do napisania tych kilku słów. Widziałem co się w nim wydarzy. Serialowe portale zwykle nie zawierają spoilerów, ale jeśli napisali w nagłówku "shocking death" to wiadomo było o kogo chodzi. Lexę. Ukochaną postać fandomu, najciekawszą bohaterkę serialu. I oglądanie tego odcinka bolało. Przeświadczenie, że to ostatnie spotkanie zwiększyło tylko emocję. Z powodu kontraktu Alyci Debnam-Carey los Lexy był spodziewany, szykowałem się na to, The 100 nie cacka się z postaciami. Jednak nic nie poradzę, że ta śmierć tak mną ruszyła. Niby standardowo poprowadzona historia. Clarke i Lexa w końcu uprawiają seks przed długą rozłąką by potem jedna z nich zginęła. Widziane setki razy, ale miało sens. Nie można mówić o prostym zabiegu fabularnym napędzającym bohatera. W głowie układałem sobie wiele możliwych scenariuszy zakończenia tego wątku i właśnie taki wydawał się najlepszy mimo, że śmierdzi Whedonem. Lexa musiała zginąć jej postać dla serialu była zbyt ważna by odeszła, a napięty grafik Alyci nie pozwalał jej grać w dwóch serialach na raz. Intymna chwila między z Clarke musiała mieć miejsce, fandom by nie wybaczył gdyby tego zabrakło. Tak więc rozumiem decyzję Rottenberga. Nawet ciesze się, że potrafi stworzyć serial, który wywołuje tyle emocji. To pożegnanie między dwiema kochającymi się kobietami, które nigdy nie będą mogły być razem!

Cholernie będę tęsknił za Lexą.

Co ciekawe jej zgon nie jest jedynie motywatorem dla Clarke, a pełni ważną rolę dla mitologii serialu. Flashbacki sprzed zagłady pokazały stworzenie interfejsu neuronowego dla sztucznej inteligencji. Jak się okazuje Tytus wyciąga go z kręgosłupa Lexy. I serial sprawił, że konkretnie zgłupiałem. Zgrabnie powiązał wątki i otworzył mnóstwo ciekawych dróg, którymi może podążyć. Czy w takim razie każdy kolejny Komandor był hybrydą człowieka i SI?  Beccka stworzyła kolejne SI by ludzkość mogła przetrwać, eliminując błędy A.L.I.E. i podarowała je ocalonym. Paradoksalnie dowódcy by lepiej kierować swoimi ludźmi odcięli się od ludzkich cech czyli komputerowa natura odpowiadała za ich działanie. Dzięki temu wyrosła potężna cywilizacja Grounders, 12 plemion pod wodzą jednego przywódcy. A teraz wróciło SI Prime, które chcę dokończyć holocaust. Ależ mi się ten wątek podoba. Tym bardziej, że wplątani są bohaterowie na których mi zależy i nie jest on nawet główną osią historii.

Jeszcze co do flashbacków. Jak się je doskonale oglądało. Piękny wizualnie powrót w kosmos. Pierw chwila zagłady. Wiemy, że A.L.I.E. jakoś wydostała się z swojej klatki Faradaya i odpaliła rakiety by zredukować populację. Logiczne. Co zrobić by ludność przetrwała - wybić większość. Przeludniona ziemia nie mogła sobie poradzić więc dokonano miękkiego resetu. Power Rangers RPM, Terminator i Battlestar Galactica miały nuklearną zagładę, której nadrzędnym celem było wybicie wszystkich ludzi, The 100 jest dużo bardziej skomplikowane. Przy czym piękny widok zagłady widziany z stacji kosmicznej. Podobała mi się desperacja Beccki jak chcę odpokutować za to zrobiła, jak powoli popada w szaleństwo i dokonuje desperackich akcji. Jak ludzkość obawia się SI i niszczy stację, na której się ona znajduje. I ta ostatnia widokówka z lądowania. Podobało mi się też jak była opowiadana mitologia serialu. W flashbackach, w kwaterach Titusa, a ostatecznej zrozumienie nastąpiła na samym końcu gdy spleciono wszystkie wątki.

OCENA 5.5/6

Vikings S04E02 Kill the Queen
Dziwnie mi się oglądało ten odcinek. Dużo skakania między bohaterami, ładne zdjęcia, mało wikingów i nuda. Typowy ekspozycyjny epizod nakreślający wątki, które będą z czasem rozwijany, ale posiadający również sporo zapychaczy. Jak sceny w Wessex gdzie Ekbert spełnia zachcianki Judyty by dobrać się jej pod sukienkę, a jego syn zdobywa księżniczkę zamknięto na szczycie wieży. W brutalny sposób z nieźle wyreżyserowaną walką jednak to wciąż nie to co chcę oglądać. Tak samo jak scen w Paryżu. Wprowadzono dodatkową intrygę na dworze, ale średnio mnie interesuje póki nie wplączę się w nią Rollo.

Najlepiej oczywiście w Skandynawii. Polowanie na Flokiego czy samotna wyprawa Bjorna były bardzo spokojne, ale z pięknymi zdjęciami. Szczególnie walka człowieka z naturą wyszła pięknie. Tylko znowu - praktycznie nic się tutaj nie dzieje. Cieszy, że wątek Flokiego powoli się kończy. Dostał karę i teraz czas by Ragnar mu wybaczył. Ciekawe czy to bogowie postanowili z niego zakpić czy Ragnar miał coś wspólnego z śmiercią córki. Nie zdziwiłbym się.

OCENA 4/6

Vikings S04E03 Mercy
Najbardziej podobały mi się sceny z Bjornem. Mocno ascetyczne, z przytłaczającą bielą opowiadające o zmaganiach człowieka z naturę i czerpaniu przyjemności z drobnych rzeczy jakimi jest znaleziona baryłka z alkoholem. Długo zapowiadane starcie z niedźwiedziem nie było spektakularne, ale miało pewien urok wynikający z surowości. Ładnie wyszła ostatnia scena gdy Bjorn wynurza się z kry niczym nowo narodzony i silniejszy człowiek. Trochę z wskrzeszeniami z Battlestar Galactica mi się skojarzyło, ale to przez The 100.

Równie ciekawie było w Kattegat gdzie dostaliśmy dramat rodzinny Flokiego. Kara została wymierzona, a Helga robi wszystko by uśmierzyć cierpienie męża. Pięknie kadrowane ujęcia z półnagim Flokim w jaskini z stonowanym oświetleniem tylko podkreślało desperacką sytuację. Tak jak zmiany fizyczne u Helgi. Końcówka dość spodziewana gdy Rangar postanawia go oswobodzić, ale ciekawie poprowadzona przywracając na moment Aethelstana.

Sceny w Wessex to romanse, umacnianie się roli Judith i kolejne pojawienie się mnicha. Jakby chciano podkreślić podobieństwo między Ragnarem i Eckbertem. Trochę w zbyt dosłowny sposób, ale podobał mi się mistycyzm tej sceny. Natomiast w Paryżu dalszy ciąg spisków i problemów małżeńskich Rollo. Najfajniej ogląda się starcie dwóch cywilizacji gdy nieokrzesany wiking próbuje odgrywać diuka i puszczają mu nerwy.

Mimo ważnych wydarzeń znowu czułem znudzenie podczas oglądania serialu i chyba wiem skąd się ono bierze. W natłoku postaci brakuje mi takiej której mógłbym kibicować, przejmować się jej losami i trzymać kciuki by zrealizowała cele, które sobie postawiła. Jest niby Lagherta, ale drugi odcinek z rzędu nic nie robi. Jest Bjorn, ale ten jest najciekawszy podczas konfrontacji z ojcem. Ragnar fascynuje, ale trochę mi się znudził. W Anglii i Francji nie ma nikogo. Chyba czas odchudzić obsadę i zacząć wprowadzać nowe twarze. Przydałoby się wesele w stylu Gry o Tron.

OCENA 4/6

wtorek, 25 sierpnia 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #150 [10.08.2015 - 23.08.2015]

Piękna jubileusz, 150 wydanie cotygodniowej kolumny przedstawiającej moje wrażenie z obejrzanych seriali. Wiekopomna chwila. Jak je najlepiej uczcić? Pierwszym w historii niezapowiedzianym zdjęciem z ramówki i przełożeniem odcinka o tydzień. Zdarza się. Nie będzie żadnego tłumaczenie bo wiem, że już nie możecie się doczekać mięska. Trochę się tego zebrało przez te 2 tygodnie.

Sezon zbliża się wielkimi krokami więc coraz więcej informacji o powracających serialach przedostaje się do fanów. I jak zwykle są rzeczy mocno spoilerowe więc ostrzegam. Jednak kogo nie cieszy info o powrocie Sarah Shahi do Person of Interest na 8 lub 9 odcinków? Jednak opóźnienie premiery wyszło serialowi na dobre, a aktorka mogła dłużej odpocząć po ciąży. Krótszy sezon stanowi też nowe wyzwanie dla scenarzystów i liczę na spójniejszą fabułę pozbawioną fillerów. Wciąż nie wiadomo czy to ostatni sezon. Ani prezydent CBS, ani showrunnerzy PoI. Zadecyduje oglądalność. Jak zwykle.

Powrót Shaw do serialu był dla mnie czymś oczywistym. Nie wyobrażałem sobie żebym oglądał ostatnie odcinki z jej udziałem i ten news potraktowałem jako formalność. Inaczej było z ogłoszeniem Constantina o aparycji Matta Ryana w Arrow. Plotki plotkami, ale było do końca im nie mogłem zaufać. Niby uniwersum DC, ale różne stacje, a to zawsze powoduje kłopoty. Debiut Johna będzie związany z Jamami Łazarza, pewnym Kanarkiem i Legends of Tomorrorw. Wciąż jednak nie znalazłem info czy wydarzenia z jego serialu są kanoniczne w stosunku do tych od The CW. Przy okazji - kolejny raz poinformowano, że Supergirl nie dzieje się w tym samym świecie co Arrow i The Flash. Póki nikt nie wpadnie na pomysł alternatywnych wymiarów. Oh wait.

Jesteście fanami seriali Showtime? Ja kiedyś byłem. Jednak jeśli oglądacie Ray Donovan i/lub Masters of Sex może się cieszyć. Obydwa tytuły powrócą na czwarty rok. Pewnie i piąty bo nie ma wzmianki o final season, a zwykle tak ta stacja kończy swoje seriale. Jeśli wciąż wam mało to w styczniu debiutuje Billions z Damianem Lewisem dziejące się w świecie finansjery. Zwiastun wygląda imponująco i można liczyć na mocny pierwszy sezon. Bo to Showtime. 

Ja jednak dużo bardziej czekam na Westworld. Bo HBO, bo sci-fi, bo Nolan. Na TCA 2015 pokazano 20 sekund zajawki i robi wrażenie. Szykuje się kolejny killer w ramówce stacji, obok zapowiedzianego całkiem niedawno Vinyl. Natomiast jeśli czekacie na Utopię i tą komedię z teledyskami od Finchera to przestańcie. Poszło o kasę. 

Pozostając przy serialach HBO. Pojawiły się kolejne informację o pracach nad filmem Deadwood. Miały być dwa i kończyć wątki z serialu, ale jak widać rodzą się w bólach. Teraz nadzieje fanów wzrosły jak nigdy. Jeśli dojdzie do oficjalnej zapowiedzi to pierwsze co zrobią to odpalę pilot serialu bo to jeden z tytułów z mojej półki wstydu.

Były radosne wiadomości to teraz trochę gorczycy. Haven zostało anulowane. Czy raczej skończone bo twórcy obiecują satysfakcjonujący finał. Premiera ostatnich 13 odcinków 8 października.

Jak zwykle pojawiły się zupełnie nowe projekty, która mogą na zawsze utknąć w limbo. Jeff Davies bierze się za serial o wampirach. I mnie to cieszy bo jestem bardzo ciekaw do czego jest zdolny twórca Teen Wolf. Wolałbym jednak by nie był to kolejny serial o nadnaturalnych stworzeniach. Natomiast ABC dalej bawi się w spin-offy Agents of S.H.I.E.L.D. Powrócił pomysł na serial o Mockingbird. Boję się, że docelowo ma on zastąpić agentkę Carter. Niby potencjał jest, ale powoli zaczynam odczuwać przesyt i zobojętnienie.

Jeszcze czytacie? A może macie ochotę coś obejrzeć? Zwiastuny dobre na wszystko. Zwłaszcza takie fajne jak nowa zapowiedź Heroes Reborn. Wystarczyła tylko muzyczka by wyskoczył mi banan na twarzy. Śmiałem się też na nowym trailerze Ash vs. Evil Dead. Na kilka sekund pojawiła się zjawiskowa Lucy Lawless. Do śmiechu nie ma nic na pierwszym materiale z The Last Kingdom od BBC. Jeśli oglądacie Vikings to tutaj będzie można zobaczyć mniej więcej ten sam konflikt tylko od drugiej strony.

Na zakończenie przypominam, że w nocy z niedzieli na poniedziałek zadebiutował spin-off The Walking Dead czyli Fear The Walking Dead w niektórych kręgach znane jako The Walking Dead: Los Angeles. Zombiaki w wakacje? Chyba nikt nie ma nic przeciwko. Amerykanie t potwierdzają bo premierę obejrzało na żywo ponad 10 milionów osób... Chciałem przyrównać t cyferki do tych Halt and Catch Fire bo ta sama stacja, ale mi się smutno zrobiło...

SPOILERY


Halt and Catch Fire S02E10 Heaven is a Place
Jeśli finał drugiego sezonu okaże się ostatnim odcinkiem bardzo pogniewam się na AMC. Serial ma fatalną oglądalność, ale kreatywnie to obecnie czołówka telewizji. Mając The Walking Dead w ramówce stacje stać by utrzymać tą niszową perełkę jeszcze przynajmniej przez rok i sprawdzić czy zostanie dostrzeżona na rozdaniu kolejnych nagród na co zasługuje.

Ostatni odcinek spina wątki, zbliża postacie do siebie i wprowadza małe trzęsienie ziemi. Jest osobisty jaki i ma znaczenie dla życia zawodowego bohaterów. Jest to finał słodko-gorzki, satysfakcjonujący, sprawiający że chcę się więcej, ale też dobrze działający jako finał serialu, jeśli tym się stanie. Joe ponownie osiągnął sukces znowu stając się aroganckim manipulatorem, rodzina Clarków się pogodziła, Bosworth wrócił do firmy, a Mutiny czeka nowy start w Krzemowej Dolinie. Jakby chciano nam pokazać, że bohaterowie uczą się na błędach, zmieniają, ale niektóre zmiany są pozorne. Bardzo chciałbym dalej oglądać ten serial bo widzę w nim ogromny potencjał. I jeśli ktoś go nie widział to dajcie szansę. Warto.

