Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Penny Dreadful. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Penny Dreadful. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 września 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #100 [25.08.2014 - 31.08.2014]

Stówka! Wynik całkiem imponujący, prawda? Niby powinienem celebrować ten okrągły wynik, upiec sobie ciasto, kupić drogie (lub dwa tanie) wino lub odtańczyć taniec zwycięstwa. Niby bo dla mnie jest to kolejne wydanie mojej tygodniowej kolumny. To między #99, a #101. Chciałbym tylko podziękować wszystkim regularnym Czytelnikom, tym którzy wpadają tu od czasu do czasu i tym, którzy uważają, że jest to bezsensowna pisanina grafomana. Bo jest. Bez Was też bym pisał, ale z wami jest zawsze raźniej. Dzięki!

Albo wiecie co, jednak coś jeszcze napiszę. Skoro to taki mały jubileusz to postanowiłem trochę poszperać w moim magicznym notatniku i sprawdzić ile odcinków obejrzałem i opisałem przez ten czas. 1177. Daje to niecałe 12 na notkę i prawie dwa na dzień. Przy czym nie było tygodnia bez obejrzenia przynajmniej trzech odcinków, a najbardziej obfitym był ten z 42 i nadrabianiem The Good Wife. Idzie wrzesień więc powinienem odrobinę poprawić oglądalność.. Inna ciekawa liczba to 22861 - liczba scrennów, ale to akurat jest gromadzone troszkę dłużej niż ostatnie dwa lata. Następna konfrontacja z liczbami za kolejne 100 tygodni. Zagrożenie anulowaniem przez niską oglądalność mi nie grozi więc powinienem pociągnąć jeszcze kilka sezonów.

A co w serialach słychać? Smutne wieści. Lost Girl się skończy po piątym sezonie (16 odcinków podzielone na dwa bloki), a ja nawet nie skończyłem pierwszego. Skończy się jak z Eureką. Bardzo chciałem obejrzeć serial, odkładałem i odkładałem go po czym zdjęli z anteny i straciłem całą mobilizację. Anulowany został również Longmire. Tutaj jednak twórcy nie będą mieli szansy skończyć opowieści. Trzy sezony to wszystko na co mogli liczyć fani. Pojawiły się jednak pogłoski o przejęciu serialu przez Netflixa, ale to typowa rekcja po nagłym zejściu kilkuletniego serialu, który wciąż prezentuje solidny poziom. Ja się uciesze jeśli obędzie się bez zmartwychwstania bo oznacza to nową pracę dla Katee Sackhoff. Marvel, DC, słyszycie?

Jak już wspomniałem o Netflix to mała ciekawostka. Stacja, tfu, platforma wykupiła ekskluzywne prawa do emisji The Blacklist. 2 mln dolarów za odcinek. 2 MILIONY za odcinek przeciętnego serialu. To daje Ponad 40 mln za cały sezon. Dla porównania pierwszy sezon Game of Thrones kosztował 60 mln $. Smutno się robi gdy tyle kasy jest pakowanych w przeciętniaki, a choćby Mroczna Wieża wciąż czeka na realizację.

Mimo wszystko internetowy gigant wciąż ostro inwestuje w seriale. Co jakiś czas wypływają kolejne informację o produkcjach Marvela (a to zdjęcia z planu, czy wywiady), ale też promowane są kolejne seriale i zapowiadane nowe. Marsyllia dostała zamówienie na sezon, będzie to dramat polityczny dziejący się w tym francuskim mieście. Natomiast w tym tygodniu rozpoczęto kapanie marketingową Marco Polo wypuszczając pierwsze zdjęcia i podając datę premiery. Wciąż jednak nie wiadomo czy pierwszego odcinka czy tradycyjnie dla Netflix całego sezonu. Zainteresowani mogą postawić czerwony znaczek w kalendarzu. Ja się jeszcze wstrzymam.

Już chyba tradycyjnie słówko o dopiero co zapowiedzianych serialach. Ashecliffe to kolejna podejście do Wyspy Strachu, kolejny telewizyjny prequel znanego hitu, kolejne podejście Martina Scorsese do tematu, kolejne pisanie o znanym zakładzie dla obłąkanych przez Dennisa Lehane (autor oryginału) i kolejny nadchodzący hit HBO. Jeśli powstanie.

Z castingowych nowinek najciekawsze jest zatrudnienie Envera Gjokaj w Agent Carter. Ciesze się, że będę mógł go znowu zobaczyć bo od czasu zakończenie Dollhouse, aktor pojawia się głównie w roli stereotypowych wschodnioeuropejskich oprychów. Oczywiście nikomu nie przeszkadza, że aktor już wcześniej dostał kilka sekund w The Avengers. W serialu zagra również Chad Michael Murray znany z lecącego przez chwilę na antenie The CW One Tree Hill. Premiera serialu w mid-season w przerwie Agets of S.H.I.E.L.D., a o rolach aktorów można poczytać tutaj. W Brooklyn Nine-Nine wystąpi Ed Helms. Pisze o tym tylko po to by przypomnieć żebyście oglądali serial.

Na koniec zwiastuny. W tygodniu dojechało wybuchowe promo Sons of Anarchy, zapowiadające brutalne zakończenie serialu. Zapowiedź Sleepy Hollow dostarcza klimatu, za który pokochałem pierwszą serię. Zombie z wojny o niepodległość? Czemu nie. Jedźcieć Apokalipsy z latającymi łapkami jak u Raymana? Proszę bardzo. Chciałbym tez przypomnieć o pewnej komedii - Brooklyn Nine-Nine. Jeśli nie słyszeliście polecam sprawdzić chociażby nowe promo.

Teoretycznie podsumowanie powinienem zacząć od skomentowania rozdania nagród Emmy, ale jak już pisałem w tym roku je bojkotowałem bo Tatiana nie została nominowana jako najlepsza aktorka w serialu dramatycznym. Na otarcie łez wygrała Julianna Margulies, a najważniejsze nagrody zgarnął Breaking Bad. Smuci jednak mało różnorodność zwycięzców, populizm głosujących i niezasłużone powtórki sprzed lat. O gali się nie wypowiadam, widziałem tylko fragmenty i nie były specjalnie zabawne. Monolog otwierający wypada obejrzeć, resztę można. Pełną listę można zobaczyć tutaj.

SPOILERY

Penny Dreadful S01E07 Possession 
- wypadałoby w końcu nadrobić serial. Zostały mi dwa odcinki, a od ponad dwóch miesięcy nie mogłem do nich podejść. Coś z tym serialem jest nie tak. Doceniam go w wielu aspektach, czuje atmosferę, ale zmuszam się do włączanie kolejnych epów, a fabuła mnie nie porwała. Następny odcinek będzie moim ostatnim mimo, że sezon został przedłużony, a ten był pod pewnym względami fenomenalny.
- przede wszystkim Eva Green. Jest niesamowita. Dobrze, że nie została nominowana w tym roku do Emmy bo pewnie zgarnęłaby statuetkę Juliannie Margulies. To jak moduluje głos, oddaje wiele emocji samym spojrzeniem czy pokazuje szaleństwo jest godne docenienia. Świetne, niepokojące sceny z przejmującą muzyką podkreślającą nastrój.
- sam odcinek emanował aurą przegranej. Bohaterowie niewychodzący z domu przez wiele dni, wyczerpani psychicznie, odsłaniali kawałki swojej umęczonej duszy przed innymi. Prawda wychodziła na jaw i z przyjemnością patrzyło się na ich cierpienia i puszczające nerwy. Jednak w tych chwilach były też momenty wytchnienia, zbliżania się do siebie i docierania grupki, która mimo wszystko nigdy sobie nie zaufa.
 - wizualnie odcinek również stał na wysokim poziomie. Manifestacje mocy Vanessy nie były przekombinowane, wyszły przez to strasznie naturalnie, charakteryzacja i scenografia dopełniały całość, a niepokojące obrazy sprawiały, że odcinek jeszcze silniej oddziaływał.
- szkoda tylko, że to kolejna pojedyncza historia. Powinienem się przyzwyczaić do serialu, który nie skupia się stricte na fabule tylko pojedynczych historiach postaci, ale denerwuje mnie to. Przez co ma się wrażenie zbytniego rozwleczenia całości i niespełnionych nadziei w związku z serialem.
- nie podobało mi się też deus ex machina na końcu czyli Chandler odprawiający egzorcyzmy i cudownie uzdrawiający Vanessa. Mam nadzieje, że wiąże się z tym jakaś większa historia i jest to budowanie postaci na zasadzie niedopowiedzeń, a nie tani chwyt scenariuszowy.
- nie kupuje też wątku z księdzem. Jasne, sceny gdy oglądało się wystraszonego klechę były dobre, ale nie wierze, że taka grupka ludzi nie zrobiła by wcześniej rozeznania i nie posłałaby po prawdziwego egzorcystę, a nie księdza z najbliższego kościoła.

OCENA 4.5/6

Penny Dreadful S01E08 Grand Guignol
- sezon się skończył, a ja postanowiłem pozostać przy swoim zdaniu i nie oglądam dalej. Kilka wątków mnie ciekawi, historia ma sporo potencjału, ale się nie skusze. Tak jak przy Homeland poczekam na opinię blogerów i sprawdzę czy scenarzyści naprawili irytujące błędy i polepszyli sposób opowiadania historii bo to ona najbardziej kulała w tym sezonie. Osiem odcinków, a główna linia fabularna równie dobrze mogłaby się zmieścić w jednym. Oglądanie postaci i ich poznawanie było fascynujące, ale przez to całość wydawała się zbytnio rozmyta.
- finał specjalnie nie zaskakuje. Ma fajny pomysł na starcie z wampirami i rozczarowujące pokonanie głównego złego sezonu, który okazał się tylko pionkiem. Dobrze, że pokazała się Mina, cieszy mnie jej koniec przez co serial będzie mógł się skupić na czymś innym. Wątek Chandlera i jego wilkołacza przemiana to kolejna rzecz, która została zbytnio rozciągnięta w czasie przez co jest zwykłym potwierdzeniem faktu, a nie czymś co by mogło zaskoczyć. Tak jak "koniec" Brony. Po sznureczku pozamykano większość wątków.
- najfajniejsze sceny miało Monstrum rozpaczające nad ludzkim losem i szukające akceptacji. Szkoda, że jego zbliżenie do Stwórcy została przerwane. Ale tutaj też moja uwaga. Niby finał sezonu, a dużo rzeczy nie skupia się na głównej historii tylko pobocznych postaciach czy też je zaniedbuje. Wciąż nie wiem po co był potrzebny Dorian w głównej obsadzie.

OCENA 4.5/6 

Power Rangers S01E10 Happy Birthday, Zack 
- bawiłem się na tym odcinku lepiej niż powinienem. Zaskakuje tym bardziej, że punktem wyjścia było przyjęcia niespodzianka dla Zacka i problem zapomnianych urodzin. I pomyśleć, że w dzieciństwie był to mój ulubiony ranger, a teraz irytuje swoim emo podejściem zagubionego trzynastolatka. Jednak pomijając tą kwestę było dużo momentów do uśmiechu. Humor był wyważony, slapstick z Mięśniakiem i Czachą jak zwykle rządził, przez cały czas przebiła się pozytywna atmosfera odcinka, a na końcu podczas przyjęcia nawet się uśmiechnąłem z powodu muzyki jaka leciała w tle.
- odcinek jak zwykle miał ten sam schemat - Rita wpadająca na genialny pomysł, wysłanie swojego potwora, boost i pokonanie go. Jednak motyw miecza wysysającego energię i stosunkowe bogate backstory Knasty Knight z wspomnieniem dawnych podbojów Rity. Jeszcze żeby obecne odcinki miały tak bogate tło fabularne.
- dodatkowy plus dla odcinka za porównanie Power Rangers do Batmana i rozmowę z Erniem. Cieszy, że PR zadamawiają się w świecie, miasto o nich mówi, a nie tylko walczą i walczą z kolejnymi potworami.
- oglądając ten odcinek zaraz po Teen Wolf zdałem sobie sprawę z jednej szokującej rzeczy. Mimo nastolatków w rolach głównych i sporej ilości scen w szkole brak tutaj wątków romansowych. Zero miłosnej dramy! Co jest dziwne bo dzisiaj niema każdy serial to ma. Miła odmiana oglądać czysta przyjaźń bez seksualnego przyciągania.

OCENA 3.5/6

Power Rangers S01E11 No Clowning Around 
-pamiętajcie drogie dzieci, nigdy nie ufajcie klaunom. Z pozoru sympatyczne, ale podświadomość zapala żółte, ostrzegawcze światełko. Nigdy nie wiadomo czy nie okaże się kitowcem z nazbyt nachalnymi ciągotami do dzieci lub potworem z mackami pieszczotliwie zwanym Pineoctopus. Śmiałem się jak głupi oglądając podchody do siostrzenicy Trini, a już ryknąłem i zaplułem sobie monitor gdy zamieniła się w kartonową figurkę. Ciąg dalszy tej niesamowitej przygody to próba ożywienia dziewczynki za pomocą wody. Udana! Zaprawdę dziwny ten świat.
- urozmaicenia w scenach walk zordów jak zwykle mile widziane. Plus za akcje zespołową. Wielki plus za efekt zamrażania Mastodonta, który finalnie prezentował się jakby Pineoctopus został obklejony taśmą. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Rangersi przegrywali, Rita niemal odniosła zwycięstwo po czym powiększyła swojego potworka i sromotnie przegrała. A tak pięknie mógł się skończyć ten odcinek.
- tylko jedna scena Mięśniaka i Czachy?! Toż to skandal.

