Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvel's Luke Cage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvel's Luke Cage. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 października 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #203 [24.10.2016 - 30.10.2016]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E03 Shogun
Dawno nie było tak słabego odcinka Legend. Pretekstowa fabuła, niski budżet bijący po oczach, błędy logiczne i dużo źle wykonanego dramatyzmu związanego z rolą bohatera. Postacie zachowywały się niezgodnie z charakterem, Sarah nie przypomina zabójczyni z Ligii i nikt nie przejmuje się zmianami historii do których doprowadzają. Nawet w najmniejszym stopniu. Były sceny, które mnie autentycznie męczyły. Szczególnie początek z zbyt długim zawiązywaniem akcji i jedno odcinkowy wątek miłosny Nate'a o którym już nie pamiętam. To był zmarnowany potencjał, a szkoda. Serial rzadko tak bardzo cofa się w przeszłość tym bardziej odwiedzając inne kultury. Oszczędzanie na scenarzystach w wykonaniu seriali DC/CW znowu dało o sobie znać.

Mimo wszystko były moment. To wciąż ten sam serial z bohaterami, których ogląda się bardzo przyjemnie. Amaya udanie wkomponowała się w drużynie mimo, że zrobiono to zbyt pośpiesznie. Ma mnóstwo chemii z Mickem, a Sarah jest cudowna gdy musi ich uciszać. Trafiły się też udane sceny z Firestormem i rzucono kolejną tajemnicę - wiadomość od Barry'ego z przyszłości. Trafiło się też fajne nawiązanie do Katany z Suicide Squad. Ponadto ładne były kadry podczas scen walki. Tylko czemu tych przygodowych scen było tak mało?

OCENA 3/6 

Marvel's Luke Cage S01E11 Now You're Mine
Sporo narzekam na dekompresję i przeciąganie niektórych wątków. Jednak czasem trzeba to pochwalić. Odcinek w całości dzieje się w Harlem Paradise. Luke chowa się przed gangsterami, Misty się wykrwawia, a Claire robi za bohatera. Jest duszno i niemalże od każdej sceny bije napięciem. Oczekuje się niespodziewanego. Sytuacje zaogniają szykujący się do szturmu policjanci. Czas ucieka, Luke musi podjąć decyzję i uratować nie tylko swoje życie, ale też dobre imię. Krótko mówiąc świetny odcinek, który przypomina o zbliżającym się finale. Wciąż razi Diamondback, jego przerysowana religijność i naiwny handel bronią z burmistrzem. To są na szczęście tylko szczegóły klimatycznej historii nieustannie podsycanej muzyką jakże charakterystyczną dla czarnej kultury i tego serialu.

OCENA 5/6

Marvel's Luke Cage S01E12 Soliloquy of Chaos
Włączyłem odcinek, spojrzałem na timer pokazujący ponad godzinę i jęknąłem z niezadowolenia myśląc "znowu nie mają umiaru". No nie mają, ale w tym wypadku to cieszy. Długi odcinek zleciał błyskawicznie. Był różnorodny, z akcją, napięciem, dramatami, wątkiem społecznym i całkiem zabawnymi scenami. Spinał motywację postaci zagęszczając intrygę przed finałem, sprawiał że jest o co walczyć. Zatoczył też umiejętnie koło gdzie finalne stracie odbędzie się w miejscu gdzie zaczął się sezon - salonie Popa. Jestem zachwycony tym jak mnie wciągnął odcinek. Trochę naiwnym spotkaniem Luka z Method Manem i jego wykonaniem Bulletproof Love w radiu. Tym jako pokazano społeczną solidarność. Jak Mariah przyjmuje swoje dziedzictwo. Jak Shade radzi sobie z zbirami Diamondbacka. Jak... zresztą, niemalże każda scena dawała mi mnóstwo radości, z fabuły, dialogów czy kompozycji kadrów. A tu jeszcze finał do obejrzenia.

OCENA 5.5/6


Marvel's Luke Cage S01E13  You Know My Steez
I po sezonie. Muszę napisać, że jestem bardzo zadowolony, chyba nawet bardziej niż z tegorocznego Daredevila. Nie wszystko zagrało, jednak szalka z plusami była zdecydowanie cięższa od tej z wadami. Sam finał początkowo trochę zawodził. Zwykła bitka między braćmi i podniosłe słowa. To było takie sobie, ale podobał mi się czas jaki temu poświęcono. Było długo, widać było zmęczenie Luka, wiwatujący tłum robił klimat, a policjanci czekali tylko by zobaczyć jak to się skończy. To było fajne.

Fajne było też co działo się potem. Można nawet napisać o długim epilogu. Złoczyńca został pokonany na początku, reszta to radzenie sobie z konsekwencjami. Gorzkimi. Czyli tak jak powinno być. Tutaj główną rolę przejęła Misty. Luke wygłosił jedynie podniosłe przemówienie o Harlemie i ludziach go zamieszkujących. Ona musiała jeszcze zamknąć Mariah. I się nie udało. Wywinęła się z morderstwa Cornela i z Shadem u swojego boku będzie zarządzać Harlem's Paradise. Czyli tak jak powinno być. Jak na ironię to Luke pójdzie siedzieć. Jako Carl Lucas wraca do Seagate. Nagroda za wszystko co przeszedł w ostatnim czasie. Sezon kończy się w idealny sposób. Teraz tylko czekać minimum 1,5 roku na kolejny sezon.

OCENA 5/6
The Flash S03E04 The New Rogues
Snart! Długo się nie widzieliśmy, od czasu jego śmierci w Legends of Tomorrow. I muszę przyznać, że fajnie było go znowu zobaczyć nawet przez te kilka krótkich scen. To wciąż nie ten Leonard, którego chcę oglądać, który tak bardzo zmienił się podczas LoT. Mimo wszystko jestem zadowolony z tej drobnej namiastki. Trochę gorzej wypadła fabuła odcinka z Mirror Masterem i Top, mało charyzmatycznymi Rogues. Szkoda też, że nie wspomniano o Glider, siostrze Snarta, aż się prosiło. Pewnie na jej występ będzie trzeba czekać do anulowania Frequency.

Najfajniej wypadła rekrutacja nowego Wellsa. Wells mim? Co za szaleństwo. Dużo humoru, żartujący Harry i na koniec jego zamiennik. Ponadto nasi bohaterowie przestali się przejmować multiwersum i konsekwencjami podróży po kolejnych świata. To już nie zagrożenie, a możliwości jakie ze sobą niesie. Przynajmniej do czasu jakieś katastrofy. Dziwi mnie tylko tak szybki powrót Wellsów na swoją ziemię.