Inne:
- Donna nie radząca sobie w kuchni i jej mężunio karmiący dziewczynki. Zupełna odwrotność tego co było rok temu.
- Joe na rozmowie o pracę i jego załamanie, po czym rozmowa z Gordonem i wcielenie w życie jego szatańskiego planu. Oglądanie firmy rozwijającej antywirusa - chcę.
- kapitalnie nakręcona scena rozmowy między Cameron i Donną o małżeństwie i wyprowadzce do LA. Zwłaszcza to jedno długie, ponad 2 minutowe ujęcie z powoli zbliżającą się kamerą na płaczącą Donną. Albo potem rozmowa w domku dla dziewczynek i ultimatum stawiane mężowi. Kerry Bishe zasługuje na wszystkie pochwały za tę role.
- nerdy w samolocie - pocieszny widok. Oglądałbym cały odcinek o ich podróży na zachód.
- Joe kupujący przestrzeń biurową i ostatnie ujęcie zapowiadające budowanie czegoś wielkiego. A może to siedziba dla Mutiny? To byłoby ciekawe. Jednak to raczej dawny Joe pragnący osiągnąć sukces za wszelką cenę.

OCENA 5/6

Mr. Robot S01E07 eps1.6_v1ew-s0urce.flv
Początek odcinka jest zaskakujący i gra na emocjach widza. Widzimy pierwsze spotkanie Shayli i Eliota, moment gdy wprowadza się do mieszkania. Dziewczyna z sąsiedztwa, pewna siebie szybko nawiązuje znajomość i zrozumienie z nieśmiałym chłopakiem. Ich rozmowy są radosne, wszystko utrzymane w ciepłych barwach. Pojawia się też temat narkotyków. Shayla załatwi Elliotowi to co chce od szalonego dilera. Potem odchodzi w rytm radosnej muzyczki. Scena niczym z komedii romantycznej. Problem jest znany, tragiczny koniec.

Dalsza część odcinka dzieje się po miesięcznym przeskoku w czasie co okazało się dobrym pomysłem. Elliota jest mało. Głównie akceptuje śmierć dziewczyny. Słyszy słowa pocieszenie, ale ich nie rozumie. Chłodno analizuje sytuację, próbuje to przełożyć na komputerowy język. Jednak jest dręczony wyrzutami sumienia. Działa tutaj prosta reakcja - im dłużej coś ukrywasz tym silniej wybuchnie. Nie wytrzymuje, musi się komuś wygadać.Tą osobą jest terapeutka z której wcześniej zrezygnował. Mówi o swoim życiu, przyznaje się kim jest, że ma problem. To była prawdziwa bomba. Nie pierwsza w tym odcinku.

Równie szokująca była scena z Tyrellem. Przez ten miesiąc tłumił w sobie złość i odrzucenie. Nie jest przyzwyczajony do przegrywania. W chwil frustracja zwalnia pracowników. Jednak to mu nie pomaga. Wciąż żywi urazę do Knowlsów za grę w której przegrał mimo, że to on ją zaczął. Mamy dalszy ciąg dziwnych relacji między nim, a Sharon. Ona świadoma władzy nad nim bawi się. On gra. Tak to przynajmniej wygląda. Potem następuje coś zupełnie niespodziewanego. Już wcześniej pisałem o jego nieobliczalności. Skoro na chłodno mógł pobić bezdomnego to do czego będzie zdolny pod wpływem emocji? Morderstwa. Scena początkowo wyglądała na seks na dachu, potem scenę gwałtu, skończyło się zabójstwem. Coś zupełnie niespodziewanego, zaogniającego sytuację przed finałowymi odcinkami. Oglądanie gry Martina Wallstorma i rekcję jego postaci na to co zrobił było przyjemnością.

Gdzieś tam w odcinku mamy kolejne sceny z Darleen i Mr. Robotem. Fsociety się skończyło, a teraz odbudowuje. Powoli i w bólach. Tak więc ten serial nie jest o konspiracji tylko m.in. o ludziach chcących zmienić świat. Wyjawiono motywację choćby Trenton i widać, że nie ma tutaj płytkich postaci, każda skrywa jakąś historię.

Najmniej interesujący był wątek Angeli. Szara myszka dalej nie jest pewna tego co robi. Boi się konfrontacji ze swoim straszydłem, a gdy do niej dochodzi czuje się niepewnie. Jednak dąży do prawdy, chcę wiedzieć jak zginęła matka i jak zostało zniszczone jej życie. Paradoksalnie wywołuje lawinę. Przyznaje się do błędu jaki popełniała co będzie końcem AllSafe przez co dziesiątki ludzi straci pracę. Walcząc o sprawiedliwość niszczy życie ludzi, którzy byli jej przyjaciółmi. Jakby tak się zastanowić to w serialu są niemal wyłącznie antybohaterowie.

Inne:
- wybuch złości Mr. Robota i jego szaleńczy śmiech w rozmowie z Romero. I pomyśleć, że kiedyś uważam Christiana Slatera za słabego aktora.
- scena morderstwa Sharon została świetnie nakręcona. Różne kąty kamery, w tym proste, przebitki na bijące nogi o podłogę, ujęcia twarzy zabójcy i muzyka ucinająca się w dramatyczny sposób w momencie gdy Wellick zdaje sobie sprawę co zrobił.

OCENA 5/6

Mr. Robot S01E08 eps1.7_wh1ter0se.m4v
Dawno nie miałem takiego mindfucka podczas oglądania serialu. Tutaj co odcinek jest jakiś gwóźdź wbijający się pod czaszkę, nie dający spokoju i wprowadzający jeszcze większe zamieszanie. Chyba pierwszy prawdziwy następca Lost pod tym względem. Ten odcinek zaczął się zaskakująco. Od Darleene zdobywającej broń od swojego chłopaka/kochanka, o którym nic nie wiadomo. Jest przez nią wykorzystywany? Wiążę się z końcowym celem fsociety? Nie wiadomo. Jednak prawdziwym zaskoczeniem było spotkanie Darlenee z Angelę na lekcji baletu gdzie zachowywały się jak dobre przyjaciółki rozmawiające o Elliocie. Nie ma to jak bomba na początku. A serial miał w zanadrzu coś jeszcze lepszego.

Od początku wiadomo, że nie można ufać temu co jest na ekranie. Przecież Elliot używa nazwy Evil Corp z innymi ludźmi, którzy na to nie reagują. Tutaj trzeba kwestionować wydarzenia by się nie zaskoczyć, snuć teorię, a gdy twórcy zaczną wyjaśniać, zastanawiać się o co chodzi. Internet obstawiał, że Mr. Robot to podświadomość/alternatywna wersja Elliota. Serial dalej się tym bawi, ale ma więcej do zaoferowania. Darlenee okazała się siostrą Elliota. Jednak nie w telenelowaty sposób. Elliot o tym zapomniał. I to był punkt zwrotny odcinka, a może i serialu. Bohater zdał sobie sprawę z własnego szaleństwa, zaczął wszystko kwestionować, próbował zrozumieć kim jest, odkryć swoją tożsamość. Odszukał płytę, która powinna mu to powiedzieć, a tam zdjęcia Mr. Robota. Który okazuje się jego ojcem. I pytanie - czy on jest rzeczywisty czy nie. Chcę następny odcinek. Już. Teraz. Zwłaszcza jak ma wyjaśniać tajemnicę w taki sam sposób jak teraz. Mistrzowsko kręcąc kolejne sceny i w przemyślany sposób łamiąc czwartą ścianę co jest wynikiem szaleństwa głównego bohatera co jeszcze bardziej angażuje widza w oglądanie serialu.