OCENA 3/6

Power Rangers S01E12 Power Ranger Punks
- ten odcinek byłby dużo lepszy gdyby nie było walki z potworem Rity. Zamiast tego quest Rangersów i poszuiwaniu antidotum by uratować Kim i Billego. Byłaby to odskocznia od formuły i miłe urozmaicenie. Jednak na to trzeba jeszcze czekać. Jednak ciesze się, że Terror Toad nie dostał boosta i został ustrzelony z łuku przez Kimberly bo dramatycznej walce i pożarciu pozostałych wojowników. Tego też nie było wcześniej. 
- motyw z Punk Rangers był dobry, zwłaszcza, że Billy pomiatał Mięśniakiem. Nieczęsty widok. Również amory Kim i Czachy były przezabawne i szkoda, że bardziej odcinek nie poszedł w tą stronę.

OCENA 3/6

Teen Wolf S04E10 Monstrous
- ale ten serial jest dobry w końcówkach sezonu! Każda scena mi się podobała, zero irytacji, a jedynie czysta rozrywka i zainteresowanie. Zgrabnie wytłumaczono historię Meredith i narodzin Benefacotra. No dobra, nie spójnie, dalej sporo białych plam i tajemnic, ale coraz bardziej to się trzyma kupy i pasuje do konwencji. Ponadto dalej jest ulubiony przez serial motyw zemsty. Powrót mszczącego się Petera, czy raczej jego podświadomości i psychic link z Meredith to zaskakujący pomysł. Jakże efektowny i dający do myślenia w kontekście epilogu odcinka z Kate. To był jego plan? Wszystko to gra czy zgrabne płynięcie na fali? Prawdziwą bombą jest jednak prawdziwy motyw Petera. Czyżby w ten sposób chciał odzyskać swój status Alphy? Wciąż mam przed oczami jedną ze scen z Comic-Conowego traileru i mam nadzieje, że dojdzie do tego już w przyszłym odcinku.
- znowu to napiszę, ale okropnie drażni mnie dysonans w reżyserii poszczególnych odcinków. Z jednej strony mamy kapitalne i nastrojowe sceny z początków, często będące hołdem dla kina klasy B i tanich horrorów, ale posiadające swój unikalny charakter czy surrealistyczne wizję bohaterów z ciekawymi zabiegami technicznymi lub zabawy z kamerą jak podczas tyrady Petera. Z drugiej fatalne sceny akcji. Pełen chaos, bez napięcia, przemyślenia i większej idei. Jeden dobry choreograf, kilkanaście tysięcy dolarów i kila dodatkowych godzin zdjęć, a wynik powinien być piorunujący. 
- czyżby cały sezon dawał wskazówki o czym będzie piąta seria? Sporo jest rozmów o naturze myśliwego i Scottcie przekraczającym granicę. Tutaj kolejny przykład jak w ostatniej chwili powstrzymał się przed zabiciem jednego z atakujących. Dark Scott w następnej serii i zmagania wewnętrzne? Znany i lubiany motyw widziany choćby w Smallville, Buffy i Supernatural.
- przyznaje się, mam miękkie serduszko i łatwo się wzruszam dlatego tak bardzo mi się podobała scena Stiles/Malia w szpitalu. Ich zerwanie nie było długie, a przeprosiny Stilesa i zamknięty pokój było super pomysłem. Swoją drogą ciekawe czy te zakluczone drzwi to niespodziewana manifestacja mocy Stilesaco by sugerowała, że twórcy na prawdę dobrze przemyśleli sobie serial i z kilkuletnim wyprzedzeniem rozpoczynają kolejne wątki.

OCENA 5/6

niedziela, 22 czerwca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #90 [16.06.2014 - 22.06.2014]

SPOILERY

24 S09E08 Day 9: 6:00 PM-7:00 PM
- nie wiem czy twórcy zrobili to przez przypadek czy planowali takie zgranie w czasie i śmierć prezydenta USA na stadionie piłkarskim kilka godzin po tym jak w Stanach leciał mecz z udziałem ich reprezentacji. Podobała mi się jego śmierć. Poświęcił życie by bronić niewinnych, ale obyło się bez patetycznych monologów. Było ciche pożegnanie z rodziną i kilka zabawnych scen z udziałem Hellera. Szkoda tylko, że nie czuć było tak bardzo walki z czasem, że Chloe jest w stanie coś zrobić lub Kate zdobyć dodatkowe informację. Może gdyby była jakaś nadzieja, jego zgon byłby jeszcze mocniejszy.
- fabularnie jednak odcinek troszkę rozczarowuje. Dobrze się to ogląda, ale brakuje mu pazura, błysk który wyróżniłby ten sezon. Jest strasznie zachowawczy i momentami przytłoczony przez niepotrzebne wątki. Jordan zginął w walce o życie, którą nie mogłem się przejąć, terroryści się nie zgadzają, a Kate bawi się w Jacka by uzyskać informację od Simone. Troszkę blado to wypada.

OCENA 4/6

Dead Like Me S02E09 Be Still My Heart
- zabawny odcinek, miejscami trochę się dłużył, ale były naprawdę śmieszne elementy. Prócz tradycyjnej narracji George choćby Mason na stypie podbijający do Ashley, George rozmawiająca z Misty o seksie i akcja z reanimacją czy moja ulubiona scena - prezentacja serca w szkole. Dawno się tak nie śmiałem na tym serialu.
- jednak Dead Like Me nie byłoby sobą gdyby nie zafundowało kilku dramatyczniejszych momentów - śmierć w pokoju hotelowym i małe załamanie wiecznie radosnej Daisy i pierwszy raz Gorge po stypie. Ciesze się, że postacie dalej się rozwijają, ale dalej jest to trochę zachowawczy serial nie próbujący wyrwać się z swojego schematu. Może podróż Rube'a coś zmieni, ale nie sądzę.

OCENA 4/6

Halt and Catch Fire S01E03 High Plains Hardware
- chyba można już zacząć zapalać świeczki ku pamięci tego serialu. Mimo tego, że jest świetny to wszystko wskazuje na to, że podzieli los Rubicon, nawet oglądalność ma mniejszą. To będzie wielka stara dla telewizji bo trzeci odcinek jest tylko odrobinę słabszy od poprzednich. Nie dość, że fabuła porusza się do przodu swoim tempem to jeszcze postacie dalej się rozwijają i można o nich coraz więcej powiedzieć. Joe jest w stanie zrobić wszystko by osiągnąć swój cel, Cameron dalej próbuje pisać BIOS i używa do tego różnych stymulantów, ale w końcu przyznaje się do porażki, a Gordon popada w coraz większe stany depresyjne i zobojętnienie. Świetnie rozpisane postacie z swoją historią i intrygujące. Do tego dobrze prowadzone. Na ich tle wybija się John, który stara się poprawić swoje życie, zależy mu na pracownikach i nawet dokształca się. Będę za nimi tęsknił bo do tego są świetnie zagrani.
- odcinek miał fajną klamrę, zawsze lubiłem ten środek stylistyczny. Chodzi o umierającego ptaka, któremu przygląda się Gordon. Na końcu odcinka wraca do domu i słyszy ten śpiew i dalej nim nic nie robi. To Donna bierze łopatę i pokazuje kto ma jaja w tym związku. I to pewnie zapowiedź zmian. Gordon nie nadaje się na szefa projektu w przeciwieństwie do jego żony.

OCENA 4.5/6

Orphan Black S02E09 Things Which Have Never Yet Been Done
- jeśli stacja BBC America będzie chciała zrobić 20 minutowy sitcom to ja proponuje na głównych bohaterów małżeństwo Hendrixów. Co za farsa! Co za beczka śmiechu! Allison i Donnie przez cały odcinek próbują pozbyć się ciała, a ona przy tym cały czas dominuje swojego męża. Dawno się tak nie uśmiałem. Jednak i Donnie dostał scenę dla siebie jak groził Vickowi, a potem strzelił fotkę DeAngelis i odszedł od auto w zwolnionym tempie. Co z tego, że ten wątek nie ma nic wspólnego z główną fabułą skoro jest tak świetnie napisany.
- fabularnie serial rozwija się swoim tempem, nie forsuje go, ale finale odcinka ma miejsce istotny twist. Rachel porywa Kire używając do tego Dolphine. Ale to była świetnie nakręcona scena. Najlepsze jest to, że na początku udało mi się poznać przebranej Rachel, ale gdy odurzyła Felixa aż rzucało się to w oczy. Ciekawe tylko czy działa dla dobra Dyad czy jest to jej arogancki plan stworzenia jakiegoś substytutu rodziny. Świetne było jej oglądanie taśm z dzieciństwa i najazd na rozemocjonowaną twarz.
-  jednak królową odcinka zostaje Helena. To co się dzieje na farmie Proletarian to jakieś chore jazdy. Wątek został niespodziewanie zakończony, a przynajmniej jego część bo pewnie w przyszłym sezonie zostanie wprowadzona mamuśka Grace albo okaże się, że to była tylko część ich sekty. Helena jest zdumiewająca. W jednej scenie zabawne chrumkanie i pokazywanie języka, a w następnej "zapładnianie" Henrika i sadystyczny śmiech. Ciekawe co dalej z nią. I z Gracie i Markiem. Serial świetnie poprowadził te postacie i mam nadzieje, że nie raz wrócą.
- Tatiana Maslany za tą rolę zasługuje na każdą nagrodę. Glob i Emmy powinny być jej, ale mam przeczucie, że znowu zostanie okradziona. 

OCENA 5/6

Penny Dreadful S01E06 What Death Can Join Together
- poprzedni flashbackowy epizod nie przysłużył się zbytnio opowieść, trochę wytrącił z ciągłości i na nowo trzeba się było odnajdować w realiach serialu, ale z drugiej strony z lepszym zrozumieniem odbierało się Ives w tym odcinku. Jej historia jest o wiele ciekawsza niż wampirzy wątek bo niesie ze sobą sporo tajemnicy. Czyżby seks z Dorianem był ostatecznym grzechem, który przeciągnął ją na stronę ciemności? I czy super wampir to ta sama moc, która opętuje Vanessa czy różne siły zła walczą o jej duszę?
- zdziwiła mnie w odcinku duża ilość akcji. Niby to tylko jedna scena i to całkiem przyjemna, choć trochę chaotyczna, ale zdziwienie było bo serial stawiał głównie na klimat opowieści i napięcie poszczególnych scen, a nie jej dynamizm. Jednak takie niespodzianki przyjmuję z otwartymi ramionami.
- był van Helsing, nie ma van Helsinga. Dobrze, że zdążył opowiedzieć Victorowi o wampirach i zostawił przy tym jakiś ślad po sobie. Jego śmierć ironiczna, walczył przez całe życie z wampirami, a zginął przez przypadek, bo obdarzył Victora zaufaniem.

OCENA 4.5/6

The Shield S04E01 The Cure
- takie premiery sezonu lubię. Niby wszystko się spokojnie zaczyna, nie ma szaleńczego tempa i zrzucania kolejnych bomb, ale 6 miesięczny przeskok w czasie wymusił pewne zmiany u postaci. Nie ma Strike Team, Aceveda odchodzi, a Cloudette jest na cenzurowanym w prokuratorze. Jednak gwiazdą odcinka jest Glenn Close, która błyszczy i kradnie każdą scenę, w której występuje. Wystarczy tylko, że jest i robi się lepiej. Jej postać jest ciekawa. Niby kolejna standardowa twarda babka, ale ma historię w Farmington, wie co i jak działa i od razu poznała się na Vicku. Bardzo jestem ciekaw jak się będą prezentowały i ewoluowały ich relację przez cały sezon.
- udało się też zarysować główny wątek sezonu. Przynajmniej tak to wygląda. Na szczęście nie jest to coś osobistego jak pociąg z forsą dla Strike Force, ale walka z gangiem, ale też konflikt Vick/Shane. Jeśli będzie to konsekwentnie poprowadzone całkiem możliwe, że będzie to najlepszy sezon.
- przez tą długą przerwę między sezonami problemy nie oddaliły się od bohaterów, ale nawarstwiły się. Aceveda dalej przeżywa swój gwałt, a Wyms jest podrzędną panią detektyw. I Dutch przez to cierpi co podkreśliła jedna krótka scena z Rowling. Ciekawe czy ona go testuje czy nakłania do działania.
- proceduralne wątki odcina jak zwykle mocne. Kręciły się głównie wobec niechęci współpracy z policją oraz znęcania się nad dziećmi. I wyszło typowo dla The Shield - mocno, gdzie miejscami się robi niedobrze w jaki naturalistyczny sposób zostało pokazane zezwierzęcenie ludzi.

OCENA 5.5/6

The Shield S04E02 Grave
- Glenn Closejest fenomenalna. Nie szarżuje w swojej roli, nie musiała pokazywać wiele emocji, ale i tak kradnie swoje sceny. Na razie robi się na dobrą mamusie, opiekunkę Barn, ufa Vickyowi, wydaje się być uległą i unikać konfliktów, ale czuje że to tylko pozory i nie mówi wszystkiego o swoim wielkim planie. Już nie mogę się doczekać aż wybuchnie i Close pokaże pełnie swoich umiejętności aktorskich.
- wątek gangsterski ładnie się kręci. Shane próbuje zgrywać Vicka i średnio mu się tu udaje. Jest twardy i stanowczy, chcę coś ugrać, ale pakuje się w niezłe tarapaty i działa trochę po omacku. Przeczuwam, że Vick będzie mu musiał ratować dupę w finale sezonu bo do eskalacji konfliktu raczej nie dojdzie chyba, że dojdzie by mogli się pogodzić.
- Aceveda jest przerażający. W jednej scenie sympatyzuje z ofiarą gwałtu, pociesza ją by uzyskać zeznania, a w następnej onanizuje się przy taśmie z jej gwałtem. Widać, że to co przeżył w poprzednim sezonie trwale uszkodziło jego psychikę, a serial kolejny raz umiejętnie zapuszcza się w mroczne rejony ludzkiej duszy. Podobnie zresztą było o "martwiącym się pracodawcy", który okazał się być zakochany w chłopaku, który chcę zmienić płeć.