Współpraca dwóch Flashów wypadła raczej przeciętnie. Brakowało dynamiki i wspólnych akcji. Mentorska rola Barry'ego też nie była spektakularnie udana. Jedna rozmowa to tyle co nic. Chciałoby się zobaczyć przynajmniej jeden odcinek o naukach pobieranych przez Jesse Quick, a ona niestety już jest równie szybko co Barry.

Sympatycznie wypadły sceny związane z związkami. Barry wstydzący całować się z Iris przy ich ojcu. Prawdziwie krępująca sytuacja. Tak jak ich niezręczna rozmowa o tym. Oj, jak ja chciałbym żeby w końcu związkowy wątek się unormował i już się ze sobą nie rozchodzili.

Catlin znowu używa swoich zdolności i prawdopodobnie następny odcinek będzie poświęcony w całości jej. I trochę szkoda, że kolejna osoba z otoczenia Barry'ego z mocami, ale trochę fajnie, że Cat dostaje własny wątek którego tak bardzo jej brakowało.

OCENA 4/6

The Last Ship S02E06 Long Day's Journey
Odcinek The Last Ship po dłuższej przerwie i delikatne rozczarowanie. Nie wiem czy to moja wina, że utraciłem więź z serialem i nie odbieram go jak kilka tygodni temu czy rzeczywiście był słaby. Zakładam to drugie. Miałem uczucie jakby to był prolog przed ważniejszymi wydarzeniami. Długi, zbytnio rozwleczony i pozbawiony klimatu, z udanymi scenami, ale bez ciągłości fabularnej która zmuszałaby do siedzenia na krawędzi krzesła. Nawet końcowy cliffhanger był rozczarowujący - nowy prezydent USA będący marionetką terrorystów i małe chorągiewki z gwiaździstym sztandarem na jego cześć. Nie kupuje tego wątku. Przynajmniej na razie, czekam na drugie dno i lepsze podbudowanie całej sytuacji. Dużo lepiej oglądało mi się te krótkie scenki na Nathan James i polowanie na okręt podwodny. Lub doktor Scott robiącą sproszkowaną szczepionkę. Trochę za dużo wątków na odcinek przez co żaden z nich nie został właściwie opowiedziany z odpowiednim ładunkiem emocjonalnym.

OCENA 3.5/6

Timeless S01E04 Party at Castle Varlar
W zasadzie mógłbym pisać to co ostatnio, że się podoba, dużo akcji, przyjemne w oglądaniu i humor. Dobrze się bawię i dostaje dokładnie to czego oczekuje. Tylko już troszeczkę zaczyna mi przeszkadzać proceduralna formuła. cztery odcinki, a ekipa podróżników zajmuje się naprawianiem historii i lataniem za Flynnem. Żadnego globalnego zagrożenia i prawdziwych stawek. Może teraz coś się zmieni gdy nie będzie można go śledzić.

Serial udanie balansuje między zabawą popkulturą, a zadawaniem cięższych pytań. Dalej w wydaniu rozrywkowym, ale stara się, nie jest bezmyślną rozrywką. Rufus czuje odpowiedzialność za to co stworzył, ale akt kreacji był silniejszy niż myśl o konsekwencjach. Tak jak u nazistowskiego naukowca. Wyatt i Fleming chcą go za to zabić, za zniszczenie które sprowadził w imię postępu. Fajnie tez wypadła historyjka Lucy pragnącej zachować kontrolę. I ciekawi mnie czy to tylko dająca o sobie znać psychika zmagająca się z zagrożeniem czy może nieprzewidziany skutek uboczny podróży w czasie i istotnej zmiany historii.

Najlepszy moment odcinka? Gdy trójka podróżników wraca do swoich czasów i odkrywa, że Sean Connery grał w filmie o Bondzie z ich przygodami. I ta radość gdy wychwytują aluzje do twórczość Flaminga gdy te padają z jego ust. Prawdziwi fanboje!

OCENA 4/6

Westworld S01E04 Dissonance Theory
Zaskoczenie, odcinek wyjaśnił kilka rzeczy. Żeby jednak nie było zbyt prosto dorzucił też nowe pytania misternie przedstawiając kolejne elementy intrygi związanej z Labiryntem. Wiadomo już, że Rewolwerowiec w Czerni nie jest androidem, a właścicielem fundacji, która ratuje życie. Czyżby do tego odnosił się dysonans z tytułu? Może. Jednak to nie istotne. Ważne jak to się oglądało. Przechodzenie kolejnego questa, ignorowanie zasad gry i wybijanie z immersji, spektakularna ucieczka z więzienia (prośba o odpalenie ładunków wybuchowych w administracji parku!) i wreszcie zdobycie kolejnych informacji i spotkanie Teddy'ego. Fascynujące jak to wszystko jest ze sobą połączone. Wraca historia z pierwszego odcinka, której ogląda się początek i odrobinę zmienioną wersje. Jest też Wyatt, nowy wątek Forda, który najwyraźniej ma coś wspólnego z Labiryntem. W tym wszystkim jest też Dolores, która teraz też będzie go szukać. Nagromadzenie wątków jest przeogromne, a serial dalej ma czas by zdać pytania dotyczące człowieczeństwa.

OCENA 5/6

wtorek, 25 października 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #202 [17.10.2016 - 23.10.2016]

SPOILERY


DC's Legends of Tomorrow S02E02 The Justice Society of America
Jeden telewizyjny odcinek to zdecydowanie zbyt mało czasu by odpowiednio przedstawić JSA. Z sześcioosobowego zespołu trzy robiły za tło z minimalną ilością kwestii mówionych. Historie Vixen, Steela i Houremana była za to proste, ale spełniły swoją rolę. Przedstawiły postacie i zawiązały ich relację z Legendami. Najbardziej podobał mi się motyw Nate'a i jego dziadka o szukanie własnej drogi i ciężarze, który spoczywa na ludziach inspirujących innych do poświęcania własnego życia w imię większego dobra. Houreman powiązał ten odcinek z finałem zeszłego sezonu i... zabili go. To było niespodziewane i trochę szkoda. Vixen za to nawiązała relację z Rayem i nie mogę się doczekać by zobaczyć ją w drużynie. Wydaje się mieć więcej ikry niż Kendra.

Sam odcinek tradycyjnie wypadł bardzo przyjemnie. Jak tu się nie cieszyć gdy podróżnicy w czasie tłuką się w barze z nazistami po tym jak Ray nie był w stanie oddać hołdu na cześć Hitlera? Albo gdy dostaliśmy tradycyjną historię teap-upową gdzie pierw jest bitka, a potem współpraca. Działo się dużo, spektakularnie i z humorem. Legends of Tomorrow to najprzyjemniejszy serial The Cw mimo odrzutów z ich głównych serii DC.

