Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suburgatory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suburgatory. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 września 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #51 [16.09.2013 - 22.09.2013]

SPOILERY

Breaking Bad S05E14 Ozymandias

OCENA 6/6

Brooklyn Nine-Nine S01E01 Pilot
- bardzo przyjemna premiera. Jest to jedyna komedia za jaką się miałem brać i nie czuje się zawiedziony. Wprawdzie na razie nie ma popadać w entuzjazm, ale kilka razy zostałem rozśmieszony. Tyko kilka bo większość gagów była znana z trailera z upfrontu więc przez większość czasu nie było mowy o zaskakiwaniu.
- najwięcej humoru wynika z zróżnicowanych charakterów detektywów i interakcji między nimi - standard. Jednak od razu można ich polubić. Przede wszystkich Andre Brougher jako komendant jest niezwykle charyzmatyczny. Jednak to Rose i Amy wypadają najlepiej. Jedna to twarda kobieta, druga chcę udowodnić, że taką jest. Choćby dla tej trójki będę oglądał dalej
- niestety, ale kilka scen nie trafiło w moje poczucie humoru. Przerysowanie nie w tym miejscu gdzie trzeba. Niestety główny bohater jest na razie irytujący, ale liczę, że to się zmieni. Boyle też niezbyt pasuje do całej obsady
- mimo tylko kilku wad zobaczę pozostałe odcinki. Nie chcę być złym prorokiem, ale obawiam się, że za dużo ich nie będzie bo serial będzie rywalizował z Marvelowym S.H.I.E.L.D. co dobrze nie wróży

OCENA 3.5/6

Masters of Sex S01E01 Pilot
-miałem dużo obaw dotyczących tego serialu. No bo to Showtime, a oni lubią niepotrzebnie epatować nagością, a tematyka serialu  mogła być jedynie tanim pretekstem żeby zgromadzić widzów. Na szczęście serial broni się wykonaniem. A kobiety nie są uprzedmiotowione. Wręcz przeciwnie, są wyzwolone i z charakterem. Nie boją się mieć własnego zdania i są lepiej zorientowane w temacie seksu niż mężczyźni.
- sama tematyka jest niezwykle interesująca - rewolucyjne badania nad seksem na podstawie prawdziwych wydarzeń. Czyli da się zaspoilerować sobie cały serial czytając książkę, ale nie umniejsza to samej telewizyjnej produkcji. Bo tutaj jest na co popatrzeć. Nie mówię tylko o kobietach tylko stylistyce przełomu lat '50 i '60. Niezwykła dbałość o szczegóły, bogate wnętrza i stroje. Mamy już teraz zarysowane napięcia na tle rasowym i pierwszy powiem rewolucji seksualnej. Notka na wikipedii pokazuje, że badania będą prowadzone kilkadziesiąt lat więc najważniejsze wydarzenia z historii świata i Ameryki powinny odbić się echem w serialu. I to jest jeden z głównych powodów dla których zostaje. Jestem ciekaw nie tyle samej historii i końca badań, ale jak to wszystko zostanie poprowadzone
- na pochwałę zasługują aktorzy wcielający się w skomplikowane postacie. Nie ma tutaj jednostki jednowymiarowe, każda z nich jest skomplikowana i prawdziwa, a Lizzy Caplan i Michael Sheen grają wybornie. On jako egocentryk nie przyznający się do błędów i pragnący zmienić świat, ona wyzwolona kobieta z burzliwą przyszłością. Tworzą nietypową parę, ale współpraca się układa. Interesujące jest oglądania ich życia prywatnego. Problemy z żoną czy przyjacielem. Jest dobrze, serial ma wiele do zaoferowania w tym temacie

OCENA 4.5/6

Sleepy Hollow S01E01 Pilot
- dobra przyznaje się jestem totalne bezguście i podobał mi się pilot Sleepy Hollow wbrew wcześniejszym obawą i wyśmiewaniu jeźdźca bez głowy. Jasne może zmienić się szybko w Zero Hour i okazać kompletną klapą, ale jestem dobrej myśli bo umiejętnie pokazuje kicz i balansuje na krawędzi dobrego smaku i zażenowania. Kilka irytujących rzeczy się przytrafiło, ale nic co by zbytnio rzutowało na opinie
- najbardziej podoba mi się starcie dwóch światów. Człowiek sprzed 250 lat musi się odnaleźć w naszym. Można narzekać, że Abbie za szybko mu zaufała, ale to taka konwencja. Dużo humoru to wprowadza i luźnej atmosfery. Na plus wszystkie wątki apokaliptyczne. Ma słabość do nich ogromnie jestem ciekaw jak to zostanie poprowadzone. Czterech jeźdźców, czarownice, zbliżający się koniec świata, masoneria, walka dobra ze złem. Jak tego nie lubić? Nawet demon przypominający diabła się pojawia. To może być całkiem udany serial. Na razie będę oglądał dalej, ale ciężko wyrokować jak to się rozwinie. Czy co odcinek będzie jakaś maszkara czy może bardziej spójna historia? Okaże się. Widać jednak, że fabuła jest na długą historię zaplanowana. Nie mogę się doczekać kolejnych jeźdźców i spotkanie z żoną Crane'a, a to dobry znak na przyszłość.
- mimo tego, że odcinki ą momentami śmiertelnie poważne to sposób reżyserii pokazuje, że twórcy nie biorą wszystkiego na poważnie. I dobrze. Takie Sympathy for the Devil to tylko potwierdza czy przerysowane finałowe starcie. 
- najbardziej mi się nie podobała śmierć szeryfa. Takie typowe zagrania - ktoś coś wie niech zginie, niech bohaterowie żyją w niepewności. Ostatnio choćby w pilocie Under the Dome to było.

OCENA 4/6

Sons of Anarchy S06E02 One One Six
- drugi odcinek sezonu, dobrze się ogląda, ale mam wrażenie, że nie wiele się przez ten czas wydarzyło poza tym, że tracę coraz więcej sympatii do tych postaci. Jax jest bezlitosny, wydaje wyrok śmierci na kobietę tylko dlatego, że może zagrozić klubowi. Jeszcze karze Juicowi to zrobić. A potem kłamie w żywe oczy Nero. Chyba ten układ między nimi długo nie pociągnie. Chibs pewnie też nie będzie mógł tego tolerować znając jego charakter. Jakby tego było mało Jax jeszcze bardziej oddala się od żony. Mam przeczucie, że dobrze nie skończy na zakończenie serialu
- wątek strzelaniny był tylko punktem wyjścia do problemów klubu. Szkoda bo miałem nadziei na jakieś reperkusję społeczne i nagonkę mediów. Pojawiła się nowa pani prokurator, która chcę pozbyć się Sonsów. Powodzenie. Ciesze się, że gra ją CHH Punder, którą oglądam teraz w The Shield. I to nie jedyny nawiązanie do tego serialu. Właśnie zauważyłem, że ekipa Nero wywodzi się Byz-Lats czyli gangsterów za którymi ugania się Vick Mckey
- brat Pameli jest coraz dziwniejszy. Nie gra zgonie z literą prawa, nie boi się pobrudzić rąk i ma własne zboczenia. Coraz mniej mi się podoba bo to udziwnianie jest raczej na siłę. W przyszłym odcinku pewnie znowu zrobi coś szokującego
- co takiego robi Bobby? Jeździ po klubach i zbiera Nomadów? A może rozwiązuje ich sprawy i wyrabia sobie markę? Szkoda, że tak mało czasu dostaje

OCENA 4/6

Suburgatory S01E22 The Motherload
- trochę lepiej niż przez kilka ostatnich odcinków, ale nie na tyle by przekonać mnie do oglądania kolejnego sezonu. Podobały mi się rozważanie Tessy na temat matki i jej odczucia z tym związane. Realistycznie poprowadzone. Do tego jeszcze kilka śmiesznych scen z tym związanych było. Sama idea dnia matki z Chatswin absurdalna, większość scen strasznie przerysowanych, ale tym razem w dobrym guście i wyszło przez to zabawnie. Szczególnie Sheyla. Bez niej ten serial byłby wyjątkowo nudny
- nie podobała mi się za to sypialnia dziecka. Tutaj serial poszedł za daleko i to nie było śmieszne. Tak jak gadający pies. Za dużo pomysłów i za mało przemyślanego implementowania ich. Ja wiem, że serial ma wyśmiewać przedmieścia, ale nie popadajmy w przesadę

OCENA 3/6

The Shield S03E10 What Power Is...
- Clark Gregg jako seryjny gwałciciel. To dopiero zaskoczeniem. Smaczku dodaje fakt, że już za chwilę będzie grał w SHIELD. Co za zbieżność nazw. Śledztwo w jego sprawie było długie i trudne, ale w końcu się skończyło. Prawie bo teraz będzie najlepsze - przesłuchania. Na jego trop Dutch i Wyms wpadli zupełnym przypadkiem, ale w końcu im się udało. Tylko czy zbiorą za to wszystkie zasługi? Nie zdziwiłbym się gdyby ten nowy detektyw przypisałby sobie rozwiązanie sprawy. W tym wszystkim jedną z najbardziej przerażających rzeczy było to, że rabowane figurki były wręczane żonie jako prezenty
- Shane jednak przyznał się reszcie Strike Team co zrobiła Mara. Dobrze, że nastąpiło to tak szybko. Nie spodziewałem się za to, że jej matka będzie taka dwulicowa. Chociaż w tym momencie zaczynam podejrzewać Mare o złe intencję. Bo o wszystkich tych kłopotach dowiadujemy się od niej, nie było pokazane, że matka ją szantażuję. Wszystko to może być jej grą
- Aceveda w końcu dokonał zemsty. I jeśli tak skończy się ten wątek to jestem troszkę rozczarowany bo oczekiwałem więcej konsekwencji. Dokonał morderstwa, znęcał się psychicznie nad świadkiem i na końcu nad swoim oprawcą. Przecież nie może teraz wrócić szczęśliwy do żony. To byłby idealny punkt wyjścia by zacząć jego upadek. Liczę, że tak będzie. Niby powiedział, że wiele odwagi wymagało od niego żeby nie zabił tego gangstera, ale to tylko gadanie.
- bardzo mi się podobało co Vick powiedział do Corrine jak ta się go spytała czy nie chcę żeby spotykała się z Owenem. Prosto z mostu powiedział, że chcę by to się skończyło. Bez owijania w bawełnę i przedłużania

OCENA 4.5/6

White Collar S04E12 Brass Tacks
- niektóre seriale nie chcą lub nie potrafią się zmienić. White Collar jest jednym z nich. Niby to już czwarty sezon, a czuje się jakbym oglądał pierwszy. Neal dalej ma tajemnicę przed Peterem i obaj rozwiązują zagadkę. Tylko, że teraz jest ona strasznie dziwaczna i nie pasuje mi do charakteru Ellen. Ktoś w stylu Mozziego mógłby na coś takiego wpaść, ale raczej nie ona. Zresztą mapa miasta w kluczu to wyjątkowo głupi pomysł...
- Titus Welliver jako ten zły - nic nowego. Czemu nikt nie może go obsadzić w roli tego dobrego? Dobrze, że przynajmniej nie było sztucznego trzymania w niepewności i od razu wyłożone kawę na ławę. Wątek zapowiada się średnio bo dotyczy przeszłości bohaterów. Nie lubię takiego odkopywania zagadek z przeszłości. Szkoda, że nie ma już starego dobrego szukania skarbów jak w pierwszym sezonie...
- zachowanie Elisabeth mnie zupełnie zdziwiło. Peter zostaje uszkodzony w wypadku, a ona chcę żeby trzymał się z z dala od senatora. Przecież to ona powinna być jego wsparciem i go zachęcać, jak zwykle zresztą. Tak samo Neala, tyle razy traktowała go jak rodzinę i raptem teraz jej się to odwidziało. Dziwne..
- wątek klucznika słaby. Niepotrzebne tworzenie aury tajemnicy i po prostu próba stworzenie kolejnej zagadki tylko żeby czymś wypełnić odcinek. Najgorsze jest to, że klucznik już pewnie nie wróci. Jadnak trzeba przyznać, że fabularnie odcinek był niezły i dobrze wykorzystano ten motyw. Peter nie wie o Nealu i wzajemnie. Dobrze się to zakończyło.

OCENA 3.5/6

poniedziałek, 16 września 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #50 [09.09.2013 - 15.09.2013]

50 odsłona podsumowania tygodnia. Ładny okrągły jubileusz. Powinienem zrobić jakieś podsumowanie czy coś, ale nie mam pojęcia o czym w nim pisać. Ilość odcinków? Nie chcę mi się liczyć (wrodzone lenistwo), za dużo tego, ale szacunkowo mogę powiedzieć, że coś około 500 - 700. Nie jest tego dużo, nawet mniej niż 3 odcinki dziennie. Już nie oglądam tyle telewizji co jeszcze 3 lub 4 lata temu. Jednak dalej potrafię się wciągnąć w dobrą produkcję. Wystarczy spojrzeć na ten tydzień gdzie spontanicznie obejrzałem cały czwarty sezon Friday Night Lights. Było warto. Teraz jednak trzeba przypałuzować by za szybko się nie skończyło. Bo to jest lepsza taktyka niż obejrzeć całość ciurkiem. Niektórymi smakołykami trzeba się delektować i wydłużać przyjemność. Nie jest to łatwe bo najczęściej po finale prosi się o następny odcinek, ale przez te kilka lat udało mi się opanować tą trudną sztukę. Opanowałem też obowiązkowość, że się skromnie pochwalę. Niemal rok ukazywania się serialowego podsumowania tygodnia (co za mało pomysłowa nazwa!), ale obyło się bez opóźnień. Tylko raz notka pojawiła się w poniedziałek popołudniu, ale to wszystko wina Person of Interest, które prosiło się o skończenie sezonu więc nie było czasu na takie pierdoły jak blog. Aj, jednak nie do końca wyrobiłem sobie ten odruch dawkowania...

Muszę koniecznie napisać, że jestem zadowolony z obecnej formuły. Takie pomieszanie recenzji z wrażeniami, pisanymi na szybko po zakończeniu oglądania. Niezbyt przemyślane, ale oddające po części moje emocję i opinię. Jeśli jednak ktoś ma jakieś sugestię to zapraszam do komentowania. Na pewno je rozpatrzę, a i milej na serduchu się zrobi jak okaże się, że ktoś to czyta. A jak nie to trudno, dalej będę robił swoje.


SPOIL, SPOILER, SPOILER
Breaking Bad S05E13 To'hajiilee
- no to jakiś żart! Jak można skończyć odcinek w takim momencie?! Przecież to czysta złośliwość i psychiczne znęcanie się nad widzem. W środku strzelaniny, z uwięzionym Heisenbergem i życiem Hanka i Gommiego pod znakiem zapytania. I jeszcze tyle niesamowitych rzeczy do tego prowadziło - dynamiczna pogoń za kasą, odkrycie prawdy i aresztowanie. Tyle dobrego, a mogło być przecież więcej! Plus jest taki, że przyszły odcinek od samego początku będzie trzymał w napięciu chyba, że zafundują przeskok w czasie. Oby nie bo jestem ogromnie ciekaw co się stanie. Ktoś zginie na pewno bo najwyższy na to czas. Tylko kto? Ktoś od Todda? A może Hank lub Gomez? Na Jessego jeszcze za wcześnie.
- reszta odcinka była bardzo dobra, ale miałem wrażenie, że ciągnie się. Jasne przekręt z Hullem i cała ta mistyfikacja z zdjęciami były niezłe, ale wolno się to działo i brakowało w tym napięcia. Tak do momentu zobaczenia beczki na ekranie telefonu przez Walta byłem zdania, że to jeden z najsłabszych epizodów tego sezonu. Miał mocne sceny, ale jako całość zawodził. Póki nie gruchnęło.

OCENA 5/6

Dead Like Me S02E06 In Escrow 
- podoba mi się ten sezon, chyba bardziej od poprzedniego. Najbardziej istotna rzecz do jakiej mogę się doczepić w tym odcinku to głupi żart z pierdzeniem. Już dawno przestały mnie śmieszyć takie rzeczy, dobrze że miało to jakąś większą otoczkę i prowadziło do innego humorystycznego elementu (nie pozwę was), ale lekki niesmak i tak pozostał
- narracja George jak zwykle dość błaha, o trudach życia itp. ale dobrze się jej słucha bo ja no właśnie taka życiowe. Mówi o życiu szaraka, każdego z nas razem i z osobna. Do tego jeszcze zaakcentowano wątek odpowiedzialności, tego że nasze decyzję mają konsekwencję.
- u Lassów nic się nie zmieniło. Mogło, ale do tego nie doszło. Jednak przypadkowe wydarzenie może trochę namieszać w przyszłości.
- ciesze się, że dużą rolę w tej serii dostają inni Żniwiarze. Roxy musi się skonfrontować ze swoimi uczuciami, to tylko pokazuje, że nie jest to taka płaska postać jak można się było na początku spodziewać. I jeszcze sporo humoru podczas spowiedzi jak prosi o zdrowaśki na pokutę. Mason za to konfrontuje się ze swoim dawnym idolem. Humor i zarazem smutek biją z tych scen. Jeszcze okazuje się, że wspomnienia są piękniejsze od rzeczywistości
- sceny śmierci jak zwykle absurdalne. Szczególnie ta na lodowisku. Strzelanina też przemyślanie pokazana. Sam dźwięk przez co zamiast wypaść tragicznie była śmieszna. 

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E01 East of Dillon 
- po długiej przerwie wróciłem do Dillon i czuje się jak w domu. Wprawdzie mnóstwo zawirowań i bohaterowie w nowych sytuacjach, ale to to samo miasteczko które opuściłem. Już początek mi to uświadomił gdzie podróżujemy wzdłuż ulicy i słuchamy radia zapowiadającego nowy sezon. Sezon, który będzie inny od poprzednich - nowa szkoła, nowa drużyna, nowi ludzie i kolejne konflikty. Już nie mogę się doczekać by lepiej poznać nowych i zobaczyć jak Lwy zaczną grać football. Ciekawe też co u Panter, jak sobie radzą z nowym trenerem bo nie pokazali wyniku meczu.
- sceny z trenerem jak zwykle niesamowite. Kyle Chandler jest niezwykle charyzmatyczny jak musi się wydzierać i ustawiać swoich do pionu lub zagrzewać ich do walki. Piękny i smutny widok na końcu jak poddaje mecz, a jego drużyna ledwo co trzyma się na nogach.
- a co u starych bohaterów? Tim zachowuje się jak zwykle, brakuje mu odpowiedzialności, JD przerodził się w prawdziwego dupka, a Matt został w mieście  i marnuje się. Smutno ogląda się ich dramaty wiedząc co już przeszli

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E02 After the Fall
- bohaterką tego odcinka jest Tammi. Pierw szantażowana, nie daje się przekonać, wykłóca się z mężem o kłamstwa z przeszłości i potem rozprawia się z McCoyem. Pieknie to wyglądało jak upokorzyła go przy radzie. Szkoda, że w szkole nie najlepiej, ale z drugiej strony to dobrze bo szykują się z nią ciekawe wątki i może mieć problem z utrzymaniem się w pracy
- wschodnie Dillon jest straszne. Nie dziwie się, że ludzie nie chcą tam posyłać swoich dzieci. Gangi i obskurne wnętrza. Szkoda mi Julie, nawet nie wie w co się wpakowała
- trener musiał po raz kolejny zmierzyć się z hejtem miasteczka. Poddanie meczu została źle odebrane przez widzów jak i drużynę. Ciężko było ją poskładać, ale jest nadzieja na lepsze jutro. Riggins wiele pewnie nie pomoże bo będzie się pakował w swoje kłopoty, ale coś z tego będzie. Nie w tym sezonie, ale w następnym mistrzostwo będzie. I tylko pragnę widzieć więcej meczy bo są niesamowicie emocjonujące

OCENA 4/6

Friday Night Lights S04E03 In the Skin of a Lion
- jest pierwsze przyłożenie drużyny i pierwsze punkty! Niby kolejna klęska, ale dająca nadzieje na przyszłość, nadzieje która jest potrzebna drużynie gdzie już rysują się wewnętrzne konflikty i nawet spory na tle rasowym. To będzie dobry sezon pod tym względem
- Taylor jak zwykle poświęca się dla drużyny i płaci za stroje z własnej kieszeni. Do tego jeszcze nikt w niego nie wierzy, dyrektor grozi końcem zespołu, a sponsorów nie widać. Zupełnie inaczej niż w Panterach. Jednak tamci mają zupełnie inne problemy i Buddy zaczął o nich głośno mówić. Teraz czekać aż zmieni niebieskie barwy na czerwone
- u Matta i Julie źle się dzieje i boję się że nadejdzie dla nich koniec. Nie chcę tego bo to jedna z najbardziej uroczych serialowych par, ale zerwanie byłoby czymś normalnym. Prozą życia, a o tym jest ten serial. Smutno tez patrzy się na Rigginsa, który dalej nie może odnaleźć sensu życia i zaczęła z nim flirtować jakaś podlotka

OCENA 4/6

Friday Night Lights S04E04 A Sort of Homecoming
- ten serial funduje mieszankę emocji - raz daje olbrzymią frajdę z oglądania, a zaraz potem przyprawia o smutek. Tak się właśnie skończył ten odcinek. Zresztą, taki był wątek Matta. Zrezygnował z edukacji na rzecz dziewczyny i teraz to go trapi. Na końcu natomiast dowiaduje się, że stracił ojca. Wiele przeszedł i cały czas ma pod górkę.
- konflikt między Lukiem i Howardem zażegnany? Dość szybko, ale pewnie niedługo się znowu zacznie. Ciekaw jestem jak będą się spisywać razem na boisku.
- tym razem w roli głównej byli dawni mistrzowie, a nie młode lwy. Jak widać nie każdy ma wesołe wspomnienia związane z footballem.
- biedna Tammi. Jak zwykle postąpiła dobrze, ale jest przez to nienawidzona. Connie Britton gra perfekcyjnie i ciesze się, że tak dużo czasu jest poświęcane jej bohaterce

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E05 The Son
- co za odcinek! Niemal w całości poświęcony żałobie i przeżyciach Matta po śmierci ojca. Smutna atmosfera emanowała z ekranu i odczuwanie współczucia było czymś naturalnym. Niesamowicie zagrał Zach Gilford w tym odcinku - momentami niezwykle stoicki, potem zdenerwowany czy zdezorientowany, wkurzony i pogrążony w rozpaczy. Wiele świetnych scen było, ale najlepsza chyba na samym końcu jak sam zasypuje trumnę.
- co dziwne w odcinku pojawiła się Layla. Nie żebym się za nią specjalnie stęsknił, ale jej powrót był czymś normalnym. I chciałbym tak zobaczyć więcej starych twarzy i sprawdzić co u nich.
- co do Lwów - w końcu jakieś sukcesy. Niby nic jeszcze nie wygrali, ale widać postęp. Howard został graczem miesiąca, ale widać, że nie radzi sobie w nowej roli. Ma też mnóstwo innych kłopotów - z matką i pieniędzmi którym brakuje. Czyżby kolejny konflikt z prawem? Uwielbiam jak są skonstruowane postacie w tym serialu. Nie jednoznaczne i obciążone swoją przeszłością

OCENA 5/6

Friday Night Lights S04E06 Stay
- niesamowicie depresyjny ten sezon. Nikomu nic ię nie udaje, co rusz jakieś pechowe wydarzenia i nikt nie jest prawdziwie szczęśliwy. Radosne chwilę występują, ale są niezwykle ulotne. Nawet drużyna jeszcze nie wygrała, a to przecież połowa sezonu. Iskierka nadziei istnieje, ale trzeba czasu by buchnęło ogniem. Nie mogę się doczekać emocji związanych z kolejnymi meczami
- Layla dostała więcej czasu i nie powiem żeby było specjalnie szczęśliwa. Tęskni za Rigginsem, a on za nią, ale nie mogą być razem. Snują marzenia, które nie mają szans się spełnić. I jeszcze Becky opowiada historię o bratni duszach, która oczywiście nie ma szczęśliwego zakończenia
- również Mattowi i Julie się nie układa. Widać, że wciąż się kochają, ale coś niedobrego się między nimi dzieje. Co by się jednak nie stało to i tak będzie jedna z moich ulubionych serialowych par i basta

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E07 In the Bag
-jakoś mnie nie zdziwiło to, że nie działo się prawie nic pozytywnego. Ten sezon jest strasznie smutny...
- Julie mocno przeżywa rozstanie, stara się trzymać, ale niezbyt jej to wychodzi. Matt za to okazał się dupkiem i tchórzem. Nie spodziewałem się tego po nim. Czekam aż się odezwie, ale boję się jak to będzie wyglądało
- Howard jednak miał broń. Trenerowi bardzo trudno uzyskać zaufanie tej drużyny. Zdziwił mnie też wątek naprawianie płotu. Obstawiałem, że drużyna się pojawi i pomoże, potem Tank się zaoferował, że ich przyślę, a okazało się że tylko on przyszedł. I jeszcze tragiczna końcówka z kontuzją Luke'a. Nikomu nic się nie układa...
- u Becky to samo. Rozczarowana ojcem i prawdą. Bill ma kłopoty z żoną i wpadnie w kolejne tylko teraz z gangami. Już mu współczuję. Nawet Landry ma pecha. U Tammi nie lepie. Niech w końcu uśmiechnie się do nich szczęście!

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E08 The Toilet Bowl
- niby jest, promyk nadziei, Lwy w końcu wygrały swój pierwszy mecz, ale nie znaczy to że układa się bohaterom. Raczej są to wstępy do poważnych dramatów
- najszczęśliwsza powinna być Julie bo jest bliska dostania się na studia, ale wiąże się to z wyjazdem z rodzinnego miasta. Również Becky nie może mówić o prawdziwym szczęściu - pocałunek z Timem przysporzy jej więcej powodów do smutku niż radości. Sam Tim i Billy znaleźli dopływ gotówki, ale pewnie przyjdzie im za to poważnie zapłacić. Strasznie smutno się to ogląda...
- pozostałe postacie też mają pecha - romans Landryego będzie miał tragiczny koniec, a Luke będzie miał problem z lekami. I ja wcale na to nie narzekam. Wszystko to jest strasznie naturalne, bez zbytniego udziwniania, a zwykle sploty wydarzeń które mogą się przydarzyć. Takie Friday Night Lights chcę oglądać tylko mogłoby się coś w końcu przydarzyć dobrego

OCENA 4/6

Friday Night Lights S04E09 The Lights of Carrol Park
-  Taylorowie to najlepsze serialowe małżeństwo i basta! Bezgranicznie sobie ufają i nie zachowują się głupio i irracjonalnie. Miłość bije od każdej sceny z ich udziałem. Najlepszym przykładem jest ten nieszczęsny Glenn. W jakimś innym serialu mąż by się wkurzył i zaczął pienić i doszłoby do kłótni. Tutaj widać tylko delikatną zazdrość i obrócenie sprawy w żart. Pięknie to wyglądało
- głównym wątkiem odcinka był mecz inny od poprzednich - w parku z amatorami. I wyszło równie dobrze co zwykle. Uwielbiam oglądać tutaj footballowe starcia. Ciekawe czy ten młody co go Taylor wyłapał pojawi się w przyszłym sezonie. Ciekawe też czy rzeczywiście się coś zmieni czy po paru tygodniach park będzie wyglądał jak dawniej.
- u Becky dramat - dziewczyna jest w ciąży z Lukem. Nie powiem żeby mi się specjalnie ten wątek podobał, ale jestem ciekaw jak sobie poradzą bo już darze sympatią te nowe postacie.
- Howard znalazł robotę u ojca Jess. Jego wątek też bardzo mi się podoba bo widać jak ta postać przez sezon się zmieniła i dąży do czegoś. Świetnie wypadła scena z Landrym jak nic mu nie powiedział co sądzi o jego związku z Jess
- nowy chłopak Julie nic, a nic mnie nie interesuje. Niech lepiej Matt wraca

OCENA 4/6

Friday Night Lights S04E10 I Can't
- odcinek o aborcji, ale poprowadzony z niesamowitym wyczuciem. Bez zbytniego moralizatorstwa tylko spojrzenie oczami osób najbardziej tym zainteresowanych. Uwielbiam Friday Night Lights, że jest to serial tak nastawiony na bohaterów, ich wybory i przeżycia. Nie musi się wiele dziać wyszukanych rzeczy, tutaj najprostsze historię są najlepsze przez co tak łatwo się sympatyzuje z bohaterami
- u Howarda też nie za dobrze. O ile na boisku jest lepiej, tak już życie go nie rozpieszcza. Ustatkował się, ale musiał podjąć drastyczną decyzję i wrócił do gangsterki. To się na nim mocno odbiję. Chyba, że znowu dokona trudnych wyborów. A może jego losy splotą się z Rigginsami? Niby chcą zrezygnować z prowadzenia dziupli, ale to nigdy nie jest takie łatwe
- Connie Britton jest cudowna, nic dziwnego że Tim wysyła Becky do Tami. Jak zwykle przejmuje się każdym z dzieciaków bo stawia ich w miejsce swojej córki i zachowuje się jak matka.

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E11 Injury List
- dalej jest niesamowicie smutno, nic nikomu się nie układa. Brawa dla scenarzystów za konsekwencję w kreowaniu tak spójnego sezonu
- najsmutniej wypadł chyba wątek Tami. Jak zwykle zrobiła dobrze, a teraz zupełnie niesłusznie obrywa za to po tyłku.Szykuje się skandal i sprawa w gazecie. Najbardziej szkoda w tym wszyskim Becky i Luke'a bo to się szczególnie na nich odbiję
- Matt to dupek ostatnio, ale jestem w stanie zrozumieć jego zagubienie. I tutaj znowu robi się przykro Julie bo to ona ma najciężej.
- Tim w tym sezonie wpadł między dwie kobiety. Obydwie zastawiały na niego sidła, a on powstrzymywał się. I jak skończył? Na kanapie w Riggins Rigs bo jego intencję zostały źle odczytane. Chciał dobrze, a wyszło...
- u Howarda też dramat - pojechał na akcję zginął jego kumpel. Czy to odmieni jakoś jego życie? Opuści gangi czy bardziej wsiąknie?
- jeśli chodzi o drużynę to też nie najlepiej. Przegrała. Znowu. A teraz zbliża się pojedynek z Panterami. Może na zakończenie sezonu jakiś pozytyw? Będzie ciężko bo Luke na ławce, a Howard może nie zagrać, ale ja wierzę w Lwy. 

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E12 Laboring
- ale ja głupi jestem, na prawdę myślałem że zaczyna się w końcu układać bohaterom. Poród dziecka Billego byłby idealnym wstępem do dalszego ciągu dobrych wydarzeń. Tak jak te wykałaczki na boisku, zadziałały strasznie rozluźniająco. A potem wszystko zaczęło się walić... prawie wszystko bo przynajmniej Howard się opamiętał, ale to i tak będzie miało konsekwencję w postaci końca związku Jess i Landryego
- najbardziej szkoda wszystkich Lwów i Taylorów. Mecz zostanie rozegrany na obcym boisku przy publiczności która ich nienawidzi i lekceważy. Jednak liczę na zwycięstwo. Bardzo bym tego chciał żeby coś się w końcu udało zrobić z tą drużyną. Należy się im. Eric i Tami również powinni dostać coś od życie. Ostatnio tylko pod górkę. Oby Tam ładnie rozegrała sprawę tego pozwu, ona ma talent do takich rzeczy
- Tim w więzieniu? To jest smutna wiadomość, ale zupełnie zrozumiała w kontekście całej serii.

OCENA 4.5/6

Friday Night Lights S04E13 Thanksgiving 
- mecze w Friday Night Lights niejednokrotnie dostarczają więcej sportowych emocji niż realne rozgrywki. Pewnie dlatego, że człowiek jest bardziej przywiązany do tych bohaterów niż prawdziwych sportowców, obserwuje ich codzienne życie i trzyma kciuki by wiodło się im jak najlepiej. Dlatego tak cudowny był to mecz. Dwie drużyny z Dillon stają na przeciw siebie i po niesamowitej walce wygrywają Lwy. Każdy dał z siebie wszystko. Nawet Tinker zapunktował! Radość udzieliła się i mi jak schodzili do szatni ciesząc się ze swojej gry. Euforia przyszła na końcu jak Luke przezwycięża swój ból i trenera mu postanawia zaufać, a potem Landry zdobywa zwycięskie punkty. To było coś niesamowitego. Nie zdziwiłbym się gdyby nie trafił bo przez cały sezon było wszystkim pod górkę, ale udało się wygrać. Z niczego Eryck stworzył drużynę, która ma szansę powalczyć o mistrzostwo w przyszłym roku. Cudownie by było jakby znowu zagrali z West Dillon i ponownie wygrali.
- jednak nie dla wszystkich ten sezon dobrze się skończył. Nie zabrakło emocji i wylewały się one z ekranu. Zwłaszcza mowa Billego na kolacji u Taylorów. Potem jeszcze poświęcenie się Tima, zerwanie Julie i Matta, Landry wylatujący do Chicago i wcześniej zrywający z Jess. Zwolniona Tami i zmieniająca pracę. A przecież to dopiero początek bo w premierze przyszłego sezonu pożegnają się ze szkołą kolejne osoby.

OCENA 5/6

Sons of Anarchy S06E01 Straw
- Sons of Anarchy wróciło z nowym sezonie i szczerze mówiąc jakoś niespecjalnie ciągnęło mnie do oglądania. Czekałem na nowy sezon, ale miałem opory przed jego włączeniem. To chyba wynika z zmęczenia materiałem. 5 lat śledzenia jakiegoś serialu to szmat czasu i nawet najlepsze produkcje mogą zniechęcić. Tylko, że o tym wszystkim zapomina się tuż po włączeniu odcinka bo serial jest tak dobry jak zawsze
- jak na premierę epizod był całkiem spokojny. Trochę się działo, trochę przestoi i trochę brutalnie. Spodziewałem się więcej, ale nie ma się zbytnio do czego przyczepić. A te całe kontrowersje związane z odcinkiem? Śmieszne. Serial ma określony rating wiekowy więc dzieciaki nie powinny go oglądać, a dorośli niech sobie sami wyciągną wnioski skąd się biorą takie rzeczy. Sama scena pokazana z wyczuciem, a przez cały odcinek postać chłopaka budziła zainteresowanie. Ciekawe tylko jakie będzie to miało konsekwencję dla fabuły. Koniec handlu bronią? Nagonka na klub?
- u bohaterów dzieje się. Tig impulsywnie popełnia morderstwo topiąc gościa w szczynach - jak zwykle czarny humor obecny w serialu. Chibs daje upust złości na Juiceie, a potem bratersko go zszywa. Bobby myśli nad zostaniem Nomadem. Jax rozwija działalność i poznaje ciekawą burdelmamę i jeszcze ciekawszego nowego gangstera z Stockton. Hap i Unser dalej robią za opiekunki do dziecka. Jest dobrze.
- najciekawiej wypada wątek więzienny. Tara szybko nie wyjdzie, ale już zyskuje pozycję w więziennej hierarchii. Wie, że musi pokazać że trzeba się z nią liczyć. Tylko bez sensu, że nie chcę się spotkać z Jaxem. Natomiast Clay zacznie donosić. Albo i nie bo z nim nigdy nic nie wiadomo. Pewnie będzie chciał jak najwięcej ugrać dla siebie, a zemsta będzie na drugim planie. Ten Marshall co ma go w garści jest dziwny, również ma swoje problemy. I jest sadystyczny. Tortury nad Otto trwają dalej. Śmierć byłaby dla niego wybawieniem, ale na to nie ma raczej co liczyć 

OCENA 4.5/6


Suburgatory S01E21 The Great Compromise
- słabo. Znowu. Dobrze, że tylko jeden odcinek do końca sezonu bo tylko mnie ten serial irytuje. Śmieje się może z 2 razy na odcinek i tyle. Chyba tylko Dallia i Shelia poprawiają mi humor, reszta jest strasznie wymuszona. Może i kilka ciekawych wątków fabularnych było, ale co z tego skoro historia Eden jest przeraźliwie słaba i nie śmieszna. Jedna scena z Lisą i Malikem wyszła dobrze, ale reszta nudna. Szkoda bo tak fajnie się zapowiadało. Dawniej była to parodia amerykańskich przemieści, a teraz komedia o związkach...

OCENA 2/6

The Shield S03E07 Safe
- i udało się uzyskać listę z sejfu. Szkoda, liczyłem na jakieś kłopoty z tym związane, za łatwo poszło. Szkoda, że Ronnie nie pokazał swojej magii bo lubię jak on albo Lem dostają więcej czasu antenowego. Aż szkoda, że serial skupia się w większości na Vicku bo w tle przewija się tyle fascynujących postaci
- najmocniejsza była ostatnia scena. Aceveda dzieli się swoim sekretem z kimś z rodziny (bratem), a ten mu mówi że na jego miejscu by zabił gwałcicieli. A co zrobi David? Nie zdziwiłbym się jakby tego dokonał by doznać spokoju. Widać jak go to męczy i jak puszczają mu nerwy więc jakoś trzeba rozwinąć ten wątek
- co za pomysł z narcocorridos - przestępcy nagrywający swoje dokonania. Dobrze poprowadzony wątek, przeplatające się w paru miejscach różne sprawy, pędzenie mety i smutne zakończenie. A właśnie skoro mowa o mecie - takie same nagranie było w Breaking Bad - Heisenberg Song
- Julien i Dany siedzą w magazynie - słabo, liczę że niedługo dostaną jakiś ciekawszy wątek. Trochę zabawnych scen z Dutchem to za mało
- jedna z moich ulubionych scen tego odcinka to ta z początku jak pies szuka zwłok i w pewnym momencie zaczyna brakować chorągiewek do oznaczania ciał. Niby nic wielkiego, ale udało się stworzyć w niej świetny nastrój. I jeszcze gościnnie wystąpiła Natalie Zea 

OCENA 4.5/6

The Shield S03E08 Cracking Ice
- sprawa ukradzionych pieniędzy powoli się rozkręca. Ostatnio udało się zidentyfikować poszukiwane nominały, teraz zabawa w to kto podwędził 7 tysięcy. Szkoda, że taki zapychacz. I tak wszyscy wiedzą, że to Shane i trochę niepotrzebne. Przecież za swoje pieniądze nie kupiłby Marze lexusa. W końcu nawet na pierścionek mu było szkoda. Zabawne sceny z paserem i urocza z dziewczyną. Tylko mam wrażenie, że to się dobrze nie skończy. Na początku myślałem, że Mara z biegiem sezonów trafi do ekipy Vicka i będzie pomagała prać pieniądze, ale raczej nie ma co na to liczyć. Jest za bardzo roztrzęsiona i za mało konkretna na takie coś
- sprawa odcinka toczyła się w okół na wpół zdekonspirowanego Decoy Squad. I trzeba przyznać, że wyszło nieźle. Wyścig z czasem, Trish robiąca wszystko by nie wypaść z roli i Vick działający po swojemu z gangami. Nie mogę tylko uwierzyć w to przeoczenie Wyms. Zupełnie jak nie ona.
- spotkanie z chłopakiem nowej kobitki Vicka było dziwne. Chyba ma tutaj miejsce niezdrowy związek, który sporo może jeszcze namieszać.
- sporo było scen z policjantami na posterunku - smutny koniec wątku Tommyego, Danny twierdząca że wybrał tchórzowskie wyjście i Julien znowu nie radzący się ze swoją seksualnością. Chciałbym, żeby było więcej takich scen.

OCENA 4.5/6


The Shield S03E09 Slipknot
- Vick wraca do starych metod, Decoy Squad odchodzi, Aceveda zdaje sobie sprawę, że Vick nie będzie grał czysto czyli wracamy do punktu wyjścia. I mi to zupełnie nie przeszkadza.
- sprawa linczu i morderstwa księdza mocna. Wojna wisząca w powietrzu i Vick zapowiadający swój powrót. Takie rzeczy dobrze się tutaj ogląda
- pobicie Corrine zaskakujące. Aż dziwne, że Vick nie zmasakrował tego azjaty, dobrze że przynajmniej Julien go trochę poturbował. Ma za swoje
- wybuch Dutcha zaskakujący, ale powiedział prawdę. Szkoda, że nic z tego nie wyniknie. Ciekawe czy w 4 sezonie coś się zmieni i czy Wyms awansuje czy zostanie detektywem bo przez te odcinki, które zostały do końca sezonu może się jej przydarzyć wiele złego
- niestety ale było parę elementów, które mi się nie podobały - związek Corrine z Owenem został potwierdzony - fatalny wątek, strasznie sztampowy, od tego serialu oczekiwałem więcej. Nie kupuję też Mary okradające Shane. Może to ciekawie wyewoluować, ale jest strasznie nie przekonujące 

OCENA 4.5/6

White Collar S04E11 Family Business
- biorę się za nadrabianie kolejnego porzuconego serialu i muszę przyznać, że długa przerwa przy White Collar przysłużyła się serialowi. Współpraca Neala i Mozziego jak zwykle bawiła, kila niezłych scen z tą dwójką podczas fałszerstw oraz poważne rozmowy. Ten aspekt wypadł dobrze
- sprawa odcinka niczym wielkim nie zaskoczyła, łatwo poszło i baz większego napięcia. Poniżej średniej serialu bo zabrakło błyskotliwych scen, ale nie ma się zbytnio do czego przyczepić
- najgorzej jednak wypadają sceny z James. Jakie to wszystko typowe! Już kij z tym, że przewidywalne, z tym mógłbym się pogodzić, ale najgorsze jest, że wyszło bez polotu. Do tego jeszcze ta historia z jego przeszłości taka sztuczna i naiwna - serio pierwsze co robi policjant bo znalezieniu trupa to bierze do ręki znalezioną broń? Albo nie pomyśli żeby się rozejrzeć przed kradzieżą kasy? Trochę instynktu samozachowawczego!
- nie podoba mi się też w jakim kierunku idzie serial - wielka intryga na policyjnych szczeblach. O wiele bardziej wolałem jak to była lekka przygoda ze skarbami...

OCENA 3.5/6

Najlepszy odcinek - Friday Night Lights 4x5
Najgorszy odcinek -Suburgatory 1x21

niedziela, 8 września 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #49 [02.09.2013 - 08.09.2013]

Nowy sezon coraz bliżej i to mnie przeraża. Tyle nowych odcinków, powrót starych seriali, a przecież człowiek chciałby jeszcze obejrzeć jakiegoś starego klasyka i nadrobić kilka produkcji z którymi jest do tyłu. Nie mam pojęcia jak w drugiej połowie września znajdę czas na to wszystko, ale trzeba go będzie jakoś wygospodarować. Najwyżej się nie będzie spało. Sen jest przereklamowany, przecież tyle odcinków można obejrzeć przez ten czas. 

Breaking Bad mocarnie finiszuje. W sumie podziewałem się czegoś takiego, ale i tak każdy odcinek oddziałuje na mnie emocjonalnie. Szkoda, że to jeden z niewielu seriali, które są do tego zdolne. Niestety nie udało się to w pełni Lutherowie. Premiera 3 sezonu wypadło zaledwie bardzo dobrze, ale od tego serialu oczekuje więcej. Po początkowym zauroczeniu The Shield dalej jestem zdania, że serial zasługuje na moje TOP10, ale daleko mu do The Wire i Breaking Bad. W sumie ma jeszcze trochę czasu by mnie przekonać do siebie, ale wątpię żeby dorównał ww. serialowym gigantom. Niestety nie ta liga. Ciekawe jak w porównaniu do nich wypada jeszcze Mad Men, The Sopranos, Deadwood, Carnivale, Oz... tyle do nadrobieniu, a tu zaraz wróci Sons of Anarchy i kolejna godzina mniej z głowy w tygodniu. 

Całkiem niespodziewanie pojawiła się w internecie premiera 3 sezonu Homeland. Miesiąc przed premierą! Ściągnąłem, miałem obejrzeć, ale wykalkulowałem, że się nie opłaca i usunąłem. Nie dość, że brak części efektów specjalnych to jeszcze musiałbym czekać niesamowicie długo na dalszą część.Tyle wytrzymałem, wytrzymam i jeszcze troszkę by w pełni cieszyć się serialem. Mam tylko nadzieje, że będzie lepiej niż ostatnio. 

Jak zwykle w podsumowaniu kilka odcinków Dark Shadows. Niby mało czasu, ale jakoś wlatują kolejne epizody tej telenoweli. Do 70 na pewno obejrzę. Więcej nie mam na dysku więc będzie to dobry moment na coś innego. Pretendentem jest pierwszy sezon Mighty Morphin Power Rangers. Tak lubię takie starocia i dobrze mi z tym.

Wbrew pozorom nie zapomniałem o pisaniu recenzji całych sezonów. Po prostu stwierdziłem, że odrobinę mija się to z celem bo w gruncie rzeczy w większości powtarzam się z tygodniowych podsumowań. Dlatego następnym razem pojawi się zbiorczy post z kilkoma serialami opisanymi bezposilerowo dla tych, którzy nie zaglądają tutaj. Trochę tego się nazbierało więc będzie konkretnie i bez lania wody. Chyba, że będę chciał sobie trochę popisać.

UWAGA NA SPOILERY

 Breaking Bad S05E12 Rabid Dog
- i tym razem na prawdę spokojny odcinek gdzie niby nie ma akcji, ale i tak się sporo dzieje. Do tego ładna konstrukcja epizodu, która wzmaga zaciekawienie.
- Walt został podstawiony pod ścianą i uległ presji otoczenia. Nie chcę wysyłać Jessego na Belize, nie uważa, że ma wściekliznę, ale podejmuje drastyczne kroki za namową Saula i Sky. Strasznie emocjonująco wyszły te sceny gdy oni mówią mu żeby zabił Pinkmana. A on mimo, że zrobił tyle złego nie chcę tego dokonać bo w jego pokręconej głowie wciąż jest między nimi więź. Niby używa tej manipulacji, ale tak bardzo wmówił sobie, że to dla dobra Jessego, że w to nawet wierzy. Telefon do Todda na końcu zaskakujący, ale mam przeczucie, że będzie chciał to jeszcze jakoś odkręcić
- po kilkunastu minutach pokazano co działo się w domu Waltera i jednak Jesse się nie rozmyślił. Musiał zostać przekonany przez Hanka, który trafił do niego w właściwym momencie. Mocna scena w domu i w końcu poddanie się. Trochę szkoda, że spowiedź Jessego została w tak normalny sposób pokazana. To w końcu Breaking Bad i miałem nadzieje na jakieś charakterystyczne ujęcie w tym momencie i nietypowy sposób zaprezentowania wyzwania. Nic z tego. Dobrze jednak, że to się stało. I Jesse ma racje - to jego słowo przeciw słowu Walta. Praktycznie nic to nie znaczy bez dowodów. 
- wrażenie na mnie wywarły sceny z Marie. Pierw u terapeuty, a potem w domu z Jessem. Niby na rozluźnienie, ale tutaj nic do końca takie nie jest, zawsze jest to drugie dość pesymistyczne dno. Również Hank dostał trochę czasu. Czasu w którym straciłem część sympatii do niego. Rozumiem to że jest wkurzony po tym jak odkrył, że jest wykorzystywany przez Waltera, ale teraz robi dokładnie to samo w stosunku do Jessego. Używa go jako narzędzia do spełnienia swoich planów. Zepsuje się trudno, nie zepsuje będzie mógł odłożyć na półkę i zostawić w spokoju. Zero empatii tylko czyste kalkulowanie. Dobrze, że Jesse ma jeszcze coś do powiedzenia i zdecydował się to rozegrać po swojemu
- na koniec o scenie, która zrobiła na mnie największe wrażenie - Walt Jr. pocieszający ojca. Niby jeden z najspokojniejszych momentów odcinka i nic nie znacząca scenka, ale serce się człowiekowi kraja jak zda sobie sprawę ze wszystkich implikacji. Bezgraniczne zaufanie syna i ojciec go wykorzystujący zastanawiający się nad kolejnym morderstwem osoby do której ma stosunek paternalistyczny. Rodzi się też współczucie gdy pomyśli się co będzie się działo z juniorem gdy ten dowie się kim tak na prawdę jest jego ojciec i do czego jest zdolny

OCENA 5/6

Dark Shadows - Beginnings Episode 39/209
- kłótnia Rogera i Sama wygląda jak te z podwórka z małymi dziećmi. Zrobisz to bo ja tak mówię, a on że nie potrafi. Śmieszne to trochę. Ciekawiej się jednak zrobiło jak Roger znowu zaczął mu grozić śmiercią. Chyba jednak Sam zginie, a jeśli nie to i tak treść listu się pojawi 
- co takiego Bill kombinuje? Czy na pewno jest w stanie poświęcić Rogera? I kim jest ten człowiek z którym rozmawiała Elisabeth? Namnożyło się sporo pytań

Dark Shadows - Beginnings Episode 40/209
- Bill przypadkiem dowiaduje się o powiązaniach między Rogerem, a Samem, szkoda, że bez szczegółów. I jak to zwykle bywa - droga do prawdy przez alkohol. Teraz powinien rozpocząć swoje własne śledztwo i grzebać dalej.
- u Caroline i Burta dalej to samo. Trochę się to już nudne robi, dobrze że ona wciąż urocza

Dark Shadows - Beginnings Episode 41/209
- ile tu się rzeczy ostatnio dzieje. Zupełnie jakbym oglądał jakiś inny serial. Trochę szkoda, że przez to David został odsunięty na dalszy plan, ale jak powróci to z hukiem
- współczuje Samowi. Jest ogromnie zaszczuty, niemal każdy ma do niego jakieś pretensje i coś chcę. Nie zdziwię się jak popełni samobójstwo, ale coś głupiego u Elisabeth
- doszedł jeszcze jeden wątek. Na razie ledwie wspomniany, ale pewnie również będzie miał istotny wpływ - problemy finansowe Rogera.  

Dark Shadows - Beginnings Episode 42/209
- no niestety, spotkanie Sama z Elisabeth nic nie wniosło do fabuły. Tylko jeszcze raz pokazano jak bardzo jest on roztrzęsiony i jego życie chyli się ku upadkowi. Szkoda, że na drastyczne zmiany trzeba jeszcze czekać
- u Burta trochę więcej. Zajmuję się finansami Collinsów i ma plany ich wykupienia - nic czego nie wiadomo. Do tego jeszcze spotkanie z słodką i naiwną Caroline. Kiedy ona w końcu przejrzy na oczy, że jest bezwzględnie manipulowana?  

Dark Shadows - Beginnings Episode 43/209 
- teoretycznie mało się działo, ale cała intryga i relacje między postaciami z odcinka na odcinek robią się coraz bardziej poplątano. Jeszcze Joe został w to wplątany, będzie niedługo iskrzyć na linii Victoria/Sam, a Bill powinien podjąć trudną decyzję. Dzieje się i całkiem niespodziewanie wypływają nowe fakty - wszystko zaczęło się od wypadku samochodowego Burta, Rogera i jego żony. Myślałem, że będzie to coś bardziej dramatycznego, ale w końcu nie znane są jeszcze wszystkie fakty  

Dead Like Me S02E05 Hurry 
- znowu z błahej rzeczy zrobiono główny wątek odcinka. Tym razem ulotność czasu i różne sposoby jego percepcji. Nie zdawanie sobie sprawy jak szybko ucieka i jaka jest nieudolna pogoń za nim. Gdy spojrzy się na mijające wskazówki i nad tym zastanowi jest już za późno. Lubie te monologi George bo można w nich znaleźć sporo analogii do własnego życia
- i jeszcze takie ludzkie były sceny na poczcie. Długie kolejki, pokręceni ludzie i osoby wpychające się przed nas. I mądrość życiowa Ruba. Brawo! Wątek z listem z przeszłości smutny mimo, że wiele o nim nie wiadomo. Znowu ten czas, zabójca wszystkiego
- u Daisy znowu smutno. Czasem ten serial potrafi być na prawdę przygnębiający. Jasne, jest dużo humoru opartego na postaciach, ale puenta jest zwykle depresyjna. Tym razem facet popełniający samobójstwa. U Masona analogicznie - wesołe przygody  na koniec zdanie sobie sprawy jakie to nędzne życie i co on w ogóle robi

OCENA 4/6

Luther S03E01 Series 3, Episode 1
-lekkie rozczarowanie mimo, że to wciąż świetny serial. Spodziewałem się czegoś mocniejszego i mroczniejszego, a dostałem dość przeciętnie zapowiadającą się sprawę. Przynajmniej tak to teraz wygląda. Kolejny morderca, którego się nie będzie pewnie pamiętać. Sceny jak podchodzi ofiary i się z nimi rozprawia są jak najbardziej klimatyczne, ale nic poza średnią serialu. Równie dobrze mógłby to być odcinek jakiegoś innego procedurala. Co najgorsze ta sprawa jeszcze będzie się toczyć przez najbliższy odcinek...
- druga sprawa to morderstwo, które John postanowił puścić płazem. I tutaj jest o wiele lepiej. Na prawdę mocne sceny i dwuznaczna moralność. Efekt po zabawie sokowirówką czy scena w kuchni robiły wrażenie i działały na emocje. Tutaj akurat jestem ciekaw co dalej
- jeśli chodzi o samego bohatera to tutaj nie ma się w większości do czego przyczepić. Szkoda, że Alice nie ma, ale sam John też daje rade. Wciąż jest styrany życiem, samotny i działający według własnego kodeksu moralnego. Jeszcze śledztwo przeciw niemu powinno mu nadać sporo charakteru i zaprowadzić w nieodkryte rejony jego osobowości. Mam nadzieje, że serial będzie odpowiednio odważny w tym aspekcie
- nie podobał mi się jeszcze tani dramatyzm, szczególnie podczas drugiego morderstwa. Nieszczęśliwy zbieg wypadków, przypadek, irracjonalne zachowanie jak z tanich horrorów. Słabo to wyszło. Tak jak niektóre fragmenty podczas śledztwa przeciw Johnowi czy jego pierwsze spotkanie z nową dziewczyną. Grubymi nićmi to wszystko szyte

OCENA 4.5/6

Suburgatory S01E20 Hear No Evil
- nic mnie nie roześmiało w tym odcinku. Był tragiczny. Szkoda, że taki słaby poziom się utrzymuje bo w środku sezonu było przyjemnie, a teraz pałam niechęcią do każdej z postaci. Nawet Tessy. To ona miała być ostoją normalności w Chatswin i wyśmiewać te wszystkie schematy, a okazało się, że idealnie się wpasowało. Tylko, że to nie jest śmieszne
- najgorzej wypada wątek Eden. Jest taki nienaturalny, że tylko zgrzytam zębami. Przecież George zupełnie do niej nie pasuje. Zachowanie Noaha i Jill również irytuje i niczego specjalnie nie wyśmiewa mimo, że ma takie ambicję. Przerost ambicji nad umiejętnościami
- wątek Lisy mnie nie interesuje, ale idę o zakład, że to Ryan jest z surogatki, jeśli w ogóle coś takiego będzie miało miejsce

OCENA 2/6

Suits S01E12 Dog Fight
- cliffhanger finału można było już przewidzieć w pilotowym odcinku. Typowe zagranie, które nie jest ani trochę emocjonujące. Bo przecież Mike i tak wróci do współpracy z Harveyem i za góra 3 odcinki wszystko będzie o staremu by następne trzęsienie nastąpiło przed dłuższą przerwą. Takie to typowe
- po całym sezonie dochodzę do wniosku, że nie lubię Mike'a. O ile do jego relacji z Harveyem nie mam zastrzeżeń tak tracę do niego całą sytuację gdy próbuje załatwić jakiś swój problem. Boi się prawdy i szczerej konfrontacji, jego życie uczuciowe jest w rozsypce i jest okropny w ocenianiu charakterów. Nie wiem może na przestrzeni kolejnych serii się zmieni, ale we mnie wzbudza on tylko irytację
- sprawa całkiem interesująca. Do czasu. Występ w sądzenie ok, mało emocjonujący, brakowało dobrych dialogów, reszta dziejąca się w okół tego o wiele lepsza. Rozwiązywanie śledztwa i stawianie czoła kolejnym problemom. Szkoda tylko, że wszystko się dobrze skończyło... Czekałem tylko na dramatyczną końcówkę. Marzyło mi się, że bohaterowie go unieważniają i gdy chcą mu przekazać dobrą wiadomość okazuje się, że popełnił samobójstwo. I wtedy serial wiele zyskał by w moich oczach
- narzekam i narzekam, ale to wcale nie był zły odcinek. Typowy w konwencji Suits z odniesieniami do klasyki filmowej. Za to serial będę zawsze chwalił. Nie zabrakło też humoru i Donny. Donna to zawsze zaleta.

OCENA 4/6

The Shield S03E04 Streaks And Tips
- znowu to zrobili - zestawili dramatyczne wydarzenia z tymi pełnymi humoru. Z jednej strony występ golasów, a z drugiej wypadek, być może, że nawet śmiertelny, Tevona. I nic tego nie zapowiadała. Kolejne słowne przepychanki w odcinku między nim, a Shanem to standard tylko, że teraz doszło do rękoczynów. Wszystko pokazane w sposób naturalistyczny, krew i odkształcenia na twarzy już po kilku ciosach, szalejąca kamera i dewastacja mieszkania i mocny akcent z Marą. Perfekcyjna realizacja co przyniesie długotrwałe konsekwencje. Dla wszystkich
- ciekawy zrobił się wątek Juliena. Nie dość, że ostatnio nadużywa przemocy to jeszcze kłóci się z żoną. I okazuje się, że tego przyczyną jest to, że nie może dać jej dziecka. Dramat postaci, bo nie dość, że były gej, który chcę uzyskać potomstwo z kobietą to jeszcze jest kreowany na samca alfa.
- śledztwo dobrze poprowadzone, kilka zwrotów akcji, powrót znanej postaci (Denna mogłaby jeszcze wrócić)  i wypełnianie tego dodatkowym śledztwem w sprawie zatrucia. Nieudany popis Dutcha i efektowne rozwiązanie sprawy przez Wyms. No ciekawe co takiego ten dziennikarz napisze

OCENA 4.5/6

The Shield S03E05 Mum
- co za mocny odcinek. Chyle czoła przed tym kto go skonstruował, głównie ze względu na końcówkę bo niemal wszystko to co się działo przez 40 minut miało jeszcze uwydatnić szok Acevedy. Scena gwałtu była niespodziewana niemal z niczego i przez zupełnie podrzędnych i nic nie znaczących oprychów. Niesamowicie mnie zszokowała i jestem pod wrażeniem popisu aktorskiego Benito Martineza. Jego szok i obrzydzenie zostały tak zagrane, że mu się autentycznie współczuło
- powróciła sprawa gwałciciela staruszek. Jakby jedno przestępstwo w odcinku było mało. Dalej detektywi stoją w martwym punkcie i nie ma się co dziwić kobietą, że się nie chcą przyznać. Mocna scena na końcu jak jedna z nich myślała o samobójstwie po tym co się stało. Smutne było też to, że całe śledztwo Wyms i Dutcha niemal bezcelowe bo kapitan nie zgodził się na badanie. Swoją drogą fajne narzędzie statystyczne, pobawiłbym się takim, ale podejrzewam, że kasa idzie dla specjalisty bo w obsłudze nie jest raczej trudne
- Tevon jednak przeżył, ale ma uszkodzony mózg, Shane oczywiście do niczego się nie przyznaje. Będą z tego jeszcze kłopoty. Sprzątanie domu nieźle pokazane, ciekawe kto pierwszy nie wytrzyma napięcia - Mara czy Shane i zacznie gadać.
- kasa wypłynęła i może to narobić niezłych kłopotów Strike Team oraz Dagurowi. Czekam na więcej i mam nadzieje na przyśpieszenie trochę sprawy bo strasznie wolno toczą się wątki w tej serii

OCENA 5.5/6

The Shield S03E06 Posse Up
- Aceveda dalej nie może się otrząsnąć po ostatnich przeżyciach i nie ma się co mu dziwić. Pytanie tylko jak to dalej będzie na niego wpływało. Problemy z żoną na pewno, ale czy w pracy? I kiedy wypłynie zdjęcie? Bo przecież musi, inaczej by nie było robione.
- Strike Team włamujące się do sejfu kapitana na posterunku policji? I podobno trudno było obrabować pociąg z forsom ormian. Teraz się zaczną problemy.
- śledztwo w sprawie zabójstwa żony policjanta ciekawe. Jasne, była typowa solidarność mundurowych, ale też zakończenie bez happy endu. Trochę szkoda bo oczekiwałem czegoś więcej np. Julien zabija podejrzanego, a winnym okazuje się Tommy. Bardziej by pasowało do serialu. Jednakże ciesze się, że spowodowało to kilka scen Julien/Vick
- o wiele lepszy jest dla mnie wątek seryjnego gwałciciela. Dutch na konferencji prasowej sobie nie radził, powiedział za dużo i potem trzeba było się z tym uporać. Trochę dziwne, że to Wyms nie występowała. Liczę, że to śledztwo będzie się jeszcze trochę ciągnęło
- Vick zazdrosny o "romans" Corrine. Jakie to przewidywalne... już kilka odcinków temu można było dojść do tego wniosku.
- Shane jako gej był jednym z śmieszniejszych elementów odcinka. I jeszcze ta nić porozumienia z innymi i zgrywanie się z niego przez resztę ekipy

OCENA 4.5/6 


Odcinek tygodnia - The Shield 3x5
Wpadka tygodnia -  Suburgatory 1x20

niedziela, 1 września 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #48 [26.08.2013 - 01.09.2013]

SPOILERY



Breaking Bad S05E11 Confessions
- nie mam pojęcia jak Vince Gilligan to robi, ale po raz kolejny dostarcza niesamowity odcinek. Przez 40 minut opierający się na dialogach i oferujący na koniec niesamowity zwrot i pędzącą akcję. Oczekuje na kolejną manifestację jego geniuszu w postaci nowego serialu. I ogromnie nie chciałbym żeby to był spin-off z Saulem
- ale o odcinku. Tytułowa spowiedź była jednak nie taka jakiej oczekiwałem. Jesse nie wyśpiewał wszystkiego Hankowi. To by było zbyt proste. Walt też się do niczego nie przyznał tzn. przyznał się i wykreował całkiem nową rzeczywistość. Utkał misterną pajęczynę korzystając z starych elementów i złapał w nią Hanka. Postawił go w kropce, nie może już nic zrobić. Walt jak zawsze dwa kroki przed wszystkimi. Zapewnił sobie trochę spokoju dzięki kłamstwu i manipulacji w czym jest mistrzem. Jednak to nie było jego jedyne kłamstwo. Zatrzymał Juniora, powiedział, że chcę mu wyznać prawdę i zaczął nim manipulować. Własnym dzieckiem! To się na nim zemści. Musi.
-Jesse szybko wydostał się z aresztu, Saul niezawodny. Szkoda bo za szybko minęła ta scena z Hankem. Jednak dobrze, że do tego doszło w tym odcinku bo pokazano niesamowitą rozmowę na pustyni. Ach ta pustynia z Breaking Bad! Pająk na początku mógł zwiastować śmierć Jessego, tak jak chłopca na rowerku. Nic z tego. Chociaż była o tym mowa. Strach, zwątpienie i zrezygnowanie, wyznanie prawdy i chęć jej poznania z jednej strony i pewność siebie, zdecydowanie i perfekcyjna manipulacja. Walt gra na Pinkmanie jak chcę. Tuli go jak ojciec i przez to nim manipuluję. Tak jak jego własny syn również i Jesse jest narzędziem do osiągnięcia celu. Dawniej można było dostrzec szczere relację ojciec-syn między tą dwójką, teraz było to wyrachowane zagrania
- końcówka z Jessem wprowadziła do odcinka też akcję. W końcu odkrył kto jest odpowiedzialny za otrucie Brocka. Walta znowu po dupie kopie przeszłość. Może tym razem to nie jego błąd, ale konsekwencję są poważne i zmieniają dynamikę w serialu. Zrezygnowany Pinkman przeistacza się w ogarniętego furią mściciela. Czy to on zdewastował dom Heisenberga z pilotowego odcinka sezonu 5B? Czy może zostanie powstrzymany? A może sam zrezygnuje? Jak wygląda dalsza część jego planu? Ma takowy czy działa tylko pod wpływem emocji, a dalej wróci w stan apatii? Czy by zemścić się na Walcie zostanie kapusiem? Prędzej rozegra to na własną rękę, ale dobrze na tym nie skończy. Czy może skończy? Czy z jednej strony będzie to historia o degeneracji i zatraceniu, a z drugiej odkupieniu i znalezieniu właściwego życia? Podobała by mi się taka dychotomia zakończenia.
-nie można zapomnieć o Skye w tym odcinku. Z jednej strony nie odegrała wielkiej roli, ale to był niesamowicie ważny epizod dla tej postaci. Wiernie stała u boku męża, nie skarżyła się i z nim współdziałała. Nie komentowała, była na drugim planie. Tylko czy na pewno? Pokazanie jej zamyślenia w pracy musiało mieć jakiś cel i na pewno nie było nim tylko martwienie się o przyszłości. Pole do interpretacji stanowi scena gdy Walt wchodzi do biura i mówi jej, że udaje się na chemioterapię. On stoi w cieniu i niewyraźna sylwetka, a ona nie dość że w świetle to jeszcze na biało. Może to naiwna symbolika, ale pasuje do serialu gdzie kolory zawsze odgrywały istotną role (np. Marie zawsze na fioletowo), a przywiązanie do detali doprowadzono do miana sztuki. Czy ona się zacznie teraz od niego oddalać i nie może znieść jego mroku? Czy może wpuszcza coraz więcej cienia do swojego niewinnego życia?
- pierwsza scena pokazywała Todda i dalszy ciąg wydarzeń z poprzedniego epizodu. Interes Lydii wraca do Nowego Meksyku, a to może oznaczać niebieską metę na ulicach Albuquerque. Czyli narkotykowy interes znowu wpłynie na życie Walta. Niewyparzona gęba Todda też może mieć z tym wiele wspólnego. Czy sprawą zainteresują się też Czesi? Czy będą chcieli poprawy jakości i Walt jakoś zostanie zmuszony do powrotu? Na razie ten wątek jest marginalny, ale przecież jeszcze 5 (tylko!) odcinków do końca i wiele może się zmienić. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to jakie tempo zostało narzucone i co odcinek jakieś rewelację 
- jeszcze o tym nie pisałem, ale muzę pochwalić aktorstwo. Mistrzostwo! Jeśli ktoś z obsady nie dostanie Złotego Globu albo Emmy to bojkotuje te nagrody. A najlepiej jakby każdy z aktorów dostał specjalnie zrobioną dla niego statuetkę honorową. Mimika twarzy Hanka i Marie oglądających wyznanie winy Walta była perfekcyjna. Drgające mięśnie, desperackie spojrzenie i niemal nieruchoma sylwetka przez całą emisję nagrania. Jest też Saul, wypluwający kolejne słowa z niesamowitą częstotliwością i jąkający się gdy Pinkman do niego mierzy. Są też główni aktorzy tego przedstawienia Aaron Paul i Bryan Cranston. Napisać, że grali perfekcyjnie to jak stwierdzić, że słońce wstaje o wschodzie i znika o zachodzie. Styrane twarzy, zmęczone spojrzenia, te nieznacznie rzucane żarty (Hello Kitty?! Seriously?) i reakcja na dramatyczne słowa (Why don’t you just kill yourself?). Zresztą co ja będę pisał. Ten kto widział pokiwa tylko głową na potwierdzenie
- trochę się rozpisałem, a przecież odcinek stanowi tylko wstęp do nadchodzących wydarzeń. Buduje fundamenty pod to co ma się dopiero zdarzyć i jakby komuś nieznającemu tła go puścić by usnął ze znudzenie. Jego strata. Dla mnie to kolejny objaw geniuszu Gilligana i jego ekipy.

OCENA 6/6

Dark Shadows - Beginnings Episode 31/209
- sprawa części się wyjaśniła. Burt ma piekielną zdolność manipulowania ludźmi. I wszystko dzieje się po jego myśli. Zbliżył się do Davida i oddaliła ojca od syna. Perfekcyjne zagranie. Roger za to wybucha co raz gniewem i nie wie już w co wierzyć
- Victoria się doigrała. Mały diabełek poprzysiągł swoją zemstą i zapewne będzie ona dotkliwa i się powiedzie. Burt ją przed tym jeszcze ostrzegł co będzie dla niej jeszcze bardziej przerażające. Czekam aż wpadnie do niego na kolację i zostaną odkryte kolejne tajemnice z jej przeszłości

Dark Shadows - Beginnings Episode 32/209
- no nieźle - szeryf sam wpadł na trop Davida. Nie sądziłem jednak, że mają tak zaawansowaną technologię w latach '60. Co ciekawe teraz zaczęła go bronić Elisabeth i przez nią upadła sprawa. Tylko czy szeryf w to uwierzy? I czy prawdą jest, że nie jest on dzieckiem Rogera? Trochę się namieszało, ale to bardzo dobrze przynajmniej coś się dzieje.  

Dark Shadows - Beginnings Episode 33/209 
 - pijany Joe - tego się nie spodziewałem. Wątek wzięty z kapelusza, ale niech będzie, David o tej porze pewnie już śpi. Szkoda, że teraz szykuje się zwolnienie i takie zapychacza, ale może nie będzie tak źle. Joe ładnie powiedział prawdę Caroline i Elisabeth, a potem poszedł spać. Biedaczek będzie tego żałował następnego dnia
- Victoria spotkała się z Burtem. Oczywiście tak wyglądał cliffhanger. Przy dobrych wiatrach w następnym odcinku dojdzie do rozmowy. Kłamstwa czy prawda wypłynie z usta Devlina? Najpewniej manipulacja  

Dark Shadows - Beginnings Episode 34/209
- pijany Joe dalej zabawny. Szkoda, że przez większość czasu taki nie jest. Dobre sceny z Caroline, która co dziwne wcale się na niego nie obraziła i dość lekko to przyjęła. Jednak prędzej czy później jakieś konsekwencję będą, zwłaszcza że doszło jeszcze do jego spotkania z Victorią
-  Viki u Burta i znowu niczego się nie dowiedziała. Trochę to już nudne...
- ostatnio na niezwykle interesujący spoiler trafiłem - Caroline zostanie wampirzycą! Nie mogę się doczekać tylko boję się, że dojdzie do tego za jakieś 500 odcinków...

Dark Shadows - Beginnings Episode 35/209
- Caroline nadzwyczaj szybko dowiaduje się o kolacji Victorii i Burta. Zupełnie jak w jakimś innym serialu. I oczywiście jest zazdrosna póki się wszystko szybko nie wyjaśnia. Dobrze, bo lubię te ich siostrzane relację. David na końcu upiorny. Czekam na jego ruch
- serial wprawdzie oglądam tylko jednym okiem, ale zauważyłem, że zmienił się aktor grający Sama i to na niekorzyść. Jakiś zbyt pewny siebie był w rozmowie z Burtem, brakowało mu wahania. Oby szybko zginął.

Dark Shadows - Beginnings Episode 36/209
- Victoria wyprowadzająca się z Collinswood? To mogli mnie zaskoczyć. Niestety Elisabeth ją przekonała. Trochę śmieszne są jej słowa, że tak bardzo się zżyła z nią skoro minęły jakieś 4 dni od jej przybycia. Oczywiście nie wyjawiła też dlaczego ją sprowadziła. Niespodziewana też była końcówka jak Roger narzeka na dom i spuściznę rodu. 
- sceny Rogera z Samem nudne. Po raz kolejny się kłócą i nic nowego nie wypływa. Wiadomo, że mają wspólną historię związaną z procesem, ale jakoś niezbyt chcą o niej mówić co jest już irytujące

Dark Shadows - Beginnings Episode 37/209
- Sam napisał list typu "do otworzenia jakby coś mi się stało" więc oczywiste jest, że zaraz zginie. Tym bardziej, że Victoria podsłuchała jak Roger mu groził przez co zbudzą się w niej kolejne podejrzenia. Jednak jego śmierć może przynieść wiele dobrego, zwłaszcza jak Maggie przeczyta ten list. 
- co za przerażający płacz dochodzący z piwnicy. Dark Shadows w końcu zaczyna straszyć. Klimatycznie wypadło przedzieranie się Victorii przez mroczny dom i dotarcie do źródła dźwięku. Potem jeszcze rozmowa  Rogerem, który przyznał się, że też to słyszy i nie są to jej żadne przewidzenia.

Dark Shadows - Beginnings Episode 38/209
- oczywiście, że płacz z piwnicy został zbagatelizowany. Wszyscy o nim wiedzą, ale nikt się specjalnie nie przejmuję. Victoria się martwi, ale tylko ona. Szkoda, że Caroline powiedziała, że słyszy go od dziecka. Miałem nadzieje, że chowają tam żonę Rogera. To byłby upiorny twist
- i jak tu lubić Elisabeth skoro jest taka bezwzględna i by chronić rodzinę wykorzystuję oddanego pracownika. Jakby nigdy nic powiedziała, że wypadek to wina Matthew, a on się zgodził dla niej kłamać
- sceny Caroline  Burtem jak zwykle uroczo naiwne. Burt czytający Hrabiego Monte Christo i Caroline sobie z tego żartująca nawet nie wie jak blisko była prawdy.

Dead Like Me S02E04 Shallow End 
- bardzo, ale to bardzo podobała mi się opowieść George o jej dzieciństwie i tym co ją zdefiniowało. Przez całe życie podejmujemy wybory na zasadzie czy chcemy być lubiani czy czuć się dobrze z samym sobą. Żaden z nich nie jet idealny i przynosi ze sobą negatywne konsekwencję. Przeszłość określa naszą teraźniejszość i nigdy nie jest ona różowa. Znowu też George mówiła o dystansowaniu się od rzeczywistości tylko tym razem przez despotyzm. Po z dala od ludzi jest łatwiej żyć
- historia Theo był dobra. Człowiek chcący zobaczyć swój pogrzeb by przekonać się jak o nim mówią, ale tak na prawdę tęskniący do zmarłej żony. Wzruszające i prawdziwe
- bardzo też mi się podobał wątek niedoszłego transwestyty klnącego na Boga i oczekującego znaku. Ta scena w kościele trochę przypominała tą z The West Wing gdzie Bartlet bluźni na Boga. Może nie posiadała tej samej mocy, ale pokazywała to samo. W chwilach zwątpienia człowiekowi najłatwiej wyzywać
- oczywiście nie zabrakło też humoru. Panikujący Mason, chamska George i absurdalne sceny śmierci

OCENA 4.5/6

Suburgatory S01E19 Entering Eden
- oj nie, to było złe. Najlepszy element odcinka to żartująca lekarka pojawiająca się na kilka sekund. Reszta była tragiczna. Już pomijając to, że nie było śmiesznie masa innych elementów wkurzała. Romans Georga z Eden jest tak naciągany, że nawet w tej konwencji mi ciężko w niego uwierzyć. Para gejów wyszła koszmarnie przerysowana i niby tak miało być bo na tym polega urok tego serialu tylko co z tego skoro nawet temu nie udało się mnie rozbawić. Podczas pościgu się parę razy uśmiechnąłem, ale był za długi i zbyteczny. Szkoda.
OCENA 2.5/6

Suits S01E11 Rules of the Game
- jakiś kilkuodcinkowy wątek się pojawił. Szkoda, że akurat jak się sezon kończy... Odgrzebywanie starej sprawy przez Harveya może być interesujące głównie dlatego, że jest w finale. Liczę na jakieś poważniejsze konsekwencję poprowadzenie tego po łebkach. Sam wątek przeszłości mógł być. Nic specjalnie dramatycznego. Rezolutna sekretarka Donna, która wie wszystko najlepiej uratowała tyłek szefa. Nie żebym na to narzekał zbytnio bo ona wprowadza mnóstwo pozytywnego humoru, ale to było takiego oczywiste
- już nie mogę patrzeć na Mike'a jak się miota między dwiema kobietami. Dobrze, że na końcu wygarnął Rachel że się do niego klei, ale zdecydowanie zbyt późno. Podwójna randka to taki głupi i naiwny pomysł...
- pojedynek z Luisem najlepszym momentem odcinka. I Mike jako nagroda. Jego zdanie oczywiście się nie liczyło. Podobało mi się też jak to rozwiązano. Dobra sprawa, acz nie było czuć jej ciężaru.

OCENA 4/6

The Shield S03E01 Playing Tight
- Vick i Strike Team mają działać legalnie? Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić. I jak widać długo w tym postanowieniu nie wytrzymali. Jednak tyko trochę nagięli prawo i skutek był zadowalający - przymknęli handlarza bronią. Tylko, że narobili sobie też kłopotów bo wybuchła wojna gangów, albo przynajmniej nasili się konflikt. Jak zwykle konsekwencje czynów
- kasa z pociągu leży sobie bezpiecznie w schowku i czeka na lepsze czasy, a gdzieś tam z boku toczy się śledztwo jej dotyczące. Jednak shit hit the fan. Zdobycie pieniędzy było łatwe teraz zrobi się ciężej bo bohaterowie nie wytrzymają w wstrzemięźliwości. Shane już szata pieniędzmi by zaimponować dziewczynie. Vick niedługo zapłaci by kształcić dziecko. I śledztwo ruszy, a oni będą musieli zmagać się z nowymi kłopotami
- sprawa odcinka, jeśli tak o niej można powiedzieć dotyczyła bezstopych ormian. Widok ciał dość brutalny i ciekawe wątki bo wiążące się z pociągiem z forsą. I jeszcze wspomniano mojego ulubieńca. Szkoda, że Kurt Sutter nie pojawił się osobiście.
- urzekł mnie grecki wątek. Dutch wydzierający się, że jest amerykaninem i mają go słuchać oraz niechęć tamtejszej policji i w końcu ujście psychopaty. Mieli jego lokalizację, ale przez biurokrację nic z tego.
- szykuje się kolejny, jeszcze poważniejszy konflikt między Wyms, a Acavedą. Ona jednak tak szybko nie zostanie kapitanem, a on jednak próbuje coś zmienić podkradając jej pomysły.

OCENA 4.5/6


The Shield S03E02 Blood and Water
- oficjalnie był to dzień nieudany dla Vicka. Jednak tak na prawdę zrobił wszystko to co musiał. Może tylko nie odzyskał zaginionych pieniędzy, ale i to mu na dobre wyjdzie. Trochę szkoda bo przez to serial jest przewidywalny
- wojna między dwoma gangami dobrze poprowadzona i jeszcze Vick wykorzystał sprawdzoną metodę zaprowadzania pokoju - zamknął dwóch przywódców razem i kazał im się dogadać. Tylko tym razem mu się to udało. Ciekaw jestem jak ten wątek zostanie poprowadzony na przestrzeni całego sezonu, czy nastąpi eskalacja konfliktu czy może raczej spokój.
- Claudette jako dowódca nowego Decoy Squad i Strike Team - to będzie interesujące. Zapowiadają się kolejne konflikty i kłótnie
- Julien ma problem z przemocą, ostatnio jest niezwykle agresywny. Czy wiążę się to z jego stosunkami z żoną? Zastanawiający jest to że jeszcze jej nie pokazali w tym sezonie
- polubiłem nową dziewczynę Shane'a. Nie wróżę im długiego związku, ale lubię ją za to, że nie boi się powiedzieć tego co myśli i wygarnia prawdę Vickowi  

OCENA 4.5/6

The Shield S03E03 Bottom Bitch
- takie odcinki The Shield lubię. Brutalne, dosadne, pesymistyczne i nie pozostawiające złudzeń co do kondycji ludzkości. Nie zabrakło też humoru na rozluźnienie
- świat dziwek i alfonsów niezwykle realistycznie pokazany, dosadnie i bez uproszczeń znanych z innych produkcji. Aresztowanie prostytutek, próba przyskrzynienia alfonsa, średnio udany nalot i szereg mniejszych lub większych problemów. Co dziwne w to wszystko wmieszana całkiem udana współpraca z innymi ludźmi z Decoy Squad. Nie mogę się doczekać tarć między nimi do których musi dojść
- sprawa gwałtu na staruszce okrutna. Aż człowiekowi słabo się robi jak to ogląda. Ostatecznie śledztwo nie zostaje rozwiązane, główny podejrzany okazuje się niewinny po czym wychodzi i dokonuje gwałtu. Odważny scenariusz
- Danny nie może się odnaleźć zbytnio w pracy. Julien dla odmiany bryluje u kolegów. Szkoda, że tak mało miejsca dostają
- Vick znowu pokazał swoją mroczną stronę gdy puściły mu nerwy. Mocna scena jak grozi dziwce.
- Mara w ciąży - to było niespodziewane. Lubię ją i dobrze, że dłużej zostanie. Szczęśliwego zakończenia nie będzie, nie ten serial

OCENA 5.5/6