Działo się też u Wellicka. Morderstwo było szokujące? To co powiecie na jego związek z fsociety i Mr. Robotem? Ich rozmowa była kompletnym zaskoczeniem. Jak ta dwójka się ze sobą związała? Jakie są ich cele? Martin Wallstorm miał kolejne świetne sceny gdy odgrywał szok po morderstwie. Pierw otępienie i droga do biura, a potem apatia w rozmowie z detektywami i ratunek ze strony żony. Nie wiem jak się z tego wygrzebie, ale to zrobi.

Oglądając osobiste historię bohaterów i odkrywając kolejne powiązania przestaje mnie obchodzić wątek Dark Army i wielkiej konspiracji mającej na celu zniszczenie światowego rynku. Jasne dalej ciekawe, ale schodzi na dalszy plan. Jednak koncepcja hackowania czasu wypadła bardzo fajnie.

OCENA 6/6

Power Rangers S17E18 Belly of the Beast (2)
Zord w kształcie latającego wieloryba i komentarz Ziggiego, że to niedorzeczne. Witamy w świecie Power Rangers! Sam odcinek był bardzo dobry. Misja zniszczenia maszyny zagłady i powrót do fabryki z przetrzymywanymi pracownikami (był nieźle rozpisany dylemat moralny i pompatyczna mowa o obowiązku, która wyszła naturalnie), jeszcze bardziej dramatyczna konfrontacja z uczącym się potworem Venijxa, kolejne wskazówki o siostrze Dilliona, rozwijanie relacji między bohaterami oraz widowiskowe walki, które nie nudziły. Ciężko mi się do czegoś przyczepić w tym odcinku. Masa onlinerów i cudownych zachowań postaci dopełniają całości.

OCENA 5/6

Power Rangers S17E19 Three's a Crowd
Początek odcinka to Dillion zabawiający się zegarkiem. Myślę, że znowu będzie rozgrywany wątek jego siostry. Nic z tego. Został ledwie wspomniany, a odcinek można potraktować jako filler. Całkiem zresztą udany. Pierw wyprawa na zakupy i głupia acz efektowna walka z bandytami próbującymi okraść sklep. Ziggi jak zwykle rządził zabawiając się podczas walki bitą śmietaną. I nieudolnie teleportując się podczas pościgu. Mistrz. Były również inne starcia i te z udziałem zordów, ale to z zwykłymi bandytami było najprzyjemniejsze w oglądaniu.

Cieszy konsekwentne prowadzenie wątku zordów. Nie są to wszechpotężne maszyny nad którymi rangersi mają całkowitą kontrolę. Trzeba się uczyć nimi sterować, Doktor K bada je i śledzi ich schematy, a kolejne ewolucję Megazorda są fajnym pomysłem. SkyRev Megazord jest przekombinowany i dziwaczny, ale fajnie oglądać wszystkich wojowników w jednej kabinie.

Mimo zapychaczowego charakteru odcinka miał on ciekawą historię polegającą na rozwijaniu postaci Gema i Gemmy. Dalej żyją z mottem "blow things up and ask questions later" na ustach. Jednak coraz częściej pakuje ich to w kłopoty i zaczynają zdawać sobie z tego sprawę. I uczą się konsekwencji własnych czynów. Strasznie mi się podobała końcowa scena z dwóch powodów. Pierw to naprawianie drzwi w sklepiku gdzie wpadli z hukiem chcąc walczyć z złodziejami. Zawsze mnie zastanawiały losy tych randomowych ludków, których dobytek jest niszczony podczas walki tych dobrych. A tutaj mamy powrót i pomoc w naprawie. Niecodzienny widok. Jednak jeszcze bardziej podobał mi się sam koniec gdy Gem i Gemma jadą na akcję z rangersami zamiast jak zwykle sami ruszyć na miejsce. Można napisać, że drużyna ostatecznie się uformowała.

Inne:
- Tanaya 7 bawiąca się nową bronią i niszcząca mechakitowców. Jak ją lubię jej arogancki charakterek i onlinery np. tutaj rzuciła "enlightening experience" strzelając ze swojego boltguna.
- absurdalny humor PR w pełnej krasie. Pierw karnawałowy potwór z balonami, a potem pływające zordy. Tak, pływające kraulem zordy. Gdy myślisz, że mało rzeczy cię zdziwi w serialu jest pokazywane coś takiego.

OCENA 4.5/6

Power Rangers S17E20 Heroes Among Us
Odcinek kontynuuje wątek relacji Scotta z ojcem. I mimo ciekawego wykonania dalej uważam, że jest to najnudniejszy subplot sezonu. Tym razem Scott ma problem z tatusiem bo po misji Gem zostaje odznaczony medalem, a on nawet nie został zauważony przez ojca. Gniew skierowany w jego stronę, chęć udowodnienia czegoś i pogłębienie przyjaźni z Gemem. Dobrze to poprowadzono. Zwłaszcza, że natknęli się na grupę jeńców, którym uratowali życie. Natomiast końcowe wyznanie Scotta to typowy twist scenariuszowy gdzie bohater przyznaje się do błędu, ale też działało.

Ja jednak z tym odcinkiem mam problem. Wiąże się z realnością świata przedstawionego. Ja wiem, Power Rangers, trzeba wiele wybaczyć. Potrafię, ale nie takie rzeczy. Mianowicie Scott nigdy nie dostał medalu za to, że niezliczoną ilość razy ratował Corinth. Gemowi wystarczyła jedna akcja, mała dziewczynka i dość przeciętna walka. Coś mi tutaj nie pasuje. Głupio działała też kopuła i bramy miasta. Postacie kiedy chcą opuszczają Corinth, a gdy wracają wojsko wychodzi na zewnątrz by im pomóc zamiast wprowadzić ciężarówkę do środka i szybko zamknąć bramę. Brak w tym spójności.

Inne:
- Scott używający swojego miecza jako hoverboard, slalom między pociskami wystrzelonymi przez Venixja i efektowny finał starcia. Kozak. Serial jest stworzony do takich akcji.
- nieudany podryw Ziggiego - biedaczek. Chciałbym by pokazali sceny podczas gdy wojownicy są w cywilu i żyją swoim życiem.

OCENA 4/6

Power Rangers S17E21 Not So Simple
Flynn i Gemma! Chcę ich więcej. Tak bardzo proszę. Wystarczył jeden odcinek, a ja się zakochałem w tym duecie. Ona nabrała więcej charakteru, nie jest tylko by uzupełniać brata, a tworzy samodzielną postać, wciąż od niego zależną. Dzięki Flynnowi mogła się samorealizować, bawić się technologią i zrozumieć lepiej Niebieskiego Wojownika. Natomiast dzięki temu odcinkowi Flynn mógł przejść krótką drogę od zbyt pewnego siebie mechanika, który niemal doprowadza do upadku Power Rangers do tego który ich ratuje zyskując przy tym (kolejny przecież już raz) szacunek Doktor K. Przyjemnie się oglądało montaż gdy ta dwójka pracowała nad Kołozordem, ale najlepszym momentem był team up Gemmy i Flynna w walce z Tanaya 7. Toż to było fantastyczne starcie z efektowną choreografią. Szkoda tylko, że całość była złożona z dziesiątek cieć przez co mimo niezaprzeczalnej efektowności oglądanie tego męczyło.