Sarah jako liderka drużyny się sprawdza. Przynajmniej do czasu powrotu Ripa. Przejęła przywództwo naturalnie wtedy gdy Martin sobie nie radził. Prawa jednak jest taka, że im nie potrzeba lidera. Zaraz i tak się będą kłócić, robić wszystko po swojemu i naprawiać bajzel jaki stworzyli w historii.

OCENA 5/6 

Marvel's Luke Cage S01E10 Take It Personal
Dalej mi przeszkadza zbytnio rozwleczona forma prowadzenia opowieści. Początkowo miało to sens, tworzyło klimat, pozwalało odmalować koloryt Harlemu i się w niego zagłębić. Teraz gdy Luke zajmuje się swoimi kłopotami, a Misty dostaje bardzo dużo czasu na prowadzenie śledztwa dekompresja narracji jest zbyteczna. Serialowe opowieści nie mogę być rozpisywane na ~10 godzinny film szatkowany na 13 odcinków, to ma być pełne napięcia 13 historii o trójaktowej strukturze stanowiących spójną całość. Zachłyśnięci Netflixem twórcy często mają problem by to zrozumieć przez co cierpię oglądając. I nie chodzi o to, że sezon powinien być krótszy. To scenarzyści powinni lepiej wypełnić dostępny czas.

Ponarzekałem, ale to już tradycja. Pewnie z Iron Fistem będzie podobnie. Na szczęście to było chwilowe korzystanie z okazji bo w samym odcinku trafiło się dużo dobrego. Szczególnie wątek rasowo-społeczny będący komentarzem do obecnej sytuacji w Ameryce. Policja bijącą kolorowych i podburzony tłum przez zdolnego polityka. Wystarczy mała iskierka i odrobina manipulacji by wzniecić pożar. Czasem zasłużony, czasem służący czyjejś racji. Świetnie nakręcono wystąpienia Mariah, która kontroluje motłoch swoim przemówieniem lub akcję policji, która odreagowuje po śmierci jednego ze swoich.

Podoba mi się większy nacisk na Misty im dalej w sezon. Poprzedni odcinek rysował jej portret psychologiczny, kobiety pragnącej zachować kontrolę. Tutaj robi wszystko by jej resztki utrzymać. Prowadzi śledztwo, odkopuje kolejne warstwy niezbyt skomplikowanej intrygi i... finalnie zostaje zredukowana do damy w opałach. Ech, szkoda. Konfrontacja z Willisem była krótka, służyła tylko po to żeby Luke mógł się wykazać, pokazać swoją heroiczność i dać trochę akcji w serialu. Delikatne rozczarowanie. Chociaż przez pozostałą część odcinka to jego trzeba było ratować więc wszystko się równia.

Rozczarowaniem jest też główny bohater. Nie chodzi o to, że jest nudny. To jego historia jest bezpłciowa. Konflikt z nieznanym bratem, manipulująca nim kobieta i szalony doktor. Dużo lepiej sprawdzał się jako pozostający w cieniu obrońca Harlemu, próbujący wieść normalne życie. Też stereotyp, ale dużo lepiej poprowadzony. Na szczęście wrócił do siebie i zaczyna walczyć o dobre imię. Jeśli znowu zwątpi w siebie to Claire go naprostuje.

Inne:
- wszystkie serduszka świata dla Claire. Liczę na jej występ w Iron Fist.
- ej, czemu Claire wyciągnęła szrapnel z jednej rany? Wpadka scenariuszowa czy ja coś przegapiłem?
- operacja na Luku w stodole miała w sobie coś komicznie-makabrycznego. Sprzęt medyczny, odzież ochronna przeciw żrącym substancją, a w tle traktor.
- czy pendrive Reavy został odblokowany? Jakie tajemnice jeszcze skrywa? Może jakieś sugestie odnośnie S02.
- sceny w kościele i konfrontacja z przeszłością nudziła, ale została bardzo ładnie wyreżyserowana, szczególnie przejścia i mieszanie się czasów jak np. młody Luke obserwuję matkę, a w lustrze odbicie jego starszej wersji.
- no dobra, ale podburzenie ludności przeciw policji by sprzedać im lepszą broń jest trochę głupim pomysłem.

OCENA 4.5/6

The Flash S03E03 Magenta
Takiego Flasha lubię. Wciąż czuje się odrobinę oszukany bo to nie ten świat do którego się przyzwyczaiłem. Przeżyłem jednak czwarty sezon Fringe (nie żebym się wtedy męczył!) dam radę i tutaj. Zwłaszcza, że scenarzyści przypomnieli sobie co w ich serialu działa. Trochę naiwna acz przyjemna w oglądaniu akcja i sympatyczni bohaterowie, których interakcję stanowią o mocy tego serialu. Wciąż mam jednak kilka zastrzeżeń. Drobniutkich w porównaniu do zeszłych dwóch tygodni, ale jednak mam.

Jednak pierw o zaletach. Wells wrócił na naszą Ziemię i jak zwykle wypadł wspaniale. Trochę apodyktycznie, trochę ojcowsko. Czasem skarci, równie często pochwali lub zwyczajnie porozmawia o życiu z Barrym, niczym drugi ojciec. Co ważne, on zna ten właściwy timeline więc pewnie wypsnie się mu coś co Barry skrywa przed przyjaciółmi. Jak np. prawdę o Dante.

Wróciła też Jesse i zgodnie z przypuszczeniami ma moce. Dostała je poza ekranem, ale ma. W końcu! I to mnie bardzo cieszy. Kolejny sprinter po stronie dobra i do tego kobieta. Barry będzie robił teraz za mentora z równorzędną partnerką. Trzymam kciuki żeby jak najdłużej została. Żeby były tarcia między speedsterami, żeby Harry miał jak najwięcej powodów do zmartwień i żeby wszystko się dobrze skończyło. I żeby jak najszybciej powstał odcinek team-upów z drużyną sprinterów.

Zagrała też historia odcinka. Delikatnie związana z głównym wątkiem sezonu, ale opowiadająca też historię dziewczyny błąkającej się od jednej rodziny zastępczej do drugiej dla której dostanie mocy to możliwość wyrwanie się z tego przeklętego koła. Jej moce kontroli metali dały świetną komiksową scenę z wielkim tankowcem unoszącym się nad szpitalem. To było bardzo fajne, wyjęte prosto z amerykańskiego komiksu i nieczęsto spotykane w tv. Końcówka trochę rozczarowała. Rozumiem sens wybaczania i tymczasowej niepoczytalności, ale kara z lekkomyślność powinna być. Na co może jeszcze przyjść czas jak sugeruje ostatnia scena z śmiercią Rivala.

