wtorek, 29 sierpnia 2017

Serialowe podsumowanie tygodnia #245 [21.08.2017 - 27.08.2017]

SPOILERY

Game of Thrones S07E07 The Dragon and the Wolf
Mimo siedmiu odcinków sezon zachował tradycyjną strukturę z spokojniejszym sezonem. Był to w głównej mierze epicki teatr telewizji oparty na rozmowach podkreślonych wizualnym przepychem. Kulminacja serialu zbierająca najważniejszych bohaterów w jednym miejscu okazała się godnym oczekiwania spektaklem. Budowanie zależności, relacji i oczekiwań na konfrontację opłaciło się. Niemalże każda rozmowa w jakiś sposób wnosiła coś nowego lub była czystej wody fanserwisem. Nie obyło się też bez kilku zaskoczeń, niezbyt dużo kalibru. Przy całych moich pochwałach jest niestety daleki (no, może nie daleki bo wciąż się bawię i ekscytują) od zachwytów i mam kilka sporych problemów, z odcinkiem i sezon. Nie zmienia to jednak faktu, że Gra o Tron to jeden z najlepszych i najważniejszych seriali w telewizji.

Moim podstawowym problemem jest pośpiech, który jest tym wyraźniejszy jeśli skonfrontuje się go z tempem prowadzenia fabuły z poprzednich lat. Bohaterowie już nie podróżują, nie ma odpowiedniej podbudowy do wydarzeń, a rzeczy się dzieją. Jakby twórcy odhaczali kolejne punkty by zamknąć swoją historię. Przez to gubi się w tym logika. Ot choćby wątek Jona i Deanerys. Rozumiem, że ich relacje musiały przerodzić się w związek, tylko nie widzę tego na ekranie. Brakowało wyraźniejszego budowania relacji, stopniowego wzrostu zaufania i wreszcie budzącego się uczucia. Jakby wydarzenia za Murem miały być dobrym usprawiedliwieniem. Boli, bo nie trzeba wiele wysiłku by połączyć te dwie jakże podobne postacie.

Nie kupuję też zdrady Jamiego i odejścia z Królewskiej Przystani. Spodziewałem się tego, to całkiem logiczne w dłuższej perspektywie, zwłaszcza jeśli zna się książki, ale i tutaj zabrakło solidnych fundamentów. Gdzie pokazanie nieufności względem siostry? Gdzie kwestionowanie jej decyzji? Strach przed smokami i Białymi Wędrowcami? To jest bardzo słaby argument. Znowu mamy tutaj interesujący zwrot akcji, który został zbyt słabo umotywowany.

Nie do końca kupuje też główną intrygę i twist. Gros odcinka został temu przeznaczony tylko po to żeby pokazać grę Cersei. Jak w finale 6x10. Nie obchodzą ją żadne sojusze i zagrożenie z północy, nawet nie przejmuje się swoim nienarodzonym dzieckiem. Gra o tron i to bardzo skutecznie. To zgodne z jej charakterem więc mogę przyczepić się tylko do scenarzystów, którzy znowu, mają pomysł i skupiają się zupełnie na czymś innym. Powoli dochodzę do wniosku, że spotkanie Daenerys i Cersei było tylko po to żeby wprowadzić w jak najbardziej zaskakujący sposób Złotą Kompanię.

Rozczarował mnie też wątek w Winterfell. I znowu, nie z powodu tego co się tam wydarzyło tylko jak. Sansa dalej jest nakłaniana przez Littlefingera do pozbycia się siostry i wszystko na to wskazuje. Zamiast tego zostaje ujawniony sojusz dwóch Starkównych w celu pozbycia się Petera. Celem miało być tylko tanie szokowanie. Znając historię Sansy można się było spodziewać, że w końcu przejrzała na oczy kto jest jej prawdziwym wrogiem tylko w takim razie budowanie napięcia między nią, a Aryą było kompletnie zbyteczne. Miało na cele wprowadzić w serialu kolejny twist i efekt wow dla widza.

Co by jednak nie narzekać dużo rzeczy mi się podobało. Zwłaszcza tych drobnych rozmów i scen z bohaterami z którymi się zżyłem. Theon dostał wreszcie chwilę odkupienia. Pierw trochę meta rozmowa o Nedzie jako ojcu Greyjoya nawiązująca również do pochodzenia Jona oraz moment gdy Theon stawia na swoim przekuwając swoje wady w zaletę. Może to niezbyt w duchu serialu, postać która upadła w taki sposób powinna sięgać coraz bardziej dna, tak trochę mnie cieszy, że dostał swoję 5 minut.

Finałowa scena również była odhaczeniem kolejnego punktu z listy - Wędrowcy niszczą Mur przy użyciu smoka. Nie wpadając na żadne spoilery spodziewałem się tego. W tym bądź co bądź kameralnym odcinku potrzebne było pierdolnięcie. Wizualne i fabularne. Tym czymś było rozpoczęcie inwazji nieumarłych na Północ. Oznacza to rozmach już w premierze S08. Chyba, że Inni będą dalej poruszać się tym samym ślimaczym tempem.

Inne:
- Euron przez parę minut wydawał się najrozsądniejszym człowiekiem w Westeros, a twist z jego udziałem wydawał się całkiem logiczny. Okazało się to tylko zmyłką. Co jest trochę głupie bo Cersei nie mogła wiedzieć o efektownej prezentacji nieumarłego.
- R+L=J, a raczej Aegon. Potwierdzono, można ruszyć dalej.
- dobra, Rudy po katastrofie budowlanej musi zginąć, nie ma szans by i teraz mu się udało.

OCENA 5/6
OCENA SEZONU 5.5/6

Supergirl S01E03 Fight or Flight
Nie miałem nic przeciw wylosowaniu Supergirl w końcu to serial który chciałem nadrobić. Po seansie nie zmieniło się to, wciąż chcę poznać jej dalsze losy, dalej jednak bez ciśnienia. Serial daje frajdę podczas oglądania, to skumulowana dawka optymizmu, mimo swoich wad - prostej historii i męczących zagrywek. Ogląda się to dla Melissy Benoist i jej Supergirl. Zawsze skorej do pomagania i akcji, udowodnienia światu, że jest równie dobra jak Superman. Momentami motywów feministycznych było już za dużo i przyćmiewały logikę. Przymykam na to oko i oglądam dalej tzn. będe oglądał dalej jeśli serial zostanie wylosowany lub gdy dojdzie do kolejnego wielkiego crossoveru seriali The CW.

OCENA 4/6 

The Last Ship S04E01 In Medias Res
Ostatnimi czasy dużo seriali sensacyjnych mnie zawodzi. Na całe szczęście jest The Last Ship. Łatwe do zaakceptowania wady pozwalają skupić się na pozytywnych elementach których jest całkiem sporo. Przez trzy sezony była to świetna opowieść z charyzmatycznymi postaciami, która w trakcie płynnie ewoluowała w odrobinę inny serial. Wszystko wskazuje na to, że niewiele się zmieni w czwartym roku produkcji.

Poprzedni sezon był w sporej mierze odpoczynkiem od plagi i zaraz, a skupił się na polityce wewnętrznej i międzynarodowej. Teraz wirus powrócił w odmiennej formie. Nie atakuje ludzi, a rośliny. Red Rust jest prawdziwym zagrożeniem i może doprowadzić do zagłady ludzkości w jeszcze efektywniejszy sposób niż jego poprzednik. Jedynie załoga Nathana Jamesa może mu stanąć na drodze. Kupuję to od samego początku. Niby znany wróg wyewoluował w nową formę, a przy tym jest jeszcze straszniejszy. Działa na morale, osłabia ludzkiego ducha, ale też ich ciało. Poprzednio można było zdobyć zaopatrzenie, schować się, przeczekać czy nawet być odpornym. Teraz nie ma żadnej ucieczki. Oczywiście genialni biolodzy znajdą ratunek, ale przyjdzie na to sporo poczekać.

Fabularnie pilot serii się nie ceregieli. W pierwszych minutach wytłumacza o co chodzi nie popadającą w zbyteczną ekspozycję. Wchodzi to całkiem zgrabnie. Potem akcja, strzelania i wprowadzenie nowych postaci. Całkiem udane. Z czasem wychodzi więcej faktów o znanych twarzach, intryga robi się ciekawsza, a do tego wszystkiego dorzucono sporo dramatu. Nie trzymam kciuków by poziom został utrzymany, jestem pewien że się uda.

Martwi mnie tylko kolejna stereotypizacja. Walczono z Rosjanami i Chińczyki, a teraz dorzucono terrorystów z północnej Afryki. Serial raczej nie wywróci tego do góry nogami, wcześniej mu to zbytnio nie wychodziło. Dla przeciwwagi dalej jest mocno zdywersyfikowany dorzucając tym razem homoseksualną Kenijkę.

Zupełnie na uboczu najważniejszych wydarzeń jest kapitan Chandler. Bohater na ponad rok usunął się w cień i żyję spokojnie na greckiej wyspie. Jest to bardzo dobrze znana historia, która zawsze się podoba. Nie mogąc żyć z tym co zrobić ucieka, zaczyna nowe życie bez bohaterskiej aury i znowu na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za ludzi z którymi się związał. Ludzie jego pokroju tak mają. Mogą, a nawet powinni kwestionować swoją rolę, ale koniec końców postępują właściwie. 

Inne:
- szkoda, że serial nie idzie mocniej w geopolitykę i nie przerysowuje granic państw. Mogą to wytłumaczyć jakiś traktatem, ale dziwnie się ogląda te same mapy po globalnej katastrofie.  
- akcja dzieje się w Grecji więc trzeba wrzucić dużo nawiązań do ich mitologii. Trochę z tym przesadzono, a raz udało się to przerobić w żart.
- BRODY! Wszędzie brody. Serial dostaje +10 do zajebistości.

OCENA 4.5/6

The Last Ship S04E02 The Pillars of Hercules
Uwielbiam w The Last Ship odcinki tego typu. Mocno skompresowane, gdzie niemalże całość dzieje się na statku, a załoga musi sobie radzić z poważnym problemem. Tutaj jeszcze doszła tajemnica. Niewiedza i próba zrozumienia sytuacji. Świetnie się to oglądało. Uwięziony okręt między Słupami Herkulesa i ataki rakietowe. Mogę się tylko przyczepić do wymiany ognia, która była strasznie bez składna. Miała kilka świetnych momentów, ale to głównie bezsensowne strzelanie do siebie z słabo zdefiniowaną drugą stroną.

Konstrukcyjnie odcinek trzeba też pochwalić za coś jeszcze. Za przenikanie wątków, nie fabularnie, ale z proporcjonalnym stopniowaniem napięcia. Zarówno u Chandlera jak i Nathana Jamesa przyszłość była nieznana, kolejny sceny były okryte tajemnicą, a punkt kulminacyjny został osiągnięty w tym samym momencie. Dołożono jeszcze przedzieranie się oddziału uderzeniowego i stworzono bardzo mocną mieszankę.

Inspirację starożytnością przybierają tutaj absurdalny rozmiar. Jestem na etapie "bawi i nie przeszkadza", ale to szybko może się zmienić. Znowu odwołania do mitologii, historii Rzymu i dawnej symboliki. Czuję tutaj też większe niż zazwyczaj inspirację mystery drama typu Lost. Tajemne drzwi, skarabeusze je otwierające i oczywiście wielka tajemnica. Podoba mi się to podejście do serialu.

Z dramatów bohaterów najbardziej podobała mi się scena gdy Kara i Danny zachowują się personalnie. Mówią do siebie wojskowymi zwrotami, on wydaje polecenie ostrzału rakietowego na swoje miejsce, a ona to akceptuje. I ten ból na ich twarzach. Jestem frajerem jeśli chodzi o taki romantyzm. Jest też historia Chandlera, który wpakował się w bardzo poważną intrygę, pewnie mającą związek z losami zaginionych nasion. Mogłem się mylić, że bohater będzie zawsze postępował bohatersko. Ciężko dostrzec granicę między przykrywką, a prawdziwym Tomem. Scenarzyści prowadzą grę z widzem. Bardzo udaną bo angażującą.

OCENA 5/6 
 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza