Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luther. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luther. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #168 [04.01.2016 - 10.01.2016]

SPOILERY

Luther S04E01 Episode 1
Luther wrócił. Przyjąłem to spokojnie, nie śpieszyło mi się w oglądaniu. I nie podejrzewałem, że potrzebowałem tego w moim życiu. Kapitalny odcinek. Duszna atmosfera z przerażającym mordercą. Powolne odkrywanie jego zbrodni, poznawanie kolejnych detali i śledzenie tego jak podgląda swoje ofiary. Odpychający typ i zgłębianie kolejnej ludzkiej dewiacji - seksualnego fetyszu na temat kanibalizmu. Obrzydliwy temat, a ogląda się go z ogromnym zaciekawieniem przez to jak został pokazany. Tylko szkoda, że tak mało było śledztwa i genialnego umysłu Luthera. Równie ważne było badanie domniemanej śmierci Alice Morgan. Dwa ciekawe wątki, które nie powinny być ze sobą zestawiono bo na tym tracą. Równie dobrze całość mogła być poświęcono jednemu z nich. Zamiast tego jest niepotrzebna kumulacja wydarzenia i John lata między dwoma śledztwami. I tutaj fajna scena, z jednej strony chcę by działać zgodnie z regulaminem, a z drugiem sam porywa człowieka, który może coś wiedzieć o zniknięciu Alice. Wybuchy złości Idrisa Elby dalej ogląda się wyśmienicie. Niestety nie mogę tego powiedzieć o bohaterce Rose Leslie. Ja ją bardzo lubię, dobrze gra i w tym serialu, ale postać niedomaga scenariuszowo. Chodzi za swoim partnerem, chodzi z Johnem i nie robi nic konkretnego. Oby nie została dodana tylko po to by stać się kolejną ofiarą i podbić stawkę w finale.

OCENA 5.5/6

Luther S04E02 Episode 2
Rozczarował mnie finał tej historii. Od dwu odcinkowego eventu oczekiwałem więcej, bardziej druzgocących wydarzeń dla Luthera. Czegoś co by zmieniło jego życie, pełnych emocji scen i skomplikowanej  intrygi. Dostałem za to dość linearną historią, spójną opowieść o polowaniu na kolejnego psychopatę i wątek związany z Alice, ale nie do końca. Pierw jednak sprawa. Śledztwo było ciekawe, mroczne i niepokojące, ale finalna konfrontacja już nie bardzo. Ciekawie odwrócono schemat, teraz John musiał kryć kogoś agresywniejszego, ale finalna konfrontacja była najgorszą częścią polowań na kanibala. I czy brytyjscy detektywi nie posiadają broni czy olbrzymia wpadka serialu? Jedno i drugie nielogiczne. Sprawa śmierci Alice była fajna, póki nie okazało się, że całość to wielka ściema i powrót dawnej sprawy z życia Luthera. Niepotrzebne komplikowanie. Końcówka ma otwartą formułę więc czekam na kolejny special. Oby Ruth Wilson tym razem była dostępna.

OCENA 4.5/6

Scream Queens S01E03 Chainsaw
Trochę się pośmiałem, ale większość odcinka to uczucia zażenowania z powodu tego co oglądam. Dzieje się dużo, postacie rozmawiają ze sobą, jest flow. Tylko co z tego skoro to nie ma najmniejszego sensu i do niczego nie prowadzi? Całość wygląda jak kilka zszytych ze sobą scenek, które może będą tworzyły spójną całość. Czasem to działo, czasem nie. Nie rozumiem motywacji postaci i ich zachowania, dla mnie to wydmuszki służące do pokazywania zabawnych scen i tak mam zamiar to odbierać. Co mi się najbardziej podobała? Chyba nieudolne psychoanalizy Chada i przemowa Dziekan na stypie, która była zupełnie nie na miejscu. Zdarzały się czasem trafne teksty, ale kurde, za dużo muszę się męczyć by dobrać do mięska. Nawet mnie nie interesuje kto jest mordercą, a to bardzo zły znak przed odpaleniem następnego odcinka.

OCENA 3/6

Teen Wolf S05E11 The Last Chimera
Nie ukrywam, że lubię ten serial więc bardzo czekałem na powrót mimo chwiejnego poziomu ostatnimi czasy. I się rozczarowałem. Po pierwsze nie było recapa, te kilka scenek nic nie przypomniało. To niedopuszczalne przy miesięcznych rozstaniach. Potem wcale nie lepiej. Od razu sam środek akcji, wizje senne, flashforwardy, akcja zaczyna się tam gdzie ostatnio skończyło i szaleńczo galopuje od jednej sceny do drugiej. Nie ma czasu by odwrócić wzrok i poprawić na krześle. Co rusz jakaś rewelacja, powrót znanej twarzy, ktoś umiera, komuś kręcą dziurę w czaszce, rozszerza się mitologia i zapowiadany jest kolejny straszny przeciwnik. Pogubiłem się. Wciąż fajnie ogląda się sceny między postaciami zwłaszcza Stiles/Scott po ciężkim rozstaniu, ale jest ich za mało. Odcinek jest zmontowany niczym teledysk, akcja, akcja, akcja przerywana cięciami. Spokojnych rozmów jest zbyt mało, brakuje relacji między postaciami, a jak już ktoś dostaje trochę minut to są to osoby, które mnie nie obchodzą (Liam i Mason). Liczę, że serial szybo zwolni tempo i poukłada historię bo nie chciałbym by mnie zniechęcił do oglądania. Na razie dostaje ostrzeżenie.

OCENA 3.5/6

The Expanse S01E05 Back to the Butcher
Odcinek przejściowy, oszczędny w wydarzenia, ale z dużą  ilością ekspozycji. Nawet trafiły się trochę zbędne flashbacki. Rozczarował mnie też brak scen na Ziemi i szerszego spojrzenia na tragedię Donnagera. Zamiast tego powtarzanie o rzeczach, które już wiadomo. Pasiarze są źle traktowani, korporacje są be, śledztwo Millera jest ważne. Nie powiem by której sceny szczególnie zapadły mi w pamięci. Może te z załogą Canta na końcu? Na prawdę podobało mi się jak Holden cieszył się z znalezionej kawy lub ta leciutka nić porozumienia z Amosem gdy nadawali nową nazwę dla statku. Coraz bardziej lubię te postacie. Serial umiejętnie rozwija swoją mikro i makro skalę. Jestem pewien, że postacie, które wcześniej miały miej miejsca na ekranie dostaną go w przyszłości więcej.

OCENA 4/6

The Shannara Chronicles S01E01E02 Chosen
Nie miałem wielkich oczekiwań względem Shannary. Ucieszyła mnie wieść o heroic fantasy w telewizji, a trailery robiły kolosalne wrażenie. Jednak to stacja MTV, kierowana do amerykańskich nastolatków. Robili już dobre seriale (Teen Wolf), ale każdy kolejny produkt to wielka niewiadoma. Jak więc wypadło ich najnowsze dzieło? Znośnie. Lepiej niż oczekiwałem, a irytowało to czego się spodziewałem. Ogólnie podoba mi się, a w pewnym momencie złapałem się na tym, że jestem autentycznie ciekaw co dalej mimo popowej stylistyki.

Nie miałem styczności z książkami Terry'ego Brooksa. Oczekiwałem serialu w stylu Legends of the Seeker. Prostej przygodówki, z drużyną, questem i pojedynczymi sprawami na odcinek, które z głównym wątkiem nie mają wiele wspólnego. Jednak jeśli pilot jest wyznacznikiem stylu serialu to Shannara stoi spory kawałek od Miecza Prawdy. Wciąż trzeba powstrzymać Wielkie Zło, a losy świata spoczywają na barkach młodych bohaterów. Jednak całość została podana w bardzo strawny sposób. Bogata historia świata, mnóstwo nazw własnych, wydarzenia sprzed trzydziestu lat, które wpływają na obecne, tajemnice rzucane od czasu do czasu. Wszystko to w przesadzonej ekspozycji i kilku niepotrzebnych dialogach. Ale to działa, widać że świat jest ogromny. Walka nie toczy się tylko z Wielkim Złem, ale też są różne frakcję na świecie - trolle, elfy, ludzie, które zbytnio za sobą nie przepadają. Do tego kilka pojedynczych wątków, które mogą miło umilać czas. Przyciąga również historia świata. Mimo high fantasy całość dzieje się w post apokaliptycznej Ameryce przez co obok monumentalnych elfich budowli są obrośnięte roślinnością satelity lub zrujnowane mosty.

