Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vikings. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vikings. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 marca 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #222 [06.03.2017 - 12.03.2017]

SPOILERY


24: Legacy S01E06 5:00 P.M. - 6:00 P.M.
Po delikatnej poprawie z zeszłego tygodnia wciąż ogląda się to opornie od czasu do czasu przerywając wybuchami śmiechu. Kilka szczególnie błyskotliwych pomysłów wymieniłem na samym dole, teraz napiszę o tym co mi najbardziej przeszkadzało. Myśląc 24 od razu widzę Jacka Bauera i właśnie charyzmatycznego protagonisty brakuje Legacy. W tym odcinku Carter nie zrobił nic istotnego dla fabuły, wydarzenia biegły obok niego, a on był biernym obserwatorem. Nie tego oczekuje po bohaterze ratującym Stany i demokratyczny świat. W następnym odcinku prawdopodobnie nie będzie lepiej i Carter może znowu działać na własną rękę. Trzeci raz w ciągu siedmiu odcinków. Nie na takie zwroty akcji liczyłem. Właśnie twisty fabularne. Jest połowa sezonu, fabuła porusza się jak żółw w skorupie. Wciąż największym problemem jest MacGuffin z danymi jednostek terrorystycznych. Co jest trochę głupie. Przecież teraz wystarczyłoby zrobić nagranie i puścić je do social mediów. I ataki same by się rozpoczęły bez głupiej aktywacji. Dotychczasowe zwroty akcji? Na razie dwa, z których nic nie wynika. Ojczulek kandydata na prezydenta współpracuje z terrorystami, a na moście wybuchła bomba. Trochę słabo jak na połowę sezonu.

Planowo miałem ograniczyć się tylko do jednego akapitu, żeby nie tracić więcej życia na ten serial niż to potrzebne, ale o terrorystach muszę napisać. Już mniejsza z tym, że Latynosi, Arabowie i Czeczeńcy działają przeciw wspaniałej Ameryce. Oglądając wątek Amiry i Khassana co chwila wybuchałem śmiechem. Można by go skrócić do 40 minut i wypuścić jako odcinek komediowy. Czego tutaj nie było. Trupy okazały się całkiem żywe (dwukrotnie!), Amira zabijająca swojego chłopaka (dwukrotnie!), niespodziewana wizyta ojca podczas przygotowania zamachu, romans uczennicy z nauczycielem czy wreszcie pocieszny policjant z nadwagą "Ale co ja tutaj robię" niemalże ratujący dzień i ginący potem w eksplozji. Comedy gold!  

Inne:
- CTU znalazło fałszywe dowody terrorystów gdzie wszyscy mieli wpisany ten sam adres. Co robi agencja antyterrorystyczna? Wysyła tam ludzi. Głupie, prawda? Jeszcze głupsze, że oni tam byli. I dlaczego przemytnik miał kopię dowodów?
- "Brakuje ci akcji? Widziałem jak szykowałeś broń, chyba ci brakuję" - psychologia od siedmiu boleści.
- markowe dzielenie ekranu i pokazywanie akcji z wielu ujęć jest używane wyjątkowo często. Szkoda, że nie ma to żadnego większego zadania. Nie buduje napięcia, nie pokazuje niczego nowego, a w momencie gdy rzeczywiście można było tego użyć (atak na terrorystów) tego nie zrobiono.
- CTU jest tak bardzo zaawansowaną agencją, że ich satelity nie mają podczerwieni przez co niemożna śledzić terrorystów w lesie. 

OCENA 2/6

DC's Legends of Tomorrow S02E13 Land of the Lost
Od swoich ulubionych seriali zazwyczaj wymagam więcej dlatego ten odcinek troszkę mnie rozczarował. Był zaledwie dobry. Miał humor, przedziwną wyprawę w czasie i dramaty w drużynie. Działy się również ważne rzeczy dla fabuły. Mimo to okazał się bardzo zachowawczy. Brakowało tej iskierki geniuszu gdzie każda scena sprawiałaby niesamowitą frajdę. Takich momentów było zaledwie kilka, a więcej czasu się nudziłem.

Trochę szkoda ponieważ wyprawa w umysł Ripa to bardzo wdzięczny temat. Podpięcie Sary i Jaxa do mózgu Huntera było niezłym pomysłem na historię o jego sprowadzeniu. Realizacja już niezbyt. Nudne przedzieranie się korytarzami Waveridera i walka z własnymi klonami. Pierwsze starcie Sarah vs. Sarah było fajne, ale potem kolejne potyczki tylko nudziły. Do końca nie kupił mnie tez pomysł by personifikować Gideon. Możliwe, że widziałem to już w Doctor Who i powtórka tego motywu nie była niczym zaskakującym. Taki odcinek mógł być bardziej szaloną przygodą, a rozegrano to dość spokojnie.

Przygoda Raya, Amayi i Nate'a w parku jurajskim też wyszło zaledwie poprawnie. Ekscytacja Raya i Gertruda to udane wstawki komediowe. Proekologiczna historyjka o miłości i zrozumieniu wobec zwierząt również pasuje do banalności niektórych wątków. Najciekawiej wypadł Ray mówiący o wnuczce Amayi. Mam nadzieje, że wątek mieszania w czasie i osobistej odpowiedzialności Nate zostanie później poruszony. Z minusów wątku jurajskiego - to samo co na statku, było bardzo zachowawczo. Można by zmienić stylistykę i wiele się nie straci.

Inne:
- szałas Raya i figurki legend, jakie to było urocze.
- cliffhanger z Steelem i Reversem udanie podsyca zainteresowanie przyszłym tygodniem.
- w tym tygodniu grzebanie w głowie Ripa, za tydzień podróż w głąb Speed Force w The Flash. Czy w Arrow działo się coś podobnego? 

OCENA 4/6

House of Cards S01E03 Chapter 3
Udało się wylosować serial na który miałem ochotę i kurde, ale to było dobre. Bałem się trochę powrotu do House of Cards po tyle latach, na szczęście nie walnąłem głową w mur. Ułatwiła to trochę struktura odcinka gdzie Frank musiał wrócić do swojego rodzinnego miasteczka by załagodzić kryzys po śmierci nastolatki. Trochę absurdalnego humoru, ale jeszcze więcej bezczelnej manipulacji i perfekcyjna realizacja planu, co by uzmysłowić, że wszystko co robi Underwood ma jakiś cel. Charyzmatycznie wyszła scena w kościele. Granie na emocjach, słowa mające podwójne znaczenie i skuteczna manipulacja. Kevin Spacey zagrał to perfekcyjnie. Robin Wright również błyszczała. Swoją powagą i totalną kontrolą chwili. Tylko raz jej nie miała - wbiegając na cmentarz. Przypadkowe zdarzenie, które zachwiało jej przekonaniem. Wszystko zostało naprawione na końcu gdzie odmitologizowano cmentarz, stał się on kolejną przestrzenią publiczną. Tak samo jak kościoły, które przecież politycznie wykorzystuje Frank. Lubię takie wielopoziomowe narrację. Trochę słabiej wypada historia Zoe. Młoda i ambitna walcząca z szefem. Momentami ambicja przeradza się w arogancję. Szykuje się na historię o Ikarze.

OCENA 5/6

Riverdale S01E07 Chapter Seven: In a Lonely Place
Odcinek potwierdza, że największym wrogiem bohaterów są rodzice. Wydaje się, że tylko Archiemu dobrze z ojcem. Jednak kłótnie Veronicy z matką to nic przy Cooperach i Bloosmach. Patologiczne rodziny okłamujące swoje dzieci w imię wyimaginowanej dumy. W piękny sposób przerysowane do granic absurdy, ale mieszczące się w graniach świata wykreowanego. Te sceny gdy Betty i Cheryll zdają sobie sprawę, że są okłamywane przez własne matki były po prostu świetne. Podoba mi się też jak jest pokazywana zmiana pokoleniowej mentalności, gdzie wydawałoby się walczące ze sobą dziewczyny są skazane na wieczny konflikt, a kłótnia w ich rodzinach zbliża je do siebie.

Zupełnie inne problemy z rodzicem reprezentuje Jughead. Dorastanie w rodzinie z kłopotami ukształtowało jego mentalność. Podświadomość kreuje nocne koszmary i fizycznie zbliża się do Betty co pomaga zarówno jemu i jej. Ten odcinek to smutna opowieść o próbie pojednanie z ojcem. Serial podszedł do tego kompleksowo, pokazywał sceny jak to obaj siebie kochają, jak przeszłość ukształtowała Jonesa oraz jak bardzo jest to patowa sytuacja, której nikt nie potrafi zmienić. Niesamowita była scena wieńcząca ten wątek gdy Fred wyciąga Jugheada z aresztu tworząc przy tym paralelę do przeszłości jak wyciągał ojca Juga z więzienia. Postawiono tutaj chłopaka przed trudną decyzją - co wybrać, ojca który go zawodzi czy przyjaciela. Żyć iluzją odbudowania rodziny czy zapewnić sobie chwilowe bezpieczeństwo. Jakiego wyboru by nie podjął będzie żałował. Brawo, tak się robi seriale, stawia bohaterów w niemożliwej sytuacji i pozwala im podejmować zrozumiałe decyzję.

Przy tym wszystkim historia Veronicy kłócącej się z matką wypada bardzo banalnie. Jakby wzór rodziny, która się sprzecza, ale potrafi pogodzić. Było tez momentami zabawnie. I tylko szkoda, że nie pokazano rozmowy telefonicznej z ojcem.

Śledztwo w sprawie śmierci Jasona rozwija się bardzo powolnie. Podejrzenia wobec Polly były trochę głupie. Tak samo jak aresztowanie Jugheada. Chociaż faktycznie nie wiadomo co robił tego feralnego dnia. Teoretycznie bombą miała być bluza Jasona w przyczepie ojca Jugheada. Klasyczna zmyłka mająca przedłużyć śledztwo.

OCENA 5/6   

The Expanse S02E03 Static
Pozornie spokojny odcinek był wypełniony wciągającymi scenami, zwłaszcza w momentach gdy postacie rozmawiały ze sobą. Nie spodziewałem się, że tak bardzo zaangażuje w fabułę. Tajemnicza osobliwość spoza układu ewoluuję i rośnie. Tajemnicą jest jak morfuje Erosa, ale na pewno jest to niebezpieczne. Jak zniszczyć asteroidę? Statkiem kosmicznych mormonów. Cliffhanger jak się patrzy. Nie dość, że wprowadza interesujący wątek i sposób pozbycia się Erosa to jeszcze powinien wytworzyć kilka nowych konfliktów.

Dużo scen opowiadało o postaciach. Wściekłość Holdena na Millera, odreagowująca Naomi, Amos bardzo dobrze rozumiejący Millera i skutecznie rozszyfrowujący socjopatę czy wreszcie Alex spędzający godziny przed symulację by nie dopuścić do śmierci ludzi za których jest odpowiedzialny. Takie sceny są potrzebne i ciesze się, że poświęcono im lwią część odcinka.