Inne:
- Awesome diary z dinozaurem i pastelowe rysunki. Nawet infantylność Gema i Gemmy mi się podoba w tym serialu. Takie to urocze.
- zord w postaci morfującego koła w mecha. I walka z  wojowników z tymże kołem. Kochane Power Rangers!
- Tanaya 7 i jej niesubordynacja względem Venjixa. Dobrze, niech coś się zacznie dziać u tych złych

OCENA 4.5/6

Supernatural S08E01 We Need to Talk About Kevin
Po finale 7 sezonu nie miałem zbytniej motywacji by zasiąść do oglądanie. Cliffhanger mnie nie zachęcił dlatego tak długo zeszło bym zabrał się za dalszy ciąg nadrabiania Supernatural. Wróciłem i boję się, że tylko na chwilę. Ten odcinek był przeciętny. Kilka fajnych scen, kilka nudnych i tyle. Zawiązano akcje, pokazano jak bohaterowie zmienili się przez rok i rzucono kilka tajemnic, które potem będą rozwijane. Dean trochę zdziczał w czyśćcu i by przetrwać musiał zawiązać sojusz z wampirem. Myślałem, że trochę stwardniał, zrobił się z niego większy badass. Nic z tego. Prawie rozłożył go pierwszy lepszy demon. Tak więc boję się, że jego historia będzie się kręciła w okół tego jaki on biedny i czego to on nie przeżył gdy Sam wiódł sobie spokojne życie. Spokojne życie które niezbyt kupuje. Dziwnie poprowadzono postać i niestety przypomina to wątek Deana.

Cieszy mnie powrót Kevina. Każda powracająca postać w Supernatural to pewien plus, a prorok jest bardzo sympatyczny. Nawet umie wykiwać samego króla piekła i buduje zmyślne pułapki. Tylko coś mi się wydaje, że nie mówi wszystkiego bracią. Sam motyw zamknięcia bramy do piekła taki sobie. Jednak jeśli będzie powiązany z finałem drugiego sezonu to nie mam nic przeciwko.

OCENA 4/6 

Teen Wolf S05E07 Strange Frequencies
Niby w odcinku działy się ważne rzeczy - próba złapania Doktorów i ratowania Haydan, ale mnie niezbyt to wciągnęło. Całość się dłużyła, brakowała napięcia i było sporo scen zapychaczy. Nie mogłem się przejąć tym co dzieje. Były momenty jak torturowanie postaci w szkole, ale to za mało. Nic też nie wyjaśniono, nie dano nowych zagadek, a cliffhanger mnie nie ruszył. Hayden i Liam złapani, a mama Scotta znalazła w kuchni ciało, prawdopodobnie ofiarę Kiry. Jest potencjał w tych wątkach bo całość jest wciągająca, ale niech poprawi się wykonanie bo pojedyncze fajne sceny to za mało. Poprawiły się za to sceny walki, o czym znowu piszę. Pojedynek Kiry z mamuśką był efektowny i okraszony niezłym montażem i ujęciami kamery. Zwłaszcza fajnie się oglądało walkę zza okiem.

Inne:
- Hayden nokautująca Liam gdy zobaczyła jego wilkołaczą twarz. Lubię ją!
- montaż przypominający miłość Kiry i Scotta - po co? Jakby serial chciał ją zabić i przypomnieć co było. Ale jakby miał to robić to już w tym odcinku. Bez sensu, niepotrzebnie zmarnowali trochę czasu antenowego.
- rozmowy Theo i Stillsa w samochodzie, a potem Theo ratujący mu życie. Coś mi się wydaje, że niedługo zrobi się fajny trójkącik nieufności z nimi i Scottem.
- wizja Parrisha z Lydią. Creepy, zwłaszcza jej końcówka. Ogólnie w odcinku dużo brutalnych momentów jak choćby wyrywanie języka czy sidła w szkole.
- Mellisa i szeryf! Więcej ich!

OCENA 4/6

Teen Wolf S05E08 Ouroboros
Sporo lepiej. Odcinek ciekawy, dużo się działo, dobre dialogi, szczypta humoru i nowe oraz wyjaśnione tajemnice. Podobała mi się klamra. Pierw Deaton odgrywa w (prawdopodobnie) Rosji miejsce eksperymentu Doktorów i spotyka Desert Wolf. Natomiast na samym końcu odcinka dochodzi między nimi do rozmowy gdzie okazuje się, że wyrodna mamusia chcę zabić Malię. Czyli mamy historię na sezon 5B.

Sam odcinek miał dwie historię. Pierwsza to poszukiwania Liama i Hayden. Scott desperacko stara się ich odnaleźć, za wszelką cenę chce pełnić rolę liderą i coraz bardziej w siebie wątpi. Zwłaszcza na końcu gdy to Theo ich ratuje, Scott czuje się niepotrzebny. Martwi się też o wszystkich i tylko matce może się na ten temat zwierzyć. Zdaje sobie sprawę, że coś niedobrego dzieje się z jego przyjaciółmi, jakby coraz bardziej się od siebie oddalali. Czy ma w sobie tyle siły by to naprawić?

Druga linia fabularna była związana z Kirą i jej morderstwem. Pierw Melisa zadzwoniła do szeryfa po pomoc co ostatecznie doprowadziła do kłótni między nimi. Ciekaw jestem co się będzie działo z postawą Stilinskiego gdy dowie się co zrobił jego syn. Teraz jego decyzja doprowadziła do aresztowania ojca Kiry i kolejnego zaginionego ciała. Nie rozumiem tylko jak Stiles wpadł na trop Parrisha. Trochę za łatwo, tak jak wymiganie się Kena od odpowiedzialności. Sama historia przemienienia Kiry przez Doktorów na razie o niczym. Zmusiła ją do ucieczki i tyle. Oby nie był to prosty sposób wypisania bohaterki z serialu.

OCENA 4.5/6

Teen Wolf S05E09 Lies of Omission
Kolejny odcinek typu character driven story gdzie nacisk położono na Scotta. Przestał być prawdziwym przywódcą, jego wataha jest już tylko iluzoryczna. Kłamstwa, nieufność i zatajanie prawdy ich wyniszczyło. Alfa stracił pewność siebie, przegrywa kolejne walki, a ludzie giną. Jednak najgorsze jest, że nie wie komu ufać. Theo, który już nie raz go uratował opowiada mu historię Stiles i ten w nią wierzy. Przekreśla swojego przyjaciela, ale też nie potępia go całkowicie. Jest w takiej sytuacji, że zostały mu ideały, a jednym z głównym pryncypiów jest "nie zabijaj". I tak się trzyma, nawet w absurdalny sposób. Kolejnym jego przyrzeczeniem jest "nie przemieniaj". Nawet jeśli jest to jedynym sposobem uratowania Hayden. Kolejna jego życiowa kotwica, która doprowadzi do konfliktu z Liamem. Podoba mi się jak scenariusz torturuje stado, ale chciałbym by niedługo zaczęto naprawiać to co między nimi najważniejsze. Jednak flashforward z pilota 5 serii tego nie zapowiada.

W odcinku błyszczał również Theo. Wcześniej wydawał mi się jednowymiarowym pionkiem Doktorów. Jak się okazuje ma całkiem bogate motywację. Szuka przynależności, nie chcę być wyrzutkiem i w socjopatyczny sposób znalazł dom w stadzie Scotta, nawet jeśli niszczy je od środka. Opowiada kłamstwo Scottowi, jeszcze jedną alternatywną wersję wydarzeń ojcu Stilesa i osiąga cel - wprowadza chaos oraz zwiększa sympatię do siebie. Jego cel wciąż jednak pozostaje tajemnicę. Zarówno osobisty i ten nadany przez Doktorów. Co jest już troszkę irytujące.