OCENA 5/6

niedziela, 15 czerwca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #89 [09.06.2014 - 15.06.2014]

Rozpoczął się jeden z najlepszych seriali świata. Niby pokazano dopiero kilka odcinków, ale już one były pełne emocji, dramaturgii i niesamowitych zwrotów akcji z niespodziewanymi bohaterami w roli głównej. Całość będzie liczyła 64 odcinki upakowane w jeden miesiąc z finałem 13 lipca.  Zapowiada się znakomity sezon, a potem znowu czteroletnia rozłąka. Jak to dobrze, że w przerwie jest europejski spin-off. 

World Cup tak zdominował mój czas, że nie było zbytnio czasu na seriale. Przed czwartkiem brakowało za to chęci. Wysokie temperatury nie sprzyjają siedzeniu przed monitorem, a tym bardziej spisywaniu wrażeń dlatego jest dosyć skromnie i bardziej chaotycznie niż zwykle. I prawdopodobnie będzie tak przez kilka najbliższych tygodni co mi zupełnie nie przeszkadza. I tak nie będzie zbytnio co oglądać bo niedługo Gra i  Orphan lądują na zasłużoną przerwę, The 100 jest już na ławce rezerwowych.

 SPOILERY

24 S09E07 Day 9: 5:00 PM-6:00 PM
- w poprzednim odcinku serial zafundował sporo akcji i w tym jest podobnie. Miejscami głupkowata i naciągana, ale świetnie się to ogląda. Ucieczka przed atakującym dronem i rozróba na ulicach Londynu z cierpiącymi ludźmi w tle to coś co chciałbym częściej widzieć w 24. Poprzednia część odcinka też mi się podobała mimo, że była wolniejsza. Fajna też była refleksja Jacka nad swoją naturą zaraz po torturach.
- kolejny twist fabularny, który nie ma być prawa zaskoczeniem. Adrian jest zły i współpracuje z Navarro. Nie zdziwiłbym się gdyby na szczycie tej hierarchii stali Rosjanie. Wątek Jordana trochę nudny, za mało było go wcześniej bym zdążył przejmować się jego losami. Przy okazji miał za dużo farta bo trafił mu się worst assassin ever.
- to co teraz Heller podda się Margot by mogło się okazać, że ona jest czyjąś marionetką?

OCENA 4/6

Game of Thrones S04E09 The Watchers on the Wall
- nadeszła wielka bitwa na Murze, wielce oczekiwany punkt kulminacyjny sezonu, starcie zapowiadane od kilku lat i ostatnie na prawdę wielkie wydarzenie w sadze Martina. I kurde, jestem trochę rozczarowany. 
- zacznę od tego, że od strony wizualnej i technicznej epizod zachwycał. Może nie tak jak Blackwater, ale było na co popatrzeć. Maszerująca wielka armia i długa oraz dramatyczna potyczka o Mur. Na telewizyjną skalę było w miarę epicko, ale powinno być bardziej. Jednak starcie, desperacka walka o życie, przełożeni którzy przyznają się do błędów i tchórzą, niespodzianka w postaci kosy czy giganci - to musiało się podobać. Tak jak jon przejmujący inicjatywę zarówno na górze jak i na dole. Moim ulubionym momentem jest rzut na pole bitwę, prawie minutowa wycieczka po Czarnym Zamku nakręcona na jednym ujęciu. Coś pięknego. Albo Straż recytująca przysięga przed starciem z gigantem. Pojedyncze starcia też oglądało się z niekłamaną przyjemnością.
dlatego szkoda, że ostatecznie jestem trochę zawiedziony odcinek. Przede wszystkim słabo zbudowano napięcie. Bardziej przejmowałem się walką Żmiji z Górą niż starciem na Murze. Nie czuć było, że nadchodzi coś wielkiego. Podczas samego starcia brakowało mi też desperackiego klimatu. Niby bohaterowie o tym mówią, że nie czułem, że są skazani na porażkę, że zrobili wszystko by uchronić królestwo przed Dzikimi. Brakowało mi wcześniej przygotowań. Pewnie, lepiej było pomówić trochę o Goździk... Dużo bardziej mi się podobała książkowa wersja gdzie autentycznie czuć było wagę wydarzeń. Nie podobało mi się, że położono tak duży nacisk na melodramatyczny sceny. Czy bohaterowie muszą przed bitwą mówić tylko o swoich kochankach? Jon o Ygirtte, Sam o Goździk, Ygritte o Jonie czy nawet Aemon o swojej pierwszej. Najbardziej jednak nie pasowało mi ostatnie spotkanie Jona z Dziką. W książce było to dużo lepiej rozwiązane.
- mam też zastrzeżenia co do samej bitwy. Brawa dla Dzikich, że przeprowadzili atak z dwóch stron, ale na tym ich taktyka się już skończyła. Gdy ma się 100 tysięczną armię to atakuje się nieprzerwanie nie dając wrogowi czasu na odpoczynek i przygotowanie nowych pułapek. Kluczowe znaczenie ma też zdobycie bramy, na tym główne siły powinny być skupione, a nie parę osób się wspina, kilka atakuje bramę, a reszta krzyczy i daje się zabić z łuków. Kupą mości panowie! Nagana dla obrońców za brak wilczych dołów czy innych pułapek. Kolejny raz udowodniono, że Strażnicy na Murze to najgorsi taktycy Westeros.
- przez trzy sezony to dziewiąte odcinki można było traktować jako finały z najważniejszymi wydarzeniami (ścięcie Neda, Blackwater, Red Wedding), a ostatni był swoistym epilogiem. Tym razem twórcy wzięli sobie do serca narzekania na dziesiąte odcinki przez co w dziewiątym poza wielką bitwą, która nic nie roztrzygnęła i śmiercią mało istotnych postaci nic się nie wydarzyło co by zmieniło oblicze serialu. Trochę rozumiem, że zabrakło odsieczy w ostatniej chwili bo odcinek przypominałby zbytnio Blackwater, ale przez to mam wrażenie, że brakowało mu zakończenie. Jon wychodzi poza bramę i tyle. Nie wiadomo jaki ma plan, nic, tylko że musi wszystkich uratować i najlepiej zginąć bo nie zniesie świata bez swojej ukochanej... Jak to dobrze, że przyszły epizod powinien być dużo bardziej efektowny i istotny dla fabuły.

OCENA 5/6

Halt and Catch Fire S01E02 FUD
- to dopiero drugi odcinek, ale ja już jestem gotów na siłę wciskać ludziom ten serial i krzyczeć, że najlepsza premiera wakacji. Kupił mnie klimat, kupili bohaterowie, jestem też zainteresowany jak dalej potoczą się losy tych złamanych wizjonerów, idealistki i twardego sprzedawcy. Obawiam się tylko, że serial podzieli losy Rubicon. Genialny koncept, duszny klimat i fatalna oglądalność.
- niby drużyna zebrała się w zeszłym odcinku, ale teraz muszą się dotrzeć, poznać i zrozumieć co nie będzie łatwe. Cameron dalej się buntuje, Joe jednak wszystkiego tak nie przemyślał i dane mu było poczuć konsekwencje, a Gordon wątpi w swoje życie i przeżywa prawdziwą huśtawkę nastrojów. Od euforii po zwątpienie. Każde z nich dostaje dużo czasu i niemal wszystkie sceny z ich udziałem są fascynujące. Czy to wycieczka po ciuchy czy do sklepu z systemami nagłaśniającymi. Nawet te domowe sceny Gordona z żoną są ciekawe bo czuć, że wisi jakaś niewypowiedziana tajemnica z przeszłości. Jednak odcinek kradnie Lee Pace z końcową przemową o realizacji marzeń i podążaniu za swoimi pasjami, która okazuje się wielką ściemą. Coś mi się wydaje, że prawda może być bardziej prozaiczna. A może połączona z IBM? Chcę wiedzieć, już, teraz. I chcę częściej oglądać to Imperium Zła bezwzględnie niszczące Cardiff Electronics.

OCENA 5/6

Orphan Black S02E08 Variable And Full Of Perturbation
- wiecie co? Nie obchodzi mnie fabuła w tym serialu, zgłębianie wielkiej konspiracji nie jest mi wcale potrzebne by się nim cieszyć. Wystarczy, że dostanę świetnie rozpisane sceny z podstawowymi klonami, przedstawią jednego nowego i mi to zupełnie wystarcza. Cudowne zdjęcia, dialogi, humor dramat i chemia między postaciami w tych aspektach Orphan Black nie zawodzi.
- Tony był ogromnym zaskoczeniem, ale serial wywiązał się z tego zagadnienia znakomicie. Tatianka stworzyła kolejną interesującą postać i liczę na jego szybki powrót. Zwłaszcza jestem ciekaw na jego relacje z Felixem. Chociaż bardziej shipuje Allison/Felix - ta para jest przecudowna. Przy okazji wyszedł ciekawy wątek - ile tak na prawdę wiedziała Beth i kim jest Paul. Czyżby na arenę wydarzeń miała wkroczyć trzecia siła, która wcześniej była odpowiedzialna za zakończenie wcześniejszych badań?
- Cosima jest kapitalnie rozpisana. Jej humory szybko przechodzą, ciężko policzyć ile razy kłóciła i godziła się z Delphine, gra w planszówki, a gdy choroba uderza ponownie popala sobie jointy. Świetnie nakręcona scena zjarania i zabaw z helem. Dlatego później nie spodziewałem się tak dramatycznego końca odcinka. Mam nadzieje, że twórcy nie będą chcieli skończyć sezonu jej śmiercią.
- Allison znalazła wspólny język z Donniem. Pierw kłótnie, potem zrozumienie z wyjawieniem prawdy i w końcu następne kłótnie. Kapitalne było jak pouczała męża co należy zrobić po morderstwie. Jak tu jej nie kochać.
- co ten Duncan kombinuje? Czy jego zachowanie to tylko gra czy może rzeczywiście ma pewne problemy, ale próbuje też coś ugrać. I co takiego zapisał w książce, którą zostawił Kirze? Jakieś zabezpieczenie? I czemu mała się tak tym interesuje. To dziecko jest creepy.
- i na koniec o Rachel. Zawsze lodowata i powściągająca emocję, nawet teraz gdy współpracuje z ojcem zachowuje się formalnie potrafiła ponieść się instynktom. Flashbacki z jej udziałem pozostawiają trochę miejsca dla interpretacji, ale najprawdopodobniej to było jej zachowanie gdy dowiedziała się, że Sarah mogła zostać matką. Jednak ta jej maska skrywa więcej niż może się wydawać.

OCENA 5/6

Penny Dreadful S01E05 Closer Than Sisters
- serial znowu to robi. Pozornie porzuca główny wątek fabularny i skupia się na jednej postaci tylko tym razem odcinek w całości jest jej poświęcony. I wyszło to wspaniale. Może historia nie była oszałamiająca i nie posiadała diametralnych zwrotów akcji, ale była niesamowicie wciągająca. Odkrywanie przeszłości Vaness, przedstawienie jej relacji z Miną, Malcolmem i rodzicami, a potem dorastanie i pokazanie walki z samą sobą. Nie wyjaśniono też wiele. Czy od zawsze jest skażona ciemnością, objawiła się u niej gdy zobaczyła matkę z kochankiem czy może jej postać to alegoria do typowej walki dobra i zła o duszę człowieka. Dusze, którą zło wygrało, a ostatnio jest w odwrocie. 
- ten odcinek nie byłby tak wspaniały gdyby nie fenomenalna Eva Green. Zagrała cierpiącą i torturowaną bohaterkę niesamowicie przekonująco, a wizyty w zakładzie dla obłąkanych to mistrzostwo w jej wykonaniu. Tortury psychiczne i fizyczne dodatkowo zostały podkreślone przez przejmującą i budzącą grozę muzykę, zdjęcia z zbliżeniami na twarz czy scenografię. Realizacyjnie ten serial to czołówka telewizji.   
- dlatego trochę szkoda, że wątku głównego niewiele. Pokazano historię z przeszłości, jak doszło do obecnej sytuacji, ale przy tym pozostawiono sporo białych plam do wypełnienia. Jednak zapowiedź przyszłości jest intrygująca. Czy Vanessa zrobi to co konieczne i jak zareaguje na to Malcolm? I kiedy zostanie przedstawiony Harker? 