Teraz niestety wady. Nie przytłoczyły odcinka, ale niektóre sceny były uciążliwe. Jak randka Barry'ego z Iris. Zero chemii, nie widać czemu tak bardzo chcą być ze sobą, a ich przeznaczenie zostało dawno temu wykute przez scenarzystów DC. Patty wróć! Tam było widać jak bardzo do siebie pasują, czemu chcą być ze sobą, nawet jeśli nie znali wszystkich faktów o sobie. Szkoda, że Shantal van Santen dostała się do głównej obsady Shooter bo to zmniejsza jej szansę na dłuższy powrót. Chociaż obserwując to co dzieje się z tym serialem (dwukrotne przekładanie premiery) różnie się może potoczyć jej kariera.

Nie pasowało mi też oglądanie Wally'ego. Jego wątek ma nawet sens, a może nawet głębszą historię. Tylko został strasznie poprowadzony. On się zachowuje jak dzieciak chcący zabawkę w markecie gdy matka planowała kupić tylko bułki i karton mleka. Kaprysi, obraża się, wrzeszczy, że chcę samochodzik... tfu!... swoje moce. Ciężko się go ogląda. Coś tu się jednak kryje. Czy śni o swoim innym życiu jak Magenta? Czy uda się do Alchemy'ego po moce? To może być bardzo fajne lub bardzo głupie.

I jeszcze słówko o Alchemy. Ogólnie koncept bardzo fajny, Barry musi walczyć z konsekwencjami swojego nieodpowiedzialnego zachowania. Tylko czemu trzeci sezon z rzędu głównym przeciwnikiem jest zamaskowany złoczyńca z modulowanym głosem, który dla odmiany nie umie szybko biegać. Jeszcze. To dopiero trzy odcinki, jeszcze to można nadrobić. Tylko żeby nie okazał się nim Julian Albert. To byłby najsłabiej poprowadzony plot twist serialu.

Inne:
- serial zapomniał, że początkowo przy osiąganiu wysokich prędkości przez speedsterów zaczynało się im palić ubranie. Jesse biega w dresach i nic, tak samo jak Barry zabierający  Iris na randkę.
- najśmieszniejszy żart odcinka - Julian mówiący, że Barry pracuje dokładnie od 10 do 19. Przecież on wchodzi i wychodzi kiedy tylko chcę.
- Harry mówiący #NOT i Joe żartujący z przemów do Barry'ego gdy trzeba było mówić do niego jak do drugiej córki. Uśmiałem się. Czasem proste żarty wystarczą w ustach charyzmatycznych aktorów.
- Catlin mówiąca do Jesse o mocach, czekałem aż się przyzna do swoich, muszę czekać jeszcze parę odcinków.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E03 Atomic City
Odcinek nie był tak zabawny jak poprzedni, ale wciąż mi się podoba. I chyba Timeless zostanie już w mojej ramówce, przynajmniej do mid-season finale. Bohaterów już lubię wszystkich tak jak lekki humor, zabawy historię i odniesienia do popkultury. Teraz brakuje mi jeszcze wciągającej intrygi i szaleństwa znanego z Legends of Tomorrow. Rzucane od czasu do czasu okruszki to trochę za mało. Flynn już spowszedniał przez co stawka nie jest już taka wysoka.

Mimo wszystko końcówka odcinka dobrze wróży na przyszłość. Nasi bohaterowie nie zawsze będą wygrywać. Ba, dotychczas więcej przegrali. Lucy ma nowe życie, Wyatt wciąż nie może uratować żony mimo możliwości jakie dają mu podróże w czasie (trick z Powrotu do przyszłości II!), a Rufus przestaje ufać kolejnym osobą. Natomiast Flynn nie dość, że zmienia historię to jeszcze dostaje w swoje łapy bombę atomową. I na prawdę mnie ciekawi co takiego kombinuje, on jak i Ryan z Kripkie.

Sam odcinek dobrze wpisał się narrację serialu. Humor, akcja i gorzka pointa na koniec. Nawet zbudowano paralelę do prywatnego życia Lucy. I brakowało tutaj trochę zaskoczeń (strzelba Czechowa biła po oczach) tak oglądało się to fajnie. Cieszy, że historia nie została zdominowana przez postacie historyczne, które stanowiły jedynie dodatek do intrygi. Umiejętnie wkomponowano je w tło by uwiarygodnić podróż w czasie. I wyszło to fajnie. Tak samo jak wątki rasowe. Czarnoskóry podróżnik w drużynie to bardzo fajny pomysł. Tylko czy żarty na ten temat nie znudzą się zbyt szybko?

OCENA 4/6

Westworld S01E03 The Stray
W odcinku działo się sporo fascynujących rzeczy, ale ja zacznę od detalu który mnie zauroczył - biura Forda. Co za wspaniały design, pełen przeróżnych detali, dający wrażenie żyjącego świata. Zamiast przesłuchiwać się rozmowie o samoświadomości androidów i ich wiary w urojonego boga ja przyglądałem się półką i ozdobą tam stojącym. I gospodarzowi służącemu jedynie do odrywania muzyki. HBO włożyło kupę kasy w ten serial i najlepiej widać to w tego typu szczegółach.

Sam odcinek najmocniej rozwija wątek Dolores i jej samoświadomości. Szuka tego kim jest, nie potrafi jeszcze tego zdefiniować, ale eksperyment Bernarda kiełkuje. Jego fascynacja jest tak duża, że mimo niebezpieczeństwa nie chcę go przerwać. Dolores już przełamała swoje oprogramowanie i zabiła jednego z gospodarzy w samoobronie niszcząc narracje i wpadła na Williama. A może to właśnie jest zaplanowana przez Forda narracja? Serial nie mówi niczego wprost. Nie wyjaśnia też czy wszystko dzieje się w tej samej linii czasowej. I to mi się bardzo podoba.

Konsekwencją nieudanego DLC jest praca Forda nad nowym rozszerzeniem. Dał Teddy'emu nowe backstory i jego historia wciąga. Nie ze względu na historię, ale jej przedstawienie i niewiedze. Czy kobieta polująca na bandytów jest jednym z gości? Tak to wygląda. Tylko czy ta historia nie jest zbyt brutalna? Park miał dostarczać rozrywki, a takie przeżycie może kogoś mocno zmienić. Tylko czy nie o to chodzi Fordowi? By ludzi spotykało nowe doświadczenie zmieniające ich życie.