Dalej podoba mi się co dzieje się z Malią. Wcześniej aspołeczna, szukająca najpsotniejszego rozwiązania nawet jak miałoby to być morderstwo teraz brzydzi się śmiercią. Ma jej dość, nie może znieść kolejnych ofiar, za co też się obwinia. Ciekawie wypada to w zestawieniu z mamusią. Której notabene wciąż szuka, co nie skończy się dla niej dobrze.

Ważna historię w odcinku miał Parrish. Dowiedział się, że to on jest odpowiedzialny za kradzieże ciał i składanie ich Nametonowi. Postąpił jak dobry glina i zamknął się w celi. Ten najporządniejszy, działający zgodnie z prawem harcerzyk powoli jest kreowany na tragicznego villiana, wszystko wbrew swoim przekonaniom.

Inne:
-  śmiertelność w tym sezonie jest zatrważająca. Dziwne, że jeszcze FBI się nie pojawiło.
-  już mam trochę dość tego przytłaczającego klimatu, z chęcią więcej bym się pośmiał
- odcinek jak zwykle fajnie wyreżyserowany. Walka w Sinema z wyświetlanymi filmami i migającym światłem wyszła całkiem nieźle, tak jak pomysł by soczewkę kamery wsadzić na moment w oko Doktora. Lub skręcenie karku widoczne zza drzwi i plamy rtęci zalewające szybę. Na przeciwnym biegunie walka Lydii i Parrisha pełna męczących cięć.
- deszczowa konfrontacja Stilesa i Scotta pełna niezrozumienia i niedomówień. Ależ ci aktorzy się wyrobili!

OCENA 4.5/6

wtorek, 16 czerwca 2015

Serialowe podsumowanie tygodnia #141 [08.06.2015 - 14.06.2015]

SPOILERY
Dark Matter S01E01 Episode One
Niby z niemal wszystkimi serialami jestem w plecy, a stosik tych które chcę nadrobić przybrał już monstrualny rozmiar to nie przeszkadza mi to w sprawdzaniu nowych produkcji. Tym bardziej, że Dark Matter dzieje się w kosmosie czego w telewizji ostatnimi czasy zatrważająco mało. Nie czekałem zbytnio na ten tytuł, nie miałem wielkich oczekiwań, liczyłem na coś sympatycznego. Dobry serial by mi wystarczył. I się rozczarowałem. Szczególnie brakiem oryginalności i nudą. Jednak nie porzucę serialu, to tylko pilot. W serialach tego typu zależy mi na budowaniu świata, wielowątkowych i złożonych historiach oraz... kosmosie, statkach kosmicznych, stacjach kosmicznych, obcych itp. itd. To wszystko może tam jeszcze być i czekać na odkrycie.

Pomysł na serial nie jest zbyt oryginalny. Szóstka archetypicznych ludzi z amnezją budzi się na statku i próbuje zrozumieć kim są, dokąd zmierzają. Jest też tajemniczy android robiący za interfejs statku. I mogłoby to być znośne gdyby nie realizację. Brakuje suspensu, chemii między postaciami i interesujących osobowości i relacji. Jest typowa nieufność, delikatne parowanie, trochę tajemnicy i mistycyzmu. To zaledwie ochłapy rzucone by zarysować jakąś różnorodność. Brakuje mi bohatera z którym mógłbym sympatyzować lub mu kibicować. Skryty samuraj, specjalista od rozwałki, joker. Ziew... Oby z początku wyglądali na jednowymiarowych, a serial skrywał jakieś tajemnicę. Pomóc może przewidywalny twist gdy załoga dowiaduje się, że są bezwzględnymi najemnikami. Może to prowadzić do konfliktów, być pretekstem do zadawania pytań dotyczących człowieczeństwa i napędzać ich rozwój. Lub też być zmyłką, grą androida i jego zleceniodawców. Widzę tutaj pewien potencjał.

Realizacyjnie mam mieszane uczucia. Na statku jest ciemno, czuć pewien klaustrofobiczny klimat z czasem powinniśmy lepiej poznać lokację. Ale nic go nie wyróżnia. Na razie. Jak na główny statek jest on bardzo zachowawczy, standardowy rzekłbym. Ni to nazwa, ni sylwetka czy osiągi. A to mi się nie podoba. Dodatkowo efekty specjalne wyglądają bardzo sztucznie. Miejscami miałem wrażenie, że oglądam produkcję z końca lat '90.

Serial chciałby być drugim Firefly. Ma podobny pomysł na postacie tylko kompletnie nie umie go sprzedać. Raczej go nie pokocham, ale dam tej znajomości jeszcze szansę.

OCENA 3/6

Halt and Catch Fire S02E01 SETI
Ten serial nigdy nie był wielkim hitem. Niska oglądalność, niewielki buzz w mediach i widmo anulowania. Mimo to drugi sezon został zamówiono co mnie niezmiernie ucieszyło bo Halt and Catch Fire urzekło mnie od pierwszych materiałów promocyjnych z lecącym w tle Sweet Dreams (Are Made of This), grą Mackenzie Davis i Lee Pace oraz miłością od komputerów. Miał swoje problemy, związane głównie z opowiadaniem historii, ale wszystko wskazuje, że wnioski zostały wyciągnięty.

Pierwszy odcinek tego sezonu jest miękkim rebootem, jakby poprzednia seria służyła jedynie przedstawieniu bohaterów. Poprzednie wydarzenia mają swoje konsekwencje, ale są zaledwie echem, które ukształtowało postacie znajdujące się w innych miejscach. Na początku fascynujące jest ponowne spotkanie z znanymi twarzami. Szczególnie Donną i Cameron. Dwie silne kobiety stojące na czele innowacyjnej firmy informatycznej. Umownie na czele. Bo żadna z nich nie chcę być liderką. Cameron jest anarchistką, a Donna ma dość bycia matką w domu, nie chcę zajmować się zdziecinniałymi programistami. Świetnie ogląda się wspólne sceny tej dwójki, jak mimo różnicy charakterów się rozumieją, jak łączy je pasję oraz chęć zmian. Widać też ciekawą zmianę z Donną. W zeszłym sezonie cierpliwie znosiła męża pracoholika. Teraz ona lekko wstawiona wraca późno w nocy do domu, a Gordon na nią czeka.

Zmiany u Joe były również radykalne, ale na bardziej osobistym gruncie. Wykonał rachunek sumienia, przewartościował swoje życie i stał się innym człowiekiem. Wciąż nie potrafi do końca znieść przeszłości, ale cierpliwie znosi kolejne poniżenia i widać jak chcę być "tym dobrym" mimo tłumionej złości. Jednak nie potrafi odciąć się od dawnego ja. Niby oświadcza się nowej miłości, ale wciąż ma obsesję związaną z Cameron. Lub jej inteligencją i firmą. Wciąż drzemie w nim ta dwulicowość, która przyciągała ostatnio do ekranu. To bohater, którego się uwielbia i nienawidzi zarazem.

Najspokojniej u Gordona. Wciąż jest przeciętnym człowiekiem, któremu udało się wybić dzięki zbiegowi okoliczności. I niby jego historia nie jest ciekawa, ale stanowi solidny kontrapunkt dla Donny i Joe, a jego choroba powinna dodać trochę dramatyzmu w serialu.