OCENA 5.5/6

The 100 S01E13 We Are Grounders - Part II
- co za finał! Gdy myślałem, że Gra o Tron dostarczy tygodniową dawkę epickości to pojawił się ostatni odcinek The 100 i zaskoczył kolejną bitwą. Ten serial świetnie mi się ogląda i nie zamierzam się tego wstydzić. Brakuje mi tego tego typu produkcji w telewizji i może dlatego łagodniej go traktuje, ale daje mi przyjemność z oglądania, a to jest najważniejsze.
- w tym momencie chciałem popisać trochę o minusach i o tym co mi się nie podobało. Tylko nie wiem co mam tu zamieścić. No dobra przyczepię się do tytułu odcinka. Poprzedni był zatytułowany Part 1, a ten jest Part II. niby szczegół, ale irytujący.
- niby nie powinienem porównywać tej bitwy do tej na Murze z Gry, ale będę bo mam taki kaprys i pod kilkoma względami starcie w The 100 bardziej mi się podobało. Przede wszystkim lepiej budowano konflikt, czuć było zbliżające się zagrożenie i nieuchronną konfrontację przez cały sezon. Samo starcie od strony taktycznej też lepiej zostało przedstawione. Widać było ciężkie przygotowania i planowanie. Grounders też używali taktyki. Co najlepsze to było starcie na wyniszczenie. Ziemianie wysłali małą armię (200 statystów brało w tym udział) i atakowali nieprzerwanie całą siłę, a sytuacja obrońców robiła się coraz bardziej dramatyczna. Oczywiście, nie mogli wygrać ale świetnie się to oglądało. Dodatkowo klimatycznie wyszły rozmowy przez krótkofalówkę. Nie zawsze trzeba pokazywać bitwę by ją poczuć.
- troszkę niepotrzebne było bieganie Finna i spotkanie z Lincolnem, ale to pozwoliło zbudować dodatkowy dramatyzm jakby sama walka o przetrwanie nie była wystarczająco. Raven jako jedyna może uratować sytuację, ale potrzebne są jej leki. I trwa podwójny wyścig z czasem. Dużo wątków i dużo napięcia. Może i to troszkę naiwne, ale super się ogląda.
- podobało mi się też co zrobiono z Octavią. Niby była szkolona przez Lincolna, pokazali wcześniej, że umie walczyć, ale nie przesadzono z tym i nie zrobiono z niej bohaterki. Ratuje brata, ale od razu zostaje wykluczona z bitwy.
- serial już nie raz pokazał, że ma fajne pomysły na bohaterów, ale najbardziej lubi ich dręczyć. Znowu pokazano Murphyego, który znowu cierpi. Jedna to przed Clarke stało największe wyzwanie. Pierw chciała odejść od walki, ale potem dostrzegła, że to jedyny rozwiązanie i postanowiła walczyć. I w tej walce skazała na śmierć dziesiątki ludzi - przyjaciół jak i wrogów. Użycie silników rakietowych jako broni ostatecznej i widok pobojowiska to niecodzienny widok. Jednak jeszcze lepiej wypadło jej poświęcenie i pozostawienie Finna i Bellamyego. Widziała, że to jedyne wyjście i ich zostawiła na placu boju. Nie sądzę by obaj zginęli, raczej któryś zostanie ciężko ranny, któryś będzie mu pomagał i spotkają się z innymi ocalałymi. Chociaż cicho liczę na śmierć Finna, serial stanie się przez to dużo lepszy. Chociaż w tym odcinku znowu go lubiłem - idealista staje do walki bo to jedyne rozwiązanie i przez to ginie, poświęcając się na marne.
- ujęła mnie też jedna scena - Anya wskakująca do statku. Uwielbiam Dichen Lachman więc zawsze jest dobrze ją zobaczyć tym bardziej jak gra dziką wojowniczkę. Jednak najfajniejsze było jak Clarke manipuluje rządnym zemsty tłumem katującym swojego wroga. Krzyczy ona, że nie są tacy jak oni, nie są Ziemianami. Tylko, że w poprzednim odcinku, mówiła, ze są Ziemianami i pozostaną walczyć o swoje. Pięknie manipuluje tłumem.
- na Arce podczas powrotu do domu nie mogło zabraknąć dramatu. Zdalna detonacja się nie powiodła i ktoś ręcznie odpalić te ładunki. Zupełnie się nie zdziwiłem, że chciał zrobić to Kane, dalej próbujący odkupić swoje winy. Świetne było jak idzie przez korytarz i mu ludzie dziękują. Jednak zrobił to Jaha i to też nie jest zaskoczeniem. Też chciał się poświęcić, ale z innych przyczyn - nie chciał już żyć po stracie dziecka, próbowała to zrobić wcześniej, nie udało się, teraz już tak. Dostał godne pożegnanie z butelką whisky, wzorkiem utkwionym w Ziemię i stwierdzeniem, że zobaczymy się ponownie mimo, że to nigdy nie nastąpi.
- na Ziemi wylądowała część ocalałych z Arki, nie wszystkim udało się dotrzeć, serial nie boi się uśmiercać postaci. Przez cały sezon zginęła jakaś połowa Setki i pewnie z 10-20% mieszkańców Arki ocalało, a przecież wpadli z deszczu pod rynnę. Nie ma co, ratowanie gatunku ludzkiego świetnie im wychodzi. Piękny widoczki jednak dostaliśmy po tym jak Abby i Kane wyszli na powierzchnię. Nasycone kolory i bohaterowie na powierzchni, pierwszy raz poza Arką. Nowy początek i koniec pewnego etapu ich życia. I znowu mogę się przyczepić, że nie powinni być tak dobrze przystosowani do atmosfery itd. ale nie zmienia to faktu, że to game changer. No i piękny widok spalającej się w atmosferze Arki. Szkoda, że serial nie miał odrobinę większego budżetu bo na prawdę wyszłoby to przepięknie gdyby więcej czasu temu poświęcono.
- nie mogło też zabraknąć cliffhangerów. I co to za cliffy były! Bohaterowie podzielili się na kilka małych i niepowiązanych grupek, których historia będzie przedstawiana w przyszłym sezonie. Clarke i Monty (+ kilkudziesięciu innych) trafili do Mount Weather, bazy Górali. Ocalałych z nuklearnej zagłady. Czyli kolejna frakcja obok Grounders i Reapers. Jednak nie sądzę by byli to dobrzy ludzie. Pewnie tacy będą z początku, a potem okaże się, że są zupełnie zdegenerowani i uważają się za jednostki inteligentniejsze od reszty. Świetnie też wyglądało to białe, sterylne wnętrze z Gwieździstą nocą van Gogha na ścianie. Czyli, że zrobili coś by ocalić naszą kulturę, chcę zobaczyć więcej tego typu smaczków.
- kolejna grupka to Octavia z Linconem i jestem ciekaw gdzie zaprowadzi ich historią. Najpewniej spotkają się z ocalałymi z Arki, są im potrzebni przewodnicy w nowym świecie by nie popełniali tych samych błędów. Jednak chciałbym by jakiś odcinek lub dwa byli zdani na siebie. Potencjalnie jest też grupka numer cztery i pięć. Pierwsza z nich to ocalały Bellamy i może Finn i potencjalne niedobitki z bitwy. Numer pięć to gdybanie. Raven wcześniej wspominała, że jest coś nie tak z statkiem Diane gdy badała wrak czyli mogła ona przeżyć i jej podwładni. A co jak miała wcześniej kontakty z Góralami i dlatego tak się śpieszyła na Ziemię? To by było ciekawe. Przy okazji w przyszłym sezonie przynajmniej przez jakiś czas będzie fajne odwrócenie roli. Setka trafi do ciasnych korytarzy Mount Wheather, a ci z Arki będą na otwartej przestrzeni.
- w S02 chciałbym też zobaczyć większą eksplorację tego świata. Już jest on całkiem bogaty mimo, że przedstawiono dopiero jego niekompletny zarys. Moje marzenia to wyprawa bohaterów do ruin Waszyngton tym bardziej, że miasto jest całkiem niedaleko. Mount Weather to rzeczywista baza i znajduje się jakieś 60 kilometrów od miasta. Aż się prosi o wycieczkę, szkoda tylko, że stacja może być dość skąpa zważywszy na przeciętna oglądalność.

OCENA 5/6

White Collar S04E15 The Original
- nie idzie mi oglądanie tego sezonu White Collar, robię to na raty już od ponad roku, a to wszystko wina przeciętnych odcinków. Jednak ten przypomniał mi za co lubiłem ten serial. Lekkie sprawy z fałszerstwami w tle, przyjemne dla oka przekręty i intryga, która potrafi zainteresować. Nie zabrakło też zabawnych, ale też i emocjonalnych dialogów ważnych dla postaci. Nie spodziewałem się, że jeszcze tak dobrze będę się bawił na serialu. Jeśli Neal częściej w tym sezonie grałby fałszerza dzieł sztuki to z większą przyjemnością wracałbym do serialu.
- Emily Procter jako nowa szefowa oddziału Białych Kołnierzyków strasznie mnie uszczęśliwiła. Dano jej już nie widziałem na ekranie, a strasznie miło wspominam jej Ainsley z The West Wing. Mam nadzieje, że zostanie na dłużej w serialu, a bohaterowie nie będą sobie do końca zdawać sprawy po czyjej stronie ona stoi.

OCENA 4/6

niedziela, 8 czerwca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #88 [02.06.2014 - 08.06.2014]

Serialowe wakacje już niemal w pełni. Niektóre niedobitki dobiegają końca (The 100, Gra o Tron, Orphan Black), a już za chwilę inwazja czerwcowych premier. To znaczy, że jest idealny czas na nadrabianie. Skończyłem trzeci sezon The Shield i jest on równie świetny co poprzednie serię. Szkoda tylko, że mocno się postarzał i nie widać już w nim tej innowacyjności co kiedyś. Mam nadzieje, że do końca sezonowej przerwy uda się obejrzeć całość. Dokończyłem też Luthera. Niby zostały mi trzy odcinki, ale ciężko było się do nich zabrać. Niestety pierwsza historia nie była tak dobra jak ta zamykająca serial. Teraz pozostaje czekać na informację o zapowiedzianych filmach. I oby nie powtórzyła się sytuacja z 24. Wielkie oczekiwanie i po czterech lat serial zamiast zawitać na dużym ekranie w dusznych kinowych salach ląduje znowu w telewizji. Dla przeciwwagi sprawdziłem co słychać u niegdyś ulubionego zabójcy Ameryki. I niestety Dexter zabija już tylko z nudów. To będzie trudna przeprawa przez te dwanaście epizodów. 

Nadrabianie nadrabianiem, ale najwięcej emocji dostarczają seriale, na które trzeba czekać z tygodnia na tydzień. Wielki pojedynek Góry z Żmiją w serialu gdzie zima nie potrafi nadejść przez cztery lata był hypowany przez dwa tygodnie, oczekiwania były ogromne, widzowie się ekscytowali niczym Polacy walkami MMA z Pudzianem, a potem internet wybuchł. Wybuchły też korki od szampana w HBO bo odcinek pobił rekord oglądalności, a kilka dni później okazało się, że Gra o Tron została najlepiej oglądanym serialem w historii stacji wyprzedzając The Sopranos. Jeśli jednak ktoś liczył na trochę inny przebieg walki na chwilowe otarcie łez polecam sprawdzić ten filmik. A już jutro epicka bitwa o Mur, która rozmachem powinna dorównać słynnemu Blackwater.

Mijający tydzień był też dobry dla wielbicieli nowego hitu Showtime - Penny Dreadful, gdyż stacja zamówiła drugi sezon. Nie jest to wielkie zaskoczenie, w końcu to kablówka. Co ciekawe w przyszłym roku spędzimy dwie dodatkowe godziny w wiktoriańskim Londynie. Zapowiedź kolejnej serii sprawiła, że zorientowałem się, że mimo emisji dopiero czwartego odcinka to jest już połowa sezonu. Śpieszmy się kochać seriale, tak szybko odchodzą. Mam tylko nadzieje, że Jack Bauer jednak po tym sezonie nie odejdzie na emeryturę czy do innej krainy wiecznych łowów (na terrorystów, a jakże). Początkowe wyniki oglądalności nie napawały optymizmem, ale już ostatni wzrost o 0.3 punka ratingowego dobrze rokuje. A jak 10 sezon to tylko w pakiecie z Yvonne Strahovski i najlepiej nowymi producentami bo starzy mimo kilku lat przerwy są mocno wypaleni. 

Na zakończenie polecam pierwszy pełny zwiastun The Strain. Telewizja dzięki American Horror Story przypomniała sobie o gatunku jakim jest horror i konsekwentnie co roku wprowadza nowe tytuły z dreszczykiem. Tym razem od samego Guillermo del Toro i stacji FX więc nie ma prawa się nie udać.

SPOILERY

24 S09E06 Day 9: 4:00 PM-5:00 PM
-  serial dalej nie zachwyca w tym sezonie, dalej brakuje mu napięcia i plot twistów, ale dalej potrafi świetnie pokazać trochę akcji. Strzelanina z handlarzami broni, przesłuchanie Kate i Jack będący Jackem. Takie rzeczy chcę oglądać nawet jak są trochę głupkowate. Ważne by było przyjemnie. Chcę też więcej zaskoczeń. Scenarzyści chyba są zbyt przyzwyczajeni do 24 godzin i ciężko im się wpasować w 12 odcinkowy schemat dlatego dopiero teraz są teasowane kolejne wątki. Za późno.
- tekst Hallera wygrał odcinek - "Jack wants her, Jack needs her, Jack gets her". Iwonka świetnie się wpasowała w serial i liczę, że jeśli serial zostanie przedłużony to zostanie na kolejną serię.
- co robi Jack na wakacjach? Pracuje dla handlarza bronią by zdejmować jego największych klientów. Dziwne, że nie pomyślał o wędkowaniu, składaniu modeli lub hodowli drzewek bonsai.
- jest kret w CIA i jest nim Navarro. Kompletny brak zaskoczenie bo serial próbował wmówić, że to Jordan będzie kradł sekrety. Tylko z kim współpracuje? Rosjanie? Bez przyczyny by ich nie pokazywali w odcinku.
- terroryści to banda nieudaczników. Michelle Fairley jest odpowiednio charyzmatyczną aktorką, ale przerysowanie postaci odbiera wiele przyjemności z jej scen. Ostatnie sceny z Simone to śmiech na sali. Potrącenie przez autobus? Serio?

OCENA 3.5/6

Dead Like Me S02E08 The Escape Artist
- serial mnie już trochę nudzi dlatego opornie idzie kończenie sezonu, ale zawsze będę go podziwiał jak umie mówić o błahych sprawach i trafia w samo sedno codziennych problemów podchodząc do tego często z ironią. Tym razem kolejny odcinek z gatunku akceptowanie samego siebie i szukanie miejsca w świecie gdzie bohaterowie przy okazji zdają sobie sprawę z własnego położenia. Mason cierpi z powodu tego kim jest, George próbuje się wpasować, Raggie znaleźć przyjaciela, dwie starsze Lassowe zrozumieć się na wzajem, a jedynie Daisy jest zadowolona z tego kim jest i jej z tym dobrze.
- humoru było niewiele, śmierci przeciętnie zaaranżowane i nie było się zbytnio z czego pośmiać. Jednak oglądało się to z większym zaciekawieniem niż zwykle z powodu offowej narracji George w klubie.

OCENA 3.5/6 

Dexter S08E01 A Beautiful Day 
-  dałem sobie dodatkowy rok odpoczynku od serialu, myślałem, że trochę dojrzeje i zrobi się lepszy. Jednak nic z tego, zapowiada się przeraźliwie nudny i przegadany sezon. Przynajmniej taki był pierwszy odcinek. Będzie trzeba zacisnąć zęby, szczególnie na pierwszych 6 odcinkach. Potem ma się pojawić Yvonne Strahovski więc będzie przynajmniej na co popatrzeć. Teraz muszę słuchać pustych i niemożliwie przeciąganych dialogów. Najgorszy przykład to chyba dyskusja na temat ławki LaGuerty. Chyba scenarzyści chcieli się zabawić w Tarantino, ale zupełnie im to nie wyszło. Jednak jeszcze gorsze jest desperackie latanie Dextera za Debrą i jego nieogarnięcie. Ja rozumiem, że psychopata i nie przystosowany, ale logicznie myśleć to on powinien. Z zupełnie niepotrzebnych scen to te z Jamie, Quinnem i Batistą, zupełnie niepotrzebne.
- jednak jest pewien promyczek nadziei, a nazywa się Charlotte Rampling. Może i w irytujący sposób została wprowadzona do serialu, tak po prostu, gdy trzeba zgłębić psychikę Dextera przed finałem serialu, a jej powiązanie z Harrym wydaje się dziwne, ale kurde, podoba mi się jej rola i to do czego może prowadzić. Fajny jest też seryjny zabójca wycinający fragmentu mózgu. Jeśli na te wątki zostanie położone większy nacisk niż na słabą obyczajówkę ten sezon nie będzie zupełną stratą.

OCENA 3/6

Game of Thrones S04E08 The Mountain and the Viper
-40 minut oczekiwania na sceny w stolicy by w końcu móc przekonać się jaki będzie los Tyriona. HBO i sami widzowie umiejętnie pompowali hype przez dwa tygodnie, a potem rósł on systematycznie przez cały odcinek. Dobrze, że wcześniej nie było żadnych scen w Królewskiej Przystani tylko od razu wyemitowano całość. Dinklage jak zwykle był świetny podczas wygłaszania monologu o Orsonie. Nie wiem do czego się odnosił, ciężko mi go zinterpretować, ale oglądanie Petera to prawdziwa przyjemność. Gdy on szarżował aktorsko Waldau odpowiednio mu asystował. Świetna para i szkoda, że Tyrion umrze i nam to zabiorą. No bo w końcu umrze, prawda? :) Długo oczekiwana walka była fascynująca, Pedro Pascal był świetną Żmiją i doskonale oddał emocję człowieka opłakującego tyle lat siostrę. Reżyseria i choreografia piękna. I finał starcie musiał zaskoczyć osoby nie czytające książki. Będę tęsknił za Oberynem, ale jego śmierci powinna bezpośrednie wpłynąć na relację Lannisterów z Dorne co otworzy mnóstwo nowych wątków. I w końcu pokażą Bękarcice.
-jednak mimo, że wydarzenia w Kings Landing były kluczowe w odcinku to reszta nawet trochę nie odstawała od reszty, a kilka innych wątków złapało wiatr w żagle, wypłynęło kilka starych tajemnic, a nawet drastyczne zbliżono geograficznie do siebie niektóre postacie.
- bogactwo scenografii zawsze będzie mnie zachwycało w tym serialu. Otwarcie w Moles Town porażało ilością detali. Obskurne uliczki, błoto na ulicach, podle wyglądająca karczma z jeszcze bardziej odpychającymi dziwkami. Wulgarne sceny idealnie pokazały zachowanie plebsu. A potem świetnie udźwiękowiony najazd Dzikich z bezwzględną Ygrette. Potem dyskusja podrzędnych braci (tak, Jon i Sam są podrzędni w hierarchii) zupełnie niepotrzebne. Tylko przypomnienie, że zbliża się armia. Wolałbym jednak jakąś naradę wojenną. Mam nadzieje, że jak dwa sezony temu przy bitwie o Bleckwater przyszły odcinek w całości będzie się dział na Murze.
- na Północy szalał dalej Ramsey, który jest już Boltonem. Jeśli ojczulek w akcie usynowienie bękarta nie zawarł klauzuli, że jest to nieważne w wypadku jego śmierci w niejasnych okolicznościach to może się niedługo niemile zaskoczyć. Ramsey jest zdolny do wszystkiego, nawet do morderstwa ojca mimo, że obecnie wydaje się uradowany z tego, że został zaakceptowany. Śmieszna scena gdy Bolton pokazywał mu ich włości, na myśl od razu przychodzi Król Lew.
- tak, oczywiście potrzeba nawet wątku romantycznego podrzędnych postaci. Może i to fajne, pokazanie, że nie tylko wielcy mają jakieś życie, ale dla mnie to niepotrzebne skupianie się na szczegółach gdy do opowiedzenia jest cała epicka historia, która zbyt często przebiera nóżkami w miejscu zamiast wypruć do przodu. Jednak Miessendi i Dany rozmawiające o kastracji były zabawne. Nie tak zabawne jest położenie Joraha, który został wygnany. Dany doczekała się zdrady najbliższego, może to ją coś nauczy bo królową dalej jest słabą.
- gdyby nie tytułowa Żmija i Góra w odcinku zarządziłby dwie Starkówny. Aryia za jej wybuch śmiechu gdy dowiaduje się, że jej ciotka nie żyję oraz żale, że nie widziała umierającego Joffreya. Jej zachowanie było zaskakujące, ale zupełnie naturalne. Przeszła pół królestwa by znaleźć się w bezpiecznym miejscu i znowu się spóźniła. Nie udało się jej dostać na Mur do jednego brata, nie trafiła na wesele do drugiego, a teraz jej córka umarła. Mam tyko nadzieje, że z Ogarem udadzą się do Eyre. Już sama ich wizyta pod bramą odbiega od książki i zżera mnie ciekawość co dalej  tym wątkiem.
- jednak tym razem to starsza z sióstr zabłysnęła. Nauczyła się jak wygląda gra, zdała sobie sprawę ze swego położenie i wyrachowanie zaczęła korzystać z swoich atutów. Pierw jako słodka dziewczynka uratowała Petera, a potem w sukni ciotki zaczęła go uwodzić. I podejrzewam, że robi to świadomie. By podkreślić jej transformację przefarbowała włos na kruczoczarne. Piękne ujęcie gdy schodziła po schodach w nowym stroju i słońce świeciło prosto w kamerę przez co jej postać była trudniej rozpoznawalna. Tutaj też inaczej zaadaptowano historię i nie mogę się doczekać by zobaczyć jak ją poprowadzą, ale to raczej dopiero w 5 serii.

OCENA 5.5/6

Luther S03E02 Series 3, Episode 2 
-lato w pełni więc powrót do kolejnego serialu. I trochę jestem rozczarowany bo Luther to świetny serial, ale tutaj jakoś tego nie czułem. W miarę dobrze pamiętałem co ostatnio się działo, ale sprawa jakoś nie mogła mnie wkręcić. Przestępca był mocno niepokojący jak i cała historia siadała na psychikę, ale brakowało mi trochę policyjnej roboty. Wszystko to płynęło spokojnie od jednej do drugiej rozmowy, a suspens był zauważalny dopiero gdy morderca działał. Świetna scena w domu niedoszłych ofiar, pełna niepokoju i rosnącego zagrożenia. Szkoda, że nie było więcej scen tego typu w tym odcinku. Brakowało mi też roboty policyjnej, ciekawszych przesłuchań i większego nacisku na próbę rozgryzienia przestępcy.
- śledztwo przeciw Luthorowi miało kilka niezłych scen, zwłaszcza kluczową konfrontację i Starka w mieszkaniu Johna jednak tutaj też nie mogłem się specjalnie przejąć tym co się dzieje. Aj, może jednak to wina tej przerwy.

OCENA 4/6

Luther S03E03 Series 3, Episode 3
- co za poprawa w stosunku do poprzedniego odcinka! jednak nie ma się co dziwić, jest to ostatnia historia serialu i musi pełnić rolę podsumowującą i zaskoczyć widza. Przeciwnik Luthera został znakomicie dobrany bo jest do niego podobny, tylko już po przekroczeniu ostatniej granicy. John miał te same dylematy, też pozwalał umierać złoczyńcą, ale Marwood poszedł o krok dalej i na nich poluje. Przez co ich starcie będzie tak ciekawe zwłaszcza, że teraz stawka poszła w górę. Serial przy okazji pokazał cienką granicę między herosem, a złoczyńcą. Sytuacja kryzysowa, zła decyzja i nie ma już odwrotu. Śmierć Justina nie była dla mnie zaskoczeniem bo natknąłem się na tą informację wcześniej, jednak fachowo ją zrealizowano. Może zyskanie akceptacji Johna przed śmiercią to takie typowe zagranie scenarzystów, ale było potrzebne by później John lepiej mógł się pogodzić ze śmiercią.
- zaskakujący był początek odcinka gdy pokazano szczęśliwego i zakochanego Johna. Niespotykany widok, który musiał się szybko skończyć. Końcówka też pokazuje jak bardzo postać Luthora jest toksyczna co w gruncie rzeczy nie jest jego winą.
- odcinek fachowo podszedł też do mediów społecznościowych i psychologii tłumu. Kapitalna scena z tłuszczą na linczu pedofila. Ta chwilowa cisza gdy zorientowali się co naprawdę się dzieje i wybuch gdy jedna anonimowa osoba rzuciła butelką.

OCENA 5.5/6

Luther S04E06 Series 3, Episode 4
- proszę państwa, tak się kończy seriale! Trochę się bałem tego odcinka, ale zupełnie niepotrzebnie. Było niesamowite napięcie przez całą godzinę, zwroty akcji i powrót Alice Morgan. Może zabrakło trochę psychologi i głębszego wchodzenia w głowę Luthora, ale to trochę czepianie się na siłę. Jestem usatysfakcjonowany takim zakończeniem, nic że otwarte skoro mają być filmy, a jak nie będzie to można je interpretować w dowolny sposób. Jednak liczę, że będzie mi dane jeszcze raz zobaczyć Johna chociaż wolałbym telewizyjny format.
- Alice była świetna. Potężne wejście, zniewalający uśmiech i ta pewność siebie ocierająca się o beztroskość. Szkoda, że nie była regularnym gościem sezonu, ale z drugiej strony jej pojawienie się nie miałoby takiego efektu. Jej magnetyzm z Johnym jak zwykle był wyjątkowo silny, a co najlepsze musieli razem współpracować. Może jej wizyta na komisariacie troszkę naciągana, ale łatwo było to zaakceptować dzięki temu co dostaliśmy.
- strasznie mi się podobało, że odcinek zaskakiwał i wywracał znane schematy. Już przecież w pierwszej scenie Mary powinna zostać schwytana, strażnik więzienny powinien wykonać zdecydowane ruchy, plan Johna nie powinien mu aż tak zaszkodzić, a Stark nie miał prawa zginąć w ten sposób. Chociaż tutaj akurat to pewnie wina nazwiska. Do tego jeszcze świetnie zrealizowana scena na dachu z pięknymi zdjęciami. Było się czym zachwycać.

OCENA 6/6

Orphan Black S02E07 Knowledge of Causes, and Secret Motion of Things
- no, takie odcinki to ja lubię. Skupione głównie na klonach i relacjach między nimi, ale też z spiskiem w tle i tym charakterystycznym, czarnym humorem. Najlepsze sceny działy się na odwyku Allison. Trochę jak z Bennyego Hilla, ale szalenie fajne do oglądania. Vick w konfetti był komiczny, tak jak reakcja Donnyego, ale wszystkich przyćmiła Sarah jako Allison jako Donnie (!). All hail Tatiana.
- to czego można się było domyślać okazało się prawdą. To komórki Kiry posłużyły za lekarstwo dla Cosimy. Oj, Delphine kolejny raz podpadła. Niby jak zwykle tłumaczy się, że robi to z miłości tylko zawsze zwiastuje to kłopoty. Sarah jednak wykazała zrozumienie. Tak jak sama Kira. Przeraża mnie to dziecko.
- Rachel widziała się z ojcem, Leeki podpadł DYAD, został wywalony z pracy, ale Rachel go i tak ostrzegła. Szczerze mówiąc już trochę się pogubiłem o co toczy się gra, ale wcale mi to nie przeszkadza póki wątki obyczajowe poszczególnych klonów będą tak dobre jak teraz. Michelle Forbes jak zwykle jest miło widzianym dodatkiem do obsady i liczę, że zostanie na dłużej w serialu. 
- śmierć Leekiego to chyba największe zaskoczenie sezonu. Tego się zupełnie nie spodziewałem. Z rąk kompletnie załamanego Donniego, który nie powinien stanowić żadnego niebezpieczeństwa, a tu proszę, głupi przypadek i nie ma Leekiego. 

OCENA 5/6 

Penny Dreadful S01E04 Demimonde 
- ten sezon serialowy zdecydowanie należy do scenarzystów. Wznoszą się na wyżyny umiejętności, zwykłe procedurale zachwycają bardziej niż powinni, a pojedynczy ludzie biorą się za rozpisywanie całych sezonów seriali. Pierw w True Detective, a teraz John Logan przy Penny Dreadful. Może pojedyncze tutaj pojedyncze odcinki tak nie oszałamiają i brak wyraźnego głównego wątku, ale całość oczarowuje dialogami, postaciami i niesamowita atmosferą, która potrafi przerazić nie w prymitywny sposób screamerem, ale wywołując niepokój. 
- jak tytuł wskazuje głównym bohaterem odcinka był Dorian Gray. Pokazano jego dekadenckiego życie pełne orgii i różnych form przyjemności, które stało się już dla niego nudne, spowszedniało mu. Ciekaw jestem jaką tajemnice jego postać kryje w serialu i co tajemniczego jest w obrazie skoro jeszcze go nie pokazano. Świetnie też poprowadzono jego relację z Chandlerem. Obydwoje grają kogoś kim nie są tylko w inny sposób. Okłamują się, ale zbliżają do siebie. I chyba ostatecznie serial potwierdził, że Chandler jest Rozpruwaczem. 
- kapitalne były sceny w teatrze. Z uwagi na bogactwo dekoracji i historię w historii, która świetnie grała z samym serialem. Czyżby sceniczna opowieść miała być zapowiedzią losów Ethana i Brony? Do tego strasznie mi się podobało, że teatr, miejsce kultury, zostało pokazane jego centrum, punkt zbieżny niemal wszystkich postaci, nieświadomych tego jak mocno są ze sobą połączeni. 
- główny wątek powolnie brnie do przodu. Coś mi się wydaje, że pierwszy sezon jest tylko prologiem, w którym mają zostać przedstawione postacie, a historia ruszy dopiero w przyszłym. Wampirowi zależy na Vanessie, tak bardzo, że się po nią zjawia. Trochę mi to nie pasuje. Nie mógł jej zaatakować w ciemnej uliczce? Potrzebna była cała ta intryga z wysłaniem młodego wampirka? Przedstawienie Van Helsinga. Fajne, ale też mogłoby go być więcej. Jednak jest gęsto od tajemnic, a to wróży dobrze. 

OCENA 5/6

The 100 S01E12 We Are Grounders - Part 1 
- super, na prawdę super. Świetnie rozpisany scenariusz, cały odcinek trzymał w napięciu i nie było niepotrzebnych scen czy głupich romansów. Momentami trochę zbyt uproszczone i naiwne, ale kurde, ten serial jest świetny. Nie oczekiwałem po nim wiele, a tu mam jedną z najlepszych premier sezonu. Oby tak dalej! 
- haha, bohaterowie The 100 znowu udowodnili, że są lepiej przygotowani na apokalipsę niż postacie z The Walking Dead. Już ich wcześniej chwaliłem za obóz i niezłą organizację pracy, ale teraz mnie zachwycili. Wiedzą, że zbliża się atak Grounders i co robią? Budują wilcze doły i zastawiają pułapki! Nie bierne przygotowanie z ludźmi na warcie, a aktywne przeciwdziałanie. Przecież jakby ekipa z więzienia wykopała doły przy płocie to do dzisiaj by tam siedzieli... 
- wątek Finna i Clarke pędził jak szalony do przodu. Nie lubię tej pary, ale przyjemnie się ich oglądało. Genialna scena gdy Lincoln uciekał z Clarke na koniu i migawki w zwolnionym tempie zmutowanego konia z dwiema głowami. Szkoda, że wędrówka z ciemności tak szybko się skończyła. Tylko z tego można by było zrobić cały epizod. Jednak odkrycie ludzi w wagonach było niepokojące. Kanibale w tym świecie to nic zaskakującego. Podobało mi się też co zrobiono z Finnem. Pacyfiście kazano zabić człowieka. Musiał to zrobić by przeżyć i teraz go to dręczy. Jak najszybciej chciał się pozbyć krwi z rąk. Prosty zabieg, ale jak skuteczny i sugestywny. 
- w obozie też się działo. Murphy wpadł podczas kolejnego morderstwa, a potem chciał się mścić na Bellamym. I dobrze to wyszło. Może trochę nudne, ale świetnie pokazuje desperacie jednostki i chęć odwetu. Tylko to postrzelenia Raven mi nie pasuje. Niech scenarzyści nawet nie próbują jej zabijać bo to jedna z fajniejszych postaci. Niech Finn idzie do odstrzału mimo tego, że teraz może się ciekawie zmienić. 
- jej, przewidziałem co się stanie z Arką - będą próbowali ją sprowadzić na Ziemię. Pewnie ktoś zginie, pewnie wylądują blisko Setki i pewnie nie będzie miało to wiele wspólnego z fizyką, ale już nie mogę się doczekać by to zobaczyć. Przy okazji na Arce dalej jest mocne skupienie na postaciach. Kane wciąż za wszelką cenę chcę ratować innych po tym jak skazał na śmierć 300 osób, Jaha dalej przeżywa śmierć syna, a Abby nie może się pogodzić z nadchodząca śmiercią na swój sposób i za wszelką cenę próbuje ratować pacjentkę, która i tak umrze. 

OCENA 4.5/6

The Shield S03E14 All In
-Stana Katic! Jak ja lubię spotkać znaną twarz w starym serialu choćby byłaby to niewielka rola. Trochę szkoda, że nie gra młodej i niedoświadczonej policjantki, ale z ormiańskim akcentem daje radę. Do tego jej historia nie jest banalna i kończy się w tragiczny sposób.
- Lem w końcu pękł. Zanosiło się na to od dłuższego czasu. Miał dość kłamstw Vicka i ciągłego oglądania się za plecy. Nie wytrzymał i spalił większa część pieniędzy w piecu, w którym pozbyli się ciała O'Braiana. Świetna scena, pełna napięcia wiszącego w powietrzu. Jednak nie ma co liczyć, że uratuje to Squad. Pętla się zaciska, Aceveda zaczął ich mocno podejrzewać, a do tego ormianie są na ich tropie. Będzie się działo w finale.
- ciekawe i niebanalne wątki funkcjonariuszy i detektywów. Ci pierwszy zgarniają kobietę za agitację na rzecz kapitana, a potem ponownie gdy zmienia zdanie i publicznie go krytykuje po tym jak nie została należycie przez niego zauważono. Ciekawe czy napłyną skargi na niego, że ucisza obywateli. Wyms i Dutch natomiast prowadzili śledztwo w sprawie uzależnionej obrończyni co prowadziło do ciekawego konfliktu moralnego i pokazało jak silne Wyms ma poczucie obowiązku, które też ją czasem zaślepia.

OCENA 4.5/6

The Shield S03E15 On Tilt
- ładnie się wszystko pokomplikowało. Konflikty budowane przez cały sezon wybuchły w twarz Strike Team co powinno prowadzić do ich rozwiązanie co z pewnością nada nowej dynamiki serialowi. Szkoda tylko, że tak łatwo rozwiązano problem z ormianami i Margosem. Vick udaje się od punktu A do B, zalicza kolejne questy i zgarnia nagrodę na końcu. Za prosto, dobrze jednak, że nie ma szczęśliwego końca. Shane wygarnął w twarz prawdę. Nie dość, że drużyna się rozpadła to jeszcze pogorszyła stosunki z jej członkami. Jednak tutaj Shane trafił w samo sedno - Vick nie będzie w stanie zajmować się dzieckiem. Jestem ciekaw jak wypadnie ten obyczajowy wątek.
- Aceveda zaprosił dziwkę do samochodu, pouczył ją i wypuścił. Coś mi się wydaje, że telefonujący człowiek w tle nie był bez powodu.
- Wyms i Dutch znowu na cenzurowanym na Farmie. Tylko dlatego, że idą za głosem sumienia są miażdżeni przez system. W ogóle mnie nie dziwi, że ktoś inny zostanie kapitanem, jestem tylko ciekaw jak w tej sytuacji odnajdzie się nasza pani detektyw.
- Dany i Julien dostali dziwny wątek. Samozwańczy obrońca moralności walczy z dziwkami i dilerami by na końcu odnieść sukces i skłonić policję do bardziej radykalnych działań. Taki mały i nieoczekiwany promyk nadziei w serialu. Dawałem sobie rękę uciąć, że zginie przed końcem epizodu.

OCENA 4.5/6

niedziela, 1 czerwca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #87 [26.05.2014 - 01.06.2014]

Tak sobie patrzę na oceny jakie wystawiam odcinkom z tego tygodnia i muszę przyznać, że są całkiem wysokie z czego bardzo się ciesze. Sezon w ogólnodostępnej telewizji się skończył, kablówki atakują coraz mocniej i można oglądać to co się chcę, a nie to co wypada. Szykuje się na nadrabianie The Shield, Alias, skończenie Dead Like Me i może kontynuację Farescape. Czuje, że będę zadowolony. Dojdzie jeszcze do tego Masters of Sex i kolejne odcinki Penny Dradful oraz Halt and Catch Fire, a w lipcu premiera The Strain od FX. Tylko to nieszczęsne True Blood będzie mnie po nocach męczyć ostatnim sezonem. I pomyśleć, że jeszcze 3-4 lata temu lato było tylko na nadrabianie staroci, a teraz kablówki posiadają równie ciekawą ramówkę co w normalnym sezonie. Niby wielka czwórka próbuje coś z tym robić, ale im się nie udaje i wypuszcza potworki w stylu Under the Dome czy zmiażdżone ostatnio przez krytykę Crossbones i Night Shift. Na Extant od CBS nie liczę bo serial jest reklamowany nazwiskiem Spielberga.

Nadrobiłem w końcu Community. Często przed odpaleniem finałowego odcinka dopada mnie irracjonalny strach przed niewiadomym i staram się odwlec tą chwilę w nieskończoność. Między innymi dla tego nie oglądałem Battlestar Galactica The Plan bo wiem, że to byłby definitywny koniec mojej przygody z tym uniwersum. Community nie chciałem kończyć bo to jeden z moich ulubionych seriali, któremu towarzyszyłem od początku. Będę tęsknił bo to była jedna z najlepszych rzeczy jakie miała do zaoferowania telewizja. Na szczęście w telewizji wszystko płynie i co rusz pojawiają się jakieś nowości. Może podczas upfrontowych zapowiedzi nie było komediowego hitu, który zastąpiłby dzieło Dana Harmona, ale zawsze można liczyć na niespodzianki. Taką niewątpliwie jest The 100, które nieoczekiwanie stało się w moich oczach najlepszym serialem The CW od czasu premiery Nikity. I pomyśleć, że okrutnie zjechałem pierwszy odcinek by teraz zachwycać się zaskakująco wysokim poziomem i dojrzałością. Gdyby tylko wycięto wątki romantyczne polecałbym go każdemu. Ja już widziałem tyle seriali, że uodporniłem się na wiele rzeczy. Osoby ze słabym żołądkiem powinni mieć na uwadze, że dramatyczne sceny i zaskakujący rozwój postaci są przeplatane z telenowelą rodem z 90210. Mimo wszystko zżera mnie ciekawość jak skończy się ten sezon. 

SPOILERY

24 S09E05 Day 9: 3:00 PM-4:00 PM 
- paradoks 24 - dostaje słaby odcinek i w gruncie rzeczy dość przeciętny sezon, ale i tak liczę, że Jack wróci za rok mimo, że oglądalność nie zachwyca. Teraz trochę, żałuje że za Live Another Day wzięli sięci sami ludzie co pracowali nad serialem przez lata. Zamiast wziąć młodych i ambitnych to teraz nad serialem pracują ludzie którzy są chyba już zmęczeni serialem, ale wciąż chcący opowiadać historię Bauera. Tylko, że nie rozumiem wielu ich posunięć. Czemu Jack jest odstawiany na dalszy plan? Znowu! Zostaje schwytany i ma rozmowę  prezydentem i Audrey przez cały odcinek. Może było to trochę emocjonalne jak okazał emocję, ale kurna ja chcę zobaczyć starego człowieka który jest w stanie kopać tyłki terrorystą. Dobrze, że przynajmniej Kate wykazuje inicjatywę, ale o to nie trudno skoro CIA do najinteligentniejszych nie należy. Finał odcinka jakoś specjalnie mnie nie ruszył. Zginęła masa no nameów, potwierdzono, że zagrożenie jest realne i tyle. Gdyby uśmiercili Navarro bym się zaskoczył. Co do niego to wciąż obstawiam, że jest zdrajcą pracującym dla głównego przeciwnika sezonu.
- no tak zabijmy pilota dronów bo prawdopodobnie synalek już wszystkiego się nauczył, a jak czegoś zapomni to sprawdzi w internecie, nie potrzeba jakiegoś planu awaryjnego...
- sam wątek dronów i zagrożenia z ich strony mnie męczy.  Gansa i Howard opowiedzieli mniej więcej tą samą historię w Homeland. Drony zabiły dzieci więc terroryści się mszczą. To ja już wolałem tradycyjne atomówki czy śmiercionośne wirusy.

OCENA 3/6

Community S05E12 Basic Story
- oglądam finałowe odcinki i śmieje się przez zły. Dan Harmon bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że serial może zostać anulowany po 5 serii i odcinek się do tego odnosi. Koniec Greendayle = końcowi serialu. Godzenie się z faktem i smutek. Do tego jeszcze desperackie próby ratowania szkoły i nadchodzące poszukiwanie skarbu. Kojarzy mi się to strasznie z zachowaniem fanów i szukaniem nowej stacji dla serialu.  Subway przejmujący Greendayle to też pewna aluzja tylko do Chucka, który miał kilka akcji ratowania serialu powiązanych z tą marką.
- podobało mi się tempo odcinka na początku. Nieśpieszno, powoli snujące swoją historię z niedorzecznymi scenami gry na komórce i Abedem szukającym historii. Coś wisiało w powietrzu, oczekiwało się tylko katastrofy, a reżysera odcinka oszukiwała, że to już zaraz po czym napięcie znowu miało rosnąć. Cudowne. 
- świetna końcówka z Duncanem i Hickyemem jak opowiadali sobie historię przy whisky. Wolałbym Troya i Abeda, ale to też świetne. 

OCENA 4.5/6

Community S05E13 Basic Sandwich
- dobrze zrobiłem czekając półtora miesiąca na obejrzenie tego odcinka. Jeszcze lepiej bym zrobił gdybym go nie oglądał. Jednak jestem po i czuje prawdziwy mętlik i burzę emocji. Smutek, radość, zadowolenie, przygnębienie, wdzięczność i nadzieje. Te 5 lat z serialem było wspaniałe i żal go opuszczać zwłaszcza, że na horyzoncie nie ma nic co by wypełniło pustkę, która się utworzyła. Finał był idealny. Robiono go pod dwa warianty (anulowanie i przedłużenie) i do każdego pasuje. Jest też pewna doza dziwaczność charakterystyczna dla serialu. Będę tęsknił i na pewno zrobię nie jednego rewatcha bo serial lądują w moim TOP5 bez chwili wahania mimo, że w kolumnie "Obejrzane" w Excelu jest już prawie 80 tytułów. 
- żarty w odcinku były cudowne. Aluzje do starych seriali i tropów, odkrywanie lochów Greendayle, skupienie się na wątku miłosnym Jeff/Anie, uforia po uratowaniu ukochanej uczelni, która nie przełoży się na uczucia widzów, którzy muszą żegnać serial, oraz alternatywna wersja wydarzeń z meteorytem niszczącym Ziemię. So true. Tylko meteoryt nazywał się NBC... 
- można trochę narzekać, że nie wspomniano o Troyu i Piercie, emocjonalny komputer był dziwny (chociaż tekst o emotikonach cudny) lub brak czegoś spektakularnego. Jednak to i tak był wspaniały odcinek serialu, który był jego godnym zakończeniem. 

OCENA 5.5/6

Halt and Catch Fire S01E01 I/O
- serial był wielką niewiadomą. Za jego produkcję odpowiada stacja AMC więc mogła wyjść produkcja genialna (Breaking Bad, Mad Men) lub przeszarżowana (Turn, Hell on Wheels). Pierwszy odcinek wskazuje, że udało się pójść w właściwą stronę. Jak będzie dalej nie wiadomo, ale pilot zapowiada kolejny wielki hit, który idealnie będzie pasował do wakacyjnej ramówki obok Masters of Sex. Inna dziedzina, inna epoka, ale ma się wrażenie, że równie złożone postacie. Niby typowe klisze, widziane w tylu produkcjach, ale posiadające głębie i spory potencjał rozwoju. Na razie zaakcentowano kilka elementów z ich osobowości, ale mam wrażenie, że jest więcej.
-  Lee Pace jak zwykle się wyróżnia. Gra aroganckiego wizjonera lub naciągacza, nie liczącego się ze zdaniem innych, który dostaje zawsze to co chcę. Jednak jego przeszłość i motywy są niejasne i w trakcie sezonu jego historia będzie rozwijana i powinna być motorem napędowym. Dobrze wypada też rodzinka Clarków. I nie dlatego, że mąż zaniedbuje rodzinę, popadł w depresję i jest niespełnionym geniuszem. Ciekawiej wypada jego żona, która też zna się na maszynach. Nie zdziwiłbym się gdyby to ona odpowiadała za ten artykuł, który Joe mu pokazał. Jest też Cameron. Typowa buntowniczka, która trafiła do korporacji. Już ma jednak skomplikowane stosunki z pracodawcą i jak widać nie mówiła do końca prawdy podczas wywiadu. Jestem ciekaw jak pokażą ją w nowym środowisku do którego nie jest przystosowana i do czego zupełnie zdaje sobie sprawę.
- w odcinku najlepszy był jednak klimat. Nie chodzi tylko o lata '80 bijące z ekranu. Automaty arcade, muzyka, garnitury czy auta - to tylko szczegóły. Odcinek promieniował miłością do technologii i komputerów. Widać było pasję twórców podczas pisania dialogów, które nie tłumaczyły trudnych pojęć bo rozmawiali ludzie, którzy się na tym znają. Do tego piękne zdjęcia, może rozkładanie komputerów nie było tak piękne jak gotowanie mety w Breaking Bad, ale już po 30 sekundach wiedziałem, że pokocham serial. Czarne tło, zielone litery tłumaczące znaczenie tytuły i ferrari potrącające pancernika. Dalej świetne kadrowanie, dynamiczne sekwencje rozkręcania komputera, gra w Centipede czy zapisywanie biosu na kartkach. Nawet czołówka jest utrzymane w klimacie komputerów z lat osiemdziesiątych. Mogłaby być lepsza, ale spełnia swoją rolę. Kupuje serial i nie mogę się doczekać kolejnych odcinków by sprawdzić jak będzie wyglądała walka z IBM i o co tak na prawdę chodzi Joemu.
- i jeszcze mój ulubiony cytat z odcinka - "Computers aren't 'the thing'. They're the thing that gets us to 'the thing'.". Gdybym był fanem takich rzeczy jak antyramy wiszące na ścianie to pewnie bym go sobie oprawił i powiesił. 

OCENA 5/6 

Orphan Black S02E06 To Hound Nature In Her Wanderings
- Tatinka taka świetna w tym odcinku! Mimo niezaprzeczalnych plusów serialu to ona była jego największą zaletą, a ten odcinek to tylko udowodnia i wydobywa wszystko co najlepsza. Scenariusz został tak rozpisany by dziewczyna nie miała chwili spokoju, a to wszystko ku mojej uciesze. Już początek cudowny - Helena i Sarah na wycieczce. Tak! Dwie siostry ruszają ku przygodzie, żartują sobie w namiocie, jedzą fasolę z puszki czy zabawiają się cieniami. Jednak jest w tym trochę dramatyzmu znając relację tej dwójki, napięcie jeszcze podkreśla Sarah, która idzie spać, a potem otwiera oczy, patrzy na Helene i odwraca do góry nogami. I przy dostajemy fantastyczne ujęcie od góry, dwóch bliźniaczek śpiących spokojnie w namiocie, z dala od niebezpieczeństw niczym płody w łonie matki.
- Helena błyszczała prze cały odcinek i doskonale kontrastowała z innymi bliźniaczkami. Cudowne było śpiewanie Sugar, sugar czy "zabawy" w barze. Nawet udało się jej znaleźć chłopaka. niesamowite było też jak opowiadała o tym, że była policjantką, naukowcem i wylądowała na odwyku. To tylko podkreśla jak bardzo jest pozbawiona swojej tożsamości i przez całe życie była tylko narzędziem. Dlatego tak łatwo wraca do proletian.
- powoli, ale konsekwentnie rozbudowuje się mitologia serialu. Jest strasznie pogmatwana, trochę się już pogubiłem, ale to przyjemne uczucie. Testy na ludziach były prowadzone już na samym początku XX wieku, DYAD przyłączył się do gry dopiero w końcówce lat '70 lub początku '80, a Duncana ruszyło sumienie. Najciekawszym wątkiem jaki teraz wypłynął to walka wewnątrz DYAD miedzy neolucjonistami, a mniej radykalnymi członkami firmy. Leeki wyrasta na tego na prawdę złego, a nie Rachel. Czyżby ona miała w końcu przejść na stronę klonów? Nie zdziwiłbym się. W tym samym momencie jest testowana lojalność Paula . Kolejna zmiana frontu może się dla niego skończyć tragicznie.
- w odcinku były też świetne sceny z pijanym Felixem dobierającym się do Arta. Co za świetne komediowe wyczucie! Zabawnie też wypadały problemy Alison i jej naciągane spotkanie z Vickem, które wcale takie naciągane nie jest. Angela dalej próbuje dobrać się do Alison tylko teraz używa podstępu. Kolejna zdrada może ją mocno zaboleć tym bardziej, że zaczęła mu już ufać.

OCENA 5/6

Penny Dreadful S01E03 Resurrection
- co świadczy o świetnym serialu? Nie wiadomo kiedy zlatuje odcinek. Ledwo włączyłem, a zaraz się skończył mimo aż 47 minut. Świetna i wciągająca historia opowiedziana bujnymi i klimatycznymi dialogami. Dużo znaków zapytania, część rzeczy jest niejasna, ale klimat jaki się udaje budować serialowi jest niesamowity. Groza i niepokój aż pulsują z ekranu.
- większość epizodu to przedstawienie trudnych relacji rodzinnych między Frankenstainem, a jego dzieckiem i przy okazji zakamuflowana diagnoza na temat stanu społeczeństwa. Pokazano też genezę diagnoza co uczyniło, że jest tym kim jest oraz zapowiedziano, że w dalszej części sezonu relację z jego potworem będą ważną częścią, a on już zaczyna sobie zdawać sprawę z konsekwencji swoich czynów.
- podoba mi się, że zło nie jest bierne, nie czeka by zostać ubitym, a wprowadza w życie swój plan. To Vanessa jest celem i nieświadomie zagrożenie się tylko zwiększyło z pojmaniem wampira.
- postać Chandlera jest coraz bardziej tajemnicza. Ja mam nadzieje, że ta scena z wilkami nie była tylko po to by pokazać jaki on odważny i niczego się nie boi. Czyżby Kuba Rozpruwacz był wilkołakiem?

OCENA 5/6

The 100 S01E06 His Sister’s Keeper
- ja wiem, że to serial The CW i nie na miejscu jest oczekiwanie po nim zbyt drastycznych scen, ale porów Octavii to jakieś kuriozum. Potem amerykanie oglądają seriale i dziwią się jak wygląda prawdziwy świat.
- sam odcinek był słabiutki. Dużo nudnych wątków przyćmiło kilka pozytywów. Trójkąt miłosny działa mi na nerwy, flashbacki się dłużyły i nie przedstawiały wiele nowego, a poszukiwanie Octavii i jej walka o przeżycie nie budziły żadnych emocji. Już wole jak 100 walczy między sobą, a nie Ziemianami.
- z fajnych momentów to akcja w stylu Predatorów była dość zaskakująca. Może do końca nie wyszła, ale dała nadzieje, że ten odcinek nie będzie jednak taki stracony. Potem jeszcze okazało się, że u Grounders są różne frakcje więc czekam by się o nich dowiedzieć więcej. Tylko żeby z głową to było przedstawione. Potem mi się jeszcze w odcinku Jasper, który walczy ze swoimi lękami, ale gdy przychodzi co do czego to zaczyna panikować.
- nie mogę darować serialowi, że ma kilka niezłych pomysłów i je realizuje, ale często kłócą się z całością. Dajmy na to Arkę gdzie matka musi się oddawać siłą bezpieczeństwa by zapewnić przyszłość dzieciom, a miejscami da się wyczuć delikatny klimacik państwa totalitarnego (chowanie dzieci pod podłogą samo nasuwa analogię do nazistowskich Niemiec). Tylko potem dostajemy dzieciaki radośnie pląsające do muzyki lub w poprzednim odcinku ochotników by oddać swoje życie dla bliskich. Przydałoby się pokazanie jakiegoś ruchu oporu na Arce, wolnościowej rozgłośni czy bezwzględnym członków rady.

