niedziela, 10 grudnia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #260 [04.12.2017 - 10.12.2017]

SPOILERY

Batman The Animated Series S01E01 On Leather Wings
Dzisiaj prawdziwa klasyka na którą od dawna ostrzyłem sobie szpony. Można by pomyśleć, że po 25 latach animowany Batman będzie wyglądać archaicznie i odstawiać od obecnych standardów. Nic z tego. To współczesne animację z swoim pokracznym CGI i brakiem klimatu są daleko za Batmanem Bruca Timma.

Historia jest bardzo prosta. Ataki na laboratoria medyczne i podejrzenie Batmana, który musi dociec do prawdy. Bez zbędnych twistów historia o Hydzie i Jekyllu. Tylko jak pokazana! Mroczna atmosfera z przytłaczającym miastem. Batman prowadzący śledztwo przy użyciu swoich gadżetów, a gdzieś w tle krótkie historię Gordona i Bullocka reagujące na sytuację. O ile większość odcinka jest bardzo spokojna, nastawiona na klimat i atmosferę budowaną jeszcze przez wspaniałą muzykę Danny'ego Elfmana to końcówka to całkiem widowiskowe starcie. Dynamiczna scena akcji mogła się podobać.

Szkoda, że czas jest tematem deficytowym (powiedział Czesiek między odcinkami Inhumans), gdybym miał go więcej pewnie obejrzałbym dużo więcej odcinków. Chociaż, może uda się wcisnąć jeden na tydzień, to przecież tylko 20 min.

Inne:
- Harvey Dent pojawił się na krótką chwilę, udany foreshadowing.
- Kevin Conroy modulując swój głos jako Batman i Bruce Wayne na przemiennie w jednej scenie jest wspaniały.
- Batman mówiący "What's up dock" to już klasyka.
- oczywiście, że emisja odcinków, produkcja i numeracja na DVD to trzy zupełnie inne listy. Chronologicznie jest jeszcze inaczej.

OCENA 5/6

Marvel's Inhumans S01E01 Behold... The Inhumans
Widziałem, że będzie źle. Nie podejrzewałem, że tak bardzo. Myślałem o krytyce na wyrost. Tak żeby dokopać Marvelowi, nie często się to w końcu zdarza. Mieli jednak rację. Ten serial to katastrofa. Nie wyszło tutaj praktycznie nic od samego punkty wyjściowego i sposobie dystrybucji w IMAXach poczynając. Wizja Attilanu jest plastikowa, rodzina królewska Inhumans to zgraja cospleyerów u cioci na imieninach, a główny wątek jest tak sztampowy jak kolejny zły w filmach Marvela tylko z dużo gorszym wykonaniem. Aktorzy są fatalni (co dziwi najbardziej!), postacie nijakie, kulawa ekspozycja to drugie imię dialogów, wątek romansowy został wydarty z harlekina. Mógłbym tak długo. Od każdej sceny bija sztuczność, serial razi swoją prostotą. Na yt można znaleźć dziesiątki lepiej zrealizowanych amatorskich produkcji. Oczywiście schrzaniono też montaż i sceny walki, które są równie nudne jak w Iron Fist. Scott Buck pozdrawia. W sumie to podobały mi się zdjęcia na Hawajach i zostałem zaskoczony przez jeden twist, który przykuł moją uwagę na parę minut. Tyle.

Inne:
- Attilan, miasto na księżycu którego mieszkańcy wyśmiewają Ziemską technologię wygląda gorzej niż Europejska metropolia. Zwykli Inhumans ubierają się podobnie do nas, mają szklane naczynia, drewniane skrzynki, a nastolatki słuchają głośno muzyki i ignorują rodzinne uroczystości. Zero pomysłu na uatrakcyjnienie stylistyki.