Na koniec gamechanger. O ile Dolores zabiła hosta to Elsie mogła na prawdę zginąć. Czemu oprogramowanie zawiodło w przypadku drwala? Czemu graweruje gwiazdozbiór Oriona w swoich drewnianych posążkach? Czy ma to związek z labiryntem? Czy ktoś sabotuje park czy może mamy związek z samoczynnie powstałym wirusem świadomości. Pytania, pytania, pytania.

OCENA 5/6

poniedziałek, 17 października 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #201 [03.10.2016 - 16.10.2016]

SPOILERY
 
Chicago Fire S01E03 Professional Courtesy
Nie spodziewałem się tego. Myślałem, że serial będzie bezpiecznie rozgrywał odcinki na początku sezonu. Zamknięte historię z wypadkami i w międzyczasie delikatne stawianie na bohaterów. Zamiast tego już teraz wyraźnie zarysowane długi wątek z charyzmatycznym antagonistą. Honorowy Casey kontra brudny klina Voight. Jeden ratuje swojego dzieciak, drugi stoi na straży prawdy i sprawiedliwości. Starcie policjanta i strażak. Jestem zainteresowany jak to zostanie poprowadzone i jak Voight przeistoczy się w głównego bohatera swojego spin-offa. Prócz tego była historia chłopaka, który w trakcie wypadku uszkodził sobie kręgosłup, facet nadziany na ogrodzenie podczas próby samobójczej i osobiste problemy bohaterów. Jak np. choroba i miłostki Severide'a czy krótki acz delikatnie rozwijający rodzinny wątek Millsa. Dzieje się dużo, z humorem, a czasem nawet widać ambicję twórców na coś więcej.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S02E01 Out of Time
Wrócił najlepszy superbohaterski serial The Cw i bawi równie udanie jak w poprzednim sezonie. The Flash może się uczyć lekkiego podejścia do swoich bohaterów i przedstawianie dramatów. Była tutaj niesamowita akcja i jeszcze więcej humoru. Bo jak się nie uśmiać gdy Sara uwodziła królową Francji lub deprawowała mieszkanki Salem? Lub gdy dane było oglądać Raya walczącego z T-Rexem. Albo starcie Waveridera z u-botem u wybrzeży Nowego Jorku? Kocham camp tego serialu, jego komiksową samoświadomość i dume z papierowego dziedzictwa. Odrobinkę przeszkadzają mi tarcia między bohaterami i niepotrzebne wsadzenie Queena w historię. Reszta dała mi wspaniałą rozgrywkę gdzie nie można się było nudzić. I ta końcówka z pojawienie się JSA i zaginięciem Ripa oraz ujawnieniem sojuszu Darkha z Reversem. Ten sezon zapowiada się znakomicie.

OCENA 4.5/6

Marvel's Luke Cage S01E08 Blowin' Up the Spot
Twist niczym z brazylijskiej telenoweli. Lubię przerysowane postacie i odrobinę campu w komiksowych serialach, ale nie trawię naciąganych rodzinnych dram, których tam pełne. Okazuje się, że głównym przeciwnikiem Luka w tym sezonie jest jego brat. Może i dorobią do tego ciekawą historię, ale jestem zniesmaczony. Na szczęście pod innymi względami odcinek dostarcza dużo dobrego. Misty, której puszczają nerwy była świetna. Jeszcze lepsza okazała się Claire. Pierw ratująca naszego bohatera, a potem się o niego troszcząca i stawiająca czoła detektyw. Prawdziwą gwiazdą była jednak Mariah upodabniająca się do ciotki. Kobiety rządzą w tym serialu i strasznie mi się to podoba.

OCENA 4.5/6


Marvel's Luke Cage S01E09 DWYCK
Jednym z grzechów Netflixa jest brak umiaru. Brak narzuconej długości odcinka sprawia, że niektóre epizody są niepotrzebnie wydłużone. Tak było z tym 65 minutowym kolosem. Równie dobrze można by opowiedzieć tą samą historię 15 min krócej. Jeszcze lepiej gdyby opowiadaną inną. Pierwszy raz nie interesowało mnie to co działo się z Lukem. Za długo cierpi po postrzale, szwenda się bez celu i w końcu trafia na szalonego doktorka z Seagate. Nudy. Jak to dobrze, że jest Claire, która często bierze sprawy w swoje ręce. Na plus również wątki Misty i Mariah. Kobiety błyszczą w tym serialu, a tutaj miały dużo do grania. Pani detektyw przeżyła załamanie podczas oceny psychologicznej, ale ostatecznie wróciła do pracy. Mariah za to jest coraz lepsza w tym co robi i pójdzie w ślady cioci. Chciałbym żeby przetrwała ten sezon i mogła dalej rozwiać się przez kolejne 13 odcinków.

OCENA 4/6

Timeless S01E01 Pilot
Miłe zaskoczenie. Absolutnie niczego nie spodziewałem się po tym serialu, a dostałem całkiem niezłą rozrywkę. Momentami trochę głupkowatą, ale nic co by przekreślało sens oglądania. Są podróże w czasie, sympatyczni bohaterowie, sporo humoru i dramaty. Udany miks, który się sprawdza. Nawet główna intryga ma potencjał i może dawać frajdę z oglądania. Mi jednak najbardziej spodobało się odważne podejście do podróży w czasie. Mają swoje konsekwencję, świat nieustannie się zmienia więc jest olbrzymi potencjał w kreowaniu historii. I tak wie, ten serial to nic odkrywczego, ale czasem wystarczy sprawdzony schemat żeby 40 minut oglądania można było uznać za udane.

OCENA 4/6

Timeless S01E02 The Assassination of Abraham Lincoln
Dalej dobrze się bawię, chyba nawet lepiej niż podczas premiery. Fajnym patentem jest pokazanie na początku odcinka prawdziwych wydarzeń przez co końcówka jest jeszcze ciekawsza, oglądając wyłapuje się różnice i główkuje jak to wpłynie na historię. Tym razem stawka poszła do góry i dzielni bohaterowie pilnowali by zabójstwo Lincolna poszło zgodnie z planem. I pytanie, czy nie lepiej byłoby go uratować. Był też humor - parsknąłem gdy Rufus przedstawił się jako Denzel Washington. Obecnie przeszkadza mi jedynie zbytnie skupienie się na Lucy. Kolejny odcinek głównie z jej perspektywy, a o Wayatcie nic nowego nie wiadomo. Trzymam kciuki by to się niedługo zmieniło.