Reżyseria zawsze stała tutaj na wysokim poziomie, emanowała ona miłością do dawnej technologii i lat '80. Tutaj jest jeszcze lepiej. Nie dość, że poprawiono dynamizm odcinka, umiejętnie bawiono się kolorowymi filtrami i kątami filmowania to jeszcze nakręcono długą scenę na jednym ujęciu co jest jakby wyznacznikiem jakości serialu ostatnimi czasy. Był to sam początku, pierwsza scena nakreślająca sytuacja. Donna przechadzająca się po Muttiny, próbująca ogarnąć chaos w firmie idealnie pokazuje jak wygląda ich innowacyjne przedsięwzięcie. Do tego jeszcze serial stawia na sentymentalizm do growego medium. Pierw pokazuje cieszących się ludzi, emocję na ich twarzach podczas grania, a potem rzut oka na telewizor z kilkoma pikselami na krzyż.

Inne:
- girl power! O ile pierwszy sezon był głównie o duecie Joe/Gordon tak ten będzie o Donnie i Cameron. Silne kobiety w latach '80 - chcę to oglądać.
- siedziba Mutiny wygląda fenomenalnie. Pełna sprzętu, walające się komputery, kable, plakaty filmowe na ścianach, paczki po śmieciowym jedzeniu, kineskopowe ekrany i stadko nerdów. I Cameron na słuchawce opowiadająca o grze. Chcę zobaczyć bottle episode podczas crunchu lub kryzysu.
- serial dalej ma fatalną oglądalność i znowu będę się bał o jego przyszłość.
- ostatnia scena cudo. Gdy Cameron przyjeżdża po Boswortha wychodzącego z więzienia i rzucają sobie w ramiona. Słowa tutaj nie były potrzebne, wystarczyły muzyka.

OCENA 5.5/6

Hannibal S03E01 Antipasto
Wrócił kolejny z moich ulubionych seriali. Niezwykły bo operując głównie formą, a nie dobrze przecież wszystkim znaną fabułą. I znowu siedziałem bite 40 minut jak zauroczony. Smakowałem w kolejnych ujęciach, płynnie przechodzących kadrach (diabeł o twarzy Hannibala), zdjęciach nic nie znaczących detali i pięknych krajobrazach renesansowych zabytków. Przechadzka ulicami Florencji, nocna jazda motocyklem po Paryżu, odwiedziny w wysmakowanym sklepie mięsnym czy pełnych przepychu przestronnych salach. Wszystko to okraszone oczywiście trudnymi do zidentyfikowania dźwiękami, podkreślającymi wszechobecne zagrożenie oraz oniryczny charakter serialu. Zabawiono się też odrobinę formą, gdzie flashbacki przybierały bardziej kinowe proporcje ekranu i czarno-białe barwy.

Za patrzeniem na Hannibala stęskniłem się najbardziej. Jednak równie zauroczony słuchałem kolejnych dialogów i próbowałem w jakiś sposób zrozumieć położenie postaci i wyczytać coś między wierszami. To serial wymagający skupienia, uważnego śledzenie dialogów i wyciąganie (często błędnych) wniosków. Tutaj skupiał się głównie na relacji Bedeli z Hannibalem. Pełnej niedomówień i tajemniczości. Po tym odcinku można wysunąć przerażający wniosek. Lecter traktuje ją przedmiotowo. Karmi ostrygami, ślimakami, wykwinty daniem po to by lepiej smakowała. Nie szuka towarzysza, chociaż ceni jej zdanie. On prowadzi długi projekt gastronomiczny. I ona zdaje sobie z tego sprawę, co jest najbardziej przerażające. Tonie (co za obrazowe scena!), nie może uciec z matni, próbuje, ale nie ma dość siły. Boi się, wie co ją czeka i nie jest w stanie podjąć decyzji. Wmawia sobie też, że jest tylko ofiarą, a Hannibal insynuuję jej współudział. Patrzenie na grę Gillian Anderson sprawia olbrzymią przyjemność. Jej strach, niezdecydowanie, drżenie rąk, kamienny wyraz twarzy. Poezja.

W odcinku królowała Bedelia i Lecter. Jakby serial chciał się z nami zabawić. Nie ma Willa, Alany i Jacka. Wierzcie, że nie żyją. Na nich przyjdzie jeszcze czas. Tutaj było o radzeniu sobie Hannibala po wydarzeniach z zeszłego sezonu. Podróżuje po Europie, prawie nie zabija, rozwija się kulturalnie, nawet dostał własną katedrę. Jego recytowanie Dantego było wprost fenomenalne. Patrze i zachwycam się Maddsem. Ba, zachwycam się 40 minut, ale co chwila innymi rzeczami. Może wiele nie pokazano jego historii (prędzej ja coś pominąłem), ale czuć było jaką stratę odczuwa za Willem. Jakby próbował zawrzeć nową znajomość, poeksperymentować, a potem zdał sobie sprawę, że to nie ma sensu i w inny sposób wykorzystał Dimmonda. Lub zwyczajnie żywił do niego niechęć. Z powodu jego prostactwa, użył go jako dźwigni mającej wpłynąć na Bedelię. Jednak najciekawsza była końcówka. Kolejne tableau, jakby mistrz potrzebował swojej sztuki. Nie może już cicho zabijać, jedzenie mu nie starcza, chcę mieć widownię, zależy mu na poklasku.

Inne:
- fascynujące były rozmowy Hannibala z Gideona. Tutaj już nic nie ukrywamy, pokazujemy kanibalistyczne uczty. I kurde, ta nóżka wyglądała pysznie. Ciekawe było spostrzeżenie Gideona - jak ty smakujesz Hannibalu, ktoś kiedyś cie zje. I tylko na to czekać. Może nie zjedzenia, a złapania, co przecież musi nastąpić.
- nagość i brutalność w NBC już przechodziła, ale dialogi po włosku i recytowanie Dantego w oryginale? Tego amerykanie już nie zniosą.
- kanibalistyczne żarciki o jedzeniu takie cudowne. Tak bardzo mi ich brakowało.

OCENA 5/6

iZombie S01E13 Blaine's World
Tak to już jest, że od rzeczy lubianych wymagam więcej. Nie zadowalam się zwyczajnym "dobrze" bo wiem, że to coś co darzę sympatią stać na więcej. Tak było z finałem pierwszego sezonu iZombie. Po kilku ostatnich bardzo dobrych odcinkach przydarzył się spadek formy akurat w ostatnim. Co jest bardzo dziwne gdyż za scenariusz odpowiadał sam Rob Thomas.

O tragedii mowy być nie może, to cały czas ten sam sympatyczny serial zaprawiony dramatem i doprawiony cliffhangerami. Tylko czemu w ostatnim odcinku nie skupiono się wyłącznie na postaciach, a dorzucono jeszcze sprawę kryminalną? Niby kontynuacja z poprzedniego odcinka, a niepotrzebnie kradła czas bohaterom. Tak jak sceny w siedzibie Max Rager. Za długie i za nudne. Niby jakoś trzeba było nakreślić wielkiego złego przyszłego sezonu, ale nie tym kosztem. Przecież inaczej można było nakreślić to powiązanie. Boli bo nie starczyło czasu na pokazanie reakcji Payton czy większej ilości Raviego, który był zaledwie tłem w tym odcinku. Innym niewykorzystanym potencjałem był mózg tygodnia niemający większego wpływu na zachowanie Liv.