OCENA 4.5/6 


The Flash S03E15 The Wrath of Savitar
Co to był za tragiczny odcinek. Bohaterowie gonią w piętkę, a scenarzyści specjalnie ich ogłupiają by tworzyć dramatyczne sytuację. Może drużyna wygląda na grupkę przyjaciół, ale to patologiczna rodzina, która się nawzajem wykańcza. Nie tak to powinno wyglądać. Oglądanie tego bajzlu jest momentami prawdziwą udręką. Cały story arc Wally'ego trzyma się na słowo honoru, Catlin nie miała jak ukraść kamienia, a Barry oświadczający się Iris tylko by zmienić przeszłość to szczyt głupoty bijący dokonania PiSu. Wygląda to jakby scenarzyści zapomnieli o kim piszą. To boli. Przez to wszystko cierpi cała fabuła. Trudno jest mi się na niej skupić bo wszystko zachodzi w nielogiczny sposób. Również konstrukcja odcinka była bardzo dziwna, szczególnie przechodzenie między niektórymi scenami, jakby wycięto parę minut materiału mającego wpływ na ciąg przyczynowo skutkowy. Minusów by się jeszcze trochę znalazło więc chwilkę o pozytywach - Savitar wrócił na Ziemię, a powodem jego powrotu jest stworzenie Flashpointu, cieszy, że przeszłość wciąż gryzie Barry'ego w tyłek. Wciąż podoba mi się rozwijanie relacji między Julienem, a Catlin, którzy wstydzą się przeszłości i boją przyszłości. 

Inne:
- wciąż nie mogę zrozumieć czemu Barry nie poprosił Harry'ego o pomoc w walce z Savitarem. Przecież Wells istotnego nie musiał robić na swojej Ziemi żeby nie zostać tutaj na trochę. Bolą mnie takie nielogiczności.

OCENA 2.5/6

Vikings S04E18 Revenge
Większa połowa odcinka to nudna obyczajówka u wikingów. Już nie mogę patrzeć na wątki romansowe, a są już aż trzy. Chyba tylko ten Astrid Z Bjornem wygląda w jakiś sposób interesująca ponieważ wpływa na Lagherte i dodaje ciekawy konflikt w Kattegat. To co dzieje się w związku z Margaret czy u króla Norwegi to niepotrzebne rozwadnianie historii. Na szczęście było dużo momentów, które przykryły mój negatywny odbiór, ba miejscami zachwycałem się. Składanie ofiary wypadło klimatycznie - prosty kontrast między seksem, a śmiercią działał. Dużo lepiej zrobiło się w Anglii. Emocjonalna rozmowa Ekhberta z synem, któremu nie potrafi wyznać miłości świetnie oddawała ich relację. Gwoździem odcinka była zemsta n Elii. Krwawy orzeł wynagrodził mi brak sceny batalistycznej. Vikings są niezrównani w tego rodzaju scenach, a pół roboty robią zdjęcia i muzyka Trevo Morrisa.

OCENA 4.5/6

Vikinngs S04E19 On the Eve
Po pierwsze - kończenie odcinka cliffhanger w środku bitwy powinno być ustawowo zakazane. Wyśmienicie oglądało się starcie wikingów z Normanami. Podchody, zabawa w kotka i myszkę, atakowanie z zaskoczenie i cierpliwa realizacja planu. Poświęcono na to odpowiednio dużo czasu, budowano napięcie w oczekiwaniu na starcie i gdy już do niego miało dojść pojawiły się napisy końcowe. Trochę słabo. Mimo to większość odcinka bardzo dobrze się oglądało. Zwłaszcza sceny w Anglii. Kłótnie braci trochę irytują i ciekawi mnie do czego one doprowadzą. I jak będzie wyglądał następny sezon. Przeciwnicy w Anglii powoli się kończą i wypadałoby wprowadzić nowe postacie.

W Skandynawii Lagretta miała kilka wspaniałych scen. Zwłaszcza gdy z spokojem podpaliła kilku wrogów a potem patrzyła jak się fajczą. To samo podczas tortur, boski autorytet i marmurowe oblicze. I tylko Torvi szkoda. Mam nadzieje, że nie zginęła, w końcu nie zabija się postaci poza kadrem.

Nie rozumiem tylko jednego wątku - księżniczki Habarda. Historia rozpisana na dwa odcinki była bardzo przewidywalna i nic nowego o nim nie mówiła. Chciano nadać mu tło osobiste którego nie potrzebował. Czyżby chciano go awanoswać do głównej obsady i zrobić z niego antagonistę Lagherty w następnej serii?

OCENA 4.5/6

Vikings S04E20 The Reckoning
Może zacznę pierw od największego zaskoczenia. Nie pokazano Kattegat i Lagherty. Jedna z najważniejszych postaci w serialu nie dostała nawet malutkiej sceny, która mogłaby nakreślić historię na następny sezon lub by godnie ją pożegnać. Jeszcze jakby wątek Angielski był wypełniony kompleksową historią to bym zrozumiał. Niestety tak nie było. Po wielkiej bitwie, przeciętnej jak na standardy sezonu, przyszło uspokojenie, momentami wręcz nuda. Najbardziej mnie ciekawiło czy Ecbert ma genialny plan, który konsekwentnie realizuje. I chyba miał. Nadał ziemię wikingom by ich skłócić. Wiedział, że to kontrowersyjne posunięcie i nie wszyscy podzielają marzenie Ragnara. Zrobił to co uważał za najlepsze dla swojego królestwa i mu się udało. Konflikt wśród braci i śmierć Siguarda z rąki Ivara była tego konsekwencją. Nie zaskoczyła, ale zarysowała obraz na następną serię. Konflikt braci. Różne marzenia i cele realizowane przez poszczególnych braci. Mnie najbardziej cieszy powrót Bjorna na Morze Śródziemne i samotna wędrówka Flokiego. Anglia i Kattgat trochę nudzą i te kulturoznawcze wątki mogą być potrzebnym powiewem świeżości. Ty samym mogą być wojowniczy mnisi. Jonathan Rhys Meyers pojawił się zaledwie na moment i to wystarczyło by czekać na sceny z jego udziałem. Na resztę trochę mniej. Trochę zmęczyłem się materiałem. I nie chodzi tutaj o liczbę dwudziestu odcinków na sezon. To wciąż solidny serial, ale brakuje mu unikalności, która by go wyróżniała. Dlatego ponad miesiąć zwlekałem z ostatnimi odcinkami. 

Inne:
- jest już zwiastun następnej serii. Zapowiada się krwawo i widowiskowo czyli jak co roku. 

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #215 [16.01.2017 - 22.01.2017]

SPOILERY

Scream S01E04 Aftermath
Moja maszyna losująca upodobała sobie seryjnych morderców. Nie zdziwię się jeśli po Dexterze i Krzyku padnie na Hannibala. Nie miałbym nic przeciwko, na pewno wyszedłbym na tym dużo lepiej i zatrzymał tendencję spadkową. Tak, Scream okazał się jeszcze gorszy od Dexa. Znowu całkiem dobrze kojarzyłem ostatnie wydarzenia tylko, ale tutaj nie budziły one żadnego zainteresowanie. Serial okazał się taki jak zapamiętałem. Bez napięcia, interesujących bohaterów i stawiający na warstwę obyczajową zamiast straszenia lub slashowanie niewinnych dziatek. Było kilka fajnych momentów, ale szybko je zarżnięto. Jak appka z głosowaniem kto ma teraz zemrzeć. Bardzo fajny motyw. Zamiast to rozwinąć więcej czasu poświęcono na wybór koloru lakieru do paznokci na pogrzeb. Jakby serial chciał mnie zmusić bym przestał darzyć te postacie jakąkolwiek sympatię. Było nudno. Tworzono napięcie w scenach, które były przewidywalne, a bohaterowie zachowywali się zwyczajnie idiotycznie. I na domiar złego nie było zabójstwa. Martwa świnia i odcięta głowa to trochę za mało. Jedyne co się udało to żart z rozdzielaniem się w opuszczonym szpitalu.

OCENA 2.5/6

Teen Wolf S06E07 Heartless
Nie spodziewałem się, że jeszcze w ten sposób będę zachwycał się tym serialem. Już po pierwszej scenie wiedziałem, że będzie dobrze. Wrócono do sposobu otwieranie odcinków z pierwszych sezonów serwując horrorową ucztę. Sen w śnie, powtarzająca się śmierć Theo z rąk swojej siostry. Pokazanie czyśćca do którego trafił, jak cierpiał za swoje grzechy. Potem nie było wcale gorzej. Scena między Lydia i szeryfem to emocjonalna bomba. Bohaterowie radzą sobie z stratą na własny sposób inni walczą, a drudzy tworzą iluzję rzeczywistości co jest ich mechanizmem obronnym. Dobrze wyszły też sceny Malia/Peter. Trudne rodzicielstwo, arogancja ojca i ostatecznie uleganie własnym instynktom. Malia za wszelką cenę chcę uratować Stilesa, a Peter córką mimo, że temu zaprzecza. Aż szkoda, że to ostatni sezon. Najsłabiej wypadło łapanie Jeźdźcy. Trochę głupkowate, ale był humor więc nie będę zbytnio narzekał. I ta końcówka. Teen Wolf umie w cliffhangery. Uber wilkołak pokonujący Jeźdźca. Do końca jeszcze trochę odcinków i czuje, że będzie to prawdziwa przyjemność.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E18 Loser Edit
Jeśli Alicia myśli, że może bezpiecznie pogrywać z mediami i jest kryta niech lepiej sama zrezygnuje z stanowiska. Przez tyle lat serialu nagromadziło się na nią tyle brudów, że wyciek maili to najniższy wymiar kary. Dzielnie z Elim walczyła o kontrolowanie kryzysu, niemalże się udało. Kilka dobrze wygłoszonych kłamstewek i voila. Tylko, że wyskoczyło coś zupełnie innego. Źle liczone głosy. Już raz ten problem był poruszony w serialu, teraz spojrzy się na niego z innej strony. Już ostrze sobie gałki oczne by zobaczyć w jakie, poważniejsze kłopoty wpadnie.

Danie Diane wątku z republikanami było doskonałym pomysłem. Demokratka wiecznie broniąca swoich przekonań tym razem musiała bronić pary gejów w testowym procesie. Oliver Plat był równie wspaniały co ona, ogień gdy oboje pojawiają się na ekranie. I ta ich ostatnia rozmowa, wierze w własne przekonania i wiecznym połączeniu prawa z wątkiem ludzkim.

Gdzieś tam w tle odgrywa się upadek Kalindy. Popełnione błędy zaczynają się na niej mścić, a co najgorsze może pogrążyć przy tym kancelarię. Jeśli jednak to prowadzi do wypisania jej z serialu to jestem trochę rozczarowany. 