Co do bohaterów mam mieszane uczucia. Robotę robi Manu Bennett jako druid Allanon. Charyzmatyczny, mało mówi, a jak już rzuca ironicznymi żarcikami. Jest łącznikiem między przeszłością, a teraźniejszością, włada magią i łączy go konflikt z serialowym Sauronem. Umie też grać czego niestety nie można powiedzieć o nastoletnich aktorach. Większość z nich to słabo ociosane drewienka , którym scenarzyści każą wypowiadać smętne dialogi, lub nie obdarzyli ich zbytnio statystykami inteligencji. Na szczęście twist z drugiej połowy sugeruje, że wątki romantyczne będą mocno zredukowane. Mi podobają się jeszcze dwie żeńskie postacie. Księżniczka z poczuciem misji, która jest prawdziwą heroiną serialu i Eretria, tutejsza naciągacza, która całkiem nieźle sobie radzi w tym wrogim świecie i ma całkiem nieźle rozpisany osobisty wątek z konfliktem rodzinnym w tle.

Reżysersko są wzloty i upadki. Zacznę może od minusów. Jest chaotycznie, dużo skakanie po różnych miejscach, czasem zbyt szybko by jak najwięcej pokazać. Są też nudniejsze i nic nie wnoszące sceny. W niektórych momentach muzyka jest mocno chybiona. Raz przygrywa typowe fantasy, a raz wybijają popowo romantyczne kawałki. Rażą też wykonania niektórych miejscówek czy kostiumów.  Wrażenie robią szerokie plany. Nowa Zelandia ostatnio tak piękna była w Władcy Pierścieni. Cudowna wzgórza porośnięta lasami, piękne wodospady i wyschnięte pustynie. Źli wyglądają przerażająco, CGI budynków i efekty specjalne to wyższa serialowa półka, a dynamiczne sceny są nieźle wyreżyserowane. Oglądając to ma się wrażenie uczestnictwa w wydarzeniach, obecności w innym świecie. Póki serial nie przywali po twarzy plastikowymi dekoracjami I gdyby bohaterowie tak nie przypominali amerykańskich nastolatków co niesamowicie wybija z oglądania.

Odcinek został zakończony chamskim cliffhangerem co by zmusić widzów do powrotu. Ja bym i tak to zrobił. Wkręciłem się, jestem ciekaw co dalej, było mniej facepalmów niż się obawiałem, a o dobry znak na przyszłość.

OCENA 4/6

The Shannara Chronicles S01E03 Fury
Dwie godziny serialu minęły, a mi się wciąż podoba. Ma swoje głupotki, ale jako guilty pleasure działa doskonale. Oglądam piękne widoczki, niezłe efekty specjalne Manu Bennetta posługującego się magią i mieczem, a gra toczy się o ratowanie świata. Nawet lubię bohaterów i mam komu shipować. Willa nie trawię, ale Eretria i Amberle fajnie wypadają. Szczególnie razem na ekranie. No uformujcie już drużynę i wyruszcie razem w podróż! Chcę dalej oglądać ich docinki, niesforne zachowanie i Allanona robiącego za tatusia. Jestem dobrej myśli odnośnie przyszłości, nawet podobają mi się te chamskie cliffhangery i przerywanie sceny w połowie. Nie miałbym nic przeciwko gdyby stało się to znakiem rozpoznawczym serialu i zabawą z widzami. W Alias to działało. A jak fabularnie odcinek? Dużo się działo, serial dalej skaczę po różnych miejscówka, niespodziewanie wyskakują nowe postacie, ekspozycja i nadmiar nazw własnych przytłacza, ale to działo. Wciąga, a tego oczekiwałem. Tylko ta nieszczęsna muzyka...

OCENA 4/6

Utopia S02E06 Episode 6
Chyba miałem za dużo oczekiwania przed finałem bo teraz czuje rozczarowanie i niedosyt. To była świetna seria, która swoją kulminację miała odcinek temu. Może i teraz wydarzenia były donioślejsze i na globalną skalę, ale mi bardziej podobała się emocjonalna konfrontacja z 2x5. Tutaj za dużo czasy było poświęcono konspiracji i zabójcy, którego trzeba było powstrzymać przez co historię postaci trochę cierpiały. Jednak były świetne momenty i to przecież one zostaną zapamiętane. Szczególnie te z Wilsonem, który wyrasta na niesamowitego villina. Nie wiem, która scena była najlepsza - szantaż Dugdale'a, zabicie z zimną krwią Lee, narodziny Królika czy każda kolejna rozmowa z Ianem i Debbie.

Jak na finał musiały przydarzyć się wolty fabularne. Przejście Wilsona na ciemną stronę mocy nie było jedną z nich, to oczekiwana konsekwencja wydarzeń kształtujących postać. Nieoczekiwane zmiany zaszły u Debbie i Iana. Ona gotowała się na śmierć już od kilku odcinków, chciało odejść na własnych warunkach i to robi. Przy okazji okazuje się, że jednak nie choruje na żadnego Deela, a nasilające się efekty jej choroby są związane z odstawieniem leków. I to było słabe bo wyciągnięte z kapelusza. Ale z drugiej strony może posłużyć jako komentarz do big pharmy i tworzenia sztucznych uzależnień. O wiele fajniejszy game changer zaszedł u Iana. Jego twardy kręgosłup moralny został zachwiany. By ratować miliony musiał zabić, zrobił coś czego sobie nie wyobrażał, coś co go zupełnie odmieni. Nathan Stewart-Jarrett zagrał kapitalnie w tej scenie gdy prosił zamachowce o to by nie musiał go zabić. Całość została tak wyreżyserowana , że napięcie jak zwykle wystrzeliło w kosmos i wszystko mogło się zdarzyć. 

Jak zaczął nadrabiać Utopię myślałem, że na koniec będę klął na Channel 4 i Davida Finchera za anulowanie serialu. Jednak nie, jestem zaledwie lekko wkurzony. Cliffhanger był chamski, chcę zobaczyć co stanie się z bohaterami i oglądać niesamowite zdjęcia, ale pogodziłem się, że nie zostanie mi to dane. Utopia odeszła jako genialny serial i taka zostanie zapamiętana. Może za parę lat dostanie film. Kto wie. 

OCENA 4.5/6

niedziela, 8 czerwca 2014

Serialowe podsumowanie tygodnia #88 [02.06.2014 - 08.06.2014]

Serialowe wakacje już niemal w pełni. Niektóre niedobitki dobiegają końca (The 100, Gra o Tron, Orphan Black), a już za chwilę inwazja czerwcowych premier. To znaczy, że jest idealny czas na nadrabianie. Skończyłem trzeci sezon The Shield i jest on równie świetny co poprzednie serię. Szkoda tylko, że mocno się postarzał i nie widać już w nim tej innowacyjności co kiedyś. Mam nadzieje, że do końca sezonowej przerwy uda się obejrzeć całość. Dokończyłem też Luthera. Niby zostały mi trzy odcinki, ale ciężko było się do nich zabrać. Niestety pierwsza historia nie była tak dobra jak ta zamykająca serial. Teraz pozostaje czekać na informację o zapowiedzianych filmach. I oby nie powtórzyła się sytuacja z 24. Wielkie oczekiwanie i po czterech lat serial zamiast zawitać na dużym ekranie w dusznych kinowych salach ląduje znowu w telewizji. Dla przeciwwagi sprawdziłem co słychać u niegdyś ulubionego zabójcy Ameryki. I niestety Dexter zabija już tylko z nudów. To będzie trudna przeprawa przez te dwanaście epizodów. 

Nadrabianie nadrabianiem, ale najwięcej emocji dostarczają seriale, na które trzeba czekać z tygodnia na tydzień. Wielki pojedynek Góry z Żmiją w serialu gdzie zima nie potrafi nadejść przez cztery lata był hypowany przez dwa tygodnie, oczekiwania były ogromne, widzowie się ekscytowali niczym Polacy walkami MMA z Pudzianem, a potem internet wybuchł. Wybuchły też korki od szampana w HBO bo odcinek pobił rekord oglądalności, a kilka dni później okazało się, że Gra o Tron została najlepiej oglądanym serialem w historii stacji wyprzedzając The Sopranos. Jeśli jednak ktoś liczył na trochę inny przebieg walki na chwilowe otarcie łez polecam sprawdzić ten filmik. A już jutro epicka bitwa o Mur, która rozmachem powinna dorównać słynnemu Blackwater.

Mijający tydzień był też dobry dla wielbicieli nowego hitu Showtime - Penny Dreadful, gdyż stacja zamówiła drugi sezon. Nie jest to wielkie zaskoczenie, w końcu to kablówka. Co ciekawe w przyszłym roku spędzimy dwie dodatkowe godziny w wiktoriańskim Londynie. Zapowiedź kolejnej serii sprawiła, że zorientowałem się, że mimo emisji dopiero czwartego odcinka to jest już połowa sezonu. Śpieszmy się kochać seriale, tak szybko odchodzą. Mam tylko nadzieje, że Jack Bauer jednak po tym sezonie nie odejdzie na emeryturę czy do innej krainy wiecznych łowów (na terrorystów, a jakże). Początkowe wyniki oglądalności nie napawały optymizmem, ale już ostatni wzrost o 0.3 punka ratingowego dobrze rokuje. A jak 10 sezon to tylko w pakiecie z Yvonne Strahovski i najlepiej nowymi producentami bo starzy mimo kilku lat przerwy są mocno wypaleni. 

Na zakończenie polecam pierwszy pełny zwiastun The Strain. Telewizja dzięki American Horror Story przypomniała sobie o gatunku jakim jest horror i konsekwentnie co roku wprowadza nowe tytuły z dreszczykiem. Tym razem od samego Guillermo del Toro i stacji FX więc nie ma prawa się nie udać.

SPOILERY

24 S09E06 Day 9: 4:00 PM-5:00 PM
-  serial dalej nie zachwyca w tym sezonie, dalej brakuje mu napięcia i plot twistów, ale dalej potrafi świetnie pokazać trochę akcji. Strzelanina z handlarzami broni, przesłuchanie Kate i Jack będący Jackem. Takie rzeczy chcę oglądać nawet jak są trochę głupkowate. Ważne by było przyjemnie. Chcę też więcej zaskoczeń. Scenarzyści chyba są zbyt przyzwyczajeni do 24 godzin i ciężko im się wpasować w 12 odcinkowy schemat dlatego dopiero teraz są teasowane kolejne wątki. Za późno.
- tekst Hallera wygrał odcinek - "Jack wants her, Jack needs her, Jack gets her". Iwonka świetnie się wpasowała w serial i liczę, że jeśli serial zostanie przedłużony to zostanie na kolejną serię.
- co robi Jack na wakacjach? Pracuje dla handlarza bronią by zdejmować jego największych klientów. Dziwne, że nie pomyślał o wędkowaniu, składaniu modeli lub hodowli drzewek bonsai.
- jest kret w CIA i jest nim Navarro. Kompletny brak zaskoczenie bo serial próbował wmówić, że to Jordan będzie kradł sekrety. Tylko z kim współpracuje? Rosjanie? Bez przyczyny by ich nie pokazywali w odcinku.
- terroryści to banda nieudaczników. Michelle Fairley jest odpowiednio charyzmatyczną aktorką, ale przerysowanie postaci odbiera wiele przyjemności z jej scen. Ostatnie sceny z Simone to śmiech na sali. Potrącenie przez autobus? Serio?

OCENA 3.5/6

Dead Like Me S02E08 The Escape Artist
- serial mnie już trochę nudzi dlatego opornie idzie kończenie sezonu, ale zawsze będę go podziwiał jak umie mówić o błahych sprawach i trafia w samo sedno codziennych problemów podchodząc do tego często z ironią. Tym razem kolejny odcinek z gatunku akceptowanie samego siebie i szukanie miejsca w świecie gdzie bohaterowie przy okazji zdają sobie sprawę z własnego położenia. Mason cierpi z powodu tego kim jest, George próbuje się wpasować, Raggie znaleźć przyjaciela, dwie starsze Lassowe zrozumieć się na wzajem, a jedynie Daisy jest zadowolona z tego kim jest i jej z tym dobrze.
- humoru było niewiele, śmierci przeciętnie zaaranżowane i nie było się zbytnio z czego pośmiać. Jednak oglądało się to z większym zaciekawieniem niż zwykle z powodu offowej narracji George w klubie.

OCENA 3.5/6 

Dexter S08E01 A Beautiful Day 
-  dałem sobie dodatkowy rok odpoczynku od serialu, myślałem, że trochę dojrzeje i zrobi się lepszy. Jednak nic z tego, zapowiada się przeraźliwie nudny i przegadany sezon. Przynajmniej taki był pierwszy odcinek. Będzie trzeba zacisnąć zęby, szczególnie na pierwszych 6 odcinkach. Potem ma się pojawić Yvonne Strahovski więc będzie przynajmniej na co popatrzeć. Teraz muszę słuchać pustych i niemożliwie przeciąganych dialogów. Najgorszy przykład to chyba dyskusja na temat ławki LaGuerty. Chyba scenarzyści chcieli się zabawić w Tarantino, ale zupełnie im to nie wyszło. Jednak jeszcze gorsze jest desperackie latanie Dextera za Debrą i jego nieogarnięcie. Ja rozumiem, że psychopata i nie przystosowany, ale logicznie myśleć to on powinien. Z zupełnie niepotrzebnych scen to te z Jamie, Quinnem i Batistą, zupełnie niepotrzebne.
- jednak jest pewien promyczek nadziei, a nazywa się Charlotte Rampling. Może i w irytujący sposób została wprowadzona do serialu, tak po prostu, gdy trzeba zgłębić psychikę Dextera przed finałem serialu, a jej powiązanie z Harrym wydaje się dziwne, ale kurde, podoba mi się jej rola i to do czego może prowadzić. Fajny jest też seryjny zabójca wycinający fragmentu mózgu. Jeśli na te wątki zostanie położone większy nacisk niż na słabą obyczajówkę ten sezon nie będzie zupełną stratą.

OCENA 3/6

Game of Thrones S04E08 The Mountain and the Viper
-40 minut oczekiwania na sceny w stolicy by w końcu móc przekonać się jaki będzie los Tyriona. HBO i sami widzowie umiejętnie pompowali hype przez dwa tygodnie, a potem rósł on systematycznie przez cały odcinek. Dobrze, że wcześniej nie było żadnych scen w Królewskiej Przystani tylko od razu wyemitowano całość. Dinklage jak zwykle był świetny podczas wygłaszania monologu o Orsonie. Nie wiem do czego się odnosił, ciężko mi go zinterpretować, ale oglądanie Petera to prawdziwa przyjemność. Gdy on szarżował aktorsko Waldau odpowiednio mu asystował. Świetna para i szkoda, że Tyrion umrze i nam to zabiorą. No bo w końcu umrze, prawda? :) Długo oczekiwana walka była fascynująca, Pedro Pascal był świetną Żmiją i doskonale oddał emocję człowieka opłakującego tyle lat siostrę. Reżyseria i choreografia piękna. I finał starcie musiał zaskoczyć osoby nie czytające książki. Będę tęsknił za Oberynem, ale jego śmierci powinna bezpośrednie wpłynąć na relację Lannisterów z Dorne co otworzy mnóstwo nowych wątków. I w końcu pokażą Bękarcice.
-jednak mimo, że wydarzenia w Kings Landing były kluczowe w odcinku to reszta nawet trochę nie odstawała od reszty, a kilka innych wątków złapało wiatr w żagle, wypłynęło kilka starych tajemnic, a nawet drastyczne zbliżono geograficznie do siebie niektóre postacie.
- bogactwo scenografii zawsze będzie mnie zachwycało w tym serialu. Otwarcie w Moles Town porażało ilością detali. Obskurne uliczki, błoto na ulicach, podle wyglądająca karczma z jeszcze bardziej odpychającymi dziwkami. Wulgarne sceny idealnie pokazały zachowanie plebsu. A potem świetnie udźwiękowiony najazd Dzikich z bezwzględną Ygrette. Potem dyskusja podrzędnych braci (tak, Jon i Sam są podrzędni w hierarchii) zupełnie niepotrzebne. Tylko przypomnienie, że zbliża się armia. Wolałbym jednak jakąś naradę wojenną. Mam nadzieje, że jak dwa sezony temu przy bitwie o Bleckwater przyszły odcinek w całości będzie się dział na Murze.
- na Północy szalał dalej Ramsey, który jest już Boltonem. Jeśli ojczulek w akcie usynowienie bękarta nie zawarł klauzuli, że jest to nieważne w wypadku jego śmierci w niejasnych okolicznościach to może się niedługo niemile zaskoczyć. Ramsey jest zdolny do wszystkiego, nawet do morderstwa ojca mimo, że obecnie wydaje się uradowany z tego, że został zaakceptowany. Śmieszna scena gdy Bolton pokazywał mu ich włości, na myśl od razu przychodzi Król Lew.
- tak, oczywiście potrzeba nawet wątku romantycznego podrzędnych postaci. Może i to fajne, pokazanie, że nie tylko wielcy mają jakieś życie, ale dla mnie to niepotrzebne skupianie się na szczegółach gdy do opowiedzenia jest cała epicka historia, która zbyt często przebiera nóżkami w miejscu zamiast wypruć do przodu. Jednak Miessendi i Dany rozmawiające o kastracji były zabawne. Nie tak zabawne jest położenie Joraha, który został wygnany. Dany doczekała się zdrady najbliższego, może to ją coś nauczy bo królową dalej jest słabą.
- gdyby nie tytułowa Żmija i Góra w odcinku zarządziłby dwie Starkówny. Aryia za jej wybuch śmiechu gdy dowiaduje się, że jej ciotka nie żyję oraz żale, że nie widziała umierającego Joffreya. Jej zachowanie było zaskakujące, ale zupełnie naturalne. Przeszła pół królestwa by znaleźć się w bezpiecznym miejscu i znowu się spóźniła. Nie udało się jej dostać na Mur do jednego brata, nie trafiła na wesele do drugiego, a teraz jej córka umarła. Mam tyko nadzieje, że z Ogarem udadzą się do Eyre. Już sama ich wizyta pod bramą odbiega od książki i zżera mnie ciekawość co dalej  tym wątkiem.
- jednak tym razem to starsza z sióstr zabłysnęła. Nauczyła się jak wygląda gra, zdała sobie sprawę ze swego położenie i wyrachowanie zaczęła korzystać z swoich atutów. Pierw jako słodka dziewczynka uratowała Petera, a potem w sukni ciotki zaczęła go uwodzić. I podejrzewam, że robi to świadomie. By podkreślić jej transformację przefarbowała włos na kruczoczarne. Piękne ujęcie gdy schodziła po schodach w nowym stroju i słońce świeciło prosto w kamerę przez co jej postać była trudniej rozpoznawalna. Tutaj też inaczej zaadaptowano historię i nie mogę się doczekać by zobaczyć jak ją poprowadzą, ale to raczej dopiero w 5 serii.

OCENA 5.5/6

Luther S03E02 Series 3, Episode 2 
-lato w pełni więc powrót do kolejnego serialu. I trochę jestem rozczarowany bo Luther to świetny serial, ale tutaj jakoś tego nie czułem. W miarę dobrze pamiętałem co ostatnio się działo, ale sprawa jakoś nie mogła mnie wkręcić. Przestępca był mocno niepokojący jak i cała historia siadała na psychikę, ale brakowało mi trochę policyjnej roboty. Wszystko to płynęło spokojnie od jednej do drugiej rozmowy, a suspens był zauważalny dopiero gdy morderca działał. Świetna scena w domu niedoszłych ofiar, pełna niepokoju i rosnącego zagrożenia. Szkoda, że nie było więcej scen tego typu w tym odcinku. Brakowało mi też roboty policyjnej, ciekawszych przesłuchań i większego nacisku na próbę rozgryzienia przestępcy.
- śledztwo przeciw Luthorowi miało kilka niezłych scen, zwłaszcza kluczową konfrontację i Starka w mieszkaniu Johna jednak tutaj też nie mogłem się specjalnie przejąć tym co się dzieje. Aj, może jednak to wina tej przerwy.

OCENA 4/6

Luther S03E03 Series 3, Episode 3
- co za poprawa w stosunku do poprzedniego odcinka! jednak nie ma się co dziwić, jest to ostatnia historia serialu i musi pełnić rolę podsumowującą i zaskoczyć widza. Przeciwnik Luthera został znakomicie dobrany bo jest do niego podobny, tylko już po przekroczeniu ostatniej granicy. John miał te same dylematy, też pozwalał umierać złoczyńcą, ale Marwood poszedł o krok dalej i na nich poluje. Przez co ich starcie będzie tak ciekawe zwłaszcza, że teraz stawka poszła w górę. Serial przy okazji pokazał cienką granicę między herosem, a złoczyńcą. Sytuacja kryzysowa, zła decyzja i nie ma już odwrotu. Śmierć Justina nie była dla mnie zaskoczeniem bo natknąłem się na tą informację wcześniej, jednak fachowo ją zrealizowano. Może zyskanie akceptacji Johna przed śmiercią to takie typowe zagranie scenarzystów, ale było potrzebne by później John lepiej mógł się pogodzić ze śmiercią.
- zaskakujący był początek odcinka gdy pokazano szczęśliwego i zakochanego Johna. Niespotykany widok, który musiał się szybko skończyć. Końcówka też pokazuje jak bardzo postać Luthora jest toksyczna co w gruncie rzeczy nie jest jego winą.
- odcinek fachowo podszedł też do mediów społecznościowych i psychologii tłumu. Kapitalna scena z tłuszczą na linczu pedofila. Ta chwilowa cisza gdy zorientowali się co naprawdę się dzieje i wybuch gdy jedna anonimowa osoba rzuciła butelką.

OCENA 5.5/6

Luther S04E06 Series 3, Episode 4
- proszę państwa, tak się kończy seriale! Trochę się bałem tego odcinka, ale zupełnie niepotrzebnie. Było niesamowite napięcie przez całą godzinę, zwroty akcji i powrót Alice Morgan. Może zabrakło trochę psychologi i głębszego wchodzenia w głowę Luthora, ale to trochę czepianie się na siłę. Jestem usatysfakcjonowany takim zakończeniem, nic że otwarte skoro mają być filmy, a jak nie będzie to można je interpretować w dowolny sposób. Jednak liczę, że będzie mi dane jeszcze raz zobaczyć Johna chociaż wolałbym telewizyjny format.
- Alice była świetna. Potężne wejście, zniewalający uśmiech i ta pewność siebie ocierająca się o beztroskość. Szkoda, że nie była regularnym gościem sezonu, ale z drugiej strony jej pojawienie się nie miałoby takiego efektu. Jej magnetyzm z Johnym jak zwykle był wyjątkowo silny, a co najlepsze musieli razem współpracować. Może jej wizyta na komisariacie troszkę naciągana, ale łatwo było to zaakceptować dzięki temu co dostaliśmy.
- strasznie mi się podobało, że odcinek zaskakiwał i wywracał znane schematy. Już przecież w pierwszej scenie Mary powinna zostać schwytana, strażnik więzienny powinien wykonać zdecydowane ruchy, plan Johna nie powinien mu aż tak zaszkodzić, a Stark nie miał prawa zginąć w ten sposób. Chociaż tutaj akurat to pewnie wina nazwiska. Do tego jeszcze świetnie zrealizowana scena na dachu z pięknymi zdjęciami. Było się czym zachwycać.

OCENA 6/6

Orphan Black S02E07 Knowledge of Causes, and Secret Motion of Things
- no, takie odcinki to ja lubię. Skupione głównie na klonach i relacjach między nimi, ale też z spiskiem w tle i tym charakterystycznym, czarnym humorem. Najlepsze sceny działy się na odwyku Allison. Trochę jak z Bennyego Hilla, ale szalenie fajne do oglądania. Vick w konfetti był komiczny, tak jak reakcja Donnyego, ale wszystkich przyćmiła Sarah jako Allison jako Donnie (!). All hail Tatiana.
- to czego można się było domyślać okazało się prawdą. To komórki Kiry posłużyły za lekarstwo dla Cosimy. Oj, Delphine kolejny raz podpadła. Niby jak zwykle tłumaczy się, że robi to z miłości tylko zawsze zwiastuje to kłopoty. Sarah jednak wykazała zrozumienie. Tak jak sama Kira. Przeraża mnie to dziecko.
- Rachel widziała się z ojcem, Leeki podpadł DYAD, został wywalony z pracy, ale Rachel go i tak ostrzegła. Szczerze mówiąc już trochę się pogubiłem o co toczy się gra, ale wcale mi to nie przeszkadza póki wątki obyczajowe poszczególnych klonów będą tak dobre jak teraz. Michelle Forbes jak zwykle jest miło widzianym dodatkiem do obsady i liczę, że zostanie na dłużej w serialu. 
- śmierć Leekiego to chyba największe zaskoczenie sezonu. Tego się zupełnie nie spodziewałem. Z rąk kompletnie załamanego Donniego, który nie powinien stanowić żadnego niebezpieczeństwa, a tu proszę, głupi przypadek i nie ma Leekiego. 

OCENA 5/6 

Penny Dreadful S01E04 Demimonde 
- ten sezon serialowy zdecydowanie należy do scenarzystów. Wznoszą się na wyżyny umiejętności, zwykłe procedurale zachwycają bardziej niż powinni, a pojedynczy ludzie biorą się za rozpisywanie całych sezonów seriali. Pierw w True Detective, a teraz John Logan przy Penny Dreadful. Może pojedyncze tutaj pojedyncze odcinki tak nie oszałamiają i brak wyraźnego głównego wątku, ale całość oczarowuje dialogami, postaciami i niesamowita atmosferą, która potrafi przerazić nie w prymitywny sposób screamerem, ale wywołując niepokój. 
- jak tytuł wskazuje głównym bohaterem odcinka był Dorian Gray. Pokazano jego dekadenckiego życie pełne orgii i różnych form przyjemności, które stało się już dla niego nudne, spowszedniało mu. Ciekaw jestem jaką tajemnice jego postać kryje w serialu i co tajemniczego jest w obrazie skoro jeszcze go nie pokazano. Świetnie też poprowadzono jego relację z Chandlerem. Obydwoje grają kogoś kim nie są tylko w inny sposób. Okłamują się, ale zbliżają do siebie. I chyba ostatecznie serial potwierdził, że Chandler jest Rozpruwaczem. 
- kapitalne były sceny w teatrze. Z uwagi na bogactwo dekoracji i historię w historii, która świetnie grała z samym serialem. Czyżby sceniczna opowieść miała być zapowiedzią losów Ethana i Brony? Do tego strasznie mi się podobało, że teatr, miejsce kultury, zostało pokazane jego centrum, punkt zbieżny niemal wszystkich postaci, nieświadomych tego jak mocno są ze sobą połączeni. 
- główny wątek powolnie brnie do przodu. Coś mi się wydaje, że pierwszy sezon jest tylko prologiem, w którym mają zostać przedstawione postacie, a historia ruszy dopiero w przyszłym. Wampirowi zależy na Vanessie, tak bardzo, że się po nią zjawia. Trochę mi to nie pasuje. Nie mógł jej zaatakować w ciemnej uliczce? Potrzebna była cała ta intryga z wysłaniem młodego wampirka? Przedstawienie Van Helsinga. Fajne, ale też mogłoby go być więcej. Jednak jest gęsto od tajemnic, a to wróży dobrze. 

OCENA 5/6

The 100 S01E12 We Are Grounders - Part 1 
- super, na prawdę super. Świetnie rozpisany scenariusz, cały odcinek trzymał w napięciu i nie było niepotrzebnych scen czy głupich romansów. Momentami trochę zbyt uproszczone i naiwne, ale kurde, ten serial jest świetny. Nie oczekiwałem po nim wiele, a tu mam jedną z najlepszych premier sezonu. Oby tak dalej! 
- haha, bohaterowie The 100 znowu udowodnili, że są lepiej przygotowani na apokalipsę niż postacie z The Walking Dead. Już ich wcześniej chwaliłem za obóz i niezłą organizację pracy, ale teraz mnie zachwycili. Wiedzą, że zbliża się atak Grounders i co robią? Budują wilcze doły i zastawiają pułapki! Nie bierne przygotowanie z ludźmi na warcie, a aktywne przeciwdziałanie. Przecież jakby ekipa z więzienia wykopała doły przy płocie to do dzisiaj by tam siedzieli... 
- wątek Finna i Clarke pędził jak szalony do przodu. Nie lubię tej pary, ale przyjemnie się ich oglądało. Genialna scena gdy Lincoln uciekał z Clarke na koniu i migawki w zwolnionym tempie zmutowanego konia z dwiema głowami. Szkoda, że wędrówka z ciemności tak szybko się skończyła. Tylko z tego można by było zrobić cały epizod. Jednak odkrycie ludzi w wagonach było niepokojące. Kanibale w tym świecie to nic zaskakującego. Podobało mi się też co zrobiono z Finnem. Pacyfiście kazano zabić człowieka. Musiał to zrobić by przeżyć i teraz go to dręczy. Jak najszybciej chciał się pozbyć krwi z rąk. Prosty zabieg, ale jak skuteczny i sugestywny. 
- w obozie też się działo. Murphy wpadł podczas kolejnego morderstwa, a potem chciał się mścić na Bellamym. I dobrze to wyszło. Może trochę nudne, ale świetnie pokazuje desperacie jednostki i chęć odwetu. Tylko to postrzelenia Raven mi nie pasuje. Niech scenarzyści nawet nie próbują jej zabijać bo to jedna z fajniejszych postaci. Niech Finn idzie do odstrzału mimo tego, że teraz może się ciekawie zmienić. 
- jej, przewidziałem co się stanie z Arką - będą próbowali ją sprowadzić na Ziemię. Pewnie ktoś zginie, pewnie wylądują blisko Setki i pewnie nie będzie miało to wiele wspólnego z fizyką, ale już nie mogę się doczekać by to zobaczyć. Przy okazji na Arce dalej jest mocne skupienie na postaciach. Kane wciąż za wszelką cenę chcę ratować innych po tym jak skazał na śmierć 300 osób, Jaha dalej przeżywa śmierć syna, a Abby nie może się pogodzić z nadchodząca śmiercią na swój sposób i za wszelką cenę próbuje ratować pacjentkę, która i tak umrze. 

OCENA 4.5/6

The Shield S03E14 All In
-Stana Katic! Jak ja lubię spotkać znaną twarz w starym serialu choćby byłaby to niewielka rola. Trochę szkoda, że nie gra młodej i niedoświadczonej policjantki, ale z ormiańskim akcentem daje radę. Do tego jej historia nie jest banalna i kończy się w tragiczny sposób.
- Lem w końcu pękł. Zanosiło się na to od dłuższego czasu. Miał dość kłamstw Vicka i ciągłego oglądania się za plecy. Nie wytrzymał i spalił większa część pieniędzy w piecu, w którym pozbyli się ciała O'Braiana. Świetna scena, pełna napięcia wiszącego w powietrzu. Jednak nie ma co liczyć, że uratuje to Squad. Pętla się zaciska, Aceveda zaczął ich mocno podejrzewać, a do tego ormianie są na ich tropie. Będzie się działo w finale.
- ciekawe i niebanalne wątki funkcjonariuszy i detektywów. Ci pierwszy zgarniają kobietę za agitację na rzecz kapitana, a potem ponownie gdy zmienia zdanie i publicznie go krytykuje po tym jak nie została należycie przez niego zauważono. Ciekawe czy napłyną skargi na niego, że ucisza obywateli. Wyms i Dutch natomiast prowadzili śledztwo w sprawie uzależnionej obrończyni co prowadziło do ciekawego konfliktu moralnego i pokazało jak silne Wyms ma poczucie obowiązku, które też ją czasem zaślepia.

OCENA 4.5/6

The Shield S03E15 On Tilt
- ładnie się wszystko pokomplikowało. Konflikty budowane przez cały sezon wybuchły w twarz Strike Team co powinno prowadzić do ich rozwiązanie co z pewnością nada nowej dynamiki serialowi. Szkoda tylko, że tak łatwo rozwiązano problem z ormianami i Margosem. Vick udaje się od punktu A do B, zalicza kolejne questy i zgarnia nagrodę na końcu. Za prosto, dobrze jednak, że nie ma szczęśliwego końca. Shane wygarnął w twarz prawdę. Nie dość, że drużyna się rozpadła to jeszcze pogorszyła stosunki z jej członkami. Jednak tutaj Shane trafił w samo sedno - Vick nie będzie w stanie zajmować się dzieckiem. Jestem ciekaw jak wypadnie ten obyczajowy wątek.
- Aceveda zaprosił dziwkę do samochodu, pouczył ją i wypuścił. Coś mi się wydaje, że telefonujący człowiek w tle nie był bez powodu.
- Wyms i Dutch znowu na cenzurowanym na Farmie. Tylko dlatego, że idą za głosem sumienia są miażdżeni przez system. W ogóle mnie nie dziwi, że ktoś inny zostanie kapitanem, jestem tylko ciekaw jak w tej sytuacji odnajdzie się nasza pani detektyw.
- Dany i Julien dostali dziwny wątek. Samozwańczy obrońca moralności walczy z dziwkami i dilerami by na końcu odnieść sukces i skłonić policję do bardziej radykalnych działań. Taki mały i nieoczekiwany promyk nadziei w serialu. Dawałem sobie rękę uciąć, że zginie przed końcem epizodu.

OCENA 4.5/6

niedziela, 8 września 2013

Serialowe podsumowanie tygodnia #49 [02.09.2013 - 08.09.2013]

Nowy sezon coraz bliżej i to mnie przeraża. Tyle nowych odcinków, powrót starych seriali, a przecież człowiek chciałby jeszcze obejrzeć jakiegoś starego klasyka i nadrobić kilka produkcji z którymi jest do tyłu. Nie mam pojęcia jak w drugiej połowie września znajdę czas na to wszystko, ale trzeba go będzie jakoś wygospodarować. Najwyżej się nie będzie spało. Sen jest przereklamowany, przecież tyle odcinków można obejrzeć przez ten czas. 

Breaking Bad mocarnie finiszuje. W sumie podziewałem się czegoś takiego, ale i tak każdy odcinek oddziałuje na mnie emocjonalnie. Szkoda, że to jeden z niewielu seriali, które są do tego zdolne. Niestety nie udało się to w pełni Lutherowie. Premiera 3 sezonu wypadło zaledwie bardzo dobrze, ale od tego serialu oczekuje więcej. Po początkowym zauroczeniu The Shield dalej jestem zdania, że serial zasługuje na moje TOP10, ale daleko mu do The Wire i Breaking Bad. W sumie ma jeszcze trochę czasu by mnie przekonać do siebie, ale wątpię żeby dorównał ww. serialowym gigantom. Niestety nie ta liga. Ciekawe jak w porównaniu do nich wypada jeszcze Mad Men, The Sopranos, Deadwood, Carnivale, Oz... tyle do nadrobieniu, a tu zaraz wróci Sons of Anarchy i kolejna godzina mniej z głowy w tygodniu. 

Całkiem niespodziewanie pojawiła się w internecie premiera 3 sezonu Homeland. Miesiąc przed premierą! Ściągnąłem, miałem obejrzeć, ale wykalkulowałem, że się nie opłaca i usunąłem. Nie dość, że brak części efektów specjalnych to jeszcze musiałbym czekać niesamowicie długo na dalszą część.Tyle wytrzymałem, wytrzymam i jeszcze troszkę by w pełni cieszyć się serialem. Mam tylko nadzieje, że będzie lepiej niż ostatnio. 

Jak zwykle w podsumowaniu kilka odcinków Dark Shadows. Niby mało czasu, ale jakoś wlatują kolejne epizody tej telenoweli. Do 70 na pewno obejrzę. Więcej nie mam na dysku więc będzie to dobry moment na coś innego. Pretendentem jest pierwszy sezon Mighty Morphin Power Rangers. Tak lubię takie starocia i dobrze mi z tym.

Wbrew pozorom nie zapomniałem o pisaniu recenzji całych sezonów. Po prostu stwierdziłem, że odrobinę mija się to z celem bo w gruncie rzeczy w większości powtarzam się z tygodniowych podsumowań. Dlatego następnym razem pojawi się zbiorczy post z kilkoma serialami opisanymi bezposilerowo dla tych, którzy nie zaglądają tutaj. Trochę tego się nazbierało więc będzie konkretnie i bez lania wody. Chyba, że będę chciał sobie trochę popisać.

UWAGA NA SPOILERY

 Breaking Bad S05E12 Rabid Dog
- i tym razem na prawdę spokojny odcinek gdzie niby nie ma akcji, ale i tak się sporo dzieje. Do tego ładna konstrukcja epizodu, która wzmaga zaciekawienie.
- Walt został podstawiony pod ścianą i uległ presji otoczenia. Nie chcę wysyłać Jessego na Belize, nie uważa, że ma wściekliznę, ale podejmuje drastyczne kroki za namową Saula i Sky. Strasznie emocjonująco wyszły te sceny gdy oni mówią mu żeby zabił Pinkmana. A on mimo, że zrobił tyle złego nie chcę tego dokonać bo w jego pokręconej głowie wciąż jest między nimi więź. Niby używa tej manipulacji, ale tak bardzo wmówił sobie, że to dla dobra Jessego, że w to nawet wierzy. Telefon do Todda na końcu zaskakujący, ale mam przeczucie, że będzie chciał to jeszcze jakoś odkręcić
- po kilkunastu minutach pokazano co działo się w domu Waltera i jednak Jesse się nie rozmyślił. Musiał zostać przekonany przez Hanka, który trafił do niego w właściwym momencie. Mocna scena w domu i w końcu poddanie się. Trochę szkoda, że spowiedź Jessego została w tak normalny sposób pokazana. To w końcu Breaking Bad i miałem nadzieje na jakieś charakterystyczne ujęcie w tym momencie i nietypowy sposób zaprezentowania wyzwania. Nic z tego. Dobrze jednak, że to się stało. I Jesse ma racje - to jego słowo przeciw słowu Walta. Praktycznie nic to nie znaczy bez dowodów. 
- wrażenie na mnie wywarły sceny z Marie. Pierw u terapeuty, a potem w domu z Jessem. Niby na rozluźnienie, ale tutaj nic do końca takie nie jest, zawsze jest to drugie dość pesymistyczne dno. Również Hank dostał trochę czasu. Czasu w którym straciłem część sympatii do niego. Rozumiem to że jest wkurzony po tym jak odkrył, że jest wykorzystywany przez Waltera, ale teraz robi dokładnie to samo w stosunku do Jessego. Używa go jako narzędzia do spełnienia swoich planów. Zepsuje się trudno, nie zepsuje będzie mógł odłożyć na półkę i zostawić w spokoju. Zero empatii tylko czyste kalkulowanie. Dobrze, że Jesse ma jeszcze coś do powiedzenia i zdecydował się to rozegrać po swojemu
- na koniec o scenie, która zrobiła na mnie największe wrażenie - Walt Jr. pocieszający ojca. Niby jeden z najspokojniejszych momentów odcinka i nic nie znacząca scenka, ale serce się człowiekowi kraja jak zda sobie sprawę ze wszystkich implikacji. Bezgraniczne zaufanie syna i ojciec go wykorzystujący zastanawiający się nad kolejnym morderstwem osoby do której ma stosunek paternalistyczny. Rodzi się też współczucie gdy pomyśli się co będzie się działo z juniorem gdy ten dowie się kim tak na prawdę jest jego ojciec i do czego jest zdolny

OCENA 5/6

Dark Shadows - Beginnings Episode 39/209
- kłótnia Rogera i Sama wygląda jak te z podwórka z małymi dziećmi. Zrobisz to bo ja tak mówię, a on że nie potrafi. Śmieszne to trochę. Ciekawiej się jednak zrobiło jak Roger znowu zaczął mu grozić śmiercią. Chyba jednak Sam zginie, a jeśli nie to i tak treść listu się pojawi 
- co takiego Bill kombinuje? Czy na pewno jest w stanie poświęcić Rogera? I kim jest ten człowiek z którym rozmawiała Elisabeth? Namnożyło się sporo pytań

Dark Shadows - Beginnings Episode 40/209
- Bill przypadkiem dowiaduje się o powiązaniach między Rogerem, a Samem, szkoda, że bez szczegółów. I jak to zwykle bywa - droga do prawdy przez alkohol. Teraz powinien rozpocząć swoje własne śledztwo i grzebać dalej.
- u Caroline i Burta dalej to samo. Trochę się to już nudne robi, dobrze że ona wciąż urocza

Dark Shadows - Beginnings Episode 41/209
- ile tu się rzeczy ostatnio dzieje. Zupełnie jakbym oglądał jakiś inny serial. Trochę szkoda, że przez to David został odsunięty na dalszy plan, ale jak powróci to z hukiem
- współczuje Samowi. Jest ogromnie zaszczuty, niemal każdy ma do niego jakieś pretensje i coś chcę. Nie zdziwię się jak popełni samobójstwo, ale coś głupiego u Elisabeth
- doszedł jeszcze jeden wątek. Na razie ledwie wspomniany, ale pewnie również będzie miał istotny wpływ - problemy finansowe Rogera.  

Dark Shadows - Beginnings Episode 42/209
- no niestety, spotkanie Sama z Elisabeth nic nie wniosło do fabuły. Tylko jeszcze raz pokazano jak bardzo jest on roztrzęsiony i jego życie chyli się ku upadkowi. Szkoda, że na drastyczne zmiany trzeba jeszcze czekać
- u Burta trochę więcej. Zajmuję się finansami Collinsów i ma plany ich wykupienia - nic czego nie wiadomo. Do tego jeszcze spotkanie z słodką i naiwną Caroline. Kiedy ona w końcu przejrzy na oczy, że jest bezwzględnie manipulowana?  

Dark Shadows - Beginnings Episode 43/209 
- teoretycznie mało się działo, ale cała intryga i relacje między postaciami z odcinka na odcinek robią się coraz bardziej poplątano. Jeszcze Joe został w to wplątany, będzie niedługo iskrzyć na linii Victoria/Sam, a Bill powinien podjąć trudną decyzję. Dzieje się i całkiem niespodziewanie wypływają nowe fakty - wszystko zaczęło się od wypadku samochodowego Burta, Rogera i jego żony. Myślałem, że będzie to coś bardziej dramatycznego, ale w końcu nie znane są jeszcze wszystkie fakty  

Dead Like Me S02E05 Hurry 
- znowu z błahej rzeczy zrobiono główny wątek odcinka. Tym razem ulotność czasu i różne sposoby jego percepcji. Nie zdawanie sobie sprawy jak szybko ucieka i jaka jest nieudolna pogoń za nim. Gdy spojrzy się na mijające wskazówki i nad tym zastanowi jest już za późno. Lubie te monologi George bo można w nich znaleźć sporo analogii do własnego życia
- i jeszcze takie ludzkie były sceny na poczcie. Długie kolejki, pokręceni ludzie i osoby wpychające się przed nas. I mądrość życiowa Ruba. Brawo! Wątek z listem z przeszłości smutny mimo, że wiele o nim nie wiadomo. Znowu ten czas, zabójca wszystkiego
- u Daisy znowu smutno. Czasem ten serial potrafi być na prawdę przygnębiający. Jasne, jest dużo humoru opartego na postaciach, ale puenta jest zwykle depresyjna. Tym razem facet popełniający samobójstwa. U Masona analogicznie - wesołe przygody  na koniec zdanie sobie sprawy jakie to nędzne życie i co on w ogóle robi

OCENA 4/6

Luther S03E01 Series 3, Episode 1
-lekkie rozczarowanie mimo, że to wciąż świetny serial. Spodziewałem się czegoś mocniejszego i mroczniejszego, a dostałem dość przeciętnie zapowiadającą się sprawę. Przynajmniej tak to teraz wygląda. Kolejny morderca, którego się nie będzie pewnie pamiętać. Sceny jak podchodzi ofiary i się z nimi rozprawia są jak najbardziej klimatyczne, ale nic poza średnią serialu. Równie dobrze mógłby to być odcinek jakiegoś innego procedurala. Co najgorsze ta sprawa jeszcze będzie się toczyć przez najbliższy odcinek...
- druga sprawa to morderstwo, które John postanowił puścić płazem. I tutaj jest o wiele lepiej. Na prawdę mocne sceny i dwuznaczna moralność. Efekt po zabawie sokowirówką czy scena w kuchni robiły wrażenie i działały na emocje. Tutaj akurat jestem ciekaw co dalej
- jeśli chodzi o samego bohatera to tutaj nie ma się w większości do czego przyczepić. Szkoda, że Alice nie ma, ale sam John też daje rade. Wciąż jest styrany życiem, samotny i działający według własnego kodeksu moralnego. Jeszcze śledztwo przeciw niemu powinno mu nadać sporo charakteru i zaprowadzić w nieodkryte rejony jego osobowości. Mam nadzieje, że serial będzie odpowiednio odważny w tym aspekcie
- nie podobał mi się jeszcze tani dramatyzm, szczególnie podczas drugiego morderstwa. Nieszczęśliwy zbieg wypadków, przypadek, irracjonalne zachowanie jak z tanich horrorów. Słabo to wyszło. Tak jak niektóre fragmenty podczas śledztwa przeciw Johnowi czy jego pierwsze spotkanie z nową dziewczyną. Grubymi nićmi to wszystko szyte

OCENA 4.5/6

Suburgatory S01E20 Hear No Evil
- nic mnie nie roześmiało w tym odcinku. Był tragiczny. Szkoda, że taki słaby poziom się utrzymuje bo w środku sezonu było przyjemnie, a teraz pałam niechęcią do każdej z postaci. Nawet Tessy. To ona miała być ostoją normalności w Chatswin i wyśmiewać te wszystkie schematy, a okazało się, że idealnie się wpasowało. Tylko, że to nie jest śmieszne
- najgorzej wypada wątek Eden. Jest taki nienaturalny, że tylko zgrzytam zębami. Przecież George zupełnie do niej nie pasuje. Zachowanie Noaha i Jill również irytuje i niczego specjalnie nie wyśmiewa mimo, że ma takie ambicję. Przerost ambicji nad umiejętnościami
- wątek Lisy mnie nie interesuje, ale idę o zakład, że to Ryan jest z surogatki, jeśli w ogóle coś takiego będzie miało miejsce

OCENA 2/6

Suits S01E12 Dog Fight
- cliffhanger finału można było już przewidzieć w pilotowym odcinku. Typowe zagranie, które nie jest ani trochę emocjonujące. Bo przecież Mike i tak wróci do współpracy z Harveyem i za góra 3 odcinki wszystko będzie o staremu by następne trzęsienie nastąpiło przed dłuższą przerwą. Takie to typowe
- po całym sezonie dochodzę do wniosku, że nie lubię Mike'a. O ile do jego relacji z Harveyem nie mam zastrzeżeń tak tracę do niego całą sytuację gdy próbuje załatwić jakiś swój problem. Boi się prawdy i szczerej konfrontacji, jego życie uczuciowe jest w rozsypce i jest okropny w ocenianiu charakterów. Nie wiem może na przestrzeni kolejnych serii się zmieni, ale we mnie wzbudza on tylko irytację
- sprawa całkiem interesująca. Do czasu. Występ w sądzenie ok, mało emocjonujący, brakowało dobrych dialogów, reszta dziejąca się w okół tego o wiele lepsza. Rozwiązywanie śledztwa i stawianie czoła kolejnym problemom. Szkoda tylko, że wszystko się dobrze skończyło... Czekałem tylko na dramatyczną końcówkę. Marzyło mi się, że bohaterowie go unieważniają i gdy chcą mu przekazać dobrą wiadomość okazuje się, że popełnił samobójstwo. I wtedy serial wiele zyskał by w moich oczach
- narzekam i narzekam, ale to wcale nie był zły odcinek. Typowy w konwencji Suits z odniesieniami do klasyki filmowej. Za to serial będę zawsze chwalił. Nie zabrakło też humoru i Donny. Donna to zawsze zaleta.

OCENA 4/6

The Shield S03E04 Streaks And Tips
- znowu to zrobili - zestawili dramatyczne wydarzenia z tymi pełnymi humoru. Z jednej strony występ golasów, a z drugiej wypadek, być może, że nawet śmiertelny, Tevona. I nic tego nie zapowiadała. Kolejne słowne przepychanki w odcinku między nim, a Shanem to standard tylko, że teraz doszło do rękoczynów. Wszystko pokazane w sposób naturalistyczny, krew i odkształcenia na twarzy już po kilku ciosach, szalejąca kamera i dewastacja mieszkania i mocny akcent z Marą. Perfekcyjna realizacja co przyniesie długotrwałe konsekwencje. Dla wszystkich
- ciekawy zrobił się wątek Juliena. Nie dość, że ostatnio nadużywa przemocy to jeszcze kłóci się z żoną. I okazuje się, że tego przyczyną jest to, że nie może dać jej dziecka. Dramat postaci, bo nie dość, że były gej, który chcę uzyskać potomstwo z kobietą to jeszcze jest kreowany na samca alfa.
- śledztwo dobrze poprowadzone, kilka zwrotów akcji, powrót znanej postaci (Denna mogłaby jeszcze wrócić)  i wypełnianie tego dodatkowym śledztwem w sprawie zatrucia. Nieudany popis Dutcha i efektowne rozwiązanie sprawy przez Wyms. No ciekawe co takiego ten dziennikarz napisze

OCENA 4.5/6

The Shield S03E05 Mum
- co za mocny odcinek. Chyle czoła przed tym kto go skonstruował, głównie ze względu na końcówkę bo niemal wszystko to co się działo przez 40 minut miało jeszcze uwydatnić szok Acevedy. Scena gwałtu była niespodziewana niemal z niczego i przez zupełnie podrzędnych i nic nie znaczących oprychów. Niesamowicie mnie zszokowała i jestem pod wrażeniem popisu aktorskiego Benito Martineza. Jego szok i obrzydzenie zostały tak zagrane, że mu się autentycznie współczuło
- powróciła sprawa gwałciciela staruszek. Jakby jedno przestępstwo w odcinku było mało. Dalej detektywi stoją w martwym punkcie i nie ma się co dziwić kobietą, że się nie chcą przyznać. Mocna scena na końcu jak jedna z nich myślała o samobójstwie po tym co się stało. Smutne było też to, że całe śledztwo Wyms i Dutcha niemal bezcelowe bo kapitan nie zgodził się na badanie. Swoją drogą fajne narzędzie statystyczne, pobawiłbym się takim, ale podejrzewam, że kasa idzie dla specjalisty bo w obsłudze nie jest raczej trudne
- Tevon jednak przeżył, ale ma uszkodzony mózg, Shane oczywiście do niczego się nie przyznaje. Będą z tego jeszcze kłopoty. Sprzątanie domu nieźle pokazane, ciekawe kto pierwszy nie wytrzyma napięcia - Mara czy Shane i zacznie gadać.
- kasa wypłynęła i może to narobić niezłych kłopotów Strike Team oraz Dagurowi. Czekam na więcej i mam nadzieje na przyśpieszenie trochę sprawy bo strasznie wolno toczą się wątki w tej serii

OCENA 5.5/6

The Shield S03E06 Posse Up
- Aceveda dalej nie może się otrząsnąć po ostatnich przeżyciach i nie ma się co mu dziwić. Pytanie tylko jak to dalej będzie na niego wpływało. Problemy z żoną na pewno, ale czy w pracy? I kiedy wypłynie zdjęcie? Bo przecież musi, inaczej by nie było robione.
- Strike Team włamujące się do sejfu kapitana na posterunku policji? I podobno trudno było obrabować pociąg z forsom ormian. Teraz się zaczną problemy.
- śledztwo w sprawie zabójstwa żony policjanta ciekawe. Jasne, była typowa solidarność mundurowych, ale też zakończenie bez happy endu. Trochę szkoda bo oczekiwałem czegoś więcej np. Julien zabija podejrzanego, a winnym okazuje się Tommy. Bardziej by pasowało do serialu. Jednakże ciesze się, że spowodowało to kilka scen Julien/Vick
- o wiele lepszy jest dla mnie wątek seryjnego gwałciciela. Dutch na konferencji prasowej sobie nie radził, powiedział za dużo i potem trzeba było się z tym uporać. Trochę dziwne, że to Wyms nie występowała. Liczę, że to śledztwo będzie się jeszcze trochę ciągnęło
- Vick zazdrosny o "romans" Corrine. Jakie to przewidywalne... już kilka odcinków temu można było dojść do tego wniosku.
- Shane jako gej był jednym z śmieszniejszych elementów odcinka. I jeszcze ta nić porozumienia z innymi i zgrywanie się z niego przez resztę ekipy

OCENA 4.5/6 


Odcinek tygodnia - The Shield 3x5
Wpadka tygodnia -  Suburgatory 1x20

niedziela, 29 kwietnia 2012

Hyde Park #2

Fringe z piątym i zarazem finałowym sezonem! Zdecydowanie wiadomość tygodnia, dawno nic tak bardzo mnie nie ucieszyło bo od przeniesienia serialu na piątek drżałem o jego przyszłość i jak widać bez powodu bo nie dość że dostał czwartą serię to jeszcze mimo fatalnej oglądalności zasłużył na zakończenie historii i finałowe 13 odcinki. Stacja FOX tym ruchem odkupiła się w moich oczach, nie uważam jej już za największe zło i częściowo wybaczam to co zrobili z Firefly. Prawdopodobnie jednak w przyszłym roku po finale serialu będę na nich klął że to już koniec, że więcej nie zobaczymy naszych ulubionych bohaterów i że chcemy więcej bo historia dalej jest niesamowita ;) Jeśli chodzi o inne produkcje to udało mi się skończyć S02 Luther i S01 Hell on Wheels. Co do tego pierwszego to mogę się tylko zgodzić z jednym z felietonistów filmwebu - John Luther to Mroczny Rycerz Londynu, miasta zepsutego, pełnego morderców, psycholi i zwyrodnialców gdzie ciężko znaleźć kogoś z czystą duszą. Idris Elba zasłużenie dostał za tytułową rolę Złotego Globa. Hell on Wheels również mnie wciągnęło swoją powolną narracją, brudnym klimatem dzikiego zachodu i eksponowanym na każdym kroku dualizmem oraz niezwykłymi bohaterami. Jest to typowy serial od AMC więc albo się go pokocha albo szybko znienawidzi. Ja należę do tej pierwszej kategorii. Muszę też napisać, że jestem pozytywnie zaskoczony końcówką S02 Friday Night Lights - serial wrócił na dobry tor, irytujące wątki zostały ograniczone do minimum i znowu serial wciąga. Nic tyko oglądać dalej.


Filmów nie widziałem żadnych, ale jak pomyślę że już niedługo będę mógł obejrzeć Cabin in the Woods lub The Avengers to mnie skręca że jeszcze tyle czekania. Do tego jeszcze nowy Star Trek w produkcji, Niezniszczalni 2, Skyfall, Spider-Man i las but not least Mroczny Rycerz Powstaje, który mimo idiotycznego tytułu najlepiej zapowiada się z nich wszystkich. Jest też Hobbit, który o dziwo nie wzbudził wielkiego entuzjazmu na targach gdzie był pokazywany, a to wszystko przez nową technologię 48 klatek. Ja tam jednak się tym nie przejmuję bo film słaby na pewno nie będzie.


W tym tygodniu udało mi się też odkurzyć moje PSP co wynikło z długiej podróży pociągiem. Nie miałem ochoty na poważniejsze gry więc odpaliłem sobie Puzzle Quest i mnie znowu wciągnęło. Szkoda tylko, że dalej mam wrażenie, że komputer mnie oszukuje... Pograłem znowu w Real of Mad God i znowu się nieźle na wkurzałem - nic tak nie irytuje jak zgon przez laga po kilku godzinach pakowania postaci... Z milszych rzeczy to dzięki poprawie pogody można było pograć w piłeczkę na świeżym powietrzu. I liczę że więcej sobie w to pogram, a jeśli nie zostanie telewizja i Liga Mistrzów. Finał niestety nie zapowiada się fascynująco - Chalsea i Bayern. Na pewno nie będzie takich emocji jak w meczach półfinałowych. Natomiast w poniedziałek derby Manchesteru w których rozstrzygnie się walka o mistrzostwo Anglii. Glory glory Man United!


Jak napisałem tak zrobiłem - udało mi się poczytać Rise of the Vampires czyli crossover I, Vampire i Justie League Dark - epicka rzecz. Dawno czegoś tak dobrego nie czytałem. Zdecydowanie te dwa komiksy należą do mich ulubionych. Zaczęła się również Noc Sów w Batmanowych tytułach. Początek dobry, ale nie wzbudził we mnie takich emocji jak historia z wampirami jednak to był dopiero początek a Snyder udowodnił że jest utalentowanym scenarzystą i ja w niego na pewno nie będę wątpił.