Najciekawiej wypadała historia Majora. Przetrzymywany przez Blaine'a, na skraju wyczerpanie uwalnia się i robi rozróbę. Niezbyt finezyjnie nakręconą, ale czuć było jego zajebistość dzięki fajnym momentom (granat!). Tyle przeszedł i w końcu mógł trochę odreagować. Brak skrupułów w tym momencie jest zrozumiały. Jednak już wątek romansowy z Liv to przesadny melodramatyzm. Umieram, zostaje przemieniony, wyznanie miłości, odrzucenie, lekarstwo, które może zadziałać lub nie. Ech, za dużo tego

Potencjał na przyszły sezon? Olbrzymi. Major jako zombie lub ich łowca. Lub to i to. Max Rager eksperymentujący z nieumarlakami. Początek apokalipsy z powodu końca linii zaopatrzenia. Blaine jako śmiertelnik. Clive powoli odrywający prawdę o zombie. Będzie się działo, szczególnie jak całość zostanie rozpisana na 22 epizody.

Inne:
- Liv znowu miała scenkę z szczurkiem. Jaki to słodkie!
- denerwują mnie ta przypadkowość w serialu. Tyle dzieje się w okół Liv, umierają kolejne osoby, a nikt nie zadaje niewygodnych pytań. Ja rozumiem naginanie rzeczywistości w serialu, ale bez przesady.
- jak Liv znalazła Blaine'a tak szybko pozostaje dla mnie tajemnicą i tanią sztuczką scenarzystów.
- środek nocy, strzelanina, wybuchające granaty, rozbita szybka, a policja dopiero trafia następnego dnia na mieście zbrodni. Kolejne głupie naciąganie.
- ostatnia scena gdy Liv odmawia transfuzji krwi bratu świetnie nakręcona i przyniesie w kolejnej serii trochę rodzinnego dramatu. Liczę tylko na jakiś przeskok w czasie.
- ostatni raz w tym sezonie - Rose McIver jest wspaniała!

OCENA 4.5/6

Power Rangers RPM S17E10 Ranger Blue
CU-DO-WNE! Ten serial robi się coraz lepszy i lepszy. Nie chodzi tylko o historię czy bohaterów, ale zabawę formą, samoświadomość marki i wszechobecny fanserwis. Już pierwsza scena to prawdziwa perełka. Rangersi zadają pytania dotyczące m.in. wybuchów i słów wypowiadanych podczas sekwencji morfowania czy oczu zordów, a Doktor K używając technobełkotu cierpliwie wyjaśnia złożoność tych procesów. Kulminacja następuje w finale gdy Niebieski używa eksplozji z tła do powalenia mechakitowców co były epickie. I niby widziałem już te sceny na yt to teraz zachwycają tak samo.

Odcinek skupiał się na Flynnie i znowu udało się upchnąć niesamowicie dużo materiału. Jednak w przeciwieństwie do innych flashbacki te dotyczyły jego całego życia. I to było zrozumiałe. Od dziecka był bohaterem, stawiał w obronie słabszych, a gdy dorósł dalej robił to co dobre nie zważając na konsekwencje wynikające z układów lub ograniczonego patrzenia na świat. Odcinek pokazał, że każdy może zostać bohaterem, trzeba tylko chcieć. Wtedy świat będzie odrobinkę lepszy. Poza tym Flynn jest szkotem. Szkoci są super. Tak jak muszki i fezy.

Inne:
-Doktor K prosi o pytania, wszyscy Rangerzy łapki w górę, tylko Dylanowi jest to obojętne.
- kolejne długie, nie nudzące walki pełne soczystych dialogów między Rangersami i suchych onlinerów tych złych. I Ziggy unikający walki dzięki teleportom oraz jego fascynacja wybuchem zza pleców. Mistrz. 
- Flynn jego Mel Gibson z Braveheart! Jak tu nie kochać tego serialu?
- Flynn wprawiający w zdumienie Doktor K po tym gdy udało mu się usunąć usterkę z kombinezonu. Długo nie mogła się po tym pozbierać, a jej zaszokowanie takie piękne.

OCENA 5.5/6

Power Rangers RPM S17E11 Doctor K
Rangrsi byli więc przyszedł czas na flashbacki mentorki. Od dziecka była geniuszem, przyszli smutni panowie w garniturach i zabrali ją do tajnego kompleksu badawczego gdzie była wykorzystywana i okłamywany. Historia smutna, głównie dzięki temu jak to pokazano. Flashbacki z różnych okresów życia, te same stroje, ten sam pokój, ta sama sytuacja, to samo kłamstwo. I mały promyk nadziei w postaci przyjaciół, których zyskała. Odrobinę irytujące, ale sympatyczne rodzeństwo geniuszy. Jak się okazało motywacje Doktor K w walce z Venijxem mają dodatkowy podtekst - to ona jest odpowiedzialna za jego stworzenie. Ładnie się wszystko pokomplikowało.

W teraźniejszości nie było już tak ciekawie. Głownie przez długą walkę Rangersów z potworem tygodnia. Bardzo długą. Jednak i tutaj było kilka zwrotów akcji i fajnych momentów. Nic jednak nie przebije pojedynku Tanayi 7 z Doktor K i jej skrzypcami. Toż to wspaniałe, campowe doświadczenie i radosna rozrywka. Na plus zaliczam również siły ludzkości coraz bardziej ustępujące maszyną. Widać, że kolejne walki są coraz trudniejsze, a Venjix nie jest nudnym łotrem do ubicia, a realnym zagrożeniem.

Inne:
- jak dobrze słuchało się tych skrzypiec przez cały odcinek! Flynn ma kobzy za podkład muzyczny, a Doktor to.
- Ziggy i jego głupie pytanie, kto jest dobrym i złym i cięta riposta (z nutką tęsknoty za normalnością) Doktor K "What’s it like being stupid your whole life? Is it as wonderful as it seems?". Uwielbiam tą dwójkę!
- pomagierzy Venjixa, obrzydzeni swoimi odbiciami w lustrze i komentarze Tanayi 7. Uśmiałem się bardziej niż powinienem.
- świetny pomysł by nie pokazywać twarzy ludzi w garniturach, którzy "zatroszczyli się" o Doktor K.

OCENA 4.5/6

Supernatural S07E23 Survival of the Fittest
Mogłem się tego spodziewać. Przeciętny przeciwnik sezonu zaowocował rozczarowującym finałem. Przed kompletną katastrofą uratowało go kilka rzeczy z Crowleyem na czele. Mark Shepard jak zawsze mile widziany i kradnie wszystkie sceny. Tym razem wykiwał braci, Dicka i umocnił swoje wpływy na Ziemi. Czuję, że to on będzie potężnym graczem w przyszłym sezonie. Pozbycie się Lewiatanów rozczarowało. Niby bawiono się w niepewności, próbowano budować napięcie, ale brakowało zaskoczeń i całość skończyła się dość prosto. Tylko cliffhanger zaskoczył. Dean i Castiel trafili do Czyśćca. Jasne, nie zrobiło to takiego wrażenie jak wizyta Deana w Piekle między 2, a 3 sezonem, ale poczytuje to za plus. Nie podobało Darmi się za to jak zakończono wątek Bobbyego. Zdał sobie sprawę w co się zmienia i odpuścił. Niepotrzebne. Jeśli chciano to ciągnąć to taka postać jak on powinna dostać cały epizod na pożegnanie.

OCENA 3.5/6