OCENA 4/6

The Flash S03E01 Flashpoint
Flash powrócił i niestety utrzymał poziom finału. Ten odcinek oglądało się wyjątkowo niekomfortowo. Nie chodzi nawet o to, że to nie moje postaci tylko zachowanie Barry'ego. Stworzył nową rzeczywistość i żyje sobie w niej szczęśliwy zapominając o dawnych znajomych i ciesząc żywymi rodzicami. Jego zaloty do Iris czy rezygnacja z bycia Flashem były męczące. Jednak kwintesencją dołka scenarzystów jest jego decyzja o poświęceniu własnej matki. Zoom mówi mu, że tylko tak można uratować linię czasu, a on na to przystaje. Słaby z niego bohater skoro tak łatwo rezygnuje. Było kilka fajnych momentów - jak walka z Rivalem, humor "nowych" postaci czy cliffhanger pokazujący, że nie tak łatwo naprawić timeline. Jednak było ich za mało bym mógł się cieszyć odcinkiem.

OCENA 3.5/6

The Flash S03E02 Paradox
Wyczuwam delikatną poprawę. To wciąż nie jest Flash jakiego chcę oglądać, ale było przynajmniej przyjemnie. Fajnie, że pojawiła się Felicity, przenikanie dwóch rzeczywistości to ciekawy pomysł, a nowa sytuacja ma potencjał. Cisco stracił brata, nowy współpracownik Allena i Catlin z mocami Killer Frost. Jestem ciekaw kolejnych mniej lub bardziej subtelnych zmian. Chociaż wolałbym starą, dobrze znaną sytuacją. Może w wielkim crossoverze Legendy to naprawią?

OCENA 4/6

Westworld S01E01 The Original
Wielce oczekiwana premiera HBO nie zawodzi. Niektórzy trąbią o następcy Gry o Tron, ale to głupie porównanie. Westworld ma własną tożsamość, jest serialem unikalnym. Widowiskowym pod względem skali, zadającym pytania o naturę człowieka, snującym historię o człowieczeństwie na przykładzie androidów oraz porównujący człowieka do Boga. To serial o budzącej się samoświadomości i ludzkich dramatach nie ludzi. Już w pierwszym odcinku wprowadzono mnóstwo wątków, które stopniowo zaczną się krzyżować. Tajemnice są ciekawe, aktorzy grają doskonale, a fabuła wciąga. Z przyjemnością będę sięgał po kolejne odcinki. Dla powoli buntujących się androidów, rozgrywek politycznych właścicieli parku rozrywki oraz dla tajemniczego Rewolwerowca szukającego ukrytego poziomu. HBO ma kolejny hit i chwała im za to.

OCENA 5.5/6

Westworld S01E02 Chestnut
Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy jaką Jonathan Nolan i Lisa Joy wykonali. Świat Westworld jest gigantyczny. Mnóstwo bohaterów, linii fabularnych i kapitalnych dialogów lub monologów sprawiających, że serial zostaje na długo po obejrzeniu. Oglądam, chłonę i snuje teorię. O tym, gdzie dzieje się akcja serialu (terraformowany Mars?), czym jest tajemniczy Labirynt, jak będzie wyglądał bunt androidów, nad czym pracuje Ford i czy pracownicy parku rozrywki mogą być androidami. Rozkoszuje się też kolejnymi scenami. Jak strzelaninami z udziałem Człowieka w Czerni lub traumą, która przeżywa Meve. Dawno nie miałem tak, że czekałem na kolejny odcinek serialu z pytaniem co dalej.

OCENA 5.5/6

wtorek, 4 października 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #200 [26.08.2016 - 02.10.2016]

SPOILERY

Chicago Fire S01E01 Pilot
Tadam! Znowu odpalam serial, którego zobaczę kilka odcinków. Dlaczego nie? Przecież popkultura polega na eksplorowania, przekraczaniu kolejnych granic, zaglądania do najciemniejszych uliczek. Nawet tych Chicago. I od razu przyznaję, podobało mi się. Pomijam proceduralny charakter serialu opierający się na schemacie kolejnych pożarów. Jako samodzielny twór pilot sprawdza się bardzo dobrze. Ma szybkie tempo akcji, kilka wypadków, umiejętnie żongluje postaciami i umie to odpowiednio pokazać. Miesza też dramat z komedią przez co całość jeszcze bardziej angażuje. Autentycznie byłem ciekaw walki bokserskiej komendanta, prywatnego życia Caseya czy wreszcie do czego doprowadzi konflikt między Caseyem, a Severide. Wszystko to jest bardzo dobrze prowadzone. Zdarza się kilka uproszczeń potrzebnych do zbudowania większego dramatyzmu, na szczęście można na nie łatwo przymknąć oko. Trochę rozczarowało mnie samo Chicago, które zostało słabo zarysowane. Miałem nadzieje, że będzie jednym z bohaterów. Na to przyjdzie jeszcze czas wraz z rozwojem chicagoverse. Rolę mikrośrodowisko przejmuje komenda. I to działa. Dużo drugoplanowych postaci, kultura pracy i schematy. Podoba mi się. Całkiem możliwe, że obejrzę kolejny odcinek.

OCENA 4/6

Chicago Fire S01E02 Mon Amour
Frajer ze mnie, łatwo się wzruszam, wystarczy tylko dobrze zrealizowane scena korzystająca z popularnych tropów i moje serduszko mięknie. Tak było z końcówką odcinka gdy Severide pokazuje filmik pożegnalny żonie mężczyzny, którego nie zdołał uratować. Cały wątek został poprowadzony bardzo sprawnie, sprawa tygodnia umiejętnie zaakcentowała charakter postaci i sprawiła, że postać jest jeszcze ciekawsza. Ogólnie bardzo dobrym pomysłem było uczynienie go postacią centryczny, jako kontrast do pilota.

Fajnie też wypadło pokazywanie pracy lekarek. I może nie ma tutaj nic specjalnego to akcja całkiem udanie płynęła. Od życia osobistego po trochę dramatu i sporą dawkę humoru. To są bardzo sympatyczne postacie, które szybko można polubić i z chęcią do nich wracać. Tylko trochę martwi mnie sugestia trójkąta miłosnego.

Na komendzie nieźle wypadł wątek zmiany loga wozu strażackiego. I niby poboczny, dawał dużo zabawy. I ta konkluzja - nikt nie wie skąd się wziął płonący kozioł, każdy ma własną wersje wydarzeń. I jakby w opozycji do tego humorystycznego wątku w odcinku były dwie śmierci. Dobrze, że serial nie jest cukierkowy i już pokazuje z czym musi się na co dzień zmagać ekipa strażaków.

OCENA 4.5/6

Marvel's Luke Cage S01E01 Moment of Truth
Netflix znowu to zrobił. Zafundował serial, który spełnia oczekiwania i daje mnóstwo satysfakcji z oglądania. Tym razem zadanie było trudniejsze. Wymagania były wysokie i postać znana widzą Jessica Jones więc nie mogła zaskoczyć świeżością. Serial jednak nie starał się na wymierzenie nokautującego ciosu. Postanowił opowiadać historię swoim, dobrze znanym z Netflixa spokojnym tempem z duża ilością dialogów, które ciągną się nieprzyzwoicie długo. Widać, że należy do już dobrze znanej rodziny.

Historia Luka to opowieść to westernowa opowieść o podróżniku szukającym spokoju trafiającym z kabałe od której nie może i nie potrafi trzymać się z daleko. Chcę wieść spokojne życie, ale posiadając takie moce i nastawienie do świata nie potrafi. Musi zareagować, czas obojętności już minął, każdy ma swoje granicę. Można próbować pracy na zmywaku, ale prawdziwy bohater ostatecznie odnajdzie swoje powołanie i zacznie ochraniać miasto.

A miasto jest niebezpieczne. Harlem w szczególności. Nowa czarna rewolucja, konflikty mniejszości etnicznych, nieuczciwi politycy, gliny z problemami i co oczywiste zła i charakterystyczna mafia. Wszystko to tworzy jedną, niezbyt skomplikowaną, ale wyrazistą mozaikę, która zostanie rozbita przez Luka. Serial poprzez swoje tempo dużo nie mógł zdradzić i trzyma widza w tajemnicy jednak poszczególnie elementy zazębiają się w intrygujący sposób. Poprzednie Marvelowe seriale Netflixa również portretowały dzielnicę Nowego Jorku, tutaj jednak czuć, że jest ona jednym z głównych bohaterów, a sam tytuł zabiera głos w debacie społecznej jaka odbywa się w Stanach.

Wiecie co jednak mnie najbardziej zachwyca? Kadrowanie przypominające Daredevil S01. Wysublimowane ujęcia kamery pokazujące większość sylwetki postaci, symetryczne ujęcia czy zasłanianie elementów sceny w celu wyeksponowanie czegoś ważniejszego. I te przejścia do innej sceny, piękne! Jest też muzyka, która zachwyca i buduje klimat. Są też aktorzy, którzy urealniają swoich bohaterów. Jest też trochę umiejętnie używanego kiczu. I odniesienia do MCU. Ja tam jestem zachwycony. Wiem, że w pewnym momencie będę narzekam na dłużyzny, ale obecnie zamierzam chłonąć opowieść.

OCENA 5/6


Marvel's Luke Cage S01E02 Code of the Streets
Casus wujka Bena. Mentor głównego bohatera ginie by nadać mu cel w życiu, zmusić go do walki z przestępczością i zrobił użytek ze swoich mocy. I to działa. Wyświechtana klisza opowiedziana w ujmujący sposób wciąż może robić dobrze. Pop zginął bez podniosłych słów, Luke wiedział jakie jest jego ostatnie życzenie. To też była heroiczna śmierć, wtedy gdy próbował ratować czyjeś życie wierząc w neutralność swojego miejsca. Ulica się jednak zmieniła, nie wszyscy potrafią szanować stare tradycję.

Dalsza ekspozycja Cottonmoutha i jego kuzynki nie wyjawia wiele o tych postaciach, jednak ogląda się z niekłamaną fascynacją. Zwłaszcza ich rozmowy i pieniądzach szacunku i przeszłości rodziny. Ich relacje są ciekawe ponieważ ciężko stwierdzić kto z nich ma bardziej dominujący charakter. Obydwoje realizują swoje cele i akceptują życie jakie wiodą. Podobało mi się jak Cornel mówi, że nie liczy się szacunek tylko pieniądze, ale ostatecznie odzyskanie w taki sposób kasiory nie satysfakcjonuje go.

Muszę też napisać o atmosferze z salonie fryzjerskim. Akcja niczym w salonowym westernie. Gęste napięcie budowane przez niespokojną muzykę. Czuć było starcie silnych osobowości mimo, że odbywała się zaledwie rozmowa. To było nawet lepsze niż strzelanina z końca odcinka.

Mnóstwo satysfakcji z oglądania dają też sceny z Misty Knight. O jej, powoli wyrasta na moją ulubioną bohaterkę z serialowego zakątka MCU. Dajcie mi jeszcze scenę gdzie rozmawia z Claire i będę usatysfakcjonowany.

OCENA 5.5/6

Marvel's Luke Cage S01E03 Who's Gonna Take the Weight?
Luke ty dzieciaku! Jesteś pełen ideałów, stawiasz się, walczysz ze złem na dzielni, ale nie myślisz długofalowo. Jako mogło się się wydawać, że wywiniesz się z tego bez problemu? Zadzieranie z jednym z najpotężniejszych ludzi w Harlemie nie mogło się skończyć dobrze i nie skończyło, a ty nie wziąłeś pod uwagę konsekwencji swoich czynów i ostatecznie musiałeś przyjąć rakietę na klatę. Takie życie. Teraz pewnie będziesz cierpiał, zamartwiał się konsekwencjami, ale już za późno. Obyś wyciągnał wnioski i się poprawił, a nie popełniał błędu początkujących superbohaterów.

Mimo krótkowzroczności Luka był to całkiem zgrabny odcinek. Miał potężną scenę akcji z Lukem atakującym budynek niczym czołg małe drzewka. Okiełznana furia eksplodująca w odpowiednim momencie. Coś pięknego. Było tez budowanie napięcia, świetne dialogi o spuściźnie Popsa i ta muzyka, po prostu ją kocham.

Trochę rozczarowujący okazał się partner Misty. Detektyw pracujący dla Cornela. Mocno ograny trop z potencjalnie nudnym wątkiem gdy ona się dowie prawdy. Trochę też zaczyna mnie nudzić ta para, najwyższy czas by Misty miała więcej scen z Lukem. Napięcie między nimi jest wyczuwalne więc niech jak najczęściej będą razem na ekranie. I czekam na jej reakcję na jego robotę na boku.

OCENA 5/6

Marvel's Luge Cage S01E04 Step in the Arena
Origin story bohatera musiał się pojawić. W Jessica Jones był tylko wspomniany, tutaj pokazano całą historię. Zycie Luka w więzienie, nie przystosowanie się do sytuację, wykorzystywanie w walkach transmitowanych w internecie, konflikt z strażnikiem i wreszcie nieudany eksperyment. Fabularnie to nie powala, realizacyjnie mistrzostwo. Znowu, dzięki muzyce, zdjęciom i dialogom oglądało się będąc pełnym zachwytu. Nawet romans się trafił. Pierwsze spotkanie z przyszłą żoną i budząca się między nimi relacja. Zaczynam żałować, że została zamordowana przez Jessicę. Był też komentarz społeczny o niewolnictwie. Luke Cage to czarny serial i robi to dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę to co dzieje się teraz w USA.

W "teraźniejszości" działo się niewiele ekscytującego. Misty prowadzi śledztwo, przejmuje się Lukem, a on powoli wygrzebuje się z gruzów. I tylko ostatnia scena była istotna, gdy wyjawia swoje imię przed kamerami jakby ostatecznie akceptował to kim się stał.

OCENA 5/6

Marvel's Luke Cage S01E05 Just to Get a Rep
Claire! Wreszcie, długo przyszło mi czekać na jej debiut w tym serialu. Zrozumiałe, postać znana więc trzeba było dać czas nowym. I muszę przyznać, że wypadła wspaniale mimo tego, że wciąż jest na uboczu. Świetnie podkreślono jej charakter gdy ukradziono jej torebkę ona pobiła złodzieja. To jest babka! Teraz czekać na jej spotkanie z Misty i Lukem. Oby w takiej kolejności.

Sam odcinek to walka ostatniego sprawiedliwego pomagającego gnębionej ludności Harlemu. Działania Luka wywołały bałagan, który Cornel chcę posprzątać i robi jeszcze większy bajzel. A Luke naprawia jego błędu i pomaga zwykłym ludziom. Bardzo prosta historia i bardzo pasująca do tej opowieści. Zwłaszcza w kontekście przemów na pogrzebie. O wspólnocie i tym co czyni ludzi wielkimi.

OCENA 5/6

Marvel's Luke Cage S01E06 Suckas Need Bodyguards
Zacznę nietypowe bo od ester egga. Początek odcinka i dostaje audycję radiową Trish Walker o bohaterze w Harlamie. Miły ukłon. Ogólnie Luke Cage niesamowicie umiejętnie korzysta z tego typu nawiązań dając wrażenie większej całości. Występy pobocznych postaci (Turk) czy odniesienia do wydarzeń z filmów. Sporo tego, a wyłapywanie kolejnych smaczków daje dużo frajdy.

Sam odcinek był dużym zaskoczeniem. Dynamiczny z świetnie pokazaną akcją i wysoką stawką. Scrafe współpracujący z Lukem w celu pokonania Cottonmoutha. Do tego Claire Temple krzyżujący ścieżkę z tytułowym bohaterem. Wybuchowa mieszanka. I ta końcówka. Cornela trafia do więzienia, a jego kuzynka udzieliła upokarzającego wywiadu. Koniec jednego wątku to też początek następnego. Czas na Diamondbacka. Wystarczająca długo siedzi za kurtyną by został pokazany.

OCENA 5/6

Marvel's Luke Cage S01E07 Manifest
Claire jak zwykle musi przemawiać do rozumu durnym bohaterom, którym trudno zaakceptować prawdziwe przeznaczenie. Luke jest niczym Matt, te same problemy, widać, że to choroba zawodowa. Dobrze, że jest ktoś kto potrafi postawić ich do pionu i przypomnieć czemu to co robią jest takie ważne. Luke zostanie, będzie walczył o Harlem i dobrych ludzi, którzy tam mieszkają.

Jednak to nie on był gwiazdą tego odcinka. Tak jak Kingpin również i Cottonmouth dostał flashbacki. I co to był za klimat! Gangsterska rodzina, mamuśka wszystkim zarządzająca i przestępcza inicjacja Cornela muszącego zabić wujka zdradzającego rodzinę. To było ważne, pokazywało stosunki panujące w rodzinie i jego relację z Mariah. Sprawiło też, że jego śmierć jeszcze mocniej mogła wybrzmieć. Mariah przejmuję schedę po nieudolnym kuzynie i coś czuje, że lepiej sobie z tym poradzi niż polityką.

OCENA 5/6

The Last Ship S02E04 Solace
Trochę przyszło czekać na zapoznanie się z nowymi członkami załogi. Wolf już pojawił się na chwilę w pilocie sezonu, pani żołnierz z Izraela nie kojarzę więc zakładam, że to jej debiut. I jakże udany! Doskonale wpasowali się w załogę statku. Nie są jeszcze obdarzeni bogatym zestawem cech, ale są wystarczająco charakterystycznie, przerysowani w ten pozytywny sposób, pasujący do snutej opowieści. On twardy, ona jeszcze bardziej, powoli zacieśniają więzy z załogą. Trochę humoru, romansu i akcji. Sprawdzony przepis na sukces.

Jednak to nie oni byli gwiazdami odcinka. Przede wszystkim błyszczała fachowo zrealizowana akcja będąca następstwem cudnie budowanego napięcie. Wyprawa na zdawałoby się opuszczony statek medyczny, powolne przedzieranie się korytarzami, niepewność wobec nieznanego i ostatecznie walka z tajemniczymi najemnikami. Długa, świetna w oglądaniu, okraszona dramatami i dialogami nadającymi się do sensacyjnego kina z VHS. Parę razy zdarzało mi się parsknąć śmiechem jak np. podczas przemowy kapitana podczas której stwierdza, że to on robi zasadzki, a nie w nie wpada. Cudne.

Fabuła serialu tymczasowo płynie, kierunek i port docelowy jeszcze nieznany, widać na razie pływy i czuć wiatr znoszący okręt. Misjonarze okazali się całkiem potężną organizacją z najemnikami, a nie charyzmatycznymi szarlatanami. Coraz bardziej ciekawi mnie ich origin. Jeszcze bardziej jestem zaintrygowany misją odbudowy świata. Nathan James wzbogacił się w kolejnych lekarzy i naukowców, teraz celem jest założenie bazy produkującej szczepionki. Potem dystrybucja i w końcu odbudowywanie cywilizacji. Bardzo intryguje mnie ten wątek i chcę go jak najwięcej.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S02E05 Achilles
Niszczyciel vs. atomowy okręt podwodny. I tak przez cały odcinek. Sprawnie zrealizowane 40 minut napięcia. Pod tym względem The Last Ship nie zawodzi. Walka była długa, statyczna, ale nakręcona w dynamiczny sposób. Zwłaszcza chwytająca za flaki cisza na statku. Był klimacik! Zaszczucie, niepewność i co oczywiste, wiara w kapitana. Do tego piękne zdjęcia manewrującego okrętu.

Nawet walka z Misjonarzami stała się ciekawsza. Opanowali okręt podwodny, opanowali już Europę, a teraz czas na Amerykę. Będzie im łatwiej po zniszczeniu laboratoriów. Serial niespodziewanie zyskał na skali. Nici z odbudowy cywilizacji, trzeba znowu o nią walczyć. Aż się prosi o odpalenie kolejnego odcinka.

OCENA 5/6