OCENA 2.5/6

Marvel's Inhumans S01E02 Those Who Would Destroy Us
To jest tak złe, że co jakiś czas wybucham spazmami śmiechu. Fabuły tutaj nie ma żadnej, intryga jest banalna, a postacie nijak interesujące. Niby serial próbuje pokazać problem walki klas, ale to też robi nieudolnie. Wszystko co dzieje się na ekranie jest absurdalne i fatalnie wykonane. Ja się śmieje w miejscach do tego nie przeznaczonych, serial chciał żeby śmiał się z powodu nieobycia Inhumans na Ziemi. To nie jest śmieszne tylko żenujące. Najbardziej jednak mi szkoda ludzi którzy poszli do kin IMAX obejrzeć dwa pierwsze odcinki. Nic nie usprawiedliwia takiego wydatku.

Inne:
- serio, miniflashbacki do wydarzeń z poprzedniego odcinka?
- oczywiście, że Inhumans perfekcyjnie znają angielski. 
- Inhumans na księżycu szpiegują ludzi, bez ustanku obserwując co dzieje się na Ziemi, a Blackbolt i tak nie rozumie koncepcji smartfona i pieniędzy. 
- ze wszystkich miejsc na Ziemi Lockow zabrał Inhumans akurat tam gdzie ostatnio na nich polowano.
- bransoletki Inhumans nie mają możliwości wysyłania wiadomości tekstowych. Kto by się spodziewał, że Blackbolt nie będzie mógł się przez to komunikować z innymi. Dobrze, że przynajmniej GPS z opcją wyświetlenia mapy jest.
- Gorgon, dowódca straży królewskiej prawie się utopił wchodząc do oceanu i nawołując Trytona. Biedaczek zginąłby od razu gdyby wylądował na ruchliwej ulicy.
- Karnak, widzi wzorce, nieskończone możliwości, potrafi wszystkich zaplanować w najdrobniejszych szczegółach, a i tak spadł z klifu...
- żarty o kopycie Gorgona kontratakują!
- Maximus dowiedział się od wieszcza, że Rada Genetyczna planuje jego śmierć. No niemożliwe, że komuś nie pasuje zamach stanu. Tylko czemu nie podjął wcześniej żadnych kroków? Zresztą nieważne, nie było pytania.
- Blackbolt zniszczył radiowóz podczas aresztowania, jest metą, a oni go zabrali na posterunek policji.

OCENA 2/6

Marvel's Inhumans S01E03 Divide and Conquer
Inhumans przypomina mi trochę późniejsze The Event, które oglądałem tylko po to by zobaczyć jak idiotyczne pomysły wykrzesają z siebie scenarzyści. Dziewięćdziesiąt procent scen jest tutaj w jakiś sposób wadliwie wykonana, ale najgorsze jest prowadzenie historii. Czy raczej "historii". Tutaj nic się nie dzieje. Rodzina królewska jest rozproszona i przeżywa własne przygody, a Maximus rządzi sobie na księżycu. Czy raczej jest  królem bezosobowego społeczeństwa. Próba akcentacji nierówności społecznych jest na nic jeśli nie pokazuje się społeczeństwa.

Inne:
- Attilan ma 1400 osób i oni chcą podbić Ziemię. Nie widzieli nigdy Avengers? Good luck.  
- Medusa żądająca od bankomatu pieniędzy bo jest królową, takie śmieszne!
- "Będę walczył dla twojego króla honorując tym mojego", powiedział randomowy spotkany surfer Gorgonowi po dniu znajomości.
- przeszukiwanie dżungli w wykonaniu Inhumans - parę postaci idzie obok siebie i rozmawia o głupotach.
- Mordis, równie potężny co Blackbolt i siejący strach robi za comicrelief. Kolejny z serii genialnych pomysłów.
- Gorgon buja się z surferami, Karnak wpadł na hodowców maryśki, Blackbolt w więzieniu - Hawaje miejsce pełne atrakcji dla Inhumans.
- Aruan dwa razy dała się nabrać na podstęp z zostawieniem transmitera i zastawieniem pułapki, dwa razy scenarzyści w przeciągu dwóch odcinków męczą mnie tym samym schematem.