Inne:
- ten moment gdy Eli przyznaje rację córce, bezcenne.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E19 Winning Ugly
Przesiąknięty cynizmem cholerny majstersztyk. Może się wydawać, że The Good Wife jest laurką dla demokratów, ale to nie prawda. To bardzo gorzki serial gdzie dobrzy ludzie popełniają błędy, a jeszcze gorsi ludzi udają dobrych. Alicia przez sezon walczyła o wygraną w wyborach, udało się jej, nawet w pewnym stopniu udobruchała opinie publiczną i mogła przezwyciężyć kolejny problem. Mogła, ale została udupiona przez własną partię. Wiara w większe dobro w imię którego można zlekceważy zasady demokracji. Obłuda demokratów uwypuklona przez podśmiewanie się z republikanów. Byłem zachwycony oglądając ostatnie minuty gdy Alicia została wystawiona przez człowieka podziwianego przez całe życia. I ta muzyka tworząca nastrój smutnego upadku. Podziwiam.

Niby w odcinku toczyła się bardzo ciekawa sprawa dotycząca przyszłości Diane i sfałszowanych metadanych. Była dobra, kolejna zbliżająca się katastrofa, której mimo starań nie można powstrzymać. Jednak nie powiem żeby mnie interesowała równie mocno co historia Alici. I sam się sobie dziwię bo to przecież Diane lepiej mi się ostatnio oglądało. Co tylko świadczy o klasie tego serialu.  

OCENA 5.5/6

The Good Wife S06E20 The Deconstruction
Nie chcę się powtarzać, ale to trzeba napisać - pierwsza scena to mistrzostwo. Remake otwarcia serialu z odwróceniem ról. Wielki skandal tylko tym razem skupiony na Alici z wspierającym Peterem. Dobrze znane ujęcia, nawet Alicia była ubrana w to samo. Użycie takiego odwołania nadawałoby się na ostatni odcinek. Jak widać twórcy mają jeszcze kilka pomysłów. Upadek Alici jeszcze się nie skończył. Porzucona przez własną partię nieskutecznie próbowała wrócić do własnej firmy. Momentami była to zabawna komedia omyłek która miała gorzkie zakończenie.

W tle była również sprawa babci skazanej za dystrybucję narkotyków. Sam w sobie wątek był dobry tylko słabo korespondował z głównymi wydarzeniami. Było to też pożegnanie Kalindy. Jak Alicia wpadła w sieć która ciągnęła ją w stronę nieuchronnej katastrofy.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E21 Don't Fail
Serial kolejny raz odwołuje się do przeszłości by podkreślić teraźniejszość. Rozpatrywanie starego procesu wywoływało w Alici stare wspomnienie, można było znowu zobaczyć jej rywalizacje z Carym, pryncypialne podejście do prawa i walkę o sprawiedliwość. Podkreślono też cynizm bohaterki. Skłamała w sądzie by wybronić klienta i mówi teraz o otworzeniu własnej firmy gdzie będzie brała sprawy tylko takie w jakie wierzy. Prawo prawem, ale to jej przekonania są najważniejsze. Ogólnie bardzo dobrze oglądało się sprawę. Powrót do sądowych batalii był doskonałym pomysłem, tak jak realizacja flashbacków wywoływana przez materiały z dawnej sprawy.

OCENA 5/6

The Good Wife S06E22 Wanna Partner?
Z ostatnich kilku odcinków The Good Wife jakie obejrzałem to właśnie finał szóstego sezonu był najsłabszy. Brakowało mi stawki o którą można było walczyć, kulminacji wątków i szokujących wydarzeń. Nawet pod względem realizatorskim było zaledwie poprawnie. Jednak w wypadku tego serialu przeciętność oznacza kolejny bardzo dobry odcinek. Sprawa Alici była w miarę ciekawa, a współpraca z Finnem owocna. I pewnie to tyle. Ciekawsze były wątki osobiste. Książka mająca wybielić Aicię, Peter kandydujący na prezydenta i żona Canninga pracująca dla Lockhar, Agos & Lee. Każdy z tych wątków albo ma potencjał na coś więcej i długą historię lub już do czegoś doprowadził. Cliffhanger zaskakując - Canning szukający w Alici wspólniczki. To nie może się udać.

Pożegnanie Kalindy wypadło znośnie. Zwłaszcza ostatni moment gdy Lester przeklina silne kobiety i proponuje jej współpraca. A ona odchodzi pewnym krokiem w stronę kamery. Nowa droga, nowe historię. Chciałbym ją jeszcze kiedyś zobaczyć. Archie Panjabi nieźle wpisałaby się w The Good Fight.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S07E01 Bond
Pięknie zaczyna się nowy sezon. Jest tempo, stawki, sprawy sądowe, można kibicować Alici, konflikty między bohaterami zaogniają sytuację, a wątek polityczny jak zwykle przykuwa równie mocno co prawniczy. Chaos był tutaj kontrolowany, skakano od jednej sprawy do drugiej, działo się dużo, ale z sensem, by podkreślić jak wygląda teraz życie Alici. Może to i powtórka z rozgrywki, znowu walka z Diane i Carym, ale takie jest życie, powtarzalne. Pasuje mi to bo ogląda się znakomicie. Wprowadzono nową bohaterkę do głównej obsady. Lucca jest sarkastyczna i inteligenta, może sprawić niezły duet z Alicią. Dużo dobrego wniesie też konflikt miedzy Elim, a Peterem. Zwłaszcza, że genialna Margo Maltitade weszła między tą dwójkę. Fajnie zapowiada się też wątek Cary'ego. Utkwił między dwoma światami, młodych i starych w czym próbuje się bezskutecznie odnaleźć. Jeszcze trochę i zacznie współpracować z Alicią. Lub pójdzie na swoje.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E02 Innocents
Już ubóstwiam ten sezon za skupienie się na wątku prawniczym, to właśnie tam Alicia czuje się najlepiej. Ostatnio znudziła mnie walką o fotel prokuratora okręgowego. Teraz zachwycam się kolejnym epizodem bo może się wykazać w sądzie. Trochę humoru na sali sądowej, sprawa dotycząca wolności słowa i pornografii, a po drugiej stronie Nancy Crozier. Zwroty akcji i uczucie tajemnicy. Nie tylko związanej z sprawą. Pojawiają się nowi bohaterowie którzy są dzikimi kartami. Lucca na razie współpracuje z Alicią, ale jak długo? Jest też detektyw grany przez Jeffa Deana Morgana, który wyraźnie czuję coś do Alicii. Akurat wtedy gdy Peter walczy o prezydenturę. Wciągający był też konflikt Cary'ego z Laymanem.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E03 Cooked
Jestem zachwycony, że serial pozostaje przy formacie procedurala prawniczego. Kolejna sprawa i znowu kapitalnie poprowadzona. Niby kolejne przesłuchanie, niby próba wybronienie dilera narkotykowego a okazuje się, że była to prowokacja FBI. Zwroty akcji i zaskakujący koniec. Alicia prawdopodobnie narobiła sobie wrogów w FBI, a Elii gra w bardzo niebezpieczną grę. Pogrąża Petera, walczy z demokratami i Ruth. Może się na tym ostro przejechać. Przeszkadza mi tylko jedna rzecz - delikatne ogłupianie Alicii by pokazać Luccę w lepszym świetle.

OCENA 5/6

The Good Wife S07E04 Taxed
Trzy ciekawe wątki i niestety każdy z nich trochę rozczarował. Sprawa Alici gdzie broniła klientki nie przyznającej się do kradzieży było dobrze skonstruowana i pokazała coś o postaciach. Miała też gorzkie zakończenie. Eli knujący przeciw Peterowi zaczyna powoli denerwować. Za dużo w tym tajemniczości. Jednak kłótnie Jackie z Grace wypadły całkiem nieźle. Tak jak Ruth łagodząca sytuację. Najlepszy był wątek Diane gdy musiała pracować niezgodnie z swoimi przekonaniami. Brakowało mi tylko zakończenie, wyraźnej kropki po procesie w sprawie samobójstw z udziałem lekarzy. Z drugiej strony to była zrozumiała decyzji, jakby serial nie chciał zajmować wyraźnego stanowiska w tym względzie.

OCENA 4.5/6

The Good Wife S07E05 Payback
Coraz ciężej zaczyna mi się oglądać tą zawiść u Eli'a. Rozumiem, że ten serial jest o ambitnych jednostkach dążących do swoich celów. Jednak wcześniej można było ich zrozumieć. Niestety takie zachowanie do niego nie pasuje. Zemsta dla czystej satysfakcji i wmawianie, ze wie się lepiej? To zupełnie nie jak on.

Pierwsza sprawa Alici i Luci w własnej kancelarii okazała się sukcesem. Były kłopoty, zwroty akcji w niespodziewanym kierunki i łut szczęścia, który pozwolił wygrać. Pierwszy krok na drodze do wielkiej kariery. Mam tylko wrażenie, że serial się powtarza. W dobrym stylu, ale to dalej to samo co już kiedyś się oglądało. Jeszcze tylko brukuje większego konflikty z firmą Cary'ego i Diane. Chociaż tam mają dużo poważniejszy problem, który sprowadził się do komicznej sesji uwrażliwiającej.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E11 The World's Columbian Exposition
Zgodnie z oczekiwaniami cliffhanger z zeszłego roku został bardzo szybko rozwiązany. Wcale mi to nie przeszkadza, w końcu to serial proceduralny stawiający na fun z oglądanie. I tego było sporo mimo cięższego klimatu. Flynn szykował morderstwo Edisona, Forda i Morgana przy pomocy Lucy gdy Rufus i Wyatt walczyli o przeżycie. I to było fajne. Bawiono się tropem damy w opałach, która ostatecznie ratuje swoich niedoszłych wybawicieli, gościnny występ Houdiniego dał radę a wprowadzenie pierwszej studentki MIT dało lekki wydźwięk feministyczny.  Ogólnie całość została bardzo sprawnie skonstruowana i odpowiednio rozłożono napięcie - pierw skupiano się na Lucy i Flynnie by środek ciężkości przeniósł się na morderczy hotel. Odcinek był też o walce ze strachem i fobiami czemu pomógł właśnie Houdini dając lekcję Lucy, a na końcu Rufus postawił się Rittenhousowi. I tylko fabuła mogłaby wreszcie rozwinąć skrzydła. Może teraz, gdy Wyatt zna nazwisko mordercy swojej żony wydarzy się coś nieoczekiwanego.

OCENA 4.5/6

Vikings S04E17 The Great Army
Serial przygotowuje grunt pod wielką inwazję. Mozolne budowanie napięcie i podkręcanie go wraz z mijającym czasem skutecznie na mnie działa. Intryga pogania intrygę. Synowie Ragnara chcą się mścić, Laghera też i przy okazji utrzymać władzę i poszanować potomków męża co się wyklucza. Jest też Bjron, przywiązany do matki i braci, marzący o swoim wielkim przeznaczeniu. Saga rodzinna zaczyna rozkwitać gdy zabrakło ojca. Śmierć Ragnara daje spektakularny efekt domina który wpłynie na losy świata. Armia się zbiera, a dzieci stają się mężczyznami.   A ja zaczyna coraz bardziej interesować ich losami. Chcę zobaczyć co zrobi Ivar, jak bardzo dwulicowy jest Ubbe i czy Bjorn dorówna ojcu. Bałem się nowego kierunku serialu, ale chyba niepotrzebnie.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #213 [02.01.2017 - 08.01.2017]

SPOILERY

Sherlock S04E01 The Six Thatchers
Na nowy, pełnoprawny odcinek Sherlocka trzeba było czekać tak długo, że straciłem rachubę. I zainteresowanie. Dlatego zasiadłem do odcinka z tygodniowym opóźnieniem. Niespecjalnie mnie ciekawiło co dalej. Trzy lata mogą zatrzeć nawet najgłębszą fascynację. Do tego doszło jeszcze raczej negatywne przyjęcie przez recenzentów i widzów. Mimo wszystko zmusiłem się i obejrzałem. Ostatecznie było zadowalająco. Wciągnąłem się w historię, miło było zobaczyć dobrze znanych bohaterów, pośmiać się z udanych żartów i pozachwycać reżyserią. Było też całkiem niezłe tempo i całość mocno wciągała. Tylko, że to nie jest Sherlock jakiego chcę oglądać. Zagadek kryminalnych było tutaj sporo, ale wszystko to raczej krótkie historyjki. Ta główna intryga nie chwyciła. Brakowało jej spójności, wątek Mary został tu wciśnięty bardzo nagle, a rozwiązanie... no cóż, dyskusyjne. Usunięcie jej z serialu było bardzo słabo poprowadzone i zapowiada konflikt między Watsonem i Sherlockem. Czyli niezbyt mam ochotę na więcej. Największy plus odcinka? Niebieski Power Rangers na masce samochodu, cieplutko zrobiło się na moim geekowskim serduszku.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E06 Ghosted
Zacny odcinek mimo, że bez Stilesa. Widocznie poprzedni był nakręcony w późniejszym terminie po powrocie z leczenia i wyemitowany wcześniej by nie stęsknić się za bardzo za bohaterem. Najlepszym momentem była wizyta w miasteczku duchów. Przytłaczająca atmosfera wymarłej mieściny, klimat jak z post-apo. Do tego starcie z Banshee i straszna przyszłość jaka wisi nad Lydią jeśli nie uda się pokonać Jeźdźców ona jedna zostanie w Beacon Hills. Stawka odrobinę poszybowała w górę.

Powrót Theo okazał się zaskakujący. Wskrzeszony po to żeby pomóc złapać Jadźce przyda się w inny sposób. Zna prawdę o Stilesie co może mu uratować życie. Jeśli Malia za szybko go nie rozerwie na strzępy. Cieszyłbym się gdyby okazało się, że nie ma wcale mocy. To byłaby wystarczająca kara, a wataha i tak musiałaby z nim współpracować ze względu na jego wiedzę. Już wiadomo, że coś kombinuje w związku z nauczycielem. Trochę się martwiłem tym sezonem, a ostatnio ogląda się go całkiem nieźle.

OCENA 4.5/6 

The Last Ship S03E09 Paradiso
Dobry thriller polityczny musi mieć kreta. Do tej niepisanej zasady stosują się scenarzyści The Last Ship. Przesłanki były od dawna. I tradycyjnie rzucane na niewłaściwą osobę, szczególnie w tym odcinku. Tak obcesowo, że trzeba było ją wykluczyć i podejrzewać najmniej podejrzaną. Kretem okazała się Allison. Przekazywanie informacji chińczykom i dokonała zamachu stanu. Wszystko ma większy cel, zniszczenie władzy federalnej i podzielenie Ameryki na kilka mniejszych państewek. Tylko tak można przetrwać w obliczu post-apokalipsy. Tak jak współczesna Ameryka jest podzielona tak i serialowa nie może dojść do porozumienia i wizji przyszłości. Kryzys nie jednoczy ludzi, a ich dzieli, szczególnie tych z ambicjami. Serial nieźle sobie poradził z tym wątkiem.

Równie dobrze wypada wątek Chandlera. Pierw wizyta na niemalże rajskiej wyspie z absurdalnym golfistą i nieustanne wrażenie nierealności. Widowiskowa strzelanina to miły dodatek. Momentami głupia, co nie przeszkadza w oglądaniu jak dzielni żołnierze sobie z nią z radzą. Bardziej ekscytująca była zasadzka w którą wpadł Chandler i utrata jednego z okrętów. Pierwsza tak wielka strata kapitana, ale nie będąca jego winą. Najlepiej wyszedł moment gdy pomagano rannym. Świetnie nakręcony, przepełniony uczuciem tragedii i klęski.

OCENA 4.5/6 

Vikings S04E15 All His Angels
Nie wierzyłem, że serial zabiję Ragnara. Mimo tytułowych wikingów to był w głównej mierze serial o nim. Jego drodze do potęgi i upadkowi z perspektywami na odrodzenie w chwalę. Wielka historia króla i jego rodziny. Nie wierzyłem, że skończy się to w Anglii, z dala od swoich ludzi, ukochanych i przyjaciół. Otoczony rządnymi krwi wrogami. Nie w momencie gdy zaczynał odnajdywać swoją dawną potęgę, godzić się z światem, bogami i samym sobą. Zrozumiałem, że to koniec gdy historia zatoczyła symboliczne koło.

Upokarzany, ale wciąż budzący strach Ragnar jest transportowany do Elli. Ludzie się go boją, opowiadają o nim niestworzone historię, on rozmawia z ślepcem i widzącym w mistycznej wizji. I jego podróż natrafia na monastyr gdzie spotkał Athelsteina co wywołuje u niego wspomnienia. W tej chwili byłem pewien, że to koniec. Ckliwe flashbacki, wspomnienia najlepszych chwil, a gdzieś w tle pielgrzymka Eckberta, który jeszcze raz będzie chciał pożegnać się z Ragnarem.

I co to było za pożegnanie! Jego koniec to pozorne poddanie i oczekiwanie śmierci. Po prawdzie jest to kontynuacja walki. Z bogami i przepowiednią. Chęć śmierci na własnych warunków i zmotywowanie synów do dalszych działań. Nie ugiął się ani razu, nie krzyczał mimo tortur, znosił to cierpliwie. A ludzie się go bali. Łachmaniarza w klatce pilnowany dzień i noc przez cały oddział wojskowy. Opowiadali sobie o nim niestworzone historię jak o postaci z legend. To było godne pożegnanie bohatera. Nasnuły mi się też skojarzenia z pasją Chrystusa. Już poprzedni odcinek narzucał tą symboliczną interpretację pokazując drogę krzyżową, a teraz Eckbert mówił u umywaniu rąk. Była też długa droga i w końcu męka. Nie było krzyża tylko klatka i ostatecznie jama z wężami. To była świetnie przedstawiona śmierć.

Pytanie co dalej? Odwetowy raid na Anglię jest rzeczą oczywistą i historyczną. Wielka armia pogan i podboje. Tylko jak to będzie się interpersonalnie rozgrywało? Jak zareaguje Lagherta i czy to osłabi jej władzę? Czy synowie odłożą zemstę na uzurpatorce w imię pomszczenia ojca? Jak wpłynie to na wyprawę Bjorna i zachowanie Rollo? Michael Hirst mówił w wywiadzie, że synowie chwałą mają prześcignąć ojca. Jest na to minimum 25 odcinków i ja mu wierzę.

OCENA 5.5/6

Vikings S04E16 Crossings
Pół godziny odcinka minęło i byłem zadowolony z jego jakości. Daleko było mu do poprzednich dwóch, ale oglądało się to dobrze. W Kattegat synowie Ragnara chcą się mścić, a Lagherta jakoś musi sobie z tym radzić. Kilka niezłych scen, jak Ivar wyzywający ją na pojedynek, i kilka dłużących się. Lepiej było na wyprawie Bjorn. Atak na muzułmańskie miasto nie wyszedł spektakularnie pod względem batalistycznym, ale posiadał aurę tajemnicy. Przedzieranie się ulicami, ekscytacja jedzeniem czy wreszcie zdumienie połączone z zachwytem Flokiego nad dziwną wiarą. Jestem zaintrygowany tym dokąd to prowadzi.

Największe pochwały dla końcówki gdy synowie zdają sobie sprawę z śmierci ojca. Pojawienie się kruków i Odyn składający każdemu wizytę. Podniosły nastrój podkreślany przez mistycyzm. I ta potężna burza na końcu. Świat opłakuje stratę. Teraz tylko czekać na zemstę. Czy wpłynie to na podróż Bjorn? I co będzie się działo z Laghretą? Na te i inne pytania odpowiedź w kolejnych odcinkach których nie mogę się doczekać.

OCENA 4.5/6

Westworld S01E09 The Well-Tempered Clavier
Nie powiem żeby kompletnie zaskoczyły mnie twisty tego odcinka. Nic im to jednak nie ujmuję ze względu na to jak zostało to przedstawione. Berdnard okazał się Arnoldem. Fort stworzył androklona swojego byłego współpracownika, który przejawia jego cechy. Dochodzenie do prawdy było długie, ekscytujące i z szokującą końcówką. Gra aktorska Hopkinsa i Wrighta poraża, nie da się od nich oderwać wzroku. Od jednego bije pewność i boskie przekonanie o własnej sile, drugi z determinacją podszytą lękiem i niepewnością odkrywa swoją przeszłość.

Drugi poważny twist do potwierdzenie dwóch linii czasowych Dolores. Z Williamem to wielkie flashbacki prowadzące do samoświadomością. Ciekawi mnie czy flashbackami były samotne rozmowy z Arnoldem czy jednak rozmawiała z Berdnardem. Tak jak u Berniego tak i u niej świetnie pod względem montażu wyszło przebudzenie gdzie z maestrią nakładano kolejne okresy czasowe.

Nie tylko androidy dokonują przebudzenia. Również William się budzi. Zrozumiał zasady gry, jest tym kim powinien być. Dostosował do otoczenia i daje mu to przewagę.

Wybuchowo zapowiadają się finałowe sceny z Meave i Hectorem. Śmierć w ogniu i wstąpienie do piekła to bardzo ładna i wykręcona symbolicznie metafora. Życie poprzez śmierć. Odrodzenie przepustką do piekła. I ta scena seksu w płonącym namiocie. Piękne.

OCENA 5/6

Westworld S01E10 The Bicameral Mind
Z miesięcznym opóźnieniem skończyłem Westworld i muszę się do czegoś przyznać. Im wcześniej tym lepiej. Czuję się trochę rozczarowany. Tylko trochę, ale jednak. Jest to denerwujące uczucie, nie pozwalające mi nieustannie zachwalać serialu i znowu przez nie wdam się w kilka jałowych dyskusji z znajomymi. Moja rozczarowanie wynika z prostego faktu - do końca nie wiem o czym to był serial, a jeśli już wpadnę na jakiś pomysł to nie potrafię prześledzić sensowności opowiadania jakiegoś wątku od początku do końca. Trochę jak z Grą o Tron. Tam znałem materiałem źródłowy i nie czułem zagubienia. Tutaj owszem. Oglądam pokój przez dziurkę od klucza i nie wiem czy patrzę na salon, kuchnię czy sypialnie. Nie podoba mi się ta konfuzja. Jeśli jednak bym oceniał odcinki jako pojedyncze całości i wyszukiwał w nich motywów opowiadających o człowieczeństwie, moralności i technologi to piałbym z zachwytu do zdarcia gardła. Chylę też czoła przed misternym prowadzeniem historii mimo częstego przerostu formy nad treścią. Jestem wizualnym estetą, czasem wolą popatrzeć niż posłuchać opowieści. Nie wiem też co myśleć o przyszłości serialu. Na pewno będę oglądał dalej i polecał. Ta kapitalna, wysokobudżetowa telewizja angażująca widza. Chciałbym tylko czerpać większą przyjemności z fabuły i bohaterów.

Finał to opowieść o przebudzeniu i zrozumieniu. Dalszy ciąg opowieści o wyrywaniu się z własnej klatki, przechodzeniu labiryntu świadomości w celu zrozumieniu świata. Zarówna androidów i ludzi. To też ucieczka Meave z widowiskowymi scenami. I przede wszystkim wielki plan Forda, który został wyjawiony na samym końcu. To on miesza w androidach i doprowadza do uzyskania przez nie świadomości. Ginie by zwieńczyć swoje dzieło, prawdziwa pętla związana z Arnoldem. Oddaje AI w władanie własny świat i daje wolną wolę, pozwala im ewoluować, nawet programuje ucieczkę Meave. I może parę rzeczy się nie klei do końca, ale na pewno ogląda się to wyśmienicie, a cliffhanger powoduje odruch pawłowa na myśl o powrocie serialu.

Podczas oglądania tego finału sam wpadłem na teorię. Nie jedną, ale tą chciałbym się podzielić. A co jeśli to wszystko to gra? Jeden wielki eksperyment, gdzie cała obsługa Delos to też androidy tylko nie zdające sobie z tego sprawy. Androidy z większą samoświadomością tworzą androidy, nieskończona pętla która ma dać odpowiedź na proste pytanie szaleńca "a co by było gdyby". To byłby szokujący twist, ale wyjaśniający kilka rzecz.

Inne:
- park z Samurajami! Dajcie mi to, proszę bardzo! Wiem, że taka drastyczna zmiana stylistyki kosztowała by kupę kasy, ale chciałbym zobaczyć zmianę scenerii.

OCENA 5/6 

wtorek, 3 stycznia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #212 [26.12.2016 - 01.01.2017]

SPOILERY

Eureka S01E03 Before I Forget
Kolejny serial którego odcinek widziałem lata temu. W przeciwieństwie do Hawaii Five-0 tutaj chciałem wrócić. I tutaj dla odmiany powrót nie był tak przyjemny jak na Hawajach. OD miasteczka geniuszy oczekiwałem humoru i szalonych pomysłów. Otrzymałem opowiastkę odrobinę zabawną i trochę dramatyczną, której waga odpowiednio nie wybrzmiała. Dano prawdziwego złoczyńce, maniaka wymazującego pamięć krótkotrwałą kobiecie od ponad dwudziestu lat. Mocne, ale skończyło się to zbyt cukierkowo. Śledztwo również nie było porywające gdzie dialogi nie błyszczały. Najmocniej rozbawiła mnie reinterpretacja Snu nocy letniej w postaci sci-fi z lat '50. Ogólnie czuję się rozczarowany. Mimo to chciałbym dać jeszcze szansę Eurecę.

OCENA 3.5/6

Marvel's Agents of S.H.E.I.L.D. S04E03 Uprising
Podobał mi się ten odcinek. Nawet nie zmniejszałem okienka playera by na co nudniejszych scenach sprawdzić twitterka. Zainteresował mnie, a akcja przyciągnęła wzrok. Tempa było niezłe, udało się podtrzymać nieustanne zagrożenie życia i w tle rozgrywa się większa fabuła. Prześladowani inhumans i źli ludzie robiący z ofiar sprawców. Serial nawet próbuje tworzyć analogie do współczesnego świata. Nieufność wobec nich jest fajnie rozgrywana. Czy to z perspektywy Eleny czy Daisy.

I móglbym jeszcze odrobinkę pochwalić, ale był też irytujące rzeczy. EMP działa w głupi sposób, zamieszki w największych miasta, a nawet na moment nie pokazano policji, Daisy/Robbie mają fajne sceny, ale mało w nich się dzieje, a motyw "śmierci" May i reanimacja był tak bardzo przewidywalny, że nawet się nie wzruszyłem. Choćby serial się mocno starał widać, że to chałupnicza robota. Zamiast iść w dramat powinien postawić na beztroską zabawę, a niestety nic na to nie wskazuje.

OCENA 4/6

Vikings S04E14 In the Uncertain Hour Before the Morning
Zadziwiające. Narzekam na Wikingów od powrotu, nie chcę mi się oglądać kolejnych odcinków i nagle trafia się coś takiego. Dwie skromne historię i oparcie całości na dialogach sprawiły, że przypomniałem sobie wszystko za co kochałem ten serial. I muzyka, co to była z muzyka! Szczytowa forma Trevoa Morrisa.

Pierwszy wątek to odzyskanie władzy przez Laghertę i starcie z Ashlaug. Starcie na słowa. Prośba o darowanie życia i strzał prosto w plecy. Obietnica została wypełniona, tron odzyskany, pozostał problem z synami Ragnara. Już teraz był przedsmak podczas starcia w sali tronowej, a potem jeszcze groźba Astrid. Każda scena miała sens i była ważna.

Jednak najważniejsze rzeczy działy się w Anglii. Ragnar został schwytany i upokorzony przez syna Eckberta. Wielki wódz wikingów w klatce. To dopełniło obraz rozpaczy. A potem wrócił pan i włdca i rozpoczęła się uczta. Czy długa rozmowa i popijawa. Pierw niechęć, a potem znowu pokazanie szacunku jaki łączy tych dwóch ludzi. Eckbert nie napawał się widokiem upokorzonego Ragnara, on cały czas go szanował i jego rozterki były autentyczne. Nie chcę go zabić, ale musi. Taka rola króla. Natomiast Ragnar wydaje się pogodzony i nawet zaproponował wyjście z sytuacji - oddać go Elli. I ja się zastanawiam czy on nie realizuje swojego planu. W końcu aż chcę się włączyć następny odcinek. Kapitalnie wyszła też rozmowa o bogach i niedorzeczności religii w wykonaniu dwóch pijanych władców. Albo już cicha rozmowa o Athlesteinie gdy oboje się obwiniają za jego śmierć.

OCENA 5.5/6

Westworld S01E07 Trompe L'Oeil
Nie trzeba być geniuszem by po "enigmatycznych" nagłówkach i twittach wpaść na twist z końcówki odcinka. Bernard jest jednym z hostów. Szkoda, że nie zrobiło to na mnie takiego wrażenie jakie powinno. Mimo wszystko wyszukiwanie wskazówek które na to doprowadzały też było satysfakcjonujące. Tak jak cliffhanger ze śmiercią Theresy. Tego akurat się nie spodziewałem. Wszystko zgodnie z planem Forda. Czy w takim razie teraz podmieni ją androidem? To by było właściwe rozegranie dla osoby bawiącej się w boga. Tylko, że jak mówi Meave, Ford jest tylko człowiekiem. Liczę, że grzech będzie niósł ze sobą konsekwencję.

Innym istotnym wątkiem była podróż Williama i Dolores. I tutaj rozczarowanie. Tak jak w zeszłym odcinku sceny akcji było z Człowiekiem w czerni tak teraz przeładowane nimi były wątki Dolores i Williama. I znowu efektownie strzelanie, dynamiczna scena akcji i piękne widoki. Tylko to trochę pusty obrazek. Ładny, ale to tyle.

Spodobały mi się pewne słowa. Ciągłe powtarzanie tych samych czynności prowadzi do zmiany. W takim razie monotonia i automatyzm czynności jest tylko pozorny. Wszechświat, ludzka osobowsć jest w ciągłym ruchu, nie da się stłumić świadomej kreacji. Jest w tym coś optymistycznego. Nawet jeśli sami zamykamy się w swoich codziennych pętlach to w jakiś sposób cały czas nas to kształtuje i zmienia. Jedyną stałą jest zmienność.

OCENA 4.5/6

Westworld S01E08 Trace Decay
Fascynujące jak serial rozgrywa motyw bezcelowej powtarzalności i zmiany w życiu. Jak łamać własne uwarunkowania, zmieniać się i pozostawać tą samą osobą. Lub coś zupełnie odwrotnego, powtarzać te same czynności i ewoluować. To już nie pojedyncze dialogi i sceny a przemyślane filozoficzne rozważania o naturze człowieka. Trochę gubi się w tym fabuła i cel całej opowieści. Jednak jeśli będzie się Westworld interpretować nie jako serial, a rozprawkę o ludzkości można z tego wyciągnąć dużo więcej. W tej prostszej warstwie narracyjnej tez jest dużo dobrego, imponuje rozpisanie wątków i ich przedstawienie, ale to nie to najbardziej mnie przyciąga do serialu.

Kolejny raz rozegrano scenę napadu na Sweewater. Bodajże trzeci. Tym razem z muzyką z Jeziora łabędziego. I znowu jestem zaszokowany jak odmiennie można przedstawić te same wydarzenia. Ta sama pętla, inna interpretacja wydarzeń dzięki nieprzemyślanej zmiennej. Jak życie. Niby wszystko zaplanowane, a nieskończona liczba rozwiązań i ciągów przyczynowo skutkowych.

OCENA 5/6 

niedziela, 18 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #210 [12.12.2016 - 18.12.2016]

SPOILERY

Alias S03E06 The Nemesis
Nie zapomniałem o Alias, straszy mnie z pulpitu i prosi by je oglądać więc co jakiś czas trzeba się zebrać i włączyć. I robię to z przyjemnością. Tylko po długiej przerwie jest ciężko. Trzeba się przestawić na archaiczność początku wieku. Jeśli się uda będzie bardzo dobrze. Ten odcinek w pierwszej części nie pomagał. Proceduralna misja, znane dobrze dźwięki podczas uderzeń i zbajome zachowanie postaci. Na szczęście szybko pojawiła się Fake Francie i odcinek ruszył z kopyta. Nawet dano banalną metaforę walki dobra ze złem gdy Sydney była ubrana na biało, a FF cała na czarno. Aż parsknąłem ze śmiechu. Dobrze oglądało się Sloana szantażowanego przez Sydney i relację na linii Vough - Lauren, a w szczególności Dixona proszącego Syd o zabicie Allison. I na rozluźnienie Marshall grający oświadczynową piosenkę na perkusji. Mistrzostwo.

OCENA 4.5/6

Ash vs. Evil Dead S01E03 Books from Beyond
Typowy Ash. Próbując rozwiązać jeden problem powoduje lawinę kolejnych. To miała być prosta wyprawa do sklepu z magicznymi książkami i znalezienie zaklęcie reperującego całe zło które zostało wyrządzone. Skończyło się na walce z nowo sprowadzonym demonem i porwaniem policjantki. Prosta historyjka, ale nieźle zrealizowana. Klimat okultystycznego sklepu z płodami zwierząt w słoikach, pentagramopodobny znak na podłodze i obrzydliwy potwór. I świetnie do tego dopasowane teksty Asha. Bawiłem się dobrze choć humoru było mniej niż w pierwszych odcinkach.

Świetnie wypadła postać Lucy Lawless. Twarda babka torturująca demona. Wciąż niewiele o niej wiadomo, ale chcę częściej ją oglądać. I niech wreszcie spotka Asha!

OCENA 4/6

Ash vs. Evil Dead S01E04 Brujo
Lubię takie tripowe historię. Bohater wyrusza w głąb siebie i ma pozornie bezsensowne haluny. Tutaj Ash musiał odnaleźć siłę do walki z demonami. I momentami było fajne, zwłaszcza ten szybki montaż opowiadający jego historię. Brakowało jednak czegoś ekstra, oglądało się to przyjemnie i tyle. Tak samo fabularnie niezbyt wkręca. Jeśli kolejne sceny ogląda się jak powiązane ze sobą skecze jest bardzo dobrze. Jednak jeśli chodzi o opowiedzenie czegoś o bohaterach i większej opowieści. No cóż kuleje. Dobrze, że pojawia się postaci Lawless, która nieustannie fascynację. W odcinku wprowadzono wątek opętania Kelly więc może niedługo coś ruszy pod względem opowiadania historii. Jeśli nie od czasu do czasu będę włączał serial by się pośmiać z Asha i jego absurdalnego humoru.

OCENA 4/6

Pitch S01E01 Pilot
W ramach dywersyfikacji konsumowania popkultury postanowiłem dawać szansę większej ilości pilotów. Wszystkiego oglądać się nie da, ale próbować można i co kilka tygodni będę eksperymentował z czymś czego w normalnych warunkach bym nie zobaczył bo lista zaczętych i tak jest już wyjątkowo długa. Wybór padł na Pitch które miałem na oku już od zamówienia. Trochę przez sentyment do Friday Night Lights (wciąż S05 do nadrobienie), trochę z umiłowania do sportowej dramy i emocji z tym się wiążącymi. Lubię od czasu do czasu pokibicować, a Pitch łączy to z oglądaniem serialu.

I jak wyszło? Ogólnie mi się podobało, ale mam sporo zastrzeżeń. Zaczną od plusów bo ważniejsze. Już pomysł wyjściowy intryguje - czarnoskóra kobieta w pierwszej lidze bejsbolowej. Opowiedzenie o seksizmie i rasizmie toczącym nasze czasy pod płaszczykiem dramatu sportowego. Serial powstał też na fali entuzjazmem Clintot mającej zostać pierwszą kobietą prezydentem i zburzyć dotychczasowy porządek społeczny. Odważnie. W serialu najbardziej skupiono się na odpowiedzialności jaka ciąży na nowo wykreowanej bohaterce. Ginny Baker staje się inspiracją dla całej generacji i musi udźwignąć ten ciężar na swoich barkach. To serial o jej radzeniu sobie z tym problemem. Podpisywanie piłeczek dziewczyną z jednej strony i wysłuchiwanie ciętych uwag kolegów z szatni. Wytrwale podąża swoją ścieżką i przełamuje się w najczarniejszym momencie. I to ogląda się bardzo dobrze. Głównie z uwagi na tą bohaterkę. Wątpiące, ale dążącą do celu.

Podobają mi się własne gry właściciela drużyny. Cynik, który sprowadził Ginny by zarobić więcej kasy. To prowadzi do konfliktu z trenerem. Ten wątek ciekawi mnie równie mocno co ta główna historia sportowa. Można wejść za kulisy i zobaczyć czemu dany heros został wykreowany. W głównej obsadzie jest również managerka Ginny. I tutaj nie wiem jeszcze czego oczekiwać. Serial usilnie pokazuje, że jakaś więź łączy te kobiety więc z tej strony na cyniczną opowieść o wyzysku sławy do wybicia i zarobku nie może być mowy. Managerke gra Ali Larter więc jeśli sceny z jej udziałem trochę nudzą można chociaż na nią popatrzeć i powspominać stare dobre odcinki Heroes.

I zastrzeżenia. Niezbyt czuję sportową realizacje. Wizualnie jest dobrze. Pełny stadion, telewizyjna stylistyka z komentatorami. Tylko, że nie mam komu kibicować poza Ginny. I nie chodzi o to, że nie znam się na bejsbolu. Przed Friday Night Lights nie miałem pojęcia jak gra się w football amerykański i wciąż do końca nie wiem. Tutaj nie ma drużyny, której mogę kibicować w drodze do mistrzostwa. Jest Ginny i kilka typków w szatni. Tyle. Wizja twórców minęła się z moimi oczekiwanie i to szanuje. Chcieli opowiedzieć historie kobiety, którą okrasili spora ilością flashbecków z trudnego dzieciństwa z dominująca personą ojca.

I jeszcze na koniec o cliffhangerze. Ojciec, który przygotowywał Ginny do gry w Major League okazuje się martwy od pięciu lat, a ona widzi na trybunach ducha. Prosty myk na który dałem się nabrać. Ale mówi coś o bohaterce więc szanuje. Pokazuje, że nie robi tego by zadowolić ojca, ale dlatego że ważne jest stawianie sobie kolejnych celów do osiągnięcia, że nie można spocząć na laurach nawet jeśli osiągnęło się sukces. Zawsze są nowe progi do zdobycia.

Czy będą oglądał dalej? Nie wiem. Z jednej strony mi się podobało. Bohaterka, reżyseria, kilka całkiem fajnych scen i postaci które mają potencjał. Z drugiej nie do końca dostałem do czego chciałem i moja szklana kula nie pokazuje żebym za parę odcinek specjalnie związał się z tymi postaciami. Niby to tylko dziesięć odcinków bo na drugi sezon Pitch nie ma raczej co liczyć. Nie mówię nie, ale prędzej pilot mi starczy.

OCENA 4.5/6


Timeless S01E10 The Capture of Benedict Arnold
Odrobinę więcej spodziewałem się po mid-season finale. Liczyłem zwłaszcza na cliffhanger sprawiający, że jeszcze bardziej nie będą mógł się doczekać powrotu Timeless. Zmiany w rzeczywistości po tak doniosłych wydarzeniach byłyby oczekiwane. Zamiast tego Lucy porwana przez Flynna. Słabo. Takie coś można rozwiązać bardzo szybko i specjalnie nie ekscytuje w proceduralach. Już za dwa odcinka drużyna wróci do siebie i serial będzie powtarzał bardzo dobrze znany schemat. Muszę się przyzwyczaić do braku chęci na eksperymentowanie.

Jednak co by nie mówić to była bardzo fajna opowieść. Już początek pokazał, że ten odcinek będzie inny. Coraz większy nacisk na postacie i ich charaktery. Lucy na kolacji u Christopher była sporym zaskoczeniem. Najważniejsza była tutaj ostatnia scena między nimi gdy agentka FBI daje pandrive ze wspomnieniami o własnej rodzinie. Jakby przez przypadek zostali usunięci z czasu. Mroczne strony podróży w czasie coraz bardziej eksplorowane z tego osobistego punktu widzenia. Fajnie wypadła też scenka Rufusa i Jiyai grających w Street Fightera, a potem tyrada pijanego Masona, który coraz bardziej staje się zagubiony w całej aferze Rittenhouse'a.

Potem było mięsko. Podróż do XVIII i współpraca z Flynnem. Przekonanie naszych nie było trudne. Rufus mógł się uwolnić od szantażystów, Wyatt odzyskać Jessicę, a Lucy, no cóż z nią było najtrudniej. Zmiany dla historii mogły okazać się katastrofalne. Podoba mi się ta sytuacja. Sojusz z głównym antagonistą by pokonać kogoś jeszcze gorszego i przy okazji pomoc sobie. Co mogło się nie udać? Wiele. I przez to było dynamicznie, z autoironicznym humorem (stresujący się Rufus z gorszymi żartami przez co jeszcze śmieszniejszy) i mocną sceną gdy Flynn wzbiera się w sobie do zabicia dziecko. Nieźle zagrany konflikt wewnętrzny. Nawet udanie wpleciono odwieczny trop predestynacji.

OCENA 4.5/6

Teen Wolf S06E04 Relics
Doskwiera mi brak watahy w serialu. Znaczy się, są bohaterowie, coś tam działają, ale to nie jest wataha znana z poprzednich serii, a Scott nie zachowuje się jak lider. Potrzebuje więcej interakcji między postaciami, rzucanych żartów i zależności między nimi. Za dużo niepowiązanych ze sobą historii. Poza tym oglądało się przyjemnie. Mecz lacrossa, który poszedł źle jako scena kulminacyjna był bardzo w duchu serialu. Wcześniej trochę szukania Stilesa i ukrywania przed Jeźdźcami. Wszystko zrealizowane poprawnie.   Tylko tyle i aż tyle. Bez sceny mocno zapadającej w pamięć. Chociaż nie, była jedna rzecz która bardzo mi się spodobała - relację Melissy z Argentem. Jednak jest jakaś zaleta wymazania Stilesa. I jeszcze końcówka - reliktem został jego jeep. Miło.

OCENA 4/6

Teen Wolf S06E05 Radio Silence
Co za fantastyczny odcinek. Wystarczyło odsunąć Liama z swoimi przyjaciółmi i dać powrót Stilesa by oglądało się znakomicie. I to jeszcze Stiles w duecie z Peterem! Parę rzeczy mi zgrzytało jak zbyt duża i zbyt szybka samoświadomość Stilesa w limbo lub łatwość komunikacji z naszym światem, ale ich team up mi wynagrodził wszystko. Arogancki Peter, który nie raz ratuje Stilesa i ostatecznie ryzykuje własnym życiem by móc wrócić do córki. Świetna scena gdy Malia i Scott przypominają sobie kto to jest.

Super wyszedł też wątek reliktu, którym okazał się jeep Stilesa. Tajemniczy magnetyzm przyciągający do niego bohaterów. To jak stoją przed nim zauroczeni, jak Scott odnajduje w nim własny zapach i w końcu gdy dochodzi do kontaktu z zagubionym przyjacielem. Na prawdę nie wiem kiedy zleciało mi te 40 minut tak dobrze się to oglądało.

OCENA 5/6

Vikings S04E13 Two Journeys
Nie wiem czy tak bardzo zmieniły się moje upodobania czy to wina serialu i jego starań by jak najmniej sympatycznie przedstawić swoich bohaterów. Ja tam lubiłem prawie wszystkich, nawet Rollo ponieważ historia bycia w cieniu brata była ciekawa. Teraz jest mi ciężko komukolwiek kibicować przez co oglądanie nie sprawa mi przyjemności. Dalej szanuje Vikings, potrafię się zachwycić pojedynczymi scenami, ale chciałbym mięć choć trochę satysfakcji z seansu.

Bardzo zniesmaczyła mnie scena gdy Ragnar mordują ocalałą załogę. Dla odmiany podobała mi się jego podróż i zbliżenie do syna i przyznanie do błędów. Dobrze było zobaczyć Rollo, ale nie podoba mi się jego decyzja powrotu do wikingowanie. Chciałem oglądać zmianę jaka w nim zaszła. Irytuje mnie też Bjorn, który za bardzo przypomina Ragnara. Milczek z planem. Ale z drugiej strony podobają mi się jego relację z innymi, jak próbuje sobie wyrobić własny branding i podróż ku Morzu Śródziemnemu. Nawet Laghertę złapała u mnie minusa. Ciężko ogląda mi się historię o wojnie domowej nawet w czasach historycznych. Rozumiem jednak, że musi dotrzymać obietnicy którą złożyła, tak samo jak w zeszłym sezonie.

Inne:
- bitwa o Kattegat, a ja ziewam z nudów. Chyba pierwszy raz starcie w Vikings było nudne.

OCENA 4/6

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #209 [05.12.2016 - 11.12.2016]

SPOILERY

DC's Legends of Tomorrow S02E08 The Chicago Way
Oczywista oczywistość na sam początek - świetny odcinek. Było kilka drobnych momentów, które mi zgrzytały, ale to uczucie szybko minęło ponieważ koniec końców bawiłem się doskonale. Już od pierwszych scen gdzie Ray i Nate ćwiczą w ładowni (znowu!) i dostają burę od Sary potem ją przedrzeźniając. Niemożliwe jak ja się dobrze bawię podczas oglądania tego serialu. To nie był jedyny taki moment, odcinek był ich pełen. Może nie tak jak zwykle bo trzeba było opowiedzieć ważną dla fabuły historię.

Pojawił się Legion of Doom i pogrywał sobie z Legendami. Współpraca z Capone to tylko przykrywka by odzyskać tajemniczy amulet. I kurde, podobają mi się jako badguye o wiele bardziej od Vandala. Darkh, Merlin i Reverse mają już ustalone tożsamości więc wiadomo czego można się po nich spodziewać, a i tak sprawiają frajdę. A może dzięki temu. Trochę brakuje interakcji między nimi, na co jeszcze przyjdzie czas.

Najfajniej wypadło pokazanie dysfunkcyjnej rodzinki żyjącej na statku np. w relacji Steina z Sarą. On nie chcę zmiany przeszłości czego nauczyła się od profesorka nie wiedząc, że niedawno naruszył timeline. Po wyznaniu prawdy szybko dochodzi do pojednanie i ochrony rodziny. Świetnie ogląda się Amayę i Micka, których twórcy ewidentnie chcą sparować. Już nie pierwszy raz dostali więcej czasu. Powrócił tez Cold. Wentworth Miller jest świetny w tej roli nawet jeśli gra tylko fragment podświadomości Rory'ego.

I na koniec najwspanialsza scena z końca odcinka. Serial wreszcie pokazał co się dzieje z Ripem. Biedak utknął w Los Angeles w latach '70. Co robi by wrócić do domu? Tworzy aberracje kręcąc film o własnych przygodach. Czy to nie jest genialny pomysł?

OCENA 5/6  

The Flash S03E09 The Present
The Flash w tym sezonie ma bardzo nierówny poziom dlatego ciesze się, że serial udaje się na przerwę z bardzo dobrym odcinkiem. Szybkie tempo, metahumor dla fanów Harry'ego Pottera i położenie fundamentów pod dalszą część serii. Było nieźle. Fajnie wyszedł króciutki wypad na Ziemię-3 i jeszcze krótsza scenka z Jokerem dla ubogich czyli Tricksterem. Mark Hamill jak zwykle świetny w tej roli. Nieźle poprowadzono historię Juliana (ta scena jak z Indiany Jonesa!) i motyw z Savitarem. Ba, nawet nie denerwowało mnie zachowanie Wally'ego. Prawie. I końcówka, która zapowiada wielkie zmiany. Zgon, zdradę i los gorszy od śmierci. Typowania można zacząć już teraz. Była nawet podróż w przyszłość i scenka z śmiercią Iris z rąk Savitara. Na prawdę chcę mi się oglądać dalej. I tylko Barry głupio się zachowuje nie mówiąc o tym co widział.

OCENA 4.5/6

Timeless S01E09 Last Ride of Bonnie & Clyde
Serial nie oczekiwanie skręciłem w mroczniejszą stronę. Nie jest jeszcze tak przytłaczająco jak w filmach DC, brakuje zacinającego deszczu, mroku nocy i smutnych spojrzeń, ale jest jakby poważniej. Już sam tytuł zapowiada zbliżającą się zagładę i śmierć na końcu odcinka. Dobrze znana historia Bonnie i Clyde miała niezmieniony finał, a i tak wywołała u mnie mocne emocję. Serial przedstawił ich jako sympatyczną parę, świetnie zagraną, ale nie zapomniał wspominać o ich morderczych zapędach. Podobał mi się ten dysonans. I ta ładnie wyreżyserowana śmierć z wierszem Bonnie z offu. Dobra robota.

Nie tylko podróż tygodnia była smutną opowieścią. Serial poświęcił też trochę czasu dla rozwijania osobowości Lucy i Wyatta. Ona próbuje poznać swojego narzeczonego co jest absurdalną sytuacją, a on opowiada historię oświadczyn. Ich sytuację ładnie ze sobą współgrają na zasadzie przeciwieństw. Ona ma coś niespodziewanego, on stracił coś co cenił ponad życie. By przeżyć podróż w czasie musieli udawać romans co była dla nich ciężkie. Oboje obrócili to na końcu w żart, uśmiechnęli się do siebie na pożegnanie, a gdy kamera pokazała ich oblicza gdy nie widzieli swoich twarzy były pełne smutku jakby ostatnie wydarzenia odcisnęły na nich piętno.

Wreszcie ruszył też wątek Rittenhouse. Może nie z kopyta, ale jest ciekawie. Agenta Christophers prowadzi własne dochodzenie i śledzi Masona. Natomiast podróż w czasie dotyczyła artefaktu Rittenhouse, który ostatecznie zdobył Flynn. I odczytał dzięki temu jakiś stary list, na oko XVIII wieczny. Wygląda to wszystko na generyczne tajne stowarzyszenie manipulujące historią więc czekam na twist. Spodobało mi się jeszcze, że Rufus opowiedział Christophers o Rittenhouse. Podróże w czasie mogą dzięki temu nabyć nowej dynamiki.

Inne:
- Rufus przedstawiający się jako Wesley Snipes. Płaczę ze śmiechu.

OCENA 4.5/6

Vikings S04E12 The Vision
O ile poprzedni odcinek trochę mnie znudził tak ten mocno wkręcił. Dużo tutaj zasługa mistycyzmu i scen na granicy świata realnego. Wizje Ashlaug były ładne wizualnie, ale to składanie ofiary mnie najbardziej zachwyciło. Może i to nie poziom tej sceny z pierwszego sezonu, ale i tak klimat był niesamowity.

Udanie są też rozgrywane zależności między postaciami. Synowie Ragnara się kochają, ale widać między nimi coraz więcej rywalizacji. Bjorn, który miał być przywódcą wygląda raczej na samotnika podczas imprezki z okazji jego wyprawy. Lagherta i Ashlaug powinny niedługo stoczyć swój ostateczny bój. A Ragnar. No cóż, trochę się myliłem. On na prawdę jest rozbity, na granicy szaleństwa, desperacka próbuje odzyskać respekt bogów i ziomków. Nawet rekrutuje armię starców na raid na Anglię, która zostaje rozbita podczas sztormu. Mercy kill, można by powiedzieć. Jestem ciekaw co serial dla niego szykuje i jak przedstawi jego relację z Ivarem.

OCENA 4.5/6

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Serialowe podsumowanie tygodnia #208 [28.11.2016 - 04.12.2016]

SPOILERY

 Arrow S05E08 Invasion! (2)
Zaplanowanie 100 odcinka Arrow na crossover było karkołomnym pomysłem. I średnio się udało. Jako ten pierwszy spisał się całkiem nieźle, jako drugi już niekoniecznie.

Jako osoba, która porzuciła Arrow 2 lata temu muszę przyznać, że oglądało mi się to nieźle i nawet przez chwilę byłem zainteresowany postaciami. Jednak bardziej mnie urzekła umiejętność odwoływania się do przeszłości. Nostalgiczne sceny podkreślające długą historię serialu i rolę bohatera, który jest zdolny do poświęceń i zawsze odnajdzie swoje przeznaczenie. Prosta historia, ale działa. Fajnie też było zobaczyć alternatywną wersję świata gdzie Ollie nie został Arrowem. Ciekawie koresponduje to też z poprzednim odcinkiem gdzie Green Arrow mówi Barry'emu, że porzuciłby wszystko by odzyskać swoją rodzinę czego ostatecznie nie robi.

Jako element crossovera było słabo. Postacie z innych seriali zostały zmarginalizowane, a historię sztucznego świata można by opowiedzieć w inny sposób na poziomie street levelu np. korzystając z narkotyków. Jedyne co serial dał to średnio wyglądająca walka Supergirl i Flasha z kobietą cyborgiem wyglądająca jakby się nad nią znęcali dla zabawy. To wyglądało źle. Efektowniejsza była ucieczka ze statku obcych i pomoc Waveridera, ale to akurat wcale nie pasowało do klimatu historii.

Na początku myślałem, że nowe postacie w Arrow mnie zaciekawią. I jakże się myliłem. Wyglądają jak tani cosplayerzy, są irytujący i mało śmieszni, a morałek o tym, że nie można kogoś skreślać tylko dlatego, że posiada supermoce powinien wylądować w wieczorynce.

OCENA 4/6

DC's Legends of Tomorrow S02E07 Invasion! (3)
Legendy to od dawna serial, który daje mi najwięcej frajdy podczas oglądania. Ze względu na bohaterów, scenarzystów i humor. Nie koniecznie dzięki tej mieszance dostałem najlepszą składową crossovera, ale lubię tą myśl. I mam nadzieje, że więcej ludzi za tydzień da szansę LoT i zwiększy im się oglądalność bo serial na prawdę na to zasługuje.

Co było w odcinku? Czego nie było! Może pierw o rzeczach najprostszych. Sceny akcji były efektowne, zwłaszcza końcowe starcie. Głupie, bardzo naiwne, ale czy dużo głupsze od innych filmów superbohaterskich? Na pewno bardziej campowe, w stylu komiksów. Tutaj nikt nie bierze się na poważnie dlatego wszystko działa jak powinno. Były też kapitalnie rozpisane sceny humorystyczne. Komentowanie urody pani prezydent przez Sarę i Heat Wave'a to tylko wisienka na torcie. Daniem głównym był duet Cisco i Felicity. Jakże świetnie wyszli! I tylko trzymać kciuki za ich kolejny team-up, najlepiej w Legendach.

Zaskoczyło mnie trochę pogłębienie historii i nadanie wielowymiarowości Dominatorom. Nie pragną destrukcji dla samego zniszczenia. Uważają się za obrońców porządku, ich celem jest powstrzymanie zagrożenia zanim stanie się zbyt poważne. Za coś nieobliczalnego uważają Barry'ego, którego za wszelką cenę trzeba powstrzymać, dlatego przeprowadzają inwazję. I tak, to jest głupie, bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Jednak dzięki swojej celowej umowności to się sprawdza. Barry chcę się poświęcić, zdaje sobie sprawę z błędów, które popełnił i jest gotów oddać swoje życie. I nie bez powodu jego oddalająca sylwetka jest ukazana na tle amerykańskiej flagi.

Fajnie poprowadzono też Cisco, który zdaje sobie sprawę z motywów kierujących Barrym przy tworzeniu Flashpointa. Chcąc zrobić coś dobrze jesteś narażony na nieprzewidziane konsekwencję. Dokłądnie jak mówił Oliver. Uratowanie kosmity 60 lat temu spowodowało tytułowa inwazję. Również Stain zmaga się z konsekwencjami swojego zachowania - nieświadoma manipulacja przy linii czasowej doprowadziła do aberracji w postaci córki, której nie zna i którą będzie ukrywał przed resztą drużyny. Dodając do tego matrxa, w którym utknął Ollie cały crossover spina motyw odpowiedzialności za swoje czyny, akceptacji dokonanych wyborów i świata, który się tworzy.

Bardzo mnie ciekawi jakie będą konsekwencję tego crossovera. Statki kosmitów odgrywające Dzień Niepodległości nad największymi miastami, spotkanie z panią prezydent, córka Steina, Kara i jej urządzenie komunikujące między światami i przecież nie do końca pokonany przeciwnik. Wydaje się, że działy się bardzo ważne rzeczy dla uniwersum. Tylko ile z tego zostanie potraktowane na poważnie?

OCENA 5/6

Teen Wolf S06E03 Sundowning
Agresywna Malia nie przestaje bawić co też pokazuje ile znaczył dla niej Stiles. Niekontrolowana przemiana podczas testu, pobicie pielęgniarza i zachowanie wobec dziadka Stilesa. Również oglądając szeryfa widać jak brak syna na niego wpłynął. Szkoda, że nie położono na to nacisku w stosunku do innych postaci. Scott i Lydia byli w tym odcinku statystami, a wizyta w domu starców nie przyniosła niczego nowego w sprawie zaginionego Stilesa. Było kilka fajnych scenek, ale to wszystko.

U Liama i spółki również średnio. Rozumiem co serial chcę pokazać. Zmianę i przekazanie pałeczki obrońcy Becon Hills. Dlatego muszę oglądać jak Cory, Mason i Hayden pomagają w ratowaniu Becki i to oni walczą z Widmowymi Jeźdźcami gdy pierwotni bohaterowie zajmują się czymś innym. I średnio mnie to interesuje.

Jeszcze nie wiem co myśleć o wątku wilkołaka pożerającego ludzkie duszę. Wydaje mi się to zbytecznym wątkiem patrząc na brak Stilesa. Wolałbym gdyby serial opowiedział jedną spójną historię zamiast przeplatać kilka wątków. Dobrze, że nie robiona tajemnicy z jego tożsamości i potencjalnie zaskoczy czymś innym.

OCENA 4/6

The Flash S03E08 Invasion! (1)
Pierwszy wielki event łączący trzy superbohaterskie seriale The Cw. Karkołomne zadanie, które ostatecznie spełniło oczekiwania. Przynajmniej na samym początku. Ja bawiłem się lepiej niż przy filmowych młóckach od Warner Bros. i trochę żałuję, że telewizja nie może korzystać z tych bardziej znanych postaci. Przecież gdyby zamiast Flasha był Superman, a Arrowa Batman o tym odcinku mówiłoby się tak jak kolejnym Gry o Tron. A tak jest niszowa, ale efektowna uciecha dla fanów.  Z pretekstową fabułą i trochę chybionymi wątkami jak na ten odcinek. Co zresztą schodzi na dalszy plan przy tak dobrze rozpisanych postaciach, relacjach Barry/Oliver i humorowi, który zwyczajnie działa.

Zdziwiło mnie to jak potraktowano Flashpoint. Zrobiono z niego wielkie halo i nie zamieciono pod dywan. Najlepiej wyszła rozmowa Olivera z Barrym, gdy przyjaciel rozumie jaką trudną decyzję podjął Barry i wspiera go. Niczego sobie byłą też przemowa Sary. Lata prowadzenia tych postaci zbierają żniwo. Tylko trochę nie rozumiem oburzenia Diggla na to, że ma syna zamiast córki. On akurat nie musi się czepiać, że Barry zmienił jego życie na gorsze.

Świetnie wypadł występ gościny Supergirl. Na Kryzys i połączenie Ziem raczej nie ma co liczyć dlatego fajnie jest ją widzieć w interakcjach z innymi bohaterami. Jej przyjaźń z Barrym czy nieufność Olliego. I reakcję Heat Wave. Co to była za świetna rozmowa!

Tylko ci obcy nie pasują. Mocno generyczni. Ale to tylko pretekst do zabawy. Pretekst do standardowej walki herosów i potem ich współpracy. Wybaczam bo sztampowość jest szybko rekompensowana.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E06 Dog Day
Zwykle bardzo lubię to jak jest przedstawiona akcja w The Last Ship. Bez różnicy woda czy ląd. Teraz jednak wyjątkowo się znudziłem. Atak na wyspę, przedzieranie się przez bambusy czy ostrzeliwanie w chatce było zbyt długie. Przez co po pewnym czasie straciłem zainteresowanie. Wracało gdy byli pokazywani jeńcy i ich walka mimo trudnego położenie. Reszta była taka sobie. Rzeczy, które już dawno widziałem tylko w innym settingu. Fajny pomysł z tunelami, takie odwołanie do Wietnamu tylko dość przeciętnie wykorzystane. Brakowało terroru i strachu przed kolejnymi metrami zdobywanej ziemi.

Może teraz gdy odbito zakładników i Mike wrócił na statek zostanie ruszony wątek polityczny. Najwyższy czas by poznać plany Chińczyków. I żeby gubernatorzy w USA zrobili swój ruch. I jak już wyliczę czego chcę to niech dadzą jeszcze Texa. Przydałby się jakiś występ gościnny.

OCENA 4/6

The Last Ship S03E07 In the Dark
Trochę szkoda, że tytułowej ciemności nie było tutaj więcej. Cały odcinek w tym stylu można było o tym zrobić jak w zeszłym sezonie podczas ukrywania się przed okrętem podwodnym. Jednak i tak było dobrze. Ucieczka przed chińczykami wyszło nieźle, kilka momentów było do prawdy emocjonujących. Jak wzięcie Nathana Jamesa za ich jednostkę. Albo przeprawa przez pole minowe. Trochę zamarzyła mi się otwarta bitwa morska na koniec sezonu.

W Sant Louis było początkowo nudno. Wyszukiwanie kolejnych brudów na prezydenta i jego radzenie sobie z kryzysem było męczące. Natomiast cliffhanger zaskakujący i nadający nowej dynamiki. Jeffrey postanowił dokończyć to co zaczął na pokładzie Nathana Jamesa i tym razem skutecznie popełnił samobójstwo. To tworzy zupełnie nową dynamikę w politycznym aspekcie serialu.

Podobało mi się co zrobiono z Greenen. Najlepszy cyngiel na pokładzie Nathana Jamesa, na co dzień spotykający się ze śmiercią i odczuwający stratę przyjaciela odbiera poród. Circle of life.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S03E08 Sea Change
Pierw odnośnie rządowego wątku. Namieszało się. Nowemu prezydentowi zależy głównie na PR i nie jest zbytnio gotów na pełnieniu tej funkcji. Słucha się gubernatorów, którzy toczą własną grę. Przy okazji odciął Karę od głównych wydarzeń dlatego, że powiedziała to co myśli. To oznacza więcej bezcelowego miotania się. I nie wiem już sam czy podoba mi się ten wątek czy nie.

To samo mam z historią Penga. Jest zły do szpiku kości i marzy o światowej dominacji przeprowadzając ludobójstwo w Azji. Stawka jest wysoka, ale co z tego skoro została pozbawiona osobistych motywów. To wciąż dobrze się ogląda, ale trochę jestem tym już zmęczony.

OCENA 4/6

Timeless S01E08 Space Race
W połowie sezonu stwierdzam, że z coraz większą przyjemnością włączam kolejne odcinki. Wiem już czego się mogę spodziewać i serial jeszcze ani razu poważnie mnie nie zawiódł, tak żebym myślał żeby go porzucić. Jednocześnie wiele się tutaj nie wydarzyło czego mocno żałuję. Co tydzień to samo, a zabawa z podróżami w czasie za mało agresywna. Zmiany w czasie jakie są dokonywane nie naruszają statusu quo serialu, a jedynie wprowadzają elementy humorystyczne. Patrząc na pilota to troszkę boli. Choćby w tym odcinku bohaterowie mogliby wrócić do świata odrobinę bardziej zaawansowanego technologicznie.

Jednak historia odcinka znowu była bardzo przyjemna i dla zagęszczenia atmosfery rozbita na dwa segmenty. Pierwszy z nich to próba uratowania lotu Apollo 11. Ładnie wszystko rozpisane i do samego końca umiejętnie zwiększano napięcie choćby przez przemówienie Kennedyego. Śmieszne były też żarty z ówczesnej technologii i miny Rufusa. Drugi wątek to śledzenie Flynna i jego zagadkowy plan z fintą na końcu. Wykorzystał podróż w czasie by uratować własnego brata. To był zaskoczenie. I to całkiem fajne jakby serial znowu krzyczał "On wcale nie jest taki zły".

OCENA 4.5/6

Vikings S04E11 The Outsider
Przeglądając mój serialowy kalendarz zdziwiłem się z powrotu Wikingów. Jak to, już? Nie czekałem specjalnie, nie śledziłem nowinek więc się nie rozczarowałem odcinkiem. Miękki reboot serialu wyszedł akceptowalnie. Skupił się na przedstawieniu synów Ragnera, ich zażyłości i różnic między nimi. Szybko można było sobie wyrobić o nich zdanie. Zwłaszcza Ivarze, który może być ciekawym antybohaterem. Natomiast oglądanie samego Ragnara było dość przytłaczające. Snuje się od znanej osoby do znanej i opowiada o chęci zemsty na Anglikach i poznaniu swoich chłopców. Wydaje się rozbity i bez planu. Nie wiadomo co przeżył poza nieudaną próbą samobójczą, i nie wiadomo co zrobi. Po raz kolejny robią z niego wielką niewiadomą i trochę mnie to martwi. Ile razy można próbować tego samego?

Spodobały mi się nowe plenery. Piękne górskie widoczki, gęste lasy i zatłoczony Kattegat. I muzyka robiąca kawał solidnej roboty, zwłaszcza podczas "przywitania" Ragnara z synami. Klimatu Wikingom nie można odmówić. Przydałaby się jeszcze wciągająca fabuła.

OCENA 4/6