OCENA 3/6

The 100 S01E07 Contents Under Pressure
- to było dobre. Wyciąć by tylko dwa wątki miłosne i byłbym pewne, że The 100 jest najlepszym serialem The CW od czasu premiery Nikity. Bez tego wciąż nie mogę się zdecydować. Mam też wrażenie, że twórcy serialu chcieli pójść dalej, pokazać więcej brutalności i mnie skupiać się na miłostkach, ale ktoś ze stacji przyszedł i kazał im dać trochę uniesień sercowych i dramatów z tym związanych. Ja tego trójkąta nie kupuje. Dobrze, że przynajmniej nie wpływa tak na fabułę i Clarke w miarę racjonalnie się zachowuje. Przynajmniej na razie. Dużo gorzej jest z ziemianinem i Olivią. Tylko syndrom sztokholmski tłumaczy jej zachowanie. Jego jest niepojętne. Z minusów przeszkadzało mi jeszcze tylko nawiązanie pierwszego kontaktu z Arką. Ja wiem, że dramatyczna sytuacja, ratowanie życie itd. ale ktoś powinien dopytywać się o szczegóły. A można by bardziej zaakcentować zakłócenia i dać ciszę w eterze raz na jakiś czas bo tak miałem wrażenie, że po prostu nikt się nie interesuje niczym poza ratowaniem Finna.
- jednak reszta już była taka jak powinna być. Może i trochę naiwne, ale dobrze rozpisane i wyreżyserowane i całość sprawnie poprowadzone. Do tego dwa wątki ładnie się zazębiły - operacja i przesłuchiwanie więźnia. No nie spodziewałem się że pokażą tak tortury, wpleciono to też problem władzy i zatracania się. Clarke wciąż wierzy w ideały, twierdzi że nie jest taka jak ziemianie, ale i tak wydaje przyzwolenie na torturowanie mimo, że wcześniej była przeciwna. Dobrze to rozwija postać. Pokazano też do czego jest zdolna Raven.
- ciesze się, że nie ma wyraźnego rozdźwięku w prowadzeniu wątków. Zamiast prostej zasady, że kończą jeden i zaczynają następny to fabuła płynie, wątki są wprowadzane z odpowiednim wyprzedzeniem i się zazębiają. Pierw była walka o przetrwanie, a teraz przechodzimy do walki z ziemianami. Granica jest rozmyta przez co czuć, że fabuła jest spójna.
- na Arce jest to samo, chociaż to akurat moja teoria bo wciąż nie wiadomo kto jest złym. Czy to Diane (Ellen z BSG!) jest odpowiedzialna za zamach na kanclerze, a zachowanie cywili w odcinku to jej manipulacja by dostać się do rady? Prawdopodobnie. Szkoda tylko, że nie pokazano jej jeszcze wcześniej, ale przynajmniej dało się odczuć już w poprzednim odcinku, że jest jeszcze ktoś istotny mogący dużo namieszać.
- Arka jest jak Titanic. No nieźle. Jeden kłopot rozwiązany teraz czas na następny i jeszcze poważniejsze. Jedynie 1/3 ludzi da się uratować, a to spore utrudnienie. Czy będzie selekcja i kolejne zamieszki czy może raczej burza mózgów i próba polepszenia sytuacji. A może będą mieli szalony pomysł by wylądować Arką? W tym serialu niczego nie można być pewnym
- jej, ale fajnie postać Kane wyewoluowała. Ten zły z pierwszych odcinków, który chciał wszystkich zabijać i nie bał się podejmować trudnych decyzji najbardziej przeżywa śmierć ochotników. Dobrze, że nie ma wyraźnego rozgraniczenia kto dobry, a kto zły.

OCENA 4/6

The 100 S01E08 Day Trip
- dobre mimo to, że nie skupiono się na relacjach z Ziemianinami  czy intrydze na Arce, a zamiast tego poświęcono sporo czasu bohaterom i ich psychologii. Motyw z halucynacjami to jeden z częściej powracających pomysłów w serialach sci-fi i nie mogło go tutaj zabraknąć. I wyszło dobrze. Na początku miałem trochę wątpliwośći, ale im dalej to tym lepiej. Było kilka komediowych momentów jak z Monthym czy szczotkami, ale najczęściej orzeszki wyciągały z bohaterów ich lęki. Japer mierzył się z Groundersami, Bellamy z Jahą i 300 która zginęła przez niego, a Clarke rozmawiała z ojcem o matce. Momentami troszkę banalnie, ale i tak wyszło całkiem nieźle tym bardziej, że to The CW.
- brutalność tego serialu często mnie zaskakuje. Nie tylko psychologiczna gdy dzieją się całkiem zaskakujące rzeczy, ale i ta namacalna. Może w Arrow jest zabijanie, ale tutaj przyjmuje ono całkiem brutalną formę. Podcięcie żył więźniowi i wbicie pocisku w tchawice wyjątkowo szczegółowo pokazane.
- znowu pochwalę dzieciaki. Mają całkiem zorganizowany obóz, w miarę solidne barkykady, wiedzą czego im brakuje i skrupulatnie zbierają pożywienie, każdy odgrywa jakąś rolę. I pomyśleć, że to często była największa bolączka The Walking Dead. Mogę się tylko przyczepić, że tak beztrosko podchodzą do ziemskiego jedzenia.
- z irytujących rzeczy to jak zwykle związki szczególnie Olivii z Lincolnem, który jest strasznie naciągany i liczę, że dadzą mu przynajmniej namiastkę jakieś motywacji i wytłumaczą jego działania. Bolało też oglądanie Finn z kobietami, ale tutaj przynajmniej one zachowują się całkiem racjonalnie.
- na Arce wyjawiono, że Diane jest tą złą. Zupełny brak zaskoczenie. To dobrze, niech zaskakują w jej kolejnych działaniach.
- momentami odcinek strasznie wizualnie mi się podobał. Narkotyczne wizje były całkiem niepokojące i dziwaczne, ładne ujęcie zniszczonego miasta (więcej eksploracji w S02 poproszę!) oraz ten gigantyczny księżyc na tle drzew.

OCENA 4/6

The 100 S01E09 Unity Day
- spotkanie z Grounders i zapowiedź nowych konfliktów czyli serial się dalej rozwija nie zapominając o bohaterach. Miejscami jest topornie i naciąganie, ale dalej nie nudzi i odcinek błyskawicznie zlatuje. Niby strzelanina na moście wymuszona i spowodowana z głupoty bohaterów, ale można ją usprawiedliwić. Jasper ma PTSD, a inni bohaterowie nie zbyt zdają sobie sprawę z jego problemów przez co Bellamy mu ufa, a jego zachowanie myli z odwagą. Od razu można się było spodziewać, że rozmowa na moście skończy się katastrofą. Nie doszło tylko do pogorszenia stosunków z miejscowymi, ale też między bohaterami. Każdy z obserwatorów nie był zadowolony z tego co widzi i to mi się podobało. Clarke sama to sprowokowała, ale nie przewidziała wszystkich konsekwencji. Podobało mi się też, że nie zawsze jest pewną siebie przywódczynią i gdy mierzy się z nieznanym zaczyna się wahać, ale też wie czego chcę i jak tylko umie przezwycięża swoje słabości.
- jej Dichen Lachman jako przywódczyni innych! Dobrze ją znowu widzieć i liczę na regularną rolę w S02. Przydałaby się zwłaszcza gdyby okazało się, że nie tylko Grounders są zagrożeniem, ale jest na Ziemi ktoś jeszcze. Mutanty? Przed premierą i po pierwszym odcinku trochę narzekałem, że taka fajna obsada się marnuje w serialu, a teraz strasznie się z niej ciesze. Ciekawe kto tu jeszcze zawita.
- zamach terrorystyczny na Arce kompletnie mnie zaskoczył. Bez rosnącego napięcia, zapowiedzi katastrofy i tykającego zegara. Zamiast tego słodkie dzieciaczki opowiadające historię Unity Day. I nagle buuum, ludzie i dzieci umierają, wszędzie chaos i krew. Jak ja lubię być tak miło zaskakiwany przez serial po którym spodziewałem się potwornej kiszki. Już ucieczka Diany na Ziemię trochę gorsza, dużo chaosu i słabo to na razie umotywowane, ale przynajmniej powoduje kolejne kłopoty. Czekam na jej motywację. I tak, na pewno jako pierwsza opuszcza tonący statek bo zależy jej na tych wszystkich biednych robotnikach.

OCENA 3.5/6

The 100 S01E10  I Am Become Death 
- dobry odcinek. Miał niezłe tempo, w całości był skupiony na Ziemi przez co dało się na maksa zintensyfikować akcję. Poza tym, że przez cały czas było napięcie i budził zaciekawienie to udało mu się też przedstawić i rozwinąć charakter niektórych postaci i rzucić trochę wskazówek na temat świata.
- ale jak to, nikt nie przeżył na promie? A może to był inny prom albo jego część się odłączyła i wylądowała gdzie indziej? Bo nie sądzę by tak szybko pozbyto się Abby i Diane. Ciekawość potęguje odcięcie od Arki co akurat jest logicznie wyjaśnione. Fajny zabieg przez mający chyba podbić stawkę przed finałowymi odcinkami i zaostrzyć oczekiwania.
- wojna z Grounders jest coraz ciekawsza. Powrót Murphyego w formie broni biologicznej był zaskakujący. Udało się stworzyć odpowiednią atmosferę zagrożenia i chaosu, do tego zgrabnie pokazano zachowanie ludzi w obliczu epidemii. Trochę szkoda, że nikt z znanych postaci nie zginął (no dobra, kilka wcześniej się w tle przewijało), ale pochwały się należą.
- z odcinka na odcinka mam wrażenie, że ten serial byłby lepszy bez Finna. Głupie romanse nie są mu potrzebne bo ewidentnie jest od kierowany dla innej grupy odbiorców niż nastolatki i fani 90210. Jeszcze Lincolna rozumiem bo przynajmniej dzięki niemu poznaje nowy świat i rzeczywistość, ale trójkącik w obozie męczy. Niby Racen zerwała, ale to nic nie znaczy. Wolałbym widzieć ją i Clarke jak ze sobą współpracują.
- nawiązania do bomby atomowej nie były zbyt subtelne, ale rozumiem zamysł i pochwalam. Plus za Bellamyego, który powiedział, że wie o kogo chodzi jak Clarke zacytowała Oppenheimera. I mam nadzieje, że to będzie korespondować z przyszłymi wydarzeniami. Chcieli zahamować wojnę, a tylko zwiększą jej natężenie, a ataki będą brutalniejsze.
- kim są Górale? Nazwy mówi, że mieszkają w Górach, a ich rysunki są w notatniku Lincolna. Jest kilka opcji i każda równie interesująca. Mutanty? Przydałby się nadprzyrodzony wątek, a mutacje po wojnie atomowej to coś typowego. Ocalali z wojny? Wiadomo, wyżej położony teren mógł nie być tak narażony na skażenie jak gęsto zaludnione niziny. Inne plemię Grounders? Czemu nie. Lincoln przecież wspomniał, że są inni. Najciekawsze jest jak oni są w stanie przeprawić się przez morze. Tak dużo jeszcze do poznania.
- bohaterowie jak zwykle musieli podejmować trudne decyzję. Clarke ostatnio nawiązała lepsze kontakty z Bellamym, a teraz bez skrupułów go okłamała i wysłała jego siostrę po lekarstwo co na końcu zrozumiał. W końcu z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność. Ciekawie wypadł też Jasper. Może nie jest zbyt istotny dla fabuły, ale jest świetnie prowadzony. Tchórz, który został bohaterem by stać się zupełnie arogancki. Jednak wielka przyjaźń wszystko przezwycięży. Tylko troszkę naiwnie to wyszło, ale strasznie przyjemnie. Szkoda tylko, że mało Mountyego ostatnio. Niech z Raven zaczną bawić się elektroniką przecież mają podobne umiejętności.
- Murphy powrócił co było trochę zaskakujące. I serial znowu pokazał swoją mroczną stronę. Masa krwi i obrażenia po torturach, a na dodatek choroba. Dużo przeszedł w odcinku, odkupił część grzechów, inne zostały mu wybaczone, nawet przyjąłem jego zmianę. Co okazało się tylko grą bo wciąż jest tak samo zdegenerowany jak dawniej. Gdy Clark mu wybacza on zabija swojego dawnego oprawcę. Typowe zagranie ze strony serialu. Do tego masa krwi, odcięte kończyny i spalone trupy. Wszystko to podkreśla klimat walki o przetrwanie.

OCENA 4.5/6

The 100 S01E11 The Calm
- znowu jedyną rzeczą jaka irytowała mnie w odcinku był Finn, a dokładnie jego oddziaływanie na całą resztą. Sam w sobie nie jest zły, przydaje się taki idealista, ale przez niego są te wszystkie teen dram i wpływa na zachowanie innych bohaterów. Zazdrość Raven czy Clarke. Serial stałby się dużo lepszy gdyby się go pozbyto w dramatycznym finale. Przydałoby się bo obsada już się znacząco rozrosła i trzeba ją powoli zmniejszać.
-w sumie można by się jeszcze doczepić w jaki sposób Setka straciła jedzenie, ale to byłoby czepianie się na siłę. Kto mógł się spodziewać, że wszystko się spali? Następnym razem będą mieli więcej mniejszych składzików o ile będzie następny raz. Surviwalowo i tak jest dobrze. Mają chałupniczo zrobione dzidy, wpadli na pomysł by robić krótkofalówki i wiedzą by nie marnować amunicji na zwierzynę tylko broń jest do obrony. Małe zastrzeżenie komu dają tą broń, ale tylko mało.
- Ziemianie nie są wcale tacy głupi. Może nie znają się na medycynie, ale obserwując Clarke wiedzą, że ma większą wiedzę od nich więc postanowili ją wykorzystać. W brutalny sposób, ale innej możliwości nie było. Ciekawe tylko z kim oni prowadzą wojny. Górale?
- już myślałem, że odcinek obejdzie się bez już tradycyjnej dawki brutalności, ale nic z tego. Zabiegi na dziewczynie nie były niczym nadzwyczajnym, mocniejsze było zabicie Ziemianina przez Clarke. W sposób wyrachowany go uwiodła, udała ciekawość, a potem bezwzględnie zabiła bez większych emocji (na co przyjdzie czas) patrząc mu prosto w oczy bo wiedziała, że to konieczne by przetrwać. Koniec sezonu się zbliża, niby wiadomo, że Grounders nie są prawdziwym zagrożeniem, ale nie widać by te dwa obozy miały zakopać topór wojenny.
- co takiego znalazł Monty? Ma to coś wspólnego ze statkiem. Czyżby rzeczywiście odłączył się na kilka części przed lądowaniem i ktoś przeżył. Słabo by było gdyby Diana zginęła, a jej jedynym celem było ułatwienie decyzji Arce kto ma wsiąść do szalup.
- skoro mowa o Arce - pokazywano głównie Kane i podobało mi się. Ciesze się, że tak bardzo myliłem się co do jego postaci. Nie było łopatologicznie wspomniane co nim kierowało czemu tak bardzo zależy mu by ocalić innych i robi to w irracjonalny sposób. Cały czas przeżywa, że skazał na śmierć 300 osób. Czyn i konsekwencja. Niby proste, ale nie wszystkie seriale przestrzegają tej prostej zasady.

OCENA 4/6