OCENA 2/6

Marvel's Inhumans S01E04 Make Way for... Medusa
Kompletnie nijaki odcinek. Nawet żenująco śmiesznych momentów nie było co trochę mnie smuci. Na razie wygląda to jak kilka opowieści o kosmitach szukających swojego miejsca na ziemi. Wszystkie jednakowo słabe. Black Bolt siedzi w laboratorium, Gorgon dalej biega po dżungli, Crystal leczy psa, a Karnak romansuje na plantacji narkotyków. Jedynie Medusa robi coś sensownego próbując znaleźć męża. Tylko Louise męczy. Niby sympatyczna, ale strasznie podobna do Felicity z Arrowa z mało przekonującą historią. A jest jeszcze Maximus, który umacnia swoją władzę w Attilan nie robić nic zaskakującego. 

Inne:
- w drugim odcinku Blackbolt ucieka przed policją, teraz Medusa. Ten serial co chwila recyklinguje swoje pomysły.
- dopiero połowa sezonu, a ja już nie mam siły na więcej.

OCENA 2/6

Marvel's The Punisher S01E05 Gunner
Trochę denerwuje mnie zachowanie Franka i jego podchody do żony Libermana. Rozumiem sens tych scen. Pokazanie jego tęsknoty za normalnym życiem i odnalezienie substytutu rodziny. TYlko to trochę męczącą. Jednak podoba mi się zachowanie Davida. Godnie to znosi. A jego sceny z Frankem to złoto. Wieczne kłótnie i utarczki słowne. A scena z jedzeniem kanapki i zazdrość Franka była tak bardzo ludzka, że się bardziej nie da.

Ogólnie odcinek dalej trzyma poziom. Mógłby być odrobinę krótszy, ale ma mnóstwo interesujących scen która szybko pozwalają zapomnieć o okresach dłużyzny. I fantastyczne sceny akcji gdzie próbowane jest nieszablonowe podejście. Kamerki na twarzy żołnierzy i wsparcie z drona podczas leśnej obławy, miało to klimacik. Chociaż wolałbym Franka jako łowcę, a nie zwierzynę. Dalej świetnie wypada Madani z jej pewnością siebie.

OCENA 5/6

Marvel's The Punisher S01E06 The Judas Goat
Bardzo spokojny odcinek. Nawet trochę za bardzo. Miał sporo ważnych elementów, ale można by je upchnąć gdzie indzie i sezon by na tym nie stracił. Frank przez większość przesiedział w jamie i ponownie przeżywał swoją traumę. Jego majaki zaczynają przebierać nową formę bo coraz bardziej zależy mu na rodzinie Libermanów. To jest bardzo fajnie prowadzony story arc. Frank szuka tutaj pewnego rodzaju pocieszenie.

Najważniejszą rzeczą było ujawnienie antagonisty sezony, by jeszcze bardziej podbić osobisty wymiar historii. Frank stracił jedną rodzinę, a teraz druga go zdradza. Billy okazał się współpracownikiem Agent Oragne. Nie powiem, że jakoś mnie to specjalnie zdziwiło. Trochę szkoda bo to oklepany trop.

Serial ładnie skomentował nasz świat. Brawo dla tego kto wymyślił nacisk na weteranów wojennych. Parszywy świat lubi ich wykorzystywać i naginać ich wolę przez osoby widzące lepiej. Tym kimś jest "weteran z Wietnamu", który nigdy nie opuścił Teksasu. Najgłośniej krytykuje rząd, jest najbardziej poszkodowany, a tak na prawdę jest roszczeniowcem żerującym na innych.

OCENA 4.5/6

Mindhunter S01E09 Episode 9
Gdybym był złośliwy napisałbym, że serial wreszcie dostaje poważniejszy wątek fabularny dotyczący prowadzonych badań. A jak wiadomo nie jestem. Napiszę tylko, że czuć intrygę, bohaterowie popełniają błędy i szykują się konsekwencję działań które podjęli. I tylko szkoda, że dalej zachowanie Forda jest siłą napędową.

Odcinek nie odbiega zbytnio od swojego schematu. Kolejne przesłuchanie mordercy, pokazywanie jakim dupkiem jest Holden i pomoc w łapaniu morderców. Brakuje pazura innowacyjności. Gorzej, mam wrażenie, że fabuła jest tutaj prowadzona niekonsekwentnie, a przeskoki w czasie zaburzają rozwój postaci. Zamiast dostawać istotne rozmowy samoczynnie zmienia się status quo. Ot Bill znowu nie ma nic przeciwko wywiadom z mordercami, Ford znowu jest z swoją dziewczyną.

OCENA 4.5/6

Mindhunter S01E10 Episode 10
Wreszcie koniec. Jestem z siebie dumny, w nagrodę poproszę lepszy następny sezon. Z rzetelnym prowadzeniem nie tylko Forda, ale jego kolegów z pracy. I prawdziwej historii, a nie ram narracyjnych pozwalających na prowadzenie krótkich historyjek.

Sezon skończył się dobrze, w porywach do bardzo dobrze. Holden pękł, jego arogancja osiągnęła punkt graniczny. Jest niczym sędzia wydający wyroki, muszący tylko udowodnić winę. Nie liczy się z nikim, z przełożonymi czy własną dziewczyną. Przeszedł bardzo wiarygodną drogę. Sama końcówka to jego upadek. Złamał się, po spotkaniu z Kamperem dostał ataku paniki. Wszystko się w nim nagromadziło i doszło do wybuchu. Czy to, że Ed uznał go za swojego powiernika i przyjaciela? Czy grożenie śmiercią? Na pewno jest to interesujące zwieńczenie jego historii.

Gorzej z innymi rzeczami. Znowu trochę śledztwo i dużo dialogów. Wendy dostaje kilka scen, Bill zostaje zlekceważony. Pod tym względem niechlubny standard dla serialu. Chciałbym żeby to się poprawiło.

Inne:
- plusik za ścieżkę dźwiękowe, kapitalnie dobrane kawałki budujące klimat epoki.

OCENA 4.5/6
OCENA SEZONU 4.5/6

Riverdale S02E07 Chapter Twenty: Tales from the Darkside
Jakby to najprościej powiedzieć? Co za świetny odcinek! Mroczna antologia w świecie Archiego z niebanalnymi twistami. Pierwsza opowieść z dreszczykiem była zapewne delikatnym wprowadzeniem do Sabriny. Greendale, sekty, mordercy, nawiedzeni ludzi. I towszystko na drodze z punkty A do B. Jughead wpadł, jest przemytnikiem tajemniczych pudełek. Banalne, ale podane w znakomitej formie. Tak ja druga historia o Josie. Josie! Tajemniczy stoker, podrzucanie mylnych tropów i budowanie zagrożenia w miasteczku. I znowu końcówka! Sheryll okazała się prześladowczynią. Ha, więc jej przechadzanie się w tle kilka odcinków temu miało jakieś znaczenie. Ostatnia historia opowiadała o Betty i Veronice. Tutaj fajna zagrywka, to panna Cooper była antagonistką niesłusznie podejrzewającą szeryfa o bycie Black Hoodem. Trochę komedii omyłek, trochę slapstiku, ale najwięcej tego gęstego klimatu tajemnicy.Jeszcze raz - świetny odcinek, delikatny wdech przed dalszymi wydarzeniami i kładzenie fundamentów pod nowe wątki.

OCENA 5.5/6

Riverdale S02E08 Chapter Twenty One: House of the Devil
Sprawa Black Hood zeszła na drugi plan. Ten odcinek był o związkach. I moje nieczułe serduszko parę razy poruszyło się z wzruszenia. Ten serial umie prowadzić swoich bohaterów i nie raz zaskakuje. Wciąż też posiada ten niepokojący klimat potęgowany przez zdumiewający styl realizatorski jak na serial The Cw. I ta ścieżka dźwiękowa. Zwłaszcza gdy bohaterowie śpiewają. Mad World w wykonaniu czołowej trójki był wyśmienity, zwłaszcza że tak dobrze pasował do ich obecnego stanu emocjonalnego. Nie wiem tylko co myśleć o striptizie Betty. Jej psychoza znowu daje o sobie znać więc można to uznać za wiarygodne.

Inne:
- proszę, sparujcie Alice i FP, nie teraz czy za sezon, ale ewentualnie muszą wylądować razem.

OCENA 5/6 

Vikings S05E01 The Departed Part One
Długo się zastanawiałem czy nie zostawić Wikingów i obejrzeć ciurkiem połowę sezonu. W końcu i tak Przez Netflixa nie nadążam z oglądaniem na bieżąco. Zwyciężyła jednak ciekawość. Trochę się stęskniłem za serialem, a historyczne klimaty +100 lat to ostatnio rzadkość na mojej playliście.

I jestem zadowolony z podjętej decyzji. Może nie był to jakiś spektakularny odcinek, ale miał bardzo dużo scen, które nie pozwalały pozostać obojętnym. Spotkanie braci po morderstwie Ivara i debatowanie o przyszłości miało niewypowiedziane napięcie. Ivar to tykająca bomba, która czeka by ponownie wybuchnąć. Podczas najazdu na York dał demu dowód. Cieszył się z zadawania śmierci. Paradoksalnie równie wiarygodny był żałując morderstwa Siguarda. Dla kontrastu pokazano Ubbe, które wygląda na znudzonego ciągłą wojną, jest niczym jego ojciec i to nie tylko z wyglądu. Szykuje się interesujący konflikt.

Można lubić bohaterów i im kibicować, ale w Wikingach nie brakuje pewnego dysonansu. W jednej scenie bijesz brawa i krzyczysz imię Flokiego by w następnej być w szoku gdy nasi herosi składają w ofierze dzieci. Serialu, robisz to dobrze.

Lata mijają, a obsady ubywa więc trzeba ją sukcesywnie powiększać. Tym razem postarzono synów Bjorna i Athlesteina. Szykują się kolejne pokoleniowe konflikty i opowieść o dojrzewaniu i oczekiwaniu ojców. Jest też Heahmund, wojowniczy biskup. I szczerze mówiąc na razie nie pokazał niczego ciekawego. Jonathan Rhys Meyers charyzmę posiada, czekać tylko trzeba aż jej użyję.

OCENA 5/6

Vikings S05E02 The Departed Part Two
Lubię mistyczne klimaty w Wikingach. Zderzenie świata ludzi z boskim pierwiastkiem jak i te bardziej odważne skoki w kierunku fantastyki których nie można wytłumaczyć stylem wizualnym czy naćpaniem bohaterów. Tutaj takie podniosłe momenty były dwa. Pierw Alfred dostał wiadomość od swojego zmarłego ojca. Symboliczne namaszczenie na przywódcę i być może zbawiciele Anglii. Potem dostałem fantastyczną podróż Flokiego po Grenlandii, która mogłaby się znaleźć w informatorze turystycznym. Piękne widoki zaściełanego zielenią lądu i jego przekonanie o wylądowaniu w Asgardzie. Teraz czekać na brutalne starcie z rzeczywistością i spotkanie pierwszych ludzi bo to raczej nie będzie survival Flokiego na niegościnnym lądzie.

Trochę gorzej wypadają inne wątki. W Yorku działo się mało, a napięcie między braćmi to rzecz stara. Tylko Ivar wykonuje coraz więcej agresywniejszych kroków by umocnić swoją władzę. W Kattagat za to Lagherta w głupi sposób narobiła sobie kłopoty gwałcąc wcześniej Haralda. Strasznie naciągana jego ucieczka, tak jak pojmanie Astrid. Spiski w mieście to kolejna powtórka z rozgrywki. Mam nadzieje, że Michael Hirst ma dobry pomysł i nie będzie recyklował wątków.

Inne:
- dawać mi Bjorna i podróż po Morzu Śródziemnym. 

OCENA 4.5/6

5 komentarzy: